Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aborcja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aborcja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 października 2024

O "prolajferce" Gajewskiej i jej Myrsze

Nie mam najmniejszej ochoty komentować sytuacji w kraju, bo wyszedł by z tego jeden wielki bluzg. Jednak stosunkowo "lightowa"- jak na możliwości obecnej ekipy rządzącej - afera Gajewskiej i Myrchy wyzwoliła we mnie taką reakcję emocjonalną, że muszę dać jej wyraz na blogu.

Słuchając przy robieniu obiadu o telefonie Gajewskiej do dziennikarza z Rzepy, w którym wyrażała się tak niecenzuralnie, że nie nadawało się to do zacytowania, złapałam sie na szczerej ochocie nakopania tej babie po ryju. Chęć ta się wzmogła kiedy zobaczyłam osławioną parę parlamentarzystów zasłaniających się małymi dziećmi (przyniesionymi na tę okoliczność do sejmu) jak tarczą przed zarzutami "złych ludzi".

Szukam w swoim czarnym serduszku, co mnie tak wk..wiło i wydaje się, że ma to związek rzeczywistą kastowością naszego społeczeństwa. Jedne dzieci są "zlepkami komórek" i można je bezkarnie zabijać w łonach matek (na podstawie jakiegoś świstka kupionego za pieniądze) i przy okazji łamać kręgosłupy lekarzom i dyrektorom szpitali, a inne są tak cenne, że zasłaniajac się nimi można bezkarnie wyłudzać dowolne ilości pieniędzy od państwa...

Miałabym w związku z tym kilka pytań do posłanki G. :

Dlaczego, k.rwo jedna, nie wyabortowałaś swoich trzech zlepków komórek, nie wiesz, że od tego planeta płonie? Nie płonie? Nie zlepki komórek? To dlaczego, kurwiszonie, swoją obłudną mordą, poprawioną photoshopem, promujesz eksterminację dzieci na koszt podatnika i zmuszanie uczciwych ludzi do przykładania do tego ręki? Szpitalom odbierane jest dofinansowanie za odmowę zabicia zdrowego dziecka w piątym miesiącu ciąży, a potem brakuje pieniędzy na leczenie chorych, bo jakaś durna cipa  najpierw się gzi, a potem myśli, a sejmowe kurwiszcza rządzącej koalicji za tym głosują...

Ale posłanka G. jest "pro life" pełna gębą. Może tego otwarcie nie deklaruje, ale ze swoim Belzebubem działają intensywnie aby jak najwięcej komórek "Myrcho-Gajewskich"się zlepilo. Na te zlepki kasa się znajdzie. Najpierw dlatego, że G. jest bogata z domu i żadną pracą rąk nie musiała sobie nigdy kalać. Po szkole poszła do "polityki" znaczy młodzieżówki PO i tak już zostało. Dojenie kasy państwowej to jej pomysł na życie. Nic sobą to bydle nie reprezentuje, poza byciem pazernym zepsutym bachorem... 

O oślizłym Belzebubie nie chce mi się nawet wspominać. Ciekawe czego zlepkiem jest? Może to po prostu hodowla plemników zaopatrzona w ch.j do wlewania do wnętrza posłanki G. Do tego rzeczywiście się nadaje, czego dowiódł czynem.

Wszystko to bardzo pięknie, ale dlaczego hodować zlepki komórek Myrcho-Gajewskich na koszt podatnika? Rodzice posłanki G. dali jej dom pod Warszawą, zapewne mogliby ją zatrudnić w swojej firmie z dobrą pensją wystarczajacą na opiekunkę do zlepków. Belzebub też mógłby jakoś zarabiać, w najgorszym razie pokazywać części ciała w filmach lub mediach społecznościowych..

Odpowiedź jest prosta wracamy nie tylko do mentalnośći plemiennej, ale wręcz stadnej. Rozmnażanie staje się przywilejem najwyżej postawionych w hierarchii. Na wykarmienie i wychowanie ich potomstwa pracuje cała reszta, która nie bedzie nigdy mogła sobie na taki luksus pozwolić. A gdyby jednak sobie pozwoliła to od czego jest aborcja? Aborcja to je dobre, czyż nie? Czemu posłanko G. nie pokazałaś tego czynem? Dlaczego zasłaniasz się teraz ze swoją Myrchą żywymi zlepkami, a nie ich zdjęciami po "zabiegu"? To dopiero byłoby europejskie i nowoczesne! 


poniedziałek, 19 września 2022

O aborcji i "produkcji ludzi"

Kiedy byłam dzieckiem - chyba w przedszkolu lub pierwszych latach podstawówki - ciągle sprawdzałam czy bije mi serce. Doprawdy nie pamiętam dlaczego. Być może usłyszałam gdzieś, że dopóki bije serce, człowiek jest żywy. Może byłam zaniepokojona faktem, że od takiego niewielkiego organu tyle zależy, miałam jakieś przeczucie kruchości ludzkiego życia albo usłyszałam jakąś historię, w której umarło dziecko. Na prawdę nie mam pojęcia. Natomiast dobrze pamiętam myśli, które temu towarzyszyły. Ponieważ ewidentnie byłam zaniepokojona perspektywą śmierci, próbowałam się pocieszać, że jeśli nawet umrę to przecież znowu mogę urodzić się moim rodzicom i zacząć od nowa. Coś jakby pierwsza próba się nie powiodła, więc podejmę drugą... Niestety po chwili pojawiała się myśl, że jeśli rzeczywiście umrę, a moim rodzicom urodzi się dziecko to nie będę to ja, tylko ktoś zupełnie inny! 

