Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chrześcijaństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chrześcijaństwo. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 czerwca 2026

O wakacyjnej lekturze i zarządzaniu społecznymi emocjami

W poszukiwaniu wakacyjnej lekkiej a wciągającej lektury trafiłam na horror polityczny duetu Urbi et Orbi (Jarosław Urbaniuk, Łukasz Orbitowski) pt Pies i klecha przeciwko wszystkim. A tam milicjant i ksiądz doktor habilitowany tropią niezwykłe zjawiska, byty i rytuały mające bezpośredni wpływ na naszą codzienność oraz rzeczywistość społeczną i polityczną. Akcja zaczyna się w schyłkowym PRLu, kończy u początku transformacji ustrojowej w 1989 r.

Oszołomieni bohaterowie odkrywają, że u początków PRL-u miał miejsce rytuał oddający nasz nieszczęśliwy kraj pod władzę ARYMANA. Dość mnie ta koncepcja zaskoczyła, bo Aryman (po persku Angra Majnu) jest złym przeciwnikiem dobrego boga Ormuzda (Ahura Mazdy) w Zoroastryzmie czyli religii powstałej gdzieś w okolicach V w. p.n.e. w Persji, a raczej Imperium Perskim rządzonym przez dynastię Achemenidów. Skąd ta postać w kontekście Chrześcijaństwa i walki z nim?

Aryman ma być demonem materializmu, wrogim rzeczywistości duchowej w przeciwieństwie do Lucyfera. Ten drugi ma sprzeciwiać się Duchowi Świętemu ofiarując iluzje zamiast Prawdy, a pierwszy zdaniem autorów jest wrogiem Chrystusa i stawia nienawiść przeciwko miłości.

Z lucyferyzmem spotykamy się w pogańskiej wsi, gdzie złożono w ofierze młodego wikarego, władzy Arymana i jego wyznawcom zawdzięczamy komunę. A co po jej oficjalnym upadku? Otóż przychodzi trzecia siła - nicość i wielka ciemność - Sorat sprzeciwiający się Bogu Ojcu jedynemu.

Ksiądz Andrzej Gil uświadamia to sobie, kiedy razem z byłym milicjantem skutecznie udaremnili próbę ponownego oddania Polski Arymanowi, przerywając staremu komuchowi Finderowi rytuał złożenia w ofierze człowieka. 

Tymczasem w innym pomieszczeniu gmachu sejmu odbywa się konkurencyjny rytuał, prawdopodobnie również połączony z krwawą ofiarą, otwierający na oścież drzwi nihilizmowi.

"Co myśmy najlepszego zrobili!" myśli udręczony ksiądz uświadomiwszy sobie sytuację. Właściwie na tym kończy się książka i z taką myślą czytelnik jest pozostawiony.

Myśl wcale nie jest taka niedorzeczna jakby się mogła wydawać. Skoro zarówno nazizm jak i komunizm mają okultystyczne korzenie, podobnie jak masoneria, której zawdzięczamy rewolucję francuską, tzw. "Oświecenie" i rozbiory Polski, to dlaczego nie New World Order czy jak to się tam nazywa.... Gołym okiem widać, że jest to kolejna odsłona walki z chrześcijaństwem i boskim/naturalnym porządkiem świata (Logosem), wymierzona w tzw. zwykłego człowieka.

Kiedyś wyobrażałam sobie, że ponieważ moje potrzeby materialne są dość skromne, a miejsce do mieszkania odziedziczyłam (więc nie muszę spłacać kredytu), regularny dochód w postaci emerytury (bez względu na jej wysokość) uszczęśliwi mnie dozgonnie. Nie przewidziałam, że w przeciągu ostatnich 4 lat wyrośnie nam pod bokiem równoległe społeczeństwo ukraińskie konkurujące z niezamożnymi Polakami o służbę zdrowia, mieszkania, miejskie parki, kąpieliska i miejsce w przestrzeni publicznej.

Nasi goście przyjęci z dużą życzliwością okazali się "gatunkiem inwazyjnym" usiłującym zdominować (albo wręcz wygryźć) naiwnych gospodarzy. Robią to między innymi przez wytwarzanie hałasu nieproporcjonalnego do ich liczby. Kto nie wierzy niech się przejdzie do Parku Wschodniego w pogodny weekend albo na kąpielisko na Oporowie lub Królewieckiej w upalny dzień! Kto mieszka w centrum, nie musi tego nawet robić, bo odgłosy życia ukraińskich sąsiadów są częścią jego codzienności.

Ludzie zamożni mogą zmienić miejsce zamieszkania, kupić nowe mieszkanie, dom pod miastem, chatę w górach, willę we Włoszech lub Hiszpanii. Nie są zdani w takim stopniu jak "zwykły człowiek" na efekty decyzji lub zaniechań kolejnych rządów. Jakie skutki społeczne przyniesie podpisanie paktu migracyjnego przez Tuska łatwo sobie wyobrazić. Będziemy tu mieli drugą Wielka Brytanię, jak onegdaj marzyliśmy.

Wszystko jest bardzo dziwne i dzieje się nadzwyczaj szybko. Kilka lat temu po śmierci czarnego recydywisty Floyda, który stawiał opór przy zatrzymaniu, podczas ucieczki z dużą ilością narkotyków, wszyscy klękali jakby ich ktoś zaczarował. Przy najlepszych chęciach nie dało się tego uzasadnić logicznie. Rzecz działa się w USA. Policjantów oskarżono. Premier Wielkiej Brytanii klękał publicznie. Po śmierci niewinnego białego chłopaka w swoim własnym kraju, zabitego przy udziale brytyjskiej policji nie tylko nie klęknął, ale nabrał wody w usta, aż nagranie z zatrzymania znalazło się w Internecie. Wtedy ograniczył się do oskarżenia Nigela Farrage o podżeganie do nienawiści.

W USA czarny 17-latek zadźgał nożem białego rówieśnika, bo ten kazał opuścić mu namiot nie swojej drużyny, w którym się miał znaleźć uciekając przed ulewą. Rzecz działa się podczas zawodów sportowych. Podobno nagle spadł ulewny deszcz czy też była to burza z piorunami i nieszczęsny Carmelo Anthony schronił się  do namiotu konkurencji. Został wyproszony, na co zareagował ciosem noża w serce. Dlaczego przyniósł nóź w plecaku na zawody sportowe? Tego nikt nie próbował nawet wyjaśniać. Po prostu skrzywdzono "dzieciaka" (kid) skazując go na dożywocie z perspektywą ubiegania się o skrócenie kary po 35 latach, a on tylko działał w obronie własnej, bo oponent wyglądał na silniejszego.

Jego "obrońcy" w zemście sikają na grób ofiary. Na myśl o uczuciach rodziców zamordowanego chłopca narażonych na takie demonstracje i brata bliźniaka, na którego rękach umierał jest mi po prostu gorzej. Totalne zbydlęcenie.

Nie opuszcza mnie jednak myśl o dziwnej synchronizacji tych zdarzeń z wojną USA z Iranem i narastającym dystansem międzynarodowej opinii publicznej w stosunku do państwa Izrael, które ją rozpętało.

Bardzo wiele konserwatywnych mediów związanych z republikanami i ruchem MAGA straciło popularność z powodu bezkrytycznego poparcia  dla Izraela. Nagranie z zatrzymania Henry Nowaka, uznanie za winnych prześladowców szkockiej dziewczynki z siekierą, próba dekapitacji białego mężczyzny przez Sudańskiego migranta w Belfaście i wyrok w sprawie Carmelo Anthony'ego pozwoliły im znowu nabrać wiatru w żagle.

Ktoś tym ewidentnie dyskretnie zarządza. "Teraz nie patrzcie w stronę Libanu, Gazy i zachodniego brzegu tylko poczujcie słuszny gniew po wyczynach migrantów w Europie i czarnych w USA!"

A skąd się wzięli ci migranci? Czy przypadkiem ich napływ nie ma związku z destabilizacją wszystkich państw na Bliskim Wschodzie, które mogłyby zagrozić Izraelowi? Czy to przypadkiem nie Stany Zjednoczone są za to odpowiedzialne? 




wtorek, 24 marca 2026

O liście biskupów


W kontekście wojny na bliskim wschodzie polscy biskupi wystosowali list do wiernych. W kościele paulinów we Wrocławiu akurat nie był czytany, więc znam go tylko z omówień. O ile dobrze zrozumiałam poinformowano polskich katolików że:
  • Kościół się mylił przez większość swojej historii (i całą historię Polski)
  • Zbawionym można być na dwa sposoby w zależności od pochodzenia etnicznego
  • Żydzi będą zbawieni na podstawie genetycznej/biologicznej, nie muszą się nawracać na chrześcijaństwo, ani praktykować żadnej religii gdyż są narodem wybranym
  • Pozostałe narody pod zwykłymi warunkami tzn nawrócenie, chrzest itp
  • Chrześcijanie, jeśli nie są Żydami (w sensie narodowości), muszą bardzo uważać na swój wyssany z mlekiem matek antysemityzm
  • Antysemityzm jest zdefiniowany jako brak miłości, czyli można podciągnąc pod niego wszystko, włącznie z krytyką polityki zagranicznej Bibi Netanjahu i wyczynów "humanistycznej armii" w strefie Gazy, Libanie, Iranie itd.
Wyłania się z tego listu obraz Boga jako zaślepionego ojca rodu, który z całkowicie bezkrytyczną miłością odnosi się do ulubionego/wybranego synusia/wnusia, a cała reszta potomstwa musi sobie na miłość zasłużyć, a i tak nie dostanie jej tyle, co (nomen omen) beniaminek. Ten zaś, rozpuszczony do obrzydliwości, całe rodzeństwo uważa za swoją własność, którą może dysponować dowolnie, a kiedy się ktoś postawi naskarżyć tatusiowi/dziadziusiowi, że aj, waj, antisemisismus! 

Antisemitismus niedobra jest! Bardzo niedobra, gorsza niż mordowanie gojów tysiącami, gorsza niż rozpętywanie konfliktu, który może przerodzić się w wojnę światową!

Zramolały patriarcha na jakimś etapie posyła swego najlepszego syna (a może sam się w niego wciela), aby opamiętał znarowionego potomka. Ten morduje posłanego (ściślej mówiąc zleca morderstwo), a po zmartwychwstaniu obrzuca gównem. Reszta rodzeństwa jest poruszona i postanawia żyć według wskazań Zmartwychwstałego... 

Wydaje się, że ojciec przejrzał na oczy i pogodzil się z odkryciem kim jego ulubieniec jest w istocie, a nawet dostrzegł i docenił dobrą wolę reszty potomstwa. Niestety, ten stan nie trwa długo. Demencja patriarchy postępuje i nie poznaje już nikogo. Chce tylko widzieć beniaminka. Niech w końcu się pojawi, nawet gdy będzie na niego pluć, rzucać kamieniami i bluźnić. Nawet, jeśli ma go (znowu) zabić... 

Nie miałabym ochoty oglądać takiego filmu. Odrzuca mnie od takiego obrazu Boga i jego wybiórczej miłości. Albo polscy biskupi nie wiedzą co czynią albo wiedzą bardzo dobrze i to jest o wiele gorsze!

