Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Owsiak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Owsiak. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 kwietnia 2026

Zniewalający uśmiech izraelskiego osadnika

Iran - wszystko na to wskazuje - ma się dobrze, zważywszy okoliczności. Na tyle dobrze, że nie jest zainteresowany negocjacjami z Trumpem. Wcale się nie dziwię, jeśli miałby tam znowu występować po stronie amerykańskiej J.D. Vance, co chwilę raportujący telefonicznie Netanjahu, osławiony specjalny wysłannik Steve Witkoff  i Jared Kushner, obywatel Izraela i zięć Trumpa. Kogo oni właściwie reprezentują? To, oczywiście, pytanie retoryczne!

Ostatnim razem New York Times nawoływał do zestrzelenie samolotu z irańską delegacją. Z kim przestajesz, takim się stajesz. Kto będzie na tyle szalony, żeby siadać z Amerykanami do jakichkolwiek rozmów?!!!

Włoskie czasopismo (tygodnik?) L'Expresso dopuściło się się ciężkiego aktu antysemitnictwa publikując na okładce takie oto zdjęcie jako ilustrację sytuacji na zachodnim brzegu:


Izraelski osadnik okazał się za mało urodziwy, a wyszczerzone uzębienie też nie dodaje mu wdzięku.

Pewna moja znajoma ze Lwowa nie wychodziła z domu bez makijażu pomna, że nigdy nie wiadomo kiedy i gdzie spotka swego księcia. Takie podejście zaleca się izraelskim osadnikom na zachodnim brzegu Jordanu. Nie ważne co robisz, kogo bijesz, obrzucasz kamieniami, czyj dom podpalasz i czyje drzewka owocowe wyrywasz! Zawsze pamiętaj o estetycznym wyglądzie i ujmującym wyrazie twarzy, bo antysemitnicy tylko czyhają z kamerami żeby zrobić ci zdjęcie nie oddające sprawiedliwości twojej zachwycającej urodzie przedstawiciela narodu wybranego!!! Potem sam ambasador Izraela musi interweniować, bo nie wystarcza, że rabbi Pupko z Kanady porównał fotografię do karykatury z der Stuermera.

Wszystko na to wskazuje, że antysemitnicy podnoszą głowy, więc należy im je poobcinać, a przynajmniej zdzielić czymś ciężkim. Pewna uczennica z Florydy została aresztowana za dowcip na Whatsappie. Wezwała na grupie premiera Netanjahu do zbombardowania placówki oświatowej w sąsiedztwie, w której miał się odbyć jakiś event. Sędzia zinterpretowała to jako groźbę użycia przemocy.

Identyczny zarzut dostała nasza rodzima Pani Izabela, emerytka z Torunia, za "giń człeku" wymierzone w Owsika! Polska trendsetterem narodów, jak zawsze twierdził Rafał Ziemkiewicz!!!

P.S.
Sytuacji w Polsce i Europie nawet nie obserwuję, bo nie mam nerwów!


wtorek, 3 lutego 2026

Brejking njus: Nieoczekiwany skutek wyroku w sprawie p.Izabeli z Torunia!


Dowództwo jednej z armii NATO zainteresowało się wyrokiem w sprawie gróźb karalnych wobec osoby Sancti Ovsici. Uznano, że jeśli rzeczywiście p. Izabela, emerytka z Torunia, może za pomocą wypowiedzenia dwóch słów doprowadzić do śmierci, albo co najmniej wywołania stanów lękowych u przeciwnika, warto przyjrzeć się temu zjawisku.

Generał MacLachlan, ktory udzielil nam krótkiego wywiadu, przyznał, że nie do końca wierzy w śmiercionośne działanie słów "Giń człeku!", ale możliwość obezwładnienia wroga lękiem o swoje życie wydaje mu się całkiem realna. Jeżeli chroniony prawem celebryta poczuł sie zagrożony to co dopiero jakiś szeregowy chiński, irański czy rosyjski żołnierz! 
"Nie zależy nam na zabijaniu nieszczęsnych, przymusowo wcielonych do armi indywiduów, tylko na sparaliżowaniu wrogich armii, a do tego metoda p. Izabeli wydaje idealna. Koszty praktycznie zerowe, żadnych dodatkowych rekrutów, ani konieczności otwierania nowych linii produkcyjnych sprzętu... Jedyny problem polega na tym, czy da się wyszkolić nowe adeptki i czy metoda będzie działała w odmiennych warunkach językowych..."
Możemy tu uchylić rąbka tajemnicy i zdradzić, że współpraca zostala nawiązana i próby już trwają.

Zaczęto testowanie metody w otwartym terenie, przy użyciu różdżki czarodziejskiej, na grupie ochotników z Navy Seals.
Następnie podobne próby przeprowadzono w terenie zabudowanym. Oprócz rożdżki czarodziejskiej użyto czarnego kota o mocno naelektryzowanej sierści.

"Jeśli metoda przyniesie oczekiwane rezultaty, możemy spodziewać się prawdziwej rewolucji w wojskowości. Brak rekruta - jak to ma miejsce w przypadku konfliktu na Ukrainie - nie będzie już żadną przeszkodą w prowadzeniu działań wojennych. Bitwy będą rozgrywane głównie przez emerytki z dostępem do mediów społecznościowych. Otwartą kwestią pozostaje, czy będą musiały to być jednostki obdarzone szczególnymi zdolnościami czy też wystarczy trening..."

Osobnym problemem jest język tzn czy musi być zrozumiały dla adresata klątwy. Jeśli okaże się, że metoda działa wyłącznie w jezyku polskim, jakież perspektywy zawodowe otworzą się przed naszymi rodaczkami na emeryturze!