Rozumiałam to już jako dziecko, więc ze zdziwieniem słucham dorosłych osób broniących aborcji tak, jakby nie rozumiały prostego faktu, że ludzie są niepowtarzalni. Np uzasadniają wybór jakiejś kobiety, że była młoda i nie mieli jeszcze z mężem/chłopakiem własnego mieszkania. Innymi słowy wydaje się im, że pozbycie się "ciąży" z powodu "braku odpowiednich warunków" i "poczekanie z tym" do czasu kiedy warunki będą odpowiednie oznacza, że rzecz (tzn. urodziny dziecka) zostaje po prostu odwleczona w czasie tzn. Jasio rodzi się w roku 2015 zamiast w 2008 i o co tyle krzyku!

Pulchny, wesoły Jasio owszem urodził się w 2015 i dał się we znaki rodzicom nieustannym darciem się w nocy w pierwszych tygodniach, ale w 2008 miała przyjść na świat wrażliwa, marzycielska Małgosia obdarzona wielkim talentem muzycznym. Małgosia o twarzy w kształcie serca i wielkich jasnych oczach nie zobaczyła światła dziennego. Nikt nie zobaczył jej nieśmiałego uśmiechu ani nie usłyszał czystego, wysokiego głosu, nie miała szansy napisać ani zaśpiewać swoich ballad...

Nie, to nie jest jak z kupowaniem mebli - teraz nie mam gdzie postawić, więc poczekam aż dorobię się mieszkania. Nawet jeśli to będzie inny model rozkładanej sofy, szafy czy fotela, to zapewne będzie równie ładny i funkcjonalny, a może nawet bardziej...

Oglądałam kiedyś film o "produkcji dzieci" na Ukrainie. Jakaś para z Kanady lub USA zamówiła sobie dzidziusia. Surogatka - Ukrainka mieszkała gdzieś w rejonie Donbasu. Zdecydowała się na urodzenie dziecka obcym ludziom dla pieniędzy (bardzo trudne warunki życia na terenie zniszczonym działaniami wojennymi - rzecz działa się po 2014). Czy to na skutek złych warunków, stresu czy słabego zdrowia dziecko urodziło się przedwcześnie i wymagało extra wysiłku, żeby normalnie się rozwijać, Zleceniodawcy więc uznali towar za wybrakowany i nie odebrali dziewczynki z kliniki. Nieszczęsna krucha istotka wymagająca więcej miłości i uwagi została sama na świecie zdana na opiekę państwową, której jakość każdy może sobie wyobrazić.

W filmie pokazana jest wzruszająca więź porzuconej dziewczynki z jedną z pielęgniarek, która zapewnia, że dziecko będzie zupełnie normalne, jeśli poświęci mu się trochę czasu na ćwiczenia i kontakt. Niestety kobieta zmieniła miejsce pracy i rzadko może odwiedzać dawną podopieczną, zaapelowała więc do "niedoszłych rodziców", aby wzięli dziecko, za którego powołanie do życia są odpowiedzialni. Zleceniodawcy, o ile pamiętam uznali, że postąpili słusznie, skoro zamówiony towar nie odpowiadał ich oczekiwaniom.

Dokładnie wszyscy komentujący ten material byli wstrząśnięci, przy czym zupełnie nie padały argumenty natury religijnej. Nikt nie kupił zapewnienia zleceniodawców, że "tak jest lepiej". Komu? Bo na pewno nie porzuconemu dziecku!!! Widać jasno, że większość ludzi - niezależnie od tego czy są wierzący czy nie - rozumie, że człowiek nie jest towarem, który się produkuje na zamówienie i odrzuca, jeśli nie spełnia oczekiwań. Dokładnie tych samych argumentów można użyć w dyskusji o moralnej dopuszczalności aborcji eugenicznej, która niedawno przetoczyła się przez nasz kraj w związku z wyrokiem TK.

Matka trojga synów, z których najstarszy ożenił się niedawno, skarży się jak wiele trudu kosztowało ją ich wychowanie, gdyż dwóch cierpiało na celiakię i nie mogło jeść zbóż w żadnej postaci... Teraz już nie podjęłaby takiego trudu. Jedna z koleżanek włącza się do rozmowy z wyraźną emocją powtarzając, że aborcja powinna być dopuszczalna, a in vitro refundowane... 

Mam wrażenie, że te kobiety nie słyszą co mówią lub nie zdają sobie sprawy ze znaczenia swoich słów. Czy badania prenatalne mogą wykryć celiaklię? Nie wydaje mi się. USG czasem nie jest w stanie ustalić czy dziecko ma twarzoczaszkę czy nie! Decyzje o "terminacji ciąży" podejmowana jest jedynie na podstawie przypuszczenia, że "płód jest zdeformowany". W wielu przypadkach, kiedy kobieta się na to nie decyduje, rodzi zdrowe dziecko!!! W przypadku celiakli "aborcja" musiała by nastąpić na wiele tygodni lub miesięcy po urodzeniu, dopiero kiedy choroba się ujawni i zostanie zdiagnozowana!!!

Słyszałam kiedyś dowcip, że szczytem postępu jest zafundować sobie ciążę z in vitro, a następnie dokonać aborcji. Myślę, że dobrze podsumowuje absurdalność obu postulatów. Obie procedury mają tę cechę wspólną, że traktują dziecko jako towar - zamówiony lub niechciany. Dzieci istnieją nie po to by uszczęśliwiać rodziców - to jedynie efekt uboczny (jeśli zachodzi) - mają swoją, nie związaną z rodzicami, misję do wypełnienia w życiu i potrzebne do tego celu wyposażenie genetyczne. Natomiast do misji rodziców należy im pomóc przeżyć wczesny etap rozwoju i wychować w miarę swoich możliwości. Bóg daje im szansę, kładzie przed nimi życie i śmierć, dobro i zło, i zostawia wolność.