P.S.
Według klucza zaproponowanego przez biskupów wszyscy bolszewiccy oprawcy - z pochodzenia Żydzi - zostali zbawieni  z automatu na mocy swoich genów. Stalin mial gorzej, bo Gruzin i upadły chrześcijanin. Ba, były seminarzysta! A co z Leninem - mieszańcem? Utknął w bramie do nieba z nogą w drzwiach?

Ale chwila! Czy to nie jest tak, że wszyscy mamy zbawienie w kieszeni czy chcemy tego czy nie? Papa Francesco zapewniał, że piekło jest puste, a Judasz zbawiony. Ma się rozumieć, że zbawiony bo Żyd, ale Hitler też, więc po co to rozróżnienie na naród wybrany i gojów? Czy to nie rasismus? 

Rasismus niedobra jest, ale chyba jednak lepsza niż antisemitismus!!!

 

środa, 11 marca 2026

O potomkach Kaina i Abla

Czytam Krew na naszych rękach? Pawła Lisickiego. Bardzo lubię go słuchać dla niezwykle logicznego i zdyscyplinowanego wywodu oraz trafności i precyzji, z jaką namierza problem, natomiast jego styl pisarski zazwyczaj mnie męczy jako zbyt suchy. Lutra nie zmogłam, nie pamiętam czy doszłam do połowy. Tym razem jest inaczej. To książka pisana z ogniem, tym samym który skłonił spokojnego i kulturalnego redaktora do grzmotnięcia z rozmachem w radio na dźwięk słów jakiekoś debila że "My, Polacy, mamy krew na rękach".

Czyją krew? Macie trzy zgady! Tak, oczywiście, wszyscy trafili za pierwszym razem - żydowską! Nikt się chyba nie dziwi, że radio nie przeżylo ataku rozsierdzonego publicysty. On jednak nie poprzestał na destrukcji niewinnego odbiornika, chwycił natychmiast za pióro aby rozprawić się z holokaustiańską hucpą.

Na początku referuje mentalne wysrywy wszelkiej maści samozwańczych intelektualistów wiadomego pochodzenia, którzy dowodzą m.in. że Żydzi pochodzą od Abla, a cała reszta ludzkości - znaczy Goyim - od Kaina. Żydzi są zawsze niewinni, a Goje-Kainnici wręcz przeciwnie. Powtarzam: zawsze!

To prosty wzór, więc możemy podstawiać dane. Zacznijmy od Epsteina. Grupa etnicza? Żyd i to jeszcze, panie, aszkenazyjski, a więc najwyższa kasta izraelska. Z kim współpracuje? Z Mossadem oczywiście, narodowość jak wyżej. Dla kogo? Rządu Izraela! Którego szefem jest obecnie? Bibi Netanjahuuuuu! Czyli do czyich potomków zaliczymy wyżej wymienione osoby? Abla, oczywiście! A więc są? Niewinni jak baranki bez skazy prowadzone na rzeź, podobnie jak żydowski policjant pakujacy swoją swoją rodzinę do pociągu do Treblinki, by ocalić własną dupę.

A Lew Trocki, właściwie to Bronstein, też był z domu starozakonny, znaczy całkowicie niewinny jako potomek Abla. Tymczasem:

w pierwszym z wybudowanych łagrów postawił pomnik Kainowi zabójcy brata Abla. Marksistowski immoralizm miał oznaczać odejście od chrześcijaństwa, przykazania " nie zabijaj" i etyki, która powstała na jej bazie. Teraz to człowiek miał wyznaczać granice "moralności". Komunizm i nazizm miały te same korzenie.

A może jest tak, że "Za winy Trockich płacą Bronsteinowie"? Ale zaraz, jakie winy? Jedni i drudzy są przecież niewinni, czyż nie? Niewinni jak Gienrich Grigoriewicz Jagoda (znaczy Jenoch Gierszonowicz Ijagoda) Organizator systemu łagrów i Gułagu, współtwórca stalinizmu i jego prześladowań, współorganizator wielkiej czystki, odpowiedzialny za niezliczoną ilość ofiar (jak podaje Wikipedia). Ale te ofiary to chyba Goje były. Znaczy winni z definicji!

To dokładnie tak jak w dowcipie o kapitanie/nauczycielu: 

  1. Kapitan ma zawsze rację.
  2. W przypadku, gdy jednak nie ma racji patrz punkt1!

Ben Gurion miał powiedzieć do Żydów przybyłych do Palestyny tuż po wojnie "Jeśli przeżyliście to znaczy, że jesteście ostatnimi łajdakami". Ciekawe co powiedziałby do licznej grupy wybitnych specjalistów od wyrywania paznokci, którzy zasiliła izraelską klasę wyższą po 1968? Jakże jednak się mylił! Przecież Żydzi z definicji są niewinni, a jeśli przypadkiem okazują się ostatnimi łajdakami albo sadystycznymi oprawcami to patrz punkt pierwszy!

Winni czy niewinni, potomkowie Abla czy Kaina, a może Neandertalczyków albo "innej malpy" w swoim zachwycajacym "państwie położonym tam, gdzie chce" (jak mówi dr Szewko) zachowali sprawdzone metody z czasów rewolucji październikowej,wprowadzania komunizmu w krajach satelickich ZSRR i utrwalania władzy ludowej. Wyrywanie paznokci praktykowane przez Mossad do dziś dnia jest tego najlepszym dowodem.

Wnieśli do polityki międzynarodowej nowe standardy jak porwania przeciwników politycznych, zabijanie negocjatorów, rozpoczynanie wojny w trakcie rozmów pokojowych, rozwalanie przywódców sąsiednich państw wraz z rodziną za pomocą pocisków, strzelanie do bezbronnych, w tym także wolontariuszy niosącym pomoc ludności cywilnej. Właściwie te standardy są stare jak świat. Podczas wojen plemiennych wyrzynano przecież wszystkich z kobietami, dziećmi i starcami do ostatniego niemowlęcia, czyż nie?

Oni nas po prostu wyzwalają od jarzma chrześcijańskich przesądów w dziedzinie moralności w polityce i życiu prywatnym. Chcą nas nawet wyzwolić od demoralizujących, antysemickich utworów literackich zwanych ewangeliami, które są odpowiedzialne za holokaust!

Palestyńczyków wyzwalają od swojej ziemi, Irańczyków od głowy państwa i dowódców armii, Libańczyków już nie wiem od czego, a ci niewdzięcznicy ich nienawidzą, choć nie czytają ewangelii! Jak to wyjaśnić? Nie  wyssali antysemityzmu z mlekiem matek jak Polacy, ale go nabyli w niewyjaśniony sposób! Ale czegóż oczekiwać od potomków Kaina! 

"Bibi's bunker" umieszczony w sercu Tel Avivu, wśród budynków mieszkalnych, trafiony pociskiem, którego nie powstrzymała żelazna jarmuła, to jest chciałam powiedzieć kopuła. Jego dom też, podobno zginął brat - Jeb Netanjahu. O samym Bibim powiadają, że polata prywatnym samolotem to tu to tam (Monachium, a może Maralago), bo ma świadomość, że jest następny w kolejce.

Nie wiem jak się ta wojna rozwinie, ale wczorajsze nocne zdjęcia z tel Avivu robią wrażenie.

P.S.

Nie odmówię sobie krótkiego wierszyka, nawet nie limeryka

W Tel-Avivie pociski z Iranu

narobiły niezlego rabanu.

Aż Bibi Netanjahu

porobił się ze strachu

że wkrótce pójdzie do piachu! 

 

A żelazna kopuła

niczym wielka jarmuła,

co nad miastem wisiała

nie na wiele się zdała

pociski przepuszczała!

 

niedziela, 21 grudnia 2025

Jeszcze o Magdzie Umer i produkcji komunistycznych elit

Dooglądałam film Magda z 1993 https://youtu.be/dmLfgiZGLZ4 do końca, a tam gdzieś przy końcu najciekawszy wątek - produkcja komunistycznych elit! 

Magda Umer opowiada, że chodziła do komunistycznego żlobka, komunistycznego przedszkola i komunistycznej szkoły (podstawowej i średniej w jednym?) i w związku z tym po raz pierwszy zetknęła się z jakimikolwiek odniesieniami do chrześcijaństwa dopiero na studiach polonistycznych!!! Nie miała na przyklad pojęcia o jaki krzak gorejący może chodzić!!!

Co to w praktyce oznacza?

  1. Musiały istnieć (i pewnie nadal istnieją) specjalne żłobki, przedszkola i szkoły (podstawowe i średnie) dla dzieci nomenklatury i SB-ków.
  2. Z programu tych szkół wycięto większość historii i literatury polskiej, a nauczano np historii komunizmu? Żydów? ZSSR?
  3. Komuniści ewidentnie zainspirowali się angielskimi szkołami publicznymi (tzn prywatnymi w naszym rozumieniu), których głównym zadaniem jest produkcja elit. Te elity miały być kulturowymi cudzoziemcami w kraju, poddanym ich władzy!

Najciekawsze, że Magda chodziła do klasy humanistycznej z łaciną. Jak w klasie humanistycznej można ominąć 90% literatury polskiej pozostaje dla mnie tajemnicą. Jakiej historii tam uczono?

Każdy uczeń liceum już w pierwszej klasie styka się z tekstem Bogurodzicy, Rozmowy Mistrza Polikarpa ze śmiercią, Legendy o św. Aleksym, Pieśni o Rolandzie itp. O poezji Kochanowskiego już nie wspominam. A co z Sienkiewiczem? Jak można czytać np Potop i się nie zauważyć odniesień do chrześcijaństwa? A wielcy romantycy? A Norwid? 

Nawet jeśli nie uczyli się o literaturze polskiej, to w każdej innej europejskiej - z rosyjską włącznie - jest dokładnie to samo! Czy przygotowano dla nich ocenzurowane wersje lektur? (Nowacka chce to teraz wprowadzić we wszystkich szkołach !)

Stanisław Krajski opowiada w jakimś filmie o swojej polonistce-komunistce z liceum, która nie rozumiała, co oznacza zdanie "niech się mury Jerycha porozwalają jak kłody" z wiersza Norwida i miała dziwne pomysły interpretacyjne (niestety, nie przytacza jakie). 

Sama pracowałam w Liceum Sióstr Urszulanek z polonistką, która nie miała żadnej wiedzy (albo śladową) na temat Pisma Świętego Nowego i Starego testamentu i nie rozumiała żadnych odniesień do postaci biblijnych (typu Tobiasz i Sara z Księgi Tobiasza). Nie czytała też Tolkiena, bo - jak wyjaśniła - jest "tradycjonalistką". Do jakiej "tradycji" się odwoływała?

Antoni Macierewicz przy jakiejś okazji opowiadał, że podczas weryfikacji WSI (chyba) zetknął się z bardzo inteligentnymi i wykształconymi ludźmi, których wiadomości z historii Polski ograniczały się do losów pojedynczych komunistów. Mieli zupełnie inaczej umeblowane mózgownice niż większość obywateli naszego kraju, gdyż zapewne byli produktami takich właśnie szkół, o jakich mówiła Magda Umer.

