Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Luter. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Luter. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 marca 2026

O talmudycznym sposobie myślenia i braku suwerenności

Niedziela wieczór. Siedzę sobie dość poirytowana wymianą komentarzy pod pewnym wywiadem z Barbarą Stanisławczyk na temat jej opus magnum "Bękarci Judaizmu" (którą to książkę już kupiłam, ale jeszcze nie zaczęłam czytać). Coś mnie podkusiło, żeby wypowiedzieć się na temat Lutra i "sola scriptura" w odpowiedzi na czyjś komentarz.

Ten ktoś - ewidentnie kompetentny w tej dziedzinie - odpisał bardzo kulturalnie, ale ujawnił tak przedziwną pokrętność interpretacji Pisma Świętego charakterystyczną dla protestantów, że nie mogę ochłonąć. To jak trucizna działająca z opóźnieniem wpuszczona do krwioobiegu.

Nie chcę mi się powtarzać tutaj całej wymiany, powiem tyle, że według mojego respondenta dowodem na zbawienie przez wiarę jest Abraham i Rahab. O ile dobrze pamiętam (a nie chce mi sie sprawdzać), Bóg obiecał Abrahamowi, że jego potomstwo będzie liczne jak gwiazdy na niebie oraz rozległy obszar ziemi (którą to obietnicę państwo Izrael, założone w 1948 r., odnosi do siebie). Rahab natomiast, przechowawszy izraelskich zwiadowców, uzyskała od nich (nie od Boga) zapewnienie, że po zdobyciu Jerycha ona sama i jej rodzina będzie oszczędzona, jeśli wywiesi w oknie czerwoną wstegę czy coś. Gdzie tu jest mowa o zbawieniu? 

Tymczasem w ewangeli św Mateusza są przytoczone słowa Jezusa dokładnie na ten temat. To dobrze znana dłuższa wypowiedź w której Jezus "podaje pytania/zadania egzaminacyjne". Zbawieni będą ci, którzy dali mu jeść, kiedy był głodny, pić, kiedy był spragniony, odziali, kiedy byl nagi, ugościli w podróży, odwiedzili w więzieniu itp. Natomiast potępieni, ci, którzy tego nie zrobili. Jedni i drudzy są zdziwieni, bo nie przypominają sobie spotkania z nim osobiście. Na co Jezus wyjaśnia, że "cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili".

Rzecz jest wyłożona jak krowa na miedzy. Jak bardzo talmudyczny trzeba mieć umysł, żeby ten fragment ewangeli zignorować, a szukać nadziei zbawienia przez samą wiarę w historii Abrahama, a zwłaszcza Rahab!

E.Michael Jones nazywa protestantów "judaizers" albo "judaizing christians", czyli utożsamiającymi się z Żydami. Teraz widzę jasno, że ma rację nie tylko w odniesieniu do Cromwella i jego siepaczy, lecz także luteran, o chrześcijańskich syjonistach  nawet nie wspominając.

I tak dochodzimy znowu do współpracy gojsko-izraelskiej, której niektórzy - nie ludzie to lecz wilki - rzucają kłody pod nogi. Np taki Joe Kent  "antiterrorist director" mianowany przez Trumpa złożyl rezygnację ze swojego stanowiska, gdyż nie mógł z czystym sumieniem brać udziału w hucpie wywołanej bez żadnej innej przyczyny niż presja/lobbing Izraela.

W wywiadzie udzielonym Tuckerowi Karlsonowi https://youtu.be/1cbw1utqzHg wyjaśnia, że nie bylo żadnego bezpośredniego zagrożenia ze strony Iranu i że miał ogromne trudności z dotarciem z tym przekazem do ucha prezydenta w przeciwieństwie do "various Israeli officials" intensywnie lobbujących za wojną. Podawać nazwisk nie chciał...

Karlson zapytał go w jaki sposób można wywrzeć presję na prezydenta USA, by wbrew obietnicy wyborczej i interesowi swego państwa wdał się w wojnę służącą wyłącznie zależnemu od niego sojusznikowi. Kent, oprócz lobbingu, wymienił groźbę zamachu na życie jego samego, lub członka rodziny...

W tym kontekscie pojawił się wątek Charliego Kirka. Agencja FBI zakazała sprawdzania śladów tego zamachu prowadzących za granicę. Na jakiekolwiek zapytania w tej sprawie ze strony dziennikarzy reaguje histerycznie. Bardzo trudno nie odnieść wrażenia, że to sprawka Mossadu. Charlie King bowiem wycofal sie z popierania "sprawy izraelskiej", co kosztowało go utratę hojnych sponsorów, a być może także życia...

