Pokazywanie postów oznaczonych etykietą arcybiskup Vigano. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą arcybiskup Vigano. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 października 2018

Wieści różnej treści z Watykanu i okolic

W ostatnim, wczorajszym odcinku swojego programu nadawanego z Rzymu (The Vortex. A‘Bridge’ Too Far) Michael Voris zapowiedział, że skrót LGBT nie pojawi się jednak w końcowym dokumencie Synodu Młodych, prawdopodobnie napisanym na długo przed jego rozpoczęciem. Sprawa McCarricka jednak i następujące po niej wydarzenia, w tym 3 listy arcybiskupa Vigano sprawiły, że klimat wokół akceptacji homoseksualizmu nieco się zmienił. Podobno sam papież interweniował i zatrzymał w ostatnim momencie opublikowanie czegoś jawnie sprzecznego z nauką Kościoła. Jego bliscy kardynałowie Tagle i Marx, także wypowiadają się ostatnio w zadziwiająco ortodoksyjnym duchu. Pożyjemy zobaczymy czy Voris ma rację!!!

W poprzednim odcinku (Satan at the Vatican) jest natomiast mowa o 6-letnim, nieco już zapomnianym dossier, przygotowanym przez 3 kardynałów na zlecenie Benedykta XVI - podobno właśnie krąży po mieście i pewne osoby widziały cały oryginał, a inne jego fragmenty.

Impulsem do rozpoczęcia dochodzenia były tzw Vatileaks - czyli przecieki prywatnych dokumentów Benedykta XVI do włoskiej prasy w ostatnim roku jego pontyfikatu. Śledztwo zaczęło się od kradzieży dokumentów, ale nieoczekiwanie poszerzyło o nowe wątki, jak sodomia wśród watykańskich hierarchów.

Po rezygnacji Benedykta i przekazaniu dossier Franciszkowi, słuch o nim zaginął. Nieoczekiwanie wypłynęło na światło dzienne zeszłego roku w marcu, kiedy to policja watykańska wkroczyła na sławne homoseksualne przyjęcie w mieszkaniu monsignora Capozzi  na ostatnim piętrze budynku Kongregacji Nauki Wiary. Był na nim obecny kardynał Coccopalmerio, któremu pozwolono opuścić lokal przed dokonaniem aresztowań. Przy tej okazji policja skonfiskowała rzeczony dokument i od tego czasu świadomość jego istnienia i zawartości zaczęła się poszerzać wśród zainteresowanych.

Osoby, które miały wgląd twierdzą, że kompromitujące informacje nie ograniczają się tylko do sodomii wśród hierarchów. W dokumencie wspomniane są także satanistyczne rytuały odprawiane w Stolicy Apostolskiej.Mówił o tym wiele lat wcześniej Malachi Martin, a główny egzorcysta ks. Gabriele Amorth zauważał bardzo realną demoniczną obecność w Rzymie i Watykanie.

Wiedza o przynależności pewnych hierarchów do masonerii też jest znana, więc związek między nią, a homoseksualnymi praktykami i rytuałami satanistycznymi nie powinien nikogo dziwić.

Papież Franciszek chwalony przy różnych okazjach przez 60 lóż masońskich na całym świecie, promował osoby wspomniane w sławnym dossier, mimo swojej wiedzy o ich powiązaniach i "dokonaniach" na niwie obyczajowej, finansowej i każdej innej.

Michael Voris twierdzi, że informacje przekazywane przez jego watykańskie źródło dotąd się zawsze potwierdzały. Pożyjemy, zobaczymy!




wtorek, 23 października 2018

Vigano III

Arcybiskup Carlo Maria Vigano napisał kolejny list pełen szczegółów kto, kiedy i w jakiej formie informował Watykan o działalności McCarricka na niwie postępu obyczajowego od roku 2000 (o ile dobrze pamiętam), w odpowiedzi na zarzut kardynała Marca Ouelleta, że nie było konkretnych doniesień w jego sprawie, tylko jakieś plotki. Co ciekawsze list pisany jest językiem, jakim żaden hierarcha się już nie posługuje i odwołuje się do prawd wiary, o których nikt  w Watykanie już nie pamięta.

