Pokazywanie postów oznaczonych etykietą neopelagianizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą neopelagianizm. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 grudnia 2025

Oda do gniewu

Siódmy dzień w oktawie Bożego Narodzenia (Sylwester). Przedziwna cisza, na dworze śnieg. Chwilo trwaj, bo jesteś piękna! Martwię się tylko, że śnieg nie dotrwa do jutra, do mojego spaceru po parku. Nie specjalnie lubię wychodzić wieczorem, ale jeśli okoliczności będą tego wymagały, wyjdę i ja.

Wyspałam sie na zapas. Mój gniew dalej mnie grzeje i napędza. Co ja bym bez niego zrobiła?  Świat może zamknąć przed tobą wszystkie drzwi, ale kiedy masz swoją izdebkę i najskromniejszy dochód możesz go olać, zwłaszcza jeśli jesteś introwertykiem. Kiedy jednak, ktoś intensywnie się do tej izdebki dobija, odbiera ci spokój, najeżdża go łomotem, pijackim gwarem i ohydną muzyką w wigilię i Święta Bożego Narodzenia, to nie masz już nic oprócz swojego gniewu...

Ksiądz Twardowski napisał Odę do rozpaczy:

Biedna rozpaczy
uczciwy potworze
strasznie ci tu dokuczają
moraliści podstawiają nogę
asceci kopią
lekarze przepisują proszki zebyś sobie poszła
nazywają cię grzechem
a przecież bez ciebie
byłbym stale uśmiechnięty jak prosię w deszcz
wpadałbym w cielęcy zachwyt
nieludzki
okropny jak sztuka bez człowieka
niedorosły przed śmiercią
sam obok siebie

 Czekam na poetę, który napisze Odę do gniewu, ale póki to nie nastapi spróbuję sama (bez pretensji do poezji):

Gniewie, mój stary przyjacielu

znowu przychodzisz w godzinie próby, kiedy inni się zmyli

Przynosisz energię, odwagę i motywację do życia

Bez ciebie siedziałabym drżąca w kącie zakrywając twarz rękoma

sparaliżowana lękiem i rezygnacją

Wiem, że zaliczyli cię do siedmiu grzechów głównych

wiem, że czasem bywasz niebezpieczny

ale zazwyczaj ratujesz mi życie

Tobie zawdzięczam najpiękniejsze chwile,

więc jeszcze chwilę posiedź tu ze mną

i wiedz, że jestem ci wdzięczna...

Nie udało mi się tu wpleść porównania do ognia, bo za późno przyszło mi do glowy. Kiedyś się bardziej postaram.

Pisałam niedawno o liście biskupów czytanym w kościołach w zeszłą niedzielę. Napomknęłam, że spora jego część skierowana była do ludzi żyjących w związkach nieregularnych. Czy pod tym pojęciem kryli się tylko "cudzołożnicy" (według dawnej terminologii) czy też homoseksualiści nie wiem, ale to bez znaczenia, bo ani jedni i ani drudzy go nie słyszeli.

To teraz, drodzy księża biskupi, wasze eminencje, powiem wam, kto rzeczywiście tego listu mógl posłuchać. Mam znajomą w sąsiedniej bramie, ktora opiekuje się zdemenciałą matką. Musiała zrezygnować z pracy tuż przed emeryturą. Ma dwóch braci, z których jeden jest za granicą, a drugi mieszka z teściami i "matka mogłaby dla niego nie istnieć", jak się wyraził. Jednak ona istnieje i to córka, za którą nie przepadała się nią zajmuje, a nie któryś z ubóstwianych syneczków. "Stara panna" zaciskająca zęby z wyrazem udręki na wciąż pięknej twarzy trwa przy starej, calkowicie nieobliczalnej kobiecie, ktora nie zdaje sobie sprawy kim ona jest. To jest heroizm, virtus albo arete, jak określali to starożytni. Tłumaczy się jako cnota, ale bliższa prawdy byłaby dzielność albo męstwo.