Ciekawe, że PRLowska literatura i filmy dla młodzieży pełne są postaci, których realia życiowe drastycznie odbiegają od sytuacji potencjalnego czytelnika czy widza. Mam na myśli różne Jeziora osobliwości, Szaleństwa Majki Skowron czy inne Jowity. Ten ostatni film nakręcony został na podstawie powieści Dygata (scenariusz Konwickiego), reżyserowany przez Morgensterna, główne role zagrali Daniel Olbrychski, Barbara Kwiatkowska i Kalina Jędrusik. Kultura PRLu w pigułce - sami swoi. Od dyżurnych literatów systemu poprzez reżysera właściwego pochodzenia (etnicznego) do piękności "poziomych" robiących karierę przez łóżko...

Tak mi się skojarzyło przy okazji opowieści Magdy Umer o jej paczce z liceum. Wspomniała na przykład, że kiedy pokłóciła się z chłopakiem i na studniówce tańczyła z kimś innym, wszyscy nauczyciele byli bardzo zmartwieni i usiłowali młodych pogodzić. 

Czy ktoś widział coś takiego w realnym życiu? To brzmi jak żywcem wyjęte z jakigoś PRLowskiego filmu dla mlodzieży typu Beata, albo ten, gdzie niunia zgubiła zegarek, czy też serial z Pacułą - pracującą w szpitalu - w roli głównej. Niestety, nie pamiętam tytułów tych wybitnych dzieł...

Morał z tej historii jest taki, że - przypuszczalnie - te szkoły nadal istnieją pod zmienionym szyldem i nadal hoduje się tam elity kompradorskie, potrzebne do zarządzania kolonią z nadania brukselskiej/berlińskiej metropolii. To jest odpowiedź, skąd się bierze owo wykazywane w sondażach ok. 16 % społeczeństwa, które nienawidzi polskości albo - co najmniej - się z nią nie identyfikuje. 

To jest odpowiedź, skąd się biorą politycy, którzy nie wiedzą ilu jest królów albo jednemu z nich nadają imię Belzebub. To wyjaśnia skąd się biorą posłanki tak słabo znające język polski, że potrafią krzyczeć hasło "dość dyktatury kobiet" mając na myśli coś wręcz przeciwnego... 

P.S.

Sprawdziłam liceum Magdy Umer, to XIV LO im. Staszica w Warszawie, które w latach 1953-1990 nosiło imię Klementa Gottwalda. W rankingu Perpektyw z 2024 pierwsza szkoła w Polsce i pierwsza w Warszawie! Wśród znanych absolwentów Jerzy Urban, Helena Łuczywo, tatuś Nowackiej (Jerzy), Jan Lityński, Wanda Rapaczyńska, Marek Borowski i Magda Umer. 

Jest oczywiście wielu zacnych absolwentów przedwojennych, gdyż szkoła powstała w 1906, a w czasie okupacji prowadziła tajne komplety. I tak szacowną instytucję z tradycjami komuchy zamieniły na wylęgarnie swoich elit, które kończąc klasę humanistyczną nie miały nigdy kontaktu z literaturą polską!!! Bo jak to inaczej rozumieć? Kiedyś byl inny program? Bez Kochanowskiego i Mickiewicza? Nie wierzę!!!

czwartek, 28 stycznia 2021

O zwodzeniu i uwodzeniu


W czasach flirtu z New Age namalowałam taki oto obraz, bardzo zresztą skrytykowany przez moją kuzynkę - profesjonalistkę - za niezwykle ubogie środki malarskie (zwłaszcza kolorystykę)  i brak wyobraźni potrzebnej do tego rodzaju metaforycznych przedstawień. Dość mnie to uraziło, bo byłam zadowolona z wyniku swojej pracy. Po latach muszę przyznać jej rację, ale to nie braki formalne zmieniły mój stosunek do tego dzieła.

Kiedy uświadomiłam sobie czym w istocie jest New Age usiłowałam oczyścić swoje życie ze wszystkich jego śladów (niestety wiele decyzji wtedy podjętych miało nieodwracalne skutki). Postanowiłam zniszczyć też wszelkie rysunki powstałe pod jego wpływem, Z zapałem wzięłam się za rzeczony obraz, zdjęłam płótno z blejtramu i pochwyciwszy nożyce zaczęłam je ciąć. Szło mi tak sobie, bo było grube, a nożyczki tępe. W końcu dałam spokój, bo tak do końca nie byłam pewna, co właściwie mój obraz przedstawia. Błękitna postać wyłaniająca się z morskiej głębiny może być przecież interpretowana jako anioł, a nagość kobiety na pierwszym planie ma wymiar wyraźnie  eschatologiczny. Nie wiem więc, czy to anioł ratuje zagubioną duszę, która zapuściła się w niebezpieczne rejony, czy też owa nieszczęsna dusza została zwabiona w niebezpieczne rejony przez kogoś podszywającego się pod anioła światłości i w swej naiwności dobrowolnie podaje mu rękę. Mam wrażenie, że tego rodzaju niepewność często towarzyszy nam w życiu duchowym.

Pani Aleksandra Wojciechowicz opowiada w swoich filmach na YouTube o zwiedzeniu jakiemu sama uległa będąc w Karmelu, kiedy to przez lata brała aktywność wiadomo kogo za łaski mistyczne. Na nas, przeciętnych chrześcijan czasem wystarczy sam świat i własna upadła natura.

Wszystkie te refleksje przyszły mi do głowy pod wpływem obejrzenia do końca szwedzkiego serialu kryminalnego pt. Wallander inspirowanego powieściami Henniga Mankella. Film uwodzi przepięknymi krajobrazami, architekturą, wnętrzami i poziomem życia, o którym możemy tylko pomarzyć. Za tym rajskim sztafażem kryje się smutna prawda o współczesnej Skandynawii. Dojmująca samotność ludzi w rozbitych rodzinach, niezobowiązujący seks traktowany jako sport, kompletny brak jakiegoś duchowego wymiaru, młodzież rozpuszczona do obrzydliwości, wrzeszcząca na swoich rodziców, a nawet atakująca ich fizycznie i jednocześnie bezbronna wobec świata.  Nad tym wszystkim unosi się wszechwładza państwa, które może np. odebrać dzieci rodzicom pod najbardziej idiotycznym pretekstem.

Kryminały, chcą tego czy nie, prezentują odbiorcom poglądy ich twórców na temat moralności i tak też rzecz się ma z książkami Mankella i serialem Wallander. Tytułowy bohater expressis verbis wyraża przekonanie, ze największym złem w życiu społecznym jest samoorganizacja lokalnych społeczności w obliczu  niewydolności policji i zbyt pobłażliwego dla przestępców prawa. Społeczność lokalna niesłusznie podejrzewa wypuszczonego z więzienia pedofila o gwałt i morderstwo, bo winny jest emerytowany policjant. Zanim jednak policja to ustali ginie stara matka pedofila od kamienia przeznaczonego dla syna, a on sam popełnia samobójstwo. Podobnie rzecz się ma z młodym piromanem, który po wyjściu z więzienia zostaje pobity przez lokalsów, a w podpalonym przez nich kiosku ginie niewinny człowiek. Analogiczna grupa samoobrony katuje na śmierć młodego Polaka, podejrzanego - słusznie, jak się później okazuje  - o włamania i kradzieże.

Choć nikt tego wyraźnie nie deklaruje, ale film pokazuje to jasno, że jeszcze gorszym złem, jest chrześcijaństwo, które zajmuje dokładnie takie miejsce w światopoglądzie szwedzkim jak Szatan w katolickim - jest złem metafizycznym. Przypisuje się jego wyznawcom nie tylko hipokryzje i zaburzenia psychiczne, ale przede wszystkim regularne stosowanie przemocy z terroryzmem włącznie. Wojujący islam w filmie nie występuje, choć sławne z "no go zones" Malmo tuż za rogiem.

Polityczna poprawność nie chroni przybyszów z krajów postkomunistycznych - Polacy to złodzieje pijący wódkę, tłukący swoje żony, a przy tym zabierający pracę poczciwym Szwedom, co prowadzi do samobójstw, Rumunki to prostytutki gotowe sprzedać swoje dzieci za pieniądze, Bałtowie chętnie oddają się pracy niewolniczej w obozie prowadzonym przez demonicznych Jugosłowian trzęsących całym miastem, rosyjska mafia złożona z kryptogejów dybie na życie wychowanej w Szwecji wiolonczelistki i nie boi się policji.

Tytułowy Wallander nie raz nie dwa pobity jest przez przesłuchiwanych lub dzieci swojej znajomej. Nigdy się nie skarży tylko znosi to łagodnie jak baranek na rzeź prowadzony, podobnie inni policjanci. Doskonała karykatura chrześcijaństwa. Pani prokurator pyta łagodnie swoją córkę, dlaczego ukradła znaczną ilość telefonów komórkowych, ta wzrusza ramionami i rzuca od niechcenia "fun". Na to matka jeszcze pokorniej: "co tak strasznego zrobiłam?" Okazuje się, że chodzi o przeprowadzkę ze stołecznego Sztokholmu do prowincjalnego Ystad. "Nienawidzę tego miejsca" mówi smarkula siedząc w domu jak z bajki z widokiem na Morze Bałtyckie. Gdybym ja się znalazła w takiej sytuacji tłukłaby i kopała gówniarę do nieprzytomności, trzeba by mnie było odciągać siłą. Pozwolenie na skrajne chamstwo i agresję wobec dorosłych wcale nie chroni gnojstwa przed niebezpieczeństwami świata. W szkole nastolatki są wrabiane w prostytucje i tak dalece nie wiedzą co zrobić, że popełniają samobójstwa. Dorośli, których można bezkarnie popychać i na nich wrzeszczeć nie są brani pod uwagę jako sprzymierzeńcy w walce z przekraczającym ich możliwości złem.

Jeden jedyny raz ktoś krzyknął na dziecko. To matka Polka, żona wspomnianego złodzieja. Obecny przy tym policjant wytrzeszcza gały ze zdziwienia, nigdy nie widział nic tak potwornego! W następnej chwili matka Polka przytula to samo dziecko, a policjant wytrzeszcza gały jeszcze szerzej. No cóż, wiadomo, Polacy.

Za dużo naczytałam się w młodości Sigrid Undset, Very Hendriksen i Islandzkich Sag. Średniowieczna Skandynawia bardzo pobudzała moją wyobraźnię. Sama proporcja liczby mieszkańców do powierzchni wprawiała mnie w zachwyt, nie mówiąc już o długości linii brzegowej. Potem katalogi IKEI wzmagały moją tęsknotę za własnym domem,. takim właśnie przestrzennym, pełnym światła i urządzonym z gustowną prostotą. Jednak moje wyobrażenia miały się tak do rzeczywistości jak Dorian Gray z powieści Oscara Wilde'a do swojego portretu.

Bardzo ciekawe, jak wiele przekleństw w języku szwedzkim zawiera słowo Szatan. Nie brzmi to jak nasze "idź do diabła", tylko jak wzywanie jego imienia. Mam nieodparte wrażenie, że zostało wysłuchane i wezwany przybył podszywając się pod anioła światłości...



 

sobota, 14 marca 2020

Tyrada o głupocie tego świata

Coś mnie bierze jak co roku o tej porze - bolą mnie zatoki przynosowe, głowa i gardło. Zważywszy okoliczności wszystkie te niewinne objawy zaczynają wyglądać złowrogo, zwłaszcza, że chwilowo nie jestem ubezpieczona (zwolniono mnie z pracy bez podania powodów jakiś czas temu).

Siedzę więc w domu czując się trochę jak Filifionka z "Doliny Muminków w listopadzie", która może się w końcu odprężyć, bo katastrofa, którą tak długo zapowiadała - narażając sie śmieszność - w końcu nadeszła.

