Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jezus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jezus. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 marca 2026

O talmudycznym sposobie myślenia i braku suwerenności

Niedziela wieczór. Siedzę sobie dość poirytowana wymianą komentarzy pod pewnym wywiadem z Barbarą Stanisławczyk na temat jej opus magnum "Bękarci Judaizmu" (którą to książkę już kupiłam, ale jeszcze nie zaczęłam czytać). Coś mnie podkusiło, żeby wypowiedzieć się na temat Lutra i "sola scriptura" w odpowiedzi na czyjś komentarz.

Ten ktoś - ewidentnie kompetentny w tej dziedzinie - odpisał bardzo kulturalnie, ale ujawnił tak przedziwną pokrętność interpretacji Pisma Świętego charakterystyczną dla protestantów, że nie mogę ochłonąć. To jak trucizna działająca z opóźnieniem wpuszczona do krwioobiegu.

Nie chcę mi się powtarzać tutaj całej wymiany, powiem tyle, że według mojego respondenta dowodem na zbawienie przez wiarę jest Abraham i Rahab. O ile dobrze pamiętam (a nie chce mi sie sprawdzać), Bóg obiecał Abrahamowi, że jego potomstwo będzie liczne jak gwiazdy na niebie oraz rozległy obszar ziemi (którą to obietnicę państwo Izrael, założone w 1948 r., odnosi do siebie). Rahab natomiast, przechowawszy izraelskich zwiadowców, uzyskała od nich (nie od Boga) zapewnienie, że po zdobyciu Jerycha ona sama i jej rodzina będzie oszczędzona, jeśli wywiesi w oknie czerwoną wstegę czy coś. Gdzie tu jest mowa o zbawieniu? 

Tymczasem w ewangeli św Mateusza są przytoczone słowa Jezusa dokładnie na ten temat. To dobrze znana dłuższa wypowiedź w której Jezus "podaje pytania/zadania egzaminacyjne". Zbawieni będą ci, którzy dali mu jeść, kiedy był głodny, pić, kiedy był spragniony, odziali, kiedy byl nagi, ugościli w podróży, odwiedzili w więzieniu itp. Natomiast potępieni, ci, którzy tego nie zrobili. Jedni i drudzy są zdziwieni, bo nie przypominają sobie spotkania z nim osobiście. Na co Jezus wyjaśnia, że "cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili".

Rzecz jest wyłożona jak krowa na miedzy. Jak bardzo talmudyczny trzeba mieć umysł, żeby ten fragment ewangeli zignorować, a szukać nadziei zbawienia przez samą wiarę w historii Abrahama, a zwłaszcza Rahab!

E.Michael Jones nazywa protestantów "judaizers" albo "judaizing christians", czyli utożsamiającymi się z Żydami. Teraz widzę jasno, że ma rację nie tylko w odniesieniu do Cromwella i jego siepaczy, lecz także luteran, o chrześcijańskich syjonistach  nawet nie wspominając.

I tak dochodzimy znowu do współpracy gojsko-izraelskiej, której niektórzy - nie ludzie to lecz wilki - rzucają kłody pod nogi. Np taki Joe Kent  "antiterrorist director" mianowany przez Trumpa złożyl rezygnację ze swojego stanowiska, gdyż nie mógł z czystym sumieniem brać udziału w hucpie wywołanej bez żadnej innej przyczyny niż presja/lobbing Izraela.

W wywiadzie udzielonym Tuckerowi Karlsonowi https://youtu.be/1cbw1utqzHg wyjaśnia, że nie bylo żadnego bezpośredniego zagrożenia ze strony Iranu i że miał ogromne trudności z dotarciem z tym przekazem do ucha prezydenta w przeciwieństwie do "various Israeli officials" intensywnie lobbujących za wojną. Podawać nazwisk nie chciał...

Karlson zapytał go w jaki sposób można wywrzeć presję na prezydenta USA, by wbrew obietnicy wyborczej i interesowi swego państwa wdał się w wojnę służącą wyłącznie zależnemu od niego sojusznikowi. Kent, oprócz lobbingu, wymienił groźbę zamachu na życie jego samego, lub członka rodziny...

W tym kontekscie pojawił się wątek Charliego Kirka. Agencja FBI zakazała sprawdzania śladów tego zamachu prowadzących za granicę. Na jakiekolwiek zapytania w tej sprawie ze strony dziennikarzy reaguje histerycznie. Bardzo trudno nie odnieść wrażenia, że to sprawka Mossadu. Charlie King bowiem wycofal sie z popierania "sprawy izraelskiej", co kosztowało go utratę hojnych sponsorów, a być może także życia...

W odpowiedzi na pytanie o wyjście z tej sytuacji Kent stwierdził, że należy rozmawiać z Izraelem przez "nowy zespół dyplomatów" bez podwójnego obywaelstwa i postawić rzecz na ostrzu noża: atakujecie bez naszej zgody, wstrzymujemy wsparcie finansowe i militarne (o ile dobrze pamiętam).

Tymczasem podwójne obywatelstwo mają dwaj główni negocjatorzy Trumpa Stephen Vitkov i Jared Kushner i raczej nietrudno zgadnąć gdzie leżała lojalność tych panów podczas rozmów pokojowych z Iranem w Omanie. Ewidentnie ich celem nie było osiągnięcie pokoju lecz rozpętanie wojny.

Kent przypomniał też o wcześniejszych wojnach w regionie również rozpoczętych na podstawie falszywych informacji podsuwanych przez izraelski wywiad. Wojnę w Iraku - w której sam walczył - ocenił jako katastrofę. W tej wojnie walczyli i ginęli nasi rodacy! Za co? Żeby wszystkie państwa sąsiadujące z bezcennym Izraelem były  zdestabilizowane i niezdolne do obrony! Warto było?

Miał także kilka uwag co do traktowania ludności cywilnej przez sojusznicze siły zbrojne, które - nawiasem mówiąc - korzystając z zamieszania zajeły już pół Libanu i to nie koniec. Do Iranu się nie kwapią, niech glupie amerykańskie goje tam wschodzą, skoro Kurdowie nie chcą. A przede wszystkim niech ciągły ostrzał niszczy infrastrukturę i w końcu doprowadzi kolejny kraj w regionie (po Iraku, Syrii, Libanie i Libii) do stanu upadłości.

Wszystkie te koszmarne informacje nieco mnie jednak pocieszają. Okazuje się bowiem, że nie tylko nasza nieszczęśliwa ojczyzna jest niesuwerenna i rządzona przez jawnych zdrajców, ale największe mocarstwo świata też!

niedziela, 28 września 2025

O dziwnych objawach na starość

Zastanawiałam się dzisiaj we śnie w jakim procencie jestem Irlandką (było mi to do czegoś potrzebne). Raz sprawa wydawała mi się dęta, a za chwilę całkiem realna. Ba, prawie byłam pewna, że to mój dziad (ze strony matki) lub pradziad był Irlandczykiem. Było to związane z jakąś tajemnicą lub wręcz zagadką kryminalną... 

Obudziłam się zadziwiona. Wszyscy moi przodkowie - o ile wiem - pochodzą z bardzo konkretnego miejsca na ziemi, mianowicie parafii w Mosarzu, ewentualnie okolicznych,  w postawskim powiecie dawnego województwa wileńskiego. O żadnych Irlanczykach nie ma mowy! No cóż, sny są dziwne, ale życie jeszcze bardziej...

W listopadzie skończę 60 lat. Z wieloma rzeczami pogodziłam się, a nawet zaczęłam wyobrażać sobie wieczność. Pewien znajomy zakonnik wyznał kiedyś, że bardzo go pocieszają go słowa Jezusa, że "W domu mego Ojca jest mieszkań wiele" i chętnie sobie takie lokum wyobraża. Zainspirowana, też próbowałam zwizualizować sobie swoje życie po śmierci. Nieodmiennie widziałam siebie jak idę drogą wśród pięknego krajobrazu, mam na nogach wygodne, płaskie, kremowe sandały Ryłko za 380 PLN (których nie zdecydowałam sie kupić ze względu na cenę) i luźny kombinezon z brązowego lnu. Jestem około 30-tki, w optymalnej formie fizycznej. Innych ludzi nie zauważyłam, choć dopuszczałam ich istnienie...