Ta wolność niestety jest często używana do wyboru zła, którego wielu już nie odróżnia od dobra. Jeśli kogoś nie przekonują argumenty etyczne, może powinien spojrzeć na problem z punktu widzenia czysto eugenicznego (lub ekonomicznego). Jaki sens ma zabijanie ludzi, którzy już się poczęli (np. na skutek nieodpowiedzialności młodych i zdrowych) i najprawdopodobniej sami będą zdrowi i silni, a jednocześnie inwestować grube miliony w produkcję ludzi z dużym prawdopodobieństwem obarczonych wadami genetycznymi. Parafrazując słowa kandydatki PO na prezydenta (jeśli by natura chciała przekopu Mierzei Wiślanej, to by go sama zrobiła) można powiedzieć, że jeśliby natura chciała aby z materiału genetycznego jakiejś pary powstał nowy człowiek, to by się począł w sposób naturalny... Jeśli tak się nie może stać, to najwyraźniej są bardzo poważne przeciwskazania... 

Pycha szatańska w czystej postaci rzuca wyzwanie naturze "wielkich rzek zmieniając bieg"  jak Sowieci lub próbując decydować kto powinien żyć, a kto nie (albo jakiej powinien być płci). To Darwin już nieaktualny? A słyszałam, że jego teoria wciąż obowiązuje, a odstępcy karani są utratą pracy i anatemą środowiska! Więc co tym z doborem naturalnym?

Ktoś mi zarzuci, że jako osoba niezamężna i bezdzietna nie powinnam się wypowiadać na tematy zupełnie mnie nie dotyczące. Takiemu komuś odpowiadam: właśnie dlatego, że patrzę z dystansu i bez emocji widzę jasno, ostro i jednoznacznie. Chciałabym mieć podobną jasność w sprawach własnego życia!!!

sobota, 13 lutego 2021

O stosunku "gejów" i "transów" do kobiet

 Dziś na koncie twitterowym Rafała Ziemkiewicza znalazłam coś takiego:



Pan Śmiszek znany głównie z tego, że jest "gejem" (i partnerem p. Biedronia, też głownie znanego z tego, że jest "gejem") uznał ten piękny plakat z dzieckiem w łonie matki za "paskudny". Bardzo ciekawy dobór przymiotnika. Rozumiem, że dla kogoś billboard może być irytujący lub przygnębiający, bo przypomina o decyzji, o której wolałoby się zapomnieć. Może być bolesny dla rodziców nie mogących doczekać potomstwa, albo takich, którzy stracili dziecko przez poronienie. Może być trudny do zniesienia dla kobiet samotnych, które marzą o macierzyństwie, a nie mogą znaleźć odpowiedniego mężczyzny na ojca dla swoich dzieci. Mogę wyobrazić sobie ileś nacechowanych emocjami określeń, ale "paskudny"? 

Patrząc na plakat bez uprzedzeń można stwierdzić, że autorka znalazła bardzo odpowiednią formą do treści, którą chciała przekazać, że musi  być bardzo utalentowaną graficzką dysponującą świetnym warsztatem. Nawet jeśli komuś słowo "piękny" nie przejdzie przez gardło, to uczciwość nakazuje przyznać, że jest estetyczny, a jego przekaz nikogo nie obraża, ani nie wzywa do przemocy.

Dla pana Śmiszka jest "paskudny" bo mówi o owocu miłości mężczyzny i kobiety. Miłości, która jest płodna i służy właśnie temu - poczęciu  niewinnej ludzkiej istotki, bezpiecznej w łonie swej matki pod jej kochającym sercem. Tutaj sama macica ma kształt serca.

Z najwyższą niechęcią próbuję sobie wyobrazić co p. Śmiszek i jemu podobni mają w głowach, że rzeczy piękne postrzegają jako paskudne. Przede wszystkim muszą nienawidzić kobiet i wszystkiego, co ma z nimi związek jak np. macierzyństwo. Dla homoseksualnych mężczyzn kobieta, którą gardzą i się nią brzydzą ma zastosowanie wyłącznie jako tzw. "surogatka" nosząca w wynajętym brzuchu dziecko kogoś, kto jej płaci. Zaraz po zabiciu na narządy, trudno wyobrazić bardziej drastyczne uprzedmiotowienie człowieka.

Ks. Oko opowiadając o homomafii w Kościele zauważył, że homoseksualni duchowni bardzo nieprzyjemnie odnoszą się do sióstr zakonnych. Ponieważ nie są one potencjalnymi obiektami  zainteresowania natury seksualnej, nie istnieją w ogóle (albo są zredukowane wyłącznie do roli anonimowej i pogardzanej służącej).

Moje własne doświadczenie pracy w seminarium duchownym potwierdza to spostrzeżenie w całej rozciągłości. Długo nie mogłam zrozumieć chamstwa wielu księży, którzy w sposób ostentacyjny mnie ignorowali np. nigdy nie odpowiadali na pozdrowienie, a kiedy już musieli się do mnie odezwać robili to przez osobę trzecią nie patrząc w moim kierunku. Jednocześnie knuli za moimi plecami, nastawiając kleryków przeciwko mnie. Była to nie tylko pogarda dla kobiety, ale zarazem zwalczanie "konkurencji" na homoseksualnych łowiskach. Z wielu źródeł słyszałam, że taki właśnie charakter miało wrocławskie seminarium pod rządami kardynała Gulbinowicza i jego następców.

P. Śmiszkowi coś się jednak w tym konkretnym bilbordzie podoba, a mianowicie przypisana ludzkiemu płodowi przez wandala  "orientacja seksualna". Jest dla mnie tajemnicą jak można postrzegać dziecko w  łonie matki jako obiekt seksualny. Przecież według terminologii lewicy to "zlepek komórek"! Rozumiem, że o ile będzie przydatny w takim charakterze, może się ewentualnie urodzić. Nie mam złudzeń co do homoseksualnych mężczyzn i ich stosunku do ludzi, którymi nie są zainteresowani seksualnie, ale przyznam, że po tym wpisie zatkało mnie z obrzydzenia.

