Pokazywanie postów oznaczonych etykietą agresja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą agresja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 maja 2022

Międzynarodowy język dyplomacji

Od kilku dni (a może nawet tygodni) można znaleźć na twitterze taki oto wpis ilustrowany odnośnym nagraniem.


Sytuacja jest taka, że starsza pani widoczna na zdjęciu, Rosjanka mieszkająca w Szwecji, zniszczyła jakieś ukraińskie symbole obecne w przestrzeni publicznej. Samej akcji nie widzimy, tylko leżące na ziemi sponiewierane niebiesko-żółte wstążki czy coś w tym guście. Na pytanie Ukrainki dlaczego to zrobiła odpowiada w dłuższym wywodzie poruszającym kilka tematów:
  1. Zaczyna się od standardowego oskarżenia o faszyzm - Rosjanka powtarza kilkakrotnie "faszysty, faszysty, faszysty", po czym stwierdza, że Ukrainka nie zna własnej historii. To właściwie wszystko w temacie, żadne konkrety uzasadniające taki zarzut nie padają.
  2. Następnie ocenia urodę Ukrainki w tonie niekorzystnym - porównuje ją do małpy - po czym przechodzi płynnie do wyceny jej garderoby. Podaje przypuszczalną cenę spodni, butów i kurtki (o ile dobrze pamiętam). Są to, jak rozumiem, niewielkie koszty jak na szwedzkie warunki.
  3. Dla kontrastu podaje cenę własnego płaszcza, która jest wielokrotnie wyższa.
  4. Na zakończenie stwierdza, że Ukrainki pracują (w Szwecji?) zasadniczo  w dwóch zawodach - jako sprzątaczki lub prostytutki, a sądząc po urodzie rozmówczyni musi ona należeć do pierwszej kategorii.
Abstrahując od politycznego kontekstu tej wymiany zdań, ciary przechodzą mi po plecach, gdyż uświadamiam sobie po raz kolejny, że ludzie tak naprawdę myślą, tylko cienka warstwa kultury na ogół powstrzymuje ich od wypowiadania tego rodzaju poglądów otwartym tekstem.

Elegancka pani, choć sama imigrantka (sadząc po nazwisku wyszła za tambylca), z niewiarygodną pogardą wytyka Ukraince jej relatywne ubóstwo i niepewną sytuację zawodową w obcym kraju, do którego przypuszczalnie trafiła uchodząc przed wojną. Co do urody nic się nie da powiedzieć, gdyż nie widzimy jej twarzy, ale z dużym prawdopodobieństwem dziewczyna jest co najmniej przeciętna, a może nawet całkiem ładna... Dlaczego tak myślę? Bo oskarżenie o brzydotę,  nieświeży zapach czy też brak higieny osobistej, często połączone z uwagami na temat statusu rodziców,  należy do klasyki ataku na dowolną ofiarę w społecznościach pozbawionych aspiracji do jakiejkolwiek kultury jak na przykład dzieci w przedszkolu.

Przeżyłam dzieciństwo i młodość w nadziei, że z tego się wyrasta. Tymczasem nie tylko nasza polityka krajowa i debata publiczna utrzymana jest na takim poziomie, ale ewidentnie jest to międzynarodowy język dyplomacji. Chcemy twoich zasobów, a jesteś zbyt słaby by się obronić, oskarżymy cię o faszyzm, nieestetyczny wygląd i niemiły zapach, a nasi partnerzy handlowi przyznają nam rację, a ich intelektualiści napiszą list potępiający próby obrony napadniętego...


piątek, 25 lutego 2022

Gdzie "obrońcy praw człowieka"?!!!

Dziś piszę w zupełnie innej rzeczywistości niż ostatnio (i na obcym laptopie). Ziemkiewicz uznaje agresję  na Ukrainę za rodzaj operacji terrorystycznej, w której chodzi o nasilanie grozy. Najpierw atakowane są lotniska, a kiedy Ukraińcy nie pękli, rakiety lecą na osiedla mieszkalne, w dalszej kolejności możemy się spodziewać dołów napełnionych zwłokami ofiar cywilnych...