Sandały (przecenione pod koniec sezonu na 299,99 PLN) dostałam awansem na imieniny, urodziny i Boże Narodzenie zarazem, a brązowy, haftowany len sama kupiłam po okazyjnej cenie i coś sobie pewnie z niego uszyję, niewykluczone, że luźny kombinezon właśnie. Pozostaje jeszcze owa cudowna bezludna okolica...

Najbardziej humorystyczne wydaje mi sie jednak, że kiedy zbliża się wiek emerytalny i w końcu rozstrzygnie się sprawa, która spędzała mi sen z powiek przez ostatnie 20 lat, nagle przestałam się katować lękiem przed przyszłością i powróciłam do marzeń z dzieciństwa. 

Zaczęlo się od odkrycia darmowych kajaków. Ściślej mówiąc darmowa była tylko pierwsza godzina. Nigdy wcześniej nie pływałam (kajakiem) po Odrze, z porównywalnych akwenów, to tylko raz po Zalewie Kamienieckim, w niezbyt sprzyjających okolicznościach zresztą. Tego lata, co najmniej raz w tygodniu wiosłowalam dziarsko po nurtach tej imponujacej rzeki, a czasem jeszcze eksplorowałam Oławę (co wymagało przenoski koło jazu Małgorzata).

Postanowiłam zaopatrzyć się w odpowiednie buty i wodoszczelny worek. Wtedy właśnie zobaczyłam maski do snorkellingu w promocyjnej cenie i wpadłam! Z mroków niepamięci wychynął Jaques Cousteau, jak z butlą tlenową na plecach, skacze tyłem do wody z łódki unoszącej się na morzu, najprawdopodobnie śródziemnym... Boże, jak bardzo pragnęłam być kimś takim! Nieskończone przestrzenie oceanu, tajemniczy podwodny świat pełen dziwnych stworzeń! Cisza i wielki błękit...

Pamiętam, jak pewnego niedzielnego poranka wybrałam sie z Polijką nad fosę i postanowiłam przyjrzeć się ptactwu wodnemu z bliska. W tym celu chciałam wejść na obiekt, który okazał się karmnikiem dla kaczek unoszącym na wodzie. Na skutek mojego błędu poznawczego obie wylądowałyśmy w chłodnych wodach fosy miejskiej. Był to najprawdopodobniej marzec, więc nawet moja cocker spanielka nie była zachwycona tą nieoczekiwaną kąpielą. Robiąc dobrą minę do złej gry wracałyśmy, ociekając wodą, do domu sennymi ulicami miasta, ignorując zaciekawione spojrzenia nielicznych przechodniów....

"W pogoni za Mwe" mogłam sie udać wyłącznie do ZOO. Dzięki Bogu bilety były w przystępnej cenie. Moi rodzice nie mieli zrozumienia dla idei wyjazdów do lasu w celach obserwacji przyrody ożywionej, no chyba, że na grzyby... W miejskich parkach roiło się od obnażajacych się zboczeńców, ale te akurat okazy napelnialy mnie szczerym obrzydzeniem.

W którymś momencie pogodziłam się z faktem, że będąc dziewczynką w wieku szkolnym nie można być Jaques'em Cousteau, ani nawet podróżnikiem lądowym...

A tu nagle maska do snorkellingu za 29 PLN, calkiem porządna zresztą! Testowałam gdzie mogłam, ale nawet w pięknym Jeziorze Bobowickim, a tym bardziej w gliniance na Oporowie czy stawie na Królewieckiej, nie ma za bardzo co ogladać pod wodą... Nic to, kupię jeszcze płetwy na jakiejś wyprzedaży z nadzieją na Morze Bałtyckie w przyszłym roku lub jakieś inne, jeśli Pan Bóg da!

Tak więc u progu wieku senioralnego, zamiast myśleć o zbawieniu duszy, przeglądam chińskie strony internetowe w poszukiwaniu wetsuitów, spodni i bluz z pianki neoprenowej o odpowiedniej grubości i w przystepnej cenie, które nadadzą się zarówno na kajak jak i do pływania/nurkowania w zimnych wodach. Na początek zamówiłam szorty z neoprenu grubości 3 mm. 

Zamiast trząść się nad każdym groszem z moich topniejących zasobów mam dziwne myśli o dobrobycie - dużym mieszkaniu, jesiennych wyjazdach nad jakieś południowe morza lub do ciepłych źródeł i dobrych butach  dla moich starszo-paniowych stóp bez względu na cenę...

Na pytanie: "Od kiedy ma Pani te objawy?" odpowiem, że pojawiły się gdzieś na przełomie czerwca i lipca 2025 i nie mijają. Jeśli na starość zostanę Jaquesem Cousteau lub zamożną osobą, będzie to najlepszy dowcip mojego życia!




czwartek, 11 listopada 2021

"Nie rzucajcie swych pereł przed świnie...

...by ich nie podeptały nogami i obróciwszy się nie poszarpały was samych" (Mt 6,7)

Kolejne słowa Jezusa, które pozwalam sobie zadedykować wzmożonym rodakom i współwyznawcom.Dlaczego akurat te? Oto znaleziona za pośrednictwem konta Agnieszki Siewiereniuk na portalu poranny.pl relacja ze szpitala na Podlasiu, gdzie trafiają "migranci umierający na granicy":

Okazuje się, że nie tylko nie doceniają starań lekarzy, ani pielęgniarek, ale na dodatek robią dodatkowe problemy. Tak było w jednym ze szpitali, gdzie trafiła kobieta wraz z synami. Obydwaj nie byli pełnoletni. Starszy miał około 14 lat, młodszy około 9 lat. Pracownicy szpitali nie mają pewności co do tego, ponieważ migranci przewożeni są bez dokumentów, więc orientacyjny wiek oceniany jest na miejscu. W każdym razie, w tej podlaskiej placówce medycznej doszło niedawno do incydentu, w którym kobieta została pobita przez własnych synów.- Musieliśmy zabrać tę kobietę na dodatkowe badania. I jak to czasami bywa, trochę to trwa. Jak ją przywieźliśmy z powrotem, podszedł starszy syn, krzyczał na nią. Nawet nie patrzył, że są obok inni ludzie. Kobieta coś próbowała tłumaczyć, pokazywała rękami miejsce, do którego ją zabieraliśmy na badania. Potem syn ją mocno uderzył w twarz, a młodszy podszedł i jeszcze poprawił. Później ten starszy w stronę personelu szpitala coś mówił głośno, odpychał kiedy chcieliśmy pomóc jeszcze raz tej kobiecie. Ale ona już sama nas odepchnęła. Tak zrozumieliśmy z tej sytuacji, że synom nie spodobało się, że matka oddaliła się bez pozwolenia – opowiada pracownik szpitala

- Przywieźliśmy jedzenie pacjentom. To był szok patrzeć, jak kobieta, którą do nas przywiozła Straż Graniczna, popatrzyła tylko na talerz, a potem wzięła, wyrzuciła wszystko na podłogę i jeszcze potem o to rozbiła talerz. Człowiek normalnie nie wie jak ma się zachować w takiej sytuacji. Krzyczała coś do nas ta kobieta, potem się odwróciła i w ogóle nie podejmowała kontaktu. Była obrażona na wszystkich. Dwa razy taka sytuacja się zdarzyła w naszym szpitalu – opowiada pracownik kolejnej placówki medycznej z naszego regionu.

- Mogę powiedzieć tak. Ci ludzie w ogóle nie szanują tego, że chcemy im pomóc. Owszem, kiedy do nas trafiają, to zawsze na początku jest tak samo. Pokazują, gdzie i co im boli, gdzie są rany, niektórzy jęczą, albo udają wręcz umierających. I fakt, niektórzy pacjenci są w poważnym stanie. Może nie umierający, ale w poważnym stanie. Tylko, że jak dojdą trochę do siebie, to jest agresja, pogardzanie, rzucanie jedzeniem się zdarza. Bardzo trudno się pracuje z takimi ludźmi. Bardzo ciężko. Bo my chcemy im pomóc. Po to jesteśmy. Nie oczekujemy, żeby ktoś nam dziękował w pas za to, co robimy, ale też nie oczekujemy agresji, ani pogardy. A z tym mamy często do czynienia. Jak mam powiedzieć szczerze, to kobiety są gorsze od mężczyzn pod tym względem – przekazuje kolejna osoba z tego samego szpitala, co rozmówca powyżej.

