Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żydzi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żydzi. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 marca 2026

USS Liberty, czyli od "narodu wybranego" wybaw nas, Panie!

Od dłuższego czasu natykałam się w komentarzach widzów pod różnymi materiałami w Internecie na aluzje do zatopienia USS Liberty przez Izrael. W Wikipedii taka oto notka (skrócona przeze mnie):

USS Liberty (AGTR-5) – amerykański technical research ship, pełniący funkcję jednostki rozpoznania radioelektronicznego. Poważnie uszkodzony podczas wojny sześciodniowej w wyniku ataku lotnictwa i marynarki wojennej Izraela. 
8 czerwca 1967 roku około godziny 14 USS „Liberty” został bez ostrzeżenia zaatakowany na wodach międzynarodowych przez siły lotnicze i morskie Izraela. Okręt znajdował się ok. 13 mil na północ od półwyspu Synaj. Amerykańska jednostka została uszkodzona przez samoloty myśliwskie i trzy kutry torpedowe. W wyniku ataku zginęło 34 marynarzy, a 174 zostało rannych. Pomimo znacznych uszkodzeń (12 x 7 metrowy otwór w burcie po wybuchu torpedy), załodze udało się utrzymać okręt na powierzchni i oddalić się od miejsca ataku o własnych siłach. USS „Liberty” pod eskortą innej jednostki VI Floty dopłynął do Valletty na Malcie, gdzie przeszedł prowizoryczną naprawę. Po jej ukończeniu okręt został odesłany do Stanów (...)

Wczoraj zaś natrafiłam na rozmowę z jednym z ocalałych marynarzy przeprowadzoną przez Candance Owens https://youtu.be/2uIDxw6HVr8, a potem obejrzałam - celem uzupełnienia wiedzy - film dokumentalny o zdarzeniu https://youtu.be/V5WUIzrCxxo

Statek CIA pływający w pobliżu półwyspu Synaj pod amerykańską banderą został ostrzelany przez nieoznaczone myśliwce. Marynarze myśleli, że to siły arabskie toteż z uczuciem ulgi powitali zbliżające się kutry torpedowe z gwiazdą Dawida. Byli pewni, że to sojusznik pospieszył im z pomocą. Jakież było ich zdziwienie, kiedy tenże "sojusznik" wypalił w nich torpedy.

Amerykanom udało się wysłać sygnał alarmowy do swojej centrali, który został odebrany i wysłano na pomoc myśliwce. Te jednak nie dotarły odwołane przez Roberta McNamarę na wyraźne polecenie prezydenta Johnsona, który wolał poświęcić życie prawie 300 marynarzy niż "embarrass our good friend and ally, Israel", jak się miał wyrazić.

Nieszczęściem dla niego statek jednak nie zatonął i część załogi przeżyła. Po udzieleniu pomocy zakazano ocalałym - pod groźbą sądu polowego - noszenia mundurów i opowiadania komukolwiek o zdarzeniu, ani nawet podawania nazwy jednostki, na której służyli.

Dziś wiadomo na pewno, że nie była to żadna pomyłka, Izraelczycy dobrze wiedzieli, kogo atakują. Dlaczego więc to zrobili? W filmie, do którego podaję link powyżej, sugeruje się, że chodziło o informacje o działaniach armii izraelskiej podczas wojny sześciodniowej zebrane przez statek wywiadowczy. 

Otóż Izraelczycy rozstrzeliwali żołnierzy egipskich, którzy się poddawali, po czym zakopywali ciała w płytkich rowach. Dziś, po powszechnie znanych dokonaniach "humanistycznej armii", nikogo to nie zaskakuje, ale wtedy być może, uznali, że świat nie jest na to gotowy. Holokaustianizm nie miał jeszcze takiego zasięgu, więc raczej nie dało by się wszystkich uciszyć okładając pałą antysemityzmu...

Ta historia zaszokowała mnie potężnie z dwóch przyczyn: 

  • Po pierwsze: największe mocarstwo świata poświęca swoich ludzi, nie ratuje ich, gdyż władze bezcennego Izraela mogłyby sie poczuć zakłopotane!!! 
  • Po drugie data: 1967 - 22 lata po wojnie, 19 po powstaniu Izraela, ten już zdołał podporządkować sobie elity polityczne USA!

Zetknęłam się z teorią, żę zamach na prezydenta Kennedy'ego 4 lata wcześniej można łączyć z działalnością nie tyle KGB co Mossadu. Nie mam pojęcia czy to prawda, natomiast niewątpliwie od wielu już lat to USA są w sojuszu z Izraelem junior partnerem, jakkolwiek szokująco mogłoby to brzmieć. 

Słowa prawdy, które wymknęły się Marco Rubio, relacja Joe Kenta i obecna sytuacja, kiedy USA szykuje się do inwazji lądowej na Iran, a bezcenny Izrael - korzystając z zamieszania - anektuje południowy Liban, nie pozostawiają co do tego żadnych wątpliwości.

Izrael nie jest sojusznikiem USA, tylko jego następcą, pretendentem do roli hegemona i obawiam się, że nie tylko na bliskim wschodzie. Ambicje jego sięgają znacznie dalej - chce rządzić całym światem. Pewnym problemem jest słaba liczebność populacji Żydów, już nie wspominając o problematycznej przynależności niektórych grup do "narodu wybranego". Trzeba więc przysposobić głupich gojów, żeby służyli uznając to za zaszczyt.

Amerykanów zwiedli "chrześcijańskim syjonizmem", a nas chcą podporządkować via Watykan, przez tchórzliwe cioty w sutannach, bojące się łatki antysemityzmu bardziej niż ognia piekielnego. Ostatni list biskupów jest tego najlepszym dowodem. Już nie jesteśmy ludem Bożym, królewskim kapłaństwem itd., tylko obywatelami drugiej kategorii w swoim własnym Kościele!

Phil Tourney - członek załogi USS Liberty - w rozmowie z Candance Owens stwierdził "God saved us from God's chosen people". Mam cichą nadzieję, że nas katolików, chrześcijan i wszystkich ludzi dobrej woli też od nich ocali! Amen!

wtorek, 24 marca 2026

O liście biskupów


W kontekście wojny na bliskim wschodzie polscy biskupi wystosowali list do wiernych. W kościele paulinów we Wrocławiu akurat nie był czytany, więc znam go tylko z omówień. O ile dobrze zrozumiałam poinformowano polskich katolików że:
  • Kościół się mylił przez większość swojej historii (i całą historię Polski)
  • Zbawionym można być na dwa sposoby w zależności od pochodzenia etnicznego
  • Żydzi będą zbawieni na podstawie genetycznej/biologicznej, nie muszą się nawracać na chrześcijaństwo, ani praktykować żadnej religii gdyż są narodem wybranym
  • Pozostałe narody pod zwykłymi warunkami tzn nawrócenie, chrzest itp
  • Chrześcijanie, jeśli nie są Żydami (w sensie narodowości), muszą bardzo uważać na swój wyssany z mlekiem matek antysemityzm
  • Antysemityzm jest zdefiniowany jako brak miłości, czyli można podciągnąc pod niego wszystko, włącznie z krytyką polityki zagranicznej Bibi Netanjahu i wyczynów "humanistycznej armii" w strefie Gazy, Libanie, Iranie itd.
Wyłania się z tego listu obraz Boga jako zaślepionego ojca rodu, który z całkowicie bezkrytyczną miłością odnosi się do ulubionego/wybranego synusia/wnusia, a cała reszta potomstwa musi sobie na miłość zasłużyć, a i tak nie dostanie jej tyle, co (nomen omen) beniaminek. Ten zaś, rozpuszczony do obrzydliwości, całe rodzeństwo uważa za swoją własność, którą może dysponować dowolnie, a kiedy się ktoś postawi naskarżyć tatusiowi/dziadziusiowi, że aj, waj, antisemisismus! 

Antisemitismus niedobra jest! Bardzo niedobra, gorsza niż mordowanie gojów tysiącami, gorsza niż rozpętywanie konfliktu, który może przerodzić się w wojnę światową!

Zramolały patriarcha na jakimś etapie posyła swego najlepszego syna (a może sam się w niego wciela), aby opamiętał znarowionego potomka. Ten morduje posłanego (ściślej mówiąc zleca morderstwo), a po zmartwychwstaniu obrzuca gównem. Reszta rodzeństwa jest poruszona i postanawia żyć według wskazań Zmartwychwstałego... 

Wydaje się, że ojciec przejrzał na oczy i pogodzil się z odkryciem kim jego ulubieniec jest w istocie, a nawet dostrzegł i docenił dobrą wolę reszty potomstwa. Niestety, ten stan nie trwa długo. Demencja patriarchy postępuje i nie poznaje już nikogo. Chce tylko widzieć beniaminka. Niech w końcu się pojawi, nawet gdy będzie na niego pluć, rzucać kamieniami i bluźnić. Nawet, jeśli ma go (znowu) zabić... 

Nie miałabym ochoty oglądać takiego filmu. Odrzuca mnie od takiego obrazu Boga i jego wybiórczej miłości. Albo polscy biskupi nie wiedzą co czynią albo wiedzą bardzo dobrze i to jest o wiele gorsze!

P.S.
Według klucza zaproponowanego przez biskupów wszyscy bolszewiccy oprawcy - z pochodzenia Żydzi - zostali zbawieni  z automatu na mocy swoich genów. Stalin mial gorzej, bo Gruzin i upadły chrześcijanin. Ba, były seminarzysta! A co z Leninem - mieszańcem? Utknął w bramie do nieba z nogą w drzwiach?

Ale chwila! Czy to nie jest tak, że wszyscy mamy zbawienie w kieszeni czy chcemy tego czy nie? Papa Francesco zapewniał, że piekło jest puste, a Judasz zbawiony. Ma się rozumieć, że zbawiony bo Żyd, ale Hitler też, więc po co to rozróżnienie na naród wybrany i gojów? Czy to nie rasismus? 

Rasismus niedobra jest, ale chyba jednak lepsza niż antisemitismus!!!

 

piątek, 17 października 2025

2 miliony za Grunwald, czyli jak (nie) pisać o historii Polski

Przeczytałam właśnie książkę 2 miliony za Grunwald Joanny Jodełki. Super temat - polowanie na dzielo Matejki przez Niemców podczas okupacji. Podstawowe fakty (gdzie było przechowywane) i nazwiska ludzi odpowiedzialnych za jego ocalenie są znane - reszta to fantazja autorki.

Te nazwiska nawet przytoczę, bo zdecydowanie zasługują na pamięć:

  • Stanisław Ejsmond
  • Bolesław Surałło-Gajduczeni
  • Stanisław Mikulicz-Radecki
  • Władysław Wojda
  • Stanisław Bryła
  • Roman Pieczyrak i jego syn
  • Henryk Krzesiński
  • Franciszek Podleśny
  • Józef Serafin
  • Stanisław Kalinowski
  • Franciszek Galera
  • Ignacy Drewnowski
  • Władysław Drewnowski
  • Michał Grzesiak
Drogi czylelniku zastanów się chwilę kogo wybrałbyś na bohatera takiej opowieści. 

