Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LGBT. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LGBT. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 maja 2023

Znowu w Brideshead, czyli podróż do źródła

Obejrzałam sobie ekranizację powieści Evelyna Wough'a Brideshead revisited z lat osiemdziesiatych z Jeremy Ironsem w roli Charlesa Rydera i Anthony Andrewsem w roli Sebastiana Flyte'a. Świetny serial, intrygujaca powieść, niezłe aktorstwo... Wiele wspomnień z czasu, kiedy oglądałam go po raz pierwszy i czytałam powieść....

Wiem że zrobiono ileś nowszych wersji, ale nie zamierzam ich oglądać, gdyż sądząc po fragmentach, które widzialam, dokonano gwałtu na literackim pierwowzorze i zrobiono z niego historię o "zakazanej milości" - homoseksualnej znaczy - i młodzieńcu z nizin, który dostał sie w świat arystokracji i jest nim zafascynowany... 

Tymczasem powieść jest o grzechu, upadku, nawróceniu, miłości,  przyjaźni i drodze bohatera-agnostyka do Boga. Sam autor taką drogę przeszedł, więc można domniemywać, że Charles Ryder jest - przynajmniej w jakimś aspekcie - jego alter ego.

Robienie z przyjaźni Charlesa i Sebastiana homoseksualnego związku jest głębokim nieporozumieniem. W powieści występuje jawny homoseksualista Antoine, kolega bohaterów z Oxfordu, co raczej wskazuje, że temat nie był bynajmniej zakazany ani nieznany, więc autor nie musiałby kamuflować takiej relacji pod pozorem przyjaźni.

Pisałam już na tym blogu o tym, że nie wierzę w milość lesbijską i drażni mnie niepomierrnie imputowanie takiej "orientacji" postaciom historycznym i bohaterkom literackim tylko dlatego, że przyjaźniły sie z innymi kobietami.

Wszystko zaczyna się chyba od Freuda z jego obrazem człowieka sprowadzonego do genitaliów. Otóż twierdzę z przekonaniem, że jest to obraz głeboko falszywy. Czlowiek nie jest dodatkiem do swojego penisa czy też pochwy. "Niewiele od aniołów jest on umniejszony" dla wierzacych, a dla uczciwych agnostyków jest istotą wysoce skomplikowaną i tajemniczą.

Niewątpliwie istnieją ludzie obsesyjnie zainteresowani seksem na jakimś etapie życia. Miałam nawet takie koleżanki w liceum i na studiach, ale nie bylo ich znowu tak wiele, a mnie bardzo niewiele z nimi łączyło. Będę więc twierdzić z uporem, że sprowadzanie wszystkiego do seksu nie jest żadną normą, tylko poważnym odchyleniem od niej. 

Kobiety są pod dużą presją, żeby znaleźć sobie partnera życiowego w młodym wieku, aby założyc rodzinę, a mimo to relacje z mężczyznami nie są nigdy ich jedynym zainteresowaniem.. Podobnie dla normalnych mężczyzn, nawet w młodym wieku, istnieją sprawy ważniejsze od seksu...

Bardzo mnie bawią te wszystkie "aseksualne" i "demiseksualne" "orientacje wśród najnowszych odkryć LGBT+. Nie, to nie są żadne "orientacje" to jest NORMA! Nikt normalny nie myśli bez przerwy o seksie, ani go nie uprawia z kimkolwiek! Normalne kobiety nie szukają przypadkowego seksu, gdyż nie jest dla nich pociągający w najmniejszym stopniu. 

Bliskie przyjaźnie z osobami tej samej płci nie świadczą o homoseksualiźmie. To jest NORMA w młodości. W ten sposób ludzie się uczą bycia w relacji. Dokładnie tak jest w przypadku Charlesa, dla którego przyjaźń z Sebastianem jest wstępem do milości do jego siostry, Laury, prowadzącej z kolei do nawrócenia, czyli odnalezienia źródła wszelkiej miłości...




niedziela, 5 czerwca 2022

LGBT - co się kryje pod czterema literami?

Obejrzałam właśnie świetny film Matta Walsha What is a woman? Chodzi oczywiście o horror transgenderyzmu w USA i Kanadzie.  Mnóstwo czubów, w tym także pracowników naukowych wyższych uczelni i lekarzy, nie potrafiących odpowiedzieć na pytanie zadane w tytule. Kilka dobrych wywiadów ze szczególnym uwzględnieniem wypowiedzi Jordana Petersona, który odrzucił pojęcie  gender jako niejasne i nie mierzalne, twierdząc, że tak naprawdę chodzi po prostu o temperament. Jedna na 10 kobiet jest wyposażona w zestaw cech typowo męskich (bezwzględność, skłonność do konfrontacji, agresji i  rywalizacji) podobnie równie często zdarzają się mężczyźni obdarzeni cechami zwykle kojarzonymi z kobiecością (zgodność, empatia, wrażliwość, niska samoocena). Czy z tego wynika, że ci wszyscy ludzie są uwięzieni w niewłaściwym ciele? Każdy przyzna, że byłby to absurdalny wniosek. 