Putin jaki jest, każdy widzi. Nie od dziś wiadomo, że to po prostu bandyta, gangster czy też, jak chcą inni,  psychopata. Dla mnie najciekawsze są reakcje promotorów tego gangstera na jego wybryki. Niemcy okazali się wiernymi sojusznikami. W mediach co prawda fala samokrytyki, ale realnie bojkotowane są wszelkie sankcje dotkliwe dla Rosji, jak np. odłączenie od systemu Swift. UE, która tak zgodnie nakłada sankcje na Polskę za próbę reformy sądownictwa, wobec Rosji jest dziwnie ospała. Wydawało nam się onegdaj, że urwaliśmy się spod władzy Związku Radzieckiego, a okazało się  że z własnej woli wpadliśmy w ręce jego najwierniejszego pomagiera!!!

A co w kraju? Gdzie czułe serduszka obrońców praw człowieka, tak wzmożone, kiedy broniliśmy granicy z Białorusią? Gdzie są te ekipy BBC, ABC i Deutsche Welle w poszukiwaniu katastrofy humanitarnej? Gdzie grupa Granica, Danuta Kuroń, Janina Ochojska, Maja Ostaszewska i Barbara Kurdej - Szatan? Nie słychać dalszych rewelacji Emila Czeczko? Czy "zabici przez straż graniczną aktywiści" już pochowani? A jak tam ciała |"pomordowanych uchodźców"? Czy już ekshumowane jako dowody w sprawie przeciw w Polsce przed trybunałem w Hadze?

Szwecja już zapowiedziała, że nie będzie przyjmować uchodźców z Ukrainy. Czy to nie urocze? A właściwie dlaczego nie? Bo nie są opaleni, nie są muzułmanami i są prawdziwymi ofiarami działań wojennych? W końcu mamy oficjalnie uznawaną w Europie definicję uchodźcy - to musi być muzułmański mężczyzna z bliskiego wschodu w wieku poborowym wybierający się do Niemiec po socjal i agresywnie atakujący straż graniczną!!!! Wobec europejskich ofiar wojny dobre serduszka nie obowiązują!!!

Drogocenny Izrael też okazał się lojalnym sojusznikiem Putina. Odmówił Ukrainie sprzedaży systemu obrony antyrakietowej. Podczas wojny w Gruzji w 2008 zrobił jeszcze lepszy numer - sprzedał broń Gruzinom, ale kody dostępu przekazał ruskim.

Watykan, wraz z Rosją potępiający Polskę za obronę granicy podczas operacji "Śluza", nabrał wody w gębę i nie zdobył się na najlżejszą krytykę pod adresem Kremla, do którego umizga się równie obleśnie jak do komunistycznych Chin. Niedościgłym wzorem Pietro Parolina jest Agostino Casaroli, któremu Wyszyński i Midszenty sypali piasek w szprychy w epoce zimnej wojny.

Grzegorz Górny zauważył przytomnie, że zohydzanie Ukraińców i ich państwa było przygotowaniem agresji, której obecnie jesteśmy świadkami. Analogiczna operacja jest prowadzona w mediach rosyjskich i światowych (tu widać wyraźnie sojusznicze wsparcie Izraela i Niemiec) przeciw Polsce. Możemy mieć pewność, że to przygotowanie gruntu pod działania ofensywne. Czy agresję militarną? Tego nie wiem, ale rzecz nie wydaje się nieprawdopodobna...

Jakoś nie słyszę sformułowania "mordercy w mundurach" tak hojnie używanego w stosunku do obrońców naszych granic... Cała agentura krajowa i sojusznicy Putina w UE histerycznie atakujący Polskę objawili się  w całej swojej perwersyjnej ohydzie... Zapamiętajmy nazwiska!


piątek, 19 listopada 2021

Apel (bardzo) niszowej blogerki do państw członkowskich UE

Zwracam się do rządów i opinii publicznej państw członkowskich UE o ubezwłasnowolnienie państwa niemieckiego, gdyż w obecnym swym kształcie jest zagrożeniem dla istnienia wszystkich narodów Europy. Bardzo pochopna decyzja o zjednoczeniu Niemiec już przyniosła katastrofalne skutki dla całego kontynentu:

