Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ukraińcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ukraińcy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 czerwca 2026

O wakacyjnej lekturze i zarządzaniu społecznymi emocjami

W poszukiwaniu wakacyjnej lekkiej a wciągającej lektury trafiłam na horror polityczny duetu Urbi et Orbi (Jarosław Urbaniuk, Łukasz Orbitowski) pt Pies i klecha przeciwko wszystkim. A tam milicjant i ksiądz doktor habilitowany tropią niezwykłe zjawiska, byty i rytuały mające bezpośredni wpływ na naszą codzienność oraz rzeczywistość społeczną i polityczną. Akcja zaczyna się w schyłkowym PRLu, kończy u początku transformacji ustrojowej w 1989 r.

Oszołomieni bohaterowie odkrywają, że u początków PRL-u miał miejsce rytuał oddający nasz nieszczęśliwy kraj pod władzę ARYMANA. Dość mnie ta koncepcja zaskoczyła, bo Aryman (po persku Angra Majnu) jest złym przeciwnikiem dobrego boga Ormuzda (Ahura Mazdy) w Zoroastryzmie czyli religii powstałej gdzieś w okolicach V w. p.n.e. w Persji, a raczej Imperium Perskim rządzonym przez dynastię Achemenidów. Skąd ta postać w kontekście Chrześcijaństwa i walki z nim?

Aryman ma być demonem materializmu, wrogim rzeczywistości duchowej w przeciwieństwie do Lucyfera. Ten drugi ma sprzeciwiać się Duchowi Świętemu ofiarując iluzje zamiast Prawdy, a pierwszy zdaniem autorów jest wrogiem Chrystusa i stawia nienawiść przeciwko miłości.

Z lucyferyzmem spotykamy się w pogańskiej wsi, gdzie złożono w ofierze młodego wikarego, władzy Arymana i jego wyznawcom zawdzięczamy komunę. A co po jej oficjalnym upadku? Otóż przychodzi trzecia siła - nicość i wielka ciemność - Sorat sprzeciwiający się Bogu Ojcu jedynemu.

Ksiądz Andrzej Gil uświadamia to sobie, kiedy razem z byłym milicjantem skutecznie udaremnili próbę ponownego oddania Polski Arymanowi, przerywając staremu komuchowi Finderowi rytuał złożenia w ofierze człowieka. 

Tymczasem w innym pomieszczeniu gmachu sejmu odbywa się konkurencyjny rytuał, prawdopodobnie również połączony z krwawą ofiarą, otwierający na oścież drzwi nihilizmowi.

"Co myśmy najlepszego zrobili!" myśli udręczony ksiądz uświadomiwszy sobie sytuację. Właściwie na tym kończy się książka i z taką myślą czytelnik jest pozostawiony.

Myśl wcale nie jest taka niedorzeczna jakby się mogła wydawać. Skoro zarówno nazizm jak i komunizm mają okultystyczne korzenie, podobnie jak masoneria, której zawdzięczamy rewolucję francuską, tzw. "Oświecenie" i rozbiory Polski, to dlaczego nie New World Order czy jak to się tam nazywa.... Gołym okiem widać, że jest to kolejna odsłona walki z chrześcijaństwem i boskim/naturalnym porządkiem świata (Logosem), wymierzona w tzw. zwykłego człowieka.

Kiedyś wyobrażałam sobie, że ponieważ moje potrzeby materialne są dość skromne, a miejsce do mieszkania odziedziczyłam (więc nie muszę spłacać kredytu), regularny dochód w postaci emerytury (bez względu na jej wysokość) uszczęśliwi mnie dozgonnie. Nie przewidziałam, że w przeciągu ostatnich 4 lat wyrośnie nam pod bokiem równoległe społeczeństwo ukraińskie konkurujące z niezamożnymi Polakami o służbę zdrowia, mieszkania, miejskie parki, kąpieliska i miejsce w przestrzeni publicznej.

Nasi goście przyjęci z dużą życzliwością okazali się "gatunkiem inwazyjnym" usiłującym zdominować (albo wręcz wygryźć) naiwnych gospodarzy. Robią to między innymi przez wytwarzanie hałasu nieproporcjonalnego do ich liczby. Kto nie wierzy niech się przejdzie do Parku Wschodniego w pogodny weekend albo na kąpielisko na Oporowie lub Królewieckiej w upalny dzień! Kto mieszka w centrum, nie musi tego nawet robić, bo odgłosy życia ukraińskich sąsiadów są częścią jego codzienności.

Ludzie zamożni mogą zmienić miejsce zamieszkania, kupić nowe mieszkanie, dom pod miastem, chatę w górach, willę we Włoszech lub Hiszpanii. Nie są zdani w takim stopniu jak "zwykły człowiek" na efekty decyzji lub zaniechań kolejnych rządów. Jakie skutki społeczne przyniesie podpisanie paktu migracyjnego przez Tuska łatwo sobie wyobrazić. Będziemy tu mieli drugą Wielka Brytanię, jak onegdaj marzyliśmy.

Wszystko jest bardzo dziwne i dzieje się nadzwyczaj szybko. Kilka lat temu po śmierci czarnego recydywisty Floyda, który stawiał opór przy zatrzymaniu, podczas ucieczki z dużą ilością narkotyków, wszyscy klękali jakby ich ktoś zaczarował. Przy najlepszych chęciach nie dało się tego uzasadnić logicznie. Rzecz działa się w USA. Policjantów oskarżono. Premier Wielkiej Brytanii klękał publicznie. Po śmierci niewinnego białego chłopaka w swoim własnym kraju, zabitego przy udziale brytyjskiej policji nie tylko nie klęknął, ale nabrał wody w usta, aż nagranie z zatrzymania znalazło się w Internecie. Wtedy ograniczył się do oskarżenia Nigela Farrage o podżeganie do nienawiści.

W USA czarny 17-latek zadźgał nożem białego rówieśnika, bo ten kazał opuścić mu namiot nie swojej drużyny, w którym się miał znaleźć uciekając przed ulewą. Rzecz działa się podczas zawodów sportowych. Podobno nagle spadł ulewny deszcz czy też była to burza z piorunami i nieszczęsny Carmelo Anthony schronił się  do namiotu konkurencji. Został wyproszony, na co zareagował ciosem noża w serce. Dlaczego przyniósł nóź w plecaku na zawody sportowe? Tego nikt nie próbował nawet wyjaśniać. Po prostu skrzywdzono "dzieciaka" (kid) skazując go na dożywocie z perspektywą ubiegania się o skrócenie kary po 35 latach, a on tylko działał w obronie własnej, bo oponent wyglądał na silniejszego.

Jego "obrońcy" w zemście sikają na grób ofiary. Na myśl o uczuciach rodziców zamordowanego chłopca narażonych na takie demonstracje i brata bliźniaka, na którego rękach umierał jest mi po prostu gorzej. Totalne zbydlęcenie.

Nie opuszcza mnie jednak myśl o dziwnej synchronizacji tych zdarzeń z wojną USA z Iranem i narastającym dystansem międzynarodowej opinii publicznej w stosunku do państwa Izrael, które ją rozpętało.

Bardzo wiele konserwatywnych mediów związanych z republikanami i ruchem MAGA straciło popularność z powodu bezkrytycznego poparcia  dla Izraela. Nagranie z zatrzymania Henry Nowaka, uznanie za winnych prześladowców szkockiej dziewczynki z siekierą, próba dekapitacji białego mężczyzny przez Sudańskiego migranta w Belfaście i wyrok w sprawie Carmelo Anthony'ego pozwoliły im znowu nabrać wiatru w żagle.