W odpowiedzi na pytanie o wyjście z tej sytuacji Kent stwierdził, że należy rozmawiać z Izraelem przez "nowy zespół dyplomatów" bez podwójnego obywaelstwa i postawić rzecz na ostrzu noża: atakujecie bez naszej zgody, wstrzymujemy wsparcie finansowe i militarne (o ile dobrze pamiętam).

Tymczasem podwójne obywatelstwo mają dwaj główni negocjatorzy Trumpa Stephen Vitkov i Jared Kushner i raczej nietrudno zgadnąć gdzie leżała lojalność tych panów podczas rozmów pokojowych z Iranem w Omanie. Ewidentnie ich celem nie było osiągnięcie pokoju lecz rozpętanie wojny.

Kent przypomniał też o wcześniejszych wojnach w regionie również rozpoczętych na podstawie falszywych informacji podsuwanych przez izraelski wywiad. Wojnę w Iraku - w której sam walczył - ocenił jako katastrofę. W tej wojnie walczyli i ginęli nasi rodacy! Za co? Żeby wszystkie państwa sąsiadujące z bezcennym Izraelem były  zdestabilizowane i niezdolne do obrony! Warto było?

Miał także kilka uwag co do traktowania ludności cywilnej przez sojusznicze siły zbrojne, które - nawiasem mówiąc - korzystając z zamieszania zajeły już pół Libanu i to nie koniec. Do Iranu się nie kwapią, niech glupie amerykańskie goje tam wschodzą, skoro Kurdowie nie chcą. A przede wszystkim niech ciągły ostrzał niszczy infrastrukturę i w końcu doprowadzi kolejny kraj w regionie (po Iraku, Syrii, Libanie i Libii) do stanu upadłości.

Wszystkie te koszmarne informacje nieco mnie jednak pocieszają. Okazuje się bowiem, że nie tylko nasza nieszczęśliwa ojczyzna jest niesuwerenna i rządzona przez jawnych zdrajców, ale największe mocarstwo świata też!

środa, 11 marca 2026

O potomkach Kaina i Abla

Czytam Krew na naszych rękach? Pawła Lisickiego. Bardzo lubię go słuchać dla niezwykle logicznego i zdyscyplinowanego wywodu oraz trafności i precyzji, z jaką namierza problem, natomiast jego styl pisarski zazwyczaj mnie męczy jako zbyt suchy. Lutra nie zmogłam, nie pamiętam czy doszłam do połowy. Tym razem jest inaczej. To książka pisana z ogniem, tym samym który skłonił spokojnego i kulturalnego redaktora do grzmotnięcia z rozmachem w radio na dźwięk słów jakiekoś debila że "My, Polacy, mamy krew na rękach".

Czyją krew? Macie trzy zgady! Tak, oczywiście, wszyscy trafili za pierwszym razem - żydowską! Nikt się chyba nie dziwi, że radio nie przeżylo ataku rozsierdzonego publicysty. On jednak nie poprzestał na destrukcji niewinnego odbiornika, chwycił natychmiast za pióro aby rozprawić się z holokaustiańską hucpą.

Na początku referuje mentalne wysrywy wszelkiej maści samozwańczych intelektualistów wiadomego pochodzenia, którzy dowodzą m.in. że Żydzi pochodzą od Abla, a cała reszta ludzkości - znaczy Goyim - od Kaina. Żydzi są zawsze niewinni, a Goje-Kainnici wręcz przeciwnie. Powtarzam: zawsze!

To prosty wzór, więc możemy podstawiać dane. Zacznijmy od Epsteina. Grupa etnicza? Żyd i to jeszcze, panie, aszkenazyjski, a więc najwyższa kasta izraelska. Z kim współpracuje? Z Mossadem oczywiście, narodowość jak wyżej. Dla kogo? Rządu Izraela! Którego szefem jest obecnie? Bibi Netanjahuuuuu! Czyli do czyich potomków zaliczymy wyżej wymienione osoby? Abla, oczywiście! A więc są? Niewinni jak baranki bez skazy prowadzone na rzeź, podobnie jak żydowski policjant pakujacy swoją swoją rodzinę do pociągu do Treblinki, by ocalić własną dupę.