Co więcej kiedy mówi się o LGBT, też najczęściej nie chodzi o homoseksualizm, zwłaszcza w przypadku ludzi młodych. Ilu z tych tzw. "gejów" to chłopcy, którym najbardziej w życiu brakowało towarzystwa i/lub akceptacji innych mężczyzn, bo np. z jakiegoś powodu wyśmiewani byli przez rówieśników lub odrzuceni przez ojca? Ile tak zwanych "lesbijek' po prostu zraziło się do mężczyzn, nie postrzega siebie jako atrakcyjnych kobiet lub nie doświadczyło miłości matki? Próba nadrobienia zaległości w kontaktach z własna płcią jest w takim przypadku o wiele bardziej nagląca niż realizowanie instynktu rozrodczego. Stosunki "seksualne" (nie wiem czy to słowo ma sens w przypadku osób tej samej płci) nachalnie lansowane przez popkulturę są raczej namiastką bliskości fizycznej nie doświadczonej w swoim czasie ze strony rodziców. Czy próba uporania się z jakimś zaległym deficytem lub traumą zasługuję na miano "orientacji seksualnej"? Do czasu osławionego głosowania w Amerykańskim Towarzystwie Psychologicznym w latach 70-tych XX wieku uznawano takie zachowania za nerwicę.

Co może kryć się pod pojęciem biseksualizmu? Bliskie relacje z mężczyznami i kobietami? Czy wszyscy ludzie takich nie mają? Oczywiście, tylko nie kończą ich w łóżku. To się po prostu nazywa przyjaźń i jest jednym z cenniejszych doświadczeń w życiu. A panseksualizm? Trudno mi uwierzyć w istnienie ludzi gotowych dupczyć wszystko, co się rusza (a nawet to, co się nie rusza). A może to po prostu zachwyt nad światem właściwy wszystkim naturom wrażliwym na piękno?  Człowiek aseksualny z kolei, to ktoś, kto nie traktuje seksu jako hobby, tylko chciałby najpierw zbudować jakąś bliską relację z odpowiednią osobą (bardzo rozpowszechnione podejście wśród normalnych kobiet). Nie znalazłszy takowej nie rzuca się w wir przypadkowych kontaktów seksualnych, tylko żyje we wstrzemięźliwości.

Wszystkie te dziwaczne nazwy i próby kreowania alternatywnych zachowań seksualnych są raczej inżynierią społeczną niż rozpoznaniem rzeczywistości.

Owszem, istnieje gender dysphoria, dotyczy bardzo znikomej grupy osób w skali populacji (części promila), zazwyczaj chłopców. Pojawia się w dzieciństwie i nie znika po okresie dojrzewania.

Homoseksualizm natomiast wydaje się w dużej mierze uwarunkowany kulturowo - vide starożytna Grecja oraz elitarne szkoły dla chłopców  w Anglii. Zawsze istnieli ludzie rozwiąźli dysponujący nadmiarem czasu i środków, którzy znudzeni normalnym sposobem zaspokajania instynktu seksualnego eksperymentowali posuwając się do bardzo dziwnych i dla normalnego człowieka odrażających aktów.  Skojarzenie z tzw. paradami równości jest nieuniknione...



wtorek, 2 listopada 2021

LGBT - tak, "neopelagianizm" - nie, czyli synod o synodalności.

Oglądam sobie na YouTube dominikański program Karetka w drodze, a tam gość - młody ksiądz w koszulce polo - fan papieża Franciszka, jak sam się określił, opowiada o przygotowaniach do synodu o synodalności.  Gość coraz bardziej się rozkręca, gospodarz nieco go tonuje, aż wreszcie gdzieś pod koniec zapytany o konkretne grupy, które mają być konsultowane, wypala z błyskiem w oku, że marzy o spotkaniu ruchu oazowego ze środowiskami LGBT. Prawdopodobnie nie mogłoby się to odbyć w na terenie kościelnym, ale na przykład w domu kultury... (o ile dobrze pamiętam).

To nie pierwsza taka wypowiedź w przestrzeni publicznej, wcześniej czymś podobnym popisał się biskup Jarecki. Nie wiem czy obaj duchowni zdają sobie sprawę, co to są środowiska LGBT, ale trudno mi wyobrazić sobie, że nie wiedzą, że to aktyw promujący pewną ideologię maksistowskiej proweniencji, a nie reprezentacja osób o skłonnościach homoseksualnych lub zaburzonej tożsamości płciowej.

Tygodnik Do rzeczy wrzucił na YouTube zapis paneli z konferencji "Ideologia LGBT – ochrona prawna rodziny" organizowanej przez Fundację "Strażnik Pamięci". Przed jednym z nich Tylko dobrze, albo wcale? Cenzura LGBT wypowiada się dr Mike Davidson z Wielkiej Brytanii. To, jak rozumiem, terapeuta zaangażowany w pomoc homoseksualistom, którzy pragną swój pociąg do własnej płci przezwyciężyć. Człowiek opowiada o realnej i dotkliwej dyskryminacji wobec tych osób i wszystkich zaangażowanych w pomoc im ze strony państwa i podmiotów popierających środowiska LGBT (np utrata prawa do wykonywania zawodu, wypowiedzenie konta w banku itp). 