Pracownicy szpitali prosili, aby poinformować szerzej opinię publiczną o tym co ma miejsce. Bo aktualnie w placówkach medycznych i tak sytuacja ogólnie jest bardzo trudna z powodu epidemii koronawirusa. Brakuje personelu, brakuje rąk do pracy. Wszyscy są zmęczeni i przynajmniej w związku z tym jest takie oczekiwanie, aby tej pracy dodatkowo nikt im nie utrudniał.
Cóż, drogi czytelniku, co byś zrobił widząc którąś z opisanych sytuacji? Mnie by musieli odciągać od pacjentki rzucającej jedzeniem i talerzami siłą, bo bym babsztyla utłukła gołymi rękami. Próbuję sobie wyobrazić, co by zrobił mój ojciec, gdybym w wieku 14 lat podniosła rękę na matkę. Z dużym prawdopodobieństwem by mnie zabił. Tak, mój dobroduszny i łagodny tata, który tydzień cierpiał po zabiciu karpia na wigilię, nie zniósł by czegoś tak przeciwnego naturze, jak bachory okładające rodziców.

Jest jeszcze jeden aspekt sytuacji, który wzmaga mój gniew na tych bezczelnych oszustów i ich debilnych obrońców. Właśnie jestem nieubezpieczona, bo moja ostatnia umowa-zlecenie skończyła się 30.09., a potrzebuję antybiotyku działającego jednocześnie na układ moczowy i zatoki jak np. cipronex (środki domowe i dostępne bez recepty już nie działają). Nie mogę skorzystać z państwowej służby zdrowia, a jeśli pójdę odpłatnie zabulę kupę kasy za wizytę i receptę na 100%. Kiedy więc dowiaduje się, że członkowie nachodźczej armii Łukaszenki i Putina są leczeni za darmo, na koszt polskiego podatnika, i jeszcze ośmielają zachowywać tak, jak w powyższej relacji, krew mnie po prostu zalewa.

"Niedobrze jest odebrać chleb dzieciom, a dać go psom" - mówi Pan Jezus do Syrofenicjanki, a ja od siebie dodam: zwłaszcza jeśli to są wściekłe psy, albo trenowane do ataku (na owe dzieci).

Otoka-Frąckiewicz zamieścił na swoim koncie wywiad z irackim chrześcijaninem, który mówi, że ichniejszy rząd zaproponował osobom koczującym w lasach przy granicy Białorusi z Polską i Litwą  oraz ulicach Mińska bezpłatny bilet na powrót do kraju, a oni.... odmówili!!! Znając ryzyko, widząc "straszliwe cierpienia" swoich dzieci, nie uznali propozycji bezpłatnego powrotu do domu za godną rozważenia! "Uchodźcy"! Każda kłamliwa jaczejka, która ich tak nazwie powinna bulić milionowe kary za celową dezinformację, co w warunkach wojny hybrydowej należałoby traktować śmiertelnie poważnie.

Gdyby postawiono mnie na granicy razem ze strażą graniczną i wojskiem, pierwsza strzeliła bym do oprychów niszczący ogrodzenie (mam słabe nerwy), gdyby (przezornie) odebrano mi broń, przynajmniej sporządziłabym bicz ze sznurów i pogoniła ich małe, wredne, a oszukliwe pomioty i ich roszczeniowe matki. Obrazek byłby wprawdzie nieładny, ale ulga znaczna.

Na koniec pogubionej dyplomacji watykańskiej, która rżnie głupa na arenie międzynarodowej i rodzimym hierarchom, którzy stracili kontakt z rzeczywistością, dedykuję słowa funkcjonariusza białoruskiej telewizji reżimowej skierowane do Polaków (Przeków, jak nas nazywają):

Tadeusz Giczan

@TadeuszGiczan


Dzisiejsza białoruska reżimówka na dobranoc: „Niczego was nie nauczył 1939? Nie macie szans Pszeki! Jeśli nie przemawiają do was łzy dzieci, to przemówią bombowce Tu-22M3 sił powietrzno-kosmicznych Federacji Rosyjskiej. Możecie już wyrzucać swój NATO-wski złom. Uciekajcie!”

Cieszę, się, że mogłam pomóc w zrozumieniu sytuacji! 






niedziela, 26 maja 2019

Kazanie O. Delika, a "parada równości" w Gdańsku

Miałam ochotę napisać o czymś zupełnie innym, ale niestety wchrzanił mnie przeor wrocławskich dominikanów swoim kretyńskim kazaniem.

Było dziś czytanie z Dziejów Apostolskich, o tym jak chrześcijanie pochodzenia pogańskiego zostali zwolnieni od obowiązku obrzezania, mieli się tylko powstrzymać od składania ofiar bożkom, nierządu, krwi i tego co uduszone. To stało się pretekstem tak pokrętnej, a upierdliwej tyrady, że miałam ochotę interweniować. Oto kilka próbek (opatrzonych moim komentarzem):

1.  Kochasz Jezusa? A ile czasu poświęcasz na czytanie Ewangelii? 
 Św. Jan Ewangelista twierdzi, że kochać Boga to zachowywać jego przykazania. Rzecz jasna, prosta i weryfikowalna. Poza tym, nie znam nikogo tak nawiedzonego, by chodził i opowiadał, że kocha Jezusa, a gdyby ktoś taki się znalazł, pełna byłabym najgorszych podejrzeń. Nie cierpię narzucania tej koszmarnej maniery opisywania doświadczeń duchowych zupełnie nieadekwatnym językiem uczuć, relacji i Bóg wie jeszcze czego. 
2. Jeżeli ktoś zachowuje przykazania ze strachu (przed potępieniem) to znaczy, że jest niewolnikiem ergo bardzo źle!  
Jeżeli ktoś zachowuje przykazania, to bardzo dobrze dla wszystkich, którzy się z nim zetkną, Nie będą rozpaczać, że ich nie zabił, nie okradł, nie oczernił, nie zgwałcił i nie uwiódł żony/męża z niewłaściwych powodów. Brak owej bojaźni manifestuje się bardzo ohydnie jak ostatnio w Gdańsku:

Gdyby ci ludzie zachowywali przykazania chociażby z lęku przed dostaniem w zad albo dotkliwą karą pieniężną nie musielibyśmy oglądać takich obrazków w przestrzeni publicznej. 
3. Kultura chrześcijańska nie zbawia. 
Żadna kultura nie zbawia i nikt od niej tego nie oczekuje. Czy dlatego że nie zbawia mamy się jej wyrzec? W imię czego? Takich pląsów jak na obrazku? To byłby postulat prawdziwie kretyński. Kultura chrześcijańska jest po prostu lepsza niż pogańska, muzułmańska,buddyjska, hinduistyczna, żydowska czy gejowska, dlatego nie mamy ochoty jej zmieniać na gorszą. 
4. Papież Franciszek, biskup Ryś i przeor Delik powtarzają, że Chrześcijaństwo nie jest wyborem etycznym tylko wyborem osoby (tzn Jezusa). 
Wszystko to bardzo pięknie, ale ta osoba ma bardzo jasne i udokumentowane w źródłach poglądy w kwestiach etycznych np dotyczące nierządu (i nierozerwalności małżeństwa). Także Barnaba i Sylas przekazali od apostołów braciom pogańskiego pochodzenia, że od nierządu mają się powstrzymać jeśli chcą  być uczniami Chrystusa. Czy to się zmieniło? Kiedy? Na podstawie jakiego nowego objawienia? Rozumiem, że papież, biskup i przeor będąc w relacji z Jezusem dowiedzieli się czegoś o czym my, przynosiciele jajek do święcenia, nie mamy pojęcia. A co jeśli nas Jezus  wciąż utwierdza w przekonaniu, że nierząd jest obrzydliwy? Czyj Jezus będzie ważniejszy hierarchów czy ludu Bożego?
Nawet jeżeli papież Franciszek, biskup Ryś i przeor Delik ogłoszą, że Jezus błogosławi aktywności homoseksualnej i wszystkie cioty w koloratkach z boyfriendami będą mogły już jawnie pląsać z piórkiem w zadzie na paradzie "równości" nic to nie zmieni. (O to przecież chodzi w tym ciągłym nawoływaniu do miłosierdzia, czyż nie?) Zasada jest prosta i nie do obejścia: "Idź, ale od tej pory już nie grzesz!" 
5. Wierni powinni się zastanowić jak przyczynili się do skandali obyczajowych w Kościele pokazanych w filmie Siekielskich! 
Przez nie wzięcie kija i nie pogonienie homolobby zapewne!  I jeszcze przynoszenie jajek do świecenia w Wielką Sobotę oczywiście!!!

