Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojna sześciodniowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojna sześciodniowa. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 marca 2026

Czyżby Amerykanom otwierały się oczy?

Oglądam sobie taki oto filmik https://youtu.be/hJg_j9VwR30 (Israeli Comedy Show MOCKS JFK, Shows Prime Minister LYING About Nukes). Młody człowiek - Wally Rashid - prezentuje amerykańskiej publiczności fragment nieznanej jej starej izraelskiej komedii, w której prezydent Kennedy usiłuje dowiedzieć się od premiera Ben Guriona czy Izrael pracuje nad bronią nuklearną. 

Czy rzeczony fragment jest śmieszny czy nie, każdy może ocenić. Autor filmu jest święcie oburzony, że drwi się tak bezceremonialnie z legendarnego prezydenta USA, który został zamordowany i że junior partner w sojuszu obśmiewa "wielkiego brata" któremu tak wiele zawdzięcza!

Nie pamiętam czy sam Wally Rashid czy też ktoś w komentarzach zauważa, że tego rodzaju komedie podsumowują wszystkich amerykańskich prezydentów i ich stosunki z Izraelem. Pod filmem kilkakrotnie pojawia się komentarz, że niewybredne z drwiny z Jezusa są w Izraelskiej telewizji na porządku dziennym...

Widzę, że amerykańskiej opinii publicznej zaczynają otwierać się oczy w kwestii:

  1. z kim mają do czynienia
  2. że zostali temu komuś sprzedani przez własnych polityków wybieranych w demokratycznych wyborach już przed 1963
  3. że ostatnim prezydentem który to widział i usiłował odwrócić był JFK i być może dlatego został zamordowany 
Sam Ben Gurion chyba nie wytrzymał tej presji ze strony USA i zrezygnował ze stanowiska. Prezydent Kennedy pierwszym co zrobił po gratulacjach nowemu premierowi - Lewi Eszkelowi - kiedy ten objął urząd w czerwcu 1963, było ponowienie żądania informacji o izraelskim programie nuklearnym.

22.11. tegoż roku już nie żył, zastrzelony w zamachu. Izraelska prasa  pisała, że gdyby nie śmierć JFK Izrael nie miałby dziś bomby atomowej. W momencie kiedy ją wyprodukował poczuł się na tyle pewnie, żeby zaatakować egipskie bazy lotnicze i tym samym rozpętać wojnę sześciodniową, podczas której ostrzelał "sojuszniczy" statek wywiadowczy USS Liberty. (Pisałam o tym na blogu https://singletonreview.blogspot.com/2026/03/uss-liberty-czyli-od-narodu-wybranego.html)

Zastanawiam się czy coś się zmieni, kiedy Amerykanie przejrzą na oczy. Musieliby najpierw odciąć kongresmenów i senatorów od pieniędzy z AIPAC, a biorą je prawie wszyscy (93 ze 100 senatorów i 361 z 435 członków kongresu) Amerykański parlament, który co roku przyznaje ogromną kasę dla Izraela, jest w istocie w kieszeni jego rządu. Pół biedy, gdyby chodziło tylko o pieniądze, częściowo wracające do kieszeni parlamentarzystów. Zdecydowanie większym problemem jest skuteczne wymuszanie podporzadkowania polityce zagranicznej Izraela i konieczność prowadzenia  w jego interesie wojen na bliskim wschodzie celem destabilizacji wszystkich państw sąsiednich.

Pytanie jest czy w USA można wygrać wybory bez poparcia lobby izraelskiego. A jeśli to byłoby możliwe, jak długo tak wybrany prezydent by pożył, gdyby chciał się wyłamać z bezwarunkowego wparcia dla podstępnego sojusznika?!

niedziela, 29 marca 2026

USS Liberty, czyli od "narodu wybranego" wybaw nas, Panie!

Od dłuższego czasu natykałam się w komentarzach widzów pod różnymi materiałami w Internecie na aluzje do zatopienia USS Liberty przez Izrael. W Wikipedii taka oto notka (skrócona przeze mnie):

USS Liberty (AGTR-5) – amerykański technical research ship, pełniący funkcję jednostki rozpoznania radioelektronicznego. Poważnie uszkodzony podczas wojny sześciodniowej w wyniku ataku lotnictwa i marynarki wojennej Izraela. 
8 czerwca 1967 roku około godziny 14 USS „Liberty” został bez ostrzeżenia zaatakowany na wodach międzynarodowych przez siły lotnicze i morskie Izraela. Okręt znajdował się ok. 13 mil na północ od półwyspu Synaj. Amerykańska jednostka została uszkodzona przez samoloty myśliwskie i trzy kutry torpedowe. W wyniku ataku zginęło 34 marynarzy, a 174 zostało rannych. Pomimo znacznych uszkodzeń (12 x 7 metrowy otwór w burcie po wybuchu torpedy), załodze udało się utrzymać okręt na powierzchni i oddalić się od miejsca ataku o własnych siłach. USS „Liberty” pod eskortą innej jednostki VI Floty dopłynął do Valletty na Malcie, gdzie przeszedł prowizoryczną naprawę. Po jej ukończeniu okręt został odesłany do Stanów (...)