 

czwartek, 29 stycznia 2026

Gnoza nasza powszednia

Gnoza polega między innymi na całkowitym odwróceniu znaczeń. Bóg - Stwórca ze Starego Testamentu jest ZŁY gdyż:

  • Zamiast chaosu wprowadza ład - Logos.
  • Dookreśla, co nieokreślone - każda istota żywa jest tym, czym jest i nie może sobie wybrać czy jest wiewiórką, rybą czy wilkiem. 
  • Wśród wyżej zorganizowanych każdy osobnik ma okreslona płeć i nie możej jej zmienić
  • Zakazuje spożywania owoców z drzewa poznania Dobra i Zła, co jest opresywne wobec pierwszych ludzi. Każdy bowiem zakaz jest opresywny, nawet pakowania palców do kontaktu...
Jeśli Bóg jest ZŁY, to kto jest DOBRY? Starożytny Wąż, oczywiście. To on pokazuje pierwszym ludziom drogę poznania i uwolnienia się od tyranii Demiurga i Logosu...
  • Więc to nie dzieci mają byc uczone i wychowywane, tylko rodzice i nauczyciele przez swoje potomstwo i uczniów. 
  • Na wywiadówkach to nauczyciele są recenzowani przez uczniów i muszą się gęsto tłumaczyć. 
  • To nie stróż prawa chroniący słabszych przed bandytami jest bohaterem, tylko zaćpany kryminalista, który się przekręca podczas zatrzymania. 
  • W tramwaju starsi ludzie stoją, a młodzi siedzą, często na zewnętrznym siedzeniu, zajmując de facto dwa miejsca... 
  • Płodność, czyli udział w dziele stworzenia, jest zła, seks musi być jałowy, a najlepiej zwyrodniały i tak dalej w tym tonie...

Wszyscy to widzimy, nie koniecznie kojarząc ze starożytną herezją, jaką wciska się nam w charakterze "postępu". Postanowiłam więc nieco wyjaśnić sytuację, w której się znaleźliśmy na przykładach. Zacznijmy od zła, i tych, którzy je uosabiają w naszej rzeczywistości:


Pozwoliłam sobie posłużyć się ta skromną grafiką, którą mam ochotę zatytułować niczym słynny rysunek Gruenewalda "Trójjednia zła". Na pierwszym planie (na środku) złowroga emerytka z Torunia, która ma moc wypowiadając (a raczej pisząc w internecie, w charakterze komentarza) dwa słowa "Giń człeku" zagrozić możnym tego świata. 

Po jej prawicy (znaczy dla nas po lewej) równie złowieszczy ksiądz Olszewski, egzorcysta, który dopuścił się niewypowiedzianej zbrodni wejścia na teren oznaczony przez Sancto Ovsico, czyli działalności charytatywnej wspomaganej przez państwo (zbudował ośrodek dla ofiar przemocy, z dotacji ministerstwa sprawiedliwości przyznanej w wyniku konkursu).

Po lewicy, czyli po prawej stronie obrazka, Adam Borowski, dawny działacz opozycyjny, który zelżył majestat Giertycha przypominając, o co był oskarżony, zanim niezawisły sąd wskazał nieubłaganym palcem Fokę, jego ochroniarza i kierowcę zarazem - wraz z malżonką - jako winnych zarzucanych mecenasowi czynów, tzn wyprowadzenia miliardów ze spółki Polnord. Borowski, zatwardziały w swym uporze, nie przeprosił, więc został skazany na pól roku bezwzględnego więzienia.

Emerytka z Torunia też dostała pół roku, z tym, że w zawieszeniu na rok i 1000PLN "zadośćuczynienia pokrzywdzonemu". Niebawem skazany zostanie ks Olszewski i nie wątpie, że szczęka opadnie nam wszystkim na bruk. Nie wiem czy to będzie dożywocie, 30 lat łagru czy kara śmierci przez ukamienowanie...

Kiedy wyroki zostaną wreszcie wykonane odetchniemy z ulgą, poczujemy się bezpieczniejsi i znacznie częściej będziemy się uśmiechać, zwlaszcza, że mamy tak wspaniałych świeckich świętych jak:


Sanctus Sepsa-Ovsicus 

i Beatus Romanus, Sanctae Ecclesiae, Giertychus...

P.S.
Sędzia, który skazał złowieszczą emerytkę z Torunia na pół roku więzienia nazywa się Czarciński!Wszystko się zgadza! Starożytny wąż, jak zawsze, po stronie dobra i sprawiedliwości!!! Tutaj uzasadnienie https://www.youtube.com/shorts/kvRfwPgTNLk?feature=share





środa, 28 stycznia 2026

Crimen laesae maiestatis Sancti Ovsici - ciąg dalszy

 Sąd okręgowy w Toruniu skazał p. Izabelę, emerytkę, która zamieściła wpis w internecie:

"Giń człeku i to jak najszybciej dość okradania dość twojego dorabiania się z naiwności Polaków twoje wille za granicą, twoja willa w Polsce twoje dzieci uczą się za granicą i pensje twoje i twojej żony dość rozlicz się i zmień okulary, bo takie noszą LGBT"

na 6 miesięcy więzienia w zawieszeniu na rok, 1000 PLN dla Owsika celem (częściowego!) zadośćuczynienia za doznaną krzywdę i zakaz kontaktowania się z tymże na 3 lata oraz - co najważniejsze - zakaz zbliżania się do niego na odległość mniejszą niż 50 m...

