Imigranci u bram again. Grecy tym razem się bronią robiąc dokładnie to samo, co Orban w 2015. Nikt ich za to nie obsobacza. Znane obrazki - mlodzi mężczyźni rzucają kamieniami w policję, ta używa gazu i armatek wodnych, po czym strona atakująca skarży się jakiemuś kretynowi z mediów. Migranci mają ze sobą jakieś dzieci, chyba nie swoje, bo podwędzają je nad ogniskiem, żeby malowniczo płakały na użytek mediow lewicowych. Sądząc po komentarzach na YouTube większość populacji uodporniła się na takie widoki. Wszyscy zgodnie domagają się użycia ostrej amunicji. Nie dziwię się.
Ojciec przeor wrocławskich dominikanów wtrącił w niedzielnych ogłoszeniach duszpasterskich, że w związku z epidemią koronawirusa można przyjmować komunię na rękę. Dzisiaj natomiast nieznany mi z imienia zakonnik nakłaniał nas do takiej formy apelując do naszej odpowiedzialności. Tylko jedna pani starsza dała się namówić, włożyła hostię do ust en passant w sposób dość nonszalancki.
Zastanawiam się dlaczego im tak bardzo na tym zależy, żebyśmy pogryzali Ciało Pańskie jak paluszki na przyjęciu. Skąd taka determinacja. Dlaczego balaski i klękanie są tabu? O co tu chodzi? Jest dla mnie jasne, że "epidemia" jest tylko predekstem do wprowadzenia komunii na rękę w Polskim Kościele na stałe.
Ktoś by mógł zapytać dlaczego ciągle chodzę do tych heretyków. Sama się nad tym zastanawiałam. Tłumaczyłam to sobie charakterystycznym dla neurotykow trzymaniem sie rutyny. Olśnienia doznałam na mszy w pierwszą sobotę lutego u paulinów, którzy jak wiadomo są prawowierni (niektórzy nawet za bardzo). Ojciec Maksymilian zamordował mnie swoim słowotokiem (gadał tak długo, żeby wszyscy stojący w kolejce do konfesjonału zdołali się wyspowiadać). Wybiegłam stamtąd z wrzaskiem (nie po raz pierwszy zresztą). Trzeba przyznać, że dominikanie swoje herezje podają w zdecydowanie bardziej strawny sposób. Pomyśleć, że kiedyś im ufałam!
Ojciec Szustak popiera kompromis aborcyjny - wypowiedział się na YouTube. Tomasz Samołyk i Weronika Kostrzewa polemizują z nim bardzo merytorycznie w dobrze przygotowanych filmikach. Takie czasy nastały, że świeccy bronią ortodoksji, a zakonnicy przede wszystkim chcą być cool i fit in.
Blog poświęcony życiu duchowemu niedźwiedzi polarnych i nie tylko. Autorka zamieszcza na nim swoje artykuły nigdzie wcześniej nie publikowane.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o.Szustak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o.Szustak. Pokaż wszystkie posty
sobota, 7 marca 2020
O migrantach, komunii na rekę i kompromisie aborcyjnym
niedziela, 21 października 2018
O. Adam Szustak OP kontratakuje!!!
Obejrzałam wczoraj film o Marcinie Zielińskim (Marcin Zieliński - Fałszywy charyzmatyk zdemaskowany!) i reakcję na niego w wykonaniu o.Szustaka [NV#253] Marcin Zieliński - fałszywy charyzmatyk zdemaskowany! (Q&ANV#253] . Nie znam sprawy zbyt dokładnie (słyszałam jak dr Krajski wspomniał coś o tym panu w tonie niezbyt pochlebnym), więc właściwie z pierwszego filmu dopiero dowiadywałam się, co konkretnie zarzuca się Zielińskiemu. A więc:
Wszystkie te zarzuty brzmią dosyć wiarygodnie dla mnie, gdyż widziałam w swoim życiu kilka takich grup i podobnych liderów, a opisane nabożeństwa z modlitwą o uzdrowienie wyglądały wypisz wymaluj jak w wykonaniu wspólnoty Jan Chrzciciel działającej u Paulinów we Wrocławiu. Jest rzeczą powszechnie wiadomą, że odejścia takich wspólnot z Kościoła są stosunkowo częste (vide pastor Chojecki z Lublina), więc pewna ostrożność w zachwytach nad nimi byłaby raczej wskazana.