Podobnie rzecz się ma z inną "uciskaną mniejszością seksualną" tzw. "transami". Chętnie się podczepiają pod różne "feministyczne" organizacje i ich aktywności, podobnie jak z zapałem biorą udział w zawodach sportowych przeznaczonych dla kobiet. W klimacie szaleństwa politycznej poprawności trudno się dziwić, że wykorzystują okazję i swój status świętych krów. Mam jednak nadzieję, że żadna kobieta, nawet feministka, nie ma złudzeń jak będzie wyglądała konfrontacja z kimś takim, kogo żaden szacunek do płci pięknej nie powstrzyma przed użyciem pięści i buciorów.

Pisałam już na tym blogu, jak w środku miasta, w samo południe zostałam postraszona przez młodego transwestytę idącego w towarzystwie dwóch kolegów, tylko dlatego, że mój błądzący wzrok przez moment zatrzymał się na jego osobie zrobionej na "laskę" (z ciężkim makijażem i pomarańczową peruką włącznie). Ów rozkoszny młodzieniec rzucił się ku mnie wydając odgłos rozzłoszczonego zwierzątka. Dużo agresji, ale i zazdrości było w tym zachowaniu, bo ja nie muszę nosić tony makijażu ani peruki, żeby wzięto mnie za kobietę, ani też stroju "pracownicy seksualnej".  Mogę poprzestać na skromnej, ale gustownej kiecce albo nawet spodniach i sportowej kurtce.

Żaden normalny mężczyzna nie czułby się urażony dyskretnym zainteresowaniem kobiety (prawdziwym lub domniemanym), raczej by mu to pochlebiało albo było obojętne. Poza tym natura wmontowała pewien mechanizm zabezpieczający kobietę przed agresją dużo silniejszego mężczyzny - instynkt zachowania gatunku. Agresora może ująć powab niedoszłej ofiary, jeśli jest młoda, albo skojarzenie z matką lub babcią, jeśli jest odpowiednio starsza. Oczywiście istnieją chamy naruszające tabu agresji fizycznej wobec kobiet, ale wiąże się to z powszechnym potępieniem. W przypadku tzw. "gejów" i "transów" taki mechanizm nie działa, pogarda i zazdrość raczej wzmagają agresję, a status świętej krowy chroni przed poniesieniem konsekwencji.

Zaślepienie feministek popierających tzw. LGBT doprowadziło do przechwycenia ich ruchu dokładnie przez tych mężczyzn, którzy najbardziej nienawidzą kobiet i obrócenia go przeciw nim. Zdobyczą jest np. uraz czaszki zawodniczki walczącej z mężczyzną udającym kobietę  albo bezkarne  buszowanie seryjnego mordercy i gwałciciela po damskim więzieniu, gdyż podczas procesu poczuł się kobietą. W wersji light to sytuacja nastolatki zmuszonej dzielić toaletę z mężczyzną. Przy czym prawo chroni delikatne uczucia silniejszego kosztem oczywistego zagrożenia fizycznego słabszej, o jej uczuciach i dyskomforcie nie wspominając.

"Baba diabła wyonacyła" w jakiejś ludowej bajce, ale w rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie - diabeł wyonacył feministki, a skutki tego będziemy ponosić wszystkie. 



piątek, 12 lutego 2021

O aborcji

Niedawno śniło mi się, że mam podjąć pracę w jakiejś placówce oświatowej w niedużej miejscowości. Przeglądam plan i kręcę nosem, że w jakiś dzień mam za dużo godzin. Nie ma tam żadnych uczniów, po budynku tej instytucji kręcą się dorośli ludzie w sile wieku. Wśród nich jakiś mężczyzna w wieku ok. 35  lat, którego niby znam. Nie jest szczególnie wysoki, ani barczysty, ale ma ładną sportową sylwetkę i gęste, nieco odrośnięte, ciemne włosy ze złotawym połyskiem. Mówię do niego: "Ależ ty się zrobiłeś przystojny ostatnio". Powtarzając to uświadamiam sobie, że to przecież mój brat.

Mój brat (jeśli to rzeczywiście był chłopak) miałby teraz ok 54 lata, mama zaszła w ciążę bardzo szybko po moim urodzeniu. Swoją drogą starsza siostra urodziła się dopiero po 2 latach od ślubu, a już rodzice byli zaniepokojeni, że coś jest nie halo...  Najpierw długo nic, a potem jedno po drugim w zbyt krótkim odstępie.... Nie dano mu więc szansy. Ktoś zadecydował, ktoś inny uznał, że ciało kobiety daje jej prawo do takiego wyboru i nie przeciwstawił się skutecznie....

Dowiedziałam się o tym w czasie stanu wojennego, nie wiem dlaczego mamie zebrało się na zwierzenia. Prawdopodobnie podczas delegacji do Częstochowy poszła w końcu z tym do spowiedzi (po 15 czy 16 latach). Nie wiem jak wyglądałoby życie mojej rodziny gdyby nie ta nieszczęsna aborcja, ale podejrzewam, że różnica na wielu poziomach byłaby znacząca. Zawsze myślałam, że smutek i gniew mamy mają związek z wojennym dzieciństwem i wykorzenieniem, a wycofanie ojca z traumatycznymi doświadczeniami w Sowietach, wcieleniem do LWP, służbą wojskową i rozdzieleniem z częścią rodziny (matką, siostrą i młodszym bratem, którzy zostali w stronach rodzinnych)...  Teraz myślę, że pierwsza przyczyna owego nienazwanego smutku, obustronnych pretensji i ciągłej irytacji mogła być całkiem inna... Zaprzestanie przystępowania do sakramentów też zapewne nie pomogło...

Po spowiedzi i powrocie do praktykowania mamie przyśnił się młody, krótko ostrzyżony chłopak czekający pod jakąś bramą. Skądś wiedziała, że to jej syn.