  1. Decyzja o budowie gazociągu Nordstream i Nordstream 2 uzależniła Europę od rosyjskiego gazu, czego skutki w postaci wzrostu cen tego paliwa już obserwujemy. O możliwości szantażowania przez Rosję nawet nie wspominam, bo jest to rzecz oczywista
  2. Idiotyczne pomysły o zielonych ładach mają na celu zrujnowanie gospodarek państw członkowskich i zmuszenie ich do kupowania niemieckich technologii jak np.wiatraki. Sterowani z Niemiec ekoterroryści protestują przeciwko użyciu węgla w mniejszych krajach, natomiast w Niemczech otwiera się nowe elektrownie zasilane tym surowcem.
  3. Stworzenie magnesu w postaci gigantycznych zasiłków dla muzułmańskich najeźdźców (zwanych przez niemiecką propagandę "uchodźcami") i otwarcie granic w 2015 bez żadnych konsultacji z państwami, przez których terytoria ten najazd się odbywał. Skutkiem destabilizacja, zniszczenia, ogromne koszty, chaos, terror i gwałty na europejskich kobietach.
  4. Bezprecedensowy atak na kraje, które się tej agresji opierają (jak  Węgry i Polska) rękami instytucji unijnych (wyrok TSUE w sprawie Węgier i atak na Polskę skoordynowany z wojną hybrydową na jej wschodniej granicy)
  5. Finansowanie agresora (Łukaszenki i Putina) nad głowami państw zaatakowanych (Polska, Litwa, Łotwa)
  6. Jednostronne zerwanie sankcji nałożonych na Łukaszenkę przez UE (bez żadnych konsultacji z zainteresowanymi stronami). Tchórzliwa, ustępliwa postawa wobec Putina i jego białoruskiego wasala  kontrastująca z jawną wrogością wobec (teoretycznie) sojuszników opierających się agresji. 

 

 Dlatego postuluję powrót do historycznego podziału ziem niemieckich na następujące jednostki:

Historia od średniowiecza do czasów najnowszych jasno pokazuje, że niemiecki sukces cywilizacyjny, techniczny, czy jak go zwał, po osiągnięciu pewnego pułapu wyradza się w destrukcyjne dla całego kontynentu szaleństwo. Widać to na przykładzie buntu Lutra, który był początkiem 2 stuleci wojen pod religijnym pretekstem, 2 wojen światowych i obecnego kryzysu Unii Europejskiej.

Jeżeli ta tykajaca bomba podłożona pod Europę nie zostanie w porę rozbrojona to tylko erupcja super wulkanu pod Laacher See może nas uratować.

niedziela, 31 stycznia 2021

Niedziela (prawie) doskonała

Dzięki utrzymującemu się śniegowi pogłowie rowerzystów spadło prawie do zera, choć najbardziej szurnięci (a przez to najniebezpieczniejsi) nie rezygnują i pakują się między spacerowiczów stłoczonych na wyślizganych alejkach. W drodze do kościoła mijam jakieś owsiakowo-piorunowe grupki. Nigdy mnie nie zaczepiają. Albo wyglądam na niewypłacalną, albo skądś wiedzą, że nie dam ani pół grosza. Po mszy spaceruję po Promenadzie Staromiejskiej nie wierząc swemu szczęściu. Sunę nieśpiesznie alejką przy samej fosie i mało mnie obchodzi, że niektóre  jej odcinki jakiś imbecyl przeznaczył na drogę szybkiego ruchu dla jednośladów. Nie jestem w tym osamotniona. Nareszcie park służy swojemu właściwemu celowi. 

Na Wzgórzu Partyzantów natrafiam na grupę 4 chłopiąt w wieku późnej podstawówki. Z daleka widzę, że brzydko się bawią - rzucają kawałkami zlodowaciałego śniegu w siedzące na zamarzniętej fosie ptaki. Nie budzą we mnie sprzeciwu ludzie polujący celem zdobycia pożywienia dla siebie i swoich rodzin (choć nie chciałabym tego oglądać), ale nie jestem w stanie znieść myśli, że w wyniku zabawy jakiegoś gnoja nieszczęsne stworzenie będzie przez dwie doby dogorywać ze złamanym skrzydłem. Mam za słabe nerwy.