Vigano stwierdza, że jest starym człowiekiem, niedługo stanie przed Bogiem i boi się sądu. W innym fragmencie wyraża żal za grzech zaniedbania, że nie upublicznił sprawy wcześniej. Przyczynę obecnego kryzysu nazywa po imieniu - homoseksualizm kleru. Na koniec przypomina, że w tym wszystkim chodzi o zbawienie dusz powierzonych pieczy Kościoła.

Co za kontrast z nowomową wylewającą się z instrumentum laboris na Synod Młodych. Można odnieść wrażenie, że to dwa różne Kościoły nigdzie ze sobą nie graniczące i być może tak jest w istocie.

Dla normalnego mężczyzny odpowiedź na powołanie do kapłaństwa wiąże się z rezygnacją z miłości kobiety, założenia własnej rodziny itp, co nie jest łatwą decyzją. Konieczność jej podjęcia weryfikuje siłę wiary i determinację młodych kandydatów. Dla homoseksualisty czy pederasty natomiast to bardzo kusząca propozycja ukrycia swojej nieszczęsnej skłonności, połączona z nieograniczonymi wręcz możliwościami folgowania jej bezkarnie. Żadna wiara nie jest mu potrzebna do wybrania takiej drogi. Nic zatem dziwnego, że w Kościele zawłaszczonym przez homolobby nie ma wiary tylko socjologiczny, politycznie poprawny bełkot. Zbawienie to uczynienie Ziemi "lepszym miejscem" i nie ważne z kim w tym celu się współpracuje - proaborcyjnymi aktywistami, wyznawcami globalnego ocieplenia, zawodowymi LGBTQ-istami czy chińskimi komunistami.

Odwieczna nauka o zbawieniu i potępieniu, zmartwychwstaniu, sakramentach, walce duchowej jest dla tych ludzi nie tylko całkowicie niezrozumiała, ale żenująca i śmieszna. Wierni poważnie ją traktujący nie tylko nie są ich targetem, ale wręcz balastem, którego należy się pozbyć, utrudniającym pochód wszystkich postępowych sił ku świetlanej przyszłości. W świetle tego nie szokuje przedziwna wybiórczość ich "miłosierdzia" i "gotowości do dialogu".

Jestem już bardzo zmęczona tematem kryzysu w Kościele, ale nawet kiedy nie zaglądam do internetu, przypominają mi o tym wypowiedzi niektórych dominikanów, gdyż chodzę do ich Kościoła z przyzwyczajenia (i z powodu hasła "veritas"). Kiedyś naiwnie myślałam, że wszyscy należymy do jednej drużyny - świeccy i zakonnicy - jednej Armii Pana (jak to śpiewało na pielgrzymkach). Jak bardzo się myliłam w tej i wielu innych sprawach... Jestem już bardzo, bardzo zmęczona...

P.S.
Odbyły się wybory samorządowe. Nawet nie chce mi sprawdzać wyników. Jestem bardzo zawiedziona rządami zjednoczonej prawicy, a zwłaszcza uniżonością wobec najpodstępniejszego z naszych wrogów i pełna obaw czym to się może skończyć.

Patrzyłam na plakaty wyborcze z buźkami czyichś niuniów, którym możni protektorzy dali szansę ustawić się w życiu. W oczywisty sposób to nie są nasi przedstawiciele, tylko pomioty uwłaszczonych na majątku narodowym aparatczyków, ubeków, oszustów i innej swołoczy. Od nas potrzebują tylko głosu poza tym mają nas w d... Sama myśl, że mogą mieć z nami coś wspólnego napełniłaby ich (gdyby się przypadkiem pojawiła w rzadko używanej mózgownicy) szczerym obrzydzeniem.


poniedziałek, 22 października 2018

O modernizmie, czyli rozejściu się duchowieństwa z wiernymi

Słucham sobie dr Taylora Marshalla i ks. Dwighta Longeneckera (obaj konwertyci z Kościoła Episkopalnego). Rozmawiają o modernizmie. Jedna rzecz mnie uderza - jako dokładnie potwierdzająca moją intuicję w tej sprawie - całkowicie rozejście się duchowieństwa z powierzonymi sobie wiernymi.

