Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grzegorz Braun. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grzegorz Braun. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 marca 2020

Koronawirus, a "mentalność oblężonej twierdzy"

Znowu jestem uziemiona przez swoje okropne zatoki. Posunęłam się nawet do samodzielnego zaaplikowania sobie antybiotyku (miałam w domu jako pozostałość po dawniejszej kuracji). Starczy mi na trzy dni, a potem nie wiem, bo jestem nieubezpieczona. Siedzę więc w domu i wszywam nową podszewkę do starej (ale jarej) zamszowej kurtki. Po wczorajszej sesji bolą mnie mięśnie przedramion i dłoni.  Jaką krzepę musiały mieć te wszystkie indiańskie i eskimoskie kobiety szyjące skóry kościanymi igłami?!! Po takim treningu mogły zapewne ogłuszyć bizona albo innego wieloryba uderzeniem pięści!!! Ja, będąc niewiastą krzepką, a zawziętą, z trudem przebijam cienki zamsz ostrą, stalową igłą (moja maszyna nie szyje skór).

Witold Gadowski jest zdania, że obecny koronawirus jest genetycznie modyfikowany w laboratoriach amerykańskich i chińskich, a wydostał się na świat raczej przez przypadek - zakażonego człowieka lub używane do doświadczeń zwierze. Jeśli to prawda, to dobrze wiedzieć, że ktoś finansuje i prowadzi badania mające na celu wyhodowanie groźnego patogenu zdolnego do spowodowania pandemii paraliżującej gospodarki wszystkich państw na świecie, a przy okazji uwalniającego społeczeństwa od ciężaru utrzymywania ludzi starych i chorych...

W filmie Grzegorza Brauna Luter i rewolucja protestancka pewna norweska publicystka, uśmiechając się cały czas do kamery, opowiada jak w pogańskiej Skandynawii wynoszono do lasu niechciane noworodki, a starych ludzi zrzucano ze skał. Dopiero wprowadzenie chrześcijaństwa zmieniło tradycyjne zwyczaje. Nic dziwnego, że odrzucenie chrześcijaństwa skutkuje powrotem do tych pogańskich praktyk, z tą jednak różnicą, że mordując swoje dziecko lub starego rodzica trzeba jeszcze zabulić kupę kasy w "klinice" aborcyjnej lub eutanazyjnej.

W Hiszpanii odłącza się starszych ludzi od respiratorów, jeśli potrzebne są młodszym, silniejszym i bardziej rokującym... Domy starców są zostawione bez żadnej opieki medycznej, nawet nie ma kto sprzątać trupów... We Włoszech ludzi po 65 roku życia nawet do respiratorów się nie podłącza...

Organizacje "ekologiczne" zachwycone - planeta oczyszcza się sama od zbytecznych istnień ludzkich. Papież Franciszek orzekł, że pandemię spowodował gniew Natury. Nie miał jednak na myśli kary za grzechy przeciw naturze jak np akty homoseksualne czy aborcja, tylko "ekologiczne", które są jego osobistym wkładem w rozwój doktryny katolickiej. Wielu hierarchów - w tym arcybiskup Polak - pospieszyło z zapewnieniem, że w żadnym razie nie należy interpretować zaistniałej sytuacji jako kary Bożej, ani nawet wezwania do pokuty....

Tyle nas przekonywano, ze Kościół musi się pozbyć mentalności oblężonej twierdzy, że musi się otworzyć na świat i szukać ludzi, tam, gdzie oni są, a nie tam gdzie ich nie ma. Jak na ironię na wieść o pierwszych kilku zachorowaniach episkopat - wyprzedzając w popłochu instytucje świeckie - zamknął się przed wiernymi w twierdzy w sposób jak najbardziej dosłowny. Gavin Ashenden w którymś kolejnym odcinku Anglican Unscripted uznał, że w efektywności swej samolikwidacji Kościół prześcignął komunistów, nazistów i jakobinów, w takiej sytuacji znowu czas pomyśleć o zejściu do katakumb...




piątek, 27 marca 2020

Kościół a pandemia, czyli o pogrobowcach Lutra...

Czytam książkę Pawła Lisickiego o Lutrze (Luter. Ciemna strona reformacji). Przygnębiającą lekturę przeplatam  filmem Grzegorza Brauna Luter i rewolucja protestancka, który oglądałam już chyba 4 razy.

