Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lucy Maud Montgomery. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lucy Maud Montgomery. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 lipca 2019

O polskim "Pakcie" i norweskim "Układzie"

Obejrzałam ostatnio na YouTube pierwszy odcinek serialu HBO p.t. Pakt. Na tyle mnie zainteresował, że poszukałam jakichś informacji na jego temat. Okazuje się, że scenariusz jest przeróbką norweskiej powieści Układ (nie pamiętam autora), na podstawie której powstał serial pod tym samym tytułem emitowany zresztą przez polską telewizję i dostępny na cda.
Obejrzałam więc sobie pierwszy sezon i nawet mnie wciągnął. Niestety na koniec, co było łatwe do przewidzenia, najbardziej sympatyczna postać - ojciec Petera, głównego bohatera - zostaje obrzydliwie potraktowana przez los, przełożonego, syna i wnuka. Dlaczego? Otóż jest on pastorem (polski lektor błędnie nazywa go księdzem) poważnie traktującym swoją posługę, człowiekiem obdarzonym silnym poczuciem sprawiedliwości i wymagającym ojcem. W serialu, gdzie m.in. małe dzieci palone są żywcem, twórcy wskazują nieubłaganym palcem na pastora Thore (?) jako zło wcielone. Jaka była jego wina? Ośmielał się karać starszego syna i krzyczeć na niego. W jednej retrospekcji lekko nim potrząsa i odmawia mu kolacji, nic gorszego nie widzimy. Widz dostaje lekką sugestię, że chłopak wziął na siebie winę młodszego brata, czego ojciec nie mógł wiedzieć.

Aktor grający pastora wygląda jak Lavrans z Krystyny córki Lavransa Sigrid Undset i jest niewątpliwie najprzystojniejszym mężczyzną jakiego w serialu widzimy. Widz rozumie, że człowiek może nie jest szczególnie łatwy w pożyciu, ale reprezentuje zasady i ład moralny - towar deficytowy w dzisiejszym świecie. To jednak przesądziło o jego winie. Ukochany syn wykrzykuje mu w twarz, że ponieważ był niesprawiedliwy wobec jego brata jest diabłem wcielonym, następnie rzuca nim o sprzęty, aż ojciec dostaje wylewu czy innego zawału, po którym jest wrakiem człowieka na wózku, dzielnie znoszącym swój los. Wtedy i wnuk stojąc nad nim z wyżyn swojej - nie wiadomo skąd wziętej - moralnej wyższości wygłasza kolejną, równie mądrą, mowę potępiającą, za to, ze próbował dobrze wychować syna. Nie do końca to się udało, bo ten wplątał się w jakiś szemrany układ - który zakończył się mnóstwem absurdalnych samobójstw i przerażających morderstw - dla kasy i kariery. Nic dziwnego, że ojciec widząc w nim moralną słabość, której skutki kontemplujemy przez cały serial, starał się syna z niej wyleczyć.

Tym jednak ściągnął na siebie wyrok potępienia, syn i wnuk zadowoleni z siebie bohatersko odchodzą zostawiając złamanego człowieka na wózku, Ten patrzy ze łzami w oczach nie rozumiejąc... Ma w sobie godność i tragizm, spotęgowany kontrastem z dwoma małymi gnojami, którzy wiedzą lepiej.  Metafora jest jasna i przerażająca zarazem - ojcobójstwo, a przy okazji odrzucenie Logosu, z wynikiem łatwym do przewidzenia.

O ile dobrze pamiętam podobny zabieg widziałam w kanadyjskiej adaptacji Emilki Lucy Maud Montgomery. Ciotka Emilki - osoba surowa i powściągliwa, ale szczerze kochająca siostrzenicę - zostaje przez scenarzystę utopiona w morzu ku szczerej radości pozostałych domowników. Taki "trynd" - każdy, kto czegoś wymaga, narzuca jakieś ograniczenia, zwraca uwagę lub odwołuje się do zasad jest złym człowiekiem!!!

Nic dziwnego, że prawo skazuje masowego zabójcę na 20 lat w eleganckim pensjonacie, a rodzicom za klapsa odbiera dzieci, by przekazać je homoseksualistom. To najbardziej radykalny bunt przeciw Logosowi jaki można sobie wyobrazić.