Teologowie pod wpływem idei oświecenia i pewnych nurtów protestanckich w biblistyce zapragnęli dostosować naukę Kościoła i rozumienie Pisma Św. do "naszych czasów", "potrzeb nowoczesnego człowieka". Uznali, że cudów się już nie nosi, z rozmnożenia chleba i ryb zrobili gromadne dzielenie się zapasami, zmartwychwstanie oznacza przetrwanie nauki tragicznie zmarłego Jezusa w sercach jego uczniów, wcielenie i dziewicze poczęcie to rodzaj konwencji, obficie  stosowanej w wielu starożytnych mitologiach itp. Idea, ze wszyscy ludzie zostaną zbawieni zahamowała działalność misyjną Kościoła. Pojęcie zbawienia też stało się niejasne wobec zgubienia nauki o grzechu pierworodnym i grzechu w ogóle, a w takim razie po co nam sakramenty? Po co księża? Po co Kościół?

Taki sposób interpretacji Pisma Świętego dalej straszy w seminariach i w tym duchu kształceni są duchowni, Natomiast wierni w swoim rozumieniu podstawowych prawd wiary w przeważającej większości pozostają przedsoborowi, rozumieją je tak jak były nauczane przez wieki - dosłownie. Dziwny przymus ciągłego "dostosowywania" nauczania Kościoła do potrzeb "nowoczesnego człowieka" nie wynika z potrzeb wiernych, tylko duchownych i teologów, którzy wiarę już dawno stracili albo nigdy jej nie mieli. Podobnie rzecz ma się w kwestiach moralnych. To nie wierni, nie żadni "młodzi" prą do zaakceptowania związków homoseksualnych, tylko stare watykańskie cioty, które cudem dożyły podeszłego wieku nie złapawszy AIDS.

Co gorsza ci ludzie dla niepoznaki operują znanymi od wieków pojęciami podkładając pod nie zupełnie nowe rozumienie. Trudno powiedzieć co papież ma na myśli używając słowa diabeł (prawdopodobnie arcybiskupa Vigano), skoro generał jezuitów twierdzi jawnie, ze Szatan jest rodzajem metafory. Piekło - według papieża Franciszka - nie istnieje, a dusze które odrzuciły Boga przestają po prostu istnieć. Z kolei dominikanie twierdzą, że żadna dusza bez ciała nie może istnieć, co z kolei podważa katolicką naukę o świętych obcowaniu. (Czy to przypadkiem nie była herezja głoszona przez Jana XXII?) Skąd oni to wiedzą? Jaka jest naukowa metoda ustalenia czy istnieją byty duchowe? Na podstawie czego można odrzucić definitywnie taką możliwość?

Najzabawniejsze jest, że cudowne wydarzenia opisane w Piśmie Świętym pod względem trudności wyobrażenia sobie nie zbliżają się nawet do prób objęcia umysłem powstania wszechświata z niczego na początku czasu (w sensie dosłownym, od tego momentu zaczyna się czas i przestrzeń).

Zwolennicy teorii ewolucji mają jeszcze trudniej - wiara potrzebna do uznania za możliwe, że życie  powstało od uderzenia pioruna w aminokwasy (które wzięły się z zapewne z zadu) mogłaby wskrzeszać umarłych, podobnie jak niezachwiana pewność (nie oparta na żadnych dowodach), że zupełnie nowy gatunek mógłby  "wyewoluować" z istniejącego przez przypadkową mutację i selekcję. Zaiste takiej wiary nie widziano nawet w Izraelu w czasach Jezusa.