Jedna rzecz mnie uderza - Luter schroniwszy się w klasztorze przed karą śmierci za zabicie człowieka w pojedynku, strasznie się męczy. Według ks. Guza zdarza mu się spowiadać 30 razy dziennie - wyrzuty sumienia  czy perfekcjonizm? Boi się potępienia, a jednocześnie zaniedbuje odmawianie brewiarza i innych przepisanych modlitw, które na poziomie czysto ludzkim pomagają mnichom zachować równowagę psychiczną i pogodę ducha. Po wielu latach i oszałamiającym sukcesie, jaki w strukturach zakonu odniósł, dochodzi do wniosku, że nikt nie jest w stanie sprostać ideałowi życia monastycznego, ani nawet cnotliwego życia świeckiego. Nikt nie jest w stanie, bo Luter nie jest w stanie.

Skąd my znamy to rozumowanie - człowiek współczesny nie jest w stanie zachować czystości przedmałżeńskiej, powstrzymać od aktów homoseksualnych albo od zdrady małżeńskiej - nie należy więc od niego tego wymagać, ani napominać, że błądzi. Pytanie jest o którym człowieku współczesnym mówimy. Ktokolwiek to jest nie należy jego niezdolności rozciągać na cała populację.

Luter, który musiał dziennie wypijać 7 litrów słodkiego wina, żeby utrzymać dobry nastrój, a kiedy jego żona nie była w stanie go zaspokoić seksualnie używał do tego celu jej służącej, z całą pewnością nie jest przykładem poziomu moralnego przeciętnego człowieka swoich czasów. Człowiek który zezwalał popierającemu go księciu na "dodatkowe małżeństwo" z młodą dziewczyną, choć ten miał żonę i 7 dzieci (a kiedy rzecz się wydała pouczył go, żeby wszystkiego się wyparł, gdyż kłamstwo "w służbie ewangelii" miłe jest Bogu) jest raczej przykładem wyjątkowego cynizmu niż jakkolwiek rozumianej normy. Nawoływanie książąt do wybicia zbuntowanych chłopów do ostatniego łba po uprzednim łamaniu kołem, lub powieszenia wszystkich kardynałów po uprzednim wyrwaniu języka, nie odzwierciedla przeciętnego poziomu okrucieństwa klasy rządzącej, tylko ekstremum.

Nawet gdyby Luter nie był tak skrajnym przykładem odstępstwa od norm obyczajowych swoich czasów tylko się w nich mieścił, to i tak jego niezdolność do czegokolwiek nie jest dowodem na nic.
Świadczy o tym nie tylko armia świętych mnichów i mniszek, małżonków i "singli", lecz także rozliczni przeciętni śmiertelnicy starający się wieść dobre życie w ramach swoich możliwości, nie wspominając o wielkich grzesznikach, którzy z pomocą Bożą podźwignęli się z najgłębszego upadku.

Absurdalność negowania wszystkiego, co nie mieści się w jednostkowym doświadczeniu jest ewidentna, a jednak robi karierę także w Kościele, niestety. Nadprzyrodzony aspekt naszej wiary zostaje zanegowany, bo nie mieści się w doświadczeniu teologów. Według nich rozmnożenie chleba i ryb to podzielenie się zapasami, a zmartwychwstanie to pozostanie we wdzięcznej pamięci uczniów.

Zwierzęta czując zbliżające się tsunami czy trąbę powietrzną uciekają w bezpieczne miejsca. Dzięki bardziej wrażliwym zmysłom mają kontakt z obszarami rzeczywistości dla nas niedostępnymi. Mam nadzieję, że żaden kretyn tego nie neguje wbrew faktom. Dlaczego więc logiczny wniosek, że rzeczywistość, jest o wiele rozleglejszą dziedziną niż jesteśmy w stanie odebrać naszymi słabymi zmysłami i objąć ograniczonym rozumem jest tak trudny do przyjęcia?

Pewien młody dominikanin w tonie prześmiewczym wyrażał się o zagrożeniach duchowych, a jednocześnie na tzw "mszach o uzdrowienie" organizowanych przez grupy odnowy w Duchu Św. dawał popisy "daru języków", który brzmiał mniej więcej tak: karia gloria karia... Kilka ulic dalej pewien paulin na nocnym czuwaniu wznosząc  "modlitwę w jezykach" mówił: szaria gloria szaria... Oba języki musiały być bardzo blisko spokrewnione...