Moja bliska przyjaciółka z czasów studenckich cierpiała na jakieś zaburzenia hormonalne w wyniku których nie dostawała od lat okresu, a na jej twarzy - mimo codziennej depilacji widać było wyraźny cień. Natomiast włosy na głowie znacznie się przerzedziły, z pokaźnego ciemnego warkocza został mysi ogonek, który bez żalu ścięła. Odkąd ją pamiętam planowała jakąś kurację u naprawdę dobrego specjalisty, najchętniej za granicą. Po studiach wyjechała kolejno do Anglii, Szwajcarii i Stanów. Była tam leczona przez odpowiednich specjalistów, którzy jednak jej szansę na pełne wyzdrowienie (czy raczej rozwój) oceniali nisko.

W  Stanach wyszła za mąż za dużo starszego rozwodnika i zupełnie nieoczekiwanie zaszła w ciążę, co z punktu widzenia medycyny graniczyło z cudem, po czym... dokonała aborcji. Miała lat 37, a jej mąż pewnie gdzieś około 50, ale właśnie się przeprowadzali, więc perspektywa potomka wydała się kłopotliwa... Zważywszy okoliczności i wiek musiała wiedzieć, że cud się nie powtórzy... Zawsze lubiła dzieci i miała z nimi świetny kontakt..

Pamiętam jak stoję ze słuchawką przy uchu i szczęką na bruku po wysłuchaniu tych rewelacji. "Jesteś tam jeszcze" - słyszę po dłuższej chwili. Jestem zdruzgotana przede wszystkim niepojętym zaślepieniem i zatwardziałością prowadzącą  do odrzucenia TAKIEGO daru, TAKIEGO znaku, TAKIEGO cudu, a także świadomością, że nie napisałam listu, w którym tknięta jakimś przeczuciem chciałam opowiedzieć historię aborcji w mojej rodzinie...

Spotkałyśmy się kilka lat później, po czym nasza piękna przyjaźń skończyła się. Być może nasze drogi się już dawno się rozeszły, tylko nie chciałyśmy tego uznać, a być może uświadomiłyśmy sobie wreszcie (nawzajem) kim naprawdę była ta osoba, którą uważałyśmy za przyjaciółkę.

Ta historia ma też aspekt duchowy, a jakże. Wyobraź sobie, czytelniku, młodą studentkę KULu zaangażowaną kolejno w Oazę potem udzielającą się przy parafii jezuickiej, żeby pod koniec studiów trafić do Neokatechumenatu, która po wyjeździe na zachód zrzuca z siebie wiarę jak niemodne okrycie, żeby pogrążyć się wszystkich odmianach New Age z "szamanem Majów" włącznie..., gdyż to się nosi w środowisku do którego aspiruje...

Aborcja zabija, i to nie tylko niewinną ludzka istotę w łonie matki, lecz także relacje w rodzinie i poza nią. Jak dalekosiężne są skutki duchowe, także dla urodzonych już dzieci, trudno ocenić...


środa, 3 lutego 2021

Człowiek jako źródło części zamiennych, czyli burdelo-transplantologia

Obejrzałam sobie wczoraj na YouTube film dokumentalny Patryka Vegi pt. Oczy diabła. Generalnie opowiada o handlu dziećmi do burdeli i na narządy (względnie i do burdeli i na narządy w jednym). Poziom moralnej ohydy tego procederu sytuuje go całkowicie poza zasięgiem moich emocji. Po prostu brakuje mi skali. Nie jestem też w stanie zweryfikować prawdziwości wypowiedzi pośredniczki i handlarza. Dowiadujemy z nich m.in. że:

  • Istnieją w Europie burdele, gdzie gościom serwuje się dzieci od niemowlęcia wzwyż.
  • Handlarz wie o czterech m.in. w Belgi, W Niemczech i w Polsce, a konkretnie w Trójmieście
  • Zwykle właścicielami są muzułmanie, Arabowie. bo w ich religii jest to proceder dopuszczalny, nie budzący moralnego sprzeciwu.
  • Jeżeli gość dobrze płaci może dostać  niemowlę/dziecko do użytku jednorazowego tzn. wykończyć je podczas takiego seansu i wtedy w sąsiednim pomieszczeniu tzn.  sali operacyjnej fachowy team pobiera potrzebne narządy(w tym wypadku serce musi jeszcze bić). Potrzeba seksualna VIPa i zapotrzebowanie na narząd innego VIPa  są idealnie zsynchronizowane.
  • Dzieci wielokrotnego użytku dopiero po kilkuletnim pobycie w burdelu są zużyte na narządy (jeśli jest taka potrzeba) lub trafiają do "dorosłego burdelu" w wieku 12 lat. Nie znają innego życia i są już dawno uzależnione od narkotyków.
  • Bardzo wiele dzieci nie dożywa tak podeszłego wieku, bo jak twierdzi handlarz na skutek aktywności VIPów mają "powyrywane ręce, nogi wyrwane z bioder, porozrywane narządy i pupy".
  • Dzieci pozyskiwane są najczęściej od matek w drodze sprzedaży, lub oszustwa (matka, która jedzie za granice godząc się oddać dziecko do adopcji, trafia do burdelu, a jej dziecko do burdelu dziecięcego) w razie nagłej potrzeby dziecko zostaje porwane (zwykle chodzi o narządy).
  • Dzieci, których prezencja jest nie dość atrakcyjna dla konsumenta od razu przeznaczane są na narządy,  największe zapotrzebowanie jest na serce, wątrobę i siatkówki.
Człowiek traktowany jest jako źródło części zamiennych także w szpitalach publicznych działających w majestacie prawa, jak pokazał to przypadek Alfie Evansa i naszego rodaka zagłodzonego w szpitalu w Plymouth (o ile dobrze pamiętam). W jego przypadku nie było nawet orzeczenia stanu wegetatywnego - człowiek słyszał wyrok na siebie i płakał.

