Blog poświęcony życiu duchowemu niedźwiedzi polarnych i nie tylko. Autorka zamieszcza na nim swoje artykuły nigdzie wcześniej nie publikowane.
poniedziałek, 5 października 2026
Jeszcze o twórczości kolegi-który-odniósł-sukces
niedziela, 4 października 2026
O obrazach kolegi-który-odniósł-sukces
Poszłam wczoraj na wernisaż wystawy kolegi- artysty-który-odniósł-sukces. Sami zobaczcie:
sobota, 26 września 2026
Na marginesie obchodów jubileuszu 70-lecia XII LO
Byłam dziś na jubileuszu 70-lecia XII LO, czyli szkoły, do której trafiłam po podstawówce i z której przeniosłam się po 5 semestrach. Miałam jakieś niejasne nadzieje związane z tą imprezą, ale wszystkie poszły się czochrać.
Gala polegała na bardzo hałaśliwych występach obecnych uczniów, które miały rzekomo przedstawiać historię szkoły, a w rzeczywistości były autopromocją "młodych talentów".
Całkowicie ogłuszona i lekko zniesmaczona udałam się do sali, gdzie miał się znaleźć (między innymi) mój rocznik. Ani jednego znanego mi człowieka! Poszłam więc szukać dawnej wychowawczyni, w stosunku do której mam lekkie wyrzuty sumienia. Dowiedziałam się, że była zaproszona, ale się tu nigdy nie pojawia. Wcale się nie dziwię!
Cała ta impreza upewniła mnie, że nigdy nie miałam "powołania" do bycia nauczycielką w szkole średniej (i najprawdopodobniej nikt nie ma) oraz, że mogę sobie odpuścić wszelkie myśli pod tytułem "co by było gdybym się nie przeniosła".
Ukraińcy z góry bardzo się wzmożyli, jak zwykle pod koniec miesiąca. Baba w sile wieku, w obuwiu sportowym, idąc po schodach brzmi jak oddział wojska. Potrafi tak tupać po mieszkaniu całą dobę. Przyszło mi właśnie do głowy, że być może do faceta, który tu stale przebywa, przyjeżdża rodzina lub znajomi wyłudzać nienależnie świadczenia od państwa polskiego. Muszę zbadać ten wątek.
Na mediach społecznościowych rozpętałam burzę komentując w tonie nieprzychylnym dzieło kolegi artysty-który-odniósł-sukces. Pewnie jestem złym człowiekiem i kieruję się niskimi pobudkami, ale ile razy można oglądać damskie przyrodzenie, na tle którego umieszczony jest kieliszek wina, kwiatek albo kotek o wyszczerzonych zębach?!!! It would embarass a cat!
Co najdziwniejsze, niektóre koleżanki z roku uznają to za niezwykle subtelne. Zadałam proste pytanie czy ktoś miałby ochotę patrzeć na tak wykadrowanego faceta z jajami kurzymi albo kiełbasą na wysokości bioder. Oburzenie było duże, a teraz zapadła cisza. Znowu przekroczyłam niepisaną zasadę i nie uszanowałam "porządku dziobania".
Co najlepsze kolega-artysta ma wkrótce wystawę we Wrocławiu i jestem zapewne jedyną z roku, która może pojawić się na wernisażu. Teraz nie wiem czy zostanę wpuszczona!
Wszystko na to wskazuje, że moja wrześniowa sielanka dobiegła końca!
poniedziałek, 8 grudnia 2025
Będąc młodą emerytką...
Święto Maryjne, wieczór, po ponownej lekturze decyzji o przyznaniu mi emerytury. Wygląda, że wszystko się zgadza, o ile jestem w stanie to ocenić. Mam już legitymację, a nawet kartę seniora! Teraz rozpocznę hulaszczy tryb życia w ramach moich skromnych środków!
Myślałam, że doświadczę wielkiej ulgi i radości, tymczasem uczucia miałam bardzo mieszane, co gorsza nieuchronnie dopadły mnie podsumowania mojej "drogi zawodowej", a przy okazji całego życia w tonie niekorzystnym. Jednak na jakimś głębszym poziomie ulga jest znaczna, co widać po dziwnych zakupach, których już trochę zrobiłam...
Obejrzałam niedawno taki oto film na YouTube https://youtu.be/VnsZAFmtoJY ("Ewangelia a psychoterapia – co naprawdę pomaga?") Słuchało się przyjemnie, człowiek (znaczy terapeuta) robił dobre wrażenie, ale potem pojawiły się liczne wątpliwości...