Ktoś tym ewidentnie dyskretnie zarządza. "Teraz nie patrzcie w stronę Libanu, Gazy i zachodniego brzegu tylko poczujcie słuszny gniew po wyczynach migrantów w Europie i czarnych w USA!"

A skąd się wzięli ci migranci? Czy przypadkiem ich napływ nie ma związku z destabilizacją wszystkich państw na Bliskim Wschodzie, które mogłyby zagrozić Izraelowi? Czy to przypadkiem nie Stany Zjednoczone są za to odpowiedzialne? 




niedziela, 18 stycznia 2026

Wiewiórki, obrazy i inne dylematy

 


To mój widok z okna zarejestrowany w piątek przy kawie. W centrum Wrocławia! Wiewióry czegoś nie śpią tej zimy! Futerko niby zimowe, szarawe, ale duch niespokojny...


Wrzucając zdjęcia obrazów z ostatniego czasu na whatsappa dla ludzi z roku  przypomniałam sobie, że nie zamieściłam najnowszego - tzn sprzed paru miesięcy - na blogu. Oto on:


To oczywiście eksploatacja pomysłu pt "obraz w obrazie". Posłużyłam się gipsową głową (moim autoportretem) i tkaniną, a ściślej mówiąc mozaiką z kawałków tkanin, którą przerobiłam na obraz:

Podobieństwo co prawda znikło i z rzeźby i z tkaniny, ale nie oto chodziło! Nie jestem szczególnie zadowolona z tego dzieła i chyba przerabianie tkanin (tzn swoich starych prac) na obrazy nie jest tą drogą, która mam ochotę pójść...

Poszłam dziś do dominikanów. Dziwnie sie czułam po 6-letniej przerwie (w mszach niedzielnych, w tygodniu parę razy zdarzyło mi sie tam być). Celebransa nie znam i bardzo dobrze. D..y nie urywa (w końcu nie oto chodzi), ale przynajmniej się nie zirytowałam...

W kącie pokoju 30 paneli z korka ekspandowanego grubości 3cm. Każdy waży ok. 5 kg i coraz bardziej jasne dla mnie jest, że na klej się nie utrzyma. Trzeba wiercić i kołkować. Zimny pot mnie oblewa, bo nie mam detektora kabli pod napięciem i nigdy nie wierciłam w suficie. Poza tym, czy tak podziurawiony korek (i sufit) będzie lepszą izolacją akustyczną niż sufit niepodziurawiony i bez korka?

W poniedziałek mają przywieść pistolet i klej, a ja wciąż jeszcze nie podjęłam decyzji... Kiedy pomyślę, że muszę ponosić takie koszty i podejmować taki wysiłek oraz ryzyko, bo jakiemuś debilowi nie chciało się podłożyć chociażby najcieńszej warstwy izolacyjnej pod panele podłogowe, ani nawet przykryć ich dywanem /wykladziną, to moglabym zabić. 

Nie wspominam już co zrobiłaby z osobą, która taki lokal wynajęła rosyjskojęzycznym, aby uruchomili tam produkcję, uprawiali jogging i "uczyli sie grać na gitarze elektrycznej"...

Co zrobiłabym z samymi najemcami też nie napiszę...

niedziela, 11 stycznia 2026

Nareszcie uczciwa zima!

Cóż to za cudna mroźna pogódka przez ostatnie kilka dni! Krew szybciej krąży w żyłach i chce się żyć!  Codziennie wybieram się na spacer do parku. Prawie pusto, nie ma rowerzystów. Dawno nie czułam się tak szczęśliwa. Dla ścisłości parki nie są puste tylko pełne uroczych stworzeń:

Kaczorek na zamarzniętej Oławie
Łabądek tamże
Para świstunów  - kaczek z pólnocy -  na Oławie, te w środku wyraźnie mniejsze od krzyżówek

Kurka wodna - rzeka Ślęza

Zimo trwaj, bo jesteś piękna!

P.S.
Żałuje tylko, że u siebie nie mogę czuć się równie dobrze. Wszak siedzenie w domu, kiedy za oknem mróz, to także jeden z przyjemniejszych aspektów zimy. Tymczasem mafia rosyjskojęzyczna w mojej bramie obejmuje trzy mieszkania w bezpośrednim sąsiedztwie. Kiedy jednych nie ma w domu materiały do produkcji podrzucane są do innego lokalu, a sąsiadka "o polskich korzeniach" wlazła mi do mieszkania podczas wizyty księdza, zamiast czekać na niego u siebie! Czy to jednak nie jest dziwne wszystko razem?!!!

wtorek, 6 stycznia 2026

Trzech Króli z demonami i wewnętrznie sprzeczne kazania

Rzetelne okadzenie domu i zaśpiewanie kilku kolęd reaktywowało przyczajone ukraińskie demony z góry. Zamiast spokojnie składać kałasze, drony czy inne bomby i ostrożnie odkładać narzędzia - jak przez ostatnie kilka dni - wypuściły z wora bachora-zagłuszacza, który teraz tłucze się mi nad głową.

Dzień zaczął się dla mnie jakąś dziwną migreną, która znikła pod wpływem rześkiego, mroźnego powietrza już w drodze do kościoła. Znowu poszłam na 12 i znowu tego żałowałam.

Kazanie (mam na myśli to drugie) o. Marcina OSPPE nacechowane było wewnętrzną sprzecznością. Mamy twarde karki, więc Pan Bóg musi nam dawać trudne doświadczenia, aby nas ugiąć, abyśmy przestali chodzić swoimi ścieżkami i wieść wymyślone przez siebie (znaczy nieuzgodnione z Nim?) życie. Niektórzy po tych doświadczeniach znowu się prostują - znaczy recydywa, niektórzy chodzą przygięci. Ci przygięci to - o ile dobrze rozumiem - nawróceni trwale. 

Jednocześnie gdzieś przy końcu pada stwierdzenie, że mamy dziękować za nasze życie, bo ono jest najlepsze, jakie mogliśmy mieć. Więc jak, mamy optymalne życie, a trudne doświadczenia są jego integralną częścią czy też mamy porypane życie z powodu twardych karków, które muszą być zgięte trudnymi doświadczeniami? Ergo, gdyby nasze karki były bardziej elastyczne, wiele bolesnych doświadczeń by nas ominęło? 

Przykro mi, ale to się nie schodzi. Wynika z tego, że życie ludzi znających i pełniących wolę bożą jest wolne od trudu i cierpienia, a przecież tak nie jest. Znamy biografie świętych i są one pełne przykrych doświadczeń ponad zwykłą miarę. 

Poza tym, jeśli o.Marcin tak dokładnie zna wolę bożą, że nic innego nie robi, tylko ją wypełnia, to pogratulować. Większość z nas maluczkich nie ma w tej kwestii takiej jasności i musi używać zdrowego rozsądku. Rozumiem, że jak nie trafimy, to bęc - trudne doświadczenie? 

To przypomina trening Arii Stark z Gry o Tron, kiedy odebrano jej wzrok, aby nauczyła się walczyć w całkowitych ciemnościach... Nie wiem jak inni wierni, ale ja chyba nie odniosłam duchowej korzyści z tej nauki...