Ja nie wiem jakich jeszcze trzeba dowodów na szatańskość pomysłu używania organów jednego człowieka dla chwilowego podtrzymywania życia innego, który dobrze płaci. O. Jacek Norkowski OP zwraca uwagę na oszustwo kryjące się w terminie śmierć mózgowa, wymyślonego, żeby żyjącego człowieka zabić wyrywając mu np. serce lub wątrobę. Lekarzom brak odwagi, żeby o tym mówić lub powstrzymuje ich własny interes. Dlatego bardzo mnie dziwi decyzja zakonu kaznodziejskiego dlaczego trzyma "taki zasób" jak zakonnik - doktor nauk medycznych i specjalista od bioetyki na najbardziej zabitym deskami zadupiu, a promuje medialnych hochsztaplerów jako swoje twarze.

Sporo już pisałam na tym blogu o arbitralnych decyzjach tajemniczych sanhedrynów w dziedzinie sztuki, a tutaj mamy o wiele bardziej przerażający przykład stosowania ich w sprawach życia i śmierci.
Głęboko zdemoralizowany człowiek wchodzi w kompetencje Boga decydując:
  • na jakim etapie rozwoju człowiek jest lub nie jest człowiekiem
  • co będzie dla niego lepsze śmierć czy "niska jakość życia"
  • czyje życie jest ważniejsze (tego. kto lepiej płaci oczywiście)
  • w jakim wieku "dość się już nażył" (propozycja holenderskich zielonych 75 lat)
Może moja wiedza w zakresie historii jest zbyt mała, ale nie znam kultury pogańskiej, w której funkcjonowałby burdel połączony z kliniką transplantologiczną (lub kanibalizmem). Handlarz dziećmi z filmu Patryka Vegi twierdzi, że ludzie zaangażowani w ten proceder zamiast normalnego pozdrowienia używają satanistycznego, którego nie chciał zacytować na wizji. Profesor Wolniewicz, choć ateista, bardzo trafnie rozpoznał "pobieranie narządów" jako współczesny kanibalizm. To dowód na istnienie prawa naturalnego, które jest dostępne każdemu człowiekowi dobrej woli. Prawda istnieje i jest możliwa do poznania, to samo odnosi się do Dobra i Piękna.


niedziela, 31 stycznia 2021

Niedziela (prawie) doskonała

Dzięki utrzymującemu się śniegowi pogłowie rowerzystów spadło prawie do zera, choć najbardziej szurnięci (a przez to najniebezpieczniejsi) nie rezygnują i pakują się między spacerowiczów stłoczonych na wyślizganych alejkach. W drodze do kościoła mijam jakieś owsiakowo-piorunowe grupki. Nigdy mnie nie zaczepiają. Albo wyglądam na niewypłacalną, albo skądś wiedzą, że nie dam ani pół grosza. Po mszy spaceruję po Promenadzie Staromiejskiej nie wierząc swemu szczęściu. Sunę nieśpiesznie alejką przy samej fosie i mało mnie obchodzi, że niektóre  jej odcinki jakiś imbecyl przeznaczył na drogę szybkiego ruchu dla jednośladów. Nie jestem w tym osamotniona. Nareszcie park służy swojemu właściwemu celowi. 

Na Wzgórzu Partyzantów natrafiam na grupę 4 chłopiąt w wieku późnej podstawówki. Z daleka widzę, że brzydko się bawią - rzucają kawałkami zlodowaciałego śniegu w siedzące na zamarzniętej fosie ptaki. Nie budzą we mnie sprzeciwu ludzie polujący celem zdobycia pożywienia dla siebie i swoich rodzin (choć nie chciałabym tego oglądać), ale nie jestem w stanie znieść myśli, że w wyniku zabawy jakiegoś gnoja nieszczęsne stworzenie będzie przez dwie doby dogorywać ze złamanym skrzydłem. Mam za słabe nerwy.

- Chłopcy, brzydko się bawicie !- rzucam pełne nienawiści, nietolerancyjne i osądzające słowa. Ich agresja natychmiast przekierowuje się na mnie. Idę na nich równym spokojnym krokiem, a rozbawione chłopięta cofają się tyłem wykrzykując w moim kierunku różne uwagi, który treść miłosiernie pominę. Jeden z nich żartobliwie salutuje. Rzeczywiście w swoich wysokich, sznurowanych butach na traktorze, długim dwurzędowym płaszczu, futrzanej czapie i z przerzuconą przez ramię dużą skórzaną torbą wyglądam jak kozak z armii carskiej wracający do rodzinnej wsi po 25 latach wojaczki. Udaję mi się odgonić ich od fosy - idą górą (ciągle wykrzykując pod moim adresem nieżyczliwe treści), a ja dołem.

Patrzę na ptaki wodne, wypatrując egzotycznych gości spędzających u nas zimę, ale nic tylko kaczki krzyżówki, łabędzie i mewy w dwóch gatunkach. W poprzednich latach zdarzało mi się widzieć kazarki,



czernicę


a tej jesieni nawet nurogęś (niestety zdjęcie komórą).


Wracając  z mojego rozkosznego spaceru znowu natykam się na oklejone hufce Owsiaka, jedna grupa nawet pcha przed sobą niepełnosprawnego, nastoletniego chłopca na wózku w charakterze żywej tarczy. Nie widzę jednak podpisu "Tak niską jakość życia należy zakończyć przed urodzeniem, albo tuż po" czy czegoś w tym rodzaju.

Młody ksiądz z kościoła Bożego Ciała wygłosił całkiem sensowne kazanie. Zwrócił uwagę, że złodzieje okradające domy ludzi starszych zwykle najpierw usiłują wzbudzić współczucie swojej ofiary, aż ta poruszona pobiegnie np. po wodę i nie zamknie za sobą drzwi. Wtedy dyskretny wspólnik wślizguje się do wewnątrz i obrabia mieszkanie. Ta metafora ma pokazać działanie wiadomo kogo, kto zawsze zwodzi pod pozorem jakiegoś dobra. Owsiak dysponując nieporównanie niższą inteligencją zbiera na chore dzieci jednocześnie postulując ich eliminację przed narodzeniem. Jest niepojętym fenomenem, że istnieją w społeczeństwie jelenie, które się na to nabierają.