Pan terapeuta ( z pierwszego wykształcenia astrofizyk) zapewniał raz po raz, że Bóg pragnie naszego szczęścia sam z siebie, nie musimy go o to usilnie prosić, bo kiedy modlimy się o coś, czego nam brak, on już tam jest (znaczy w przyszłości?) i coś robi w tej sprawie. Jest bowiem panem czasu, który go w żaden sposób nie ogranicza, jak to się dzieje w przypadku człowieka.
Zacytował słowa pewnego jezuity usłyszane w młodości, które brzmiały mniej więcej tak (cytuję z pamięci): Gdybyś wiedział, że swoją miłość spotkasz w wieku 53 lat, czy zająłbyś się oczekiwaniem i liczeniem dni? Przecież to byłby absurd. Bóg chce byś byl szczęśliwy w swoim życiu teraz, czy jakoś tak...
Wszystko to bardzo pięknie, ale skąd założenie, że "spotka swoją miłość" lub "Bóg mu da miłość/ukochaną kobietę" (nie pamiętam jakich użył słów)? Jest naturalne, że młody człowiek tęskni za miłością, ale oczekiwanie, że ta tęsknota jest gwarancją spełnienia pragnienia, jest nieco na wyrost, mówiąc bardzo oględnie.
Nie wiem co wspomniany jezuita rzeczywiscie miał na myśli, więc nie będę z tym dyskutować. Zgadzam się, że powinniśmy cieszyć się swoim życiem takim, jakie mamy i nie uzalezniać owej radości czy szczęścia od spelnienia pragnień. Ono może nigdy nie nastąpić, albo w tak zmienionej formie, że nawet go nie rozpoznamy lub z takim opóźnieniem, że nie będzie mialo żadnego znaczenia dla jakości naszego życia...
Też kiedyś uważałam, że nasze pragnienia są znakiem "woli bożej". Życie zweryfikowało ten pogląd negatywnie i teraz raczej podejrzewam, że wszystkie one kierują nas bezpośrednio na Boga znaczy każde pragnienie jest w istocie pragnieniem Boga i mamy je w sercu nie po to, aby sie spełniło w tym życiu, tylko jako kierunkowskaz, za którym podążamy w wieczność...
Wielką przyjemnośc sprawiła mi lektura Jerychonki Rodziewiczówny. Chyba pierwszy raz w życiu zetknęłam się z tak sensownym opisem powołania artysty czy twórcy w ogóle i jak ma się ono do malżeństwa/milości. Bardzo prawdziwy wydał mi sie opis krótkiego "szczęśliwego" okresu w życiu małżeńskim bohaterki, której mąż nie mógł znieść, że "ciągle"(tzn kilka godzin dziennie) zajmuje się malowaniem, a nie nim, po czym poszedł w długą, czego czytelnik zresztą spodziewał się od chwili nieszczęsnej decyzji o ślubie...
Natomiast ojciec rekolekcjonista u paulinów adresował swoje nauki wyłącznie do małżeństw (choć nikt nie ostrzegl o tym "ogółu wiernych" narażając ich na stratę czasu i przykre doświadczenie "wykluczenia rekolekcyjnego" na mszy niedzielnej). Zwrócił obecnym w kościele żonom i mężom uwagę, że przysięgę małżeńską składali dobrowolnie, podobnie jak on - w wolności - zdecydował się pojść za powołaniem zakonnym i do kaplaństwa. Z owej wolnej woli coś mialo wynikać, ale nie pamiętam co, bo w ktorymś momencie przestałam słuchać...
No cóż ojcze rekolekcjonisto, w życiu bardzo niewiele sobie wybieramy. Najbardziej typowy wybór, jaki mamy, to między buntem a akceptacją sytuacji od nas calkowicie niezależnej. Czy to czyni z nas niewolników? Nie wiem, ale nawet gdyby tak bylo, to co? I tak musimy żyć. Obudzić się rano, wstać z łóżka, ogarnąc się i spędzić kolejny dzień najlepiej jak umiemy i czerpać z niego tyle radości, ile się da...
Ciekawe, że w całym tym (zbytecznym) gadaniu o powołaniach nikt nie bierze pod uwagę sytuacji odrzucenia. Jakie niby "powołanie" ma ktoś odrzucony, dla którego "świat" ani Kościół nie znajduje zastosowania i nie chce mieć z nim nic do czynienia? Przecież taka sytuacja jest udziałem wielu i to nie tylko stoczonych alkoholików czy innych ćpunów...