Być może tego rodzaju sprzeczne wewnętrznie kazania są głoszone z myślą o ludziach, którzy słuchają tylko przez chwilę. Kaznodzieja zdaje się na Boga, jakie ziarno padnie na jaką glebę. Ktoś usłyszy, że ma optymalne życie i powinien być wdzięczny, a ktoś inny, że trudności, których właśnie doświadcza są skutkiem jego "twardego karku" i w ten sposób każdy ma się nad czym zastanawiać.

Problem stanowią słuchowcy wdrożeni do uważnego słuchania dowolnie długich wypowiedzi i wychwytywania istotnych informacji. Słyszą całość, a ona nie ma sensu. O. Marcin nie jest bynajmniej jedynym autorem tego rodzaju homilii. Istnieją nawet księża, którzy wygłaszają kazania w jaskrawej opozycji do czytań!

wtorek, 30 grudnia 2025

O gniewie i modlitwie

Szósty dzień w oktawie Bożego Narodzenia. Wyspałam się i smutek zaczyna przechodzić w gniew. Przynajmniej mam więcej energii. "Moja dłoń zaciska się w pięść" jak śpiewała Martyna Jakubowicz, a szczęki się zwierają. Zapłacicie mi za to - powtarzam sobie - drogo mi za to zapłacicie! I od razu mam więcej życia w sobie. Co by człowiek zrobił bez poczciwego gniewu i jemu podobnych silnych emocji negatywnych. Usiadł by w kącie i płakał, tzn gdyby zachował w tym późnym wieku zdolność do płaczu, co w moim przypadku nie zachodzi, więc skazana jestem na zupełnie inne spektrum uczuć.

Kiedyś był jakiś durny film o potworze, który ukradł Boże Narodzenie. Nie mogłam się nadziwić jak można wymyślić coś równie niedorzecznego. A jednak film okazał sie proroczy, z tym że to nie zielony potwór ukradł mi święta tylko ukraińska rodzina. Czy ukraińska i czy rodzina tak naprawdę nie wiem, bo równie dobrze może być to ruska agentura produkująca bomby albo coś w tym stylu, ze złośliwym bachorem dla niepoznaki.

Jednak za tą ruską agenturą czy też ukraińską rodziną stoi ktoś inny, o wiele potężniejszy. Niedawno mialam sen w którym walczę z jakimś złowrogim bytem najbardziej podobnym do Balroga z Władcy Pierścieni. Grzmocę go i grzmocę bronią na długim drzewcu (halabardą?), ale mam świadomość, że moje ciosy nie wyrządzają mu wielkiej szkody i to ja prędzej osłabnę niż on...

Nie, nie zwariowałam. Istoty duchowe wrogie czlowiekowi istnieją, a najlepszym dowodem na to są moi sąsiedzi dręczący mnie jakby według rozpiski - raz uaktywnia się jeden, potem drugi, trzeci i tak dalej. Ich działania są w tajemniczy sposób zsynchronizowane...

A co na to modlitwa? Ano nico! Modlitwa nie przebija się przez betonowy mur, przez który tak łatwo przechodzą odgłosy aktywności toksycznych sąsiadów. Nie twierdzę, że nikt jej nie słyszy, bo ktoś ewidentnie ją słyszy i wykorzystuje, żeby uderzyć precyzyjnie i w punkt.

Tajemniczą rzeczą jest fakt, że modlitwa prośby nie pomaga w bardzo wielu (w żadnych?) trudnych sprawach np braku pracy i środków na zapłacenie czynszu albo w sytuacji dręczenia. W moim przypadku są tylko dwie prośby, których wiadomo kto nie może przechwycić i obrócić przeciwko mnie: o odwagę do życia oraz poznanie prawdy (i wyzwolenie jakie ono daje). Same wypowiadanie tych słów już wlewa we mnie ducha... Jakiego? Mam nadzieję, że męstwa i prawdy właśnie...


niedziela, 28 grudnia 2025

Z przygnębieniem o świętach

Niedziela po Bożym Narodzeniu, 6 nocy do tyłu (znaczy minimalna ilość snu albo zaburzony), ból w klatce piersiowej i chce mi się płakać, ale nie mogę. Nie wiem czy to z powodu starości, stwardniałego serca czy wyschłych od komputera oczu. Tak czy siak nie moge posłużyć się tym prostym mechanizmem, aby uwolnić się od skrajnego przygnębienia.

Piekłam, gotowałam, sprzątałam, chodziłam na roraty, przygotowałam prezent, wysłałam życzenia, a Świąt Bożego narodzenia  w tym roku (dla mnie) nie było. Tak jakby nie było. Żadnej radości w sercu, żadnego pokoju. Czy to już tak będzie? Będą człowiekowi zabierane wszystkie punkty oparcia, wszystkie pociechy, chwile wytchnienia i to, co Stinissen nazywa radością Boga, a czego zdarzało mi się doświadczać mimo bardzo trudnej i niepewnej sytuacji?

Nie opuszczając swojego domu  zamieszkałam w ukraińskiej melinie z chałupniczą produkcją 24/7 i towarzyszącym jej joggingiem całodobowym, o nieustannym zgrzycie przesuwanych po gołej podłodze mebli nie wpominając. W nocy z 25na 26.12 wzywałam policję. Pomogło na 10 minut tzn tak długo jak funkcjonariusze przebywali u sąsiadów z góry...

Chwilowo jest cicho, ale nie mogę się odprężyć bo podświadomie czekam, kiedy znowu zaczną się moje tortury...

Nie jestem szczególną optymistką, ale takiej sytuacji się nie spodziewałam.

Jedynym pocieszeniem w takiej sytuacji i każdej innej zresztą jest świadomość, że i tak muszę żyć. Dotrwać do śmierci, bo nikt mnie wcześniej nie zwolni do domu z powodu złego samopoczucia.


czwartek, 25 grudnia 2025

Wigilia z demonami

Boże Narodzenie z demonami ukraińskimi z góry. Podczas wigilii uruchomiły swoja produkcję nie wiem czego. Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby to były urządzenia do wysadzania polskich pociągów. Nie mam pewności, nie mam dowodów, nie umiem przenikać przez ściany, żeby je zdobyć. 

Bydlaki latały po całym mieszkaniu za nami i bynajmniej nie mówiły ludzkim głosem. Gdziekolwiek chcieliśmy tę wieczerzę celebrować, nad sufitem ukraiński "diabeł walił w beczkę". Poinstruował też swego obleśnego bachora, żeby jeszcze uprawiał jogging po wszystkich pomieszczeniach. Cały arsenał lącznie z maszyną do obróbki metali na chodzie o godzinie 21! Ten bachor zresztą chyba jest wynajęty dla odwracania uwagi swoimi harcami i "lekcjami gry na gitarze", po prostu ma zagłuszać produkcję.

Wczoraj produkcja całą parą, a dzisiaj o 7 rano już płonął kościół w Lublinie na Kunickiego. Przypadek? Nie sądzę! Nie, jeszcze nie zwariowałam. Po prostu mam dwie noce do tyłu z czyjego powodu już powiedziałam. Dodam jeszcze, że jakbym dorwała w swoje ręce, to byłby koniec po minucie.

Wracając do pożaru kościoła, to wcale nie byłoby dziwne, że ktoś, kto mialby za zadanie taką akcję przeprowadzić, nawet we wschodniej Polsce, działałby w oparciu o bazę we Wroclawiu, czy raczej Ukrocławiu. Wszyscy ludzie związani ze służbami zgodnie twierdzą, że "rosyjskojęzyczna społeczność" w Polsce to najlepszy prezent dla Putina, jaki mógłby sobie wyobrazić. A gdzie owa sieć powiązań jest największa i najgęstsza?