To bardzo ciekawe, że ja znam mnóstwo takich osób i takich przypadków, a księża biskupi nigdy się z tym zjawiskiem nie zetknęli. Ich wrażliwe serduszka wyrywają się do osób w nieregularnych związkach! Ciekawe dlaczego? Mam swoją teorię...

A może to neopelagianisty są! Że własnym wysiłkiem, decyzją woli! To niedobra teraz jest! Teraz po nowemu trzeba! Chędożyć wszystko, co się rusza, bo to milość jest! Regularnie czy nie, wsio ryba! Czyżby Wasze eminencje też tak na boku? Niepodobna! Zresztą, co ja tam wiem. Przecież takich ludzi jak ja w Kościele nie ma, ani takich jak moja znajoma i tysiące podobnych, którzy codziennie przychodzą żywić się okruszkami ze stołu zastawionego dla kogoś innego. Dla kogoś, kto ma to w dupie...

wtorek, 2 listopada 2021

LGBT - tak, "neopelagianizm" - nie, czyli synod o synodalności.

Oglądam sobie na YouTube dominikański program Karetka w drodze, a tam gość - młody ksiądz w koszulce polo - fan papieża Franciszka, jak sam się określił, opowiada o przygotowaniach do synodu o synodalności.  Gość coraz bardziej się rozkręca, gospodarz nieco go tonuje, aż wreszcie gdzieś pod koniec zapytany o konkretne grupy, które mają być konsultowane, wypala z błyskiem w oku, że marzy o spotkaniu ruchu oazowego ze środowiskami LGBT. Prawdopodobnie nie mogłoby się to odbyć w na terenie kościelnym, ale na przykład w domu kultury... (o ile dobrze pamiętam).

To nie pierwsza taka wypowiedź w przestrzeni publicznej, wcześniej czymś podobnym popisał się biskup Jarecki. Nie wiem czy obaj duchowni zdają sobie sprawę, co to są środowiska LGBT, ale trudno mi wyobrazić sobie, że nie wiedzą, że to aktyw promujący pewną ideologię maksistowskiej proweniencji, a nie reprezentacja osób o skłonnościach homoseksualnych lub zaburzonej tożsamości płciowej.

Tygodnik Do rzeczy wrzucił na YouTube zapis paneli z konferencji "Ideologia LGBT – ochrona prawna rodziny" organizowanej przez Fundację "Strażnik Pamięci". Przed jednym z nich Tylko dobrze, albo wcale? Cenzura LGBT wypowiada się dr Mike Davidson z Wielkiej Brytanii. To, jak rozumiem, terapeuta zaangażowany w pomoc homoseksualistom, którzy pragną swój pociąg do własnej płci przezwyciężyć. Człowiek opowiada o realnej i dotkliwej dyskryminacji wobec tych osób i wszystkich zaangażowanych w pomoc im ze strony państwa i podmiotów popierających środowiska LGBT (np utrata prawa do wykonywania zawodu, wypowiedzenie konta w banku itp). 

Wiem, że w Kościele też istnieją takie grupy i osoby, ale czegoś ani miłosierne serduszko papieża Franciszka, ani jego fani - biskupi i księża - nie kwapią się do konsultacji z nimi. Kościół, który opowiedział się po stronie oligarchów promujących LGBT, całkowicie ignoruje istnienie tych osób i ich heroiczna walkę z własną słabością. Są praktycznie zostawieni sami sobie, narażeni na ataki potężnego i bardzo wpływowego lobby i dezaprobatę Kościoła reprezentowanego albo przez cioty w sutannach (habitach), albo infantylnych kretynów fantazjujących o swoim nadzwyczajnym "miłosierdziu".

Bardzo mi to przypomina stosunek tej instytucji do samotnych kobiet żyjących w czystości, gdyż nie załapały się na propozycje związków z rozwodnikami (znaczy cudzymi mężami). Co mają te grupy wspólnego? Ano poważnie traktują nauczanie Kościoła Katolickiego, za co płacą realną cenę jak np. wykluczenie społeczne. Kościół robiąc gwałtowny zwrot ku możnym tego świata i promowanemu przez nich stylowi życia po prostu zdradził tych ludzi, wcześniej oklejając etykietką neopelagianizmu, żeby zwolnić się od ewentualnych (mało prawdopodobnych) wyrzutów sumienia.