Jakoś tak jest, że na naprawdę ważne pytania nikt nie zna odpowiedzi, więc słyszymy wyłącznie nauki o rzeczach dla nas całkowicie nieprzydatnych lub zgoła niezgodnych z rzeczywistością i naszym doswiadczeniem...
środa, 10 września 2025
Moje ilustracje na konkurs Biedronki Piórko 2025
![]() |
| Pierwszy projekt okładki - ze smokiem wyglądajacym z wieży - utrzymany w chłodnej kolorystyce sugerującej noc |
![]() |
| Drugi projekt okładki - z królewną Klarą - w czerwieniach i fioletach przywodzących na myśl zachód słońca |
![]() |
| Królewna klara wyglądajaca z okna |
![]() |
| Strażnik drzemiący na stojąco z głową opartą o halabardę (drzewce) |
![]() |
| Królewna Klara wchodzi do komnaty, gdzie uwięziony jest smok |
![]() |
| Królewna zdaje sobie sprawę kogo właśnie uwolniła |
![]() |
| Smok czyści okulary |
![]() |
| Klara częstuje smoka sokiem malinowym |
![]() |
| Królewna tłumaczy ojcu i jego baronom, co mówi smok |
![]() |
| Klara w oknie swojej wieży |
niedziela, 8 grudnia 2024
O widzeniu wśród zwierząt i ludzi
Podobno zwierzęta nie widzą obrazów na płaskiej powierzchni, w tym swojego odbicia w lustrze, a jednak na YouTube ileś tam filmików z psami, lwami i innymi gorylami, które na swoje odbicie w lustrze wyraźnie reagują jak na obcego osobnika własnego gatunku. Znaczy widzą nie tylko ruch, lecz także kształt...
Psy obszczekują człowieka niosącego parasolkę, gitarę lub dużą teczkę, bo nie rozróżniają części składowych zjawiska. W ich oku parasolka jest częścią integralną tej dziwnej istoty. Węch wcale im nie pomaga. To samo dotyczy reakcji osobę w dużym, sztucznym futrze, albo dlugim płaszczu - niby zapach czlowieka, a tu idzie jakieś dziwne wielkie, kosmate stworzenie...
Wiewiórki potrafią przez dłuższą chwilę przyglądać się mi z odległości dwóch metrów, bo dopóki się nie poruszę mogę być równie dobrze drzewem...
Podobno ludzie z plemion o słabym kontakcie z cywilizacją nie są w stanie "odczytać" fotografii. Na pokazane im zdjęcie lwa reagują stwierdzeniem "nie znam tego człowieka".
Spotkałam się z przypadkami osób, które nie są w stanie odczytać uproszczonego obrazu np ponniższej martwej natury albo krajobrazu:
poniedziałek, 7 października 2024
Reszta jest milczeniem
Kończąc wątek moich "dokonań artystycznych" zaprezentuje kilka prac wykonanych technikami tradycyjnymi z ostatnich lat, przy czym "ostatnie lata" obejmują okres mniej wiecej od 2000 do dziś
Zacznę od zachowanych autoportretów. Wszystkie są dziwne i świadczą o narastajacych problemach ze wzrokiem. Im gorzej widzę, tym większy format wybieram, a im wiekszy format wybieram tym bardziej zniekształcona jest moja twarz, gdyż stoję za blisko wielkiej kartki lub podobrazia i nie mam się gdzie cofnąć, żeby to zobaczyć...
| In my prime... |
| Osoba o takich proporcjach musiałaby mierzyć co najmniej 2 m. |
| Zawzięta przekupa, którą - mam nadzieję - nigdy nie byłam |
| Się namachałam tymi ołówkami! Czy to możliwe, że miałam kiedyś taką szczupłą twarz (i to po 40-tce)!!! |
| Most Warszawski na wielkim płótnie 100x150 mimo swoich ewidentnych słabości wprowadza do wnętrza arkadyjski spokój (może to kwestia kolorystki?) |
| Browar Piastowski malowany z okna |
Niebieska martwa natura (obecnie przemalowana) |
"Neonowa" martwa natura, którą właśnie zamierzam przemalować |
| Kaczki dziwaczki |
| Wiewiórka wygraża na mi łapką i macha ogonem |
czwartek, 26 września 2024
"Sztuki plastyczne w architekturze"
Tak oficjalnie nazywało sie studium podyplomowe na wrocłwskiej ASP organizowane - o ile dobrze pamiętam - przez wydział architekury wnętrz, a może wzornictwa przemysłowego (albo jednego i drugiego). Kiedy usłyszałam o jego otwarciu pierwsza poleciam się zapisać - na indeksie mam numer1! To bylo jak odpowiedź opaczności na moje - wypowiedziane i niewypowiedziane - modlitwy. Dwuletnie, weekendowe, a więc łatwo dające sie pogodzić z moją ówczesną pracą w szkole...