To teraz zgadnij, jak rozwiązała to pani autorka.

Tak, zgadłeś głównym bohaterem zbiorowym są Żydzi - bogaci mecenasi i kolekcjonerzy, żydowskie prostytutki Lublina, żydowskie dzieci biedoty i zasymilowanej inteligencji, jest nawet lubelski zamożny zboczeniec - Baruch - zaglądający na strychu, co żydowskie dziewczynki mają pod sukienkami...

Głównym bohaterem indywidualnym jest drobny przestępca, Dziurawiec, nie zainteresowany niczym poza zdobyciem kasy. W którymś momencie zakochuje sie w dziewczynie, której matką jest Niemka, a ojcem Polak. Jak Polak, to co robił? Tak, oczywiście - tłukł! Kogo tłukł? Matkę, córkę czy obie? Nie jest to do końca jasne, ale córka z całą pewnością zasłużyła!

Jakiego wątku nie wymieniłam? Homoseksualnego, oczywiście! Homoseksualne epizody miewał Hans Frank za młodu, ale ważniejszy dla rozwoju akcji jest fryzjer Goeringa Władysław Nowak siedzący na początku w obozie z powodu swojej orientacji. Potem zastaje wyciągnięty i użyty, a raczej zużyty, czyli zabity przez naszego cynicznego bohatera w obronie kogo? Żydowskiego dziecka oczywiście!

Po kim przejeżdża kolumna niemieckich pojazdów wkraczających do Lublina? Po trupie mamusi tegoż dzieciaka, oczywiście!

Kto opowiada głównemu bohaterowi o Bitwie pod Grunwaldem? Tenże żydowski dzieciak! Jakiej narodowości tak naprawdę był Jan Matejko - wielki polski malarz? Synem Niemki i Czecha!

Mam tylko nadzieję, że autorka nie weźmie na warsztat polowania na Hołd Pruski. Jeśli to zrobi, od razu mogę zgadnąć kim będzie główny bohater! Stawiam dolary przeciw orzechom, że albo żydowski komunista wypuszczony z Berezy Kartuskiej, albo niepiśmienny chasyd posługujący się wyłącznie językiem jidisz...

czwartek, 16 października 2025

Jeszcze o Jędrzejewskim (znowu złośliwie)

Z otchłani niepamięci wychynęły chyba jedyne rekolekcje byłego o.Jędrzejewskiego czy raczej jedyny ich fragment, którego dawno temu wysłuchałam w internecie. Współprowadzącą była pani psycholog, terapeutka czy ktoś podobny.

Na początek przykładowy problem: kiedy pada deszcz, jest mi smutno - zaproponowała pani psycholog, a o. Jędrzejewski ochoczo zapewnił, że jemu też (więc przykład dobry). Dalej nie pamiętam, bo spadłam z krzesła.

Z całego wywodu dominikanina zapamiętałam tylko dziadka - Żyda, z którego jest dumny.

I to jest własnie to! Kwintesencja zjawiska!

Jesteśmy tacy cool, że jedyny problem jaki mamy, to że deszczyk nas melancholijnie nastraja! Nie to, co pokręcone nastolatki, których nie chcemy w naszych młodzieżowych duszpasterstwach. Jak szpetne dziewuchy klepiące różańce przyciągną do nas atrakcyjnych mlodzieńców? No - rzecz jasna - nijak!

No i dziadek Żyd noszony dumnie jak - nie przymierzając - ścierane komplety dżinsowe, przywożone z zachodu w latach 70-tych i 80-tych. Szyk paryski, przepustka na salony, do TVNu i GW!

Nie wiem z kim o. Jędrzejewski łamał ślub czystości, czy z ową panią terapeutką czy może innym boyfriendem. Zdecydował się zakończyć owo rozdwojenie jaźni - bardzo dobrze! Good riddance to bad rubbish! Tyle mam do powiedzenia w tej kwestii.

A w kwestii "przyciągania młodych ( i starych) do Kościoła", to robi to sam Pan Bóg, najczęściej przez cierpienie, brak, nierozwiązywalny problem! I nie jest to wpływ opadów atmosferycznych na samopoczucie.

Popularność tej czy innej gwiazdy kaznodziejskiej może wydawać się pozytywnym zjawiskiem, ale na dłuższą metę zawsze robi wiecej złego niż dobrego. Jak sie wyraziła pewna ofiara Pawła Malińskiego, byłego dominikanina, "On był moim bogiem". To jest istota sprawy!

sobota, 27 kwietnia 2019

Czy już jesteśmy Palestyńczykami?

A propos mediów światowych i krajowych oto stary news z www.pch24pl (http://www.pch24.pl/nigeria--samochod-rozjechal-modlace-sie-dzieci,67784,i.html#ixzz5mJ9muBuz):
Dziesięć osób nie żyje, a trzydzieści zostało rannych po tym, jak mężczyzna z premedytacją wjechał w dziecięcą procesję wielkanocną w Gombe na terenie północno-wschodniej Nigerii. Wśród zabitych jest ośmioro dzieci oraz sprawca i jego kolega, których wstrząśnięty zbrodnią tłum zlinczował na miejscu. 
Świadkowie zdarzenia informują, że mężczyzna najpierw wdał się w kłótnię z uczestnikami katolickiej procesji, którzy blokowali ulicę, a następnie celowo wjechał w modlące się dzieci. Kierowca był policjantem, a wraz z nim w samochodzie znajdował się członek formacji paramilitarnej. Obaj byli nieumundurowani.
Ten news nie przebił się do mediów przesłonięty kukłą Judasza w Pruchniku.

Zełensky, powiązany z Kołomojskim został prezydentem Ukrainy. Izraelskie gazety entuzjastycznie się do niego przyznały. Ukraina znalazła się tym samym pod żydowskim zarządem, a Putin rozdaje rosyjskie paszporty mieszkańcom Nadniestrza. (Numer, który zastosowano w Gruzji).

Patrzymy na to nie do końca wierząc, że u nas podobny proces zaczął się w 1989, kiedy to Jaruzelski z Kiszczakiem przekazali władzę "triumwiratowi Geremek-Michnik-Kuroń" czyli Żydom, jak to ujął autor książki "Ministerstwo spraw obcych" K. Baliński. Wygląda na to, że niedługo zostanie to nam uświadomione ponad wszelką wątpliwość. Rozmowy trwają, o czym świadczy ujawniona przez red. Michalkiewicza notatka.

Ambasador Mosbacher złożyła nam życzenia z okazji święta Pesach, ignorując fakt, że jesteśmy w większości "czcicielami Wielkiej Nocy".

Czeka nas los Palestyńczyków? To jest plan, jaki USA ma dla nas i regionu?

czwartek, 25 kwietnia 2019

O kukle Judasza i episkopacie

Nie chcę mi się nawet komentować spalenia kukły Judasza w Pruchniku. Powiem tylko, że episkopat skompromitował się w moich oczach totalnie poświęcaniem uwagi czemuś takiemu w sytuacji zamachu na Chrześcijan (przepraszam, "czcicieli Wielkiej Nocy")  na Sri Lance  i okrutnej śmierci naszych ponad 300 braci w wierze. Uważam to za zdradę, tchórzostwo i głupotę w jednym.

Czy nasi duchowi przywódcy są zlewaczałymi homoseksualistami, których jedynym celem w życiu jest nie narażać się żydom, muzułmanom, aktywistom LGBTQ i globalistom?

Strasznie to smutne.

wtorek, 26 lutego 2019

O buncie wybranych

Pan Bóg nie ma szczęścia do swoich wybranych. Onegdaj najwspanialszy z aniołów, niosący światło Lucyfer zbuntował się przeciw niemu i pociągnął za sobą jedną trzecią niebian. Potem naród pierwszego wybrania wydał na śmierć jego syna, którego rękami niewiernych przybił do krzyża. Niektórzy nawrócili się (nie wiem ile procent) tworząc Kościół, do którego później dołączyli poganie w takiej liczbie, że chrześcijanie pochodzenia żydowskiego roztopili się w ich morzu.

Jeśli wierzyć mistykom Lucyfer nie mógł znieść myśli o wcieleniu Boga w człowieka (takiego godnego pogardy zwierzaka) i wywyższeniu Maryi - bytu jakże podrzędnego - jako Królowej Aniołów. Podejrzewam, że dla wielu nawróconych Żydów w pierwotnym Kościele myśl, że teraz Goje (bydlęta o ludzkich twarzach) są im równi (ba, są ich braćmi w Chrystusie) mogła być trudna do zniesienia. Podejrzewam, że był istotny czynnik w nie przyjęciu Jezusa z Nazaretu jako mesjasza oraz wykruszenia wielu jego wyznawców z Kościoła, którego praktyki coraz mniej przypominały znaną im tradycję, a skład etniczny wystawiał ich "wrażliwość" na ciężką próbę.

W moim ulubionym programie telewizji EWTN - Journey Home - wielu Żydów opowiada o swoim nawróceniu. Przy okazji tych historii sporo można dowiedzieć się o ich mentalności. Pewna niewiasta opowiadając o swoim dzieciństwie rzuca lekko, że w sąsiedztwie jej rodziny mieszkańców dzieliło się na LUDZI i NIE-ŻYDÓW. Podobnie pierwotni mieszkańcy Ameryki nazwy LUDZIE używali wyłącznie do swojego plemienia, inne plemiona indiańskie określali jako synów suki lub w równie ujmujący sposób.  Inny gość programu - syn Żyda i Włoszki - opowiada jak trudne do zniesienia było nazywanie jego matki (i innych chrześcijanek) SHIKSA przez członków żydowskiej części rodziny w jego obecności. Na co gospodarz - Marcus Grodi - spieszy z sugestią, że zapewne oni sami musieli doświadczać antysemityzmu. Gość szuka chwile w pamięci, ale nic takiego nie znajduje...