- Chłopcy, brzydko się bawicie !- rzucam pełne nienawiści, nietolerancyjne i osądzające słowa. Ich agresja natychmiast przekierowuje się na mnie. Idę na nich równym spokojnym krokiem, a rozbawione chłopięta cofają się tyłem wykrzykując w moim kierunku różne uwagi, który treść miłosiernie pominę. Jeden z nich żartobliwie salutuje. Rzeczywiście w swoich wysokich, sznurowanych butach na traktorze, długim dwurzędowym płaszczu, futrzanej czapie i z przerzuconą przez ramię dużą skórzaną torbą wyglądam jak kozak z armii carskiej wracający do rodzinnej wsi po 25 latach wojaczki. Udaję mi się odgonić ich od fosy - idą górą (ciągle wykrzykując pod moim adresem nieżyczliwe treści), a ja dołem.

Patrzę na ptaki wodne, wypatrując egzotycznych gości spędzających u nas zimę, ale nic tylko kaczki krzyżówki, łabędzie i mewy w dwóch gatunkach. W poprzednich latach zdarzało mi się widzieć kazarki,



czernicę


a tej jesieni nawet nurogęś (niestety zdjęcie komórą).


Wracając  z mojego rozkosznego spaceru znowu natykam się na oklejone hufce Owsiaka, jedna grupa nawet pcha przed sobą niepełnosprawnego, nastoletniego chłopca na wózku w charakterze żywej tarczy. Nie widzę jednak podpisu "Tak niską jakość życia należy zakończyć przed urodzeniem, albo tuż po" czy czegoś w tym rodzaju.

Młody ksiądz z kościoła Bożego Ciała wygłosił całkiem sensowne kazanie. Zwrócił uwagę, że złodzieje okradające domy ludzi starszych zwykle najpierw usiłują wzbudzić współczucie swojej ofiary, aż ta poruszona pobiegnie np. po wodę i nie zamknie za sobą drzwi. Wtedy dyskretny wspólnik wślizguje się do wewnątrz i obrabia mieszkanie. Ta metafora ma pokazać działanie wiadomo kogo, kto zawsze zwodzi pod pozorem jakiegoś dobra. Owsiak dysponując nieporównanie niższą inteligencją zbiera na chore dzieci jednocześnie postulując ich eliminację przed narodzeniem. Jest niepojętym fenomenem, że istnieją w społeczeństwie jelenie, które się na to nabierają.

Najpierw lewackie bojówki pod znakiem pioruna zakłócają mszę i dopuszczają się profanacji, a potem stoją pod tym samym kościołem z puszeczką "na chore dzieci". Pewnie dlatego Lempart zarządziła przerwę w srajku na weekend. Uznała, że wykonanie tych akcji bezpośrednio po sobie może zaszkodzić wizerunkowo organizatorom obu imprez i kasa się skończy.

P.S.
Zapomniałam jeszcze wspomnieć o dzisiejszym drugim czytaniu. To ten list św. Pawła, w którym apostoł stwierdza, że lepiej być singlem, niż wstępować w związki małżeńskie, gdyż ludzie wolni nie muszą zajmować się rzeczami światowymi w tym stopniu co małżonkowie. Kobieta zamężna bowiem przede wszystkim myśli jak się przypodobać mężowi, wolna ma zupełnie inną perspektywę, zwłaszcza jeśli jest wierząca. To najczystsza prawda!

Myślę czasem o moich zamężnych znajomych, które złym okiem patrzą na każdą kobietę, widząc w niej zagrożenie dla swego małżeństwa, i szczerze im współczuję. Cały ich świat wisi na włosku, tzn. na widzimisię męża, który w każdej chwili może zapragnąć opuścić rodzinę dla jędrnych pośladków jakiejś młodszej laski. Znam przypadek, że porzucił żonę z siódemką czy ósemką dzieci (rzecz działa się w kręgach neońskich), z których najmłodsze było niemowlęciem!

Mogę sobie łatwo wyobrazić, co czuje taka kobieta, która myślała, że zbudowała coś trwałego ze swoim ukochanym mężczyzną, że tyle ich łączy, nie tylko relacja miłości, ale dzieci które powołali do życia..., że to coś najważniejszego w życiu, w co warto włożyć wszystkie siły, warto walczyć, a nawet umierać... Tymczasem okazuje się że dla tego najbliższego człowieka to wszystko nic w porównaniu z jędrną pupą (czy też biustem) jakiegoś nowszego modelu!!!

środa, 2 grudnia 2020

Efekt zaskoczenia

 



 Od czasu traumatycznego spotkania w parku Malwinka szła po lekcjach prosto do domu. Wizja zboczeńców czających się po bramach zbladła w zestawieniu z realnymi przedstawicielami gatunku grasującymi na wolnym powietrzu.