A Lew Trocki, właściwie to Bronstein, też był z domu starozakonny, znaczy całkowicie niewinny jako potomek Abla. Tymczasem:

w pierwszym z wybudowanych łagrów postawił pomnik Kainowi zabójcy brata Abla. Marksistowski immoralizm miał oznaczać odejście od chrześcijaństwa, przykazania " nie zabijaj" i etyki, która powstała na jej bazie. Teraz to człowiek miał wyznaczać granice "moralności". Komunizm i nazizm miały te same korzenie.

A może jest tak, że "Za winy Trockich płacą Bronsteinowie"? Ale zaraz, jakie winy? Jedni i drudzy są przecież niewinni, czyż nie? Niewinni jak Gienrich Grigoriewicz Jagoda (znaczy Jenoch Gierszonowicz Ijagoda) Organizator systemu łagrów i Gułagu, współtwórca stalinizmu i jego prześladowań, współorganizator wielkiej czystki, odpowiedzialny za niezliczoną ilość ofiar (jak podaje Wikipedia). Ale te ofiary to chyba Goje były. Znaczy winni z definicji!

To dokładnie tak jak w dowcipie o kapitanie/nauczycielu: 

  1. Kapitan ma zawsze rację.
  2. W przypadku, gdy jednak nie ma racji patrz punkt1!

Ben Gurion miał powiedzieć do Żydów przybyłych do Palestyny tuż po wojnie "Jeśli przeżyliście to znaczy, że jesteście ostatnimi łajdakami". Ciekawe co powiedziałby do licznej grupy wybitnych specjalistów od wyrywania paznokci, którzy zasiliła izraelską klasę wyższą po 1968? Jakże jednak się mylił! Przecież Żydzi z definicji są niewinni, a jeśli przypadkiem okazują się ostatnimi łajdakami albo sadystycznymi oprawcami to patrz punkt pierwszy!

Winni czy niewinni, potomkowie Abla czy Kaina, a może Neandertalczyków albo "innej malpy" w swoim zachwycajacym "państwie położonym tam, gdzie chce" (jak mówi dr Szewko) zachowali sprawdzone metody z czasów rewolucji październikowej,wprowadzania komunizmu w krajach satelickich ZSRR i utrwalania władzy ludowej. Wyrywanie paznokci praktykowane przez Mossad do dziś dnia jest tego najlepszym dowodem.

Wnieśli do polityki międzynarodowej nowe standardy jak porwania przeciwników politycznych, zabijanie negocjatorów, rozpoczynanie wojny w trakcie rozmów pokojowych, rozwalanie przywódców sąsiednich państw wraz z rodziną za pomocą pocisków, strzelanie do bezbronnych, w tym także wolontariuszy niosącym pomoc ludności cywilnej. Właściwie te standardy są stare jak świat. Podczas wojen plemiennych wyrzynano przecież wszystkich z kobietami, dziećmi i starcami do ostatniego niemowlęcia, czyż nie?

Oni nas po prostu wyzwalają od jarzma chrześcijańskich przesądów w dziedzinie moralności w polityce i życiu prywatnym. Chcą nas nawet wyzwolić od demoralizujących, antysemickich utworów literackich zwanych ewangeliami, które są odpowiedzialne za holokaust!

Palestyńczyków wyzwalają od swojej ziemi, Irańczyków od głowy państwa i dowódców armii, Libańczyków już nie wiem od czego, a ci niewdzięcznicy ich nienawidzą, choć nie czytają ewangelii! Jak to wyjaśnić? Nie  wyssali antysemityzmu z mlekiem matek jak Polacy, ale go nabyli w niewyjaśniony sposób! Ale czegóż oczekiwać od potomków Kaina! 

"Bibi's bunker" umieszczony w sercu Tel Avivu, wśród budynków mieszkalnych, trafiony pociskiem, którego nie powstrzymała żelazna jarmuła, to jest chciałam powiedzieć kopuła. Jego dom też, podobno zginął brat - Jeb Netanjahu. O samym Bibim powiadają, że polata prywatnym samolotem to tu to tam (Monachium, a może Maralago), bo ma świadomość, że jest następny w kolejce.

Nie wiem jak się ta wojna rozwinie, ale wczorajsze nocne zdjęcia z tel Avivu robią wrażenie.

P.S.

Nie odmówię sobie krótkiego wierszyka, nawet nie limeryka

W Tel-Avivie pociski z Iranu

narobiły niezlego rabanu.

Aż Bibi Netanjahu

porobił się ze strachu

że wkrótce pójdzie do piachu! 

 

A żelazna kopuła

niczym wielka jarmuła,

co nad miastem wisiała

nie na wiele się zdała

pociski przepuszczała!