Reakcja o. Szustaka przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Zachował się tak jakby to on sam został podstępnie zaatakowany, utożsamił się z Zielińskim całkowicie. Można by złośliwie zauważyć, że obaj mają podobnie rozdęte ego i nawyk gwiazdorzenia, jakże uzasadniony u naturalnych liderów, eklezjalnych samców alfa. Charakterystyczne dla takich ludzi jest przekonanie, że jakieś smutne szaraczki stojące o ileż niżej w hierarchii stadnej nie mają prawa krytykować przywódcy, nie maja do niego żadnego doskoku.
Taki był właśnie pierwszy, najważniejszy i właściwie jedyny kontrargument dominikańskiej gwiazdy internetu. Oto jacyś smutni ludzie odczytywali swoje kwestie z kartki patrząc w róg ekranu, a twarze ich nie zdradzały żadnych emocji. Sławny kaznodzieja wytrzymał kilkanaście minut, a potem już przesuwał co kawałek. Być może w ten sposób przeoczył wszystkie konkretne zarzuty i opinie egzorcystów ks. Rajchela i Glasa. Jego kontra ograniczała się do:
Bardzo to było smutne i żenujące widowisko. Więcej dowiedziałam się o o. Szustaku, którego czasem słuchałam, niż o Marcinie Zielińskim, z którym nie zetknęłam się nigdy. Znowu ta niezwykle wybiórcza lojalność duszpasterza, który solidaryzuje się z podejrzanym charyzmatykiem-gwiazdorem, a pogardza zwykłymi ludźmi. Po totalnym wyśmianiu ich braku talentów medialnych uraczył protekcjonalnym stwierdzeniem, że to pewnie "jacyś dobrzy ludzie muszą być" i z czystej nieświadomości fałszywie świadczą o tak świetlanej postaci, co jest grzechem. Nie dosłuchałam do końca, więc nie wiem czy postraszył ich także potępieniem wiecznym, ale czymże ono jest wobec wyśmiania przez o. Szustaka !!!
- powiązania z Toronto Blessing wspólnotą (?) znaną z bardzo dziwnych "manifestacji" - jak tarzanie się po ziemi czy nieopanowane ataki śmiechu - i jej wymienionymi z imienia i nazwiska liderami, u których polski charyzmatyk terminował.
- duży udział protestantów we wspólnocie M. Zielińkiego (Głos Pana), co przyczyniało się do odejścia od nauki katolickiej całej wspólnoty i przeciągania pojedynczych członków na pozycje jawnie antykatolickie
- niewiarygodnie rozdęte ego lidera, który traktuje swoją działalność jako sposób osiągnięcia sławy i pieniędzy. Ma np ambicję nauczyć się wskrzeszać zmarłych w tym celu.
- jego biegłość w manipulacji i spryt w pozyskiwaniu możnych protektorów (uwiarygodniających go duchownych)
- "nieomylność" lidera, wyrzucanie ze wspólnoty nie podzielających jego zdania
- podejrzany charakter uzdrowień dokonujących się na prowadzonych przez niego nabożeństwach (choroby wracają po tygodniu, brak trwałych skutków)
- obwinianie samych chorych w przypadku niepowodzenia modlitwy o uzdrowienie
- "demonizowanie" wiernych przez nakładanie na nich rąk przez podejrzane indywidua
Wszystkie te zarzuty brzmią dosyć wiarygodnie dla mnie, gdyż widziałam w swoim życiu kilka takich grup i podobnych liderów, a opisane nabożeństwa z modlitwą o uzdrowienie wyglądały wypisz wymaluj jak w wykonaniu wspólnoty Jan Chrzciciel działającej u Paulinów we Wrocławiu. Jest rzeczą powszechnie wiadomą, że odejścia takich wspólnot z Kościoła są stosunkowo częste (vide pastor Chojecki z Lublina), więc pewna ostrożność w zachwytach nad nimi byłaby raczej wskazana.