Wiem, że w Kościele też istnieją takie grupy i osoby, ale czegoś ani miłosierne serduszko papieża Franciszka, ani jego fani - biskupi i księża - nie kwapią się do konsultacji z nimi. Kościół, który opowiedział się po stronie oligarchów promujących LGBT, całkowicie ignoruje istnienie tych osób i ich heroiczna walkę z własną słabością. Są praktycznie zostawieni sami sobie, narażeni na ataki potężnego i bardzo wpływowego lobby i dezaprobatę Kościoła reprezentowanego albo przez cioty w sutannach (habitach), albo infantylnych kretynów fantazjujących o swoim nadzwyczajnym "miłosierdziu".

Bardzo mi to przypomina stosunek tej instytucji do samotnych kobiet żyjących w czystości, gdyż nie załapały się na propozycje związków z rozwodnikami (znaczy cudzymi mężami). Co mają te grupy wspólnego? Ano poważnie traktują nauczanie Kościoła Katolickiego, za co płacą realną cenę jak np. wykluczenie społeczne. Kościół robiąc gwałtowny zwrot ku możnym tego świata i promowanemu przez nich stylowi życia po prostu zdradził tych ludzi, wcześniej oklejając etykietką neopelagianizmu, żeby zwolnić się od ewentualnych (mało prawdopodobnych) wyrzutów sumienia.

Z czego to wynika? Ano z braku wiary po prostu. Ewangelia swoje, tradycja swoje, a i tak wszyscy zostaną zbawieni. W imię czego więc powstrzymywać się od chędożenia wszystkiego, co się rusza?
Jeśli ktoś się uparł, żeby sobie odmówić tej przyjemności, to do kogo ma pretensje? Pan Bóg jest miłosierny, a jego księża aktywni na gejowskich portalach jeszcze bardziej, zwłaszcza dla siebie samych...

Swoją drogą dlaczego wciąż przyjmuje się ofiary pieniężne za odprawianie mszy za zmarłych, przecież każdy ma zbawienie od ręki chce tego czy nie? Dlaczego jeszcze nie zniesiono dnia zadusznego, a listopada nie zamieniono w miesiąc aktywności homoseksualnej zamiast modlitw za zmarłych? Dlaczego wciąż kanonizowani są nowi święci? Czym ich sytuacja różni się od Hitlera i Stalina - przecież wszyscy są zbawieni bez różnicy?!

A co jeśli tak nie jest? A co jeśli nawrócenie jest potrzebne? Dokąd prowadzeni są ci wszyscy pogubieni ludzie kompulsywnie kopulujący z osobami tej samej płci, przy okazji nabawiając się wszystkich możliwych chorób przenoszonych drogą płciową i nierzadko HIV-a? Utwierdzanie ich w tym ma być miłosierdziem? Co czeka owych "miłosiernych", którzy popychają  nieszczęśników ku przepaści, albo  odwodzą od konwersji ludzi innych wyznań, którzy w Kościele Katolickim odnaleźli Prawdę?



sobota, 13 lutego 2021

O stosunku "gejów" i "transów" do kobiet

 Dziś na koncie twitterowym Rafała Ziemkiewicza znalazłam coś takiego:



Pan Śmiszek znany głównie z tego, że jest "gejem" (i partnerem p. Biedronia, też głownie znanego z tego, że jest "gejem") uznał ten piękny plakat z dzieckiem w łonie matki za "paskudny". Bardzo ciekawy dobór przymiotnika. Rozumiem, że dla kogoś billboard może być irytujący lub przygnębiający, bo przypomina o decyzji, o której wolałoby się zapomnieć. Może być bolesny dla rodziców nie mogących doczekać potomstwa, albo takich, którzy stracili dziecko przez poronienie. Może być trudny do zniesienia dla kobiet samotnych, które marzą o macierzyństwie, a nie mogą znaleźć odpowiedniego mężczyzny na ojca dla swoich dzieci. Mogę wyobrazić sobie ileś nacechowanych emocjami określeń, ale "paskudny"? 

Patrząc na plakat bez uprzedzeń można stwierdzić, że autorka znalazła bardzo odpowiednią formą do treści, którą chciała przekazać, że musi  być bardzo utalentowaną graficzką dysponującą świetnym warsztatem. Nawet jeśli komuś słowo "piękny" nie przejdzie przez gardło, to uczciwość nakazuje przyznać, że jest estetyczny, a jego przekaz nikogo nie obraża, ani nie wzywa do przemocy.

Dla pana Śmiszka jest "paskudny" bo mówi o owocu miłości mężczyzny i kobiety. Miłości, która jest płodna i służy właśnie temu - poczęciu  niewinnej ludzkiej istotki, bezpiecznej w łonie swej matki pod jej kochającym sercem. Tutaj sama macica ma kształt serca.

Z najwyższą niechęcią próbuję sobie wyobrazić co p. Śmiszek i jemu podobni mają w głowach, że rzeczy piękne postrzegają jako paskudne. Przede wszystkim muszą nienawidzić kobiet i wszystkiego, co ma z nimi związek jak np. macierzyństwo. Dla homoseksualnych mężczyzn kobieta, którą gardzą i się nią brzydzą ma zastosowanie wyłącznie jako tzw. "surogatka" nosząca w wynajętym brzuchu dziecko kogoś, kto jej płaci. Zaraz po zabiciu na narządy, trudno wyobrazić bardziej drastyczne uprzedmiotowienie człowieka.