 

wtorek, 11 kwietnia 2023

Nieznośna względność oceny skandali seksualnych

Znalezione na twitterze (salon 24) - Dalajlama istruuje chłopca, żeby ssał jego język:


Warto zwrócić uwagę, że to jakaś oficjalna okazja - jest glośnik na pierwszym planie i fotografia prasowa, ergo nikt z obecnych nie uznał zachowania Dalajlamy za coś zdrożnego.

Na ile oceniać wiek chłopca? A samego Dalajlamy?
Jakby nie liczyć to nie młodzieniec z duszpasterstwa akademickiego, ani kleryk z seminarium.

Obstawiam, że media lewicowo -liberalne wytłumaczą to różnicami kulturowymi, jeśli w ogóle podejmą temat.

Tybetańscy mnisi - w tym tak zwani "wysoko zrealizowani mistrzowie" - na wystepach w Europie i USA spowodowali mnóstwo skandali seksualnych, o których pies z kulawą nogą nie słyszał. Ciekawa jestem dlaczego?

No cóż, były ojcze Marcinie Mogielski, obawiam się, że zmiana wyznania nie uchroni cię przed kontaktem ze złem. Nie mam na myśli nieprzyjemności czy zlośliwości, tylko zło zło.
Zresztą zawsze pouczałeś wiernych, że wszyscy zostaną zbawieni, choćby nawet tego nie chcieli. Nie ma więc różnicy kogo chędożą, macają lub liżą, czyż nie?

W twoim niebie ks. Dymer i jego podopieczni będą sie cieszyć swoim towarzystwem podobnie jak były o. Maliński i jego groupies? Czyż to nie rozkoszna wizja?

Wszyscy będą zbawieni, jeśli mają wiarę, nawet jeśli będą się
pławić sie w grzechach ciężkich 24 h na dobę, jak twierdził Luter, twoj nowy mistrz, czyż nie? 

A co jesli w swoim nowym kościele zetkniesz się z czymś podobnym? Do czego się odwołasz? A co jeśli teraz media lewicowo-liberalne nie będą zainteresowane tematem? Do kogo pójdziesz?

P.S.


Jakie to bylo łatwe do przewidzenia!!!



środa, 9 czerwca 2021

Św. Dominik przewraca się w grobie...

 ... patrząc na zakon, który założył do walki z herezją.

Wracając z przychodni na pl. Dominikańskim (gdzie z pewną panią zrobiłyśmy niezłą akcję wyrzucania przedstawiciela handlowego z gabinetu dermatologa) z przyzwyczajenia weszłam do Kościoła św. Wojciecha. Trafiłam na Ewangelię i kazanie sławnego o. Marcina Mogielskiego, który tak porządnie się zachował, opowiadając się po stronie ofiar o. Pawła Malińskiego, w tzw. skandalu wrocławskim.

Jeżeli ktoś chciałby się dowiedzieć na czym polega herezja modernizmu w czystej postaci, to powinien posłuchać wywodu o. Marcina luźno zainspirowanego dzisiejszym czytaniem z Ewangelii św. Mateusza (5, 17-19). Najkrócej rzecz ujmując nie należy wyśmiewać się z tego, co przekazały nam przeszłe pokolenia, choć to takie głupie i naiwne. Wszyscy bowiem jesteśmy w procesie ewolucji i przyszłe pokolenia będą wyśmiewać się z nas (np. z tego, że dominikanie chodzili w habitach). Depozyt wiary też ciągle ewoluuje i to co niegdyś wydawało się prawdą, teraz nią już nie jest. 

Kiedyś wierzono, że Pan Bóg karze ludzi piekłem za złe życie (choć już Orygenes i św. Grzegorz z Nyssy mieli inne zdanie), a teraz wiemy, że to nieprawda, bo Chrystus umarł za wszystkich i zbawił wszystkich (tzn. wszyscy są zbawieni, choćby nawet nie chcieli). Dobre uczynki są tylko wyrazem bezinteresownej miłości i nic nie zmieniają w naszej sytuacji. Coś takiego głosił też Luter, a potem był zdziwiony całkowitym upadkiem wszelkich dzieł miłosierdzia wśród swoich wyznawców kontrastującym z ich rozkwitem w Kościele Katolickim.

Kiedyś bito dzieci!!! Strachem zmuszano je do uległości! Wychowywano niewolników, a nie ludzi wolnych. A tymczasem z niewolnika nie ma pracownika! Wszystko ewoluuje, znaczy wszystko jest płynne jak nie przymierzając u Baumana... Znaczy Prawdy po prostu nie ma! Uznajemy za nią raz to, raz coś innego jak nam się w danym momencie wydaje...