Tymczasem redaktor Ziemkiewicz został zganiony przez O. Kramera na Twitterze za oburzenie się "tęczową" parodią procesji Bożego Ciała jaka miała miejsce w Gdańsku i skrytykowanie poziomu intelektualnego pani prezydent owego miasta.


  1.  @R_A_Ziemkiewicz 20 hours agoMoreRafał A. Ziemkiewicz Retweeted Grzegorz Kramer
    Gdyby w Sevres szukali modelowego „pożytecznego idioty”, ten niby-katolik uwiarygadniający nienawiść do Polaków i katolików bełkotem „nie popieram, ale jako katolik (niby) popieram” nadałby się świetnie. Tylko że oni pewnie nie kupią takiej tandety...
    Rafał A. Ziemkiewicz added,

    Grzegorz Kramer @ojcieckramer
    Replying to @R_A_Ziemkiewicz
    Naprawdę? Z czego jest Pan dumny? Z chamskiego znieważania ludzi? Z prowokacyjnego języka? Ze wspierania ludzi, którzy jak Pan wyleją wiadro pomyj na przeciwników?
    Nie, nie jest Pan żałosny.… @R_A_Ziemkiewicz
     21 hours agoMoreRafał A. Ziemkiewicz Retweeted Aleksandra Dulkiewicz
    Naprawdę? Z czego jesteś taka dumna, żałosna idiotko? Z chamskiego znieważania katolików? Z prowokacyjnego profanowania świętości? Ze wspierania gówniarstwa, którego jedynym celem jest nasrać Polakom na wycieraczkę i napluć do zupy?
    Bosh, ależ wy „fajnoplacy” jesteście żałośni 👎
    Rafał A. Ziemkiewicz added,


    Aleksandra Dulkiewicz @Dulkiewicz_A
    Jestem dumna i zaszczycona, że mogłam otworzyć i uczestniczyć w V Trójmiejskim Marszu Równości 🏳️‍🌈 nie boi się różnorodności❣️





Zgadzam się w pełni  z oceną obu osób! Za jakie grzechy Pan Bóg pokarał nas duszpasterzami, którzy są albo pięknoduchami bez żadnego kontaktu z rzeczywistością, albo ciotami, niestety!!!

sobota, 27 kwietnia 2019

Breaking: Potomkowie żołnierzy pilnujących grobu Jezusa pozwani!!!


Rabbi Simcha Goldzug-Kohn z Telavivu i Icchak Cohen-Bandite z Waszyngtonu pozywają Giuseppe Cincinatiego zamieszkałego w Orvieto oraz Benito Pompeo mieszkańca Villa Nuova koło Neapolu. Chodzi o pobranie zaliczki i niewywiązanie się z zakontraktowanej usługi. Sprawa jest o tyle niezwykła, że zarówno pozywający jak i pozwani są dalekimi potomkami stron sporu.

Chodzi bowiem o zamówienie przez starszyznę żydowską usługi z zakresu Public Relations. Zleceniobiorcami byli żołnierze  rzymscy służący w Judei w roku 33 n.e., za czasów namiestnika Poncjusza Piłata. Pilnowali oni grobu pewnego kłopotliwego skazańca, którego ciało w niewytłumaczalny sposób ulotniło się w nocy. Żołnierze w zamian za pewną sumę pieniędzy zobowiązali się do rozpowszechnia informacji, że ukradli je uczniowie owego człowieka, kiedy zdarzyło się im zdrzemnąć na warcie.

Zadanie obarczone było sporym ryzykiem dla wykonawców, gdyż zasypianie na warcie karane było w armii rzymskiej śmiercią przez zaćwiczenie batogami. Zleceniodawcy w zamian za ochronę oczekiwali skuteczności. Ta okazała się na tyle niesatysfakcjonująca, że wyznawcy owego kłopotliwego skazańca tak zapamiętale rozpowiadali o jego zmartwychwstaniu i rozpowszechniali jego naukę, że przyniosło to nieoszacowane szkody interesom rodzin pozywających. Tereny środkowej i wschodniej Europy, z których pozyskiwały silnych i wytrzymałych niewolników także ją przyjęły, czego nieprzyjemnym skutkiem ubocznym był koniec procederu sprzedawania przez lokalnych kacyków własnych poddanych w niewolę żydowskim i arabskim kupcom.

Goldzug–Koln i Cohen-Bandite szacują że od 966 r. n.e. dochód ich przodków z wyżej wymienionego procederu zmniejszył się o 99%. Musieli przestawić się na lichwę i sprzedaż alkoholu, co nie zrekompensowało ich strat, które oceniają  na 300 mld dolarów amerykańskich.

Pozwani zaprzeczają, jakoby mieli cokolwiek wspólnego z żołnierzami pilnującymi grobu. Przedstawili w sądzie akty zgonu swoich protoplastów wystawione w roku 32 n.e. Sąd jak dotąd nie podważył ich autentyczności.

Pojawiły się informacje - na razie nie potwierdzone - że w razie nieuzyskania żądanej sumy od Cincinatiego i Pompeo. Goldzug-Kohn i Cohen-Bandite będą pozywać kolejno wszystkie państwa, na terenie których ich przodkowie pozyskiwali niewolników, za uniemożliwienie im tej działalności z powodu przyjęcia nauki kłopotliwego skazańca, którego ciało w niewyjaśniony sposób ulotniło się w nocy z 8.04 na 9.04 33 r.n.e.

wtorek, 26 lutego 2019

O buncie wybranych

Pan Bóg nie ma szczęścia do swoich wybranych. Onegdaj najwspanialszy z aniołów, niosący światło Lucyfer zbuntował się przeciw niemu i pociągnął za sobą jedną trzecią niebian. Potem naród pierwszego wybrania wydał na śmierć jego syna, którego rękami niewiernych przybił do krzyża. Niektórzy nawrócili się (nie wiem ile procent) tworząc Kościół, do którego później dołączyli poganie w takiej liczbie, że chrześcijanie pochodzenia żydowskiego roztopili się w ich morzu.

Jeśli wierzyć mistykom Lucyfer nie mógł znieść myśli o wcieleniu Boga w człowieka (takiego godnego pogardy zwierzaka) i wywyższeniu Maryi - bytu jakże podrzędnego - jako Królowej Aniołów. Podejrzewam, że dla wielu nawróconych Żydów w pierwotnym Kościele myśl, że teraz Goje (bydlęta o ludzkich twarzach) są im równi (ba, są ich braćmi w Chrystusie) mogła być trudna do zniesienia. Podejrzewam, że był istotny czynnik w nie przyjęciu Jezusa z Nazaretu jako mesjasza oraz wykruszenia wielu jego wyznawców z Kościoła, którego praktyki coraz mniej przypominały znaną im tradycję, a skład etniczny wystawiał ich "wrażliwość" na ciężką próbę.

W moim ulubionym programie telewizji EWTN - Journey Home - wielu Żydów opowiada o swoim nawróceniu. Przy okazji tych historii sporo można dowiedzieć się o ich mentalności. Pewna niewiasta opowiadając o swoim dzieciństwie rzuca lekko, że w sąsiedztwie jej rodziny mieszkańców dzieliło się na LUDZI i NIE-ŻYDÓW. Podobnie pierwotni mieszkańcy Ameryki nazwy LUDZIE używali wyłącznie do swojego plemienia, inne plemiona indiańskie określali jako synów suki lub w równie ujmujący sposób.  Inny gość programu - syn Żyda i Włoszki - opowiada jak trudne do zniesienia było nazywanie jego matki (i innych chrześcijanek) SHIKSA przez członków żydowskiej części rodziny w jego obecności. Na co gospodarz - Marcus Grodi - spieszy z sugestią, że zapewne oni sami musieli doświadczać antysemityzmu. Gość szuka chwile w pamięci, ale nic takiego nie znajduje...