Inny dominikanin w średnim wieku nie mógł zrozumieć "pędu do cudowności", którego sam nie podzielał, na swoich mszach wolał mówić o opresyjnym patriarchacie w Kościele... Jakby na to nie patrzeć Jezus ten pęd rozumiał czyniąc rozliczne znaki i cuda, o czym można dowiedzieć się z wiarygodnych źródeł...

Tak wiem, należy je rozumieć metaforycznie, co innego uzdrowienia dokonywane przez Marcina Zielińskiego popieranego zawzięcie przez o.Szustaka OP i pół episkopatu, te są niewątpliwie prawdziwe...

Bardzo przykro patrzeć na zachowanie Kościoła wobec świata przypominające umizgi zakompleksionego nastolatka, który za wszelką cenę chce zdobyć akceptację grupy rówieśniczej. Tyle żeśmy słyszeli, że to wszystko w imię przyciągnięcia młodych, a tymczasem wystarczyło dalekie widmo epidemii, żeby nadgorliwie zamykać drzwi przed wszystkimi, przyznając tym samym rację Lutrowi, że sakramenty są nie tylko zbyteczne, lecz także niebezpieczne dla zdrowia...

wtorek, 14 maja 2019

Limeryki w duchu wyborczej logiki

Były prezydent Słupska
bardzo lubi nadstawiać dupska.
Choć nie nosi spódnicy
ta nadzieja lewicy
lepszy jest niż Nadieżda Krupska

Śmiszek, mąż Roberta Biedronia
z wysokiego spaść nie boi się konia,
a nuż szczęście zaświta
i fortuna obfita
czeka go na brukselskich błoniach

Opozycji wódz Grzegorz Schetyna,
co dostaje instrukcje z Berlina,
jedynki na każdej liście
przyznaje komuniście,
aż go cała Platforma przeklina

Idą konfederaci
nie nadmiernie na razie bogaci.
Po kadencji jednej w Brukseli
kasy w bród będą mieli
polskiej sprawy cni adwokaci

Korwin-Mikke, nasz celebryta,
do Brukseli wyrusza z kopyta.
By po tekście w dowolnym temacie
każdemu opadły gacie,
niecodziennych sposobów się chwyta.

Grzegorz Braun filmami wsławiony
język ma niewyparzony.
Chce pedałów batożyć,
dobrze w zad im przyłożyć
aż poszukają se żony.

Ministra od edukacji 
potrzebuje dłuższych wakacji,
by odpocząć po trudzie
ciężkiej orki na grudzie
i ciągłych perturbacji

Pan minister Joachim Brudziński,
narodu milusiński,
kukły Żyda bić nie pozwolił,
Izrael zadowolił,
szpiegom czujnie przygląda się chińskim

Saryusz-Wolski, eurodeputowany,
przeciw Tuskowi stawiany
choć się wypisał z Platformy,
ciągle nie traci formy
i znowu chce być wybrany

Pani premier Beata Szydlo
poprzerabia eurokratów na mydło.
Srodze im naurąga,
gdy trzeba, chwyci za drąga.
Nie pozwoli traktować jak bydło

Zjednoczona prawica
zasępione ma lica
konkurencja rosnąc zaczyna
za sprawą Żydowina,
co bezprawne roszczenia przemyca.

Koalicjanci platformy
wyrokiem niebios przekornym
to sami postkomuniści,
co nie zawiśli wśród liści
gdy czas był wrócić do normy

Wiosna Roberta Biedronia, 
chce uczyć walenia konia
niewinne drobne dziatki, 
co spod opieki matki
zabrano do przedszkola.



niedziela, 14 października 2018

Celebrykalizm, czyli czy można krytykować arcybiskupa?

Ks. Isakowicz-Zalewski stwierdził onegdaj, że za komuny SB wręcz polowała na księży homoseksualistów ze względu na idealną wręcz możliwość szantażu, a zwerbowawszy na tajnych współpracowników ułatwiała szybką karierę. Sprzeciw wobec dezubekizacji był więc w dużej mierze dziełem homolobby - ujawnienie tajnych współpracowników byłoby zarazem ujawnieniem sodomitów i ich ciemnych sprawek. Za jednym zamachem można było oczyścić Kościół z obu tych toczących go śmiertelnych chorób. Ponieważ tak się nie stało postacie takie jak np arcybiskup Życiński (TW Filozof) mogły zażywać statusu celebryty, fetowanego przez GW, do końca swych dni.