Rozglądam się po kościele- wszyscy słuchają spokojnie, a mnie tymczasem bardzo świerzbi ręka i nie tylko od egzemy... Po kazaniu wychodzę. Mam całkowitą jasność, że nie powinnam pozostawać tu ani chwili dłużej. Jeśli tak ma wyglądać Kościół przyszłości, to dziękuję bardzo.

P.S.

  1. Zastosowanie teorii ewolucji do chrześcijaństwa proponowane przez Teilharda de Chardin zostało w swoim czasie przez Kościół potępione, podobnie zresztą jak poglądy Orygenesa. Czy od tego czasu pojawiło się jakieś nowe sekretne objawienie, które nakazuje zrewidować dotychczasową doktrynę? Czy jest to odkrycie bardzo otwartego o. Marcina Mogielskiego, papieża Franciszka czy jakiegoś niewierzącego niemieckiego teologa? 
  2. Nic mi nie wiadomo, żeby absurdalna wiara w postęp była oficjalną doktryną Kościoła. Gdyby tak było musielibyśmy uznać o. Marcina Mogielskiego, za lepszego teologa niż św. Tomasz z Akwinu, a jego autorytet w sprawach wiary i moralności większy niż wszystkich Ojców Kościoła, papieży i soborów przeszłości. 
  3. Postęp ludzkości  jest szczególnie dobrze widoczny w dziedzinie sztuki, wystarczy porównać malarstwo Tycjana z beczką pełną odchodów słonia- "dzieło" holenderskiego "artysty", którego nazwiska nie pamiętam. 
  4. Masowa aborcja, doświadczenia na płodach, zabijanie na narządy, surogacja, wymuszona akceptacja dla pederastii, programowe zaburzanie dzieciom identyfikacji płciowej, eutanazja - to ewidentne dowody na postęp w dziedzinie moralności...
  5. Kiedyś bito dzieci w celach wychowawczych. Cóż za okrucieństwo! Dziś się je zabija milionami w łonach matek, zabiera rodzicom pod najbardziej idiotycznymi pretekstami, sprzedaje do burdeli albo na części zamienne. Postęp moralny ludzkości jest imponujący. Kościół musi za nim nadążyć!
  6. Piekło będzie puste! O. Mogielski jest lepiej poinformowany niż Pan Jezus, który na kartach Ewangelii wielokrotnie twierdzi coś przeciwnego! Ach, przecież to nie jego słowa! To głupi ewangeliści włożyli mu w usta stan świadomości swoich współczesnych! Ach, przecież to nie ewangeliści znani z imienia są autorami Ewangelii, tylko ktoś całkiem inny. Skąd to wiadomo? No właśnie nie wiadomo! Ktoś musiał mieć sekretne objawienie wyższej rangi niż Pismo Święte...
  7. Powinniśmy mieć szacunek, dla tych głupich i śmiesznych ignorantów, którzy przekazali nam wiarę? Właściwie dlaczego, skoro tyle prywatnych objawień zdarza się ludziom otwartym na Ducha Świętego. Tylko w samym zakonie kaznodziejskim o. Paweł Maliński i o. Marie-Dominique Philippe wnieśli świeże podejście do seksu rytualnego jako narzędzia uzdrowienia!
  8. Słowa o szacunku dla pogardzanych prostaczków były - jak podejrzewam - zainspirowane komentarzem Pawła Lisickiego do wywiadu z o. Szustakiem, z tym że publicysta nie traktował naszych przodków protekcjonalnie, tylko wskazywał na obiektywną wartość ich pobożności i wierności.
  9. Było coś jeszcze o formowaniu dogmatów wiary, że jest bardzo niewłaściwe, bo ogranicza Ducha Świętego. Nauka Kościoła powinna być bezkształtną magmą, aby wszystkie, dokładnie wszystkie poglądy się zmieściły, bo po co ludzi dzielić!
  10. O. Mogielski nie wspomniał o akceptacji dla związków homoseksualnych, choć miałam nieodparte wrażenie, że całe jego kazanie jest do tego wstępem (tu mogę się mylić i krzywdzić przykładnego zakonnika brzydkimi podejrzeniami).

piątek, 27 marca 2020

Kościół a pandemia, czyli o pogrobowcach Lutra...