Z czego to wynika? Ano z braku wiary po prostu. Ewangelia swoje, tradycja swoje, a i tak wszyscy zostaną zbawieni. W imię czego więc powstrzymywać się od chędożenia wszystkiego, co się rusza?
Jeśli ktoś się uparł, żeby sobie odmówić tej przyjemności, to do kogo ma pretensje? Pan Bóg jest miłosierny, a jego księża aktywni na gejowskich portalach jeszcze bardziej, zwłaszcza dla siebie samych...

Swoją drogą dlaczego wciąż przyjmuje się ofiary pieniężne za odprawianie mszy za zmarłych, przecież każdy ma zbawienie od ręki chce tego czy nie? Dlaczego jeszcze nie zniesiono dnia zadusznego, a listopada nie zamieniono w miesiąc aktywności homoseksualnej zamiast modlitw za zmarłych? Dlaczego wciąż kanonizowani są nowi święci? Czym ich sytuacja różni się od Hitlera i Stalina - przecież wszyscy są zbawieni bez różnicy?!

A co jeśli tak nie jest? A co jeśli nawrócenie jest potrzebne? Dokąd prowadzeni są ci wszyscy pogubieni ludzie kompulsywnie kopulujący z osobami tej samej płci, przy okazji nabawiając się wszystkich możliwych chorób przenoszonych drogą płciową i nierzadko HIV-a? Utwierdzanie ich w tym ma być miłosierdziem? Co czeka owych "miłosiernych", którzy popychają  nieszczęśników ku przepaści, albo  odwodzą od konwersji ludzi innych wyznań, którzy w Kościele Katolickim odnaleźli Prawdę?



niedziela, 7 czerwca 2020

Przypadek Madzi, a wychowanie do czystości

Madzia po raz kolejny połamała nogi. Nie jest w stanie sama stać, musi być podparta. Wygląda to tak:


Była już wielokrotnie naprawiana i stało się dla mnie jasne, że wada jest systemowa. Kostki są za cienkie, żeby utrzymać gipsowe ciało. Olśniło mnie, żeby zrobić jej podporę z draperii - zamoczyć pieluchę w gipsie, a potem nieco go jeszcze narzucić, gdy zacznie się wiązać. Efekt przerósł moje najśmielsze oczekiwania:


Madzia odziedziczyła imię po modelce, która pozowała mi do aktu podczas mojego krótkiego epizodu na ASP (wspomniałam już o niej na tym blogu). Oprócz modellingu trudniła się także striptizem i tańcem go go, które to aktywności były - jak rozumiem -głównym źródłem jej dochodów. Podczas pozowania ciągle nadawała i to o rzeczach, których nie byłam na ogół ciekawa, m.in. o swoich licznych romansach, chłopaku, sesjach zdjęciowych i fascynującej pracy. Jedna informacja jednak dała mi do myślenia. Madzia twierdziła, że nie może opędzić się od propozycji małżeńskich... Przyznam, że wywołało to we mnie pewien dysonans poznawczy...

Za czasów mojej młodości nauczało się niewinne dziewczęta, że mężczyźni chętnie wykorzystują łatwe kobiety, ale żenią się z "porządnymi"(przez porządne na ogól rozumiało się czyste czy też cnotliwe). Rewelacje Madzi nie były może pierwszym dowodem na całkowitą fałszywość tej tezy, ale jednym z bardziej zapadających w pamięć. Może dlatego, że ze swoją wulgarną stylizacją i takimż  sposobem wysławiania w wieku dwudziestu paru lat wyglądała na raczej doświadczoną, żeby nie powiedzieć zużytą kokotę. Przez kontrast ja w mojej trzydziestej którejś wiośnie mogłam uchodzić na młodą dziewczynę. Nie wiem czy to zasługa jasnej pigmentacji, introwersji i związanej z tym późno osiąganej dojrzałości czy też wstrzemięźliwości seksualnej...