Policja natomiast przyznaje, że na każde 10 oszustw, 9 jest autorstwa "ludzi ze wschodu" (znaczy z krajów postsowieckich). 

Teraz widać jasno, że to Braun i Konfederacja mieli od początku rację w sprawie Ukrainy i polskiej polityki wobec niej. Rząd ZP nie zdążył sie opamiętać zanim stracił władzę, a o obecnym szkoda gadać. 

Przypomnę tylko dla jasności, że rządzą nami ludzie ukształtowani w komuszo-SBeckich szkołach dla "elity". Taka to była elita, że dla jej pomiotów w dobrym warszawskim liceum o profilu matematyczno-fizyczno-chemicznym trzeba było utworzyć "klasę humanistyczną", w której nigdy nie zetknęli się z literaturą ani historią Polski. Tacy z nich "humaniści" jak z Zembaczyńskiego Naleśnika, Sroki-spod-Ogona czy Jońskiego-i-Scerby, ale wymaganie od nich zrozumienia czegokolwiek z matematyki byłoby gwałtem ze szczególnym okrucieństwem na tej jedynej komórce mózgowej w którą są wyposażeni. Poprzednie pokolenia żyjące w PRLu dawno odkryły, że trzeba studiować kierunki ścisłe jako stosunkowo wolne od komucha, który jest na nie za głupi.

"Pierwszorzędne pochodzenie" + trening jak wyżej i mamy "elity", które tak nienawidzą Polski, że zrobią wszystko, cokolwiek jest sprzeczne z jej racją stanu i dobrem obywateli. Będą lizać dupę nie tylko Szwabom, Żydowinom czy Ruskim, ale nawet Ukrom. I właśnie to robią. To im zawdzięczam zakłócanie świąt przez dzicz stepową, jakiego nie doświadczyłam nigdy, nawet za komuny!

 

wtorek, 18 listopada 2025

Gdzie trafia pomoc dla Ukrainy?

Tu komentarz Pawła Lisickiego o upadku Pokrowska i ucieczce Mindicza do Izraela z walizką pieniędzy po aferze korupcyjnej w Kijowie https://youtu.be/KuNSg_2LNLg 

Redaktor naczelny Do Rzeczy stawia bardzo istotne pytanie, mianowicie czy to nie jest jednak dziwne, że większość ludzi rządzących Ukrainą ma izraelski paszport i w razie czego ma gdzie uciekać z pokaźnym finansowym wsparciem wygospodarowanym z pomocy płynacej z zachodu.

Ciekawa rola Chabad Lubawicz. Mindicz przyjechał do Warszawy, aby sie spotkać z jednym z rabinów tej sekty i dopiero potem ruszyl na bliski wschód. Dlaczego nie został zatrzymany przez polskie służby? "Starsi bracia" nie pozwolili?

Im dłużej ta wojna trwa tym mniej wierzę w to, co o niej słyszymy. Do poprzedniego rządu i  jego działań miałam ograniczone zaufanie, do obecnego żadnego, albo nawet ujemne.

Tory na trasie Lublin-Warszawa wysadzili dwaj Ukraińcy. To mnie akurat nie dziwi, ale trudno pojąć, dlaczego państwo polskie nie przeciwdziała werbowaniu tych ludzi przez Rosjan, skoro wie jaką drogą się ono odbywa. Zbyt zajęte polowaniem na Zbigniewa Ziobro i zbrodnie PiSu?

Najbardziej przeraża widmo wojny z ludźmi typu Tusek, Kierwiński, Siemoniak i reszta tych pajaców przy sterach. Nawet Albania by nas podbiła!

czwartek, 13 listopada 2025

Każdy dobry uczynek zostanie pomszczony...

Śnił mi się pies - bardzo dobry symbol senny oznaczajacy życzliwych ludzi - i przyszedł dzielnicowy w sprawie ukraińskich sąsiadów zakłócających spokój. Raczej mnie zniechęcał do rozprawy przed sądem, ale i tak jestem zachwycona, że sama nie muszę jutro iść na policję.

W lokalu, który teraz wynajmują mieszkał pan M. alkoholik, który regularnie zalewał nam mieszkanie i puszczał przez trzy doby z rzędu Denisa Russosa "My friend the wind" na cały regulator w czasie swoich (częstych) pijackich ciągów. Moi rodzice nigdy nie reagowali, postanowili zło dobrem zwyciężyć. Nie udalo się, niestety. 

Pan M. umarłby leżąc na podlodze łazienki, a jego zwłoki zdążyłyby się rozlożyć zanim by ktoś je znalazl, gdyby nie moja rodzina, która sprowadzila pomoc.W odwecie spadkobierczyni urządziła taki remont generalny, że mama dostala zawału i umarła po tygodniu. Jej reanimacja odbywała się wśród dźwięków pracującej wiertary, nie wyłączonej nawet na tę okoliczność.

Remont mimo swej długości i intensywności byl dość niekompletny. "Zapomniano" na przyklad położyć jakąkolwiek izolację pod panele podłogowe. Dywanów, wykładzin czy mat nie przewidziano, co bylo prostym sposobem na wykreowanie sztucznego konfliktu między każdym kolejnym setem najemców a nami. Jeśli ktoś wie jak brzmią krzesła przesuwane po panelach bez izolacji - zwłaszcza w nocy - zrozumie bez trudu o czym mówię. Sytuacja byla trudna do zniesienia nawet w przypadku ludzi skadinąd kulturalnych, a  co dopiero w przypadku dziczy stepowej, "która ma prawo"!

Z sąsiadem z mieszkania obok, panem J., byliśmy zawsze w dobrych relacjach, mimo bardzo cienkiej ściany oddzielajacej nasze "pokoje dzienne". Było oczywiste, że przychodzi do nas po drabinę lub inne narzędzia, albo kiedy popsuje mu się telefon. Telewizor wstawił do kuchni, bo oglądał w nocy mecze dość głośno, jako człowiek przygłuchy. Przed śmiercią wpadł w sidła rodziny swojej żony i zapisal mieszkanie wyjątkowo paskudnej postaci, która - jak to ujęła - "robi w nieruchomościach". 

Zrobiła więc nam kuchnię przy sypialni, aby zyskać dodatkowe pomieszczenie i móc żądać czynszu za mieszkanie dwupokojowe, a nie kawalerkę. Kto wie jak brzmi pompa tłocząca ścieki pod sufit tuż przy 14-centymetrowej ścianie działowej, rozumie o czym mówię. O tłuczonych o świcie kotletach i ukraińskim życiu towarzyskim, niekompatybilnym z naszym kalendarzem, nie wspominam.

Z sąsiadami z dołu mieliśmy stosunki raczej chłodne, acz poprawne. Pani K. czesto przychodziła nas upominać, że hałasujemy, kiedy np był wbijany gwóźdź w ścianę pod obrazek. Czuła się w tym calkowicie bezpiecznie, bo zawsze przepraszaliśmy i staraliśmy się jej nie drażnić. Mieszkanie po niej wykupili byli najemcy i od tego momentu zaczęło się dziać. 