Czytam książkę Pawła Lisickiego o Lutrze (Luter. Ciemna strona reformacji). Przygnębiającą lekturę przeplatam  filmem Grzegorza Brauna Luter i rewolucja protestancka, który oglądałam już chyba 4 razy.

Jedna rzecz mnie uderza - Luter schroniwszy się w klasztorze przed karą śmierci za zabicie człowieka w pojedynku, strasznie się męczy. Według ks. Guza zdarza mu się spowiadać 30 razy dziennie - wyrzuty sumienia  czy perfekcjonizm? Boi się potępienia, a jednocześnie zaniedbuje odmawianie brewiarza i innych przepisanych modlitw, które na poziomie czysto ludzkim pomagają mnichom zachować równowagę psychiczną i pogodę ducha. Po wielu latach i oszałamiającym sukcesie, jaki w strukturach zakonu odniósł, dochodzi do wniosku, że nikt nie jest w stanie sprostać ideałowi życia monastycznego, ani nawet cnotliwego życia świeckiego. Nikt nie jest w stanie, bo Luter nie jest w stanie.

Skąd my znamy to rozumowanie - człowiek współczesny nie jest w stanie zachować czystości przedmałżeńskiej, powstrzymać od aktów homoseksualnych albo od zdrady małżeńskiej - nie należy więc od niego tego wymagać, ani napominać, że błądzi. Pytanie jest o którym człowieku współczesnym mówimy. Ktokolwiek to jest nie należy jego niezdolności rozciągać na cała populację.

Luter, który musiał dziennie wypijać 7 litrów słodkiego wina, żeby utrzymać dobry nastrój, a kiedy jego żona nie była w stanie go zaspokoić seksualnie używał do tego celu jej służącej, z całą pewnością nie jest przykładem poziomu moralnego przeciętnego człowieka swoich czasów. Człowiek który zezwalał popierającemu go księciu na "dodatkowe małżeństwo" z młodą dziewczyną, choć ten miał żonę i 7 dzieci (a kiedy rzecz się wydała pouczył go, żeby wszystkiego się wyparł, gdyż kłamstwo "w służbie ewangelii" miłe jest Bogu) jest raczej przykładem wyjątkowego cynizmu niż jakkolwiek rozumianej normy. Nawoływanie książąt do wybicia zbuntowanych chłopów do ostatniego łba po uprzednim łamaniu kołem, lub powieszenia wszystkich kardynałów po uprzednim wyrwaniu języka, nie odzwierciedla przeciętnego poziomu okrucieństwa klasy rządzącej, tylko ekstremum.

Nawet gdyby Luter nie był tak skrajnym przykładem odstępstwa od norm obyczajowych swoich czasów tylko się w nich mieścił, to i tak jego niezdolność do czegokolwiek nie jest dowodem na nic.
Świadczy o tym nie tylko armia świętych mnichów i mniszek, małżonków i "singli", lecz także rozliczni przeciętni śmiertelnicy starający się wieść dobre życie w ramach swoich możliwości, nie wspominając o wielkich grzesznikach, którzy z pomocą Bożą podźwignęli się z najgłębszego upadku.

Absurdalność negowania wszystkiego, co nie mieści się w jednostkowym doświadczeniu jest ewidentna, a jednak robi karierę także w Kościele, niestety. Nadprzyrodzony aspekt naszej wiary zostaje zanegowany, bo nie mieści się w doświadczeniu teologów. Według nich rozmnożenie chleba i ryb to podzielenie się zapasami, a zmartwychwstanie to pozostanie we wdzięcznej pamięci uczniów.

Zwierzęta czując zbliżające się tsunami czy trąbę powietrzną uciekają w bezpieczne miejsca. Dzięki bardziej wrażliwym zmysłom mają kontakt z obszarami rzeczywistości dla nas niedostępnymi. Mam nadzieję, że żaden kretyn tego nie neguje wbrew faktom. Dlaczego więc logiczny wniosek, że rzeczywistość, jest o wiele rozleglejszą dziedziną niż jesteśmy w stanie odebrać naszymi słabymi zmysłami i objąć ograniczonym rozumem jest tak trudny do przyjęcia?

Pewien młody dominikanin w tonie prześmiewczym wyrażał się o zagrożeniach duchowych, a jednocześnie na tzw "mszach o uzdrowienie" organizowanych przez grupy odnowy w Duchu Św. dawał popisy "daru języków", który brzmiał mniej więcej tak: karia gloria karia... Kilka ulic dalej pewien paulin na nocnym czuwaniu wznosząc  "modlitwę w jezykach" mówił: szaria gloria szaria... Oba języki musiały być bardzo blisko spokrewnione...

