Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rzeźba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rzeźba. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 września 2024

Przygoda z rzeźbą

Moje pierwsze zadanie - niedźwiedź polarny. Zaczynam przygodę z rzeźbą na drugim semestrze studiów podyplomowych pod kierunkiem prof. Kucharskiego

Akt siedzący
Autoportret - odlew gipsowy
Akt stojacy. Na 3 semestrze zmieniam prowadzącego na p. Zyśkę bardzo rzetelnego czlowieka, wtedy asystenta prof. Makarewicza
Portret mężczyzny

Szkic do rzeźby dyplomowej
Rzeźba dyplomowa w drzewie lipowym

Uporządkowałam rzeźby w kolejności powstawania. O ile malarswtem i rysunkiem parałam się całe życie, o tyle rzeźba była nowym odkryciem, nowym kontynentem do zeksplorowania. Jak ta przygoda się zakończyła pisałam już na tym blogu "Po co daleko szukać weźmy na przykład mnie..." z 16 stycznia 2021 https://singletonreview.blogspot.com/2021/01/po-co-daleko-szukac-wezmy-na-przykad.html. Nie chce mi się do tego wracać.

Na koniec kilka wniosków na temat szkolnictwa artystycznego:
  • istnieje coś takiego jak talent
  • kompetentni ludzie są w stanie stwierdzić czy ktoś go posiada na podstawie jego prac (to jest obiektywnie rozpoznawalne)
  • talent plastyczny przejawia sie obserwacją świata i jej zapisem w formie rysunku, malarstwa, rzeźby lub grafiki, nadawaniem ciekawej formy dziełom z wyobraźni oraz napędem, aby to robić
  • zrobienie zdjęć kamieni na plaży lub kory drzew jeszcze nie jest dowodem talentu plastycznego
  • płacenie członkom komisji prowadzącym "kursy przygotowawcze" nie jest  przejawem talentu plastycznego
  • platne lekcje u Alojzego Gryta i mu podobnych nie powoduja wlania talentu
  • pokrewieństwo lub znajomość z członkami komisji nie powoduje wlania talentu
  • szkoły artystyczne powołane sa do kształcenia ludzi którzy mają talent i gotowość, a nawet determinacje, aby go rozwijać, a nie kogokolwiek (nie da się wykształcic osoby bez predyspozycji na artystę)
  • pracownie są po to, żeby w nich pracować, jeśli stoją puste tzn, że przyjęto na studia niewłaściwych ludzi
Jestem i byłam głeboko przekonana, że uczelnia na pl. Polskim we Wrocławiu powstała z myślą o ludziach takich jak ja. Czułam się tam bardzo na miejscu. Jednak z powodu zawłaszczenia jej przez zupełnie kogoś innego, nie służy celom, do ktorych została powołana, a ludzie którzy powinni tam studiować i pracować nie znajdują dla siebie miejsca w życiu...


niedziela, 7 czerwca 2020

Przypadek Madzi, a wychowanie do czystości

Madzia po raz kolejny połamała nogi. Nie jest w stanie sama stać, musi być podparta. Wygląda to tak:


Była już wielokrotnie naprawiana i stało się dla mnie jasne, że wada jest systemowa. Kostki są za cienkie, żeby utrzymać gipsowe ciało. Olśniło mnie, żeby zrobić jej podporę z draperii - zamoczyć pieluchę w gipsie, a potem nieco go jeszcze narzucić, gdy zacznie się wiązać. Efekt przerósł moje najśmielsze oczekiwania:


Madzia odziedziczyła imię po modelce, która pozowała mi do aktu podczas mojego krótkiego epizodu na ASP (wspomniałam już o niej na tym blogu). Oprócz modellingu trudniła się także striptizem i tańcem go go, które to aktywności były - jak rozumiem -głównym źródłem jej dochodów. Podczas pozowania ciągle nadawała i to o rzeczach, których nie byłam na ogół ciekawa, m.in. o swoich licznych romansach, chłopaku, sesjach zdjęciowych i fascynującej pracy. Jedna informacja jednak dała mi do myślenia. Madzia twierdziła, że nie może opędzić się od propozycji małżeńskich... Przyznam, że wywołało to we mnie pewien dysonans poznawczy...