Z dwóch niezależnych źródeł (od Michalkiewicza i Międlara) słyszałam o występach gościnnych arcybiskupa lubelskiego w klubie gejowskim w czeskiej Pradze. Podobno tak się rozochocił, że ów przybytek sodomii zdemolował, doznając przy tym pewnego uszczerbku na zdrowiu. Za zniszczenia oczywiście zapłacił. Nasuwa się uzasadnione pytanie czy z pieniędzy archidiecezji.

Grzegorz Braun podczas jednego ze swoich wykładów na KULu zapytany o arcybiskupa Życińskiego wypowiedział się jednoznacznie negatywnie nazywając go m.in. łajdakiem (o ile dobrze pamiętam). Bardzo to oburzyło środowisko GW, a o.Dostatni posunął się do protestowania przeciwko przyznaniu reżyserowi nagrody (na festiwalu w Niepokalanowie) za znakomity film Eugenika.

Tymczasem o ile mi wiadomo czasownik "łajdaczyć się" oznacza nieuporządkowaną aktywność seksualną. Czy nie w takim celu odwiedza się gej-kluby? Natomiast rzeczownik łajdak jest synonimem nikczemnika, człowieka dopuszczającego się czynów odrażających moralnie. Czy współpraca z SB w przypadku księdza nie należy do tej kategorii? Czy podwójna zdrada wobec Boga i ludzi (jako współpracownik SB i sodomita) nie jest wystarczającym powodem do użycia tak mocnego określenia?

A może tak znaczna persona jak arcybiskup i to jeszcze zaprzyjaźniony z GW nie powinna podlegać krytyce ze strony zwykłych śmiertelników (nawet jeśli są znakomitymi dokumentalistami, propagującymi w swoich filmach katolicki punkt widzenia)? Czy to nie jest ów słynny klerykalizm o którym wspominał papież Franciszek przy okazji kryzysu "pedofilskiego"?. O. Dostatni pouczył nas na stronie dominikańskiej, że polega on na wyłączeniu grupy osób z odpowiedzialności za swoje czyny, zagwarantowanie im bezkarności przez nie dopuszczanie krytyki ze względu na ich status świętych krów.

Wyglądało to tak jakby w oczach o. Dostatniego agenturalna przeszłość i wołająca o pomstę do nieba sodomia arcybiskupa była niczym w porównaniu z bluźnierczym atakiem profana na świętą krowę. Jak to tak cham na pana? Ciemnogrodzianin na światłą elitę (nawet wątpliwej reputacji)?  I tu wracamy do mojej obsesji mianowicie hierarchii stadnej. Nie mam tu na myśli oficjalnego porządku podległości wprowadzonego w jakiejś instytucji w celach organizacyjnych, tylko hierarchię nieoficjalną opartą na przynależności do ekskluzywnego klubu i przyjmowaniu obowiązujących w nim poglądów, które stają się dla członków znacznie ważniejsze niż np dziesięć przykazań Bożych, o Ewangelii nie wspominając.

O. Dostatni oburzając się na gniewne wypowiedzi w Internecie na temat zaplanowanej debaty między biskupem a rabinem i nie dość gorliwą reakcję prokuratury, ujawnił swój własny (łatwy do przewidzenia) katalog grzechów głównych: "antysemityzm", "faszyzm" i "mowa nienawiści". Żadne z tych określeń nic nie znaczy (albo raczej można podłożyć pod nie cokolwiek, wedle zapotrzebowania), ale sygnalizuje przynależność do klubu ludzi światłych (virtue signalling).

Ludzie światli i kulturalni jak to wyraził Jacek Żakowski w rozmowie z Pawłem Lisickim przyjmują np panującą narrację o holokauście, która nie ma dokładnie nic wspólnego z historią i nie wychylają się ze swoim prowincjonalnym punktem widzenia nawet jeśli jest oparty na faktach. Mateusz Morawiecki mówiąc o "Jewish perpetrators" (na co istnieją setki dowodów w postaci ich pamiętników) zachował się jak ostatni cham pierdzący w towarzystwie królowej angielskiej. Przyznam, że na takie dictum szczęka klapnęła mi o bruk. Kategoria prawdy dla takich ludzi po prostu nie istnieje.