Pisałam o sprawie na tym blogu https://singletonreview.blogspot.com/2025/10/crimen-laesae-maiestatis-sancti-ovsici.html


Na powyższej ilustracji staram się wyjaśnić potencjalnie zdezorientowanemu czytelnikowi, dlaczego zakaz zbliżania się ad personam Sancti Ovsici jest tak istotny. Otóż zasieg mocy p. Izabeli z Torunia wynosi ok. 25, maksymalnie 30 m + 20 m na wszelki wypadek, jak stanowi  artykuł 245, punkt 4 kodeksu karnego:
Kto zbliża się z różdżką czarodziejską do szczególnie zasłużonego i chronionego prawem obywatela na odleglość mniejszą niż zakres swojej mocy + 20 m (na wszelki wypadek) podlega karze pozbawienia wolności do lat 20.
Muszę wyznać, że po tym wyroku - jeszcze nieprawomocnym, niestety - czuje sie o wiele bezpieczniej. Te emerytki w tramwaju, kościele, sklepie osiedlowym i na ławce w parku zawsze mnie przerażały...


niedziela, 26 stycznia 2025

Jeszcze o WOŚP


Nowa świecka tradycja dziś

Musiałam kiedyś dać na Owsika, bo pamiętam, że dostałam owo charakterystyczne serduszko, z którym nie wiedzialam co zrobić, bo za żadne skarby świata nie przykleiłabym sobie na ubranie, torbę lub cokolwiek widocznego.

To właśnie uruchomilo mi dzwonek alarmowy w mózgu. Dobroczynność nie może byc na pokaz, więc zanim pojawiły sie w przestrzeni publicznej poważne zarzuty o nietransparentność, nieopłacalność dla samorządów i nieproporcjonalne zaangażowanie państwa, już wiedziałam intuicyjnie że coś jest z tą WOŚP nie tak.

Co mnie odrzucało z miejsca i bez namysłu:
  • rodzaj i nagłośnienie muzyki granej na koncertach (na świeżym powietrzu, więc sie niosło)
  • nachalność i specyficzny sposób bycia wolontariuszy WOŚP
  • ewidentny narcyzm Owsika
  • obrzydliwa ostentacja serduszkowa
  • odwoływanie sie do instynktu stadnego
Potem, jak wielu rodaków, zniesmaczyłam się żebraniem  wolontariuszy WOŚP pod kościołami, podczas gdy cały projekt miał promować nową świecką tradycję konkurencyjną wobec katolickiej.

Międzyczasie wielu rzetelnych, a niepodatnych na instynkt stadny ludzi (m. in. red. Warzecha, Piotr Wielgucki) zaczęło liczyć koszty i wyszło im że:
  • wydatki na organizację imprez promujących Owsika, ponoszone przez samorządy przewyższają wysokość zbiórki
  • pieniądze ze zbiórki idą m.in. na organizacje szemranego festiwalu, gdzie promuje sie postawy i wartości obce naiwnym ludziom, którzy chca wspomóc "chore dzieci"
  • poza tym zalegają latami na koncie Owsika, zapewniając mu bardzo dostatnie życie z odsetek
  • firmy sprzedające sprzęt medyczny bardzo sie starają o pozyskanie takiego klienta jak Owsik, co jest dodatkowym źródłem korzyści dla niego (i jego rodziny)
  • transakcje negocjowane są w ten sposób, że przy stosunkowo niskiej cenie zakupu,  koszty serwisu - ponoszone przez szpitale - są bardzo wysokie
  • wartość finansowa zaangażowania państwa jest wybitnie nieproporcjonalna do potencjalnych korzyści
  • wsparcie WOŚP jest de facto przymusowe, skoro nawet jakiś procent od zakupu biletów kolejowych idzie na fundację niezależnie od woli nabywcy
Słynne billboardy z sepsą były oczywistym politycznym coming outem Owsika, a pieniądze na powodzian przekazywane przez spółki skarbu państwa zapłatą Tuska za poparcie w wyborach 2023.

Wygramy z sepsą!

Przypadek ks. Olszewskiego, który siedział 7 miesięcy w areszcie bardzo źle traktowany, za to, że jego fundacja wzięla udzial w konkursie, choć nie miała expresis verbis w statucie pomocy ofiarom przemocy zdecydowanie przeważył szalę goryczy. 


Nowa świecka tradycja jutro


Spółki skarbu państwa, które same mają fundację zajmujące sie m.in. pomocą ofiarom klęsk żywiolowych oddają - jak za pania matką - pieniądze Owsikowi, chociaż WOŚP nie ma takich celów statutowych. Więc co panie Owsik? Wybieramy się do pierdla przy zmianie władzy? Nie było przy tym żadnego konkursu, więc rozumiem, że będzie musiał pan odsiedzieć wielokrotność owych siedmiu miesięcy!!!

Nowa swiecka tradycja pojutrze





 

środa, 1 stycznia 2025

O ubeckich pomiotach w sąsiedztwie i w skali krajowej

Ubeckie pomioty przejęly mieszkanie po moim starszym sąsiedzie i rozpoczęły remont 27.12.2024. Od tego dnia fundują nam wiercenie od 9 do 17, w Sylwestra też. To wprawiło mnie w nastrój prawdziwie morderczy w każdym sensie tego słowa. Równowaga psychiczna, pogodzenie z losem i pogoda ducha budowane dekadami spektakularnie posypały się w gruzy. 

Mój gniew rozlał się od ubeckich pomiotów zza sciany na ich dużo potężniejszych współplemieńców panoszących się bezkarnie i bezczelnie w przestrzeni publicznej. Weźmy na przykład Jurasa-Kutasa Owsika. Jego biznes polega od wyłudzaniu pieniędzy od obywateli, otrzymywaniu kasy państwowej od ubeckiej części sceny politycznej za wsparcie w wyborach (bilbordy porównujące przeciwników politycznych do sepsy) i przetrzymywanie tak uzyskanych środków latami na koncie, co przynosi odpowiednie odsetki, nie wspominajac o licznych "uprzejmościach" świadczonych przez firmy handlujące sprzętem medycznym, aby dostać kontrakt na duży zakup.

