poniedziałek, 5 października 2026

Jeszcze o twórczości kolegi-który-odniósł-sukces


Pozostając w klimacie obrazów kolegi-który-odniósł-sukces prezentuję jego wiekopomne dzieło pt Kobieta winna, które ośmieliłam się skrytykować na grupie, co nie spotkało się ze zrozumieniem wielu koleżanek i kolegów, w tym samego autora. 

Moje uwagi dotyczyły sposobu kadrowania postaci ludzkiej i umieszczenia trójkątnego kieliszka z winem na wysokości jej przyrodzenia, co jest oczywistą aluzją do trójkąta włosów łonowych.

Ku mojemu szczeremu zdziwieniu niektóre koleżanki - co najmniej trzy- uznały obraz za pełen subtelności, czy też subtelnych podtekstów. Ja ich nie widzę, ale zastanawia mnie jak inteligentne absolwentki historii sztuki, a więc osoby ponadprzeciętnie dobrze przygotowane do odbioru malarstwa, mogły się czegoś w tym dopatrzeć. 

Ja widzę postać bez głowy o zadziwiających proporcjach, których nie może mieć żadna żywa kobieta, wykadrowaną tak, że punkt ciężkości kompozycji przypada na krocze. Ten przykry efekt wzmacnia umieszczenie tam kieliszka, którego kształt nawiązuje do trójkąta włosów łonowych.

Ktoś mi powie, że to przecież stylizacja. Zgadza się, ale jednak przedziwna, wygląda jak złożona z części należących do kilku osób. Długie cienkie ręce z kościstymi ramionami nie przypominają kończyn człowieka tylko lekko wygięte nogi od stołu lub krzesła z obowiązkowym połyskiem. Wydłużony tułów nie mógłby należeć do osoby o takich rękach, a szerokie, asymetryczne biodra do osoby o takim tułowiu. Pomijam fakt, że kobieta z rękami cieńszymi od kości nie mogłaby mieć biustu ani bioder.

Znacznie więcej uwagi autor poświęcił asymetrycznej sukni we wzory, które odmalował bardzo rzetelnie i z upodobaniem. Postać ludzka rzuca cień - zupełnie nie odpowiadający jej kształtem - na ścianę w kolorze czerwonego brązu, który kontrastuje z jasną suknią. Kolor skóry rąk i dekoltu jest rozbieloną wersją tła i nie kojarzy się z kolorytem żywego człowieka.

Najdziwniejszy wydaje mi się zupełny brak zainteresowania ciałem kobiety w obrazie z ewidentnie erotycznym podtekstem. Zwłaszcza w kontekście sytuacji osobistej autora, którego rodzina składa się wyłącznie z kobiet - żony i córek (z których jedna zmarła młodo). 

Kobieta winna nie ma więc nie tylko twarzy, ale i ciała kobiety. Kieliszek sugeruje, że przyrodzenie niewieście powinna jednak posiadać, ale i tego nie byłabym pewna. Cały koncept to gra słów oparta na dwóch znaczenia przymiotnika winna - ta, która zawiniła lub mająca smak(i inne właściwości) wina.

Czy to jest malarstwo czy raczej coś w rodzaju rebusa, albo satyrycznej ilustracji oceńcie sami.

niedziela, 4 października 2026

O obrazach kolegi-który-odniósł-sukces

 Poszłam wczoraj na wernisaż wystawy kolegi- artysty-który-odniósł-sukces. Sami zobaczcie:







Wernisaż był o 15 w sobotę, więc ludzi raczej niewielu. Pan kurator - lub pełniący obowiązki - niespecjalnie przygotowany, a przemowa autora nieco pretensjonalna. Dobra, ktoś powie, że się czepiam. Nie, nie czepiam się tylko odnotowuje z kronikarskiego obowiązku.

Prace są efektowne, a nawet efekciarskie, zwracają uwagę, bo przedstawiają coś dającego się zidentyfikować zestawionego z czymś nieoczekiwanym. Ludziom się to podoba, doszukują się ukrytych znaczeń i super.

Ja natomiast się nimi nie zachwycam z prostego powodu - sposobu malowania. Duże przestrzenie kompozycji są po prostu zamalowane - tak jak maluje się ścianę - jednym, całkowicie nie zróżnicowanym kolorem np. czernią, a odcienie jednej barwy, np. czerwieni, uzyskiwane głównie (albo jedynie) przez rozbielanie. Tak malowany obraz trudno uznać za malarstwo, niestety.

Uczono mnie onegdaj, że każdy fragment kompozycji jest równie ważny i ma się na nim coś interesującego dziać, w sensie malarskim oczywiście. Plama ma być uzyskiwana z wielu kolorów. Najłatwiej uzyskać taki efekt malując z natury, po prostu obserwując. Niektórzy potrafią robić to z wyobraźni.

Największym zaskoczeniem była dla mnie rodzina kolegi, a zwłaszcza jego żona - ładna pulchna kobieta o zielonych oczach. Nie pamiętam ani jednego jej portretu w twórczości męża, którą z takim zapałem prezentuje na grupie. Wszelkie postacie kobiece pojawiające się na jego płótnach przypominają patyczaki i są tak wykadrowane, że w centrum kompozycji znajduje się krocze...

Wszyscy znani mi artyści ścigają ludzi w najbliższym otoczeniu, aby ich skłonić do pozowania. Dopiero, kiedy się to nie udaje wynajmują modelki płatne... 

Natomiast postacie malowane z wyobraźni zazwyczaj noszą ślad podobieństwa do autora/autorki. Wynika to z faktu ćwiczenia przez malowanie autoportretów. Proporcje własnej twarzy i sylwetki, jako najbardziej znane, nakładane są - najczęściej nieświadomie - na osoby wymyślone... 

Podobieństwo można "zapożyczać" także od najczęściej malowanej osoby np. żony lub męża i obdzielać nim wyobrażonych przedstawicieli płci przeciwnej.

Kolega-artysta jest odporny na takie procesy, gdyż - jak mi się wydaje - nie natura jest źródłem jego inspiracji tylko fotografia. Charakterystyczne dla jego twórczości surrealistyczne zestawienia kojarzą mi się przede wszystkim z fotomontażem popularnym w reklamie.

Na grupie krytykować jego prace niedobra jest, więc niniejszym wypowiedziałam się swobodnie na blogu!