Powszechny wśród żydowskich gości jest zupełny brak wiedzy o chrześcijaństwie (przed nawróceniem oczywiście), szokujący zważywszy na korzenie kultury w której żyją i jak znikomy procent populacji stanowią.  Często nie mamy świadomości jak wielka i irracjonalna jest wrogość Żydów wobec osoby Jezusa i chrześcijaństwa. Żyd może zostać komunistą, buddystą, hinduistą czy wojującym ateistą i jego rodzina nie ma z tym żadnego problemu, może też bez trudu uzyskać obywatelstwo Izraela. Sytuacja zmienia się radykalnie, kiedy zostaje chrześcijaninem - przyjęcie Chrystusa wyklucza go całkowicie ze społeczności żydowskiej ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Widać wyraźnie, że istotą judaizmu rabinicznego jest odrzucenie Chrystusa i okopanie się w nienawiści do niego i jego wyznawców. Ewidentnie rację ma E. Michael Jones twierdząc, że pojęcie Żyd jest natury teologicznej raczej niż etnicznej, to ten który w osobie Chrystusa odrzuca LOGOS, porządek świata i zostaje wiecznym rewolucjonistą, nieustannie dążącym do subwersji kultury, w której żyje nazywając to tikkum olam (czy jakoś tak). Takim działaniom zawdzięczamy m.in. komunizm, marksizm kulturowy, genderyzm, tzw małżeństwa gejowskie i aborcję - alternatywną (w stosunku do chrześcijańskiej) wizję zbawienia ludzkości (albo spacyfikowania Gojów).

Nawet nawróceni Żydzi mają tendencję do tworzenia własnych grup w obrębie Kościoła, dystansowania się od Gojów-współwyznawców. Tak też było z frankistami w I Rzeczpospolitej, którzy żenili się wyłącznie miedzy sobą przez prawie 2 wieki. Ewidentnie dla wielu Żydów- katolików żydostwo jest ważniejsze niż katolicyzm. Podobnie w Indiach przywiązanie do systemu kastowego było ważniejsze niż chrześcijaństwo. Jezuiccy misjonarze budowali osobne Kościoły dla różnych kast.

Patrząc na to nie mogę oprzeć się wrażeniu, ze naród ten kontynuuje bardzo prymitywne, plemienne rozumienie wiary i moralności. Trudno wyobrazić mi sobie stan świadomości człowieka, uważającego ludzi spoza własnego plemienia za bydlęta o ludzkich twarzach, którym można odebrać ziemię lub zabić na narządy, o wykorzystaniu seksualnym nie wspominając (rabbi Obadia Josef głosi takie poglądy jawnie i oficjalnie w Izraelu). Dlatego tendencja w Kościele, do uznawania odrębnej drogi Żydów do zbawienia wydaje mi się celebrowaniem (co najmniej) przerażającego infantylizmu, przejawiającego się w niebywałej roszczeniowości, niewdzięczności i niezrównoważeniu tych ludzi. To duża krzywda dla nich, odebranie im szansy na rozwój i poznanie prawdy.

Obawiam się jednak, że sprawa ma głębsze, duchowe dno. Bunt Lucyfera na myśl o wywyższeniu człowieka wydaje mi się podobny do zgorszeniu Żydów  perspektywą zrównania z Gojami w Chrystusie. Co jest konsekwencją odrzucenia Chrystusa i jego Kościoła ? Wybranie synagogi Szatana. Jeśli ktoś ma wątpliwości,  "wartości", jakie promują przedstawiciele narodu wybranego w kulturze czy metody jakimi posługują się w polityce i gospodarce powinny je całkowicie rozwiać.


niedziela, 1 kwietnia 2018

O prawdzie poświęconej na ołtarzu politycznej poprawności

Wielki Piątek - znowu brak modlitwy o nawrócenie Żydów. Jest tylko prośba o to by byli wierni swojemu przymierzu. Więc przyjście Chrystusa i jego ofiara nie miały żadnego znaczenia. Można go przyjąć lub uznać, że to właściwie drugi Haman z Ksiegi Estery i słusznie smaży w piekle zanurzony we wrzących ekskrementach przez całą wieczność (jak poucza Talmud). Polecenie Chrystusa "idźcie i nawracajcie wszystkie narody" jest jakąś smutną pomyłką i namawianiem do czynów jawnie niemoralnych. Mam przykre poczucie, ze Kościół nie tylko przestał wierzyć w swoją naukę, ale zaczął jej się wstydzić co najmniej od Soboru Watykańskiego II.

Słyszałam wypowiedź pewnego nawróconego Żyda (profesora z Harvardu jak go przedstawiono). Był zbulwersowany, że aż do czasu swojego nawrócenia - czyli mniej więcej połowy życia - nie słyszał o Fatimie. Nie mógł zrozumieć jak to możliwe w świecie pełnym  katolików. Uznał, że jesteśmy jak bogacz z przypowieści o ubogim Łazarzu, mamy do dyspozycji skarby i nie dzielimy się nimi z głodującymi leżącymi u naszych bram. Co więcej był zdania, że powinniśmy zostać potraktowani podobnie po śmierci za zatrzymywanie dla siebie tego, co przeznaczone jest dla całej ludzkości.

Z perspektywy wiary trudno nie przyznać mu racji. Wiara jest jednak dobrem rzadkim, być może rzadszym jeszcze w gronie hierarchów i duchowieństwa niż wśród nas - ludu Bożego pełnego półpogan, jak pisząca te słowa. Gdyby biskupi niemieccy rzeczywiście wierzyli w realność grzechu cudzołóstwa i realną obecność Chrystusa w sakramencie ołtarza czy dla zachowania podatku kościelnego wiedli by powierzonych sobie ludzi na potępienie? Myślę, że wątpię.

Prawda została poświęcona na ołtarzu politycznej poprawności i holokaustianizmu, w imię "miłosierdzia". Słowo miłość i wszelkie pochodne to ulubione narzędzie manipulatora. Apelowanie do chrześcijańskiej miłości na przemian z wzbudzaniem poczucia winy za niepopełnione grzechy okazuje się skuteczne nie tylko w przypadku pozbawionych poczucia własnej wartości produktów dysfunkcyjnych rodzin. Działa na najświetniejsze umysły wsparte powagą urzędu i 2 tysiącami tradycji, o łasce nie wspominając.

Naiwność nie jest cnotą. Błąd miewa skutki gorsze niż grzech. Rezygnacja z prawdy jest jednym i drugim jednocześnie.


wtorek, 20 lutego 2018

O pięknym dr Mengele i szpetnych polskich chłopach.

W czasach kiedy jeszcze słuchałam radiowej dwójki  raz po raz serwującej odbiorcom - między wspaniałą muzyką -  wspomnienia Żydówek ukrywających się przed Niemcami w czasie okupacji, zostałam pozytywnie zaskoczona opowieścią jednej z nich. Była wtedy małą dziewczynką i matka ukrywająca się na wsi zataiła fakt jej istnienia przed gospodynią. Po pewnym czasie rzecz wyszła na jaw, matka poleciła córce udawać modlącą się chrześcijankę i tym zmiękczyła serce chłopki. Autorka stwierdziła w pewnym momencie swoich wspomnień, że został jej w pamięci ów zapach ludzi trudniących się pracą fizyczną i ich prostego jedzenia. 

To stwierdzenie wydało mi wtedy dziwne. Nie wiedziałam jeszcze, że "ocaleni z holokaustu" to wyłącznie ludzie zamożni, wykształceni i zasymilowani. Żydowska biedota - chasydzi - nie mieli najmniejszych szans na przeżycie. W pierwszej kolejności wyłapywani przez żydowską policję w getcie wysyłani byli do obozów w myśl hasła "motłoch musi zginąć". Gdyby nawet udało im się uciec natychmiast zdradziłby ich charakterystyczny wygląd i nieznajomość języka polskiego. Żydowskie elity gardziły nimi i wstydziły się, bez żalu płacąc  ich życiem za własne. Podobny stosunek (z domieszką lęku) miały zapewne do polskich chłopów - ludzi ubogich, ciężko pracujących i pobożnych. Autorka wspomnień czytanych w dwójce zapewne po raz pierwszy w życiu zetknęła się z prostymi ludźmi trudniącymi się pracą na roli. Ku swemu zaskoczeniu przekonała się, że to nie żadne egzotyczne, krwiożercze bestie, tylko istoty ludzkie  - w przeciwieństwie do żydowskich elit - gotowe ryzykować życiem dla ratowania innych. Zapach potu i prostej strawy oznaczał odtąd  bezpieczeństwo.

Ten szczegół wskazuje na to, że te konkretne wspomnienia nie były mistyfikacją stworzoną w celach merkantylnych. Autorka niewiele zarobiłaby pisząc ciepło o polskich chłopach, gdyż są szczególnie znienawidzeni przez elity lewicowe, które brzydzą się ubóstwem, pracą fizyczną i pobożnością. Wszystkie rewolucje zresztą chłopów mordowały bezwzględnie i brutalnie, żeby wspomnieć Vandeę, odkułaczanie i hołodomor. W mojej ulubionej kolędzie (Mizerna cicha) śpiewamy "hej ludzie prości, Bóg z wami gości". Doświadczenie często to potwierdza.

Wczoraj znalazłam na wPolityce omówienie artykułu amerykańskiej pisarki i poetki Danushy V. Goski na łamach izraelskiego dziennika "Haaretz" . Zamieszczam kilka fragmentów:
W mojej książce zbadałam, jak ludzie mówią o Holokauście, jego ofiarach i sprawcach. Wielu, ale nie wszyscy z tych, z którymi rozmawiałam mówili o Polakach zupełnie inaczej niż o Niemcach. Odnośnie Polaków używa się słownictwa trzewnego, z widocznymi odniesieniami do świata zwierząt. Np. w pamiętniku Fanii Fenelon z Auschwitz pod tytułem „Gra na czas”. Fenelon pisze, że Polacy wykazują „szczególnie niepokojące” bestialstwo; są „potworami”, „świniami”, „sukami”, „szkodnikami” 
Fenelon opisuje jednego z nazistowskich oficerów: „Boże, jaki był przystojny. Tak przystojny, że dziewczyny instynktownie uruchamiały dawno zapomniane odruchy z innego świata, i palcami poprawiały rzęsy, gryzły usta, by nabrzmiały oraz poprawiały spódnice i koszulki. Pod spojrzeniem tego człowieka znów poczuły się kobietami. Ten nazistowski oficer z lekkością i nieporównywalnym stylem nosił swój mundur. Śmiał się i żartował świadomy swojego uroku”. Tak Fenelon opisała Dr. Josefa Mengele 
"W ten sposób to nie niemieccy naziści tylko prości polscy chłopi stali się wzorem zbrodniarza Holokaustu. Łatwiej jest bowiem zaakceptować, że prości chłopi mordowali Żydów niż, że czyniły to światłe, postępowe, laickie i nowoczesne elity niemieckie, które przecież niemal niczym nie różnią się od dzisiejszych światłych, zachodnich elit"—twierdzi Goska. 
Według niej nazizm i naukowy rasizm nie wyrosły bowiem z wiosek ani kościołów. Tylko z uniwersytetów, miejsca które „miało zrobić z nas wszystkich lepszych ludzi.