Najpierw lewackie bojówki pod znakiem pioruna zakłócają mszę i dopuszczają się profanacji, a potem stoją pod tym samym kościołem z puszeczką "na chore dzieci". Pewnie dlatego Lempart zarządziła przerwę w srajku na weekend. Uznała, że wykonanie tych akcji bezpośrednio po sobie może zaszkodzić wizerunkowo organizatorom obu imprez i kasa się skończy.

P.S.
Zapomniałam jeszcze wspomnieć o dzisiejszym drugim czytaniu. To ten list św. Pawła, w którym apostoł stwierdza, że lepiej być singlem, niż wstępować w związki małżeńskie, gdyż ludzie wolni nie muszą zajmować się rzeczami światowymi w tym stopniu co małżonkowie. Kobieta zamężna bowiem przede wszystkim myśli jak się przypodobać mężowi, wolna ma zupełnie inną perspektywę, zwłaszcza jeśli jest wierząca. To najczystsza prawda!

Myślę czasem o moich zamężnych znajomych, które złym okiem patrzą na każdą kobietę, widząc w niej zagrożenie dla swego małżeństwa, i szczerze im współczuję. Cały ich świat wisi na włosku, tzn. na widzimisię męża, który w każdej chwili może zapragnąć opuścić rodzinę dla jędrnych pośladków jakiejś młodszej laski. Znam przypadek, że porzucił żonę z siódemką czy ósemką dzieci (rzecz działa się w kręgach neońskich), z których najmłodsze było niemowlęciem!

Mogę sobie łatwo wyobrazić, co czuje taka kobieta, która myślała, że zbudowała coś trwałego ze swoim ukochanym mężczyzną, że tyle ich łączy, nie tylko relacja miłości, ale dzieci które powołali do życia..., że to coś najważniejszego w życiu, w co warto włożyć wszystkie siły, warto walczyć, a nawet umierać... Tymczasem okazuje się że dla tego najbliższego człowieka to wszystko nic w porównaniu z jędrną pupą (czy też biustem) jakiegoś nowszego modelu!!!

piątek, 8 stycznia 2021

Edukacja seksualna Anji Rubik

 Odwiedzając sklep z tkaninami na Zielińskiego (pod torami ) widziałam na płocie na przeciwko dziesiątki plakatów z okładką Vogue, a na niej gołą Anją Rubik, która pozując nago i w obcasach popiera tzw. "strajk kobiet". Wszystko w pozie i akcesoriach zdawało się nie pasować, do idei którą te wizerunki mają reprezentować. Rzecz męczyła mnie długo, aż w końcu znalazłam rozwiązanie zagadki. Te zdjęcia pierwotnie miały ilustrować podręcznik do edukacji seksualnej, której Anja Rubik jest entuzjastką. Na razie udało mi się zrekonstruować pierwszą lekcję na temat "Bezpieczny i niebezpieczny seks":


Widać wyraźnie, że modelka nie jest zwolenniczką aborcji i może dlatego tak bardzo naraziła się Marcie Lempart i innym aktywistkom, które zarzucają jej (jakże niesłusznie) kreowanie się na ich pomyśle.

Pomysł na podręcznik do edukacji seksualnej w tak atrakcyjnej szacie graficznej z niewielką ilością tekstu na pewno spodoba się dzieciom w wieku szkolnym, młodzieży i dorosłym.  Wszyscy oni będą mogli się zapoznać - tudzież skonfrontować swoje skromne doświadczenia - z seksem en vogue, jaki nosi się na światowych salonach. 

P.S.
Złośliwi, do których się nie zaliczam, twierdzą, że dwie następne lekcje wyglądają tak:



Ja jednak stanowczo odcinam się od tych frywolnych interpretacji, gdyż dojrzewa we mnie przekonanie, że Anja jest kimś innym niż myślałam





piątek, 13 listopada 2020

Vernichtung Lebensunwerten Lebens, czyli witajcie w UE

Stary Adolf ma radochę w swoim kotle patrząc na UE  - Vernichtung Lebensunvertes Leben w pełnym rozkwicie - aborcja eugeniczna, a nawet zabijanie dzieci zdrowych na życzenie. Program eutanazji przeszedł jego najśmielsze oczekiwania można uśmiercać nie tylko staruszków wbrew ich woli, lecz także 12 letnie dzieci, fizycznie zdrowe.  Że aspekt rasowy mało eksponowany? Keine Angst - Untermenschen słowiańscy dobrze nadają się do niewolniczej pracy, a ich gówniane państewka można kolonizować bez wypowiadania wojny w ramach UE, do której sami chcieli wejść! 

Nawet w Polsce koncepcja Lebensunvertes Leben ma się dobrze. Także duchowni opowiadają się za kompromisem aborcyjnym, dając publicznie świadectwo swojej niewiary, że wartość życia ludzkiego nie zależy od stanu zdrowia. Człowiek przyznając sobie prawo do decyzji, które życie jest warte życia, a które nie, zajmuje miejsce Boga. Nikt już w niego naprawdę nie wierzy? 

Pamiętam taką pieśń śpiewaną przez przyjaciółkę z czasów studenckich:

Mój Bóg wykuwa słowem wieki,

 a chwila rani go jak mieczem, 

Mój Bóg straszliwy i daleki, 

a bliski jak płaczące dziecię

Tak, straszliwy! W Biblii powszechne jest przeświadczenie, że kto go ujrzy nie może pozostać żywy. Taka jest przepaść bytowa między Stwórcą i stworzeniem. Mistycy - aby się do niego "bezkarnie" zbliżyć - musieli przechodzić bardzo bolesne oczyszczenie, gdyż wobec nieskończonego Dobra, Prawdy i Piękna ujawnia się cała nędza ludzkiej natury. Tym wyjątkowym duszom mówił o swoim miłosierdziu, ale równie często (lub częściej) o piekle, które bynajmniej nie jest puste.