Reakcja o. Szustaka przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Zachował się tak jakby to on sam został podstępnie zaatakowany, utożsamił się z Zielińskim całkowicie. Można by złośliwie zauważyć, że obaj mają podobnie rozdęte ego i nawyk gwiazdorzenia, jakże uzasadniony u naturalnych liderów, eklezjalnych samców alfa. Charakterystyczne dla takich ludzi jest przekonanie, że jakieś smutne szaraczki stojące o ileż niżej w hierarchii stadnej nie mają prawa krytykować przywódcy, nie maja do niego żadnego doskoku.
Taki był właśnie pierwszy, najważniejszy i właściwie jedyny kontrargument dominikańskiej gwiazdy internetu. Oto jacyś smutni ludzie odczytywali swoje kwestie z kartki patrząc w róg ekranu, a twarze ich nie zdradzały żadnych emocji. Sławny kaznodzieja wytrzymał kilkanaście minut, a potem już przesuwał co kawałek. Być może w ten sposób przeoczył wszystkie konkretne zarzuty i opinie egzorcystów ks. Rajchela i Glasa. Jego kontra ograniczała się do:
- wykrzykników, że to jakieś bzdury, jakieś blubry (cokolwiek by to miało oznaczać)
- zapewnienia, że protestanci to nasi bracia i katolicka biblistyka bardzo wiele - jeśli nie wszystko - im zawdzięcza (np metodę historyczno-krytyczną, która do dziś straszy w seminariach i zabija wiarę kleryków)
- protekcjonalnego potraktowania opinii ks. Rajchela ("jakiegoś biednego księdza" jak się o. Szustak wyraził) i przekręcenie sensu jego wypowiedzi
- robienia dużej ilości min i uciekania wzrokiem
- zapewnienia Marcina Zielińskiego o swoim wsparciu wobec tak podłego ataku ze strony "underlingów"
- pouczenia widzów, żeby nie brali pod uwagę opinii jakichś smutnych ludzi, którzy muszą czytać swoją kwestię z kartki, gdyż po prostu nie mogą mieć racji z przyczyn estetycznych.
- postraszenia twórców filmu, że sprawa jest zgłoszona do episkopatu i teraz dopiero zobaczą.
Bardzo to było smutne i żenujące widowisko. Więcej dowiedziałam się o o. Szustaku, którego czasem słuchałam, niż o Marcinie Zielińskim, z którym nie zetknęłam się nigdy. Znowu ta niezwykle wybiórcza lojalność duszpasterza, który solidaryzuje się z podejrzanym charyzmatykiem-gwiazdorem, a pogardza zwykłymi ludźmi. Po totalnym wyśmianiu ich braku talentów medialnych uraczył protekcjonalnym stwierdzeniem, że to pewnie "jacyś dobrzy ludzie muszą być" i z czystej nieświadomości fałszywie świadczą o tak świetlanej postaci, co jest grzechem. Nie dosłuchałam do końca, więc nie wiem czy postraszył ich także potępieniem wiecznym, ale czymże ono jest wobec wyśmiania przez o. Szustaka !!!
środa, 17 października 2018
Jeszcze o prawdziwej przynależności i lojalności
Na stronie dominikańskiej nowy wpis o. Dostatniego! I jest to - suprise, suprise - recenzja filmu Kler utrzymana w tym samym tonie, co opinie o. Golonki i Szustaka. Przypadek? Nie sądzę! O. Dostatni nieco bardziej dryfuje w stronę radości z rozpoznawania w bohaterach politycznych oponentów, ale pozostaje w harmonii z opiniami konfratrów o wezwaniu do nawrócenia, możliwości przejrzenia się w owym wybitnym dziele jak w lustrze itp.