Uchodźcy u granic Grecji okazali się zwolnionymi z tureckich więzień drobnymi przestępcami przeznaczonymi do deportacji, głownie z Afganistanu, Pakistanu i Iranu. Dowieziono ich na granicę autobusami, a służby tureckie usiłują za pomocą gazu łzawiącego, ostrzeliwania greckiej straży granicznej i prób zniszczenia ogrodzenia wymusić wpuszczenie tej hałastry na terytorium UE. Prawdziwi uchodźcy wojenni utknęli na granicy syryjsko-tureckiej i nikt sie ich losem nie przejmuje.

Nie wiem dlaczego obejrzałam trochę filmów o tsunami w różnych częsciach Azji. Co mnie uderzyło, to niewiarygodna głupota turystów, którzy zamiast uciekać przed groźnym zjawiskiem, usiłują je sfilmować narażając sie na śmierć. Dla tych infantylnych imbecyli wszystko jest atrakcją turystyczną zorganizowaną z myślą o ich rozrywce. Zatracili całkowicie poczucie, grozy świata. jakby nie rozumieli, że ciepłe kraje po drugiej stronie globu zmagają się z groźnymi zjawiskami naturalnymi, nieznanymi mieszkańcom poczciwej Europy. Nie mają pojęcia jak rozpoznać, że coś takiego nadchodzi i jak się zachować. Po jaką cholerę ciągną więc tam swoje tyłki? Żeby zatruć się jakimś jedzeniem, do którego nie sa przyzwyczajeni? Żeby poparzyć swoją biała skórę podzwrotnikowym slońcem? Żeby zarazić się jakimś egzotycznym wirusem i jeszcze przywlec go do Europy? Nie mam zdrowia do tych kretynów!

Korwin-Mikke głosił kiedyś uparcie, że Europa powinna zaniechać produkcji rolniczej i importować żywność z Afryki, bo to o wiele taniej. Pięknie byśmy wygladali, gdyby ktoś tego nadętego durnia posłuchał. Wystarczyłoby odciąć linie dostaw i każdę państwo europejskie z osobna lub całą unię na raz można by zmusić do uległości w dowolnej sprawie w tydzień czasu. Nie mówiąc już o jakiejś pandemii - prawdziwej lub wykreowanej przez media. Przeniesienie całej produkcji do Chin było równie świetnym pomysłem. Nikt nie mógł przewidzieć, że między państwem środka a Europą jest jednak duża odległość, a epidemie, podobnie jak powodzie, trzesienia ziemi, rewolucje i wojny domowe mogą się tam zdarzyć!!!

Wystarczy jeden wirus - prawdziwy lub wymyślony - jeden wulkan, który troszke podymi na Islandii i europejskie rozkapryszone bachory na moment są przywrócone do rzeczywistości. Jak w obliczu grozy tego świata wygladają lgbt, prawa zwierząt, aborcja, weganizm i energia odnawialna? Nie, nie jesteśmy bogami! Na szczęscie! Jesteśmy karłami stojącymi na ramionach olbrzymów, którzy tą cywilizację zbudowali. Wieki tworzone było bezpieczeństwo i względny dobrobyt, w którym teraz żyjemy. To może się odmienić w przeciągu godziny, a tu wychodzi jakiś za przeproszeniem Biedroń i ma problem, że nie każdy zachwyca się jego dziwacznymi praktykami  seksualnymi, albo jakaś opętana kretynka która chciałaby się gzić bez ograniczeń, a potem mordować swoje dzieci na koszt podatników.  Skąd się biorą tacy debile niech mi ktoś wytłumaczy! Ktoś im za to płaci - to jedyne rozsądne wyjaśnienie..

W głupocie świat muzułmański nie wiele ustępuje liberalno-lewicowym elitom zachodnim. Chcą nas podbić demografią, barany. Myślą, że bogactwo Europy jest jak ropa naftowa, ktora siknęla jakiemuś szejkowi na pustyni. Otóż nie, Europa jest stosunkowo niewielkim skrawkiem lądu, w północnej swej częsci położonym w surowym klimacie. Mieszkańcy tysiące lat uczyli się jak przeżyć w tych warunkach, a potem przez wieki jak je obrócić na swoją korzyść. Z pracy ich rąk i intelektualnego wysiłku wzięło się bogactwo Europy. Chrześcijństwo dowartościowało pracę, a wymóg życia w czystości pozwolił zaoszczędzoną energię zkanalizować w twórcze działanie. Europa bez Europejczyków nie będzie żadną atrakcją dla ludu pustyni. Nawet jeśli w drodze demokratycznych wyborów przejmą władzę w krajach zachodnich, po czym wprowadzą prawo szariatu i opodatkują wszystkich chrześcijan okaże się, że bogactwo znikło. Okaże się, że mają Bliski Wschód z wszystkimi jego wadami, ale bez żadnych zalet. Czy powrócą do swej tradycyjnej działalności w Europie tzn. handlu białymi niewolnikami?

Jakże jestem zmęczona, pójdę już spać.



wtorek, 6 listopada 2018

Czy kogoś jeszcze obchodzi sztuka (wysoka)?

Myślę z wielką zazdrością o mistrzach cechowych, którzy traktowali swoją działalność jako rzemiosło. Sztuka, która nie byłaby użytkowa w tych czasach nie istniała. Zawsze powstawała na zamówienie i służyła do określonych celów jak kult, propaganda władzy, upamiętnienie, dekoracja czy symbol statusu. Oderwanie sztuki od związku z życiem podcięło jej korzenie, zapoczątkowało proces degeneracji i uwiądu, co nie znaczy, że nie ma już zdolnych artystów.

Wiosną tego roku wchodzę do Biblioteki Wojewódzkiej a tam w holu wystawa prac Bastiena Ducortioux francuskiego portrecisty. Patrząc na jego sprawność warsztatową, brawurę w posługiwaniu się kolorem i sugestywny wgląd w psychikę modela poczułam mrowienie, jak w zdrętwiałej kończynie pod wpływem poruszania palcami. Ktoś jeszcze maluje prawdziwe obrazy !!!




Latem (cały lipiec i sierpień) w tym samym miejscu tkanina artystyczna Ewy Poradowskiej-Werszler. Tytuł wystawy - Struktury i powidoki - nie ujawnia tematyki sporej części prac, które powstały z inspiracji religijnej.


Posłaniec miłości
Miejsce spotkania z przedwiecznym słowem
Zdrój łaski
Obiekt świetlny

Na 2 piętrze w korytarzu pastele Vladimira Resetova artysty, producenta, dziennikarza i wydawcy z Łotwy. Niestety eksponowane za szkłem, więc nie dało się zrobić zdjęć bez własnego odbicia. Wszystkie prace inspirowane chrześcijańską ikonografią są wyrazem duchowości artysty. (Duchowości w sensie jak najbardziej dosłownym - vide przezroczystość postaci).




A to moje własne prace w holu tej samej biblioteki robione techniką collage (z kawałków tkanin). Zamęczam widza ogromnymi obrazami wymagającymi co najmniej 10 m odległości, żeby zlać się w jego oku w coś sensownego, tylko dlatego, że nie mogę robić wielkoformatowych mozaik w absydach kościołów, do czego predysponuje mnie wada wzroku (znaczna nadwzroczność + astygmatyzm) i upodobanie do malarstwa monumentalnego. Potem zawalają mi pokój i nie wiadomo co z nimi zrobić, bo nie nadają się do mikroskopijnych wnętrz, w których mieszkamy.

Od lewj: Córka Jaira, Kobieta w kościele (autoportret), Krzyżowiec z Siódmej Pieczęci Bergmana
Ikona (Chrystus Pantokrator)

Od prawej: Kobieta z palmą (autoportret)
Chrześcijaństwo ciągle jest - jak widać - inspiracja twórczości wielu artystów. Można by więc uczynić sztukę sakralną great again. Czasem lubię pomarzyć! Teoretycznie jest to możliwe, ale zważywszy, że Kościół zwija się do katakumb, raczej nie można liczyć na jego mecenat.

A na koniec dwie realizacje tego samego tematu  - "Duch tchnie, kędy chce" tkanina unikatowa Ewy Poradowskiej-Werszler i mój skromny fotomontaż dedykowany byłemu spowiednikowi wyjeżdżającemu na misje.




niedziela, 15 kwietnia 2018

O karykaturach Chrześcijaństwa

Anthony de Mello stwierdził kiedyś, że jeśli małpa usiłuje grać na saksofonie, to nie znaczy, że stała się muzykiem. To był komentarz do naśladowania Chrystusa. Trudno odmówić mu racji. Z całą pewnością istnieją takie interpretacje Chrześcijaństwa, które przypominają grę małpy na saksofonie.

Jednym z najczęstszych nieporozumień jest mylenie unikania konfliktów za wszelką cenę i ignorowania agresji skierowanej w nas z chrześcijańską miłością bliźniego. Otóż unikanie konfliktów i twierdzenie, że pada deszcz kiedy na nas plują, nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem. To się nazywa wygodnictwo lub tchórzostwo (albo oba w jednym).  Nie domaganie się swego natomiast jest zachowaniem wyuczonym, czy wręcz wynikiem tresury, i wiele osób po prostu nie umie zachować się inaczej. Podobnie rzecz ma się z nieodpowiadaniem przemocą na przemoc - innymi słowy bronieniem się przed atakiem fizycznym - większość Chrześcijan w Europie po prostu nie umie tego wykonać, choćby chciało.

Moja mama całe życie przeżywała, że pewien powinowaty nie oddał pożyczonego mu płaszcza. Płaszcz ów był całkiem nowy, raczej drogi, kupiony dla mojego ojca. W sytuacji dość napiętego budżetu domowego kupienie  jeszcze jednego nie wchodziło w rachubę. Na pytanie dlaczego nie domagała się zwrotu nigdy nie umiała satysfakcjonująco odpowiedzieć. Dawała do zrozumienia, że nie wypada, a kiedy dalej pytałam, pojawiało się uzasadnienie ewangeliczne o dodawaniu płaszcza do sukni, którą ktoś chce od nas pożyczyć.

Wszystko to bardzo pięknie, ale jeżeli ktoś aplikuje tak dosłownie Ewangelię do codzienności, a potem przeżywa całe życie i karmi się goryczą i urazą, to chyba coś nie halo.  Jeżeli ktoś w oczywisty sposób nie dorasta do tak wyśrubowanych  standardów, niech się na nie nie sadzi, bo zapłaci słono on sam i jego rodzina. Wspomniany powinowaty zyskał za fryko nowy płaszcz i miał satysfakcję, rodzina "dawczyni" musiała wysłuchiwać jej gorzkich utyskiwań przez długie lata.

Moi rodzice nie chcieli reagować na pijackie ekscesy sąsiada z góry, woleli wyładować frustrację na swoje nastoletniej córce, która próbowała to robić. Mając wybór wobec kogo zachować się "po chrześcijańsku" wybrali sąsiada pijaka.  Racjonalizując takie wybory mój ojciec często mawiał "no przecież nie będę się z nim bić!" A dlaczego nie? Czyż nie jest to prosty i skuteczny sposób rozładowywania drobnych konfliktów między mężczyznami? A może męska rozmowa by wystarczyła? Czyż obrona terytorium nie należy do zupełnie podstawowych zadań głowy rodziny?  Mój ojciec był człowiekiem obdarzonym niebagatelną siłą fizyczną, a przy tym łagodnym usposobieniem. Nie lubił wchodzenia z kimkolwiek w konflikt i nie umiał takich sytuacji wygrywać. Nie miał ochoty się nauczyć, ani nawet próbować. Wolał się wycofywać i abdykować z roli mężczyzny. Mam absolutna pewność, że nie miało to nic wspólnego z chrześcijaństwem.