Z rozbawieniem wspominam tych nieszczęsnych mężczyzn, którzy usiłowali mnie uwieść. O co im chodziło uświadamiałam sobie na drugi dzień, po tygodniu albo wręcz po latach. Niewinność chroniła mnie skuteczniej niż zamknięcie w wieży... Nie mogli się skontaktować z moją frywolną, kokieteryjną stroną, bo taką mogłaby uruchomić we mnie tylko miłość. Nie mogli zrozumieć, że rozmowa ze mną jest po prostu wymianą myśli, a nie wstępem do zupełnie innej aktywności... Swoją drogą pomysł, że można przespać się z dziewczyną bez uprzedniego starania się o nią, inwestowania w relację itp do dziś dnia wydaje mi się skrajnie idiotyczny. Może postrzegali mnie jako kogoś tak nisko postawionego w hierarchii stadnej, że tego rodzaju awanse powinnam uznać za zaszczyt? Cokolwiek myśleli, mylili się... Nie mogę nawet powiedzieć z dumą, że oparłam się pokusie, bo nic kuszącego w takich sytuacjach, a przede wszystkim w takim podejściu nie było... 

Podejrzewam, że gdyby mnie inaczej wychowywano skutek byłby podobny, gdyż  tą obśmianą przez wszystkich czystość nadal uważam za wartość, choć nie zawsze potrafię to uzasadnić słowami... Dziś wiem jednak, że nie sprzyja ona wchodzeniu w związki małżeńskie, a nawet może być poważną przeszkodą.  Motywacją do zawierania tego rodzaju związków jest bowiem dla mężczyzn wysoka pozycja w stadzie rodziny kobiety, możliwość uznania jej za symbol statusu (zgodność z obowiązującym typem urody) lub dobrze przetestowane i eksponowane walory seksualne (przypadek Madzi).

Czystość raczej kieruje człowieka na samotną drogę życia... Najbardziej ironicznym efektem takiego wyboru jest odrzucenie przez Kościół. Wszystkie puszczalskie panienki, które w którymś momencie życia się ustatkowały są szanowanymi matkami rodzin, natomiast niezamężne kobiety traktuje się z podobną podejrzliwością jak dawniej panie lekkich obyczajów. Rozwiązłość jest powodem do dumy, szczególnie ta sprzeczna z naturą... Największym wstydem stało się dziewictwo, gdyż trudno o bardziej wyraźny dowód neopelagiańskiej sztywności... Takie czasy, panie, nastali...

Byłam dziś na mszy u dominikanów w nadziei, że będzie odprawiał ją ojciec, którego mają niebawem przenieść. Niestety trafiłam na przeora i kiedy już nabrałam nadziei, że nic wpieprzajacego nie powie, zrobił to. Otóż pewna pani, która chciała przyjąć komunię do ust poczuła się upokorzona, kiedy kazano jej poczekać aż wszyscy pobiorą na rękę. Dlaczego było tak wstrząsające dla ojca przeora? Ano dlatego, że ona w swym ekstrawaganckim pragnieniu nie dostrzegła tych innych, zalęknionych, którzy tu przyszli licząc na bezpieczeństwo.... Szkoda, że ojciec przeor decydując o zamknięciu kościoła zanim władze wprowadziły jakiekolwiek ograniczenia nie dostrzegł tych potrzebujących sakramentów, widział tylko irracjonalny lęk o swoją d...




środa, 17 października 2018

O "szlachetności" kardynała Wuerla i lojalności papieża Franciszka

Słuchałam właśnie (robiąc obiad) mojego ulubionego duetu - dr Taylor Marshall i Timothy Gordon - komentującego odpowiedź Franciszka na rezygnację Donalda Wuerla. Papież, co prawda ją przyjął, ale wyznaczył skompromitowanego hierarchę administratorem swojej dotychczasowej archidiecezji waszyngtońskiej tzn de facto pozostawił na stanowisku. Wuerl zachowa także tytuł kardynała i arcybiskupa oraz pozostanie członkiem kongregacji do spraw biskupów tzn będzie miał władzę nad wszystkimi protestującymi przeciw niemu księżmi (będzie mógł ich wysłać do psychuszek jak Cupich) oraz wpływ na wybór nowych biskupów na całym świecie.