Nie będę się wypowiadać na temat filmu, bo go nie widziałam (zgodnie z zaleceniami autora recenzji), ale byłabym bardzo ciekawa reakcji o. Dostatniego na film "Zakon (kaznodziejski)" albo "Psy pańskie" nakręconego na podstawie opowieści o. Adama Wyszyńskiego OP. Materiał na scenariusz znakomity, można by go nieco podkręcić i hit gotowy. P. Smarzowski pewnie by się nie podjął reżyserii, bo aktywność homoseksualna w zakonie to kwintesencja postępu, ale zdolnych twórców w Polsce nie brak. Scena w której sławny z aktywności medialnej ojciec G. pozoruje ruchy frykcyjne na zadku młodego zakonnika przygotowującego obiad dla współbraci w łódzkim klasztorze wołając "Kaczyński dyma cię w d..pę" wywołałaby entuzjazm na sali. Podobnie mocny finał z przymusowym umieszczeniem w szpitalu psychiatrycznym i brawurową ucieczką pacjenta. Czy o. Dostatni et consortes chcieliby się przeglądać w takim lustrze? Myślę, że wątpię.
Przecież doświadczenie jednego młodego człowieka, w dodatku ulegającego częstym atakom paniki (znaczy niestabilnego emocjonalnie), nie może być ilustracją życia prowincji polskiej dominikanów, w której pracuje wielu porządnych i pobożnych braci. Czyż nie? To byłoby raczej krzywe zwierciadło! Wiadomo, w przypadku Kleru to co innego, czarni popierają PIS więc im się należy. Niech się mohery oburzają i nawołują do bojkotu. To czysty klerykalizm! Co innego krytykowanie arcybiskupa Życińskiego (TW Filozof), znanego z ekscesów w praskim gej-klubie, albo arcybiskupa Rysia mizdrzącego się do rabina. Dla"antysemityzmu" "faszyzmu" i "mowy nienawiści" nie może być miejsca...
Z jakichś tajemniczych powodów świadectwo arcybiskupa Vigano ujawniające przywrócenie McCarricka do łask przez papieża Franciszka mimo jego wiedzy o "dokonaniach" amerykańskiego kardynała na polu wprowadzania postępu obyczajowego w seminariach także zostało zaliczone przez o. Dostatniego do klerykalizmu. Przyznam, że nie nadążam za tą talmudyczną logiką.
Tu wraca kwestia prawdziwej przynależności i lojalności, o której pisałam w poprzednim wpisie. Jest dla mnie całkowicie jasne, że wielu dominikanom - jak o. Dostatni czy medialny ojciec G. - jest znacznie bliżej do GW czy TVN niż do wiernych przychodzących do ich Kościoła. Niech przychodzą te jelenie i dają kasę, a zniesiemy nawet ich obrzydliwe śmierdzące jaja w Wielką Sobotę (choć z trudem), a serce nasze będzie spoczywać w kwiecie lotosu u stóp pana (George Sorosa).
Nie będę się wypowiadać na temat filmu, bo go nie widziałam (zgodnie z zaleceniami autora recenzji), ale byłabym bardzo ciekawa reakcji o. Dostatniego na film "Zakon (kaznodziejski)" albo "Psy pańskie" nakręconego na podstawie opowieści o. Adama Wyszyńskiego OP. Materiał na scenariusz znakomity, można by go nieco podkręcić i hit gotowy. P. Smarzowski pewnie by się nie podjął reżyserii, bo aktywność homoseksualna w zakonie to kwintesencja postępu, ale zdolnych twórców w Polsce nie brak. Scena w której sławny z aktywności medialnej ojciec G. pozoruje ruchy frykcyjne na zadku młodego zakonnika przygotowującego obiad dla współbraci w łódzkim klasztorze wołając "Kaczyński dyma cię w d..pę" wywołałaby entuzjazm na sali. Podobnie mocny finał z przymusowym umieszczeniem w szpitalu psychiatrycznym i brawurową ucieczką pacjenta. Czy o. Dostatni et consortes chcieliby się przeglądać w takim lustrze? Myślę, że wątpię.