Często jest tak, że komuś odpowiedzialnemu za innych, chcącemu popisać się "miłosierdziem" na zewnątrz, może go zabraknąć dla tych powierzonej swojej pieczy. Dobrym przykładem są biskupi tak zatroskani o poprawę bytu muzułmańskich nachodźców, że gotowi poświęcić bezpieczeństwo europejskich kobiet i dzieci. Papież Who-am-I-to-judge Franciszek nagradzający watykańskimi orderami proaborcyjne aktywistki i regularnie gwarzący przyjaźnie z wojującymi ateistami, zupełnie nie znajduje w sobie tej ujmującej gotowości do dialogu z wiernymi zaniepokojonymi rozmywaniem nauki Kościoła, kardynałami wiernymi doktrynie czy proliferami. Zbrzydza go już nie tylko 'absolutyzowanie prawdy" i "czynienie z niej idola", ale nawet życie poświęcone kontemplacji.

Tak się składa, że to właśnie modlitwa otwiera nas na Prawdę. Dzięki niej czasem wiemy co należy zrobić, mamy tzw natchnienia w konkretnych sytuacjach życiowych. Często wymagają od nas wysiłku, działania wbrew nawykom i wygodzie. W moim przypadku prawie zawsze wzywały mnie do akcji  "mało chrześcijańskich" i nieprzyjemnych - jak wzywanie policji do uciążliwych sąsiadów czy stawiania jedynek leniwym i pełnym lekceważenia uczniom - czyli dokładnie takich jakich zwykle unikamy zasłaniając się "miłosierdziem"




sobota, 14 kwietnia 2018

O nawróceniu

Kiedy mówi się "nawróć się" (po lubelsku: "naaaaawrć się!") do konia w stajni, zwierzak przestawia zad w stronę ściany boksu robiąc miejsce człowiekowi, który np chce go wyczyścić. Kiedy ten skończy szczotkowanie jednego boku, powtarza to samo polecenie i koń przechodzi na przeciwną stronę boksu. W tak dosadny sposób krótki "epizod jeździecki" w moim życiu pokazał mi czym powinno być nawrócenie - zmianą dotychczasowej postawy na wręcz przeciwną na skutek działania łaski.

Słyszałam (a może czytałam) wypowiedź księdza działającego w Odnowie, że ludzie hałaśliwi i ekstrawertyczni pod wpływem działania Ducha św. wyciszają się i kierują do wewnątrz, natomiast wycofani introwertycy zaczynają nagle publicznie głośno się modlić i wielbić Boga.  To oczywiście tylko zewnętrzne oznaki nawrócenia, ale wskazujące na jakąś głęboką przemianę, która w zaszła "wbrew ich naturze".

Z drugiej strony jeżeli zgodna, empatyczna i współczująca niewiasta, wykorzystywana przez wszystkich i nie umiejąca zadbać o siebie, mimo lat praktyk religijnych utwierdza się w takiej postawie i w wierze znajduje dla niej uzasadnienie, to raczej należy wątpić w szczerość jej nawrócenia. Podobnie rzecz ma się ze skłonnym do dominacji egoistą  czy przebiegłą manipulatorką. Jeśli w Kościele znajdują nowe zagłębie jeleni gotowych do użycia w służbie swojego ego, nowe obszary do dominacji i manipulacji - mówienie o nawróceniu jest po prostu kupą śmiechu.

Na mszy św. w dzień powszedni ta pierwsza kategoria wiernych - spolegliwe niewiasty - jest znacząco nadreprezentowana. To nie tylko ich wina, że słyszą to, co chcą usłyszeć tzn należy pozwalać się wykorzystywać, "oddawać się za darmo", "żyć dla innych", "nie szukać swego" (co za ulga, nie trzeba się zmieniać!) Często nauka głoszona od ołtarza taka właśnie jest, gdyż skierowana jest do zatwardziałych egoistów i hedonistów - całkowicie nieobecnych w kościele - lub po prostu powstała z myślą o mężczyznach, którzy ze swej natury są znacznie mniej empatyczni, współczujący i zgodni, a bardziej agresywni, nastawieni na rywalizację, konfrontację i osobisty sukces.

Słuchałam ostatnio wykładu prof. Jordana Petersona o różnicach między mężczyznami i kobietami w dziedzinie osobowości. Podejrzewam, że mówił rzeczy powszechnie wiadome, z którymi każdy student psychologii musi się zapoznać. Stwierdził powołując się na konkretne badania, że w okresie pokwitania kobietom wzrasta "trait neuroticism"  i pozostaje wyższy niż u mężczyzn do końca życia. Są one nadreprezentowane wśród pacjentów z depresją i "anxiety" (stanami lękowymi?), mężczyźni natomiast częściej są alkoholikami, narkomanami i  mają "learning disorders" o ile dobrze pamiętam.

Uzasadnił to faktem, że dla kobiet świat jest po prostu bardziej niebezpieczny, gdyż grozi im nie tylko "zwykła" agresja (jako, że są słabsze fizycznie) lecz także seksualna. Cena jaka płacą za seks jest przy tym nieporównywalnie wyższa niż w przypadku mężczyzn. Co więcej, system nerwowy kobiety jest zaprojektowany z myślą o macierzyństwie, a bardziej precyzyjnie o relacji z niemowlęciem. Aby dobrze wywiązać się z tego zadania musi  być "agreeable" - co pozwala unikać konfliktów mogących narazić jej dziecko na niebezpieczeństwo - empatyczna i współczująca, żeby reagować na potrzeby noworodka, których on nie umie jasno wyartykułować, nieskończenie cierpliwa wobec tej całkowicie bezbronnej istotki i pozwalająca się jej wykorzystywać ignorując własne potrzeby (co najmniej do wieku 9 miesięcy niemowlę ma zawsze rację). Te wszystkie zachwycające cechy kobiety umożliwiające przetrwanie gatunku, znacząco utrudniają jej odniesienie sukcesu w biznesie czy każdej innej dziedzinie życia, gdzie konkuruje z mężczyznami.

To naturalne środowisko ludzi, dla których świat nie jest zagrożeniem tylko okazją do podboju i dominacji, "disagreeable, taugh-minded, blunt, competitive and agressive", przy czym jest to "predatory agression" (a nie "defensive agresion"podyktowana lękiem typowa dla kobiet).  Jakie szanse ma osoba zgodna, grzeczna, empatyczna i uległa w zestawieniu z kimś takim?  Jest oczywiście wykorzystywanym do immentu jeleniem. Peterson stwierdził, że gdyby chciał zatrudnić pracowników, których można eksploatować bez ograniczeń wybrałby "middle-aged women, high in agreeableness and concienciousnesss". Takie osoby ciężko pracują, za nic nie przypisują sobie zasług i nigdy nie narzekają, nie umieją nawet poprosić o podwyżkę.

Oczywiście, mają świadomość że są wykorzystywane i wzbiera w nich gorycz i uraza do świata. Często potrzebują terapii, treningu asertywności, nauczenia się mówienia innym rzeczy przykrych i raniących (ale prawdziwych), negocjowania swoich warunków, "stawiania się".  Jest to zadanie na granicy ich możliwości ludzkich. Czasem udaje się przy okazji autentycznego nawrócenia przy pomocy łaski.

Jest taka modlitwa "Jezu cichy i pokornego serca, uczyń serca nasze na podobieństwo serca Twego", która mnie na przemian drażni i szokuje. Jezus wyłaniający się z kart Ewangelii zupełnie do takiego opisu nie pasuje. Przede wszystkim jest to charyzmatyczny (w każdym sensie tego słowa) przywódca, porywający tłumy swoją nauką, wskazujący na siebie jako źródło autorytetu wyższego niż wszystkie znane jego słuchaczom. Według terminologii Petersona jest "high in disagreeableness and compassion". Raz po raz widzimy go w sytuacji ostrego konfliktu z konkurentami do przywództwa duchowego nad narodem wybranym. Nie przebiera wtedy w słowach i mówi rzeczy niewiarygodnie brutalne jak "plemię żmijowe" czy "groby pobielane", posuwa się nawet do agresji fizycznej wyrzucając kupców ze świątyni. Nie ma żadnych oporów, żeby ranić czyjeś uczucia albo sprawiać ból, jeśli widzi w tym sens. Najbardziej szokująca jest rozmowa z Syrofenicjanką, kiedy to kobieta prosząca o pomoc dla udręczonej córki zostaje porównana do psa. Gdyby scena odbywała się we wnętrzu, siła ciosu rzuciłaby nieszczęsną istotę na przeciwległą ścianę. Rozmowa z Samarytanką przy studni też nie należy do szczególnie przyjemnych. Jezus dość bezceremonialnie namierza jej bolesne miejsce i wydobywa na światło dzienne jej hańbę. Świadomie ociąga się w przypadku córki Jaira, aż dziewczynka umiera. Podobnie postępuje w przypadku Łazarza, choć zapewnia się nas, że go miłował, jak również jego siostry Marię i Martę. Nie waha się wystawić tych bliskich sobie ludzi na ból ekstremalny, aby chwała Boża mogła się objawić.

Jezus ma wszystkie cechy urodzonego przywódcy siłę osobowości, wizję, odwagę, wielkoduszność wobec słabszych i bezwzględność wobec wywyższających się. Jest obiektem podziwu mężczyzn i miłości kobiet. Jego serce to serce lwa, a nie baranka. Tym bardziej szokujące jest dobrowolne przyjęcie męki i hańbiącej śmierci. Jezus przekracza w tym swoją naturę. Godzi się na upokorzenie, które w oczach większości unicestwia jego aspiracje do przywództwa raz na zawsze. Jednak nawet w godzinie tej strasznej próby zachowuje godność i wielkość, która onieśmiela oprawców. Uderzony w twarz bynajmniej nie nadstawia drugiego policzka, tylko żąda podania racji. Sanhedryn wygląda przy nim jak sfora psów obszczekujących olbrzyma, rzymski namiestnik jak przestraszony uczniak próbujący zepchnąć na kogokolwiek odpowiedzialność za jego śmierć, Herod jak żałosny kretyn.

Jezus z Ewangelii ma się tak do swojej zniewieściałej błękitnookiej karykatury o lśniący lokach i trefionej brodzie jak Chrześcijaństwo do utwierdzania się w chorych i niszczących postawach tylko dlatego, ze mają pozór pokory. Pokora nie oznacza bezwzględnego podporządkowania możnym tego świata i unikania konfliktu za każdą cenę, tylko otwartość na prawdę i posłuszeństwo wobec niej.










czwartek, 1 lutego 2018

Żydzi kontra Logos

Czarne chmury zebrały się nad Polską. Nie walczymy jedynie z gromadą nadpobudliwych, rozpuszczonych ponad miarę aroganckich Żydowinów z Izraela, rządem USA siedzącym u nich w kieszeni, pomiotami Hitlera i Stalina i dziwnie bezkarną gromadą miejscowych zdrajców na usługach obcych potęg. Ewidentnie jesteśmy także celem ataku sił ciemności.