Powszechny wśród żydowskich gości jest zupełny brak wiedzy o chrześcijaństwie (przed nawróceniem oczywiście), szokujący zważywszy na korzenie kultury w której żyją i jak znikomy procent populacji stanowią.  Często nie mamy świadomości jak wielka i irracjonalna jest wrogość Żydów wobec osoby Jezusa i chrześcijaństwa. Żyd może zostać komunistą, buddystą, hinduistą czy wojującym ateistą i jego rodzina nie ma z tym żadnego problemu, może też bez trudu uzyskać obywatelstwo Izraela. Sytuacja zmienia się radykalnie, kiedy zostaje chrześcijaninem - przyjęcie Chrystusa wyklucza go całkowicie ze społeczności żydowskiej ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Widać wyraźnie, że istotą judaizmu rabinicznego jest odrzucenie Chrystusa i okopanie się w nienawiści do niego i jego wyznawców. Ewidentnie rację ma E. Michael Jones twierdząc, że pojęcie Żyd jest natury teologicznej raczej niż etnicznej, to ten który w osobie Chrystusa odrzuca LOGOS, porządek świata i zostaje wiecznym rewolucjonistą, nieustannie dążącym do subwersji kultury, w której żyje nazywając to tikkum olam (czy jakoś tak). Takim działaniom zawdzięczamy m.in. komunizm, marksizm kulturowy, genderyzm, tzw małżeństwa gejowskie i aborcję - alternatywną (w stosunku do chrześcijańskiej) wizję zbawienia ludzkości (albo spacyfikowania Gojów).

Nawet nawróceni Żydzi mają tendencję do tworzenia własnych grup w obrębie Kościoła, dystansowania się od Gojów-współwyznawców. Tak też było z frankistami w I Rzeczpospolitej, którzy żenili się wyłącznie miedzy sobą przez prawie 2 wieki. Ewidentnie dla wielu Żydów- katolików żydostwo jest ważniejsze niż katolicyzm. Podobnie w Indiach przywiązanie do systemu kastowego było ważniejsze niż chrześcijaństwo. Jezuiccy misjonarze budowali osobne Kościoły dla różnych kast.

Patrząc na to nie mogę oprzeć się wrażeniu, ze naród ten kontynuuje bardzo prymitywne, plemienne rozumienie wiary i moralności. Trudno wyobrazić mi sobie stan świadomości człowieka, uważającego ludzi spoza własnego plemienia za bydlęta o ludzkich twarzach, którym można odebrać ziemię lub zabić na narządy, o wykorzystaniu seksualnym nie wspominając (rabbi Obadia Josef głosi takie poglądy jawnie i oficjalnie w Izraelu). Dlatego tendencja w Kościele, do uznawania odrębnej drogi Żydów do zbawienia wydaje mi się celebrowaniem (co najmniej) przerażającego infantylizmu, przejawiającego się w niebywałej roszczeniowości, niewdzięczności i niezrównoważeniu tych ludzi. To duża krzywda dla nich, odebranie im szansy na rozwój i poznanie prawdy.

Obawiam się jednak, że sprawa ma głębsze, duchowe dno. Bunt Lucyfera na myśl o wywyższeniu człowieka wydaje mi się podobny do zgorszeniu Żydów  perspektywą zrównania z Gojami w Chrystusie. Co jest konsekwencją odrzucenia Chrystusa i jego Kościoła ? Wybranie synagogi Szatana. Jeśli ktoś ma wątpliwości,  "wartości", jakie promują przedstawiciele narodu wybranego w kulturze czy metody jakimi posługują się w polityce i gospodarce powinny je całkowicie rozwiać.


sobota, 23 lutego 2019

O naiwności polskich polityków, hucpie i talmudycznej logice

Irytuje mnie reakcja polskich polityków na oszczerstwa, którymi Izrael i środowiska żydowskie posługują się, aby osłabić nasza wiarygodność, pozycję negocjacyjną, a przy okazji wyłudzić pieniądze, które im się nie należą.

Nasi przedstawiciele reagują na owe oczywiste kłamstwa jak prostoduszna dziewczynka w wieku szkolnym, przekonana, że nikt świadomie nie czyni zła, a wszystko co wydaje się świadczyć o czyjejś złej woli jest po prostu nieporozumieniem, które wymaga wyjaśnienia. Sama byłam kimś takim i zapewne nadal w pewnym stopniu jestem, ale życie uświadomiło mi, że istnieją ludzie, dla którym pojęcie prawdy po prostu nie istnieje, a posługiwanie się kłamstwem jest równie dobrą taktyką jak każda inna, a może nawet lepszą ze względu na swoją skuteczność. Doszło też do mojej świadomości, że istnieją ludzie, którzy nas nienawidzą ze względu na to z czym się im kojarzymy i to co robimy, mówimy lub zaniedbujemy nie ma na to żadnego wpływu.

Wystarczyć spojrzeć na atak na Kościół Katolicki, który posłanka Szajbus-Wielgi chce postawić przed Trybunałem w Hadze (po uprzedniej wizycie u papieża Franciszka. Zawiozła tam ex-wdowę Diduszko i raport własnej produkcji o stanie Kościoła w Polsce. Przez miłosierdzie nie będę tematu rozwijać, gdyż wyżej wymieniona parlamentarzystka kojarzy mi się z zabiedzonym, wyliniałym, zarobaczonym kotkiem, któremu bardzo współczuje, a jednocześnie brzydzę się go dotknąć.) Celem jest nierozerwalne skojarzenie Oblubienicy Chrystusa z pedofilią, obrzydliwością, którą w większości wyobrażamy sobie jako gwałt dokonany przez obleśnego starego dziada na ślicznym małym aniołeczku lat 6. Wszystkie  dane wskazują na to, że tego rodzaju przypadki zdarzają się w Kościele znacznie rzadziej niż w innych środowiskach. Prawdziwym obrazem jego upadku jest raczej owa zaprawiana kokainą homoseksualna orgia w budynku kongregacji Nauki Wiary, której przewodniczył kardynał Coccopalmerio.

Kościół oskarżany jest o grzech który popełniają znacznie częściej jego oszczercy. Polsce przypisywana jest zbrodnia, której winni są jej oskarżyciele - potomkowie SS-manów, członków Judenratów, policjantów z getta, bankierów finansujących działalność Hitlera i kolaborantów z państw europejskich. W obu przypadkach wina którą obarcza się obiekt ataku nie jest wybrana ze względu na prawdopodobieństwo tylko na zdolność wywoływania odrazy w opinii publicznej, przy czym jest to zwykle dokładnie ta wina, która obciążałaby sumienie napastnika, gdyby je posiadał.

Przypominam, ze w Talmudzie Maryja jest ladacznicą, która zadała się z rzymskim żołnierzem zwanym Panthera, a owoc tego związku, Jezus, smaży się zanurzony po szyję w ekskrementach przez całą wieczność. Uzdrawiający chorych i nakazujący miłość nieprzyjaciół Jezus, którego Sanhedryn wydał na ukrzyżowanie utożsamiany jest z Hamanem zamierzającym wytracić Żydów za perskiego króla Aswerusa. W radosne święto Purim dochodziło do niszczenia krucyfiksów, profanowania hostii, zawieszania jagniąt na krzyżu, znęcania się nad nimi i równie sympatycznych radosnych manifestacji  uczuć wobec chrześcijańskich sąsiadów, mieszkańców krajów, które udzieliły im gościny. Tego rodzaju logika jest niedostępna wychowanym poza tradycją talmudyczną.

Dlaczego po 2000 lat nagle straciliśmy pamięć i świadomość z kim mamy do czynienia ?!!! Zapomnieliśmy już z jakiego języka pochodzi adekwatne do obu sytuacji wdzięczne słowo "hucpa"?!!!

niedziela, 3 czerwca 2018

O kazaniu o. Kozackiego u dominikanów we Wrocławiu

Wrocławscy dominikanie wybrali nowego-starego przeora i o.Kozacki - prowincjał - przyjechał, żeby go zainstalować. Wygłosił przy okazji kazanie do ogółu wiernych, które wydało mi się dość niepokojące.