A co powiedzieć o "genderowcach" na przemian wierzących, że płeć nie istnieje, albo, że istnieją jej 153 warianty. Ci ludzie potrafią twierdzić bez mrugnięcia okiem, że w związkach homoseksualnych rodzi się najwięcej dzieci! Potrafią nazywać dwóch mężczyzn mieszkających ze sobą małżeństwem!!! Systemy prawne wielu państw odnoszą się do takich żartów ze śmiertelną powagą!!! Czy mamy do czynienia ze zbiorową hipnozą? Wiara jak widać czyni cuda, choć może nie takie jakie byśmy chcieli zobaczyć...

Są jeszcze "globalni ociepleniowcy" z równie wiarygodnym credo, ci nawet zostali oficjalnie uznani przez papieża Franciszka, za sprawą encykliki Laudato si.

Chyba nigdy jeszcze ludzkość nie wzbudzała w sobie równie heroicznej wiary w rzeczy jawnie sprzeczne z rzeczywistością. Pozostaje dla mnie tajemnicą, jak w takim kontekście ludzie Kościoła mogą uznawać, że wiara w zmartwychwstanie, dziewicze macierzyństwo cy realną obecność Jezusa w Eucharystii może stanowić nieprzezwyciężalną trudność dla tak zaprawionych adeptów.

Ja sama nie mam żadnych trudności z wiarą w cuda opisane w Ewangelii czy z przyjęciem tradycyjnego nauczania Kościoła. Boga widzę w pięknie natury, w historii ludzkości i losach znanych mi jednostek. (Najtrudniej dostrzec mi jego działanie w moim własnym życiu zwłaszcza, kiedy patrzę na całość.) Kiedy nie potrafię czegoś przyjąć zadaje sobie pytanie czy jestem gotowa to definitywnie odrzucić, odpowiedź zazwyczaj brzmi nie. Wątpliwości czy trudności w wierze nie muszą wcale oznaczać odrzucenia tylko początek jakiejś drogi.






środa, 17 października 2018

Jeszcze o prawdziwej przynależności i lojalności

Na stronie dominikańskiej nowy wpis o. Dostatniego! I jest to - suprise, suprise - recenzja filmu Kler utrzymana w tym samym tonie, co opinie o. Golonki i Szustaka. Przypadek? Nie sądzę! O. Dostatni nieco bardziej dryfuje w stronę radości z rozpoznawania w bohaterach politycznych oponentów, ale pozostaje w harmonii z opiniami konfratrów o wezwaniu do nawrócenia, możliwości przejrzenia się w owym wybitnym dziele jak w lustrze itp.

Nie będę się wypowiadać na temat filmu, bo go nie widziałam (zgodnie z zaleceniami autora recenzji), ale byłabym bardzo ciekawa reakcji o. Dostatniego na film "Zakon (kaznodziejski)" albo "Psy pańskie" nakręconego na podstawie opowieści o. Adama Wyszyńskiego OP. Materiał na scenariusz znakomity, można by go nieco podkręcić i hit gotowy. P. Smarzowski pewnie by się nie podjął reżyserii, bo aktywność homoseksualna w zakonie to kwintesencja postępu, ale zdolnych twórców w Polsce nie brak. Scena w której sławny z aktywności medialnej ojciec G. pozoruje ruchy frykcyjne na zadku młodego zakonnika przygotowującego obiad dla współbraci w łódzkim klasztorze wołając "Kaczyński dyma cię w d..pę" wywołałaby entuzjazm na sali. Podobnie mocny finał z przymusowym umieszczeniem w szpitalu psychiatrycznym i brawurową ucieczką pacjenta. Czy o. Dostatni et consortes chcieliby się przeglądać w takim lustrze? Myślę, że wątpię.