Niestety coś podobnego da się zaobserwować w Kościele. W zakonach i diecezjach istnieją nieoficjalne "katalogi grzechów śmiertelnych" które przyprawiłyby wiernych o zawał serca. Nikt ich expressis verbis nie artykułuje, ale można je stosunkowo łatwo zrekonstruować po objawach. Oto zakonnik urządzający alkoholowe libacje połączone z seksem oralnym i analnym między mężczyznami (w tym studentami z duszpasterstwa akademickiego) jest po prostu przeniesiony do stolicy, gdzie obejmuje urząd przeora, a inny - młodzieniec słabego zdrowia - nietaktownie zgłaszający przełożonym homoseksualne awanse ze strony współbraci - zawieszony (po uprzedniej próbie zamknięcia w szpitalu psychiatrycznym). Kardynał homoseksualista zaskoczony przez policję na zaprawionej kokainą homoseksualnej orgii, zorganizowanej przez swojego sekretarza, reprezentuje kościół na konferencji międzyreligijnej, a nuncjusz whistleblower ukrywa się w obawie o swoje życie po ujawnieniu kilku nieprzyjemnych faktów. Księdza, który spalił bluźnierczą tęczową flagę z krzyżem, zsyła się do psychuszki, a zakonnika jawnie propagującego grzech sodomski promuje jak primadonnę i obwozi po świecie jak - nie przymierzając - kobietę z brodą.

Lojalność obowiązuje wyłącznie wobec "swoich", więź - jak w mafii - scementowana jest umoczeniem w coś kompromitującego, W tym "kodeksie honorowym" nie istnieje Bóg, ani wierność wobec niego, ani - tym bardziej - świeccy wierni.  Zestaw prawd wiary wyznawanych przez owe elitarne kręgi jest też zupełnie inny od wiary zwykłych ludzi. Ta jest wstydliwym sekretem - demony, anioły, zagrożenia duchowe, rozmnożenie chleba i ryb, piekło, świętych obcowanie (przecież dusza i ciało są nierozdzielne!), grzech pierwszych ludzi, dziewictwo Maryi, niepokalane poczęcie, zmartwychwstanie - tego się już nie nosi!

Teraz "miłość" jest en vogue. Jest tak nieskończenie plastycznym i pojemnym pojęciem, że dokładnie wszystko można pod nie podłożyć -  zatroskanie rodziców o opóźnione w rozwoju dziecko i wizytę w dark roomie, opiekę nad starą matką i niezobowiązujący seks na  imprezie - dla każdego coś miłego.  Czyńcie co chcecie, jeśli tylko nazwiecie to miłością - parafrazując św. Augustyna albo otwartym tekstem: "grzeszcie śmiało" jak ujął to Luter, nowy święty Kościoła Katolickiego.

Równie spostponowane piękne słowo "miłosierdzie" oznacza po prostu akceptację dla grzechu, ze szczególnym uwzględnieniem sodomii wśród kleru.











środa, 10 października 2018

O oburzeniu o. Dostatniego

O. Dostatni się oburzył i dał temu wyraz na stronie dominikańskiej. Na wieść o wydarzeniu pt Debata dwóch ambon w kościele dominikanów w Lublinie jacyś źli ludzie dali upust bezsilnej wściekłości na swojej stronie internetowej, a prokuratura nie uznała tego za wystarczający powód do ścigania ich z urzędu.  Każdy ma prawo się oburzać, a nawet dawać temu wyraz, ale naprawdę przerażająca była dla mnie nowomowa lewicy, którą o. Dostatni się posługuję, z klasycznym arsenałem pałek do okładania przeciwników jak "faszyzm", "antysemityzm" i "mowa nienawiści".

Nie znam o. Dostatniego, zapewne nigdy nie uznałby mnie za godną rozmowy, ale z dobrego serduszka chciałabym wyjaśnić mu powód gniewu złych ludzi, bez grzmocenia ich wyżej wymienionymi pałami.