Herbert twierdził, że "estetyka może być pomocna w życiu, nie należy lekceważyć nauki o pięknie", ale zupełnie nie przewidział, że argument estetyczny rozstrzygnie kwestię kto jest winien eksterminacji Żydów. Jakie szanse ma polski chłop trudzący się od świtu do nocy w pocie czoła w zestawieniu z zabójczo (w sensie dosłownym) przystojnym dr Mengele w mundurze od Hugo Bossa?

sobota, 3 lutego 2018

Sorry Poland, business is business

Wszystkim, którym opadły szczęki po reakcji Izraela na stwierdzenie oczywistości, że niemieckie obozy nie były polskie, pragnę przypomnieć jak działa żydowska polityka historyczna.
Niektórzy ze straży przyszli do miasta i powiadomili arcykapłanów o wszystkim co zaszło. Ci zebrali się ze starszymi, a po naradzie dali żołnierzom sporo pieniędzy i rzekli "Rozpowiadajcie tak: Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli go gdyśmy spali. A gdyby to doszło do uszu namiestnika, my z nim pomówimy i wybawimy was z kłopotu" Ci więc wzięli pieniądze i uczynili jak ich pouczono. I tak rozniosła się ta pogłoska między Żydami i trwa aż do dnia dzisiejszego (Mt.28, 11-15)
Warto pamiętać, że nienawiść Żydów do Chrześcijan istniała nie tylko na długo przed etnicznymi czystkami II WŚ, ale przed uformowaniem się państwa polskiego. W czasach kiedy żydowscy kupcy zapuszczali się na nasze ziemie po słowiańskich niewolników już nienawidzili Chrystusa i utożsamiali go ze złowieszczym Hamanem z księgi Estery, który planował wymordować Żydów w imperium Perskim. W czasie swojego radosnego święta Purim przywiązywali do krzyża jakieś stworzenie np owcę lub nawet chłopca-goja i znęcali się nad nim jako zastępczym Hamanem- Jezusem, aż wyzionął ducha. Czasem  wykradali hostię celem zbezczeszczenia, albo pastwili się nad krucyfiksem. Naprawdę trudno prostodusznym europejskim umysłem pojąc drogę od Hamana do  Jezusa, brakuje nam talmudycznego treningu.

Patrząc na niektóre zupełnie niewspółmierne reakcje Żydów lub Arabów nabieram podejrzenia, że zwyczaj zawierania małżeństw miedzy pierwszymi kuzynami odbił się niekorzystnie na ich poczytalności i zdrowiu psychicznym w ogóle. A może ta niewiarygodna roszczeniowość, nadpobudliwość i przekonanie, że reszta świata istnieje wyłącznie po to aby im służyć ma jakiś związek z temperamentem? A może to tylko przebiegła taktyka udawania wariata, żeby naiwni Goje zgodzili się na wszystko, aby uniknąć wybuchu szału  i oplucia jadem? Cokolwiek to jest przydaje się w biznesie, zwłaszcza z europejskimi jeleniami pełnymi "chrześcijańskich przesądów" jak trzymanie się prawdy historycznej, uczciwość czy sprawiedliwość.

W dzisiejszym Salonie Dziennikarskim ks. Zieliński opowiedział jak w latach 90-tych podczas wycieczki po Ziemi Świętej arabski kierowca Abdul za każdym razem kiedy podjeżdżał do izraelskiego Check pointu wyciągał spod siedzenia tabliczkę z napisem Biblische Reisen Stuttgart. Na jej widok żołnierze wyprężeni jak struny salutowali i przepuszczali autobus bez kontroli, choć sprawdzali wszystkie inne włoskie, francuskie itp  Kluczem do wyjaśnienia tego fenomenu jest oczywiście biznes. Ofiary obozów i czystek etnicznych nikogo w Izraelu nigdy nie obchodziły. Po wojnie ocaleni z obozów zagłady byli nazywani "mydłem" i traktowani z pogardą. Odszkodowania dostawali wyłącznie od państwa niemieckiego, nigdy od żydowskich organizacji przemysłu holokaustu (vide Holocaust Industry Normana Finkelsteina). Z tą samą pogardą policjanci żydowscy traktowali swoich współbraci w getcie (Spowiedź Calka Perechodnika, Eichman w Jerozolimie Hannah Arendt). Elity żydowskie będą współpracować dokładnie z każdym jeśli można na tym zarobić. Niemcy są faworyzowani, bo dzięki ostatecznemu rozwiązaniu dostarczyli żyły złota, którą można eksploatować do końca świata. My, jako najpoważniejsi konkurenci biznesowi podlegamy najbardziej brutalnej próbie wyeliminowania z rynku.

Mamy jednak asa w rękawie - udział Żydów w komunistycznym horrorze - którego teraz powinniśmy wyjąć, jak słusznie sugeruje prof. Nalaskowski na portalu wpolityce,pl


czwartek, 1 lutego 2018

Żydzi kontra Logos

Czarne chmury zebrały się nad Polską. Nie walczymy jedynie z gromadą nadpobudliwych, rozpuszczonych ponad miarę aroganckich Żydowinów z Izraela, rządem USA siedzącym u nich w kieszeni, pomiotami Hitlera i Stalina i dziwnie bezkarną gromadą miejscowych zdrajców na usługach obcych potęg. Ewidentnie jesteśmy także celem ataku sił ciemności.

Myślę, że każdy katolik powinien przeczytać książkę E. Michaela Jonesa Jewish revolutionary spirit przetłumaczoną na polski jako Gwiazda i krzyż. Autor stawia tezę, że odrzucenie Jezusa przez naród wybrany było zarazem odrzuceniem Logosu, boskiego porządku, racjonalności  świata. Ci, którzy go przyjęli - Żydzi i poganie - stali się nowym Izraelem, ci, którzy odrzucili synagogą Szatana.

Judaizm rabiniczny powstał w opozycji do Chrześcijaństwa i ma niewiele wspólnego z biblijnym - w tym sense żydzi nie są naszymi braćmi w wierze - starszymi ani młodszymi. Talmud unieważnia zapisy Tory np dopuszcza homoseksualizm tłumacząc, że chłopiec lat 9-u nie jest jeszcze mężczyzną, więc biblijny zakaz współżycia mężczyzn ze sobą nie ma zastosowania (i  tak dalej w tym duchu).

W Talmudzie Maria jest nierządnicą, która zadała się z rzymskim żołnierzem zwanym Panthera, a owocem tego związku był Jezus, fałszywy mesjasz, który smaży się we wrzących ekskrementach przez całą wieczność. W tym kontekście obrzucanie nas gównem przez duchowych spadkobierców tej tradycji przynosi nam zaszczyt, umieszcza nas w najlepszym możliwym towarzystwie.

Jeżeli ktoś uważał, że określenie Synagoga Szatana pełne jest retorycznej przesady, teraz chyba nie ma żadnych wątpliwości co do jego trafności.






środa, 31 stycznia 2018

O budowaniu własnej narracji (na temat strat ludności cywilnej podczas okupacji niemieckiej)

Bardzo mnie cieszy duża ilość tekstów na rozmaitych stronach poruszających temat zachowań samych Żydów wobec swoich współbraci podczas niemieckiej okupacji jak np "Dlaczego odpowiedzialność spadła na Polaków" na Frondzie. Widzę z tego, że wielu rodaków ma podobny pomysł na przeciwdziałanie ich kłamstwom, zdecydowanie lepszy niż przekonywanie świata, jak bardzo narażaliśmy się pomagając niewdzięcznym.

Wydaję mi się, że budując własną narrację historyczną powinniśmy przede wszystkim uwolnić od wszystkich obcych wersji. Nie możemy uwewnętrzniać punktu widzenia czy opinii naszych wrogów w mylnym przekonaniu, że mają cokolwiek wspólnego z prawdą historyczną. Pomysł biznesowy o kryptonimie "holokaust" próbowano odpalić już na początku ubiegłego wieku, jednak wobec braku prześladowań Żydów na odpowiednio spektakularną skalę, projekt trzeba było odłożyć. W tym kontekście nie dziwi finansowanie Hitlera przez kapitał żydowsko-amerykański i żydowsko-angielski. Żydowscy bankierzy bez mrugnięcia powieką poświęcili swych ubogich braci ze wschodu, którymi zapewne gardzili nie mniej niż fuerer, aby stworzyć pretekst do dowolnych roszczeń terytorialnych czy finansowych. Efekt przeszedł ich najśmielsze oczekiwania - odkryli żyłę złota. Nikomu nie chodzi o poszkodowanych ludzi, w biznesie nie ma sentymentów, wjeżdżanie potencjalnym ofiarom na emocje - współczucie albo poczucie winy - jest po prostu skuteczną strategią. Tym bardziej nie chodzi o prawdę, bo w cywilizacji żydowskiej takie pojęcie po prostu nie istnieje

"Holokaustianizm" jest nową - po Judaizmie (i marksizmie) - religią Żydów, tak jak poprzednia jest religią krwi - dostępną tylko narodowi wybranemu. W zasięgu jej mitologii Goyim mogą się znaleźć jedynie jako pomocnicy Żydów, jak dobre psy broniące swych panów, ale ich śmierć naprawdę nikogo nie wzrusza. Stąd pomysł, żeby zestawiać śmierć 3 milionów Żydów z 3 mln Polaków  podczas okupacji niemieckiej (lub np z 100 mln ofiar komunizmu), uważają za niedorzeczny. Takie podejście musimy zdecydowanie odrzucić jako chrześcijanie. Śmierć Żyda nie jest jakościowo inna niż śmierć Polaka, jak przekonywała nas onegdaj Barbara Engelking. Z ofiar wojny na terenach dawnej II RP nie wyodrębniamy innych mniejszości narodowych, a przecież np Białoruś straciła połowę populacji. Powinniśmy odrzucić terminy akcentujące wyjątkowość ludobójstwa Żydów jak holokaust czy shoah, jako pojęcia teologiczne ich nowej religii, a nie historyczne.  Używajmy raczej precyzyjnych, neutralnych określeń jak eksterminacja ludności cywilnej polskiej, białoruskiej, żydowskiej. Zamiast "naziści" mówmy niemiecki Wehrmacht, Waffen SS, Luftwaffe, Kriegsmarine , ukraińska SS Galizien itp.

Oddajmy każdemu co się mu należy, uczcijmy ofiary IIWŚ, przywróćmy pamięć o ofiarach komunizmu, napiętnujmy katów, wskażmy ich ideowych następców i obnażmy ich grę , a nade wszystko nie zapominajmy o ludobójstwie dokonywanym dzisiaj na chrześcijanach w Azji i Afryce, Im możemy jeszcze pomóc chociażby uwrażliwiając opinię publiczną. Dobrze by było, żeby ten temat wyparł z przestrzeni publicznej i medialnej wszelkie wątpliwe "pojednania" i "dialogi", naszych polityków gnących się w ukłonach przed aroganckimi Żydowinami, dni Islamu i Judaizmu w Kościele Katolickim itp. Oczywiście Islam jak i Judaizm musimy studiować, żeby wiedzieć z kim mamy sprawę.