Przy okazji czytania o łuskaniu kłosów w szabat stwierdził, że Jezus dokonał "przewrotu kopernikańskiego" wyprowadzając człowieka z uschłą ręką na środek synagogi, że niejako "zastąpił nim" zwoje Tory (ergo Słowo Boże). Żeby przybliżyć nam rewolucyjność tego czynu stwierdził, że to tak jakby postawić publicznego grzesznika na miejsce tabernakulum. Bóg bowiem nie przyszedł na świat aby mu służono i czczono, ale aby nas "obsługiwać". Zamiast więc oddawania mu zbytecznej czci mamy wpatrywać się w owego nieszczęśnika i (jak mniemam) próbować mu pomóc.

Po pierwsze w rzeczonym fragmencie Ewangelii nie ma mowy o zastępowaniu Boga grzesznikiem. Człowiek z uschniętą ręką potrzebował pomocy i przyszedł do synagogi, modlić się do Boga, który jako jedyny mógł mu tej pomocy udzielić, podobnie tysiące wiernych pielgrzymują do wielu sanktuariów na świecie przemierzając niewiarygodne dystanse, narażając się na koszty, niewygody i niebezpieczeństwa. Człowiek z uschnięta ręką miał szczęście, że trafił na Boga wcielonego, współcześni wierni spotykają go w Eucharystii. Skutkiem są dwa rodzaje cudów - uzdrowienia i zaakceptowania swojego cierpienia (nie mniejszy).

Po drugie Jezus postawił człowieka z uschniętą ręką na środku synagogi, gdyż chciał skonfrontować się z czyhającymi na niego wrogami. Owa konfrontacyjna postawa jest bardzo dla niego typowa (low in agreeableness, jakby go określił Jordan Peterson). Prawda nie podlega negocjacjom ani kompromisom. Leży tam gdzie leży, a nie pośrodku, jak chcą ludzie zgodni. Jezus nie jest ani zgodny ani miły.

Po trzecie przeciwstawienie czci oddawanej Bogu i pomocy człowiekowi jest z gruntu fałszywe. Te aktywności NIGDY nie są dla siebie konkurencją.  Każdy kto kiedykolwiek opiekował się kimś starszym, śmiertelnie chorym lub niepełnosprawnym, a przy tym silnie toksycznym, wie, że bez modlitwy i sakramentów wyskoczyłby przez okno po kilku godzinach.  Podobnie rzecz się ma z ludźmi potrzebującymi pomocy. Marne byłyby ich szanse, gdyby musieli liczyć wyłącznie na bliźnich. Nawet ludzie pełni dobrej woli po prostu nie są w stanie pomóc w wielu rodzajach cierpienia, choćby wypruli z siebie  flaki. Może to zrobić wyłącznie Bóg szczególnie obecny w Eucharystii i działający w czasie.

Nie wydaje mi się możliwe, żeby o. Kozacki tego nie wiedział. Pozostaje więc dla mnie tajemnicą co inspiruje tego rodzaju kazania. Wątek spotkania Jezusa w człowieku cierpiącym, potrzebującym i pogardzanym - niskiego stanu, żebraku, chorym, głodnym, brudnym i mocno nieestetycznym jest często eksploatowany w żywotach świętych. Nie przypominam sobie jednak żadnej legendy, w której to Jezus byłby mordercą, oprychem, gwałcicielem, dziwkarzem, sutenerem, cudzołożnikiem, sodomitą, lichwiarzem, handlarzem niewolników, oportunistą czy cynikiem.

Zastanawiałam jakiego rodzaju grzesznikiem o. Kozacki zastąpi w swoim kazaniu tabernakulum. Wydawało mi się, że się obawia i waha. Poprzestał na rozwódce i złodzieju. Metafora pozostaje dla mnie niejasna.

Swoją drogą bardzo jest ciekawe, że samotne kobiety, nawet te żyjące w czystości i nie powodujące zgorszenia, są w Kościele ledwo tolerowane, a jednocześnie zachęca się wiernych do adorowania i przytulania do serca grzeszników publicznych. Jak wyjaśnić fakt, że kapłani, którzy nie są w stanie zdobyć się na standardowe kulturalne zachowanie wobec niezamężnej kobiety (o życzliwości nie wspominając), unoszą się nad niedolą muzułmańskich uchodźców, homoseksualistów czy rozwodników. Czemu ta płomienna miłość do ludzi jest tak wybiórcza? Przypomina zachowanie toksycznego rodzica, który ma zawsze tysiąc powodów, żeby nie kochać własnych dzieci, a zachwycać obcymi.

Może jestem złym człowiekiem, ale mam podejrzenie, że homoseksualizm jest kluczem do problemu. Homolobby jest rzeczywiście wpływowe i wśród miodopłynnej mowy o miłosierdziu forsuje swoją agendę.



niedziela, 6 maja 2018

O zepsutej niedzieli, czyli dominikanie przechodzą na ciemną stronę mocy

Moja niedziela zaczęła się wyjątkowo wcześnie, gdyż zajęcia, które miałam prowadzić od 8.00 nie zostały odwołane, więc musiałam sprawdzić czy ktoś się nie pojawi. Idąc przed 8.00 pustymi ulicami Wrocławia  mijałam nielicznych podobnych do mnie nieszczęśników, którzy muszą w ten dzień pracować i zapóźnionych imprezowiczów z charakterystycznymi śladami po nocnej "zabawie" -awanturujących się lub apatycznych. Ktoś kiedyś trafnie zauważył, że nie ma nic bardziej przygnębiającego niż rozrywka. Trudno nie przyznać mu racji.

Szkoła była zamknięta, ani śladu p. dyr. o słuchaczach nie wspominając. Postałam 20 min, na zimnie, obserwowana przez meneli, po czym poszłam do pobliskich dominikanów na mszę. To doświadczenie było, niestety, jeszcze bardziej przygnębiające. Usłyszałam, że Kościół dodał przez te 2 tys. lat do Ewangelii całą masę zbytecznych przepisów, które zniechęcają ludzi żyjących w nieregularnych sytuacjach, a przecież najważniejsza jest "miłość".

Ojciec Marcin Mogielski dał nam do zrozumienia, że marnujemy czas, bo nasze uczestnictwo w jakichś zbytecznych obrzędach jest niczym wobec "miłości" ludzi żyjących w nieregularnych związkach. Jeszcze gorsi są ci, którzy uważają, że da się coś powiedzieć o Bogu (który jest tajemnicą). Dominikańskie hasło "veritas" i cel istnienia zakonu - zwalczanie herezji - jest więc kupą śmiechu. To znaczy nie, ojciec Marcin namierzył jednak heretyków - to my wszyscy katechizowani przed papieżem Franciszkiem. Jesteśmy neognostykami bo zdawaliśmy egzamin z religii przed bierzmowaniem i neopelagianami bo staramy się zachowywać 10 przykazań.

Niestety z tej katechezy pamiętamy jeszcze, że na temat nierozerwalności małżeństwa wypowiedział się sam Jezus w Ewangelii, a święty Jan wyjaśnił, że miłość (do Boga) polega na zachowywaniu jego przykazań. Obiło nam się też o uszy, że nie ma większej miłości niż oddanie życia za przyjaciół swoich.

To jednak już nieaktualne i miłość rozumiemy po nowoczesnemu. Każdy mąż zostawiający żonę z dziećmi dla innej kobiety albo swego boyfrienda robi to z "miłości". Toksyczna matka nie pozwala się usamodzielnić dorosłemu potomstwu  z  czystej "miłości".  Homoseksualiści w zakonach kopulują wyłącznie z "miłości" - przecież to jasne - stary pedryl niewolący ufającego mu chłopca to także kwintesencja "miłości". Spółkowanie po pijaku z kim bądź to nic tylko "miłość". Znaczy czyń co chcesz, jeśli  tylko nazwiesz to miłością, parafrazując św. Augustyna.