Ten zuchwały oszust dostał "pieniądze dla powodzian" od instytucji państwowych bez żadnego trybu. Nie było żadnego przetargu, nie musiał przedstawić żadnego projektu, ani nikt go z tych pieniędzy nie rozliczył. Po prostu Tusk zapłacił swojemu podchujaszczemu za poparcie w wyborach parlamentarnych. Owsik to zrozumiał, a dziennikarze nie. Łażą jacyś namolni za Jurasem o lepkich, a drżących rączętach i zadają pytania. Zabijają pytaniami jak niegdyś prezydenta Narutowicza. Niewinny świecki święty oświadcza, że to jego prywatne pieniądze i nic im do tego, po czym rzuca się do ucieczki, a ci za nim.

Nóż się w kieszeni otwiera, na myśl jak potraktowany został ksiądz katolicki za to, że jego projekt wygrał w konkursie i dostał dotację, z której wybudował wielki ośrodek dla ofiar przemocy. Jeśli sprawiedliwości ma się stać kiedyś zadość, to w polskim prawie nie ma adekwatnej kary dla Owsika i jego oślizgłych mocodawców.
 
Romanowski ścigany listem gończym, bo zakupił wozy dla straży pożarnej, które zresztą bardzo się przydały w czasie powodzi, a Owsik zajumawszy państwowe pieniądze przeznaczone dla powodzian chodzi w aureoli świeckiego świętego, kandydata na ołtarze w kościele Agnieszki  Holand.

Jednak nic mnie w życiu tak nie zgorszyło i nie naraziło na utratę wiary w Boga i jego sprawiedliwość jak przypadek Kiniuli Gajewskiej, Belzebuba Myrchy i i ich pomiotów oswajanych ze sprawowaniem władzy ustawodawczej od niemowlęctwa.

Są to postacie same w sobie obrzydliwe w swojej bezwstydnej pazerności na państwową kasę, ale w kontekscie historii i obecnej działalności tatula Gajewskiego po prostu brakuje skali.

Braciszkowie tatula Gajewskiego w latach 80-tych (o ile dobrze pamiętam) zakopali żywcem młodego człowieka, aby ukraść mu ciężarówkę z czekoladą. Ciało znaleziono, odbyl się proces, zostali skazani. Dlaczego nie na karę śmierci? Dla kogo była ta kara jeśli nie dla takich zwyrodnialców? 

Tatulo też został skazany za zacieranie sladów, dostał rok, ale zostal zwolniony na fali ustawy abolicyjnej  z 1986  pomyślanej dla więźniów politycznych (wyroki do 12 miesięcy). Jakimś "cudem" dostał paszport, wyjechał na zachód, gdzie doszedł do bogactwa handlując bizuterią czy szlachetnymi kamieniami. Powszechnie wiadomo, że tego rodzaju działalność w czasach PRLu nigdy nie odbywała się bez wiedzy i zgody służb komunistycznego reżimu.

Obecnie dyskretny tatulo zajmuje sie lichwą i przejmowaniem nieruchomości swoich ofiar. Sam nigdy nie pcha się na afisz, ale od czego są pomioty, jesli nie od zapewniania "kryszy" jak - nie przymierzając - w ruskiej dumie. Kiniula idzie do polityki od razu po szkole. Dostaje sie do sejmu w wieku lat 25 czy coś kolo tego. Cuda, cuda ogłaszają! Co taka gówniara niby wnosi do parlamentu? Narządy rozrodcze! Zaraz też znalazł się chętny na nie Belzebub Myrcha, zwłaszcza że prowadziły do koneksji z tatulem i jego obiecujacym biznesem. Tatulo zachwycony stanowiskiem wiceministra sprawiedliwości, jakie wysłużył zięciu w nowym, uśmiechniętym rządzie, zwłaszcza że i synalek "dostał się" na radnego. Od czegoś trzeba zacząć. Początki może skromne, ale rodzice pomogą. Zwłaszcza, że oba pomioty takie pokazowe, kiedy tak szczerzą uzębienie na plakatach wyborczych. Tatula zapewne było stać na pierwszą krasawice we wsi w celach prokreacyjnych.

Kiniula i Belzebub dorobili się trzech zlepków komórek i używają ich w charakterze tarczy, kiedy wychodzą na jaw ich przekręty, albo do "zmiękczania wizerunku". Poza tym niech się przyszła elita "tenkraju" wdraża od młodego wieku do sprawowania władzy.


Ktoś powie, że dzieci nie są odpowiedzialne za czyny rodziców. Owszem, jeśli z nich nie korzystają, ale to nie jest ten przypadek. Od kogo Gajewska i jej Myrcha dostali dom, którego zresztą nie wpisali do oświadczenia majątkowego, dopóki mleko sie nie wylało? Od tatula Kiniuli oczywiście. Z jakiego procederu pochodziły te pieniądze? A dlaczego podczas głosowania nad ustawą o lichwie Belzebub wyciągnąl kartę? 
Teść wiceministra sprawiedliwości, Piotr Gajewski, który zacierał ślady brutalnego morderstwa dokonanego przez jego braci, jest dziś szarą eminencją podwarszawskiej PO. „Gazeta Polska” dotarła do kilku osób, które czują się poszkodowane przez biznesmena i mówią o tzw. lichwie mieszkaniowej. To nie wszystko. Według naszych informacji w grudniu 2023 roku do nieruchomości S., znajomego Gajewskiego, na której wisiał wcześniej plakat wyborczy Kingi Gajewskiej, weszło CBŚP, zabezpieczając 3 mln zł, a sam S. usłyszał zarzuty. Okazało się, że od ponad 20 lat gang sutenerów prowadził tam nielegalną agencję towarzyską.– czytamy w nowym tekście Marcina Dobskiego, Grzegorza Wierzchołowskiego i Joanny Grabarczyk. .

Jeden z trojga dziennikarzy, ktorzy opisali historię domu Gajewskich w Gazecie Polskiej otrzymał po publikacji taka oto rozkoszną wiadomość.