Przecież doświadczenie jednego młodego człowieka, w dodatku ulegającego częstym atakom paniki (znaczy niestabilnego emocjonalnie), nie może być ilustracją życia prowincji polskiej dominikanów, w której pracuje wielu porządnych i pobożnych braci. Czyż nie? To byłoby raczej krzywe zwierciadło! Wiadomo, w przypadku Kleru to co innego, czarni popierają PIS więc im się należy. Niech się mohery oburzają i nawołują do bojkotu. To czysty klerykalizm! Co innego krytykowanie arcybiskupa Życińskiego (TW Filozof), znanego z ekscesów w praskim gej-klubie, albo arcybiskupa Rysia mizdrzącego się do rabina. Dla"antysemityzmu" "faszyzmu" i "mowy nienawiści" nie może być miejsca...
Z jakichś tajemniczych powodów świadectwo arcybiskupa Vigano ujawniające przywrócenie McCarricka do łask przez papieża Franciszka mimo jego wiedzy o "dokonaniach" amerykańskiego kardynała na polu wprowadzania postępu obyczajowego w seminariach także zostało zaliczone przez o. Dostatniego do klerykalizmu. Przyznam, że nie nadążam za tą talmudyczną logiką.
Tu wraca kwestia prawdziwej przynależności i lojalności, o której pisałam w poprzednim wpisie. Jest dla mnie całkowicie jasne, że wielu dominikanom - jak o. Dostatni czy medialny ojciec G. - jest znacznie bliżej do GW czy TVN niż do wiernych przychodzących do ich Kościoła. Niech przychodzą te jelenie i dają kasę, a zniesiemy nawet ich obrzydliwe śmierdzące jaja w Wielką Sobotę (choć z trudem), a serce nasze będzie spoczywać w kwiecie lotosu u stóp pana (George Sorosa).
Etykiety:
arcybiskup Vigano,
dominikanie,
George Soros,
kardynał McCarrick,
Kler,
klerykalizm,
o Golonka,
o. Dostatni,
o. Wyszyński,
o.Szustak,
papież Franciszek
czwartek, 4 października 2018
O recenzjach "Kleru" i co z nich wynika
Nie sposób opędzić się od recenzji filmu "Kler", którym nie jestem w najmniejszym stopniu zainteresowana. Znacznie ciekawszy wydaje mi się jego odbiór przez różne środowiska.
Niezależna podała link do vloga "Ponarzekajmy o filmach", którego autor przedstawiający się jako ateista uznał najnowszą produkcję Smarzowskiego za "ch...jowy film". Tę radykalną opinię uzasadnił beznadziejnym scenariuszem, brakiem realizmu, który utrudnia branie bohaterów i ich postaw na poważnie, niedociągnięciami warsztatu (zdjęcia), słabymi dialogami (naładowanymi nieuzasadnioną wulgarnością), a nade wszystko nudą. Wyśmiał deklarowany cel powstania filmu (rozpoczęcie dyskusji o Kościele) i przypisał reżyserowi niskie pobudki (kasiora). Za jedyny atut uznał aktorstwo. Jego ocena wynosiła 3/10. Wspomniał też o niezwykle wulgarnej i hałaśliwej publiczności wypełniającej pustawe zazwyczaj kino i zachowującej się jak na wiecu.
Łysięjący katolik (Tomasz Samołyk) ocenił film na 5 lub 6/10. Miał zdecydowanie lepsze zdanie o walorach warsztatowych czy też artystycznych samego dzieła jak i dorobku Smarzowskiego w ogóle. Jego głównym zarzutem była nieznajomość tematu, zrozumiała u wojującego ateisty, który robi film nie o Kościele, tylko o swoich o nim wyobrażeniach. Do recenzji dodał liczne zapewnienia o sympatii do reżysera. Odciął się pogardliwie od środowisk katolickich wzywających do bojkotu filmu.