Wczoraj zaś natrafiłam na rozmowę z jednym z ocalałych marynarzy przeprowadzoną przez Candance Owens https://youtu.be/2uIDxw6HVr8, a potem obejrzałam - celem uzupełnienia wiedzy - film dokumentalny o zdarzeniu https://youtu.be/V5WUIzrCxxo

Statek CIA pływający w pobliżu półwyspu Synaj pod amerykańską banderą został ostrzelany przez nieoznaczone myśliwce. Marynarze myśleli, że to siły arabskie toteż z uczuciem ulgi powitali zbliżające się kutry torpedowe z gwiazdą Dawida. Byli pewni, że to sojusznik pospieszył im z pomocą. Jakież było ich zdziwienie, kiedy tenże "sojusznik" wypalił w nich torpedy.

Amerykanom udało się wysłać sygnał alarmowy do swojej centrali, który został odebrany i wysłano na pomoc myśliwce. Te jednak nie dotarły odwołane przez Roberta McNamarę na wyraźne polecenie prezydenta Johnsona, który wolał poświęcić życie prawie 300 marynarzy niż "embarrass our good friend and ally, Israel", jak się miał wyrazić.

Nieszczęściem dla niego statek jednak nie zatonął i część załogi przeżyła. Po udzieleniu pomocy zakazano ocalałym - pod groźbą sądu polowego - noszenia mundurów i opowiadania komukolwiek o zdarzeniu, ani nawet podawania nazwy jednostki, na której służyli.

Dziś wiadomo na pewno, że nie była to żadna pomyłka, Izraelczycy dobrze wiedzieli, kogo atakują. Dlaczego więc to zrobili? W filmie, do którego podaję link powyżej, sugeruje się, że chodziło o informacje o działaniach armii izraelskiej podczas wojny sześciodniowej zebrane przez statek wywiadowczy. 

Otóż Izraelczycy rozstrzeliwali żołnierzy egipskich, którzy się poddawali, po czym zakopywali ciała w płytkich rowach. Dziś, po powszechnie znanych dokonaniach "humanistycznej armii", nikogo to nie zaskakuje, ale wtedy być może, uznali, że świat nie jest na to gotowy. Holokaustianizm nie miał jeszcze takiego zasięgu, więc raczej nie dało by się wszystkich uciszyć okładając pałą antysemityzmu...

Ta historia zaszokowała mnie potężnie z dwóch przyczyn: 

  • Po pierwsze: największe mocarstwo świata poświęca swoich ludzi, nie ratuje ich, gdyż władze bezcennego Izraela mogłyby sie poczuć zakłopotane!!! 
  • Po drugie data: 1967 - 22 lata po wojnie, 19 po powstaniu Izraela, ten już zdołał podporządkować sobie elity polityczne USA!

Zetknęłam się z teorią, żę zamach na prezydenta Kennedy'ego 4 lata wcześniej można łączyć z działalnością nie tyle KGB co Mossadu. Nie mam pojęcia czy to prawda, natomiast niewątpliwie od wielu już lat to USA są w sojuszu z Izraelem junior partnerem, jakkolwiek szokująco mogłoby to brzmieć. 

Słowa prawdy, które wymknęły się Marco Rubio, relacja Joe Kenta i obecna sytuacja, kiedy USA szykuje się do inwazji lądowej na Iran, a bezcenny Izrael - korzystając z zamieszania - anektuje południowy Liban, nie pozostawiają co do tego żadnych wątpliwości.

Izrael nie jest sojusznikiem USA, tylko jego następcą, pretendentem do roli hegemona i obawiam się, że nie tylko na bliskim wschodzie. Ambicje jego sięgają znacznie dalej - chce rządzić całym światem. Pewnym problemem jest słaba liczebność populacji Żydów, już nie wspominając o problematycznej przynależności niektórych grup do "narodu wybranego". Trzeba więc przysposobić głupich gojów, żeby służyli uznając to za zaszczyt.

Amerykanów zwiedli "chrześcijańskim syjonizmem", a nas chcą podporządkować via Watykan, przez tchórzliwe cioty w sutannach, bojące się łatki antysemityzmu bardziej niż ognia piekielnego. Ostatni list biskupów jest tego najlepszym dowodem. Już nie jesteśmy ludem Bożym, królewskim kapłaństwem itd., tylko obywatelami drugiej kategorii w swoim własnym Kościele!

Phil Tourney - członek załogi USS Liberty - w rozmowie z Candance Owens stwierdził "God saved us from God's chosen people". Mam cichą nadzieję, że nas katolików, chrześcijan i wszystkich ludzi dobrej woli też od nich ocali! Amen!