Obie te religie nakazują traktowanie "niewiernych" inaczej niż swoich, zezwalają na używanie ich, niewolenie, handlowanie nimi, oszukiwanie, lichwę itp. Istotna różnica polega na tym, że na Islam można się nawrócić i na pełnych prawach wejść do wspólnoty wiernych,  natomiast żeby być pełnoprawnym wyznawcą Judaizmu trzeba się urodzić z matki Żydówki, w każdym innym przypadku pozostaje się Gojem - bydlęciem o ludzkiej twarzy stworzonym przez demony. I tu istotna kwestia dla polityków - czy chcemy takich współobywateli? Dlaczego rozdajemy im paszporty? Czy historia nie nauczyła nas niczego? Oni szanują tylko siłę. Wobec wszystkich narodów, które ich prześladowały i wykopały ze swego terytorium odczuwają respekt. Nami, którzy przyjęliśmy ich gościnnie, gardzą. Jaki jest rachunek zysków i strat wielowiekowego współistnienie - rozpicie chłopów, brak własnego mieszczaństwa, kolaboracyjna elita gotowa układać się z każdym, horror komunizmu, antypolska propaganda... Czy naprawdę chcemy powtórki z tego samego? Niech raczej zostaną w bezcennym Izraelu i tłuką się z Arabami, przy okazji pokazując światu kim są naprawdę.

Szczególny apel kieruję do ludzi Kościoła. Spróbowaliśmy już z nimi "dialogu" i kajania się za nie swoje grzechy. Co to dało? Czas najwyższy zakończyć tę żałosną farsę, wrócić do "Sicut Judaeis non", św. Jana Chryzostoma i św. Jana Ewangelisty. Jest tam ktoś dorosły? Strasznie smutne jest to, że duszpasterze tak skorzy do połajanek wobec wiernych przed żydami, muzułmanami, protestantami i lewactwem wszelkiej maści gną się w paragraf. Ludzie ogarnijcie się to gorzej niż grzech, to błąd!!!


wtorek, 30 stycznia 2018

O skandalu w Auschwitz i co z niego wynika

Od występu Anny Azari - ambasadora Izraela w Polsce - na uroczystości w Auschwitz nie mogę się uspokoić. Poczułam się jakbym dostała publicznie w twarz i nie mogę się odwinąć, ale jednocześnie mam całkowitą jasność w kwestii tzw "pojednań" i "dialogów". Zobaczyliśmy wyraźnie, ze Izrael jest państwem jawnie wrogim, biorącym udział, albo wręcz, orkiestrującym wojnę informacyjną przeciw Polsce.

W takiej sytuacji oczekuję od rządu:
- Odstawienia Anny Azari na lotnisko i załadowanie do najbliższego samolotu oraz uznanie jej za  persona non grata w naszym kraju. Rozumiem, że nie można jej było wyprowadzić za kołnierz bezpośrednio po akcji w Auschwitzu i wyrzucić kopniakiem za bramę, ale reakcja powinna być po czymś takim bardzo stanowcza. Minister Szczerski, ani nikt z władz, nie powinien z nią rozmawiać. 
- Zaprzestania żenujących szopek pt pojednanie polsko-żydowskie, albo komisja dialogu polsko - żydowskiego. Są to zachowania skrajnie infantylne, gdyż Żydom chodzi wyłącznie o biznes, a nie historię. Historia jest jedynie kijem bejsbolowym, jakim bandzior wymusza okup od właściciela sklepu. Żydzi nigdy nie będą naszymi przyjaciółmi z tej prostej przyczyny, że są konkurentami. Chcą naszej ziemi, ewidentnie szykują nam tu nowy Izrael, w którym Polacy będą Palestyńczykami. Plany autonomii żydowskiej istniały już na początku ubiegłego wieku. Żydzi starali się nie dopuścić do powstania niepodległego państwa polskiego urządzając w prasie amerykańskiej wzmożenia i shitstormy podobne do dzisiejszych. Wtedy też po raz pierwszy padła liczba 6 mln zamordowanych Żydów i określenie holokaust. O tej antypolskiej histerii pisze sporo Gilbert Keith Chesterton i te teksty powinniśmy odkopać. Już 12.11.1918 delegacja Żydów zgłosiła się do Piłsudskiego z żądaniem autonomii dla wszystkich gmin żydowskich w Polsce, które zostało stanowczo i zgodnie odrzucone przez wszystkie siły polityczne. Z podobnym projektem zwrócił się Czerniakow - Żyd zasiadający w polskim senacie - w 1939 do Niemców po zajęciu Warszawy. Efektem porozumienia było getto, gdzie Żydzi rządzili się sami, mieli Judenraty, które m.in. sporządzały listy osób do obozów, własną policję i podatki. W efekcie rzeczywiście wielu z nich zginęło nie widząc niemieckiego żołnierza. 90% żydowskich policjantów przeżyło i tylko 10% ich "podopiecznych".
- Wypowiedzenia wszystkich umów na zakup broni z Izraela. Broń od Izraela kupowała Gruzja, a Żydzi przekazali kody do niej Rosjanom podczas wojny w 2008. Skrajnie naiwna wydaje mi się wiara, że nam nie zrobią czegoś podobnego. 
- Bardzo stanowczego sprzeciwu wobec  uchwały 447 przyjętej przez amerykański senat. 
- Zaprzestania dziwnych wizyt całego rządu w Izraelu. 
- Zaprzestania rozdawania Żydom polskich paszportów. 
- Zaprzestania finansowania jawnie antypolskich organizacji i instytucji żydowskich 
- Zaprzestania finansowania antypolskich filmów 
- Zaprzestania ostentacyjnego świętowania żydowskich świąt w polskim sejmie i przestrzeni publicznej 
- Wzmożenia aktywności służb. 
- Nie wyrażenia zgody na organizowanie wycieczek izraelskiej młodzieży do Polski, marszów życia i innych temu podobnych manifestacji obcej potęgi na naszej ziemi 
- Zdelegalizowania loży Bnai brith (czy jakoś tam) 
- Zaprzestania przepraszania przez najważniejsze osoby w państwie za wszystkie błahostki, którymi jakiś Żyd poczuł się urażony. 
- Nie wyrażania zgody na wydarzenia kulturalne, naukowe czy jakiekolwiek inne, które by mogły sugerować związek Polaków z III Rzeszą jak konferencja naukowa "Skreśleni" na Uniwersytecie Wrocławskim. Uczestnicy mogli odnieść wrażenie, ze to polski Uniwersytet Wrocławski jest odpowiedzialny za odebranie tytułów naukowych i zwolnienie Żydów przed wojną. 
Jeżeli rząd nie podejmie działań w tym kierunku, w następnych wyborach głosuje na narodowców. Netanyahu odniósł sukces w napędzeniu im wyborców. A może o to chodziło?



piątek, 26 stycznia 2018

O Kościele z mojej perspektywy (na marginesie odwołania redaktora naczelnego Gościa Niedzielnego)

Pisać  o Kościele to tak jak pisać o własnej matce, każdy żal blednie wobec podstawowego faktu, że jej zawdzięczamy dar życia, dzięki któremu możemy odczuwać cokolwiek i cokolwiek poddawać  krytycznej refleksji. Nie tylko nas nie wyskrobała, lecz także zapewniła - w ramach swoich możliwości -  warunki przeżycia i rozwoju  (co nie zmienia faktu, że silna więź kobiety ze swoim potomstwem składa się z wielu komponentów, a nie wyłącznie z miłości).

Podobnie Kościołowi Katolickiemu wszyscy zawdzięczamy cywilizację (zachodnią/łacińską/europejską/chrześcijańską) charakteryzującą się wolnością słowa, dzięki której możemy go krytykować. Tylko kompletny ignorant może negować wkład Chrześcijaństwa  w rozwój szkolnictwa, nauki, kultury, sztuki, opieki społecznej, prawa (w tym międzynarodowego) i kształtowanie naszej mentalności. Najbardziej zaciekły lewak usiłuje uzasadnić swoje racje posługując się etyką chrześcijańską (albo jej karykaturą). Każdy sprzedajny "ekolog" - świadomie lub nie - parodiuje św. Franciszka. Pomysł, że ludzie są równi wobec Boga i mają wrodzoną godność, która domaga się uszanowania  jest unikalny w dziejach świata.

Wierzący zawdzięczają Kościołowi opiekę duszpasterską i sakramenty, z których pierwszy - chrzest - jest do zbawienia koniecznie potrzebny, jak mnie uczono na religii. Ostatnio, co prawda, słyszy się głosy pewnych duszpasterzy - a nawet najwyższych hierarchów - podważających tę prawdę (Żydzi mają być zwolnieni z takiego wymagania) podobnie jak  nierozerwalność małżeństwa i wysoce nieuporządkowaną naturę aktów homoseksualnych. Nawet jeśli tak się dzieję, mamy do dyspozycji skarbiec 2000 lat niezmiennego nauczania w tych kwestiach, z którego możemy czerpać.



Uświadamiam sobie to bogactwo słuchając historii nawróceń protestantów (i Żydów) wychowanych w przekonaniu, że Kościół jest "nierządnicą babilońską", w krajach gdzie możliwość zapoznania z prawdziwą historią jest utrudniona gdyż, w powszechnej świadomości panuje jej wersja wymyślona na użytek antykatolickiej propagandy. Imponująca jest determinacja i odwaga tych ludzi, którzy poprzez studiowanie historii, teologii i filozofii, wbrew swoim intencjom odkrywają "fullness of faith" w Kościele Katolickim i mimo uprzedzeń "wyssanych z mlekiem matki" nawracają się. Cena jest niewyobrażalnie wysoka, bo często tracą wszystko - mieszkanie, pracę, przyjaciół, a czasem nawet rodzinę. Większość tych historii ma jednak jakiś rodzaj happy endu, bo w owych krajach, gdzie katolik jest dobrem rzadkim, Kościół znajduje dla nich zastosowanie.

Nam urodzonym i wychowanym w wierze katolickiej pewne aspekty związane z czynnikiem ludzkim w Kościele przesłaniają nasze szczęście. Nie mam tu na myśli problemu pedofilii wśród duchowieństwa, bo znam go wyłącznie z mediów lewicowo - liberalnych, choć chodziłam jako dziecko i nastolatka na religię, studiowałam na katolickim uniwersytecie, pracowałam w seminarium duchownym i liceum prowadzonym przez zakonnice - stykałam się wiec z klerem znacznie częściej niż przeciętny katolik.