Ks. Oko opowiadając o homomafii w Kościele zauważył, że homoseksualni duchowni bardzo nieprzyjemnie odnoszą się do sióstr zakonnych. Ponieważ nie są one potencjalnymi obiektami  zainteresowania natury seksualnej, nie istnieją w ogóle (albo są zredukowane wyłącznie do roli anonimowej i pogardzanej służącej).

Moje własne doświadczenie pracy w seminarium duchownym potwierdza to spostrzeżenie w całej rozciągłości. Długo nie mogłam zrozumieć chamstwa wielu księży, którzy w sposób ostentacyjny mnie ignorowali np. nigdy nie odpowiadali na pozdrowienie, a kiedy już musieli się do mnie odezwać robili to przez osobę trzecią nie patrząc w moim kierunku. Jednocześnie knuli za moimi plecami, nastawiając kleryków przeciwko mnie. Była to nie tylko pogarda dla kobiety, ale zarazem zwalczanie "konkurencji" na homoseksualnych łowiskach. Z wielu źródeł słyszałam, że taki właśnie charakter miało wrocławskie seminarium pod rządami kardynała Gulbinowicza i jego następców.

P. Śmiszkowi coś się jednak w tym konkretnym bilbordzie podoba, a mianowicie przypisana ludzkiemu płodowi przez wandala  "orientacja seksualna". Jest dla mnie tajemnicą jak można postrzegać dziecko w  łonie matki jako obiekt seksualny. Przecież według terminologii lewicy to "zlepek komórek"! Rozumiem, że o ile będzie przydatny w takim charakterze, może się ewentualnie urodzić. Nie mam złudzeń co do homoseksualnych mężczyzn i ich stosunku do ludzi, którymi nie są zainteresowani seksualnie, ale przyznam, że po tym wpisie zatkało mnie z obrzydzenia.

Podobnie rzecz się ma z inną "uciskaną mniejszością seksualną" tzw. "transami". Chętnie się podczepiają pod różne "feministyczne" organizacje i ich aktywności, podobnie jak z zapałem biorą udział w zawodach sportowych przeznaczonych dla kobiet. W klimacie szaleństwa politycznej poprawności trudno się dziwić, że wykorzystują okazję i swój status świętych krów. Mam jednak nadzieję, że żadna kobieta, nawet feministka, nie ma złudzeń jak będzie wyglądała konfrontacja z kimś takim, kogo żaden szacunek do płci pięknej nie powstrzyma przed użyciem pięści i buciorów.

Pisałam już na tym blogu, jak w środku miasta, w samo południe zostałam postraszona przez młodego transwestytę idącego w towarzystwie dwóch kolegów, tylko dlatego, że mój błądzący wzrok przez moment zatrzymał się na jego osobie zrobionej na "laskę" (z ciężkim makijażem i pomarańczową peruką włącznie). Ów rozkoszny młodzieniec rzucił się ku mnie wydając odgłos rozzłoszczonego zwierzątka. Dużo agresji, ale i zazdrości było w tym zachowaniu, bo ja nie muszę nosić tony makijażu ani peruki, żeby wzięto mnie za kobietę, ani też stroju "pracownicy seksualnej".  Mogę poprzestać na skromnej, ale gustownej kiecce albo nawet spodniach i sportowej kurtce.

Żaden normalny mężczyzna nie czułby się urażony dyskretnym zainteresowaniem kobiety (prawdziwym lub domniemanym), raczej by mu to pochlebiało albo było obojętne. Poza tym natura wmontowała pewien mechanizm zabezpieczający kobietę przed agresją dużo silniejszego mężczyzny - instynkt zachowania gatunku. Agresora może ująć powab niedoszłej ofiary, jeśli jest młoda, albo skojarzenie z matką lub babcią, jeśli jest odpowiednio starsza. Oczywiście istnieją chamy naruszające tabu agresji fizycznej wobec kobiet, ale wiąże się to z powszechnym potępieniem. W przypadku tzw. "gejów" i "transów" taki mechanizm nie działa, pogarda i zazdrość raczej wzmagają agresję, a status świętej krowy chroni przed poniesieniem konsekwencji.

Zaślepienie feministek popierających tzw. LGBT doprowadziło do przechwycenia ich ruchu dokładnie przez tych mężczyzn, którzy najbardziej nienawidzą kobiet i obrócenia go przeciw nim. Zdobyczą jest np. uraz czaszki zawodniczki walczącej z mężczyzną udającym kobietę  albo bezkarne  buszowanie seryjnego mordercy i gwałciciela po damskim więzieniu, gdyż podczas procesu poczuł się kobietą. W wersji light to sytuacja nastolatki zmuszonej dzielić toaletę z mężczyzną. Przy czym prawo chroni delikatne uczucia silniejszego kosztem oczywistego zagrożenia fizycznego słabszej, o jej uczuciach i dyskomforcie nie wspominając.

"Baba diabła wyonacyła" w jakiejś ludowej bajce, ale w rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie - diabeł wyonacył feministki, a skutki tego będziemy ponosić wszystkie. 