Za czasów mojej młodości nauczało się niewinne dziewczęta, że mężczyźni chętnie wykorzystują łatwe kobiety, ale żenią się z "porządnymi"(przez porządne na ogól rozumiało się czyste czy też cnotliwe). Rewelacje Madzi nie były może pierwszym dowodem na całkowitą fałszywość tej tezy, ale jednym z bardziej zapadających w pamięć. Może dlatego, że ze swoją wulgarną stylizacją i takimż  sposobem wysławiania w wieku dwudziestu paru lat wyglądała na raczej doświadczoną, żeby nie powiedzieć zużytą kokotę. Przez kontrast ja w mojej trzydziestej którejś wiośnie mogłam uchodzić na młodą dziewczynę. Nie wiem czy to zasługa jasnej pigmentacji, introwersji i związanej z tym późno osiąganej dojrzałości czy też wstrzemięźliwości seksualnej...

Z rozbawieniem wspominam tych nieszczęsnych mężczyzn, którzy usiłowali mnie uwieść. O co im chodziło uświadamiałam sobie na drugi dzień, po tygodniu albo wręcz po latach. Niewinność chroniła mnie skuteczniej niż zamknięcie w wieży... Nie mogli się skontaktować z moją frywolną, kokieteryjną stroną, bo taką mogłaby uruchomić we mnie tylko miłość. Nie mogli zrozumieć, że rozmowa ze mną jest po prostu wymianą myśli, a nie wstępem do zupełnie innej aktywności... Swoją drogą pomysł, że można przespać się z dziewczyną bez uprzedniego starania się o nią, inwestowania w relację itp do dziś dnia wydaje mi się skrajnie idiotyczny. Może postrzegali mnie jako kogoś tak nisko postawionego w hierarchii stadnej, że tego rodzaju awanse powinnam uznać za zaszczyt? Cokolwiek myśleli, mylili się... Nie mogę nawet powiedzieć z dumą, że oparłam się pokusie, bo nic kuszącego w takich sytuacjach, a przede wszystkim w takim podejściu nie było... 

Podejrzewam, że gdyby mnie inaczej wychowywano skutek byłby podobny, gdyż  tą obśmianą przez wszystkich czystość nadal uważam za wartość, choć nie zawsze potrafię to uzasadnić słowami... Dziś wiem jednak, że nie sprzyja ona wchodzeniu w związki małżeńskie, a nawet może być poważną przeszkodą.  Motywacją do zawierania tego rodzaju związków jest bowiem dla mężczyzn wysoka pozycja w stadzie rodziny kobiety, możliwość uznania jej za symbol statusu (zgodność z obowiązującym typem urody) lub dobrze przetestowane i eksponowane walory seksualne (przypadek Madzi).

Czystość raczej kieruje człowieka na samotną drogę życia... Najbardziej ironicznym efektem takiego wyboru jest odrzucenie przez Kościół. Wszystkie puszczalskie panienki, które w którymś momencie życia się ustatkowały są szanowanymi matkami rodzin, natomiast niezamężne kobiety traktuje się z podobną podejrzliwością jak dawniej panie lekkich obyczajów. Rozwiązłość jest powodem do dumy, szczególnie ta sprzeczna z naturą... Największym wstydem stało się dziewictwo, gdyż trudno o bardziej wyraźny dowód neopelagiańskiej sztywności... Takie czasy, panie, nastali...

Byłam dziś na mszy u dominikanów w nadziei, że będzie odprawiał ją ojciec, którego mają niebawem przenieść. Niestety trafiłam na przeora i kiedy już nabrałam nadziei, że nic wpieprzajacego nie powie, zrobił to. Otóż pewna pani, która chciała przyjąć komunię do ust poczuła się upokorzona, kiedy kazano jej poczekać aż wszyscy pobiorą na rękę. Dlaczego było tak wstrząsające dla ojca przeora? Ano dlatego, że ona w swym ekstrawaganckim pragnieniu nie dostrzegła tych innych, zalęknionych, którzy tu przyszli licząc na bezpieczeństwo.... Szkoda, że ojciec przeor decydując o zamknięciu kościoła zanim władze wprowadziły jakiekolwiek ograniczenia nie dostrzegł tych potrzebujących sakramentów, widział tylko irracjonalny lęk o swoją d...




niedziela, 14 kwietnia 2013

The story of an artist by herself


 She died young. Didn't survived middle life crisis. Lost hope and became someone else. Someone full of anger and bitternes. Didn't have enough courage to become a hermit. Besides didn't know what hermits did for a living, had absolutely no idea. Became extremely suspicious about what other people did for a living and by what means they 'd got they well-paid jobs and made succesful careers. What she discovered wasn't optimistic. She was never one of them, didn't belong, was a stranger, she even looked different with her big bones and fair colouring. She had lost her tribe and lived among strangers. Didn't have enough courage to search for her people because she was afraid they didn't exist or wouldn't recognize her.