 Pewnego dnia, kiedy wchodziła po schodach, usłyszała, że ktoś albo coś za nią biegnie. „A może jednak mama miała rację” przemknęło jej przez myśl, ale nie – to tylko pies sąsiadów ścigał małe zwierzątko desperacko uciekające pod górę. Malwinka zaintrygowana pobiegła za nim. Zagnane w róg zwierzątko rzuciło się na pysk psa, a kiedy ten odskoczył, zanurkowało w dół w szczelinę między schodami i ślad po nim zaginął, a ściślej mówiąc pozostał w postaci kupki odchodów w kącie. „A więc nie przewidziało mi się” pomyślała dziewczynka zbiegając w dół. Nie znalazła jednak roztrzaskanego trupka, jak się spodziewała „Skoczyło trzy piętra w dół i nic mu się nie stało!” nie mogła uwierzyć. Drzwi do piwnicy były uchylone, a na nich ozdobione trupią czaszką wisiało ostrzeżenie, że pojawiły się szczury i wyłożono trutkę. A więc to był szczur! Wyglądał całkiem sympatycznie, jak na szczura oczywiście, tylko ten cienki ogon…, Ale największe wrażenie robiła jego desperacka odwaga i skuteczność – zaatakował psa, którego sam pysk był trzykrotnie większy, a ten się cofnął pozwolił mu uciec.

 Po obiedzie, kiedy mama podejrzliwie sprawdziła wszystkie zeszyty Malwinki z lekcjami odrobionymi w rekordowym tempie siedem minut i niechętnie pozwoliła jej wyjść na dwór, dziewczynka pobiegła prosto na podwórko Ani Kluski. Ona sama już siedziała na trzepaku.

- Popatrz, co znalazłam! – Zawołała na widok koleżanki wskazując dumnie na stertę starych „Światów Młodych” leżącą obok śmietnika.

Dziewczynki rozłożyły gazety na ławce i przykucnięte czytały komiksy w odcinkach z ostatniej strony, wymieniając przy tym komentarze. Pochłonięte tym fascynującym zajęciem, nie usłyszały nadchodzącej Magdy Szczypalskiej i jej asystentki. Kto zresztą mógłby spodziewać się ich w tym miejscu – należały do koszmarów szkolnych, a nie podwórkowych. Bystrooka Magda Szczypalska już z daleka namierzyła potencjalne ofiary i nakazała asystentce poruszać się bezgłośnie żeby uatrakcyjnić zabawę efektem zaskoczenia. Podkradła się do Malwinki i kopnęła ją w tyłek i zanim brutalnie oderwana od przyjemnej lektury dziewczynka odwróciła się, była już daleko zanosząc się swoim głupawo – okrutnym śmiechem. Asystentka wtórowała jej blado stojąc jeszcze dalej, Obie przy całej swojej zaczepności były dość ostrożne. Tata zawsze radził: Jeśli cię zaczepiają – ignoruj ich. Prędzej czy później się znudzą i dadzą ci spokój” Dla Malwinki było jasne, że musiał nigdy nie zetknąć się z osobami pokroju Magdy Szczypalskiej, które brak reakcji po prostu rozzuchwala. Dziewczynka zastanawiała się co zrobić. Nie dogoniłaby szybkonogiej Magdy, była za daleko. Wystosowała wiec ostrzeżenie słowne, ewidentnie mało przekonywujące, gdyż dręczycielka znowu podbiegła i wymierzyła kopniaka w pulchny zadek Ani Kluski. Czując się całkowicie bezkarna, nie odskoczyła tym razem tak daleko. Uczucie dziwnego ciepła zaczęło rozlewać się po ciele Malwinki, nie wiedząc jeszcze, co zamierza zrobić, wstała i poprawiła zjeżdżające okulary ruchem przypominającym opuszczanie przyłbicy. Magda nie przeczuwając, co ją czeka rechotała całkiem blisko. Zaniepokojona asystentka nieco dalej. W następnej sekundzie Malwinka żelaznym chwytem trzymała ręce Magdy jednocześnie kopiąc jej kościste odnóża z siłą, która zaskoczyła ją samą. Magda nie mogąc się wyrwać i uciec cofała się z wyrazem przerażenia na twarzy. Jej obrona była żałosna wobec szału bitewnego przeciwniczki. Malwinka potężnymi kopniakami przegoniła ją przez całe podwórko i dopiero puściła. Magda odskoczyła i bliska łez próbowała się odszczekiwać, czując jednak, że jest śmieszna pomknęła z podkulonym ogonem na drugą stronę ulicy Świerczewskiego, a asystentka za nią jak cień zbitego psa. Malwinka patrzyła jeszcze chwile za nimi. Wyprostowana, z rozdętymi chrapkami oddychała głęboko, jeszcze czując w ciele to cudowne uczucie siły i wyzwolenia – radość walki i zwycięstwa. „To najpiękniejszy dzień w moim życiu” myślała.