Amerykańscy komentatorzy, dobrzy katolicy, po każdym zdaniu listu papieża do kardynała zbierają szczęki z bruku. Po prostu nigdy nie widzieli takich standardów, ani takiej przewrotności. Człowiek ewidentnie mający udział w kryciu nadużyć seksualnych kleru, na co są dowody znane opinii publicznej, pozostaje na stanowisku! Nawet administracja Obamy rzuciłaby go na pożarcie (feed to the dogs), żeby zachować twarz. Co więcej jest publicznie chwalony za swoją szlachetność, przy której pewne drobne pomyłki jak krycie McCarricka to pikuś, i zapewniony, że mimo knowań złych ludzi nagroda go nie minie, może spać spokojnie. Owa słynna szlachetność miała polegać na tym, ze tak niecnie atakowany mógł się bronić, ale tego nie zrobił. W rzeczywistości nie robił nic innego tylko łaził po CNN -ach i się usprawiedliwiał, że nic nie wiedział. To najbardziej poraziło Marshalla & Gordona - nieznana w "English speaking world" przewrotność - chwalenie kogoś za powstrzymanie się od działań, którym de facto oddawał się bez przerwy. Tak samo papież Franciszek oskarżony przez arcybiskupa Vigano, ogłosił, że jak - nie przymierzając - baranek prowadzony na rzeź nie powie ani słowa na ten temat, a od tej chwili nie minął dzień bez aluzji do "wielkiego oskarżyciela" szerzącego podział ujawniając grzechy biskupów i intensywnego knucia jak przypisać odpowiedzialność za krycie McCarricka zmarłemu Janowi Pawłowi II, który nie może się bronić.
Obaj komentatorzy uznali to za "perronizm", mi raczej kojarzy się  z marksizmem i leninizmem tak drogim wrażliwemu społecznie serduszku papieża.

Cała ta historia świetnie ilustruje kwestię prawdziwej przynależności różnych osób i jak bardzo ona odległa od formalnej. Papież na każdym kroku dystansuje się od sztywnych i przeciętnych chrześcijan, faryzejskich neopelagianistów, którym się wydaje, że są doskonali , a wyciąga miłosierne ramiona do chińskich komunistów, proaborcyjnych  aktywistów, oszustów klimatycznych, zawodowych homoseksualistów i ludzi żyjących w konkubinacie z wolnego wyboru. Prawdziwie lojalny jest  jedynie wobec ludzi, którym zawdzięcza swój wybór i którzy popierają jego linię destrukcji Kościoła. Mogą mieć na sumieniu grzechy niewyobrażalne dla przeciętnego śmiertelnika, a włos im z głowy nie spadnie.

środa, 12 września 2018

Klerykalizm?

Ciekawy dalszy rozwój sytuacji. Papież Franciszek zapewniony o lojalności i wsparciu przez swoją przyboczną radę dziewięciu kardynałów ogłosił, że to szatan odkrywa grzechy biskupów, żeby zgorszyć wiernych. Ciekawa jestem jak skomentuje to o. Dostatni, czy tez cytowany przez niego jezuita, który tak przekonywająco tłumaczył nam czym jest klerykalizm. O ile dobrze pamiętam polega on na tym, że istnieje grupa ludzi wyjęta spod wymagań obowiązujących wszystkich innych w Kościele...

Ks. Izakowicz-Zalewski twierdzi, że naszego biskupa Paetza krył nuncjusz papieski Kowalczyk, jego bliski przyjaciel.  Dopiero Wanda Półtawska niczym druga św. Katarzyna ze Sieny doręczyła list papieżowi. Sprawa nie została nigdy wyjaśniona i nie wiadomo czy poznański arcybiskup był winny zarzucanych mu czynów czy nie.