środa, 10 czerwca 2020

Jeszcze o herezjach ojca przeora z "rasizmem" w tle

Ostatnio słuchanie dominikanów przypomina wystawianie się na zatrute strzały. Ukłucie niewielkie, ale jad powoli uwalnia się do krwi... Nie mając wykształcenia teologicznego trudno czasem uchwycić istotę herezji, choć intuicja alarmuje, że coś jest nie tak... W przypadku ojca przeora wrocławskich dominikanów Wojciecha Delika jest to przeciwstawienie modlitwie i sakramentom miłości bliźniego i dzieł miłosierdzia.  Każdy rozsądny człowiek widzi, że nie tylko nie ma tu żadnej sprzeczności, ale miłość bliźniego odcięta od boskiego źródła po prostu nie jest możliwa, staje się w najlepszym wypadku karykaturą, a częściej horrorem, co właśnie obserwujemy w USA.

Każdy rozsądny człowiek, który próbował w życiu komukolwiek pomóc wie jak trudno o własnych siłach rozeznać co właściwie należy zrobić albo przed czym się powstrzymać. Każdy kto znajdował się w  sytuacji np. długotrwałej opieki na chorą osobą wie, że bez Boga i jego łaski (której kanałem są sakramenty) to zadanie przekracza ludzkie siły.
Pytanie jest dlaczego więc ojciec przeor to robi?  Odpowiedź najbardziej radykalna: jest niewierzący, pomylił powołanie zakonnika z z czysto ludzkim aktywizmem. Przemawia za tym np decyzja o zamknięciu kościoła zanim jeszcze wprowadzono JAKIEKOLWIEK ograniczenia w związku z pandemią. Wskazuje to jasno na brak wiary, że sakramenty, których sprawowanie jest istotą kapłaństwa, są  czymś ważnym. 

Wspominałam w ostatnim wpisie jak osobę która poczuła się upokorzona, że nie dano jej komunii do ust (tylko kazano czekać, aż wszyscy przyjmą na rękę) ojciec przeor wskazał jako egoistkę. Pomijam już fakt, określenie "egoista" jest taką samą pałką do okładania przeciwnika jak "rasista" czy "antysemita" i każdy wobec którego go użyto powinien mieć jasność, że nie chodzi o żaden dialog tylko manipulację, zawstydzenie, ośmieszenie albo gorzej. Najzabawniejsze, że pałki "egoizmu" używa człowiek, który w obliczu dość problematycznego zagrożenia, swojemu powołaniu się praktycznie sprzeniewierzył (pociągając za sobą współbraci) odcinając ludzi, których tak przykładnie kocha, od dostępu do kanałów łaski 

Jak przerażający jest czysto ludzki aktywizm parodiujący ewangeliczny nakaz miłości bliźniego pokazują działania lewicy. Nawet hekatomba komunistycznej rewolucji nie nauczyła rozumu nieszczęsnych bezmózgich amerykanów popychanych kijem "rasizmu" do najdziwniejszych zachowań jak klękanie przed murzynami. Może nie robiliby tego, gdyby pamiętali przed kim powinniśmy klękać wszyscy: biali, czarni, czerwoni i żółci bez różnicy... Czyżby historia miała się znów powtórzyć ? Czy oglądamy narodziny komunistycznej Ameryki? Papież Franciszek, który bez problemu wydał chiński Kościół komunistom zaniepokoił się rasizmem w USA, a zupełnie nie zauważył lewackiego terroru niszczącego dorobek życia zwykłych Amerykanów niezależnie od ich rasy... 

No cóż lewacka odmiana "miłości bliźniego" jest bardzo wybiórcza tylko BLACK lives matter, a kto krytykuje tzw Antifę niszczącą własność zwykłych ludzi i atakująca ich samych jest ....antysemitą, jak orzekł izraelski dziennik Haaretz!!! Wrażliwy na wykluczenie prezydent Warszawy ufundował 666 ławek w kolorach ruchu LGBT, a młoda lewicowa działaczka z okazji zbliżającego się święta Bożego Ciała opublikowała zdjęcie swojej gołej d..py z dedykacją dla katolików... 

sobota, 14 marca 2020

Tyrada o głupocie tego świata

Coś mnie bierze jak co roku o tej porze - bolą mnie zatoki przynosowe, głowa i gardło. Zważywszy okoliczności wszystkie te niewinne objawy zaczynają wyglądać złowrogo, zwłaszcza, że chwilowo nie jestem ubezpieczona (zwolniono mnie z pracy bez podania powodów jakiś czas temu).

Siedzę więc w domu czując się trochę jak Filifionka z "Doliny Muminków w listopadzie", która może się w końcu odprężyć, bo katastrofa, którą tak długo zapowiadała - narażając sie śmieszność - w końcu nadeszła.

Uchodźcy u granic Grecji okazali się zwolnionymi z tureckich więzień drobnymi przestępcami przeznaczonymi do deportacji, głownie z Afganistanu, Pakistanu i Iranu. Dowieziono ich na granicę autobusami, a służby tureckie usiłują za pomocą gazu łzawiącego, ostrzeliwania greckiej straży granicznej i prób zniszczenia ogrodzenia wymusić wpuszczenie tej hałastry na terytorium UE. Prawdziwi uchodźcy wojenni utknęli na granicy syryjsko-tureckiej i nikt sie ich losem nie przejmuje.