Remont zaczęty w niedziele po 21 trwal ponad 3 miesiące. Rozwalane byly ściany działowe i rozwiercane konstrukcyjne. Nowe meble i wyposażenie kuchni wnoszono po nocach i takie tam inne drobnostki, które wymagały interwencji policji. Po czy urodziło się dzieciątko. 

Dzieciątko jak to dzieciątko - płacze. Płacz niemowlęcia jest dźwiękiem naturalnym i przez podłogę nie specjalnie uciążliwym. Ale co kiedy byłe niemowle ma rok, a potem dwa i wciąż drze ryja non stop, a jego płuca nabrały mocy? Podejrzewam, że to przypadek autyzmu, sądząc po odglosach, a ściany działowe tymczasem rozwalone i nie uciekniesz z pokoju do kuchni przed tym wrzaskiem.

Po co wracam do historii, które już na tym blogu opisywałam? Zauważyłam bowiem pewną niepokojącą zależność - im więcej dobra doświadczy od ciebie sąsiad, tym wiecej zła wyrzadzą ci jego spadkobiercy. Oprócz bezpośrednich konsekwencji ich działań, doskwiera poczucie niesprawiedliwości. Dobro, bowiem, nie wraca. Zapłatą za nie jest zło. Każdy dobry uczynek zostaje pomszczony (co najmniej) w dwójnasób!

wtorek, 11 listopada 2025

O zmianie stosunku do Ukraińców

Święto Niepodległości. Siedzę i czekam czy i kiedy ukraiński bachor zacznie mi zakłócać spokój swoją ohydną muzyką puszczaną na full.

Wyobrażacie sobie sytuację, kiedy do dziecka w wieku szkoły podstawowej (chyba piąta klasa) wezwana jest policja, łomocze w drzwi, otwiera tatulo, kłamie funkcjonariuszom w twarz, a po trzech godzinach synalek znowu puszcza tę sama ohydną muzykę na full? Ze strony rodziny pełna akceptacja i wsparcie! "Mój syn ma prawo!" Ciekawe kto mu je przyznał?

Dlatego w moim czarnym serduszku zaszła drastyczna zmiana stosunku do Ukraińców. Od pelnej życzliwości do obrzydzenia i wściekłości na sam widok, o dźwiękach ich mowy nie wspominając.

Idę sobie alejką w Parku Wschodnim, uszczęśliwiona brakiem ludzi w zasięgu wzroku aż dochodzę do Oławy. A tam co? Tak, zgadliście - młodzież ukraińska robi sobie grilla przy dźwiękach jakiegoś ohydztwa puszczanego ze wzmacniaczy. Ciekawe, że polska młodzież nigdy nie zabawia się w ten sposób..., a w każdym razie nie w tym miejscu.

Nie można umieszczać takiej ilości cudzoziemców w jednym miejscu! Po jednym na gminę i niech się uczą naszych zwyczajów, a nie narzucają nam swoje!

U mnie w bramie na 15 mieszkań 3 zajęte calkowicie przez Ukraińców, co do czwartego nie wiem czy stanowią tam wiekszość. Z dwoma z tych "ukraińskich" mieszkań sąsiaduję bezpośrednio, trzecie naprzeciwko. Mam serdecznie dość. Nawet pocieszanie sie, że to nie brązowi z nożami przestało działać.

sobota, 20 września 2025

Black fatigue, czyli przepis na wyhodowanie potwora

Od sierpnia mam wstręt do polityki ze szczególnym uwzględnieniem krajowej. Dochodzą do mnie odlegle echa zdarzeń, ale nie sprawdzam szczegółów. Wyjątek zrobiłam dla zamordowania Iriny Zaruckiej, której śmierć bardziej mnie poruszyła niż zastrzelenie Charlie'go Kirka. Ten ostatni miał wielu wrogów i był osobą publicznie rozpoznawalną, regularnie ryzykującą życiem odwiedzając bastiony lewactwa, jakimi stały sie amerykańskie uniwersytety, celem debatowania z ludźmi o odmiennych poglądach.

23- letnia Ukrainka przyjechala do USA po wybuchu wojny szukając bezpieczeństwa + lepszego życia. Swój amerykański sen zaczęła od pracy w pizzerii, a skończyła w kolejce (light rail) w Charlotte (w stanie Północna Karolina) Zabił ją DeCarlos Brown, czarny profesjonalny przestępca  (career criminal jak mówią amerykanie), prawdopodobnie nie całkiem zdrowy psychicznie. Był 14 razy aresztowany, w tym za zbrodnie z użyciem przemocy (violent crimes), po ostatniej z nich przebywał na wolności zobowiązawszy sie pisemnie, że stawi sie w sądzie w dzień rozprawy.

Nie chce mi sie referować przebiegu zdarzenia, film jest dostępny w internecie. Tam też znaleźć można bardzo liczne ilustracje zjawiska zwanego black fatigue (czarne zmęczenie czy raczej zmęczenie czarnymi) - niezliczone zapisy zachowania czarnych w sklepach, na lotniskach, barach i innych miejscach publicznych. Są to obrazki równie przerażające jak czarny przestępca, z zaskoczenia dźgający nożem Bogu ducha winną bialą dziewczynę, wśród calkowitej obojętności pozostałych pasażerów (też czarnych). Materialy te są często komentowane przez czarnych współobywateli w duchu bardzo krytycznym. 

W czarnych dzielnicach zamykane są sklepy spożywcze i apteki, gdyż w wielu stanach praktycznie zalegalizowano kradzieże zuchwałe (shoplifting). Nikomu nie opłaca się prowadzić jakiegokolwiek biznesu, bo czarni albo kradną, albo demolują lokal i filmują celem zamieszczenia nagrania na youtube.

Jak wyglądają szkoły, czy jak zachowują się młodociani podczas interwencji policji nie chce mi się nawet pisać. Jest to horror! W dużym stopniu horror na własne życzenie. Golem wyhodowany przez liberalnych pięknoduchów zabójczy przede wszystkim dla "społeczności" ("community"), ktorej miał pomóc i wszystkich pozostałych obywateli przy okazji.

Takiego Golema wyhodowali sobie Brytyjczycy - vide Pakistani Grooming Gangs - i wszystkie państwa Zachodniej Europy w osobach "uchodźców" z bliskiego wschodu i Afryki. Święte krowy - już z natury dzikie - obdarzane hojnym wsparciem finansowym i całkowitą bezkarnością stają się wieloglowymi smokami ziejacymi ogniem, porywajacymi miejscową młodzież i demolującymi system, na którym pasożytują.

Swoją drogą owa młodzież też hodowana jest na potwora wewnętrznego - same prawa, żadnych obowiązków + związywanie rąk rodzicom, nauczycielom i policjantom, aby nikt nie mógł jej dyscyplinować. To jest przepis na podobny horror.

Tak samo ma się rzecz z Ukraińcami, których tak gościnnie przyjęliśmy. Jeszcze kilka lat, a będziemy we Wrocławiu mieli ukraińskie dzielnice w centrum miasta, do których Polak nie bedzie mial ochoty wchodzić...

P.S.

USA wyhodowały też Golema na bliskim wschodzie - państwo, które przeprowadza czystki etniczne nie kryjąc się z tym, a opinia miedzynarodowa patrzy w inną stronę...



sobota, 6 września 2025

Bezpłatne kąpieliska miejskie, a sprawa ukraińska

Nawrocki spotkał się z Trumpem, Meloni i Leonem XIV. Niemcy zaniepokojeni, miejscowa kanalia wzmożona. Ks. Chmielewski miał mieć romans z niunią, która poleciała do GW na zwierzenia intymne.