„Dlatego Nisztor, Gazeta Polska oraz ty Dobski wie cała polska że przed wrzuceniem do ciemnej jamy jeszcze się troszkę tak poznęcamy Jeżeli ładnie Kinię przeprosisz to zanim dziarsko do dołu wpadniesz nożem zrobimy znaczek na gardle”

Uśmiechnięta Polska cała gębą!

P.S.

Jeśli, ktoś ma wrażenie, że nadużywam przymiotnika ubecki, wyjaśniam, że chodzi o korzenie tzw "elit" RP. Bardzo klarownie temat przedstawia Wiktor Świetlik w poniższym nagraniu: https://youtu.be/9ryV3V8u6ZM

Natomiast jesli chodzi o moich sąsiadów, to czym można wyjaśnić wybieranie na remont akurat okresu świątecznego? Niewiedza lub wrogość wobec tradycji i katolickich świąt właściwa ubekom i ich pomiotom.




niedziela, 31 stycznia 2021

Niedziela (prawie) doskonała

Dzięki utrzymującemu się śniegowi pogłowie rowerzystów spadło prawie do zera, choć najbardziej szurnięci (a przez to najniebezpieczniejsi) nie rezygnują i pakują się między spacerowiczów stłoczonych na wyślizganych alejkach. W drodze do kościoła mijam jakieś owsiakowo-piorunowe grupki. Nigdy mnie nie zaczepiają. Albo wyglądam na niewypłacalną, albo skądś wiedzą, że nie dam ani pół grosza. Po mszy spaceruję po Promenadzie Staromiejskiej nie wierząc swemu szczęściu. Sunę nieśpiesznie alejką przy samej fosie i mało mnie obchodzi, że niektóre  jej odcinki jakiś imbecyl przeznaczył na drogę szybkiego ruchu dla jednośladów. Nie jestem w tym osamotniona. Nareszcie park służy swojemu właściwemu celowi. 

Na Wzgórzu Partyzantów natrafiam na grupę 4 chłopiąt w wieku późnej podstawówki. Z daleka widzę, że brzydko się bawią - rzucają kawałkami zlodowaciałego śniegu w siedzące na zamarzniętej fosie ptaki. Nie budzą we mnie sprzeciwu ludzie polujący celem zdobycia pożywienia dla siebie i swoich rodzin (choć nie chciałabym tego oglądać), ale nie jestem w stanie znieść myśli, że w wyniku zabawy jakiegoś gnoja nieszczęsne stworzenie będzie przez dwie doby dogorywać ze złamanym skrzydłem. Mam za słabe nerwy.

- Chłopcy, brzydko się bawicie !- rzucam pełne nienawiści, nietolerancyjne i osądzające słowa. Ich agresja natychmiast przekierowuje się na mnie. Idę na nich równym spokojnym krokiem, a rozbawione chłopięta cofają się tyłem wykrzykując w moim kierunku różne uwagi, który treść miłosiernie pominę. Jeden z nich żartobliwie salutuje. Rzeczywiście w swoich wysokich, sznurowanych butach na traktorze, długim dwurzędowym płaszczu, futrzanej czapie i z przerzuconą przez ramię dużą skórzaną torbą wyglądam jak kozak z armii carskiej wracający do rodzinnej wsi po 25 latach wojaczki. Udaję mi się odgonić ich od fosy - idą górą (ciągle wykrzykując pod moim adresem nieżyczliwe treści), a ja dołem.

Patrzę na ptaki wodne, wypatrując egzotycznych gości spędzających u nas zimę, ale nic tylko kaczki krzyżówki, łabędzie i mewy w dwóch gatunkach. W poprzednich latach zdarzało mi się widzieć kazarki,



czernicę


a tej jesieni nawet nurogęś (niestety zdjęcie komórą).


Wracając  z mojego rozkosznego spaceru znowu natykam się na oklejone hufce Owsiaka, jedna grupa nawet pcha przed sobą niepełnosprawnego, nastoletniego chłopca na wózku w charakterze żywej tarczy. Nie widzę jednak podpisu "Tak niską jakość życia należy zakończyć przed urodzeniem, albo tuż po" czy czegoś w tym rodzaju.

Młody ksiądz z kościoła Bożego Ciała wygłosił całkiem sensowne kazanie. Zwrócił uwagę, że złodzieje okradające domy ludzi starszych zwykle najpierw usiłują wzbudzić współczucie swojej ofiary, aż ta poruszona pobiegnie np. po wodę i nie zamknie za sobą drzwi. Wtedy dyskretny wspólnik wślizguje się do wewnątrz i obrabia mieszkanie. Ta metafora ma pokazać działanie wiadomo kogo, kto zawsze zwodzi pod pozorem jakiegoś dobra. Owsiak dysponując nieporównanie niższą inteligencją zbiera na chore dzieci jednocześnie postulując ich eliminację przed narodzeniem. Jest niepojętym fenomenem, że istnieją w społeczeństwie jelenie, które się na to nabierają.

Najpierw lewackie bojówki pod znakiem pioruna zakłócają mszę i dopuszczają się profanacji, a potem stoją pod tym samym kościołem z puszeczką "na chore dzieci". Pewnie dlatego Lempart zarządziła przerwę w srajku na weekend. Uznała, że wykonanie tych akcji bezpośrednio po sobie może zaszkodzić wizerunkowo organizatorom obu imprez i kasa się skończy.

P.S.
Zapomniałam jeszcze wspomnieć o dzisiejszym drugim czytaniu. To ten list św. Pawła, w którym apostoł stwierdza, że lepiej być singlem, niż wstępować w związki małżeńskie, gdyż ludzie wolni nie muszą zajmować się rzeczami światowymi w tym stopniu co małżonkowie. Kobieta zamężna bowiem przede wszystkim myśli jak się przypodobać mężowi, wolna ma zupełnie inną perspektywę, zwłaszcza jeśli jest wierząca. To najczystsza prawda!