Myślę, że każdy katolik powinien przeczytać książkę E. Michaela Jonesa Jewish revolutionary spirit przetłumaczoną na polski jako Gwiazda i krzyż. Autor stawia tezę, że odrzucenie Jezusa przez naród wybrany było zarazem odrzuceniem Logosu, boskiego porządku, racjonalności  świata. Ci, którzy go przyjęli - Żydzi i poganie - stali się nowym Izraelem, ci, którzy odrzucili synagogą Szatana.

Judaizm rabiniczny powstał w opozycji do Chrześcijaństwa i ma niewiele wspólnego z biblijnym - w tym sense żydzi nie są naszymi braćmi w wierze - starszymi ani młodszymi. Talmud unieważnia zapisy Tory np dopuszcza homoseksualizm tłumacząc, że chłopiec lat 9-u nie jest jeszcze mężczyzną, więc biblijny zakaz współżycia mężczyzn ze sobą nie ma zastosowania (i  tak dalej w tym duchu).

W Talmudzie Maria jest nierządnicą, która zadała się z rzymskim żołnierzem zwanym Panthera, a owocem tego związku był Jezus, fałszywy mesjasz, który smaży się we wrzących ekskrementach przez całą wieczność. W tym kontekście obrzucanie nas gównem przez duchowych spadkobierców tej tradycji przynosi nam zaszczyt, umieszcza nas w najlepszym możliwym towarzystwie.

Jeżeli ktoś uważał, że określenie Synagoga Szatana pełne jest retorycznej przesady, teraz chyba nie ma żadnych wątpliwości co do jego trafności.






sobota, 27 stycznia 2018

O agresji wobec kobiet (na marginesie wczorajszego dnia Islamu)

W artykule Wielokulturowość w praktyce Aleksandry Rybińskiej umieszczonym na portalu  w polityce (http://wpolityce.pl/swiat/340738-wielokulturowosc-w-praktyce-xviii-okreg-paryza-strefa-no-go-dla-kobiet-boimy-sie-wyjsc-z-domow-jestesmy-ciagle-nagabywane-wyzywane-obrazane) autorka przytacza wypowiedzi mieszkanek XVIII okręgu Paryża:
„Gdy poruszam się po dzielnicy czuję się jak kawałek mięsa. Wołają do mnie, że jestem brudną szmatą, którą chcą wy…ać. Moja 80-letnia sąsiadka nie wychodzi już z domu po tym jak imigranci usiłowali ją zgwałcić” – mówi 20-letnia Julia, studentka. A jej sąsiadka Hayatte dodaje: „Nie noszę już makijażu poza domem, bo boję się, że któryś się przyczepi. Udaję, że rozmawiam przez telefon, gdy idę ulica, by nie zwracać na siebie uwagi." 
„Poruszanie się po dzielnicy stało się dla nas kobiet bardzo trudne. Kawiarnia w mojej kamienicy była kiedyś bardzo fajnym miejscem, gdzie często chodziłam na kawę. Teraz są tam wyłącznie mężczyźni. Gdy tylko mijam kawiarnię jestem obrażana, wyzywana od najgorszych. Czasami wystarczy, że pojawię się w oknie mojego mieszkania, a z dołu płynie strumień obelg. Żyję praktycznie zabarykadowana w moim mieszkaniu” – dodaje 38-letnia Claire. 

W internecie też dostępnych jest kilka nagrań jak młodzi muzułmanie biją, kopią i znieważają przypadkowo spotkane Europejki przy wtórze rechotu swoich kumpli. Znany jest film ze Szwecji jak muzułmański emigrant kopie i pluje na młodą matkę (na oczach jej dwojga małych dzieci), dlatego, że udaremniła mu obrobienie starszego człowieka.

Tak właśnie prymitywny i bezmyślny zdobywca traktuje kobiety wroga. Jednocześnie twierdzi, że są brudnymi szmatami i że ma ochotę je wy.....ć. Oczywista sprzeczność logiczna, gdyż tego rodzaju czynność jest dość intymna - wymaga zdjęcia spodni, wydobycia przyrodzenia i zanurzenia w brudnej szmacie. Nawet macanie brudnej szmaty musi budzić wstręt a co dopiero seksualne obcowanie z nią. 

Gdyby byli zdolni wyrazić słowami o co im rzeczywiście chodzi (pomijając nakazy religii), musieliby powiedzieć coś takiego: 
  1. Europejskie kobiety są bardziej pociągające niż nasze na co składa się ich typ fizyczny (odmienny), sposób ubierania i bycia.
  2. Są całkowicie bezbronne chodzą same po ulicy, a nawet kiedy je rzeczywiście gwałcimy pozostajemy bezkarni, gdyż nikt nie ma odwagi się za nimi ująć.
  3. Nie szanujemy słabych europejskich mężczyzn więc nie szanujemy ich kobiet.
  4. Nie zawsze możemy upokarzać słabych europejskich mężczyzn bezpośrednio ze względu na ich społeczno-ekonomiczną przewagę nad nami, ale zawsze możemy zrobić to przez pogardliwe potraktowanie ich kobiet, którym ani niezależność finansowa, ani wykształcenie nie pomoże w konfrontacji z gromadą mężczyzn w ciemnej (albo nawet jasnej) uliczce.
W piątek kilka tysięcy kobiet wyszło na ulice w proteście przeciwko ich zdaniem „niegodnym warunkom życia” w dzielnicy La Chapelle-Pajol. Poparła ich przewodnicząca regionu Île-de-France, polityk centroprawicowej partii „Les Républicains” Valérie Pécresse. Zaapelowała do Emmanuela Macrona, by pomógł kobietom. „To nie może dłużej tak trwać” – podkreśliła. Demonstrację kobiet oprotestowywały organizacje lewicowe. Według nich petycja i protest kobiet to „rasistowska manipulacja”. „Seksizm nie ma koloru ani pochodzenia” – skandowali. Oraz: „Feminizm to nie rasizm”.

Bardzo trudno czytać mi takie teksty, a jeszcze trudniej oglądać nagrania, gdyż przywołują w mojej pamięci wspomnienia, których wolałabym nie mieć. Przy zachowaniu proporcji podobny rodzaj nieustającej werbalnej, a czasem także fizycznej agresji stale towarzyszył mojemu dzieciństwu i młodości, a sporadycznie zdarza się w wieku dojrzałym. Moi prześladowcy nie byli muzułmanami tylko PRL-czykami, ale mechanizm wydaje się nieco podobny, uruchomiony przez:

  1. Lekką fizyczną odmienność  (jaśniejsza pigmentacja, grubsze kości, wyższy wzrost ekstrawagancki kolor i bujność włosów) w połączeniu z atrakcyjnością fizyczną (której nie byłam świadoma)
  2. Bezbronność - PRL-owskie dziecko z kluczem na szyi biegające nie tylko po podwórku, ale także po całym mieście samopas
  3. Pozycję ojca w stadzie (w sensie społecznym PRL-owska klasa "średnia" tzn poniżej nomenklatury)w sensie towarzyskim niską ze względu na introwersję (wrodzoną) i wykorzenienie (nabyte) oraz brak "wpływów" w każdym sensie tego słowa.
  4. Zazdrość wywołaną najdziwniejszymi fantazjami na temat mój i moich rodziców.
Zestawiając 4 punkty muzułmańskie z PRL-owskimi widać znaczące podobieństwa w czynnikach, wywołujących agresję o charakterze seksualnym.  Niewątpliwie świadczy to o tym, że natura ludzka jest podobna niezależnie od rasy. Nie znaczy to jednak, że zgadzam się z lewackim sloganem "Seksizm nie ma rasy ani pochodzenia".  Nie będę się pastwić nad terminem seksizm., co do rasy natomiast należy przypomnieć, ze zarówno ludy indoeuropejskie jak Afgańczycy, Irańczycy, Kurdowie jak i semickie - Arabowie należą, tak jak my, do rasy kaukaskiej znaczy białej.  W ramach tej samej rasy ludy południowe znacząco różnią się temperamentem od północnych. Ta różnica jest wyraźna nawet w ramach kultury chrześcijańskiej - nie bez powodu dziewczęta mojego pokolenia były ostrzegane, żeby pod żadnym pozorem nie podróżowały same do Włoch zwłaszcza autostopem. Czynnikiem decydującym jest religia i wyrosła na niej kultura. Podczas gdy Chrześcijaństwo, świadome słabości moralnej gatunku ludzkiego wyżej wymienionych postaw nie aprobuje i stara się  tępić, islam je wyraźnie wzmacnia przez uznanie za element słusznej walki z niewiernymi (tak samo jak terroryzm zresztą).

Moje przykre doświadczenia zawdzięczam oprócz uniwersalnej słabości natury ludzkiej, także komunizmowi, który w jakiejś mierze wywrócił dotychczasowy model życia rodzinnego i społecznego. Sprzedał wykorzenionym ludziom rozwiazanie pt rodzice w pracy, dzieci (po lekcjach) biegające samopas po mieście, jak - nie przymierzając - biezprizornyje po rewolucji w Rosji. Mieszkanie w wielorodzinnych blokach - siedliskach wszelkich patologii - też znacząco dołożyło się do problemu.

Ten wpis zaczęty rok temu dedykuje postępowym biskupom  z okazji wczorajszego dnia islamu obchodzonego w Kościele Katolickim ku przypomnieniu, że żaden z nich nie jest dziewczynką, młodą, ani nawet starszą kobietą. Drodzy księża biskupi nawołujący do przyjmowania muzułmańskich imigrantów, dla zmylenia przeciwnika zwanych uchodźcami, i zobaczenia w nich Chrystusa. A co jeśli ten przyjęty "Chrystus" zgwałci, a następnie zabije twoją córkę jak to się wielokrotnie zdarzyło na zachodzie Europy? Analogia dalej aktualna?

Każdy ma prawo ryzykować własnym życiem dla sprawy, w którą wierzy, ale stanowczo nie ma prawa poświęcać słabszych powierzonych swojej opiece. Nie wy drodzy księża biskupi będziecie płacić za tą obłąkańczą wielkoduszność i gościnność, tylko najsłabsi w społeczeństwie - kobiety i dzieci.Jeżeli niedobrze jest zabrać pokarm dzieciom i dać go psom, to rzucić psom własne dziecko na pożarcie jest na pewno o wiele gorzej. Chrzescijanie mają być nieskalani jak gołębice , a przebiegli jak węże. Nie mają być jeleniami wdrożonymi do bezbronności i bezrefleksyjności jak to się stało na zachodzie Europy.















sobota, 13 stycznia 2018

O dobrych uczynkach

Właściwie o jednym, który miał miejsce przed ponad 30-laty, a niesmak pozostał do dziś dnia.

Wybierałam się ostatnio do Poznania na rozmowę kwalifikacyjną, z której zresztą najprawdopodobniej nic nie wyniknie.  Oglądając plan miasta i szukając połączeń kolejowych zupełnie niechcący uruchomiłam ciąg wspomnień z połowy lat 80-tych.