Jako biegające samopas dziecko (z kluczem na szyi) o zwracającym uwagę wyglądzie zawsze byłam zaczepiana przez zboczeńców. Nie podejmę się nawet przybliżonego oszacowania liczby ekshibicjonistów, którzy się przede mną obnażyli w czasie od początku podstawówki do końca liceum. Jednak nigdy nie byłam obiektem niestosownych awansów ze strony księży, nie znam też nikogo, komu się coś takiego przydarzyło w dzieciństwie. Przypadek zakonnika, który poklepywał licealistki po pupie - o którym jedynie słyszałam ze średnio wiarygodnego źródła  - trudno zaliczyć do pedofilii. Mam podejrzenie graniczące z pewnością, że problem dotyczy raczej skłonności homoseksualnych, nie przypadkiem dawniej zwanych pederastią. Ich powszechność też wydaje mi się przesadzona (choć problem jest niewątpliwie poważny). Pamiętam jak pewna niunia z roku przekonywała księdza chodzącego z nami na wykłady, jak strasznie molestowani są klerycy w seminarium, licząc na jakieś pikantne historie. Ten podrapawszy się po łysiejącej głowie stwierdził z pewną przykrością, że musi ją rozczarować, gdyż jego nikt nie molestował i tonem usprawiedliwienia dodał, że widocznie nie jest atrakcyjny.

Istotnym problemem, z którym się zetknęłam w Kościele jest brak transparentności w katolickich instytucjach i sposób traktowania świeckich współpracowników. Pamiętam swój szok, kiedy na miesięczny objazd naukowy do Włoch, na który wytypowano wyróżniających się studentów pojechały zupełnie inne osoby  i to w tajemnicy przed tymi pierwszymi. Ja także byłam na pierwotnej liście ze względu na zasługi translatorskie dla katedry historii sztuki starożytnej i wczesnochrześcijańskiej. (Jako jedyna na roku interesowałam się starożytnością i znałam niemiecki w stopniu umożliwiającym tłumaczenie tekstów naukowych). Wymaganiem niezbędnym była znajomość języka zachodniego zweryfikowana przez któregoś z pracowników. Spełniwszy ten warunek czekałam na dalszy ciąg - termin wyjazdu koszt itp., lecz zapadła głucha cisza w eterze - słuch po objeździe zaginął. Dopiero po wakacjach dowiedziałam się, że się owszem się odbył, ale pojechali zupełnie inni ludzie wybrani według niejasnych kryteriów. To musiało otworzyć oczy nawet mi, Wilhelminie Naiwnej-i-Prostodusznej, gotowej brać wszystko za dobrą monetę, zwłaszcza w latach 80-tych, kiedy KUL wydawał się wyspą wolności na morzu PRL-owskiego zamordyzmu i dziadostwa. Kolesiostwo katolickie okazało jednak łudząco podobne do komunistycznego.




Wiele lat później przeżyłam kolejny szok, kiedy podczas przyjmowania do pracy w seminarium nie tylko nie podpisano ze mną żadnej umowy, ale nawet nie uznano za godną przedstawienia innym pracownikom. W konsekwencji za każdym razem musiałam tłumaczyć bratu zakonnemu na furcie kim jestem i po co przychodzę. Nie wyglądał na przekonanego i traktował jak mocno podejrzaną postać. Żaden z księży profesorów mijanych na korytarzu nie odpowiadał na pozdrowienie, siostra w kasie odnosiła się jak do uciążliwej żebraczki. Co gorsza w sytuacji kiedy klerycy - wykorzystując moją nieznajomość realiów ich życia - wymyślali coraz nowe powody odwołania zajęć nie miałam do kogo się zwrócić, żeby to sprawdzić. W przypadku choroby zawiadamiałam dziekanat, i informacja o mojej przewidywanej nieobecności tam grzęzła. To wszystko sprawiło, że przyprawiono mi gębę mętnej, niesolidnej postaci migającej się od pracy, za którą biorę pieniądze. Ilekroć usiłowałam wyjaśnić sprawę rektorowi,  nie zastawałam go w godzinach przyjęć. Pani w rektoracie udzielała mętnych wyjaśnień i otwarcie zarzucała mi kłamstwo (że jestem pracownikiem), a ja, będąc zatrudniona na gębę, nie mogłam udowodnić prawdziwości swych słów.

Nie będę się tu rozpisywać o mentalności kleryków, ich "byciu poza dobrem i złem" i stosunku do kobiet naznaczonym widocznym poczuciem wyższości, gdyż wyczerpałam temat w tekście "Człowiek drogą Kościoła, czyli o kobiecie w seminarium" opublikowanym na tym blogu.  Wspomnę jednak o zupełnym braku zrozumienia ze strony osób duchownych i konsekrowanych dla realiów życia świeckich. Odnosiłam wrażenie, że po prostu zakładają, że tak jak oni, mamy mieszkanie i wyżywienie za darmo, a pieniądze bierzemy wyłącznie na drobne wydatki, motywowani chciwością. Siostry zakonne, mimo wielu pięknych deklaracji, robiły wrażenie zupełnie pozbawionych empatii w stosunku do współpracowników. Kiedy zaczęłam mieć kłopoty ze zdrowiem potraktowały to jako akt złej woli i nie przedłużyły umowy na następny rok (przez 6 lat pracowałam na czas określony, co roku podpisując nową umowę).

Wiele lat powierzałam Bogu te doświadczenia, w nadziei uwolnienia się od goryczy, co jednak nie do końca się udało. Wspomnienia wróciły kiedy usłyszałam o zwolnieniu redaktora naczelnego "Gościa Niedzielnego" bez podania powodów. Nie jestem stałą czytelniczką tego pisma, ale wiem, że pozycję lidera tygodników opinii zawdzięcza właśnie owemu zdolnemu księdzu (nie pamiętam nazwiska). Semka i Terlikowski napomknęli na tłiterze, że biskup Skworc odwołał go pod naciskiem nuncjusza, pod zarzutem braku należytego entuzjazmu dla obecnej linii Watykanu (wywiad z o. Kowalczykiem SJ w ostatnim numerze był chyba ową kroplą przelewającą kielich goryczy). Zachodzi obawa powtórki z uwalenia  Uważam,rze. Popularność tygodnika wynikała przecież z trzymania się katolickiej ortodoksji i ostrożności wobec nadmiernie "postępowych" pomysłów. Przypadek Uważam,rze był ewidentnie wrogim przejęciem, nasuwa się pytanie czy  tak będzie z Gościem Niedzielnym. Jeśli pójdzie drogą Tygodnika Powszechnego ciemno widzę jego poczytność.

Piszę te uwagi całkowicie wolna od jakiejkolwiek osobistej sympatii wobec redakcji Gościa Niedzielnego, wręcz przeciwnie - wznoszę się ponad swoją niechęć. Miałam z nimi do czynienia co najmniej dwukrotnie - raz wysłałam tam tekst o samotności, a drugi CV i list motywacyjny w odpowiedzi na ogłoszenie. Za pierwszym razem zignorowali mój artykuł, który opublikowany w innym piśmie stał się hitem, z rekordową liczbą listów czytelników i  równie żywą reakcją na przedruk w internecie. Pomyślałam wtedy raczej niekorzystnie o rozeznaniu redaktorów, co jest ważnym i "biorącym" tematem, a nawet przypisałam im niskie intencje (zazdrość). Za drugim razem zaszczycili mnie odmową w formie elektronicznej, okraszoną życzeniami znalezienia innej posady. Podobnie pożegnała mnie onegdaj siostra dyrektor zwalniając z pracy w liceum. Nie wiem kim trzeba być, żeby nie widzieć okrutnej ironii tych słów zważywszy okoliczności.

Pamiętam czas, kiedy roiłam o nawiązaniu stałej współpracy z jakimś pismem katolickim. Sukces wspomnianego wyżej tekstu ożywił te przyjemne fantazje. Zorganizowano nawet spotkanie zatytułowane "wierność powołaniu", który to tytuł miał się nijak do mojego artykułu, ale pozwalał pomieścić drugiego, zdecydowanie faworyzowanego gościa, autorkę tekstu o małżeństwie. Temat i treść bardzo podobał się redakcji i zapewne przyczynił się do zapoczątkowania współpracy owej Pani ze środowiskiem. Moje marzenie spełniło się w życiu innej osoby, jak to czasem bywa..
Jak na ironię pewien znajomy zakonnik przysłał mi link do nagrania z jej wykładu o.......samotności. Tak gruby nietakt przypisałam niedostatkom wyobraźni owego znajomego. Braku inteligencji nie można zarzucić autorce. Sprytnie "przejęła mój temat" nie zaznaczając w tytule, że mówi wyłącznie o samotności w małżeństwie. O najbardziej bolesnym, społecznym jej aspekcie - zmarginalizowaniu lub wykluczeniu, także z życia Kościoła - oczywiście nie miała pojęcia. Fakt, że o samotności może w Kościele, wypowiadać się żona i matka trojga, raczej niż osoba znająca temat z autopsji jest dobrą ilustracją problemu.

Promotor mojej pracy doktorskiej zarzuca mi stale publicystyczny styl krzywiąc się przy tym niemiłosiernie. Ostatnio posunął się nawet do stwierdzenia, że byłabym świetną dziennikarką. Tak, Panie Profesorze, ja również podzielam to przekonanie. Niestety wszystkie media do których zwróciłam się w tej sprawie były odmiennego zdania. Jak poucza nas Kościół powołanie to wypadkowa między zdolnościami człowieka a potrzebami społeczeństwa. Można mieć nie wiem jak rzadkie talenty i  świetne wykształcenie, ale jeśli nie ma społecznego zapotrzebowania trzeba się przestawić. Obecnie na rynku pracy nie ma praktycznie ofert dla ludzi wykształconych (pomijam lekarzy, informatyków i managerów), te które się czasem pojawiają są fikcyjne, bo miejsce zawsze przeznaczone jest dla swoich niuniów. "Konkurs na stanowisko" jest farsą, podczas której komisja i z góry upatrzony kandydat nieźle się bawią kosztem naiwnych jeleni przygotowujących się przez tydzień, żeby odegrać rolę zasłony dymnej dla oczywistej korupcji.

Dojrzewam do zmiany podejścia. Wypatrzyłam dwie interesujące oferty - rekwizytor w operze i dojarz oborowy na Uniwersytecie Przyrodniczym,  W obu przypadkach wymagane jest wykształcenie zasadnicze zawodowe. W kwestii kwalifikacji mogę to i owo ukryć w CV, ale co ze stażem pracy? W państwowych instytucjach wymagają jego udokumentowania. Wyszłoby wtedy na to, że bez matury pracowałam w szkolnictwie jako nauczyciel. Pocieszam się, że jeśli mój nowy zamysł jest zgodny z wolą Bożą, na pewno się powiedzie.