Inny dominikanin w średnim wieku nie mógł zrozumieć "pędu do cudowności", którego sam nie podzielał, na swoich mszach wolał mówić o opresyjnym patriarchacie w Kościele... Jakby na to nie patrzeć Jezus ten pęd rozumiał czyniąc rozliczne znaki i cuda, o czym można dowiedzieć się z wiarygodnych źródeł...

Tak wiem, należy je rozumieć metaforycznie, co innego uzdrowienia dokonywane przez Marcina Zielińskiego popieranego zawzięcie przez o.Szustaka OP i pół episkopatu, te są niewątpliwie prawdziwe...

Bardzo przykro patrzeć na zachowanie Kościoła wobec świata przypominające umizgi zakompleksionego nastolatka, który za wszelką cenę chce zdobyć akceptację grupy rówieśniczej. Tyle żeśmy słyszeli, że to wszystko w imię przyciągnięcia młodych, a tymczasem wystarczyło dalekie widmo epidemii, żeby nadgorliwie zamykać drzwi przed wszystkimi, przyznając tym samym rację Lutrowi, że sakramenty są nie tylko zbyteczne, lecz także niebezpieczne dla zdrowia...

środa, 12 września 2018

Klerykalizm?

Ciekawy dalszy rozwój sytuacji. Papież Franciszek zapewniony o lojalności i wsparciu przez swoją przyboczną radę dziewięciu kardynałów ogłosił, że to szatan odkrywa grzechy biskupów, żeby zgorszyć wiernych. Ciekawa jestem jak skomentuje to o. Dostatni, czy tez cytowany przez niego jezuita, który tak przekonywająco tłumaczył nam czym jest klerykalizm. O ile dobrze pamiętam polega on na tym, że istnieje grupa ludzi wyjęta spod wymagań obowiązujących wszystkich innych w Kościele...

Ks. Izakowicz-Zalewski twierdzi, że naszego biskupa Paetza krył nuncjusz papieski Kowalczyk, jego bliski przyjaciel.  Dopiero Wanda Półtawska niczym druga św. Katarzyna ze Sieny doręczyła list papieżowi. Sprawa nie została nigdy wyjaśniona i nie wiadomo czy poznański arcybiskup był winny zarzucanych mu czynów czy nie.

Kardynał Wuerl, który z uporem i wbrew faktom twierdził, że nic nie wiedział o gorszących czynach swego poprzednika kardynała McCarricka, pod naporem opinii publicznej zrezygnował ze swojego stanowiska.

Onegdaj przeor dominikanów we Wrocławiu łajał wiernych za ich straszliwy polski klerykalizm winny wszelkiego zła w Kościele, a wychodzi na to, że przekonanie o wyjątkowości i nie podleganiu wymaganiom moralnym obowiązującym prostaczków jest charakterystyczne raczej dla duchowieństwa, a szczególnie wyższego.

Św Piotr Damiani w Księdze Gomory z 1049r. dowodzi z zapałem, że mężczyźni winni grzechów sodomskich, w tym masturbacji (indywidualnej i w parach), nawet po ich odpokutowaniu nie mogą być dopuszczeni do żadnych godności kościelnych. Bardzo przenikliwie opisał niebezpieczeństwo sytuacji kiedy jeden sodomita spowiada drugiego, z którym współżył.  Oczywiste jest w takim przypadku relatywizowanie grzechu, praktyczna jego akceptacja i brak skruchy.

W starym Tygodniku Powszechnym o. Prusak SJ stwierdza, że w polskim kościele jest od 25 do 40% homoseksualistów. Ich problem według jezuity nie polega na nieszczęsnej skłonności tylko na trudności w zachowaniu celibatu. Czy te  rzeczy się ze sobą nie wiążą? Czy homoseksualizm nie jest związany z zachowaniami kompulsywnymi? A co to oznacza w praktyce? Jak ta trudność w zachowaniu celibatu wygląda w życiu parafii czy zakonu? Zdaniem o. Prusaka homoseksualiści są często znanymi duszpasterzami o większej wrażliwości i zdolności wysławiania się. Rozumiem, że to równoważy homoseksualny seks z dostępnymi w parafii lub zakonie (młodymi) mężczyznami ?

Delikatnie polemizuje z nim Roman Graczyk na wpolityce.pl  Stwierdza, że 40 % homoseksualistów to jednak znaczna nadreprezentacja i byłaby niepokojąca nawet gdyby chodziło o otyłych, a przecież nadwaga nie wiąże się z tak drastycznym zaprzeczaniem nauce kościoła jak sodomia. Autor jest nieco zaskoczony spokojem z jakim O. Prusak podaje te szokujące dane.