Myślę czasem o moich zamężnych znajomych, które złym okiem patrzą na każdą kobietę, widząc w niej zagrożenie dla swego małżeństwa, i szczerze im współczuję. Cały ich świat wisi na włosku, tzn. na widzimisię męża, który w każdej chwili może zapragnąć opuścić rodzinę dla jędrnych pośladków jakiejś młodszej laski. Znam przypadek, że porzucił żonę z siódemką czy ósemką dzieci (rzecz działa się w kręgach neońskich), z których najmłodsze było niemowlęciem!

Mogę sobie łatwo wyobrazić, co czuje taka kobieta, która myślała, że zbudowała coś trwałego ze swoim ukochanym mężczyzną, że tyle ich łączy, nie tylko relacja miłości, ale dzieci które powołali do życia..., że to coś najważniejszego w życiu, w co warto włożyć wszystkie siły, warto walczyć, a nawet umierać... Tymczasem okazuje się że dla tego najbliższego człowieka to wszystko nic w porównaniu z jędrną pupą (czy też biustem) jakiegoś nowszego modelu!!!

niedziela, 21 stycznia 2018

Jeszcze o pomaganiu, rytualnej nieczystości i instynkcie stadnym

W przypowieści o miłosiernym Samarytaninie trzy osoby widzą pobitego człowieka kapłan, lewita i Samarytanin. Dwie pierwsze należą do najwyższych i najbardziej uprzywilejowanych warstw społeczeństwa, trzeci to mieszaniec i heretyk, za nim już tylko Goyim - bydlęta o ludzkich twarzach stworzone przez demony ("niedobrze odebrać pokarm dzieciom i dać go psom" - mówi Jezus do Syrofenicjanki). Człowiek może być martwy więc dwaj pierwsi nie chcą go dotknąć by nie zaciągnąć rytualnej nieczystości, co uniemożliwiłoby im służbę w świątyni. Nie ma też mowy o tym, żeby zawiadomili kogoś czy sprowadzili pomoc. Tylko ten najniżej w hierarchii może udzielić pomocy bez obawy o utratę swojego statusu - po prostu nie ma nic do stracenia.

Myślę, że to bardzo adekwatny opis funkcjonowania hierarchii społecznej we wszystkich kulturach. Słyszałam kiedyś opinię (nie pamiętam czyją), że matka Teresa z Kalkuty dokonała cudu, sprawiając, że  młode siostry Hinduski pochodzące z najwyższej kasty dotykały chorych i umierających biedaków.

Można więc przyjąć, że naturalną koleją rzeczy osoby aspirujące do wysokiej, a nawet średniej pozycji w społeczeństwie nie powinny wchodzi w kontakt z cierpieniem i śmiercią, to domena niedotykalnych pariasów - im już nic nie może zaszkodzić. Idąc tym tokiem rozumowania, jeśli jakiś człowiek pomaga cierpiącemu, ujawnia się jako parias nawet jeśli tego po nim nie widać.
W kulturze chrześcijańskiej na ten naturalny sposób rozumowania nakłada się nadprzyrodzony -według którego w tym najmniejszym i cierpiącym można spotkać Jezusa - i oba funkcjonują obok siebie, z wyraźną przewagą pierwszego.

Ilekroć zdarzyło mi się udzielić pomocy obcemu człowiekowi zawsze spotykałam się z tą samą charakterystyczną reakcją - zdawkowe podziękowanie i szczere obrzydzenie (nikt nie chce zawdzięczać czegokolwiek pariasowi). Jeżeli był to mężczyzna dodatkowo widział we mnie  "łatwą kobietę", bo przecież żadna porządna nie zainteresowałaby się takim dziadem.

Kiedy odwiedzałam mojego własnego ojca w szpitalu w ostatniej chorobie panowie leżący na sali postrzegali mnie nie jako córkę, która towarzyszy w umieraniu staremu rodzicowi i stara się zapewnić mu dobrą opiekę, tylko laskę szukającą okazji, tak zdesperowaną, że nie cofa się przed przed przyjściem w miejsce, gdzie żadna porządna kobieta by się nie pokazała.(Co ciekawe moja własna matka dobrze to rozumiała i unikała odwiedzania kogokolwiek w szpitalu jak ognia). Nawet pewien franciszkanin  poproszony, aby przyszedł z Najświętszym Sakramentem do mojego ojca zachował się jakbym złożyła mu propozycję natury seksualnej. Zignorował mnie wyniośle, a wracając wpatrzył się w mój biust całkowicie niewidoczny pod ciężkim zimowym płaszczem założonym na kilka warstw odzieży.

Ciekawa rzecz, że Maria Magdalena tylko w tradycji zachodniej zostaje utożsamiona z kobietą cudzołożną. Zapewne dlatego, że przyszła namaścić ciało zabitego Jezusa. Żadna szanująca się niewiasta nie ganiałaby po nocy, żeby zajmować się trupem obcego mężczyzny.



Problem - jak się wydaje - polega na tym, że mowa nasza nie jest tak-tak i nie-nie jak sugeruje ewangelia tylko tak-nie i nie-tak. Piękne i wzniosłe słowa całkowicie rozjeżdżają się z przekazem niewerbalnym. Być może większość ludzi rozumie, że w takim wypadku słowa nie mają żadnego znaczenia, ale co z tymi naiwnymi i prostolinijnymi, którzy jednak biorą je do serca?

W czasach mojej młodości dziewczętom dużo mówiono o czystości oraz skromności w ubiorze i sposobie bycia. Widocznie milcząco zakładano, że wszystkie są napalonymi kokietkami biegłymi w sztuce uwodzenia. Tak się składa, że nie wszystkie i te skromne stały się jeszcze skromniejsze, grzebiąc tym samym swoje szanse na małżeństwo, a zdesperowane flirciary, które miały tego rodzaju nauki w dużym poważaniu, przeskakując z łóżka do łóżka w końcu znalazły męża i stały się przykładnymi żonami i matkami. Te pierwsze traktowane są w Kościele z obrzydzeniem, drugie z nadskakującą atencją. Znaczy cnotą jest słyszane nauki ignorować, albo wręcz stosować dokładnie odwrotnie?