Lato ma sie ku końcowi, nie byłam nad morzem w związku z tym skóra na rękach dokazuje. Nie mogę malować, ani wykonywać drobnych prac remontowych (izolacja akustyczna) ze względu na nieunikniony kontakt z chemikaliami. Rękawice pomagają chronić (względnie) zdrową skórę, ale przy zaostrzonych zmianach są na nic.

Najbardziej jednak męczy mnie fakt, że nie spacyfikowałam na kąpielisku na Oporowie ukraińskiej niuni, która kąpała tam wielkiego bojowego psa. Pies w przerwach odlewał się w trzciny zarastajace brzeg jeziora. Kąpielisko już nieczynne. Ratownika i jego wieży nie ma, dzięki czemu można pływać po całym stawie (czy raczej gliniance) bez obawy, że ktoś zacznie gwizdać, wrzeszczeć czy w inny sposób zakłócać czlowiekowi relaks w wodzie. Niunia więc uznała, że odrobina moczu jej pupila nie zawadzi kąpiacym się Lachom, w tym lackim dzieciom w wieku przedszkolnym. Zatkało mnie i nic nie powiedziałam, uwiera mnie to do dziś.

Kąpielisko na Królewieckiej obesrane po wszystkich brzegach z wyjątkiem oficjalnej plaży. Tablica informuje, że sinice, w które nie do końca wierzę. Sinice nie robią na mnie wrażenia, ale ilość gówien w trzcinach już tak. Na brzegach pełno toi-toji obok stanowisk do grilla oraz drewnianych stołów i ławek. Bardzo fajnie pomyślane miejsce do rekreacji nad wodą.

- My już tam nie chodzimy... - powiedziala miejscowa kobieta zapytana o drogę - to było bardzo fajne miejsce, ale zostalo przejęte przez Ukraińców. 

Oj zostało i to jeszcze jak! Z Oporowem jest to samo w sezonie. Liczylam na wrzesień, ale zdaje się zbyt optymistycznie. Staw na Królewieckiej jest dużo wiekszy i płytszy. Na środku wyspa dla ptaków zamieszkała przez rodzinę łabędzi. Łabędzie mogą być niebezpieczne nawet dla kajakarza, a co dopiero dla czlowieka płynącego wpław.

Widziałam tam  tego lata bąka, ptaka z rodziny czaplowatych, a na Oporowie bączka - najmniejszego przedstawiciela tejże rodziny. Oba gatunki raczej rzadkie i trudne do wypatrzenia. Mieszkają w trzcinowiskach. Generalnie jestem za tym, żeby im nie obsrywać habitatu! 

Nie chcę brzmieć jak Janda czy inna Młynarska, ale kąpieliska w dużym miescie to nie Morze Bałtyckie ani stan sędziowski, który "się sam oczyszcza". Obyczaj srania tuż przy brzegu, żeby zanieczyścic wodę, w której kapią sie udręczeni upałem ludzie wydaje mi się dość egzotyczny i wyjątkowo obrzydliwy. 

Ktoś mi może zarzucić, że nie mam dowodów, że został przywieziony z Ukrainy. Może i nie mam, ale wcześniej tego rodzaju zjawiska na TAKĄ skalę nie zaobserwowałam. 


niedziela, 3 sierpnia 2025

O demonach ukraińskich i straszeniu wiernych "egoizmem"

Pierwsza niedziela miesiąca i demony dostały pierdolca. W mieszkaniu do wynajęcia nade mną tłuką się od wczoraj wieczorem. Dziś apogeum. Siedzę w słuchawkach ochronnych do młota pneumatycznego czy innej wiertary. Drgań nie wygłuszają, więc dalej słyszę jak dziatwa ukraińska roznosi wśród dźwięków instrumentu muzycznego nieszczęsny lokal po sąsiedzie-alkoholiku.

W mieszkanku-premium, tuż za ścianą, życie towarzyskie młodzieży ukraińskiej dobrze sytuowanej. Pety wyrzucane prosto z balkonu do wypieszczonego ogródka sąsiadki z parteru. Ukraińcy z mieszkania na przeciwko palą pod bramą i najpierw zostawiali tam swoje niedopałki. Potem pojawił się słoik, który szybko się napełnił i nikt nie kwapił się go wynieść, choć do kosza na śmieci dosłownie kilka kroków. Obecnie wisi kartka, żeby po sobie sprzątać...

Kazanie ojca Dariusza OSPPE bardzo mnie wchrzaniło. Zamożny człowiek, któremu obrodziło pole i uznał, ze jest zabezpieczony do końca życia został przez paulina potępiony za "egoizm", bo nie pomyślał o "drugich"!!! Zamożni ludzie, proszę ojca, cały czas myślą o "drugich" - mianowicie jak ich użyć. Czy ojciec naprawdę myśli, że bohater ewangelicznej przypowieści nie karmiłby ze swego dostatku własnej rodziny i domowników? Kto by na niego pracował, kto by go bronił w razie napadu?!!! Kogo by chędożył, gdyby go naszła ochota?!!! 

Problem z nim polegał na tym, że chciał się uniezależnić od Boga, zabezpieczyć przed jego nieprzewidywalnością. Niestety, wszyscy mamy ten problem, choć nie każdemu pole tak obradza. Ubodzy umierają z lęku przed przyszłością, bo zdani są wyłącznie na Boga, który może wszystko dać i wszystko zabrać. Bogaci próbują sami zadbać o swoją przyszłość. W dzisiejszym czytaniu Bóg pokazuje jednemu z nich, kto tym interesem rządzi i ile warte są ludzkie zamysły niezgodne z jego wolą. W większości wypadków jednak bogaci kwitną, a ubogiemu zabierana jest nawet ta odrobinka, którą ma.

Nie chodzi o żaden "egoizm", tak bardzo umiłowany w kazaniach, tylko o zgodę człowieka na to, żeby to Bóg był Bogiem. O tym jest cały Stary Testament, a i nowy w większości. To jest najtrudniejsze, bo brak zaufania wzmacniają złe doświadczenia i liczne rozczarowania...

Straszenie "egoizmem" całkowicie immunizuje słuchaczy na przesłanie Ewangelii. To porównywalne z używaniem pałki "antysemityzmu", "rasizmu" i innych "fobii" w debacie publicznej. Nie znaczy dokładnie nic.














wtorek, 22 stycznia 2019

Rynek pracy, a sprawa polska

Myślę, że wszyscy przywykliśmy do myśli, że media na całym świecie bezwstydnie kłamią. Jeśli ktoś miał jakieś wątpliwości, to obsobaczanie Polski przez liberalno-lewicowe jaczejki na zachodzie po wyborach 2015 musiało je ostatecznie rozwiać.

Niestety nasze rodzime "prawicowe" są nie wiele lepsze. Propaganda sukcesu w nich uprawiana jest szczególnie denerwująca, gdyż na każdym kroku widać jej jaskrawe nie przystawanie do rzeczywistości. Tyle słyszymy o dramatycznym spadku bezrobocia, ba - braku rąk do pracy! Sytuacja jest tak poważna, że trzeba sprowadzać hurtowo cudzoziemców!