Kardynał Wuerl, który z uporem i wbrew faktom twierdził, że nic nie wiedział o gorszących czynach swego poprzednika kardynała McCarricka, pod naporem opinii publicznej zrezygnował ze swojego stanowiska.

Onegdaj przeor dominikanów we Wrocławiu łajał wiernych za ich straszliwy polski klerykalizm winny wszelkiego zła w Kościele, a wychodzi na to, że przekonanie o wyjątkowości i nie podleganiu wymaganiom moralnym obowiązującym prostaczków jest charakterystyczne raczej dla duchowieństwa, a szczególnie wyższego.

Św Piotr Damiani w Księdze Gomory z 1049r. dowodzi z zapałem, że mężczyźni winni grzechów sodomskich, w tym masturbacji (indywidualnej i w parach), nawet po ich odpokutowaniu nie mogą być dopuszczeni do żadnych godności kościelnych. Bardzo przenikliwie opisał niebezpieczeństwo sytuacji kiedy jeden sodomita spowiada drugiego, z którym współżył.  Oczywiste jest w takim przypadku relatywizowanie grzechu, praktyczna jego akceptacja i brak skruchy.

W starym Tygodniku Powszechnym o. Prusak SJ stwierdza, że w polskim kościele jest od 25 do 40% homoseksualistów. Ich problem według jezuity nie polega na nieszczęsnej skłonności tylko na trudności w zachowaniu celibatu. Czy te  rzeczy się ze sobą nie wiążą? Czy homoseksualizm nie jest związany z zachowaniami kompulsywnymi? A co to oznacza w praktyce? Jak ta trudność w zachowaniu celibatu wygląda w życiu parafii czy zakonu? Zdaniem o. Prusaka homoseksualiści są często znanymi duszpasterzami o większej wrażliwości i zdolności wysławiania się. Rozumiem, że to równoważy homoseksualny seks z dostępnymi w parafii lub zakonie (młodymi) mężczyznami ?

Delikatnie polemizuje z nim Roman Graczyk na wpolityce.pl  Stwierdza, że 40 % homoseksualistów to jednak znaczna nadreprezentacja i byłaby niepokojąca nawet gdyby chodziło o otyłych, a przecież nadwaga nie wiąże się z tak drastycznym zaprzeczaniem nauce kościoła jak sodomia. Autor jest nieco zaskoczony spokojem z jakim O. Prusak podaje te szokujące dane.

E.Michael Jones twierdzi konsekwentnie, że zakon jezuitów jest piątą kolumną w Kościele, a jego zadaniem jest wywrócenie całej katolickiej nauki moralnej. O. James Martin SJ były papieski doradca jest twarzą kampanii progejowskiej. Według Jonesa zakon należy jak najszybciej rozwiązać.

Obawiam się, że papież Franciszek i jego otoczenie mają dla nas następującą ofertę: grzeszcie śmiało (cytując Lutra), żyjcie sobie w wolnych związkach w dowolnych konfiguracjach, stosujcie antykoncepcję, a w uzasadnionych wypadkach nawet aborcję, nie interesuje nas w co wierzycie, ale nie interesujcie się nami - ani naszym życiem seksualnym, ani finansami, ani naszą wiarą lub jej brakiem. Nie mówmy o wstydliwych tematach jak podziemny Kościół w Chinach, który właśnie zdradziliśmy. Mówmy o globalnym ociepleniu. Napiętnujmy tych, którzy nie sortują śmieci, a neopelagiańskich rygorystów i faryzejskich konserwatystów po prostu ignorujmy, niech się udławią własną żółcią.

niedziela, 6 maja 2018

O zepsutej niedzieli, czyli dominikanie przechodzą na ciemną stronę mocy

Moja niedziela zaczęła się wyjątkowo wcześnie, gdyż zajęcia, które miałam prowadzić od 8.00 nie zostały odwołane, więc musiałam sprawdzić czy ktoś się nie pojawi. Idąc przed 8.00 pustymi ulicami Wrocławia  mijałam nielicznych podobnych do mnie nieszczęśników, którzy muszą w ten dzień pracować i zapóźnionych imprezowiczów z charakterystycznymi śladami po nocnej "zabawie" -awanturujących się lub apatycznych. Ktoś kiedyś trafnie zauważył, że nie ma nic bardziej przygnębiającego niż rozrywka. Trudno nie przyznać mu racji.