Podobnie rzecz ma się z pomaganiem. Apeluje się do nas o otwartość serca, o dostrzeganie Chrystusa w potrzebującym człowieku itp. Wszyscy, których Pan Bóg pokarał nadmiarem empatii wiedzą czym to grozi, mieli wiele okazji przekonać się na własnej skórze. Ostatnie apele dotyczą przyjmowania tzw. uchodźców i to koniecznie muzułmańskich, Ukraińcy z jakichś tajemniczych powodów się nie liczą. Kościół mówi jednym głosem z mediami lewicowo-liberalnymi, które manipulują społeczeństwem starając się wykreować modę uruchamiająca instynkt stadny. Chcesz być cool musisz nosić ciuchy określonych marek,  używać jakichś kretyńskich, całkowicie zbytecznych gadżetów, popierać związki partnerskie, dawać Owsiakowi i przyjmować "uchodźców" i to dokładnie takich jakich Frau Merkel ci każe.

Na ogół przejmowałam się tym, co słyszałam w Kościele. Wyszłam na tym tak średnio, ale był to mój wybór. Jednak wobec tak bezwstydnej manipulacji, próby wjeżdżania na emocje i uruchamiania instynktu stadnego odpowiadam NIE, stanowcze NIE!!!








czwartek, 18 stycznia 2018

O wadach wzroku i pomaganiu

Wady wzroku - jak wiadomo - są bardzo różne.
Ja sama cierpię na wrodzoną nadwzroczność (dalekowzroczność) na poziomie mniej więcej +5 dioptrii, której towarzyszy silny astygmatyzm (ok.2), a szkła do okularów do czytania muszę specjalnie zamawiać za ciężkie pieniądze, bo tak mocne nie są normalnie dostępne w handlu (w przeciwieństwie do krótkowidzów, dalekowidzom wada się mocno pogłębia z wiekiem). W wieku ok. 5 lat miałam operację na prawym oku, która nie do końca się udała, i w dalszym ciągu widzę nim znacznie gorzej niż lewym. Okulary nosiłam całe dzieciństwo. Przez pewien czas zaklejano mi moje dobre "lewe oczko", żeby gorsze, prawe, zmusić do wysiłku. Musiałam także ćwiczyć na tzw. "krzyżaku" ich koordynację. Okularów nienawidziłam namiętnie, porzuciłam je w liceum - młode mięśnie potrafią niejedno przezwyciężyć dodatkowym wysiłkiem - a wróciłam (do nich) dopiero pod czterdziestkę zmuszona regularnie nawracającymi potężnymi migrenami.



Mimo tych ograniczeń od dziecka z upodobaniem malowałam rysowałam, czytałam, robiłam na drutach i szyłam. Robię to wszystko nadal choć od czasu upowszechnienia się komputerów w mniejszym stopniu.

Najzabawniejsze jednak jest to, że przy wszystkich tych wadach widzę rzeczy, których inni zdają się nie dostrzegać. Oko do kolorów i form, czy zdolność rozróżniania większej ilości odcieni każdej barwy, jest zapewne przekazywane genetycznie w pakiecie pt zdolności plastyczne, którymi Pan Bóg hojnie obdarzył rodzinę mojej matki. Ja jednak mam na myśli coś zupełnie innego, co zilustruje kilkoma przykładami.

Jest rok 1990 mam lat 24, pracuje w zbiorach graficznych pewnej dużej biblioteki naukowej. Siedzę z kolegą w pizzerii na ul. Szewskiej (o ile dobrze pamiętam). Nie było wolnych stolików więc dosiedliśmy się do samotnego chłopca lat ok. 10-12 bezskutecznie usiłującego zwrócić uwagę kelnerki, żeby coś zamówić. Chłopiec jest bliski łez - zupełnie bezradny wobec uparcie ignorującej go kobiety. Kiedy ta do nas podchodzi gotowa przyjąć zamówienie zwracam jej uwagę, że chłopiec był tu przed nami i sugeruję, żeby go obsłużyła w pierwszej kolejności. Baba robi przedstawienie pt" ojej jak mogłam nie zauważyć, przepraszam cię, kochanie" Mając w nas publiczność przynosi mu pizzę podlaną wylewnym słowotokiem, a mój kolega - nieproszony - dodaje od siebie coca-colę. Chłopiec płacze już całkiem jawnie, z trudem przełyka kawałki pizzy, za którą musiał zapłacić takim upokorzeniem (nie wiadomo co było gorsze ignorowanie go czy nieszczera serdeczność), mam ochotę wyjść. Na drugi dzień kolega opowiada w pracy wszystkim, którzy chcą i nie chcą słuchać, o nieszczęsnym zajściu zaczynając od słów "zabrałem Wilhelminę do pizzerii"... Nie wiem co mnie bardziej wkurza owo "zabranie mnie" czy przedstawianie dość smutnego incydentu jako ekscytującego wydarzenia, w którym on sam odegrał rolę bohatera.

Trudno uwierzyć,  że kelnerka i mój kolega nie widzieli wysiłków chłopca, zanim zwróciłam im na nie uwagę. Czekali na sygnał? A może ja mogłam je zauważyć tylko dzięki intuicji, empatii i doświadczeniu bycia dzieckiem z kluczem na szyi zmuszonym do konkurowania z dorosłymi o pozyskanie trudno dostępnych towarów i usług w PRL-u późnych lat 70-tych i  wczesnych 80-tych. Czyli nie patrzymy wzrokiem tylko intuicją i doświadczeniem?