Tak się składa, że mogę coś o tym powiedzieć z pierwszej ręki. Od dłuższego czasu szukam czegoś stabilnego na umowę o pracę. Ilekroć spotyka mnie to szczęście, że jestem poproszona na rozmowę widzę tam tłum ludzi w różnym wieku konkurujących o stanowisko z pensją 2300 PLN brutto (czyli ok. 1700 netto). W roku 2017 kilkanaście razy składałam papiery do Konserwatora Wojewódzkiego we Wrocławiu, Szczecinie i Poznaniu. Na każdym naborze od 6 do 12 osób, test wiedzy i egzamin ustny. Wiele się nie pomylę twierdząc, że posadę dostawał ten, kto miał ją dostać, bo jak to sprawdzić?  Ale sam fakt, że posada urzędnicza z pensją nie wiele wyższą od najniższej jest dostępna wyłącznie po znajomości coś mówi o naszym rynku pracy.

W tzw PUP większość ofert jest czysto fikcyjna. Nie ma żadnej odpowiedzi na wysyłane maile, przez telefon zbywa się naiwnych jeleni mówiąc, żeby przysłali CV, którego nikt nie czyta. Ktoś zawzięty, kto pofatyguje się pod wskazany adres w najlepszym wypadku zastanie puste biuro. Wszystkie ciekawsze oferty wymagają znajomości języka ukraińskiego. Nikt nie jest zainteresowany poszukującymi pracy niezależnie od ich kwalifikacji. Urzędy pracy zapewniają zatrudnienie wyłącznie pracującym tam urzędnikom.

Na tzw naborach w urzędzie miejskim czy marszałkowskim cały wysiłek organizatorów skupia się na wymyśleniu idiotycznych testów, dzięki którym znakomita większość jeleni odpadnie (swoi najwyraźniej znają pytania), nikt nie chce się dowiedzieć niczego o "potencjalnym pracowniku".

Nie mam szans nawet na stanowiska poniżej swoich kwalifikacji. Idę na rozmowę w sprawie pracy sekretarki (z pensją 2200 PLN brutto) w pewnym laboratorium PAN. Na biurku stos ofert, dotychczasowa sekretarka jest doktorem nauk humanistycznych, po minie pana profesora i jego smutnym stwierdzeniu, że skończyłam dobrą uczelnię wiem wszystko.

Jako kandydatka na ankieterkę w Urzędzie Statystycznym też nie jestem przekonywująca. Co chwilę jestem pytana czy łatwo nawiązuję kontakt. Odpowiadam cierpliwie, że jak najbardziej, a i tak pracy nie dostaję.

Oferta na stanowisko listonosza pozostaje bez odpowiedzi, choć podobno Poczta Polska z braku rąk do pracy zatrudnia samych Ukraińców, dzięki czemu paczki i przesyłki polecone przestały dochodzić do adresatów (wymagają wypisania druku awizo w razie nieobecności odbiorcy).

O co tu chodzi? Nie ma żadnego braku rąk do pracy. Na każde miejsce jest co najmniej kilku chętnych! Po co sprowadza się tych wszystkich cudzoziemców i faworyzuje się ich w sposób nieuprawniony?  Na pewno nie z myślą o dobru naszego kraju i jego obywateli. Dla kogo to jest robione?

Co dla nas szykujecie nasi "umiłowani przywódcy"? Obawiam się, że straciliście mój głos. Co zrobiliście w sprawie amerykańskiej ustawy 447 ?  Dlaczego narażacie nas na wrogość Iranu w imię interesu Izraela? Interes Izraela jest mi dokładnie obojętny, chciałabym żeby ktoś zadbał o nasz.
Chyba czas dać szansę narodowcom!




niedziela, 21 stycznia 2018

Jeszcze o pomaganiu, rytualnej nieczystości i instynkcie stadnym

W przypowieści o miłosiernym Samarytaninie trzy osoby widzą pobitego człowieka kapłan, lewita i Samarytanin. Dwie pierwsze należą do najwyższych i najbardziej uprzywilejowanych warstw społeczeństwa, trzeci to mieszaniec i heretyk, za nim już tylko Goyim - bydlęta o ludzkich twarzach stworzone przez demony ("niedobrze odebrać pokarm dzieciom i dać go psom" - mówi Jezus do Syrofenicjanki). Człowiek może być martwy więc dwaj pierwsi nie chcą go dotknąć by nie zaciągnąć rytualnej nieczystości, co uniemożliwiłoby im służbę w świątyni. Nie ma też mowy o tym, żeby zawiadomili kogoś czy sprowadzili pomoc. Tylko ten najniżej w hierarchii może udzielić pomocy bez obawy o utratę swojego statusu - po prostu nie ma nic do stracenia.

Myślę, że to bardzo adekwatny opis funkcjonowania hierarchii społecznej we wszystkich kulturach. Słyszałam kiedyś opinię (nie pamiętam czyją), że matka Teresa z Kalkuty dokonała cudu, sprawiając, że  młode siostry Hinduski pochodzące z najwyższej kasty dotykały chorych i umierających biedaków.

Można więc przyjąć, że naturalną koleją rzeczy osoby aspirujące do wysokiej, a nawet średniej pozycji w społeczeństwie nie powinny wchodzi w kontakt z cierpieniem i śmiercią, to domena niedotykalnych pariasów - im już nic nie może zaszkodzić. Idąc tym tokiem rozumowania, jeśli jakiś człowiek pomaga cierpiącemu, ujawnia się jako parias nawet jeśli tego po nim nie widać.
W kulturze chrześcijańskiej na ten naturalny sposób rozumowania nakłada się nadprzyrodzony -według którego w tym najmniejszym i cierpiącym można spotkać Jezusa - i oba funkcjonują obok siebie, z wyraźną przewagą pierwszego.

Ilekroć zdarzyło mi się udzielić pomocy obcemu człowiekowi zawsze spotykałam się z tą samą charakterystyczną reakcją - zdawkowe podziękowanie i szczere obrzydzenie (nikt nie chce zawdzięczać czegokolwiek pariasowi). Jeżeli był to mężczyzna dodatkowo widział we mnie  "łatwą kobietę", bo przecież żadna porządna nie zainteresowałaby się takim dziadem.

Kiedy odwiedzałam mojego własnego ojca w szpitalu w ostatniej chorobie panowie leżący na sali postrzegali mnie nie jako córkę, która towarzyszy w umieraniu staremu rodzicowi i stara się zapewnić mu dobrą opiekę, tylko laskę szukającą okazji, tak zdesperowaną, że nie cofa się przed przed przyjściem w miejsce, gdzie żadna porządna kobieta by się nie pokazała.(Co ciekawe moja własna matka dobrze to rozumiała i unikała odwiedzania kogokolwiek w szpitalu jak ognia). Nawet pewien franciszkanin  poproszony, aby przyszedł z Najświętszym Sakramentem do mojego ojca zachował się jakbym złożyła mu propozycję natury seksualnej. Zignorował mnie wyniośle, a wracając wpatrzył się w mój biust całkowicie niewidoczny pod ciężkim zimowym płaszczem założonym na kilka warstw odzieży.

Ciekawa rzecz, że Maria Magdalena tylko w tradycji zachodniej zostaje utożsamiona z kobietą cudzołożną. Zapewne dlatego, że przyszła namaścić ciało zabitego Jezusa. Żadna szanująca się niewiasta nie ganiałaby po nocy, żeby zajmować się trupem obcego mężczyzny.