Jestem świadoma goryczy przebijającej z tego tekstu, a także zazdrości wobec nawróconych anglikanów, baptystów i innych metodystów, dla których miejsce w życiu Kościoła w końcu się znajduje. Nie zamierzam jednak nic zmieniać, ani wygładzać. Pozwolę sobie na luksus nie udawania kogoś lepszego niż jestem.


















sobota, 6 stycznia 2018

O rytualnych połajankach u wrocławskich dominikanów

Dziś w Święto Objawienia Pańskiego potocznie zwane Trzech Króli zostałam znowu uraczona u dominikanów porcją zwykłych połajanek w wykonaniu ojca przeora, które muszę odreagować, żeby bezsilna złość nie gromadziła się w mojej skłonnej do gniewu duszy.

Zacznę od końca tzn uwagi końcowej ojca przeora, który przez całą mszę powstrzymywał się od dawania do zrozumienia wiernym, jak bardzo są gorsi od niego. Na koniec jednak pofolgował swojej upierdliwości i przestrzegł nas, żebyśmy się dobrze zastanowili, zanim oznaczymy kredą drzwi naszych domów, bo to będzie znak objawiający światu obecność chrześcijan i gotowość niesienia pomocy ("uchodźcom" zapewne).

Jest więcej takich zobowiązujących znaków proszę ojca przeora - krzyż na wieży kościoła, biały dominikański habit i hasło veritas, o przekazywaniu owoców kontemplacji nie wspominając. Jak one się komponują z ojcem G. gotowym na każde wezwanie TV WSI, zawsze głoszącym poglądy miłe wrogom Kościoła (a bezsilny prowincjał jakoś nie może zamknąć mu dzioba). Ciekawe kawałki opowiadał o nim o. Wyszyński (były?) na YouTube, nie tylko zresztą o nim. Nie jestem oczywiście w stanie zweryfikować ich prawdziwości, ale podobne treści przebijały  także z innych źródeł. Ojciec G. himself wyznał, że kilku braci wyraziło chęć, aby go "przelecieć", cokolwiek by to miało znaczyć. Wyszyński wspomina o imprezach połączonych z homoseksualną rozpustą, mistrzach nowicjatu (o ile dobrze pamiętam) podglądających swoich podopiecznych podczas kąpieli, propozycjach zrobienia mu tzw "laski" wygłoszonych przez starszego brata itp. Nie bardzo widzę, jak komuś reprezentującemu takie środowisko wypada uderzać w tony moralnej wyższości wobec wiernych. My ciemny lud, który święci nasze abominacyjne jajka w Wielką Sobotę, równie efektownych grzechów nie popełniamy, ale też nie aspirujemy do takiego stopnia postępu gejowsko-otwartego-na-uchodźców.

Ktoś mi może zarzucić, że opieram moje uwagi na nie sprawdzonych informacjach, ale tak się składa, że jestem jedną z niewielu osób świeckich, która miała sporo do czynienia z duchowieństwem i osobami konsekrowanymi z racji swojej pracy. Opisałam te doświadczenia na tym blogu  (O kobiecie w seminarium). Nie zetknęłam się wprawdzie z hardcorem jak z relacji o.Wyszyńskiego, ale za to z niebotyczną arogancją, poczuciem bycia poza dobrem i złem, lekceważeniem świeckich współpracowników, o specyficznym stosunku do kobiet nie wspominając. Także w szkole prowadzonej przez siostry zakonne typowe babskie przywary, jak zazdrość czy plotkarstwo, nie wydawały się szczególnie energicznie zwalczane. Mam wrażenie, że przeciętna świecka chrześcijanka (a nawet poganka) zadaje sobie więcej trudu, aby się ponad nie wznieść.  Pamiętam swój szok, że ci wszyscy ludzie, których my świeccy uważamy za lepszych od siebie, nie tylko tacy nie są, ale też nie robią żadnego wysiłku, żeby być i patrzą na nas jak na naiwnych jeleni.

Ojciec przeor nie pominął też okazji, żeby wytknąć nam nasz czarnosecinny, wyssany z mlekiem matki antysemityzm. Oświadczył, że to my zostaliśmy wszczepieni w Izrael, zapomniał przy tym dodać, że "lud pierwszego wybrania" w większości Chrystusa odrzucił i wydał na śmierć. Tym samym pozostawił nas z przekonaniem, że jako Chrześcijanie jesteśmy prawie równie dobrzy jak prawdziwi Żydzi, choć nie do końca (tylko młodszymi braćmi w wierze będąc). Idąc dalej tym tokiem rozumowania Chrześcijaństwo jest wobec Judaizmu podrzędne i to my musimy martwić się o nasze zbawienie, a nie Żydzi.

No cóż, zawsze mnie uczono na religii, że chrzest jest do zbawienia koniecznie potrzebny i że Kościół jest Nowym Izraelem i nie ma już w nim Żyda ani Greka, niewolnika ani wolnego itd. Widocznie była to jakaś inna religia, zarzucona w ostatnich czasach, zapomniana jak wielce użyteczny, oparty na rzetelnym rozeznaniu (a nie myśleniu życzeniowym) dokument "Sicut Judaeis non" określający jak  powinny wyglądać stosunki Chrześcijan i Żydów dla dobra obydwu stron.

wtorek, 18 kwietnia 2017

Zgryźliwie o świątecznej porcji herezji u dominikanów

Podczas wigilii paschalnej u wrocławskich dominikanów o. Andrzej Kuśmierski (o ile dobrze pamiętam nazwisko) tak rozwinął myśl św. Pawła "nie ma już niewolnika ani wolnego, Żyda ani Greka, mężczyzny ani kobiety, Tuska ani Kaczyńskiego, muzułmanina ani buddysty, Biedronia ani Grodzkiej". Na te słowa kaznodziei wyrwało mi się "pierdzielisz facet" aż kilka osób gwałtownie odwróciło się w moim kierunku z wyrazem dezaprobaty dla tej niewczesnej spontaniczności..

Nie wydaje mi się możliwe, żeby o. Kuśmierski nie zdawał sobie sprawy, że manipuluje tekstem dość bezwstydnie. Zanikanie podziałów, o którym mówi św. Paweł dokonuje się w Chrystusie wśród tych, którzy go przyjęli i w tym sensie nie byłoby żadnej różnicy między nawróconym buddystą a muzułmaninem. Związek pozostałych osób wymienionych z nazwiska z tematem pozostaje o wiele luźniejszy. Polityka nie jest naturalnym środowiskiem pięknoduchów, tylko ludzi stosujących nie zawsze czyste chwyty. Jednak jedni robią to w imię dobra wspólnego inni jedynie dla własnej kariery, a są też tacy, którzy zostali wynajęci przez podmioty zewnętrzne do celów inżynierii społecznej czyli przeprowadzenia rewolucji obyczajowej "w naszym nieszczęśliwym kraju" i w ramach dealu  z mocodawcami godzą się np. udawać kobietę lub eksponować swoje nieuporządkowanie seksualne.

Wszyscy oni potrzebują nawrócenia, trudno jednak ignorować różnicę między wiernością  a zdradą. Nawrócony zdrajca i jurgieltnik też ma szansę, ale póki trwa w swojej zatwardziałości znacząco różni się od kogoś, kto lojalnie służy swojemu krajowi, a nie zewnętrznemu mocodawcy. Prawo karne też taką różnicę zauważa i przewiduje daleko idące konsekwencje.

Można by bronić o. Kuśmierskiego twierdząc, że zapomniał dodać "po nawróceniu nie ma różnicy...", tylko czy rzeczywiście zapomniał?

W poniedziałek wielkanocny nawet ucieszyło mnie pojawienie o.Marcina Mogielskiego z jego nieco wymuszonym entuzjazmem (kontrastującym z przemęczeniem przeora  na mszy niedzielnej),  aż do momentu kiedy zdałam sobie sprawę czego owa radość dotyczy. Otóż zdaniem o. Marcina wszyscy zostaniemy zbawieni i nikt nie będzie potępiony. Kościół Katolicki oznacza po prostu wszystkich ludzi na Ziemi. Więc dlaczego, drogi ojcze Marcinie, 4 katechumenów przyjęło chrzest (+komunię i bierzmowanie) w noc paschalną i wszyscy śpiewaliśmy "gloria" z tego powodu? Dlaczego proszono nas o modlitwę, aby wytrwali na drodze? Przecież bez tego także byliby członkami Kościoła Katolickiego i mieli dokładnie takie same szanse zbawienia jak ochrzczeni!
W imię czego te wszystkie nawiedzone kobiety nie załapały się na związek natury romantyczno-seksualnej z rozwodnikami, księża wytrwali w czystości mimo namiętności do kogoś, homoseksualiści powstrzymali się od kopulowania z osobami tej samej płci, pedofile nie pofolgowali swoim skłonnościom chociaż mieli okazję i mogli liczyć na bezkarność? Dlaczego Ci, którzy jednak upadli, żałowali za grzechy i pokutowali latami? Po jaką cholerę pytam, jeśli to w gruncie rzeczy nie ma żadnego znaczenia?

Mocną stroną nauki Kościoła Katolickiego zawsze była spójność i logiczna konsekwencja wyraźnie widoczna dla ludzi trafiających do niego z daleka, a także niezmienność i niezłomność wobec żądań świata. Pewna nawrócona ateistka z programie Journey home w EWTN na pytanie, co ostatecznie przekonało ją do KK odpowiedziała, że kwestia antykoncepcji. Widząc zaskoczenie prowadzącego wyjaśniła, że w atmosferze medialnej nagonki na Kościół z powodu przypadków pedofilii (prawdziwej i urojonej) wśród księży każda ziemska instytucja byłaby skłonna do kompromisów w "pomniejszych" kwestiach. Fakt, że tak nie jest dowodzi, że Kościół jest czymś więcej niż ziemską instytucją.

W Wielki Piątek nie usłyszałam wyraźnie wyartykułowanej modlitwy o nawrócenie Żydów. Czyżby więc nie miało znaczenia czy uznajemy w Jezusie Mesjasza, a nawet Boga czy też przyjmujemy za Talmudem że jest on bękartem ze związku ladacznicy z rzymskim żołnierzem, smażącym się w piekle we wrzących ekskrementach przez całą wieczność? Rozumiem, że którąkolwiek wersję przyjmiemy, nasza droga do zbawienia jest równie prosta. Przyznam, że dla mnie ograniczonej nawykiem logicznego myślenia rzecz jest nie tylko absurdem i bluźnierstwem lecz także sabotażem (subwersją czy jak go zwał).

Drodzy dominikańscy pięknoduchowie, którzy tak kochacie Żydów, muzułmańskich "uchodźców"  i innych ulubieńców lewicy, a tak nie lubicie polskich katolików z ich denerwującym zwyczajem święcenia pokarmów w Wielką Sobotę, zastanówcie się nad logicznymi konsekwencjami waszych słów. Może przyjmowanie pieniędzy Sorosa z Fundacji Batorego jest równie wątpliwym interesem jak działania o. Konrada Hejmo na rzecz utrzymania tygodnika wDrodze? Może cena jest niewspółmierna do korzyści?

















niedziela, 16 października 2016

Bulla Benedykta XIV "A quo primum" z 1751, a żydowska polityka historyczna

Zamieszczam obszerne fragmenty bulli "A quo primum" Benedykta XIV z 1751 wyrażającej zaniepokojenie papieża liczbą Żydów w Polsce i ich nadmiernymi wpływami.