Byłam wtedy studentką  drugiego roku historii sztuki na KULu. Jak co roku wybraliśmy się (specjalnie w tym celu wynajętym autobusem) na objazd naukowy, tym razem po Wielkopolsce. Objazdy uwielbiałam z powodów merytorycznych i towarzyskich. Niestety w Gostyniu (mieliśmy tam nocleg) pewna niunia zaczęła wykazywać wzmożone objawy jakiej przykrej infekcji i ktoś wymyślił, że to odra. Jak się okazało nikt tej choroby wieku dziecięcego nie przechodził z wyjątkiem mnie, Wilhelminy-Naiwnej-i-Prostodusznej. Nic strasznego nie podejrzewając, wyznałam to bez obaw, w ten prosty sposób narażając się na oczekiwanie, że to właśnie ja mam zostać w gościnnym klasztorze z chorą koleżanką, niezdolną do dalszej podróży. Gdybym zdecydowanie odmówiła nikt, prawdopodobnie, by mnie nie zmuszał. Ja jednak zgodziłam się w przekonaniu, że tak trzeba, że robię coś dobrego, może nawet wyobrażałam sobie, że to Pan Bóg tego ode mnie oczekuje albo, że to rodzaj próby, jak w bajce, kiedy to bohater/ka zostaje wielokrotnie wynagrodzona za dobro okazane jakiemuś nieszczęsnemu stworzeniu.

Rzeczona niunia nie była moją "psiapsiółką", po prostu osobą z roku, bliżej znałam jej współlokatorkę, która nie miała o niej dobrego zdania. Uważała ją za hipochondryczkę, mitomankę i histeryczkę, prawdopodobnie słusznie. Ja jednak porażona taką nieczułością, tym nieostrożniej dałam się wrobić w rolę opiekunki chorej. Nie muszę nikomu tłumaczyć, że nie była to żadna odra, ani nawet grypa moja "opieka" była całkowicie zbyteczna, podopieczna nie wykazywała śladu wdzięczności, a los - w bajkach tak hojny dla obdarzonych dobrym serduszkiem - w żaden sposób nie zrekompensował mi rezygnacji z objazdu. Pozostał mi ino niesmak, że nadużyto haniebnie mojej naiwności, dobrej woli i nadmiaru empatii. Jeszcze po 30-tu latach miałam ochotę krzyczeć do przewrotnego losu "Oddawaj mi mój objazd po Wielkopolsce, podstawiaj mi tu autobus z ludźmi z roku o 30 lat młodszymi albo przenoś mnie w czasie, żebym mogła wybrać inaczej!" Niestety, "głuchy jest los, nadaremnie wzywasz go" jak mówi poeta.

Dla kontrastu moje najpiękniejsze wspomnienie z dzieciństwa dotyczy nakopania w chudą doopę pewnej toksycznej niuni, która prześladowała mnie i moją "psiapsiółkę" od przedszkola. Był to ten rodzaj kreatury, która najlepiej się bawi dręcząc słabszych i bezbronnych. Moja "bezbronność" była wyłącznym dziełem rodziców warunkujących mnie od niemowlęctwa, że nie wolno okazywać gniewu, ani nawet go odczuwać, a co dopiero bronić się przed fizyczną agresją. Jak wielu dorosłych wyparli prawdziwy obraz dzieciństwa i nie przyjmowali do wiadomości istnienia zła w czystej postaci (lub mechanizmu stadnego w ujęciu socjo-biologicznym) manifestującego się w każdej grupie ludzi niezależnie od wieku. Owo tabu mogłam przełamać jedynie dlatego, że chuda doopa zaatakowała moją koleżankę - niedużą, okrągłą dziewczynkę, która rzeczywiście obiektywnie była słabsza i nie byłaby się w stanie obronić sama przed kimś tak bezwzględnym i przekonanym o swej bezkarności.


O drogi czytelniku! To cudowne uczucie ciepła rozchodzącego się z brzucha po całym ciele wraz z krwią naładowana adrenaliną! To poczucie wolności i siły! Radość walki i radość zwycięstwa! Czułam się jak nie przymierzając Eomer podrzucajacy radośnie miecz w górę pośród beznadziejnej (jak się wówczas wydawało) bitwy na polach Pelenoru. Chuda doopa była szybsza ode mnie, ale ja znacznie silniejsza. Mój gniew dodał mi skrzydeł i udało mi się ją pochwycić i skopać z całych sił. Najbardziej satysfakcjonujący był wyraz jej twarzy - ten szok, że to ona teraz dostaje w doopę od kogoś "nieszkodliwego" a nie odwrotnie, że "przyrodzone" role mogą się odwrócić i że nie jest bezkarna i to boli, boli w każdym sensie tego słowa!

Przez tydzień nie mogła siedzieć na zadzie, zaczęła się mnie bać, próbowała się mścić przez chłopaków z klasy (konkretnie jednego, który nie bardzo miał ochotę poczuć mój gniew na własnej skórze), potem nabrała pewnego respektu, a co najzabawniejsze w liceum dosyć się zaprzyjaźniłyśmy.

Co z tego wynika? Pewnie to, że kiedy ktoś inny opowiada nam świat - zwłaszcza kiedy raczej daje wyraz swoim pobożnym życzeniom, niż opisuje rzeczywistość, której doświadczył na własnej skórze - wprowadza nas w błąd. Po części świadomie - idealizując go - po części nie całkiem - aplikując niewłaściwe treści niewłaściwym osobom.

Ciekawa jestem, co może kierować dorosłym pouczającym dziecko "bądź dobry dla innych, a inni będą dobrzy dla ciebie". Idąc tym tokiem rozumowania Jezus był kimś wyjątkowo złym, skoro spotkał go koniec tak tragiczny. To samo można powiedzieć o dzieciach wyskrobanych z łon własnych matek zanim jeszcze przyszły na ten padół łez. Nie wyobrażam sobie człowieka, który nie doświadczyłby, że sposób odnoszenia się innych do niego zależy wyłącznie od jego miejsca w stadzie, a dobro ani zło nie ma tu nic do rzeczy. Nawet w debacie publicznej chętniej używa się argumentów estetyczno-lifestylowych niż ocen moralnych dla ostatecznego pogłębienia przeciwnika, dokładnie tak samo jak w przedszkolu ("gruby", "rudy", "zyzol", "siwy", "śmierdzi", "kurdupel", "wieśniak" itp). Dlaczego dorosły człowiek świadomie kłamie swojemu dziecku, dlaczego na drogę do Mordoru daje mu mapę ogrodu Eden? Jedyna odpowiedź, jaka mi się nasuwa nie jest optymistyczna - chce mieć w domu naiwnego jelenia, którym łatwo manipulować.  Jeśli nawet rodzice mają takie podejście, to trudno się dziwić, że obcy ludzie nie będą szczególnie energicznie opierać się pokusie wykorzystania tej naiwności.

Na dokładkę ludzie wrażliwi i empatyczni częściej ciągną do Chrześcijaństwa (animae naturaliter christianae) niż bezwzględni egoiści i co słyszą - prawie wyłącznie nauki skierowane do tej drugiej grupy, nieobecnej w Kościele. To oczywiście sprawia, że empatia i wrażliwość tych pierwszych rozrasta się do rozmiarów karykaturalnych i na każdym kroku jest wykorzystywana, bez żadnych oporów, przez tych drugich. Między innymi dlatego teksty o "oddawaniu siebie innym za darmo" wyprowadzają mnie w równowagi, czemu już dałam wyraz na tym blogu.


sobota, 6 stycznia 2018

O rytualnych połajankach u wrocławskich dominikanów

Dziś w Święto Objawienia Pańskiego potocznie zwane Trzech Króli zostałam znowu uraczona u dominikanów porcją zwykłych połajanek w wykonaniu ojca przeora, które muszę odreagować, żeby bezsilna złość nie gromadziła się w mojej skłonnej do gniewu duszy.

Zacznę od końca tzn uwagi końcowej ojca przeora, który przez całą mszę powstrzymywał się od dawania do zrozumienia wiernym, jak bardzo są gorsi od niego. Na koniec jednak pofolgował swojej upierdliwości i przestrzegł nas, żebyśmy się dobrze zastanowili, zanim oznaczymy kredą drzwi naszych domów, bo to będzie znak objawiający światu obecność chrześcijan i gotowość niesienia pomocy ("uchodźcom" zapewne).

Jest więcej takich zobowiązujących znaków proszę ojca przeora - krzyż na wieży kościoła, biały dominikański habit i hasło veritas, o przekazywaniu owoców kontemplacji nie wspominając. Jak one się komponują z ojcem G. gotowym na każde wezwanie TV WSI, zawsze głoszącym poglądy miłe wrogom Kościoła (a bezsilny prowincjał jakoś nie może zamknąć mu dzioba). Ciekawe kawałki opowiadał o nim o. Wyszyński (były?) na YouTube, nie tylko zresztą o nim. Nie jestem oczywiście w stanie zweryfikować ich prawdziwości, ale podobne treści przebijały  także z innych źródeł. Ojciec G. himself wyznał, że kilku braci wyraziło chęć, aby go "przelecieć", cokolwiek by to miało znaczyć. Wyszyński wspomina o imprezach połączonych z homoseksualną rozpustą, mistrzach nowicjatu (o ile dobrze pamiętam) podglądających swoich podopiecznych podczas kąpieli, propozycjach zrobienia mu tzw "laski" wygłoszonych przez starszego brata itp. Nie bardzo widzę, jak komuś reprezentującemu takie środowisko wypada uderzać w tony moralnej wyższości wobec wiernych. My ciemny lud, który święci nasze abominacyjne jajka w Wielką Sobotę, równie efektownych grzechów nie popełniamy, ale też nie aspirujemy do takiego stopnia postępu gejowsko-otwartego-na-uchodźców.

Ktoś mi może zarzucić, że opieram moje uwagi na nie sprawdzonych informacjach, ale tak się składa, że jestem jedną z niewielu osób świeckich, która miała sporo do czynienia z duchowieństwem i osobami konsekrowanymi z racji swojej pracy. Opisałam te doświadczenia na tym blogu  (O kobiecie w seminarium). Nie zetknęłam się wprawdzie z hardcorem jak z relacji o.Wyszyńskiego, ale za to z niebotyczną arogancją, poczuciem bycia poza dobrem i złem, lekceważeniem świeckich współpracowników, o specyficznym stosunku do kobiet nie wspominając. Także w szkole prowadzonej przez siostry zakonne typowe babskie przywary, jak zazdrość czy plotkarstwo, nie wydawały się szczególnie energicznie zwalczane. Mam wrażenie, że przeciętna świecka chrześcijanka (a nawet poganka) zadaje sobie więcej trudu, aby się ponad nie wznieść.  Pamiętam swój szok, że ci wszyscy ludzie, których my świeccy uważamy za lepszych od siebie, nie tylko tacy nie są, ale też nie robią żadnego wysiłku, żeby być i patrzą na nas jak na naiwnych jeleni.

Ojciec przeor nie pominął też okazji, żeby wytknąć nam nasz czarnosecinny, wyssany z mlekiem matki antysemityzm. Oświadczył, że to my zostaliśmy wszczepieni w Izrael, zapomniał przy tym dodać, że "lud pierwszego wybrania" w większości Chrystusa odrzucił i wydał na śmierć. Tym samym pozostawił nas z przekonaniem, że jako Chrześcijanie jesteśmy prawie równie dobrzy jak prawdziwi Żydzi, choć nie do końca (tylko młodszymi braćmi w wierze będąc). Idąc dalej tym tokiem rozumowania Chrześcijaństwo jest wobec Judaizmu podrzędne i to my musimy martwić się o nasze zbawienie, a nie Żydzi.