Kiedy w końcu odwróciła się i ogarnęła wzrokiem podwórko, wydało jej się, że wraca z bardzo, bardzo daleka i już nie ta sama. Na ławce przy śmietniku wciąż siedziała Ania Kluska, obok stała zafascynowana mała Renatka, wnuczka dozorczyni. Izka nadchodząca od strony szkoły śmiała się z daleka wznosząc kciuk do góry w geście uznania. Uplasowane na drugiej ławce Grażyna Podeszwa, Alina Myszka, Aśka-Co-Ma-Pudla i Judyta z warkoczami przyglądały się Malwince z nowym zainteresowaniem.

Tata Judyty był bohaterem. Wyratował małą dziewczynkę, która wpadła na wybieg dla niedźwiedzi we Wrocławskim ZOO. Czy z nimi walczył czy też efekt zaskoczenia unieruchomił bestie – tego Malwinka nie wiedziała. Kiedyś wzięła udział w licytacji na dokonania tatów i pożałowała tego srodze. Jej tata był spokojnym człowiekiem, który po pracy lubił chodzić na działkę, ku wściekłości mamy, ale kiedy w zakładzie była awaria przyjeżdżali właśnie po niego w środku nocy, mimo, że w tym samym bloku mieszkało kilku wysoko upartyjnionych inżynierów,

- Gdyby nie mój tata zakład by stanął – kończyła tryumfalnie swoją opowieść Malwinka.

- Zakład by stanął? – Prychnęła pogardliwie Judyta – A dokąd on idzie?

Aśka-Co-Ma-Pudla i Alina chichotały całkiem jawnie. Malwinka zaczerwieniła się. Sama nie bardzo wiedziała, co oznaczało to tajemnicze sformułowanie. Jednego była pewna – coś absolutnie katastrofalnego, a jej tata wyrwany ze snu samotnie zapobiegał nieszczęściu dzięki swojej wiedzy i odwadze, może nawet ryzykując życie – prąd mógłby go przecież całkowicie zwęglić, jak przydarzyła się jednemu koledze z pracy. Malwinka zrozumiała swój błąd – zdecydowanie nie należy rzucać pereł przed wieprze ani porównywać swojego taty z innymi. Nie miał może do czynienia z niedźwiedziami, ale był na wojnie, więc pewnie walczył nie raz. Aż dziw, że jego rady w kwestii zaczepek były takie niedorzeczne. Tata Ani Kluski bywał czasem „piany” – może dlatego, że pracował w browarze, ale z kolei tata Grażyny Podeszwy, chirurg z poradni rejonowej, nie trzeźwiał nawet w godzinach przyjęć. Mała Renatka, Aśka-Co-Ma-Pudla i Alina Myszka nie miały żadnego taty, a Izka zbyt wielu.

niedziela, 1 listopada 2020

Pokłosie protestów, czyli wizerunek kobiety jako wulgarnego opakowania na macicę

Wszystkich Świętych, pada deszcz miłosiernie zmywając ohydne ślady wzmożenia z ostatniego tygodnia. Gdzieniegdzie grupki młodzieży omawiają temat, ale raczej spokojnie. Niektóre młode kobiety, nawet idące w parze z chłopakiem (mężem), ciągle noszą w klapie czerwoną błyskawice. Przed kościołem Bożego Ciała policja dyskretnie stoi po drugiej stronie Świdnickiej. Pod drzwiami starsza kobieta prosi o pieniądze.