Nie wiem dlaczego obejrzałam trochę filmów o tsunami w różnych częsciach Azji. Co mnie uderzyło, to niewiarygodna głupota turystów, którzy zamiast uciekać przed groźnym zjawiskiem, usiłują je sfilmować narażając sie na śmierć. Dla tych infantylnych imbecyli wszystko jest atrakcją turystyczną zorganizowaną z myślą o ich rozrywce. Zatracili całkowicie poczucie, grozy świata. jakby nie rozumieli, że ciepłe kraje po drugiej stronie globu zmagają się z groźnymi zjawiskami naturalnymi, nieznanymi mieszkańcom poczciwej Europy. Nie mają pojęcia jak rozpoznać, że coś takiego nadchodzi i jak się zachować. Po jaką cholerę ciągną więc tam swoje tyłki? Żeby zatruć się jakimś jedzeniem, do którego nie sa przyzwyczajeni? Żeby poparzyć swoją biała skórę podzwrotnikowym slońcem? Żeby zarazić się jakimś egzotycznym wirusem i jeszcze przywlec go do Europy? Nie mam zdrowia do tych kretynów!

Korwin-Mikke głosił kiedyś uparcie, że Europa powinna zaniechać produkcji rolniczej i importować żywność z Afryki, bo to o wiele taniej. Pięknie byśmy wygladali, gdyby ktoś tego nadętego durnia posłuchał. Wystarczyłoby odciąć linie dostaw i każdę państwo europejskie z osobna lub całą unię na raz można by zmusić do uległości w dowolnej sprawie w tydzień czasu. Nie mówiąc już o jakiejś pandemii - prawdziwej lub wykreowanej przez media. Przeniesienie całej produkcji do Chin było równie świetnym pomysłem. Nikt nie mógł przewidzieć, że między państwem środka a Europą jest jednak duża odległość, a epidemie, podobnie jak powodzie, trzesienia ziemi, rewolucje i wojny domowe mogą się tam zdarzyć!!!

Wystarczy jeden wirus - prawdziwy lub wymyślony - jeden wulkan, który troszke podymi na Islandii i europejskie rozkapryszone bachory na moment są przywrócone do rzeczywistości. Jak w obliczu grozy tego świata wygladają lgbt, prawa zwierząt, aborcja, weganizm i energia odnawialna? Nie, nie jesteśmy bogami! Na szczęscie! Jesteśmy karłami stojącymi na ramionach olbrzymów, którzy tą cywilizację zbudowali. Wieki tworzone było bezpieczeństwo i względny dobrobyt, w którym teraz żyjemy. To może się odmienić w przeciągu godziny, a tu wychodzi jakiś za przeproszeniem Biedroń i ma problem, że nie każdy zachwyca się jego dziwacznymi praktykami  seksualnymi, albo jakaś opętana kretynka która chciałaby się gzić bez ograniczeń, a potem mordować swoje dzieci na koszt podatników.  Skąd się biorą tacy debile niech mi ktoś wytłumaczy! Ktoś im za to płaci - to jedyne rozsądne wyjaśnienie..

W głupocie świat muzułmański nie wiele ustępuje liberalno-lewicowym elitom zachodnim. Chcą nas podbić demografią, barany. Myślą, że bogactwo Europy jest jak ropa naftowa, ktora siknęla jakiemuś szejkowi na pustyni. Otóż nie, Europa jest stosunkowo niewielkim skrawkiem lądu, w północnej swej częsci położonym w surowym klimacie. Mieszkańcy tysiące lat uczyli się jak przeżyć w tych warunkach, a potem przez wieki jak je obrócić na swoją korzyść. Z pracy ich rąk i intelektualnego wysiłku wzięło się bogactwo Europy. Chrześcijństwo dowartościowało pracę, a wymóg życia w czystości pozwolił zaoszczędzoną energię zkanalizować w twórcze działanie. Europa bez Europejczyków nie będzie żadną atrakcją dla ludu pustyni. Nawet jeśli w drodze demokratycznych wyborów przejmą władzę w krajach zachodnich, po czym wprowadzą prawo szariatu i opodatkują wszystkich chrześcijan okaże się, że bogactwo znikło. Okaże się, że mają Bliski Wschód z wszystkimi jego wadami, ale bez żadnych zalet. Czy powrócą do swej tradycyjnej działalności w Europie tzn. handlu białymi niewolnikami?

Jakże jestem zmęczona, pójdę już spać.



poniedziałek, 30 grudnia 2019

O nawróceniu Gavina Ashendena (z kazaniem ojca przeora dominikanów w tle)

Święta upłynęły mi pod znakiem dochodzenia do siebie po długiej chorobie, adaptacji Wiedźmina i nawrócenia byłego kapelana królowej angielskiej, Gavina Ashendena. Dziś znowu słuchałam wywiadu z nim na YouTube i znowu byłam pod głębokim wrażeniem tego, co ten człowiek opowiada.

Najciekawszy dla mnie fragment dotyczył ataku złego ducha. Pierwszy przydarzył mu się we Francji na mszy w kaplicy św Michała (nie pamiętam miejscowości). Zobaczył wysoko w górze chmarę krążących demonów przypominających nietoperze, wrzeszczących przeraźliwie. Był zdziwiony, że nikt, oprócz niego, tego nie widzi i nie słyszy. Zastanawiał się, kiedy znikną. Te jednak dokazywały aż do momentu, kiedy konsekrowana hostia dotknęla jego języka.