Ks. Longchamps du Berrier (o ile dobrze pamiętam) stwierdził, że apele o bojkot filmu staną się dla niego dobrą reklamą. Mimo wysiłków p. Ziemca nie dał się skłonić do żadnych emocjonalnych ani potępiających wypowiedzi. Głownie zauważył brak znajomości realiów życia Kościoła (brak konsultanta) i nie krył pewnego rozczarowania, gdyż miał nadzieję, że będzie to dobry film z gatunku tych, które można pokazywać księżom na rekolekcjach dla kapłanów. Podobną nadzieję żywił ksiądz Isakowicz-Zalewski, ale gotowy produkt nazwał straconą okazją.
Ks Zieliński zauważył niezwykłą zbieżność scenariusza z SB-cką propagandą antykościelną - pedofil jest kapelanem Solidarności, a inny zwyrodnialec powtarza hasło ks. Jerzego Popiełuszki "zło dobrem zwyciężaj". Nic dziwnego, ze Urban był zachwycony na premierze, a Hartman wystąpił w jakiejś scenie.
Józef Orzeł i Gabriel Maciejewski nie byli na filmie, ale słyszeli zapowiedź reżysera, że następny zamierza nakręcić o "wielkiej Lechii", czyli jak to określili "tworze Duginowskiej propagandy" (Michalkiewicz nazwał tę ideę dosadniej - "ubeckie rzygowiny"), co układa się w pewną spójną całość. Ciekawe czy dostanie dotację z PISFu?
Krzysztof Karoń uznał dzieło Smarzowskiego za szalenie niebezpieczny atak na naszą cywilizację i zaapelował, żeby w ramach kontrofensywy kolportować wyniki badań Eurostatu na temat przemocy wobec kobiet w różnych krajach UE (tam, gdzie wpływ katolicyzmu był najdłuższy wskaźniki są najniższe).
Rafał Ziemkiewicz umieścił na twiterze plakat międzywojennego, niemieckiego filmu Jude Suss (czy jakoś tak) wskazując, że był to ważny głos w dyskusji o problemach Judaizmu i patologiach występujących w społeczności żydowskiej (lichwa)
Zupełnie w innym tonie wypowiedzieli się dominikanie. O. Golonka na oficjalnej stronie zakonu umieścił recenzję pisaną z powagą należną wybitnemu i ważnemu dziełu. Według niego to ofiary klerykalnej pedofilii mówią do nas z ekranu i powinniśmy ten głos w końcu usłyszeć. W przeciwieństwie do Stanów i Irlandii nie znamy skali zjawiska. Zróbmy badania to będziemy ją mieli. A czy chcemy? (w domyśle- nie).
Największym entuzjastą filmu okazał się o. Adam Szustak, który wybrał się do kina w habicie. Publiczność była zachwycona, niektórzy podchodzili, witali się, rozmawiali. Film - zdaniem kaznodziei - jest świetny, jak cała twórczość Smarzowskiego, a ponadto jego - o. Szustaka - wzywa do nawrócenia. Ze szczególnym wstrętem odciął się od wszystkich środowisk katolickich, które film krytykują albo namawiają do bojkotu. Prychnął coś z pogardą o mentalności oblężonej twierdzy.
A co ojcze Adamie Szustaku jeśli twierdza rzeczywiście jest oblężona? Co więcej, wróg wdarł się do wewnątrz i założył ojca współbraciom profile na gejowskich portalach randkowych (jeśli wierzyć o. Wyszyńskiemu). A może sami sobie założyli? No jasne, że sami, przecież żadnego wroga nie ma! Po co wróg, jeśli sama załoga zachowuje się w ten sposób?!!