O. Mogielski wypowiedział się także na temat opieki nad niepełnosprawnymi, zapewne dlatego, że rząd ma problem z protestem ich opiekunów. (Czy analogiczna - bezskuteczna - akcja tego samego środowiska za poprzedniej władzy także skłoniła go do refleksji?). Otóż skontrastował dwie postawy uczestniczenie "w tych wszystkich" zbytecznych obrzędach i świadczenie "miłości" poprzez opiekę tzn przewijanie, podmywanie itp. Każdy, kto ma doświadczenie opieki nad poważnie chorym wie jednak, że bez "tych wszystkich zbytecznych obrzędów" nie dał by rady wytrzymać takiej sytuacji fizycznie i psychicznie, o odczuwaniu jakiejkolwiek "miłości" nie wspominając. Wiedzą o tym wszystkie siostry w zakonach poświęconych takiej służbie.

Z przykrością muszę stwierdzić, że piękne słowo "miłość" zostało całkowicie zawłaszczone przez wiadomą centralę. Oskarżenie o "brak miłości" jest taką samą palką do grzmocenia przeciwników, jak mityczny "antysemityzm", "faszyzm", "rasizm" czy "seksizm". Kiedy nie ma argumentów trzeba grzmocić i wjeżdżać na emocje naiwnym jeleniom. Nie mam cienia szacunku - o zaufaniu nie wspominając - do ludzi, którzy posługują się takimi metodami.



sobota, 14 kwietnia 2018

O nawróceniu

Kiedy mówi się "nawróć się" (po lubelsku: "naaaaawrć się!") do konia w stajni, zwierzak przestawia zad w stronę ściany boksu robiąc miejsce człowiekowi, który np chce go wyczyścić. Kiedy ten skończy szczotkowanie jednego boku, powtarza to samo polecenie i koń przechodzi na przeciwną stronę boksu. W tak dosadny sposób krótki "epizod jeździecki" w moim życiu pokazał mi czym powinno być nawrócenie - zmianą dotychczasowej postawy na wręcz przeciwną na skutek działania łaski.

Słyszałam (a może czytałam) wypowiedź księdza działającego w Odnowie, że ludzie hałaśliwi i ekstrawertyczni pod wpływem działania Ducha św. wyciszają się i kierują do wewnątrz, natomiast wycofani introwertycy zaczynają nagle publicznie głośno się modlić i wielbić Boga.  To oczywiście tylko zewnętrzne oznaki nawrócenia, ale wskazujące na jakąś głęboką przemianę, która w zaszła "wbrew ich naturze".

Z drugiej strony jeżeli zgodna, empatyczna i współczująca niewiasta, wykorzystywana przez wszystkich i nie umiejąca zadbać o siebie, mimo lat praktyk religijnych utwierdza się w takiej postawie i w wierze znajduje dla niej uzasadnienie, to raczej należy wątpić w szczerość jej nawrócenia. Podobnie rzecz ma się ze skłonnym do dominacji egoistą  czy przebiegłą manipulatorką. Jeśli w Kościele znajdują nowe zagłębie jeleni gotowych do użycia w służbie swojego ego, nowe obszary do dominacji i manipulacji - mówienie o nawróceniu jest po prostu kupą śmiechu.

Na mszy św. w dzień powszedni ta pierwsza kategoria wiernych - spolegliwe niewiasty - jest znacząco nadreprezentowana. To nie tylko ich wina, że słyszą to, co chcą usłyszeć tzn należy pozwalać się wykorzystywać, "oddawać się za darmo", "żyć dla innych", "nie szukać swego" (co za ulga, nie trzeba się zmieniać!) Często nauka głoszona od ołtarza taka właśnie jest, gdyż skierowana jest do zatwardziałych egoistów i hedonistów - całkowicie nieobecnych w kościele - lub po prostu powstała z myślą o mężczyznach, którzy ze swej natury są znacznie mniej empatyczni, współczujący i zgodni, a bardziej agresywni, nastawieni na rywalizację, konfrontację i osobisty sukces.

Słuchałam ostatnio wykładu prof. Jordana Petersona o różnicach między mężczyznami i kobietami w dziedzinie osobowości. Podejrzewam, że mówił rzeczy powszechnie wiadome, z którymi każdy student psychologii musi się zapoznać. Stwierdził powołując się na konkretne badania, że w okresie pokwitania kobietom wzrasta "trait neuroticism"  i pozostaje wyższy niż u mężczyzn do końca życia. Są one nadreprezentowane wśród pacjentów z depresją i "anxiety" (stanami lękowymi?), mężczyźni natomiast częściej są alkoholikami, narkomanami i  mają "learning disorders" o ile dobrze pamiętam.

Uzasadnił to faktem, że dla kobiet świat jest po prostu bardziej niebezpieczny, gdyż grozi im nie tylko "zwykła" agresja (jako, że są słabsze fizycznie) lecz także seksualna. Cena jaka płacą za seks jest przy tym nieporównywalnie wyższa niż w przypadku mężczyzn. Co więcej, system nerwowy kobiety jest zaprojektowany z myślą o macierzyństwie, a bardziej precyzyjnie o relacji z niemowlęciem. Aby dobrze wywiązać się z tego zadania musi  być "agreeable" - co pozwala unikać konfliktów mogących narazić jej dziecko na niebezpieczeństwo - empatyczna i współczująca, żeby reagować na potrzeby noworodka, których on nie umie jasno wyartykułować, nieskończenie cierpliwa wobec tej całkowicie bezbronnej istotki i pozwalająca się jej wykorzystywać ignorując własne potrzeby (co najmniej do wieku 9 miesięcy niemowlę ma zawsze rację). Te wszystkie zachwycające cechy kobiety umożliwiające przetrwanie gatunku, znacząco utrudniają jej odniesienie sukcesu w biznesie czy każdej innej dziedzinie życia, gdzie konkuruje z mężczyznami.

To naturalne środowisko ludzi, dla których świat nie jest zagrożeniem tylko okazją do podboju i dominacji, "disagreeable, taugh-minded, blunt, competitive and agressive", przy czym jest to "predatory agression" (a nie "defensive agresion"podyktowana lękiem typowa dla kobiet).  Jakie szanse ma osoba zgodna, grzeczna, empatyczna i uległa w zestawieniu z kimś takim?  Jest oczywiście wykorzystywanym do immentu jeleniem. Peterson stwierdził, że gdyby chciał zatrudnić pracowników, których można eksploatować bez ograniczeń wybrałby "middle-aged women, high in agreeableness and concienciousnesss". Takie osoby ciężko pracują, za nic nie przypisują sobie zasług i nigdy nie narzekają, nie umieją nawet poprosić o podwyżkę.

Oczywiście, mają świadomość że są wykorzystywane i wzbiera w nich gorycz i uraza do świata. Często potrzebują terapii, treningu asertywności, nauczenia się mówienia innym rzeczy przykrych i raniących (ale prawdziwych), negocjowania swoich warunków, "stawiania się".  Jest to zadanie na granicy ich możliwości ludzkich. Czasem udaje się przy okazji autentycznego nawrócenia przy pomocy łaski.

Jest taka modlitwa "Jezu cichy i pokornego serca, uczyń serca nasze na podobieństwo serca Twego", która mnie na przemian drażni i szokuje. Jezus wyłaniający się z kart Ewangelii zupełnie do takiego opisu nie pasuje. Przede wszystkim jest to charyzmatyczny (w każdym sensie tego słowa) przywódca, porywający tłumy swoją nauką, wskazujący na siebie jako źródło autorytetu wyższego niż wszystkie znane jego słuchaczom. Według terminologii Petersona jest "high in disagreeableness and compassion". Raz po raz widzimy go w sytuacji ostrego konfliktu z konkurentami do przywództwa duchowego nad narodem wybranym. Nie przebiera wtedy w słowach i mówi rzeczy niewiarygodnie brutalne jak "plemię żmijowe" czy "groby pobielane", posuwa się nawet do agresji fizycznej wyrzucając kupców ze świątyni. Nie ma żadnych oporów, żeby ranić czyjeś uczucia albo sprawiać ból, jeśli widzi w tym sens. Najbardziej szokująca jest rozmowa z Syrofenicjanką, kiedy to kobieta prosząca o pomoc dla udręczonej córki zostaje porównana do psa. Gdyby scena odbywała się we wnętrzu, siła ciosu rzuciłaby nieszczęsną istotę na przeciwległą ścianę. Rozmowa z Samarytanką przy studni też nie należy do szczególnie przyjemnych. Jezus dość bezceremonialnie namierza jej bolesne miejsce i wydobywa na światło dzienne jej hańbę. Świadomie ociąga się w przypadku córki Jaira, aż dziewczynka umiera. Podobnie postępuje w przypadku Łazarza, choć zapewnia się nas, że go miłował, jak również jego siostry Marię i Martę. Nie waha się wystawić tych bliskich sobie ludzi na ból ekstremalny, aby chwała Boża mogła się objawić.