25 lat później wybieram się na działkę, na trawniku po drugiej stronie Korony siedzi starsza pani obstawiona torbami z zakupami i wygląda dziwnie. Liczni na tej trasie rowerzyści i nieliczni przechodnie mijają ją niezaburzeni. Podchodzę i pytam, czy nie potrzebuje pomocy. Nie może mówić, ale podaje mi komórkę. Po wielu trudach - nie umiem obsługiwać fancy komórek, ani temu podobnych zbytecznych gadżetów - dodzwaniam się do jej syna i opisuję sytuację. Przyjeżdża z bratem i przenoszą bezwładną matkę do samochodu celem przewiezienia jej do szpitala (prawdopodobnie wylew). Dziękują mi zdawkowo, ale patrzą bardzo podejrzliwie. Kilkadziesiąt metrów dalej zatrzymuje ich policja za jazdę po chodniku.

Znowu, dlaczego tylko ja wzięłam pod uwagę możliwość, że z kobietą jest coś nie tak? Dlatego,że sama mam chorą matkę? Dlatego, że mój ojciec umarł stosunkowo niedawno po ciężkiej chorobie? Dlatego, że jestem tą, która "dotknęła" choroby, starości i śmierci? Jestem przez to "rytualnie nieczysta" unfit for society? Dlatego obaj synowie z trudem przezwyciężają obrzydzenie, żeby wydusić z siebie zdawkowe podziękowanie?  Czyli - znowu - patrzymy doświadczeniem, a nie wzrokiem? Każdy, kto widzi cierpienie zdradza się, że sam go doświadczył  (i może innych zarazić). Cierpienie nie jest atrakcyjne wizualnie, rodzi podejrzenie nieudacznictwa, bycia "loserem" Pomaganie jest cool wyłącznie wtedy, jeśli polega to na wrzucaniu pieniążków do puszek, chodzenie na koncerty i przyklejaniu na ubranie kretyńskich czerwonych serduszek, jeżeli motywowane jest i uzasadnione instynktem stadnym (wszyscy to robią).

Mniej więcej w tym samym okresie (mam ok 49 lat) wychodzę z adoracji, na światłach stoję za młodą siostrą zakonną, którą przed chwilą widziałam w kaplicy. Jakiś kretyn prowadzi dużego zdezorientowanego psa na długiej smyczy. Towarzysząca mu, zażenowana dziewczyna trzyma się od niego jak najdalej. Niezaburzony bałwan usiłuje pokierować tak nieszczęsnym zwierzakiem, żeby skierować go na przechodzące "laski" (przestraszyć je? dotknąć za pośrednictwem psa? obwąchać?). Na widok siostry zakonnej wpada na super pomysł  -  napuścić go na "pingwina".
"Moja dłoń zaciska się w pięść" podchodzę do bęcwała i staję tak blisko, że prawie dotykam go ramieniem. Jestem wyższa od niego i nie boję się psów, ani - tym bardziej - żałosnych kretynów. Tenże patrzy na mnie zaskoczony - nie jestem targetem. Jego otwór gębowy zaczyna wyrzucać dźwięki  - coś jakby "o co chodzi?" "Proszę nie zaczepiać tej siostry" - mówię głośno i wyraźnie. Ludzie na światłach obracają się w moim kierunku, patrzą  jakbym pierdnęła w teatrze. Zawstydzona zakonnica zapewnia mnie, że naprawdę nie trzeba... Światło w końcu zmienia się na zielone, siostra szybkim krokiem oddala się, tuż za nią towarzyszka kretyna z psem. Ten (znaczy kretyn, a nie pies) woła za nią "zaczekaj no" i usiłuje dogonić, dzięki czemu nikogo już nie zaczepia. Skręcam do parku nad fosą, jest mi niedobrze.

Przypominam sobie później sytuację, kiedy to mnie molestowano za pomocą psa. Rzecz działa się na ulicy Krupniczej (w owym czasie Nowotki) Miałam może jakieś 12-13 lat. Pies był duży, silny i spuszczony ze smyczy. zaczął mnie dość namolnie obwąchiwać w miejscu intymnym. Odwracam się mówię do właścicieli, żeby wzięli psa. Mężczyzna dobrze się bawi i nie zamierza nic zrobić. Towarzysząca mu dziewczyna patrzy na mnie wrogo - widzi we mnie konkurencję. Wobec braku reakcji biorę psa za pysk (w sensie jak najbardziej dosłownym) i zdecydowanym ruchem odpycham od siebie. Facet zaczyna się drzeć, jak śmiem psuć mu zabawę. Dziewucha mu wtóruje. Nikt z przechodzących ludzi nie reaguje. To, przyznam, jedno z moich najohydniejszych wspomnień z dzieciństwa.

Stając w obronie młodej zakonnicy (która sobie tego nie życzyła) znowu zdradziłam się jako osoba, która czegoś podobnego doświadczyła. Znowu jestem naznaczona, nieczysta. zachowuję się inaczej niż wszyscy. Moja interwencja budzi podobne zażenowanie wśród świadków zajścia, jak wygłupy debila u jego towarzyszki. Nie jestem cool. Ani starsza pani, ani zakonnica nie są cool.  Zachowania wbrew instynktowi stadnemu nie są cool. To nie Orkiestra Świątecznej Pomocy celebrowana gromadnie przy wsparciu mediów, to zgrzytliwe akty codziennej pomocy, nie zawsze trafione, wykonywane przez jednostki zhańbione stycznością z cierpieniem, chorobą i śmiercią - żadna z tych rzeczy nie jest cool. Jeszcze jeśli chodziło o dziecko, na mój sygnał znaleźli się chętni to partycypowania w "pomocy", (zapewne dlatego Owsiak wziął na sztandary chore dzieci) zapewnili sobie udział w przedstawieniu, które mogło się podobać (jakiemuś debilowi). Pomagać, pomagać jest bosko!