Wstrząsające hasło "pedofilia" skutecznie odwraca uwagę od istoty problemu, czyli wrogiego przejmowania KK przez homolobby. Zupełny brak tego wątku w filmie Smarzowskiego (zdradzający zasadniczą nieznajomość patologii Kościoła) zauważył ks. Isakowicz-Zalewski. Pomocniczy biskup płocki Milewski w rozmowie z redaktorem Mazurkiem wspomniał ostatnie przypadki "pedofilii" kleru w diecezji. Na siedem ofiar sześć było"dziećmi" w wieku 16-18 lat, płci męskiej. McCarrick i Paetz specjalizowali się w jeszcze starszych "dzieciach" - klerykach i młodych księżach.
Ach, ta przedziwna wybiórczość miłosierdzia! Jak trendy w modzie. W tym sezonie nie współczujemy setkom młodych mężczyzn, którym złamano kręgosłup i życie w seminarium (czy innym studentacie). W sumie sami sobie winni. Po co się pchali do męskiego klubu. Służyć Bogu?!!!
Jakiemu Bogu?!!! Wygląda na to, że dla niektórych Bóg to wyłącznie pretekst by dawać upust swoim homoseksualnym apetytom, przy zapewnionych dostawach świeżego mięsa. Zachwycająca ewolucja idei celibatu!
Niezależna podała link do vloga "Ponarzekajmy o filmach", którego autor przedstawiający się jako ateista uznał najnowszą produkcję Smarzowskiego za "ch...jowy film". Tę radykalną opinię uzasadnił beznadziejnym scenariuszem, brakiem realizmu, który utrudnia branie bohaterów i ich postaw na poważnie, niedociągnięciami warsztatu (zdjęcia), słabymi dialogami (naładowanymi nieuzasadnioną wulgarnością), a nade wszystko nudą. Wyśmiał deklarowany cel powstania filmu (rozpoczęcie dyskusji o Kościele) i przypisał reżyserowi niskie pobudki (kasiora). Za jedyny atut uznał aktorstwo. Jego ocena wynosiła 3/10. Wspomniał też o niezwykle wulgarnej i hałaśliwej publiczności wypełniającej pustawe zazwyczaj kino i zachowującej się jak na wiecu.
Łysięjący katolik (Tomasz Samołyk) ocenił film na 5 lub 6/10. Miał zdecydowanie lepsze zdanie o walorach warsztatowych czy też artystycznych samego dzieła jak i dorobku Smarzowskiego w ogóle. Jego głównym zarzutem była nieznajomość tematu, zrozumiała u wojującego ateisty, który robi film nie o Kościele, tylko o swoich o nim wyobrażeniach. Do recenzji dodał liczne zapewnienia o sympatii do reżysera. Odciął się pogardliwie od środowisk katolickich wzywających do bojkotu filmu.
Ks. Longchamps du Berrier (o ile dobrze pamiętam) stwierdził, że apele o bojkot filmu staną się dla niego dobrą reklamą. Mimo wysiłków p. Ziemca nie dał się skłonić do żadnych emocjonalnych ani potępiających wypowiedzi. Głownie zauważył brak znajomości realiów życia Kościoła (brak konsultanta) i nie krył pewnego rozczarowania, gdyż miał nadzieję, że będzie to dobry film z gatunku tych, które można pokazywać księżom na rekolekcjach dla kapłanów. Podobną nadzieję żywił ksiądz Isakowicz-Zalewski, ale gotowy produkt nazwał straconą okazją.
Ks Zieliński zauważył niezwykłą zbieżność scenariusza z SB-cką propagandą antykościelną - pedofil jest kapelanem Solidarności, a inny zwyrodnialec powtarza hasło ks. Jerzego Popiełuszki "zło dobrem zwyciężaj". Nic dziwnego, ze Urban był zachwycony na premierze, a Hartman wystąpił w jakiejś scenie.
Józef Orzeł i Gabriel Maciejewski nie byli na filmie, ale słyszeli zapowiedź reżysera, że następny zamierza nakręcić o "wielkiej Lechii", czyli jak to określili "tworze Duginowskiej propagandy" (Michalkiewicz nazwał tę ideę dosadniej - "ubeckie rzygowiny"), co układa się w pewną spójną całość. Ciekawe czy dostanie dotację z PISFu?