Przecież doświadczenie jednego młodego człowieka, w dodatku ulegającego częstym atakom paniki (znaczy niestabilnego emocjonalnie), nie może być ilustracją życia prowincji polskiej dominikanów, w której pracuje wielu porządnych i pobożnych braci. Czyż nie?  To byłoby raczej krzywe zwierciadło! Wiadomo, w przypadku Kleru to co innego, czarni popierają PIS więc im się należy. Niech się mohery oburzają i nawołują do bojkotu. To czysty klerykalizm! Co innego krytykowanie arcybiskupa Życińskiego (TW Filozof), znanego z ekscesów w praskim gej-klubie, albo arcybiskupa Rysia mizdrzącego się do rabina.  Dla"antysemityzmu" "faszyzmu" i "mowy nienawiści" nie może być miejsca...

Z jakichś tajemniczych powodów świadectwo arcybiskupa Vigano ujawniające przywrócenie McCarricka do łask przez papieża Franciszka mimo jego wiedzy o "dokonaniach" amerykańskiego kardynała na polu wprowadzania postępu obyczajowego w seminariach także zostało zaliczone przez o. Dostatniego do klerykalizmu. Przyznam, że nie nadążam za tą talmudyczną logiką.

Tu wraca kwestia prawdziwej przynależności i lojalności, o której pisałam w poprzednim wpisie. Jest dla mnie całkowicie jasne, że wielu dominikanom  - jak o. Dostatni  czy medialny ojciec G. - jest znacznie bliżej do GW czy TVN niż do wiernych przychodzących do ich Kościoła. Niech przychodzą te jelenie i dają kasę, a zniesiemy nawet ich obrzydliwe śmierdzące jaja w Wielką Sobotę (choć z trudem), a serce nasze będzie spoczywać w kwiecie lotosu u stóp pana (George Sorosa).




O "szlachetności" kardynała Wuerla i lojalności papieża Franciszka

Słuchałam właśnie (robiąc obiad) mojego ulubionego duetu - dr Taylor Marshall i Timothy Gordon - komentującego odpowiedź Franciszka na rezygnację Donalda Wuerla. Papież, co prawda ją przyjął, ale wyznaczył skompromitowanego hierarchę administratorem swojej dotychczasowej archidiecezji waszyngtońskiej tzn de facto pozostawił na stanowisku. Wuerl zachowa także tytuł kardynała i arcybiskupa oraz pozostanie członkiem kongregacji do spraw biskupów tzn będzie miał władzę nad wszystkimi protestującymi przeciw niemu księżmi (będzie mógł ich wysłać do psychuszek jak Cupich) oraz wpływ na wybór nowych biskupów na całym świecie.

Amerykańscy komentatorzy, dobrzy katolicy, po każdym zdaniu listu papieża do kardynała zbierają szczęki z bruku. Po prostu nigdy nie widzieli takich standardów, ani takiej przewrotności. Człowiek ewidentnie mający udział w kryciu nadużyć seksualnych kleru, na co są dowody znane opinii publicznej, pozostaje na stanowisku! Nawet administracja Obamy rzuciłaby go na pożarcie (feed to the dogs), żeby zachować twarz. Co więcej jest publicznie chwalony za swoją szlachetność, przy której pewne drobne pomyłki jak krycie McCarricka to pikuś, i zapewniony, że mimo knowań złych ludzi nagroda go nie minie, może spać spokojnie. Owa słynna szlachetność miała polegać na tym, ze tak niecnie atakowany mógł się bronić, ale tego nie zrobił. W rzeczywistości nie robił nic innego tylko łaził po CNN -ach i się usprawiedliwiał, że nic nie wiedział. To najbardziej poraziło Marshalla & Gordona - nieznana w "English speaking world" przewrotność - chwalenie kogoś za powstrzymanie się od działań, którym de facto oddawał się bez przerwy. Tak samo papież Franciszek oskarżony przez arcybiskupa Vigano, ogłosił, że jak - nie przymierzając - baranek prowadzony na rzeź nie powie ani słowa na ten temat, a od tej chwili nie minął dzień bez aluzji do "wielkiego oskarżyciela" szerzącego podział ujawniając grzechy biskupów i intensywnego knucia jak przypisać odpowiedzialność za krycie McCarricka zmarłemu Janowi Pawłowi II, który nie może się bronić.
Obaj komentatorzy uznali to za "perronizm", mi raczej kojarzy się  z marksizmem i leninizmem tak drogim wrażliwemu społecznie serduszku papieża.