E.Michael Jones twierdzi konsekwentnie, że zakon jezuitów jest piątą kolumną w Kościele, a jego zadaniem jest wywrócenie całej katolickiej nauki moralnej. O. James Martin SJ były papieski doradca jest twarzą kampanii progejowskiej. Według Jonesa zakon należy jak najszybciej rozwiązać.

Obawiam się, że papież Franciszek i jego otoczenie mają dla nas następującą ofertę: grzeszcie śmiało (cytując Lutra), żyjcie sobie w wolnych związkach w dowolnych konfiguracjach, stosujcie antykoncepcję, a w uzasadnionych wypadkach nawet aborcję, nie interesuje nas w co wierzycie, ale nie interesujcie się nami - ani naszym życiem seksualnym, ani finansami, ani naszą wiarą lub jej brakiem. Nie mówmy o wstydliwych tematach jak podziemny Kościół w Chinach, który właśnie zdradziliśmy. Mówmy o globalnym ociepleniu. Napiętnujmy tych, którzy nie sortują śmieci, a neopelagiańskich rygorystów i faryzejskich konserwatystów po prostu ignorujmy, niech się udławią własną żółcią.

niedziela, 25 października 2015

Wspólczuję Słoweńcom i tropię herezję


W kwestii "uchodźców" nie mam nic więcej do dodania. Incydent w Słowenii (w Brezicach) z podpaleniem namiotów i robieniem sobie selfie na ich tle nikogo chyba już nie był w stanie zaskoczyć. Współczuję Słoweńcom z całego serca. Niech stawiają płot na granicy z Chorwacją jak najszybciej. Chorwaci, Serbowie i Macedończycy też powinni o tym pomyśleć. Grecy są ewidentnie dogadani z Putinem i nie zamierzają bronić się przed najazdem - ich sprawa! Niech Merkel posyła po swoich gości samoloty. My też powinniśmy postawić płot na granicy z Niemcami (w razie gdyby nam chcieli wcisnąć jakiś procent) - ostrożności nigdy dość!

Oglądałam niedawno odcinek mojego ulubionego programu Journey Home z dr Davidem Andersem,  kolejnym protestantem, który studiując teologię i historię Kościoła nawrócił się na katolicyzm. Wspaniałe świadectwo, obejrzałam co najmniej 2 razy i pewnie jeszcze do niego wrócę. Zwróciłam uwagę na pewien istotny szczegół. Otóż dr Anders zauważył, że protestanci za przewodem Lutra miotają się między dwoma biegunami - niepokojem czy ich wiara jest odpowiednio wielka aby zapewnić usprawiedliwienie i euforią, że już zostali zbawieni skoro mają wiarę. Po momencie euforii znowu wracają wątpliwości czy ta wiara to jest czy jej nie ma i jak to sprawdzić.
Jak wielu konwertytów dr Anders doświadczył ogromnej ulgi w zetknięciu z obiektywnymi kryteriami Kościoła Katolickiego - jeśli ktoś przyjmuje jego nauczanie ma wystarczającą wiarę, jeśli postanawia zerwać ze złem i wyznaje swój grzech na spowiedzi jest mu odpuszczony. Nie muszą temu towarzyszyć żadne emocje.
Ja sama odczułam ogromną ulgę słuchając tego. Zetknęłam się bowiem w życiu z wieloma protestantami i katolikami (w tym duchownymi), którzy albo opowiadali o spotkaniu z Chrystusem, swojej z nim relacji itp. albo pytali o moje ewentualne z nim spotkanie i relację. Zawsze się strasznie męczyłam próbując szczerze odpowiedzieć. Jedyna odpowiedź jaka przychodziła mi do głowy, to, że ten język nie opisuje rzeczywistości wiary i żadne moje doświadczenie nie odpowiada takiemu opisowi. Podobnie było z zaproszeniem Jezusa do serca i przyjęciem jako osobistego zbawcy. Pomysł - szeroko rozpowszechniony wśród protestantów, że taki akt jest wystarczający do zbawienia - nie był znany nawet XVI-wiecznym reformatorom: Lutrowi, Kalwinowi i Zwingliemu.

Tak więc całą moją udrękę zawdzięczam heretykom jawnym i ukrytym. Katolicka ortodoksja nie ma z tym nic wspólnego!