Było nas ok 12 osób: 7 absolwentów architektury, dwie panie uczące plastycznego bez formalnego wykształcenia w tym kierunku, jedna dziewczyna po iberystyce, polsko-niemiecki biznesmen i ja. Całe towarzystwo w wieku miedzy 25 a ok. 40 lat.
Teoretycznie studium powstało głównie z myślą o absolwentach architektury, ale z różnych wypowiedzi można było odnieść wrażenie, że chodzi o sprzedanie snobistycznym jeleniom namiastki przynależnośći do "środowiska artystycznego". Wielokrotnie słyszeliśmy o tzw "piątym wydziale" czyli kawiarni, gdzie ma się rzekomo odbywać zasadnicza część edukacji artystycznej...
Słuchałam tego zniesmaczona i zażenowana. Miałam w rodzinie dwoje profesjonalnych artystów i nie byli to ludzie kojarzący sie z siedzeniem godzinami po kawiarniach, a raczej z wielką wewnętrzną dyscypliną, organizacją, pracowitością i porannym wstawaniem. Do uprawiania malarstwa bowiem niezbędne jest światło dzienne i ten jeden prosty fakt wyklucza nocny tryb życia... Jakiś specjalny image też nie jest prawdziwemu artyście do niczego potrzebny, natomiast niezbędny jest tym, którzy za artystów chcą uchodzić bez żadnego obiektywnego uzasadnienia swoich pretensji...
Nie byłam odosobniona w tym odczuciu, gdyż wielu z nas chcialo sie jak najwięcej nauczyć i jak najwięcej skorzystać z możliwości, jakie daje uczelnia artystyczna tzn głównie dostepność pracowni i modela, a takze - oczywiście - profesjonalnej korekty. Tutaj szczęście nam dopisało, bo w osobie profesora Mickosia zyskaliśmy bardzo rzetelnego nauczyciela malarstwa i rysunku. Pierwszy raz w życiu mogłam studiować akty z natury! Zachowałam 23, z których kilka prezentuję:
| Ten był pierwszy. Rysowany ołówkiem na kartonie formatu 100 x 70. Mam problem ze zmieszczeniem postaci w kadrze |
| W któryms momencie zaczynam sklejać dwa arkusze kartonu, jeśli nie ma w sprzedaży formatu 140 x 100, na jakim rysują studenci dzienni. Podczas 4-godzinnej sesji na ogół udaje mi się skończyć rysunek |
| Mam zakazane - a wkażdym razie miałam na początku - używanie węgla, ze wzgledu na efekt "watowatości", ale jednak czasem to robię. Karton formatu 140 x 100 |
| Osobiście ustawiłam modelkę w kontraposcie, bo profesor - wyjątkowo - się spóźnił. Kredka, format 140 x100 |
| Czyżby ołówek? Aż mi się wierzyc nie chce! Format jak wyżej |
| Tu na pewno kredka na dużym formacie. Jedno z moich najlepszych studiów aktu |
| Kredka na dużym formacie |
| Pierwsze studium aktu w kolorze - tempera na papierze 100 x70. "Proszę nie czarować, proszę to po prostu namalować" (chodziło o stosowanie laserunków, że nie należy) |
| Więc nie czaruję tylko maluję bardzo kryjąco, bez laserunków, temperą na papierze formatu 100 x70 |
| Rysunek 3 pastelami na dużym formacie - bardzo malarski - nie znalazł zrozumienia u profesora |
![]() |
| Znowu to efekciarstwo! Tym razem na dużym formacie |
![]() |
| Zdecydowanie moje najlepsze studium aktu. Profesor doszukał się w opracowaniu rzeźby analogii do kreski Szukalskiego... |




