Innym razem przez 3 noce pod rząd, między pierwszą a piąta rano, otwierał mu się tunel w ścianie, przez który wlewały sie złe duchy bombardujące go rozpaczą i oskarżeniami w niezwykle charakterystyczny sposób - "jesteś w koszmarnej, beznadziejnej sytuacji i sam sobie to zawdzięczasz, zasłużyłeś na to". Ilu z nas poddanych było/jest takiej próbie nie zdając sobie sprawy, że to atak nieprzyjaciela? Gavin Ashenden miał więcej szczęscia - po pierwsze wiedział co to jest, po drugie ktoś mu doradził różaniec. Mimo pewnych oporów środek zastosował ze skutkiem pozytywnym. Rano zaniepokojona żona obsztorcowała go, że otwiera nocą okna. Widząc jego szczere zdziwienie wskazała na intensywny zapach róż w sypialni.

Co ciekawe przed tymi incydentami Ashenden nie wierzył w osobowe zło, był jungistą i wykładał na jakimś świeckim uniwersytecie psychologię religii. Wtedy też zainteresował się objawieniami maryjnymi z Garabandal (o ile dobrze pamiętam). Kiedy ogladał nagranie koleżanka zajmująca się psychologią dziecięcą skomentowała, że ekstaza tych dzieci jest autentyczna, bo w tym wieku nie umiałyby jej tak przekonywująco udawać.

Ashenden zaintrygowany był też faktem, że cuda eucharystyczne - przy obecnym stanie nauki możliwe do zweryfikowania - zdarzają sie tylko w Kościele Katolickim, nigdy natomiast w Anglikańskim.

Kiedy po długiej duchowej podrózy oficjalnie nawrócil sie na katolicyzm, od dłuższego czasu nie był już kapelanem królowej. Zkrytykował zaproszenie do anglikańskiej katedry muzułmanina, który w dzień Objawienia Pańskiego ,w miejsce fragmentu listu św. Pawła, odczytał sutrę koranu mówiacą o tym, że Jezus nie jest Synem Bożym. Poniewaz owe krytyczne stanowisko, wyrażone przez kapelana królowej, mogłoby być łączone z jej osobą, Ashenden zrezygnował z tego zaszczytu.

Przez ponad 10 lat entuzjastycznie popierał ruch LGBT, zanim zrozumiał, że to zaledwie etap w dłuższym planie, manewr wojnie przeciw Chrześcijaństwu. Na YouTube można znaleźć kilka jego wypowiedzi na temat marksizmu kulturowego, całkiem rozsądnych zresztą.

Nie wiem jak Gavin Ashenden odnajdzie się w obecnym Kościele Katolickim pchanym przez hierarchów w kierunku, który okazał się zgubny dla anglikanów, ale jego wiara w rzeczy nadprzyrodzone jest dla mnie bardzo inspirująca. Ten własnie nadprzyrodzony aspekt katolicyzmu,  którego wstydzi się dzisiejszy Kosciół jest magnesem dla ludzi udręczonych, spragnionych Boga i szukajacych prawdy.

W niedziele na mszy u dominikanów wysłuchalam kazania o podróżach ojca przeora po Ukrainie i  Ameryce Poludniowej. Na Ukrainie rodziny romskie - bardzo porządne, wolne od alkoholizmu - zmuszone sa mieszkać na wysypisku smieci, bo nikt nie chce ich zatrudnić. W slumsach Bogoty natomiast jest nędza, ale nie ma smutku, bo nie brakuje tam dzieci, ani psów. O ile dobrze zrozumiałam wniosek z tych podróży - ktoś powinien poświecić swoje życie dla tych rodzin, Jeżeli ojciec przeor miał na mysli siebie, zakon kaznodziejski lub jakiś inny to O.K. W każdym innym przypadku to po prostu piramidalna bzdura w rodzaju porad dla ludzi samotnych, żeby adoptowali dzieci autystyczne. Czysty społeczny aktywizm nie mający nic wspólnego z przekazywaniem owoców kontemplacjii. (Jaka kontemplacja, takie owoce - chciałoby się powiedzieć).

W autobiograficznej książce "Nieplanowane" Abby Johnson (i jej filmowej adaptacji) wzięty adwokat reprezentuje bohaterkę za darmo w sprawie wytoczonej jej przez Planned Parenthood. Gdyby ten człowiek najpierw nie skończył studiów prawniczych, aplikacji adwokackiej i nie wyrobil sobie marki broniąc z sukcesem wielu klientów, nie mógl by pomóc bezpłatnie bohaterce, ani nikomu innemu.

Żeby móc pomóc komukolwiek, trzeba najpierw coś mieć - doświadczenie, zasoby, możliwości, kontakty. Pracę rodzinom romskim na wysypisku mogłby dać zamożny przędsiębiorca gotowy zaryzykować ze wzgledu na milosierdzie. Gdyby się przeliczyl i zbankrutował jego możliwość pomagania komukolwiek - z własną rodziną włącznie - szybko by się skończyła.

Dlaczego musimy wysłuchiwać w Kosciele tych infantylnych, czysto ludzkich wymysłów, zamiast zapoznawać się dogłebnie z depozytem wiary. Wiemy z lekcji religii o isnieniu złego ducha, ale nie łączymy go bezsennymi godzinami w okolicach 3 nad ranem, kiedy sytuacja nasza jawi się jako calkowicie beznadziejna i - co gorsza - całkowicie przez nas zawiniona. Gdybyśmy wiedzieli, że to typowy atak nieprzyjaciela, pogonilibyśmy go, gdzie pieprz rośnie, w 3 minuty. Zastanawiam się ilu samobójstw możnaby uniknąć, uświadamiajac to ludziom w trudnej sytuacji.