Szkoła była zamknięta, ani śladu p. dyr. o słuchaczach nie wspominając. Postałam 20 min, na zimnie, obserwowana przez meneli, po czym poszłam do pobliskich dominikanów na mszę. To doświadczenie było, niestety, jeszcze bardziej przygnębiające. Usłyszałam, że Kościół dodał przez te 2 tys. lat do Ewangelii całą masę zbytecznych przepisów, które zniechęcają ludzi żyjących w nieregularnych sytuacjach, a przecież najważniejsza jest "miłość".

Ojciec Marcin Mogielski dał nam do zrozumienia, że marnujemy czas, bo nasze uczestnictwo w jakichś zbytecznych obrzędach jest niczym wobec "miłości" ludzi żyjących w nieregularnych związkach. Jeszcze gorsi są ci, którzy uważają, że da się coś powiedzieć o Bogu (który jest tajemnicą). Dominikańskie hasło "veritas" i cel istnienia zakonu - zwalczanie herezji - jest więc kupą śmiechu. To znaczy nie, ojciec Marcin namierzył jednak heretyków - to my wszyscy katechizowani przed papieżem Franciszkiem. Jesteśmy neognostykami bo zdawaliśmy egzamin z religii przed bierzmowaniem i neopelagianami bo staramy się zachowywać 10 przykazań.

Niestety z tej katechezy pamiętamy jeszcze, że na temat nierozerwalności małżeństwa wypowiedział się sam Jezus w Ewangelii, a święty Jan wyjaśnił, że miłość (do Boga) polega na zachowywaniu jego przykazań. Obiło nam się też o uszy, że nie ma większej miłości niż oddanie życia za przyjaciół swoich.

To jednak już nieaktualne i miłość rozumiemy po nowoczesnemu. Każdy mąż zostawiający żonę z dziećmi dla innej kobiety albo swego boyfrienda robi to z "miłości". Toksyczna matka nie pozwala się usamodzielnić dorosłemu potomstwu  z  czystej "miłości".  Homoseksualiści w zakonach kopulują wyłącznie z "miłości" - przecież to jasne - stary pedryl niewolący ufającego mu chłopca to także kwintesencja "miłości". Spółkowanie po pijaku z kim bądź to nic tylko "miłość". Znaczy czyń co chcesz, jeśli  tylko nazwiesz to miłością, parafrazując św. Augustyna.

O. Mogielski wypowiedział się także na temat opieki nad niepełnosprawnymi, zapewne dlatego, że rząd ma problem z protestem ich opiekunów. (Czy analogiczna - bezskuteczna - akcja tego samego środowiska za poprzedniej władzy także skłoniła go do refleksji?). Otóż skontrastował dwie postawy uczestniczenie "w tych wszystkich" zbytecznych obrzędach i świadczenie "miłości" poprzez opiekę tzn przewijanie, podmywanie itp. Każdy, kto ma doświadczenie opieki nad poważnie chorym wie jednak, że bez "tych wszystkich zbytecznych obrzędów" nie dał by rady wytrzymać takiej sytuacji fizycznie i psychicznie, o odczuwaniu jakiejkolwiek "miłości" nie wspominając. Wiedzą o tym wszystkie siostry w zakonach poświęconych takiej służbie.

Z przykrością muszę stwierdzić, że piękne słowo "miłość" zostało całkowicie zawłaszczone przez wiadomą centralę. Oskarżenie o "brak miłości" jest taką samą palką do grzmocenia przeciwników, jak mityczny "antysemityzm", "faszyzm", "rasizm" czy "seksizm". Kiedy nie ma argumentów trzeba grzmocić i wjeżdżać na emocje naiwnym jeleniom. Nie mam cienia szacunku - o zaufaniu nie wspominając - do ludzi, którzy posługują się takimi metodami.