Jezus ma wszystkie cechy urodzonego przywódcy siłę osobowości, wizję, odwagę, wielkoduszność wobec słabszych i bezwzględność wobec wywyższających się. Jest obiektem podziwu mężczyzn i miłości kobiet. Jego serce to serce lwa, a nie baranka. Tym bardziej szokujące jest dobrowolne przyjęcie męki i hańbiącej śmierci. Jezus przekracza w tym swoją naturę. Godzi się na upokorzenie, które w oczach większości unicestwia jego aspiracje do przywództwa raz na zawsze. Jednak nawet w godzinie tej strasznej próby zachowuje godność i wielkość, która onieśmiela oprawców. Uderzony w twarz bynajmniej nie nadstawia drugiego policzka, tylko żąda podania racji. Sanhedryn wygląda przy nim jak sfora psów obszczekujących olbrzyma, rzymski namiestnik jak przestraszony uczniak próbujący zepchnąć na kogokolwiek odpowiedzialność za jego śmierć, Herod jak żałosny kretyn.

Jezus z Ewangelii ma się tak do swojej zniewieściałej błękitnookiej karykatury o lśniący lokach i trefionej brodzie jak Chrześcijaństwo do utwierdzania się w chorych i niszczących postawach tylko dlatego, ze mają pozór pokory. Pokora nie oznacza bezwzględnego podporządkowania możnym tego świata i unikania konfliktu za każdą cenę, tylko otwartość na prawdę i posłuszeństwo wobec niej.










sobota, 3 lutego 2018

Sorry Poland, business is business

Wszystkim, którym opadły szczęki po reakcji Izraela na stwierdzenie oczywistości, że niemieckie obozy nie były polskie, pragnę przypomnieć jak działa żydowska polityka historyczna.
Niektórzy ze straży przyszli do miasta i powiadomili arcykapłanów o wszystkim co zaszło. Ci zebrali się ze starszymi, a po naradzie dali żołnierzom sporo pieniędzy i rzekli "Rozpowiadajcie tak: Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli go gdyśmy spali. A gdyby to doszło do uszu namiestnika, my z nim pomówimy i wybawimy was z kłopotu" Ci więc wzięli pieniądze i uczynili jak ich pouczono. I tak rozniosła się ta pogłoska między Żydami i trwa aż do dnia dzisiejszego (Mt.28, 11-15)
Warto pamiętać, że nienawiść Żydów do Chrześcijan istniała nie tylko na długo przed etnicznymi czystkami II WŚ, ale przed uformowaniem się państwa polskiego. W czasach kiedy żydowscy kupcy zapuszczali się na nasze ziemie po słowiańskich niewolników już nienawidzili Chrystusa i utożsamiali go ze złowieszczym Hamanem z księgi Estery, który planował wymordować Żydów w imperium Perskim. W czasie swojego radosnego święta Purim przywiązywali do krzyża jakieś stworzenie np owcę lub nawet chłopca-goja i znęcali się nad nim jako zastępczym Hamanem- Jezusem, aż wyzionął ducha. Czasem  wykradali hostię celem zbezczeszczenia, albo pastwili się nad krucyfiksem. Naprawdę trudno prostodusznym europejskim umysłem pojąc drogę od Hamana do  Jezusa, brakuje nam talmudycznego treningu.

Patrząc na niektóre zupełnie niewspółmierne reakcje Żydów lub Arabów nabieram podejrzenia, że zwyczaj zawierania małżeństw miedzy pierwszymi kuzynami odbił się niekorzystnie na ich poczytalności i zdrowiu psychicznym w ogóle. A może ta niewiarygodna roszczeniowość, nadpobudliwość i przekonanie, że reszta świata istnieje wyłącznie po to aby im służyć ma jakiś związek z temperamentem? A może to tylko przebiegła taktyka udawania wariata, żeby naiwni Goje zgodzili się na wszystko, aby uniknąć wybuchu szału  i oplucia jadem? Cokolwiek to jest przydaje się w biznesie, zwłaszcza z europejskimi jeleniami pełnymi "chrześcijańskich przesądów" jak trzymanie się prawdy historycznej, uczciwość czy sprawiedliwość.

W dzisiejszym Salonie Dziennikarskim ks. Zieliński opowiedział jak w latach 90-tych podczas wycieczki po Ziemi Świętej arabski kierowca Abdul za każdym razem kiedy podjeżdżał do izraelskiego Check pointu wyciągał spod siedzenia tabliczkę z napisem Biblische Reisen Stuttgart. Na jej widok żołnierze wyprężeni jak struny salutowali i przepuszczali autobus bez kontroli, choć sprawdzali wszystkie inne włoskie, francuskie itp  Kluczem do wyjaśnienia tego fenomenu jest oczywiście biznes. Ofiary obozów i czystek etnicznych nikogo w Izraelu nigdy nie obchodziły. Po wojnie ocaleni z obozów zagłady byli nazywani "mydłem" i traktowani z pogardą. Odszkodowania dostawali wyłącznie od państwa niemieckiego, nigdy od żydowskich organizacji przemysłu holokaustu (vide Holocaust Industry Normana Finkelsteina). Z tą samą pogardą policjanci żydowscy traktowali swoich współbraci w getcie (Spowiedź Calka Perechodnika, Eichman w Jerozolimie Hannah Arendt). Elity żydowskie będą współpracować dokładnie z każdym jeśli można na tym zarobić. Niemcy są faworyzowani, bo dzięki ostatecznemu rozwiązaniu dostarczyli żyły złota, którą można eksploatować do końca świata. My, jako najpoważniejsi konkurenci biznesowi podlegamy najbardziej brutalnej próbie wyeliminowania z rynku.

Mamy jednak asa w rękawie - udział Żydów w komunistycznym horrorze - którego teraz powinniśmy wyjąć, jak słusznie sugeruje prof. Nalaskowski na portalu wpolityce,pl


czwartek, 1 lutego 2018

Żydzi kontra Logos

Czarne chmury zebrały się nad Polską. Nie walczymy jedynie z gromadą nadpobudliwych, rozpuszczonych ponad miarę aroganckich Żydowinów z Izraela, rządem USA siedzącym u nich w kieszeni, pomiotami Hitlera i Stalina i dziwnie bezkarną gromadą miejscowych zdrajców na usługach obcych potęg. Ewidentnie jesteśmy także celem ataku sił ciemności.

Myślę, że każdy katolik powinien przeczytać książkę E. Michaela Jonesa Jewish revolutionary spirit przetłumaczoną na polski jako Gwiazda i krzyż. Autor stawia tezę, że odrzucenie Jezusa przez naród wybrany było zarazem odrzuceniem Logosu, boskiego porządku, racjonalności  świata. Ci, którzy go przyjęli - Żydzi i poganie - stali się nowym Izraelem, ci, którzy odrzucili synagogą Szatana.

Judaizm rabiniczny powstał w opozycji do Chrześcijaństwa i ma niewiele wspólnego z biblijnym - w tym sense żydzi nie są naszymi braćmi w wierze - starszymi ani młodszymi. Talmud unieważnia zapisy Tory np dopuszcza homoseksualizm tłumacząc, że chłopiec lat 9-u nie jest jeszcze mężczyzną, więc biblijny zakaz współżycia mężczyzn ze sobą nie ma zastosowania (i  tak dalej w tym duchu).

W Talmudzie Maria jest nierządnicą, która zadała się z rzymskim żołnierzem zwanym Panthera, a owocem tego związku był Jezus, fałszywy mesjasz, który smaży się we wrzących ekskrementach przez całą wieczność. W tym kontekście obrzucanie nas gównem przez duchowych spadkobierców tej tradycji przynosi nam zaszczyt, umieszcza nas w najlepszym możliwym towarzystwie.

Jeżeli ktoś uważał, że określenie Synagoga Szatana pełne jest retorycznej przesady, teraz chyba nie ma żadnych wątpliwości co do jego trafności.