Żeby pomóc komukolwiek trzeba najpierw pomóc sobie. Żeby się czymś dzielić trzeba coś mieć. Czy to nie Chrystus obecny w sakramentach powinien byc lekarstwem na całą ludzka biedę? Nie podważam sensowności dzieł milosierdzia, ale bez duchowego kompasu w postaci modlitwy, nie jesteśmy w stanie rozeznać, co w danej sytuacji powinno byc zrobione i co należy do nas, a co do zainteresowanej osoby.







poniedziałek, 1 lipca 2019

Virtue signalling u dominikanów i jezuitów

W niedzielę na mszy o 20-tej u wrocławskich dominikanów, główny celebrans o. Marcin Dyjak OP wykorzystał ogłoszenia duszpasterskie, żeby poinformować wiernych, że ani on, ani jego współbracia nie organizują, ani też nie popierają akcji właśnie trwającej pod kościołem (św. Wojciecha). Informacja była podana charakterystycznym - tonem pozornie neutralnym, a jednak komunikującym "ludziom światłym" co należy sądzić o tych oszołomach.

Zaciekawiona, sprawdziłam co to za akcja. Zbieranie podpisów przeciw seksualizacji dzieci przez aktywistów LGBT....

Dziś  znalazłam na koncie twitterowym ks. Isakowicza-Zalewskiego taki oto retwit (a propos bojkotu IKEI, która wyrzuca pracowników nie chcących brać udziału w promocji LGBT)


Wink, wink salonie liberalno-lewicowy! Jesteśmy wprawdzie zakonnikami, ale z nauką Kościoła, ani z przywiazanymi do niej abominacyjnymi fundamentalistami nic nas nie łączy!

Dziękuję, nie mam więcej pytań... 



sobota, 27 października 2018

Wieści różnej treści z Watykanu i okolic

W ostatnim, wczorajszym odcinku swojego programu nadawanego z Rzymu (The Vortex. A‘Bridge’ Too Far) Michael Voris zapowiedział, że skrót LGBT nie pojawi się jednak w końcowym dokumencie Synodu Młodych, prawdopodobnie napisanym na długo przed jego rozpoczęciem. Sprawa McCarricka jednak i następujące po niej wydarzenia, w tym 3 listy arcybiskupa Vigano sprawiły, że klimat wokół akceptacji homoseksualizmu nieco się zmienił. Podobno sam papież interweniował i zatrzymał w ostatnim momencie opublikowanie czegoś jawnie sprzecznego z nauką Kościoła. Jego bliscy kardynałowie Tagle i Marx, także wypowiadają się ostatnio w zadziwiająco ortodoksyjnym duchu. Pożyjemy zobaczymy czy Voris ma rację!!!

W poprzednim odcinku (Satan at the Vatican) jest natomiast mowa o 6-letnim, nieco już zapomnianym dossier, przygotowanym przez 3 kardynałów na zlecenie Benedykta XVI - podobno właśnie krąży po mieście i pewne osoby widziały cały oryginał, a inne jego fragmenty.

Impulsem do rozpoczęcia dochodzenia były tzw Vatileaks - czyli przecieki prywatnych dokumentów Benedykta XVI do włoskiej prasy w ostatnim roku jego pontyfikatu. Śledztwo zaczęło się od kradzieży dokumentów, ale nieoczekiwanie poszerzyło o nowe wątki, jak sodomia wśród watykańskich hierarchów.

Po rezygnacji Benedykta i przekazaniu dossier Franciszkowi, słuch o nim zaginął. Nieoczekiwanie wypłynęło na światło dzienne zeszłego roku w marcu, kiedy to policja watykańska wkroczyła na sławne homoseksualne przyjęcie w mieszkaniu monsignora Capozzi  na ostatnim piętrze budynku Kongregacji Nauki Wiary. Był na nim obecny kardynał Coccopalmerio, któremu pozwolono opuścić lokal przed dokonaniem aresztowań. Przy tej okazji policja skonfiskowała rzeczony dokument i od tego czasu świadomość jego istnienia i zawartości zaczęła się poszerzać wśród zainteresowanych.

Osoby, które miały wgląd twierdzą, że kompromitujące informacje nie ograniczają się tylko do sodomii wśród hierarchów. W dokumencie wspomniane są także satanistyczne rytuały odprawiane w Stolicy Apostolskiej.Mówił o tym wiele lat wcześniej Malachi Martin, a główny egzorcysta ks. Gabriele Amorth zauważał bardzo realną demoniczną obecność w Rzymie i Watykanie.

Wiedza o przynależności pewnych hierarchów do masonerii też jest znana, więc związek między nią, a homoseksualnymi praktykami i rytuałami satanistycznymi nie powinien nikogo dziwić.

Papież Franciszek chwalony przy różnych okazjach przez 60 lóż masońskich na całym świecie, promował osoby wspomniane w sławnym dossier, mimo swojej wiedzy o ich powiązaniach i "dokonaniach" na niwie obyczajowej, finansowej i każdej innej.

Michael Voris twierdzi, że informacje przekazywane przez jego watykańskie źródło dotąd się zawsze potwierdzały. Pożyjemy, zobaczymy!