Znowu naurągałam  rozpędzonemu rowerzyście, który jechał na mnie w parku po alejce przeznaczonej dla pieszych. Nazwałam go baranem, co tak go wzburzyło, że zawrócił aby się mścić. Nie ulega wątpliwości, że w pewnych sytuacjach kobiety są bardzo źle traktowane prze mężczyzn, ale jest to po prostu jedna z odsłon prawa dżungli - silniejszy ma prawo bezkarnie wykorzystać, spostponować czy wręcz sponiewierać słabszego, a stado nie ruszy palcem w jego obronie. Każdy szczęśliwy, że to nie on jest obiektem agresji

"Protesty" takie jak ostatni, nawet przy założeniu (nierealistycznym), że była to inicjatywa oddolna, nic na to nie pomogą. Raczej przyczynią się do zrujnowania wizerunku kobiety, o jaki walczyły pierwsze feministki. Chciały pokazać, że nie są dodatkiem do mężczyzny tylko osobnym człowiekiem, z nie gorszym potencjałem intelektualnym. Wiedziały, że aborcja jest nie tylko złem w czystej postaci, ale także najbardziej skrajnym przejawem uprzedmiotowienia kobiet, sposobem mężczyzn na pozbycie się wszelkiej odpowiedzialności za wykorzystanie seksualne.

Pańcie, które oglądaliśmy na ulicach miast i na nagraniach w internecie przyczynią się raczej do ukształtowania (lub utrwalenia) wizerunku kobiety jako bezmózgiego, a przy tym wulgarnego opakowania na narządy rodne.  Żadna osoba, która była przedmiotem napaści lub tylko molestowania seksualnego nie obnaża się publicznie, ani nawet nie ubiera w sposób zwracający uwagę (o prowokacyjnym czy nieskromnym nie wspominając). Raczej stara się stać  niewidzialna, żeby doświadczenie nigdy się nie powtórzyło. Takie osoby miałyby dobry powód do gniewu, ale nigdy nie właziłyby do kościołów w głupawymi hasłami nabazgranymi na kartonach.

Panienki, które tak się zachowywały robiły na mnie wrażenie poszukujących mocnych wrażeń, wręcz kontaktu fizycznego z wyprowadzającymi je mężczyznami. Przy wszystkich ich wulgarnych wrzaskach pod adresem obrońców kościoła, widać było, że bawią się dobrze traktowane z pewną dozą szorstkości. Cała ta impreza wyglądała jak zachowanie grzejących się, znudzonych samic jakiegoś dziwnego gatunku, które wychodzą stadnie w miasto w nadziei sprowokowania samców do brutalności wobec nich.

Pomijając ocenę moralną i estetyczną takiej działalności, raczej nie pomoże ona kobietom w zmaganiu się z zachowaniami mężczyzn, które stanowią rzeczywisty problem. To kolejna grupa, która dała się użyć do kopania własnego grobu. Poprzednio byli to nauczyciele, którzy zamiast wysuwać sensowne postulaty uzdrowienia polskiej szkoły, dali się wrobić w jakiś idiotyczny strajk przed maturami, który odebrał im wszelkie poparcie społeczne, a wygłupy w internecie doszczętnie ośmieszyły.

Patrząc na młodzież bezrefleksyjnie biorącą udział w tej hucpie, widać wyraźnie rozmiar porażki wychowawczej rodziców i systemu edukacji. Poziom intelektualny (nie wspominając o kulturalnym) ich wypowiedzi aż boli. Nie mają żadnej wiedzy, co czyni ich skrajnie podatnymi na kłamstwa i manipulacje. Nie mają żadnej siły charakteru, która pozwoliłaby się oprzeć socjotechnikom uruchomiającym mechanizmy stadne. Gotowi są uznać rozpustę za wolność, a panowanie nad sferą popędów za rodzaj zniewolenia.  Gdybym była matką, którejś z tych dziewuch widocznych na nagraniach, pękłoby mi serce ze smutku i obawy, co na siebie sprowadzi, zanim się opamięta.

piątek, 19 czerwca 2020

Uber eats and shits, czyli o rowerzystach we Wrocławiu

Ze wszystkich wpieprzających rowerzystów we Wrocławiu najpaskudniejsi są ci zatrudnieni przez różne firmy dostarczające niezdrowego żarcia. Wcześniej jak pamiętam pizzę rozwozili młodzieńcy na motocyklach i ci poruszali się wyłącznie po jezdniach. Od dłuższego czasu jednak firmy przerzuciły się na rowerzystów. Najpierw była to tylko firma Uber. potem dołączyły kolejne. Rowerowi kurierzy, czy jak ich zwać, traktują chodniki i parki jak drogi dostawcze, na których mogą poruszać się z dowolną szybkością, bo przecież są w pracy, a zbyteczni piesi powinni uskakiwać na jezdnie, trawniki lub fasady budynków...