Cała ta historia świetnie ilustruje kwestię prawdziwej przynależności różnych osób i jak bardzo ona odległa od formalnej. Papież na każdym kroku dystansuje się od sztywnych i przeciętnych chrześcijan, faryzejskich neopelagianistów, którym się wydaje, że są doskonali , a wyciąga miłosierne ramiona do chińskich komunistów, proaborcyjnych  aktywistów, oszustów klimatycznych, zawodowych homoseksualistów i ludzi żyjących w konkubinacie z wolnego wyboru. Prawdziwie lojalny jest  jedynie wobec ludzi, którym zawdzięcza swój wybór i którzy popierają jego linię destrukcji Kościoła. Mogą mieć na sumieniu grzechy niewyobrażalne dla przeciętnego śmiertelnika, a włos im z głowy nie spadnie.

wtorek, 11 września 2018

Jeszcze o homoseksualizmie w Kościele

Oglądałam wczoraj program telewizji EWTN, World Over, w którym Raymond Arroyo rozmawiał z Robertem Bennetem, dawnym prokuratorom federalnym przewodniczącym (?) komisji  świeckich badającej nadużycia seksualne duchownych na początku wieku. Opowiadał między innymi o swojej wizycie w Rzymie, u kardynała Ratzingera, który rok później został papieżem. Ratzinger ewidentnie był zainteresowany i, mimo pewnych kłopotów z angielskim, zanotował sobie wszystko. Wszyscy członkowie komisji mieli wrażenie, że kardynał słyszy o tych rzeczach po raz pierwszy i chce dowiedzieć się prawdy od świeckich, bo nie może od swoich biskupów. List arcybiskupa Vigano również wskazuje, że informacje wysyłane z nuncjatur do Rzymu dziwnym trafem utykały w sekretariacie stanu i nie dochodziły wyżej.

Wszyscy pamiętamy o próbie śledztwa w kurii rzymskiej badającego zasięg homolobby, podjętej przez Benedykta XVI. Miało powstać grube dossier na ten temat. Rok później Benedykt nie był już papieżem, a sławne dossier zniknęło w tajemniczy sposób. Grupa Sankt Gallen z kardynałem McCarrickiem doprowadziła do wyboru kardynała Bergoglio, który odwdzięczył się zdejmując z niego sankcje i wysyłając na misje dyplomatyczną do Chin. Od czasu wyboru Franciszka słyszymy dziwne informacje o zmianie paradygmatu w nauce Kościoła i widzimy przymiarki do przyjęcia dyktatu tego świata. Człowiek prostoduszny - jak pisząca te słowa - może dojść do jednego wniosku: homolobby zwyciężyło, uniemożliwiło śledztwo w drodze zamachu stanu i pragnie teraz oficjalnie uznać swoją dewiację za normę, także w nauce Kościoła. Homoseksualni hierarchowie chcą oficjalnego uznania swojego prawa do organizowania haremów w seminariach, homoseksualni księża i zakonnicy chcą uznania swojego prawa do życia w homozwiązkach z współbraćmi, młodzieńcami z duszpasterstw akademickich czy ministrantami.