"Ilość żydów znacznie się powiększyła w Polsce. Mianowicie pewne miejscowości, osiedla i miasta, otoczone niegdyś wspaniałymi murami (czego dowodzą obecnie ruiny), i które, jak dowiadujemy się ze starych, wciąż istniejących list i rejestrów, były zamieszkane przez dużą ilość chrześcijan, obecnie są zaniedbane i w brudnym stanie i są zamieszkane przez wielką ilość żydów i niemalże pozbawione chrześcijan. Poza tym w tymże królestwie jest pewna ilość parafii, w których ludność katolicka bardzo się zmniejszyła. Konsekwentnie dochód z tych parafii, skurczył się do tego stopnia, że zachodzi niebezpieczeństwo, iż zostaną pozbawione księży. W dodatku cały handel artykułami ogólnego użytku, jak napoje, a nawet wina, jest w rękach żydowskich. Pozwala im się także administrować publicznymi funduszami. Oni są dzierżawcami karczm i gospodarstw wiejskich, a także nabywają majątki ziemskie. We wszystkich tych wypadkach oni (żydzi) nabywają uprawnienia właścicieli dworów nad nieszczęśliwymi chrześcijańskimi robotnikami rolnymi; i korzystają oni nie tylko ze swych uprawnień w bezlitosny i nieludzki sposób, zmuszając chrześcijan do uciążliwej i męczącej pracy przez nakładanie na nich nadmiernych ciężarów, lecz w dodatku poddają chrześcijan karom cielesnym, jak bicie i zadawanie ran. A więc ci nieszczęśliwi ludzie są w stanie poddaństwa względem żyda tak, jak niewolnicy są zdani na kaprysy ich władcy i pana. Prawda, że jeżeli chodzi o wykonanie kary, to żyd musi odnieść się do chrześcijańskiego oficjalisty, któremu ta funkcja jest powierzona. Z chwilą jednak, gdy oficjalista jest zmuszony podporządkować się zarządzeniom żydowskiego pana pod rygorem utraty stanowiska, tyrańskie rozkazy żyda muszą być wykonane.

Dowiedzieliśmy się, że zarząd funduszami publicznymi, dzierżawa zajazdów, dóbr i gospodarstw wiejskich jest w rękach żydowskich, ku wielkiej krzywdzie chrześcijan pod wieloma względami. Lecz musimy także zwrócić uwagę na inne skandaliczne anomalie, po dokładnym zbadaniu których, zobaczymy, że anomalie te mogą stać się źródłem jeszcze większego zła i bardziej rozpowszechnionej ruiny niż te, o których już wspomnieliśmy. To jest sprawa brzemienna w poważne konsekwencje, że żydzi są dopuszczeni do arystokratycznych domów w charakterze pełnomocników lub zarządców w zakresie spraw domowych lub gospodarczych. A więc żydzi żyją na warunkach zażyłej poufałości pod tym samym dachem, co i chrześcijanie, których traktują w arbitralny sposób, nie ukrywając swej dla nich pogardy. W miastach i innych osiedlach żydzi są wszędzie widziani wśród chrześcijan; i, co jest bardziej pożałowania godne, żydzi wcale nie obawiają się angażować chrześcijan obu płci w charakterze służby domowej. W dodatku, żydzi, zaangażowani w przedsiębiorstwach handlowych, kumulują z tych przedsiębiorstw olbrzymie masy pieniędzy i przez nadmierny lichwiarski wyzysk dążą do systematycznego pozbawienia chrześcijan ich dóbr i własności. Chociaż żydzi jednocześnie pożyczają pieniądze od chrześcijan na niezwykle wysokie oprocentowanie, a synagogi ich służą jako zabezpieczenie spłaty, to jednak nie trudno jest zrozumieć powody ich postępowania. Po pierwsze żydzi uzyskują od chrześcijan pieniądze, które, po zaangażowaniu w handlu, przynoszą im dochód, pozwalający na spłatę zgodzonych procentów, a poza tym pieniądze te pomnażają ich własny dobrobyt. Po drugie oni pozyskują sobie tylu protektorów, opiekujących się synagogami i żydami, ilu mają kredytorów."
Na stronach żydowskich, na których wymienione są wszystkie dokumenty papieskie dotyczące Żydów, ta konkretna bulla jest pominięta. W nocie na temat Benedykta XIV w encyklopedii żydowskiej - wśród informacji o dokumentach na temat chrztu Żydów - jest krótka wzmianka, że w liście do biskupów polskich wziął ich w obronę kiedy w Rzeczypospolitej wybuchły prześladowania...  Liczba 6 milonów tym razem nie pada (aż dziw!)

Klasyczne radio Erewań - prześladowania, z tym że Chrześcijan przez Żydów, których niedoli papież pragnie ulżyć uświadamiając polskich hierarchów czym grozi żydowska dominacja ekonomiczna w społeczeństwie. Przyszłość przyznała mu rację! Zawsze mnie zadziwia ile mądrości Kościół Katolicki zgubił po drodze (albo wstydzi się jej używać).

Ta konkretna bulla jest dla mnie przypadkiem instruktażowym jak działa żydowska polityka historyczna. To nic, że dokument istnieje, jest powszechnie dostępny w internecie po polsku, angielsku, włosku i łacinie (a w innych językach europejskich zapewne też), ale ponieważ pokazuje Żydów jako prześladowców, a nie ofiary, albo się go pomija milczeniem, albo zmienia znaczenie o 180 stopni, czyli ordynarnie kłamie. Uczmy się z kim mamy do czynienia!


sobota, 15 października 2016

"Guwernantka", czyli o aktualności bulli Sicut Judeis non

Obejrzałam wczoraj film niejakiej Sandry Goldbacher (scenariusz i reżyseria)  p.t. Governess (https://www.youtube.com/watch?v=E6O7vU9PQhU). Miałam wprawdzie ochotę iść spać, ale toksyczni sąsiedzi zakłócali tzw. mir domowy i ciszę nocną zarazem, więc wezwałam policję i czekając na interwencję przeglądałam Internet w poszukiwaniu przyjemnego filmu kostiumowego. Rzeczona "Guwernantka" na takiego właśnie widza czyhała.

Historia jest taka, że dziewczę z zamożnej rodziny żydowskiej traci ojca i krewni pragną wydać ją za handlarza rybami. Dziewczęciu taki pomysł się nie podoba i postanawia zostać guwernantką. Wymyśla sobie chrześcijańskie imię, angielsko brzmiące nazwisko i nową tożsamość - wszystko to napawa ją szczerym obrzydzeniem. I tak "under false pretences" zwala się na glowę szlacheckiej rodzinie katolickiej w Szkocji, gdzie również wszystko budzi jej wstręt - zapierający dech w piersiach krajobraz, intensywna zieleń, pożywne i elegancko podane jedzenie, a nade wszystko krucyfiks w pokoju i modły w domowej kaplicy.

Rosina - bo takie jest jej prawdziwe imię - sprawnie oszukuje znudzoną panią domu, pacyfikuje rozkapryszoną córkę za pomocą kilku gróźb, uwodzi pana domu przy okazji pomagania mu w pracy (nad rozwojem fotografii), a potem także jego syna. Na odchodnym prezentuje gojom nagie zdjęcie ojca i męża, żeby nikt nie miał żadnych wątpliwości i w swoim żydowskim stroju dumnie opuszcza rodzinę, którą właśnie zrujnowała.Wraca do swoich i zaczyna karierę fotograficzną, która "pozwala jej zapomnieć".

Wielu internautów pisze, że film jest piękny, niektórzy porównują go do twórczości Bergmana. Dla mnie jest ohydny, a na jego uwodzicielską stronę audio-wizualną jestem dziwnie odporna.
Najbardziej zirytowało mnie sięganie po gatunek, który w jakimś stopniu opierał się psuciu przez wiadome podmioty - film kostiumowy, gdzie jeszcze czasem zachowała się czystość, odwaga, wierność itp. zapewne pod wpływem pierwowzorów literackich. One również są psute na potęgę (vide Lady Audley's Secret), ale niektórzy przytomni reżyserzy i scenarzyści rozumieją  czego szuka widz i nie usiłują poprawiać klasyki.

Sandra Goldbacher zatęskniła za żydowską Jane Eyre i stworzyła karykaturę skromnej,czystej, dzielnej i uczciwej bohaterki Charlotte Bronte. Żydowska wersja nie jest zaprawiona w trudach życia jak jej angielski pierwowzór, tylko wychowana w dobrobycie, skromność też nie należy do jej cnót. Czarna suknia, którą nosi przez cały film odsłania dekolt, plecy i ramiona w stopniu nie spotykanym w tej epoce, a już na pewno nie wśród Żydów. Scenarzystka i reżyserka w jednym chce nas jednak przekonać, ze Żydówki - w przeciwieństwie do Chrześcijanek - zawsze były wyzwolone i bezpruderyjne. Oto dziewicza jeszcze Rosina widząc zachwyt mężczyzny nad jej bosą stopą (podczas pozowania do fotografii) podnosi powoli spódnicę, żeby mógł zobaczyć (i dotknąć) więcej. Kiedy zaszokowany chce się wycofać z tej zabawy, całuje go w usta. Widz ma wrażenie, że nie jest to wyraz uczucia ani nawet pociągu tylko eksperymentowanie na gojach. W związku z tym widzimy w filmie dużo męskiej golizny - dziwnie bezbronnej - "obrabianej" przez bohaterkę.

Najobrzydliwszy jednak jest dla mnie nachalnie manifestowany wstręt, do wszystkiego co chrześcijańskie. Podziela go nawet młody syn rodziny, który zakochuje się z Żydówce właśnie dlatego, ze jest inna niż znane mu kobiety. Wszystko w tym filmie jest ahistoryczne, skrajnie nieprawdopodobne i wydumane. Autentyczna wydaje się jedynie odraza autorki do gojów, ich religii i kultury, którą zresztą usiłuje swoim filmem zatruć.

Nieźle byłoby wrócić do wytycznych bulli Sicut judaeis non, która z jednej strony zabrania zabijania, i okradania Żydów, zakłócania ich świąt i niszczenia cmentarzy, ale z drugiej zakazuje im psucia chrześcijańskiej kultury. To wydaje mi się właściwy modus vivendi oparty na realistycznej ocenie specyfiki mentalności żydowskiej. Czy w Watykanie ktoś jeszcze o tym dokumencie pamięta?