Dzieje ustawy o IPN uświadomiły nam wszystkim ile warty jest dialog z Żydami. Poziomu ich nienawiści i monstrualności rozpowszechnianych o nas kłamstw w Izraelu i na całym świecie,nie przeskoczymy nigdy. Pogróżki złych ludzi to zabawa przedszkolaków w porównaniu z cyniczną kampanią PR-ową przedziwnie zsynchronizowaną z polityka historyczną Niemiec, którą Żydzi prowadzą od lat celem ograbienia nas z majątku narodowego albo jeszcze gorzej. Każdy człowiek spoza salonu, do którego ojciec aspiruje, widzi to wyraźnie, a amerykańska ustawa 447 musiała otworzyć oczy wątpiącym. Jest to ewidentnie akt wrogi ze strony sojusznika, z którym wiążemy pewne nadzieje. Trudno mięć wątpliwości co do udziału potężnego żydowskiego lobby w tej sprawie.

Dziwne słowa biskupa Rysia, który zaliczył hitlerowców do chrześcijan, co pozostaje w jaskrawej sprzeczności z faktami, a także wypowiedzią papieża Benedykta XVI na ten sam temat, musiały rozdrażnić polską opinie publiczną, zwłaszcza w sytuacji prowadzonej przeciw nam wojny informacyjnej. Tak prowokacyjne virtue signalling skłoniło pewne środowiska do uznania go za pożytecznego idiotę albo wręcz zdrajcę, czemu trudno się dziwić.

Tzw. dialog z Judaizmem podjęty po Soborze Watykańskim II okazał się - oględnie mówiąc - jałowy. Jego jedynym skutkiem wydają się coraz dziksze oskarżenia Żydów pod adresem Chrześcijan. Ks. prof. Chrostowski, biblista i wieloletni uczestnik tego ryzykownego przedsięwzięcia, wielokrotnie wypowiadał się na ten temat w sposób bardzo wyważony, ale nie pozostawiający wątpliwości.

Jeżeli lubelscy dominikanie po tym wszystkim organizują debatę biskupa z rabinem, to musi to być odczytane jako rodzaj prowokacji. Prowokacja ma to do siebie, że może kogoś sprowokować np do nieszczególnie eleganckiej wypowiedzi w internecie ( nie każdy jest subtelnym salonowcem), organizatorzy powinni to wliczyć w koszta.

Groźby karalne nie były karalne, kiedy dotyczyły lidera opozycji za rządów PO-PSL. Pewien lubelski ex-polityk celebryta zapowiadał, że go odstrzeli wypatroszy, a skórę wystawi na sprzedaż czy coś równie dowcipnego. Czy sądzi ojciec, że akcja Piotra Cyby była zupełnie niezwiązana z tego rodzaju głosami? On też chciał odstrzelić Kaczyńskiego, z braku laku zamordował Marka Rosiaka. Oburzał się ojciec wtedy na "klasyczną mowę nienawiści" i "nawoływanie do przemocy"? Pytam, bo nie pamiętam, natomiast pamiętam, ojca próbę skłonienia jury festiwalu w Niepokalanowie do odebrania nagrody za znakomity film Eugenika przyznanej Grzegorzowi Braunowi, gdyż ten onegdaj wyraził swoją negatywną opinię o biskupie Życińskim podczas wykładu na KULu. Nie pamiętam czy użył słowa łotr, nikczemnik czy łajdak, żadne z nich nie jest uznane za wulgarne.

Obecną ekipę rządzącą można oskarżać o wiele, ale o antysemityzm akurat nie. Wyborcy zjednoczonej prawicy są zażenowani poziomem uniżoności i uległości władz RP wobec Żydów (zwłaszcza sekty Chabad Lubawicz) i ich roszczeń oraz pełni najgorszych przeczuć czym to się może skończyć.

Poza tym ani "antysemityzm" ani "faszyzm" ani "mowa nienawiści" nie zaliczają się - o ile wiem - do grzechów głównych, ani też grzechów wołających o pomstę do nieba. Natomiast zalicza się do nich homoseksualizm, zwłaszcza praktykowany przez duchownych i zakonników.

P.S.
Zajrzałam właśnie na stronę dominikańską - wszystkie komentarze pod tekstem o. Dostatniego są usunięte!!! Pierwszy rzeczywiście nie przebierał w słowach, ale pozostałe były cywilizowane w formie i treści (jeden nawet popierał punkt widzenia autora). Miałam nosa komentując go na swoim blogu!