Kościół Katolicki, który chciał się ustrzec rozpusty wśród kleru wprowadzając celibat, skończył jako homoseksualne łowisko dla zdeprawowanych hierarchów. Kluczowe jest pytanie o skalę zjawiska.
Slyszałam o 30, 40 a nawet 50 % homoseksualistów wśród księży i od 50 do 70% wśród biskupów, przy 1 do 2% homoseksualistów w społeczeństwie.  Dane dotyczyły Stanów Zjednoczonych, a reszta świata? A jak jest w Polsce? Czy co drugi ,względnie co trzeci ksiądz jest homoseksualistą i to czynnym?

Jako młoda osoba zmagającą się ze swoją nie wybraną samotnością byłam szczerze zdziwiona zupełnym brakiem tematu w nauczaniu Kościoła. Problem dotyczy przecież sporej i ciągle rosnącej liczby osób. Księża tak pełni życzliwości dla rodzin, dla osób samotnych mieli wyłącznie połajanki, że egoiści, hedoniści itp i idiotyczne porady, które miłosiernie pominę milczeniem. W świetle powyższych danych rzecz staje się zrozumiała. Jak ksiądz homoseksualista może patrzeć na normalną osobę świecką żyjącą w czystości, gdyż nie może znaleźć odpowiedniego współmalżonka ?Wyłacznie z irytacją i politowaniem - a to jeleń!

Osób samotnych jest na pewno znacznie więcej niż homoseksualistów, a temat się nigdy nie przebił. Co innego rozwodnicy, konkubenci i geje - od nich, jak się dowiadujemy, Kościół się może wiele nauczyć, gdyż żyją w rodzinach, choć nieco odbiegających od katolickiego ideału ergo bezżenny/niezamężny  jeleniu i ty czyń podobnie! Przecież tylko miłość się liczy, no nie?

Jak zupełnie inaczej brzmią teraz utyskiwania pewnych duszpasterzy akademickich, że nie mogą przyciągnąć chłopaków, a tylko te dziewczyny i dziewczyny. Pewien dominikanin na łamach wdrodze stwierdził wręcz, że duszpasterstwo nie jest miejscem dla "pokręconych nastolatek". Rozumiem, że zdeprawowani nastolatkowie o jędrnych pośladkach to zupełnie inna sprawa...

Moje doświadczenie pracy w seminarium staje się zdecydowanie bardziej zrozumiałe w tym świetle. Ewidentną wrogość i lekceważenie, których wtedy doświadczyłam można bez trudu wyjaśnić mizoginią homoseksualnych mężczyzn wietrzących potencjalną konkurencję na swoich łowiskach (byłam względnie młoda i ładna).

Zrozumiałe staje się owo płomienne zaangażowanie wielu duchownych w uznanie homoseksualizmu za normę, choć problem jest zupełnie marginalny w społeczeństwie  w porównaniu np. z epidemią tzw singli, która jakoś nie jest tak wdzięcznym tematem. Pasterze pasący samych siebie. Miłość, miłość, miłość dla wszystkich z wyjątkiem neopelagiańskich rygorystów i konserwatywnych faryzeuszy.

"In the lovely land of loving it is lovely to be loved" jak śpiewa Frank the hippie w luterańskiej satyrze na YouTube. Ty, samotny jeleniu, zaadoptuj przygarść niepełnosprawnych dzieci, a ja będę chędożyć nowicjuszy - jedno i drugie jest wyrazem tej samej miłości, czyż nie?






poniedziałek, 10 września 2018

Jeszcze o kryzysie w Kościele i liście arcybiskupa Vigano

List arcybiskupa Vigano, byłego nuncjusza w USA. wzywa do ustąpienia wszystkich, którzy kryli McCarricka z papieżem Franciszkiem włącznie. Padają nazwiska kardynałów Bertone, Sodano i Parolina. Naoglądałam się ostatnio stron katolickich i filmów na YouTube, próbując wyrobić sobie zdanie o sytuacji.

