Swoim zwyczajem udałam się wczoraj na "miejsce zbrodni" tzn. popłynęłam Odrą do ujścia Bystrzycy do punktu, gdzie obszczekał mnie (i prawie pogryzł) straszny dziadulo-wędkarz. Nie jestem pewna czy nabrałam tego nawyku ucząc się jeździć konno (po upadku z konia należy natychmiast na niego znowu wsiąść) czy też jest to kwestia mojej wrodzonej zawziętości.
Tak czy siak dziadula nie było, a ja popłynęłam w górę Bystrzycy z czystej ciekawości, z nadzieją, że uda mi się wylądować w pobliżu jakiegoś przystanku autobusowego. Tak się nie stało, więc zawróciłam i zeszłam na ląd dokładnie w tym samym miejscu, co w zeszły czwartek. Wiosłowałam 5 godzin i czuję to do dziś.
![]() |
| Bystrzyca niedaleko od swojego ujścia do Odry |
Dopłynęłam do mostu kolejowego nad Bystrzycą i kiedy się zastanawiałam co dalej, usłyszałam dźwięk przypominający szczekanie. Rozejrzałam się więc dookoła i zobaczyłam stojący na wysokim brzegu piękny okaz kozła (sarny). Przyglądał mi się przez chwilę, po czym oddalił pełen godności osobistej.
No cóż, wszyscy ostatnio na mnie szczekają, że baba w łódce, więc spróbuję wyjaśnić mizoginom jak skrajnie skrzywiona jest ich percepcja rzeczywistości.
Swego czasu prof. Wielomski opublikował na twitterze zdjęcie kobiety, która niesie jakiś pakunek o dużych gabarytach, raczej ciężki z wyglądu i wyciągnął wniosek, że to feministka. Musiałam przeczytać jego komentarz kilkakrotnie, bo nie wierzyłam własnym oczom.
Dla każdego nieuprzedzonego człowieka była to sytuacja braku kogoś do pomocy (faceta, najlepiej z samochodem) lub kasy, żeby zapłacić za transport. Normalną reakcją byłoby współczucie dla tej kobiety, że musi to sama taszczyć, ewentualnie chęć pomocy (gdyby był w pobliżu)!
Starożytni Grecy tymczasem mieli problem ze zrozumieniem zjawiska uzbrojonych kobiet na stepach czarnomorskich. Uznali, że to Amazonki, które nie lubią mężczyzn. Tymczasem były to niewiasty z plemion koczowniczych, które umiały posługiwać się bronią (głównie łukiem), aby w sytuacji nieobecności mężczyzn w obozie móc obronić siebie i swoje dzieci. Była to smutna konieczność, a nie jakieś "babskie widzimisię". W głowie mi się nie mieści, że można tego nie rozumieć!
To samo dotyczy skandynawskich kobiet-wojowniczek z epoki wikingów. Sięgały po broń, jeśli w rodzie nie było już mężczyzny, który mógłby dopełnić obowiązku zemsty (jak Vigdis z debiutanckiej powieści Sigrid Undset czy Lagherta).
Kiedy jadę do OBI np. po wiertło do betonu, to nie jestem zazwyczaj uskrzydlona z radości. Mam ten problem z wiertarką, co większość ludzi w Polsce z pływaniem, umiem ją niby obsługiwać, ale z trudem przezwyciężam lęk, kiedy muszę jej użyć. Czy wolałabym, żeby jakiś kompetentny facet to zrobił? Oczywiście, że tak, ale nie mam nikogo takiego w swoim otoczeniu. Mogę kogoś wynająć tylko wtedy, kiedy pozwalają mi na to moje zasoby finansowe.
Co do łódki sytuacja jest nieco bardziej złożona. Zilustruje to przykładem. Kiedyś płynęłam kajakiem po Odrze ze znajomą. Pogoda była taka sobie tzn. bardzo wiało, a ciemne chmury zwiastowały deszcz. Bawiłyśmy się znakomicie czując jak na morzu. Wkrótce wszystkie inne kajaki przezornie poznikały, zostałyśmy tylko my.
Patrol policji przyglądał nam się bardzo uważnie czy aby wszystko w porządku. Uznał, że tak i zostawił w spokoju. Potem minęła nas motorówka z dwoma facetami bardzo dumnymi z siebie, że tak bohatersko płyną przy kiepskiej pogodzie. Na pokładzie mieli dwie laski utlenione na blond. One również były dumne z siebie, że oto mają facetów, którzy wożą je motorówką i nie muszą jak te dwie frajerki zapierdzielać na wiosłach.
Wtedy zadałam sobie w swoim czarnym serduszku pytanie kto ma większą frajdę i zasadniczo nie miałam wątpliwości, że my. Lubimy pływać, a spore fale dodają adrenaliny do czynności już ekscytującej, natomiast blond niunie są po prostu dodatkiem do facetów i spędzają czas według ich gustów. Pocieszają się zapewne, że są sexy albo trendy albo że wrzucą zdjęcia na media społecznościowe, ale same z siebie tak by nie wybrały. Może poszłyby na zakupy albo zostały w domu...,
Czasem, kiedy mięśnie bolą mnie od wiosłowania, zwłaszcza pod wiatr, myślę sobie, że coś większego z silnikiem nie byłoby tak całkiem od rzeczy, ale jeśli woziłby mnie tym facet i mną komenderował, to chyba jednak wolę mój packraft i poczucie wolności, który mi daje.
Natomiast jeśli chodzi o zazdrość mężczyzn wobec kobiet umiejących pływać, rozwiązanie jest proste - osobne kąpieliska dla każdej z płci. Widziałam to w Londynie w Hampstead Heath tzn. korzystałam tam z kąpieliska dla kobiet. Był to średniej wielkości staw głęboki na jakieś 2m. Na wodzie umieszczono kilka opon na wypadek, gdyby ktoś potrzebował odpocząć. Napis głosił, że wstęp dla kobiet i dziewcząt od lat 8, tylko doświadczonych pływaczek (experienced swimmers only), a dwie ratowniczki czuwały nad wszystkim z wysokiej wieży nad samą wodą.
Czułam się tam naprawdę bezpiecznie bez popisujących się młodzieńców (głównie niecenzuralnym słownictwem) oraz facetów płynących stylem chlapanym z głową pod wodą (przez co chwile na kogoś wpadają) i robiących fale jak motorówka...
Swoją drogą zawsze tak było - kobiety i mężczyźni kąpali się osobno. Tak wiem, miało to związek z nagością, gdyż kostiumy kąpielowe nie były znane. Wydaje mi się jednak, że ta tradycja warta jest kontynuowania...
Tak więc drodzy panowie tropiący toksyczny feminizm tam, gdzie go nie ma, użyjcie raczej inteligencji niż uprzedzeń w ocenie konkretnych sytuacji. Podział na role męskie i kobiece ma głęboki sens w sytuacji pary, ale do osób samotnych najczęściej nie da się zastosować. Czy ktoś ma za złe samotnemu facetowi, że sam sobie gotuje jedzenie albo pierze gacie? Bardzo dziwne byłoby, gdyby tego nie robił!