Dziś przytrafiła mi się przedziwna przygoda, której - zważywszy wspomniane w poprzednim akapicie okoliczności - należało od dłuższego czasu oczekiwać. W podcieniach na ulicy Mikołaja jedzie na mnie rozpędzona rowerzystka z firmy Uber, sądząc po pomarańczowym ubranku, wyraźnie oczekując, że uskoczę na jej widok w bok. Nie uskakuje, tylko informuję ją dobitnie, że chodnik przeznaczony jest dla pieszych. Niunia musi mnie ominąć, przy dużej szybkości nie wyrabia się, zmuszona jest zahamować i zeskoczyć z roweru. Kwituje to głośnym "Ku..a mać" i energiczną "polemiką" z moją wypowiedzią.

Zawracam, podchodzę do niej gotowa na wymianę poglądów, na co nieszczęsne dziewczę "po wypadku" ozywa się w te słowa:
- Pani jest agresywna (znaczy ja) proszę nie naruszać mojej strefy osobistej (czy jakoś tak)!
Mówi to osoba, która przed chwilą o mało mnie nie rozjechała.
Zwracam jej uwagę, że to ona rzuca wulgarnymi słowy i krzyczy, choć ewidentnie sama jest sobie winna jeżdżąc rowerem po chodniku z dużą prędkością.
- Ja pracuje, to jest moja praca, a pani ma chociaż pracę?
Wyjaśniam cierpliwie, że chodnik nie jest drogą dostawczą i piesi mają na nim bezwzględne pierwszeństwo...
- Ale nie powinna pani iść jak święta krowa! (Jak idzie święta krowa?)
Zwracam jej uwagę, że mnie obraża.
- Nie powiedziałam tego do pani tylko o pani, a to wielka różnica!
Coś jej wypada z kieszeni i pada w pobliżu moich stóp, więc dziewczę musi się pochylić, żeby to podnieść.
- Proszę nie naruszać mojej strefy osobistej - mówię - Pani jest agresywna, pani krzyczy, wytrzeszcza oczy, otwiera szeroko usta i wymachuje rękami! Czuję się zagrożona i obrażona! - dorzucam
Niunia patrzy na mnie w milczeniu szukając odpowiednio śmiercionośnych słów.
- Musi sobie z tym pani sama poradzić - wyrzuca w końcu z siebie, jednocześnie odwracając się do mnie zadem, ewidentnie z zamiarem udania się do klienta (tym razem prowadzi rower).
Powstrzymuję się od wymierzenia jej zasłużonego kopa w d....
Jestem jednocześnie rozbawiona i oszołomiona jej chamstwem, a nieoczekiwane współczucie zakrada się do mojego serduszka...

Tak właśnie wygląda młode pokolenie wychowane przez lewactwo... Ewidentnie szkolone jakimi sztuczkami się posługiwać, żeby odwracać kota ogonem. Terroryzuje spokojnych przechodniów, jest zagrożeniem dla ich zdrowia i życia, obraża ich, rzuca wulgarnymi słowy, po czym robi z siebie ofiarę agresji. Wszystko co mówi Biblia o miłości rodzicielskiej, która powinna wyrażać się w grzmoceniu kijem młodych po dupie jest świętą prawdą. Ile pokoleń jeszcze zostanie sprowadzonych na manowce zanim ludzkość się opamięta?

Swoją drogą dlaczego żarcie musi być wożone rowerem z jednego końca miasta na drugi. Trudno doprawdy wyobrazić sobie coś bardziej idiotycznego. O ile mi wiadomo wszystkie budynki we Wrocławiu mają instalację elektryczną, a zdecydowana większość z nich także gazową, więc przygotowanie przekąski w pracy, a tym bardziej porządnego posiłku w domu nie wymaga chamskich gnoi tłukących się na rowerach po mieście. Dlaczego dla jakiegoś idiotycznego widzimisię trudnej do wyobrażenia grupy ludzi życie i zdrowie większości ma być narażone?