Krzysztof Karoń uznał dzieło Smarzowskiego za szalenie niebezpieczny atak na naszą cywilizację i zaapelował, żeby w ramach kontrofensywy kolportować wyniki badań Eurostatu na temat przemocy wobec kobiet w różnych krajach UE (tam, gdzie wpływ katolicyzmu był najdłuższy wskaźniki są najniższe).
Rafał Ziemkiewicz umieścił na twiterze plakat międzywojennego, niemieckiego filmu Jude Suss (czy jakoś tak) wskazując, że był to ważny głos w dyskusji o problemach Judaizmu i patologiach występujących w społeczności żydowskiej (lichwa)
Zupełnie w innym tonie wypowiedzieli się dominikanie. O. Golonka na oficjalnej stronie zakonu umieścił recenzję pisaną z powagą należną wybitnemu i ważnemu dziełu. Według niego to ofiary klerykalnej pedofilii mówią do nas z ekranu i powinniśmy ten głos w końcu usłyszeć. W przeciwieństwie do Stanów i Irlandii nie znamy skali zjawiska. Zróbmy badania to będziemy ją mieli. A czy chcemy? (w domyśle- nie).
Największym entuzjastą filmu okazał się o. Adam Szustak, który wybrał się do kina w habicie. Publiczność była zachwycona, niektórzy podchodzili, witali się, rozmawiali. Film - zdaniem kaznodziei - jest świetny, jak cała twórczość Smarzowskiego, a ponadto jego - o. Szustaka - wzywa do nawrócenia. Ze szczególnym wstrętem odciął się od wszystkich środowisk katolickich, które film krytykują albo namawiają do bojkotu. Prychnął coś z pogardą o mentalności oblężonej twierdzy.
A co ojcze Adamie Szustaku jeśli twierdza rzeczywiście jest oblężona? Co więcej, wróg wdarł się do wewnątrz i założył ojca współbraciom profile na gejowskich portalach randkowych (jeśli wierzyć o. Wyszyńskiemu). A może sami sobie założyli? No jasne, że sami, przecież żadnego wroga nie ma! Po co wróg, jeśli sama załoga zachowuje się w ten sposób?!!
Wstrząsające hasło "pedofilia" skutecznie odwraca uwagę od istoty problemu, czyli wrogiego przejmowania KK przez homolobby. Zupełny brak tego wątku w filmie Smarzowskiego (zdradzający zasadniczą nieznajomość patologii Kościoła) zauważył ks. Isakowicz-Zalewski. Pomocniczy biskup płocki Milewski w rozmowie z redaktorem Mazurkiem wspomniał ostatnie przypadki "pedofilii" kleru w diecezji. Na siedem ofiar sześć było"dziećmi" w wieku 16-18 lat, płci męskiej. McCarrick i Paetz specjalizowali się w jeszcze starszych "dzieciach" - klerykach i młodych księżach.
Ach, ta przedziwna wybiórczość miłosierdzia! Jak trendy w modzie. W tym sezonie nie współczujemy setkom młodych mężczyzn, którym złamano kręgosłup i życie w seminarium (czy innym studentacie). W sumie sami sobie winni. Po co się pchali do męskiego klubu. Służyć Bogu?!!!
Jakiemu Bogu?!!! Wygląda na to, że dla niektórych Bóg to wyłącznie pretekst by dawać upust swoim homoseksualnym apetytom, przy zapewnionych dostawach świeżego mięsa. Zachwycająca ewolucja idei celibatu!
Etykiety:
homolobby,
Karoń,
Kler,
ks. Isakowicz-Zalewski,
ks. Longchamps du Berrier,
ks. Zieliński,
Maciejewski,
MCCarrick,
o.Szustak,
Orzeł,
Paetz,
pedofilia,
ponarzekajmy o filmach,
Samołyk,
Smarzowski,
Ziemkiewicz
Subskrybuj:
Posty (Atom)