Problem - jak się wydaje - polega na tym, że mowa nasza nie jest tak-tak i nie-nie jak sugeruje ewangelia tylko tak-nie i nie-tak. Piękne i wzniosłe słowa całkowicie rozjeżdżają się z przekazem niewerbalnym. Być może większość ludzi rozumie, że w takim wypadku słowa nie mają żadnego znaczenia, ale co z tymi naiwnymi i prostolinijnymi, którzy jednak biorą je do serca?

W czasach mojej młodości dziewczętom dużo mówiono o czystości oraz skromności w ubiorze i sposobie bycia. Widocznie milcząco zakładano, że wszystkie są napalonymi kokietkami biegłymi w sztuce uwodzenia. Tak się składa, że nie wszystkie i te skromne stały się jeszcze skromniejsze, grzebiąc tym samym swoje szanse na małżeństwo, a zdesperowane flirciary, które miały tego rodzaju nauki w dużym poważaniu, przeskakując z łóżka do łóżka w końcu znalazły męża i stały się przykładnymi żonami i matkami. Te pierwsze traktowane są w Kościele z obrzydzeniem, drugie z nadskakującą atencją. Znaczy cnotą jest słyszane nauki ignorować, albo wręcz stosować dokładnie odwrotnie?

Podobnie rzecz ma się z pomaganiem. Apeluje się do nas o otwartość serca, o dostrzeganie Chrystusa w potrzebującym człowieku itp. Wszyscy, których Pan Bóg pokarał nadmiarem empatii wiedzą czym to grozi, mieli wiele okazji przekonać się na własnej skórze. Ostatnie apele dotyczą przyjmowania tzw. uchodźców i to koniecznie muzułmańskich, Ukraińcy z jakichś tajemniczych powodów się nie liczą. Kościół mówi jednym głosem z mediami lewicowo-liberalnymi, które manipulują społeczeństwem starając się wykreować modę uruchamiająca instynkt stadny. Chcesz być cool musisz nosić ciuchy określonych marek,  używać jakichś kretyńskich, całkowicie zbytecznych gadżetów, popierać związki partnerskie, dawać Owsiakowi i przyjmować "uchodźców" i to dokładnie takich jakich Frau Merkel ci każe.

Na ogół przejmowałam się tym, co słyszałam w Kościele. Wyszłam na tym tak średnio, ale był to mój wybór. Jednak wobec tak bezwstydnej manipulacji, próby wjeżdżania na emocje i uruchamiania instynktu stadnego odpowiadam NIE, stanowcze NIE!!!








niedziela, 14 stycznia 2018

Samuelu, Samuelu!

Szczęśliwa, że nie mam dzisiaj żadnych zajęć (pracuję co drugi weekend) wybrałam się jak zwykle do dominikanów na 12.00.  Byłam wprawdzie uprzedzona, że będzie odprawiał ojciec przeor i będzie mówił o uchodźcach, ale mimo to zdecydowałam się nie zmieniać mojej niedzielnej rutyny, gdyż zaburzyłoby to moje wątle poczucie bezpieczeństwa.

Postanowiłam nabrać odwagi i być mężna w obliczu nieuniknionego. Było moje ulubione pierwsze czytanie o tym jak Pan budzi Samuela w środku nocy w sposób tak nie pozostawiający wątpliwości, że chłopiec za każdym razem biegnie do Helego przekonany, że to ten go wzywał. Dopiero pouczony przez starca za czwartym razem odpowiada Bogu "mów Panie, bo sługa twój słucha". Pozazdrościć!

Nie wiem czy dzisiaj istnieją tacy mędrcy zdolni wytłumaczyć innym ludziom, co się z nimi dzieje, trafnie zinterpretować ich własne doświadczenia i pouczyć co dalej z nimi robić. Przez całe życie tęskniłam za kimś takim i szukałam z łatwym do przewidzenia skutkiem. Wniosek jest oczywisty - albo takich ludzi nie ma, albo, jako dobro rzadkie, zastrzeżeni są do wyłącznego użytku przyszłych proroków i królów.

I tu wracam do wątku wspomnianego w poprzednim wpisie - całkowitej nieadekwatności nauk innych ludzi, których przecież sam Bóg powołał do wprowadzania nas w życie (rodziców, nauczycieli, księży). Czy jest to po części kwestia niekompatybilności doświadczeń, niewłaściwego języka, czy też wyłącznie świadome kłamstwo mające na celu urobienie materiału ludzkiego. aby był podatny na manipulację?

Człowiek, który zaczyna uczyć się jeździć konno bardzo szybko orientuje się, że każdy koń, którego dosiada, czyści, kiełzna i siodła jest indywidualnym przypadkiem, bardzo rożnym od pozostałych. Płochliwy wymaga uspokajania, uparty wzmocnionych bodźców itp. Środki niewłaściwie zaaplikowane mogą mieć poważne konsekwencje. Podobnie rzecz się ma z początkującym nauczycielem, który co 45 minut ma przed sobą inną grupę ludzi i musi błyskawicznie rozpracować jej wewnętrzną hierarchię i zorientować się w specyfice poszczególnych jednostek. Błędny osąd sytuacji i niewłaściwe środki to trudna do odwrócenia katastrofa. Doświadczywszy tego wszystkiego naprawdę trudno uwierzyć mi w rodzica albo księdza (zwłaszcza w konfesjonale), który nie rozumie do kogo mówi.

Słuchając dzisiejszego kazania o uchodźcach miałam chwilami wrażenie, że ojciec przeor, którego tak często widuję w Kościele św. Wojciecha we Wrocławiu, dopiero co przyjechał z antypodów i nie zauważył jeszcze, zmęczony podróżą, że w naszym mieście (podobnie jak w całej zachodniej Polsce) równie często słychać ukraiński i rosyjski jak polski. W szkole policealnej, w której uczę mam grupę złożoną wyłącznie z Ukraińców. Fachowiec wezwany do wymiany podgrzewacza wody na przykład też na ogół jest zza Buga. Migrantów już tu mamy i to całkiem sporo. Są nam bliscy kulturowo, ale także przypominają niewyobrażalną traumę Rzezi Wołyńskiej. Traktujemy ich dobrze, ale cały czas mamy z tyłu głowy, że historia może się powtórzyć. Ojciec przeor nie odniósł się ani słowem do naszej rzeczywistości, a opowiadał o rzeczach odległych albo czysto teoretycznych. Chciałoby się powiedzieć - typowe.

Cóż ma więc zrobić człowiek od niemowlęctwa zdany wyłącznie na nauki przeznaczone dla kogoś innego? Chciałby jak Samuel powiedzieć do Boga "Mów Panie wreszcie do mnie, a sługa twój będzie Cię słuchał! Obudź mnie w nocy 4 razy z rzędu wypowiadając moje imię, żebym miała pewność, że to do mnie się zwracasz!"

Zdarzyło mi się kilka razy w życiu mieć całkowitą jasność, co mam robić, Były to zwykle sytuacje kryzysowe, w których - jak większość neurotyków - na ogół nie tracę głowy. Mimo całej powagi, a nawet grozy sytuacji doświadczałam psychicznego luksusu.  To rzeczywiście było tak jakby ktoś postawił mnie w jakimś miejscu do wykonania jakiegoś zadania, do którego się dobrze nadawałam. Rzeczywistość sama przemówiła do mnie bez pośrednictwa połajanek i wjeżdżania na poczucie winy, bez "bezinteresownego daru z siebie", wypominania "egoizmu" i święcenia jajek w  Wielką Sobotę.