Na stronie dominikańskiej o. Dostatni cytuje jezuitę, który oskarża arcybiskupa Vigano o klerykalną intrygę mającą uderzyć w papieża Franciszka, bardzo szkodliwą dla wiarygodności Kościoła i rzucającą cień na poprzednich papieży tzn Benedykta i JP II

Większość konserwatywnych stron katolickich jak np Lifesitenews poważnie traktuje list byłego nuncjusza i wierzy w jego wiarygodność jako człowieka. Wierni świeccy i duchowni ślą do papieża list za listem z prośbą o zbadanie tej sprawy przez komisję złożoną ze świeckich katolików.

Church militant nawołuje do buntu wiernych przeciw swoim biskupom (w większości homoseksualnym w ocenie Michaela Vorisa).

Katolicy tradycyjni twierdzą, że problem homoseksualnego kleru i molestowania chłopców, także nieletnich, zaczął się od soboru Watykańskiego II, kiedy Kościół został zinfiltrowany przez komunistów, modernistów, homoseksualistów i masonów. Patrzą więc z pewną satysfakcją na kryzys w tym co nazywają protestancką sektą Novus Ordo.

E.Michael Jones twierdzi, że ataki moralnej paniki, której przejawem są komisje badające nadużycia seksualne kleru w kolejnych stanach są elementem wojny przeciw Kościołowi Katolickiemu prowadzonej przez jego wrogów. Aktualne wzmożenie ma uciszyć jakikolwiek sprzeciw Kościoła na wypadek np wojny z Iranem (w interesie Izraela).

Nie mam możliwości tego wszystkiego sprawdzić, ale pewna znajomość historii i ludzkiej natury pozwala domniemywać że w Kościele istnieje korupcja sięgająca najwyższych szczebli hierarchii (zawsze tak było). Współcześni papieże pod okiem wścibskich i nieprzychylnych mediów nie mogą jednak oddawać się takim ekscesom jak niektórzy ich niesławni poprzednicy. Mogę sobie wyobrazić, że nawet najszlachetniejszy człowiek nie jest w stanie wygrać z  wszechpotężną mafią. Podejrzewam, że to było powodem rezygnacji Benedykta XVI. Bardzo możliwe, że Benedykt i Jan Pawel II wiedzieli np o sprawie McCarricka i wielu innych, ale praktycznie nie mogli ich ruszyć ze względu na skalę zjawiska. Jeśli, jak chcą niektórzy, większość biskupów w USA jest homoseksualistami (czynnymi?) to w jaki sposób ich odwołać nie dezorganizując Kościoła amerykańskiego? Kim ich zastąpić jeżeli seminaria wypuszczają wyłącznie homoseksualistów, których poglądy nie maja nic wspólnego z katolicką ortodoksją, albo oportunistów przymykających oczy na otaczające ich zło? Homolobby jest bardzo wpływowe i popierane z zewnątrz przez odwiecznych wrogów Kościoła i możnych tego świata. Czy papież ma jakąkolwiek realną władzę czy jest wyłącznie marionetką, zakładnikiem w rękach jakiejś grupy (obecnie mafii Sankt Gallen knującej intensywnie od śmierci JP II)? Jeśli tak jest, to rezygnacja kolejnego papieża nic nie zmieni. Dalej będą rządzić ci , co w cieniu, których nazwisk nie znamy, watykańskie "deep state".

Mam poczucie, że jedynie Pan Bóg może oczyścić swój Kościół z sodomitów zajmujących się głównie swoimi k.....sami, a nie powierzonym sobie zadaniem.  Być może jakimś rozwiązaniem na przyszłość byłoby dopuszczanie do kapłaństwa (i biskupstwa) wyłącznie dojrzałych mężczyzn, najlepiej wdowców po 50-ce mających dorosłe dzieci i wnuki.

Michael Voris (sam nawrócony homoseksualista) zauważył przytomnie, że ludzie z jakąś poważną raną nie nadają się do stanu kapłańskiego ponieważ zajmują się wyłącznie swoim problemem - są pasterzami pasącymi samych siebie. To dokładnie moje wrażenie z kontaktu z księżmi w seminarium, w którym kiedyś pracowałam.