No cóż, zawsze mnie uczono na religii, że chrzest jest do zbawienia koniecznie potrzebny i że Kościół jest Nowym Izraelem i nie ma już w nim Żyda ani Greka, niewolnika ani wolnego itd. Widocznie była to jakaś inna religia, zarzucona w ostatnich czasach, zapomniana jak wielce użyteczny, oparty na rzetelnym rozeznaniu (a nie myśleniu życzeniowym) dokument "Sicut Judaeis non" określający jak  powinny wyglądać stosunki Chrześcijan i Żydów dla dobra obydwu stron.

poniedziałek, 1 stycznia 2018

O nieeleganckich atakach ad personam

Bardzo nie lubię, kiedy nasze życie publiczne poziomem argumentów zaczyna przypominać przedszkole, o czym już pisałam na tym blogu. Typowo przedszkolne zarzuty "a ty głupia jesteś", "ale masz wiejską koszulkę/kurtkę/spódnicę",  "śmierdzi, spierdział się" albo nawet "zesrał się w gacie", klasyfikowanie oponentów do kategorii typu "gruby", "rudy", "siwy"(jasny blondyn), "sekularnik" "zyzol" jako ostateczne potępienie dla całokształtu jego działań, niewybredne przezwiska utworzone z nazwisk i argument ostateczny - "ciebie nikt nie lubi" są bez cienia zahamowań używane wobec przeciwników przez prominentnych polityków, posłów na sejm i tzw opiniotwórcze gremia.

Mam nadzieję, że każdy rozumie, że równie eleganckiej frazy można użyć wobec niego. Trudno mi wyobrazić sobie taki niedorozwój intelektualny(emocjonalny?),  który nie rozróżnia między czynami moralnie nagannymi jak kradzież mienia publicznego, zdrada, pozbawianie tysięcy ludzi dachu nad głową itp, a nie dość "trendy" outfitem, nadwagą/niedowagą, niskim wzrostem, złym stanem uzębienia, nieodpowiednim kolorem włosów czy słabą atrakcyjnością dla płci przeciwnej. 

Użycie argumentu "estetycznego" jako ostatecznego uzasadnienia dla uznania kogoś za gorszego także w sensie prawnym istniało i istnieje w wielu kulturach pogańskich, o czym także pisałam na tym blogu. W Eddzie Poetyckiej 3 podstawowe warstwy społeczeństwa wczesnośredniowiecznej Skandynawii rozróżnić można na podstawie wyglądu. Najniższa z nich niewolni (thrael) charakteryzują się ciemną pigmentacją, długimi piętami, chorobami skóry i zwyrodniałymi kostkami, wolni kmiecie (karl) są rudzi i rumiani, estetycznie ubrani, wykwalifikowani i pracujący na swoim,. Najwyższa zaś warstwa - jarlowie - mają jasną skórę, włosy płowe, spojrzenie o przenikliwości węża, ćwiczą się w rzemiośle wojennym, a ich  kobiety o cienkich paluszkach  ubrane w jedwabie pławią się w luksusie all day long. 

Podobne estetyczno-lifestylowe uzasadnienie ma podział na kasty w Indiach. Im wyższa kasta, tym jaśniejsza skóra, bardziej prestiżowy zawód i "lepsze nazwisko" (Hindusi są w stanie ustalić na podstawie brzmienia nazwiska, kto z jakiej kasty się wywodzi).

My jednak po 2 tys. lat Chrześcijaństwa w Europie i tys. lat w Polsce powinniśmy ten sposób dzielenia ludzi dawno porzucić. Wszelka hierarchia w społeczeństwie powinna być kompetencyjna, wszak jesteśmy równi wobec prawa, czyż nie? W oczywisty sposób nie jesteśmy, mimo wielu pięknych zapisów w konstytucji i kodeksach praw. Nadal też używamy argumentu estetyczno -lifestylowego, aby ostatecznie pognębić przeciwnika, gdyż pamiętamy z przedszkola, że tym można zranić najgłębiej, a poza tym w ten sposób opuszczamy dziedzinę Logosu, gdzie w drodze uczciwych sporów i wymiany poglądów można zbliżać się do prawdy i dochodzić do konsensusu w trosce o dobro wspólne. 

Technikę możliwie najobrzydliwszego ataku ad personam stosują z upodobaniem "stare kiejkuty" (copyright by S. Michalkiewicz) co widać po wpisach ich trolli internetowych (i transparentach widocznych w manifestacjach "prodemokratycznych"). Nawet jeśli atakowana osoba jest przystojna, prosperująca i szczęśliwa w związku, zawsze można jej przypisać nieświeży oddech i nieumyte genitalia.

Jaka powinna być odpowiedź na taki atak?  Najlepszej jaką znam dostarcza anegdota o sporze dominikanina z jezuitą. Dominikanin wyraźnie był w nim górą, więc jezuita, wystrzelawszy się ze wszystkich argumentów merytorycznych, zarzucił mu, że jest rudy jak Judasz. Dominikanin na to, że nie wiadomo czy Judasz był rudy, ale ponad wszelką wątpliwość należał do towarzystwa jezusowego.

Bardzo częstym obiektem niskich ataków ad personam jest posłanka Krystyna Pawłowicz, Zarzuca się jej, że jest "starą panną", ma krzywe nogi, nikt jej nie kocha i nigdy już nie pokocha (to się nazywa siła argumentu!). Podczas rozrób "starych kiejkutów" pod sejmem była wręcz fizycznie atakowana, a posłowie opozycji publicznie wyrazili aprobatę dla tych działań. 

Dla porównania jej dawna przyjaciółka Hanna Gronkiewicz-Walc, która ma na sumieniu aferę reprywatyzacyjną i tysiące ludzi wyrzuconych na bruk, nigdy w ten sposób atakowana nie była. Nie wypomniano jej chytrych małych oczek, wąskich warg i twarzy przebiegłej przekupy mocno nadszarpniętej zębem czasu pod ciężką tapetą. W zestawieniu z tą fizjonomią twarz p. Pawłowicz wydaje się pełna szlachetnego piękna i pogody ducha. Upływ czasu był dla niej bez porównania łaskawszy, jak to się zwykle dzieje w przypadku pulchnych kobiet. Poza tym powyżej 45 roku życia każdy ma taką twarz, na jaką zasłużył.

Posłanka Pawłowicz natomiast, która robi na mnie wrażenie dobrodusznej weredyczki, zapędzającej  się czasem o jeden most za daleko, zarzuciła p. Misiło nadmierną dbałość o fryzurę. Zasugerowała wręcz że jest ona dziełem fryzjera damskiego. Tego oczywiście nie wiem, ale podejrzewam, że sadząc po brzmieniu nazwiska rodzina p. Misiło może pochodzić  z  pn terenów dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Nazwiska zakończone na -o są tam dość rozpowszechnione (Szylko, Szarko, Szyndziałło, Domeyko itp) podobnie jak pewien typ fizyczny charakteryzujący się m.in. gęstymi włosami aż do śmierci (vide kudłaty Żmudzin z Potopu). Jeżeli p. Misiło ma dobre włosy to nic dziwnego, że stara się je wyeksponować. Pani Pawłowicz też ma dobre włosy, które związuje w skromny ogonek i - jak wiele kobiet - nie uświadamia sobie tzw syndromu pawia, czyli rozmiarów próżności męskiej, przy której koncentracja na sobie najbardziej obsesyjnej kokietki to kupa śmiechu.

"Prawicowi publicyści" zarzucają feministkom, że są brzydkie i zaniedbane. Może niektóre i są, ale jeśli weźmiemy kilka sztandarowych, to np p. Środa wydaje mi się przeciętną kobietą w średnim wieku o standardowym stopniu zadbania, p. Szczuka wykazuje ślady dużej urody, a p. Gretkowską można było uznać za super laskę za młodu, a i teraz trzyma się dobrze.

Obśmiany kawaler z kotem "kurdupel" Kaczyński nigdy, o ile mi wiadomo, nie aspirował do tytułu mister universum, ani arbiter elegantiae, a i on widziany życzliwym okiem może wydawać się "ładniutki", jak to ujęła pewna pani stojąca obok mnie na wiecu wyborczym. W polskiej klasie politycznej jest zapewne wielu przystojniejszych od niego mężczyzn, ale jeśli chodzi o intelekt czy talent strategiczny sprawa wygląda inaczej. Jego oponenci nie są oczywiście w stanie tego ocenić, bo po prostu porównywalnym narzędziem nie dysponują. Stąd np cytat z Asnyka (o którym zapewne nie słyszeli) "inni tu byli czynni szatani" obśmiali jako przejaw katolickiego zabobonu. Nic zatem dziwnego, że pozostaje im niski wzrost, kot, kawalerski stan i nazwisko

Ciekawe, że dość egzotycznie brzmiące imię Donald i nazwisko Tusk nigdy nie było obiektem podobnych żartów. Częściej kolor włosów rudo-blond, czyli z rosyjska ryży znaczy wredny. O ile z drugą częścią oceny p. Tuska się zgadzam, to z tak ujętym związkiem przyczynowo-skutkowym nie. Niewątpliwie ciążą na "królu Europy" bardzo poważne zarzuty jak np rezygnacja z interesu narodowego Polski w zamian za europejską synekurę, ale nie mają one żadnego związku z jego kolorytem, który -inaczej niż w kraju - na zachodzie kojarzy się jednoznacznie dobrze.

Pan Brudziński zasugerował opozycji totalnej, żeby na czas obchodów kolejnej miesięcznicy smoleńskiej wzięła p. Kasprzaka, lidera tzw obywateli RP, do dentysty. Wyznaję, ze skruchą, że sama się uśmiechnęłam.  Pan Marszałek zrobił by jednak lepiej ustalając, kto tego pana wynajął i przedsięwziął odpowiednie kroki prawne.

Argument estetyczno-lifestylowy bywa stosowany szczególnie często wobec elektoratu PIS. Za koalicji PO-PSL określano wyborców Prawa i Sprawiedliwości jako starszych, gorzej wykształconych z mniejszych miejscowości względnie mohery (zabierz babci paszport), obecnie zaś jako chamów na salonach. To bardzo ciekawy wątek. Dowiadujemy się oto z licznych wypowiedzi przedstawicieli samozwańczej elity, że spora część społeczeństwa nie powinna mieć praw wyborczych, bo została uznana przez panów Cimoszewicza, Chełstowskiego czy Łozińskiego (obecnego lidera KODu) za gorszych, za chamów ergo - jak w I RP - nie powinna mieć głosu. Prawa wyborcze w owym czasie przysługiwały wyłącznie szlachcie. Znaczy mamy jakąś nową szlachtę? Kto jej nadał szlachectwo? "Ona jest z domu von und zu, co znowu strasznie imponuje mu" jak to ujął Witkacy - von sowiecki czołg zu firma założona przez WSI, von Komunistyczna Partia Zachodniej Ukrainy zu Agora, von UB zu WSI, von KPP zu SB,  von Solidarność zu zniknięte pieniądze Solidarności, von Stare Kiejkuty zu KOD itd. 
 Boże, miej nas w swojej opiece!