Wracając do polskiej przeróbki Układu, z pierwszego odcinka widać, że aby zatuszować zupełną nieprzystawalność intrygi do miejscowych realiów twórcy poszli w przemoc, seks i niecenzuralny język. Główny bohater każdą wypowiedź okrasza jakąś kurwą, kopuluje z funkconariuszką CBŚ, a jego brat popełnia samobójstwo podpalając się na oczach rodziny. W wersji norweskiej nie ma seksu (o związku głównych bohaterów dowiadujemy się z ich relacji) epatowania okrucieństwem, ani wulgarnością języka. To niestety uświadamia nam, jak bardzo jesteśmy kolonią. Zamiast napisać scenariusz na podstawie typowych dla postkomuny afer (jak np Układ zamknięty), związków przestępczości z polityką i służbami, z uwzględnieniem specyfiki "naszych" mediów, kopiuje się wydumane pomysły skandynawskiego pisarza. W charakterze szklanych paciorków dla tubylców dołącza się liczne "kurwy", kopulację i okrucieństwo. Schlebianie najniższym gustom jest niewątpliwie formą kontroli, a najlepsi polscy aktorzy, tak bardzo "miłujący wolność" bez zahamowań biorą udział w kolonizowaniu nas przez zachodnią neobolszewię.

niedziela, 18 stycznia 2015

O utraconej niewinności

Wróciłam  właśnie z Hobbita - ostatniej części (Dzięki Bogu!) i pominę rzecz całą miłosiernym milczeniem. Nieszczęsny Tolkien przewracałby się w grobie, a ja siedziałam na przemian znudzona i zażenowana. Zwrócił moją uwagę tylko jeden szczegół - Metro Goldwyn Mayer i Warner Bros w czołówce. Nie wiem czy to wszystko wyjaśnia, ale nie wykluczone, że tak. Jakoś tak jest , że w rękach pewnych ludzi (dysponujących ogromnymi środkami) z Bożego Narodzenia zostają jingle bells, a z Tolkiena monstrualne orki z trupią czaszką na przyrodzeniu.

Chciałam natomiast napisać o zupełnie innych filmach, których twórcy na szczęście dysponowali o wiele skromniejszymi środkami więc zadbali przede wszystkim o jakiś sensowny scenariusz. Pierwszy to My Little Princess Evy Ionesco - opowieść o matce uważającej się za artystkę (fotograficzkę) i używającej swojej córki (na oko lat ok.10) do erotycznych fotografii, okradając ją tym samym z normalnego dzieciństwa i rujnując jej życie już na starcie. Przemiana normalnej, ładnej, świeżej dziewczynki w małą kokotę o tlenionych lokach, ciężkim makijażu, wyzywającym stroju i takimż sposobie bycia jest dla wrażliwszego widza po prostu bolesna, tym bardziej, że film jest oparty na prawdziwej historii. Dziewczynka na szczęście w którymś momencie się buntuje, ale ukradzionej niewinności i dzieciństwa nikt jej już nie zwróci.

Ten mroczny obraz kontrastuje z moim serialem odstresowującym Road to Avonlea ( 4 sezon) na podstawie opowiadań Lucy Maud Montgomery. Scenarzyści zapewne dodają swoje 5 albo nawet 10 groszy tu i ówdzie, ale postacie, nastrój i wartości, którymi się kierują pozostają w związku z literackim pierwowzorem i to decyduje o atrakcyjności całego przedsięwzięcia. Atrakcyjny dla widza jest świat uporządkowany w przejrzysty sposób: dorośli są dorośli, dzieci są dziećmi, nawet jeśli niektóre z nich wcześnie muszą zarabiać na swoje utrzymanie. Ich niewinność jest uszanowana.



Właśnie zestawienie tych dwóch filmów uświadomiło mi dogłębnie, co współczesny świat wyrabia z dziećmi - na podobieństwo zaburzonej matki z My Little Princess odziera z niewinności i zamienia w zużyte kokoty zanim osiągną jakąkolwiek dojrzałość psychiczną.