Wszyscy zatraciliśmy tzw bojaźń bożą. Kaznodzieje w stylu o.Szustaka OP drą łacha z piekła i potępienia mizdrząc się do ludzi "tam, gdzie ich można znaleźć".  "Głębia przyzywa głębię", a narcyzm duszpasterza przemawia do narcyzmu jego słuchaczy. Kogo im głosi Chrystusa, czy siebie na wszystkie możliwe sposoby? A jakie właściwie jest przesłanie tzw "Listu zwykłych księży" poza virtue signalling w stronę lewico-liberalnych salonów. Na szczęście znalazło się 25 sprawiedliwych w Zakonie Kaznodziejskim, którzy odpowiedzieli na ten mętny, a zważywszy kontekst, haniebny wywód postępowych księży-celebrytów.

Policja, która nie ma śmiałości, żeby ująć przestępcę, gdyż ten ogłosił się "osobą niebinarną", na Marszu Niepodległości strzela starszym ludziom  z bliska w twarz z broni gładkolufowej. Hordy z spod znaku Hitler Jugend mogą przez wiele dni paraliżować miasta, torturować ludzi hałasem, spalinami i obscenicznymi hasłami, smarować wszystko po drodze czerwoną farbą, o zakłócaniu nabożeństw nie wspominając, a stróże porządku nie tylko nie reagują, ale swoją agresję kierują na osoby zgłaszające łamanie prawa. Przyznam, że nie rozumiem w co gra PIS. Ten straszny autorytarny reżim nie panuje nad policją? Zrobić Macierewicza ministrem, on sobie poradzi!

Pewna youtuberka - niejaka Malina Blańska czy też Balbina Mlańska - zamieściła swoją głęboko idiotyczną wypowiedź o wizycie u prof. Chazana. Chciała zażądać, żeby założył jej spiralę i nagrać jego odmowę. Ginekolog w sposób bardzo profesjonalny ją zbadał i powiedział, że rany po wielu poronieniach powinny się najpierw wygoić. Cały perfidny plan wziął w łeb. Jaki jest zarzut? Ano taki, że to bardzo miły, wzbudzający zaufanie starszy pan i kobiety mu wierzą. Komentatorzy nie pozostawili na niej suchej nitki, ale znalazło się kilka głosów porównujących ginekologa do dr Mengele. Goebbels wiecznie żywy prawie się zakrztusił ze śmiechu w swoim kotle.

Wszędzie namolne goebbelsowskie odwracanie znaczeń, zwłaszcza w pop kulturze. W norweskim serialu "Przybysze" (Beforeigners) chrześcijanie są sportretowani jako paskudni nienawistnicy posuwający się do przemocy w najbardziej radykalnej formie pod najlżejszym pretekstem, a pogańscy wikingowie to oczywiście pokojowi i tolerancyjni ludzie rodzinni, lubiący dobrze wypić i zjeść w gronie przyjaciół. Jakże przerażające są więc słowa św. Olafa, że jedzie zrobić porządek z tymi pogańskimi psami!!! Miał przy tym na myśli współczesnych Norwegów! Ratuj się kto może!



 


niedziela, 29 marca 2020

Koronawirus, a "mentalność oblężonej twierdzy"

Znowu jestem uziemiona przez swoje okropne zatoki. Posunęłam się nawet do samodzielnego zaaplikowania sobie antybiotyku (miałam w domu jako pozostałość po dawniejszej kuracji). Starczy mi na trzy dni, a potem nie wiem, bo jestem nieubezpieczona. Siedzę więc w domu i wszywam nową podszewkę do starej (ale jarej) zamszowej kurtki. Po wczorajszej sesji bolą mnie mięśnie przedramion i dłoni.  Jaką krzepę musiały mieć te wszystkie indiańskie i eskimoskie kobiety szyjące skóry kościanymi igłami?!! Po takim treningu mogły zapewne ogłuszyć bizona albo innego wieloryba uderzeniem pięści!!! Ja, będąc niewiastą krzepką, a zawziętą, z trudem przebijam cienki zamsz ostrą, stalową igłą (moja maszyna nie szyje skór).

Witold Gadowski jest zdania, że obecny koronawirus jest genetycznie modyfikowany w laboratoriach amerykańskich i chińskich, a wydostał się na świat raczej przez przypadek - zakażonego człowieka lub używane do doświadczeń zwierze. Jeśli to prawda, to dobrze wiedzieć, że ktoś finansuje i prowadzi badania mające na celu wyhodowanie groźnego patogenu zdolnego do spowodowania pandemii paraliżującej gospodarki wszystkich państw na świecie, a przy okazji uwalniającego społeczeństwa od ciężaru utrzymywania ludzi starych i chorych...

W filmie Grzegorza Brauna Luter i rewolucja protestancka pewna norweska publicystka, uśmiechając się cały czas do kamery, opowiada jak w pogańskiej Skandynawii wynoszono do lasu niechciane noworodki, a starych ludzi zrzucano ze skał. Dopiero wprowadzenie chrześcijaństwa zmieniło tradycyjne zwyczaje. Nic dziwnego, że odrzucenie chrześcijaństwa skutkuje powrotem do tych pogańskich praktyk, z tą jednak różnicą, że mordując swoje dziecko lub starego rodzica trzeba jeszcze zabulić kupę kasy w "klinice" aborcyjnej lub eutanazyjnej.

W Hiszpanii odłącza się starszych ludzi od respiratorów, jeśli potrzebne są młodszym, silniejszym i bardziej rokującym... Domy starców są zostawione bez żadnej opieki medycznej, nawet nie ma kto sprzątać trupów... We Włoszech ludzi po 65 roku życia nawet do respiratorów się nie podłącza...

Organizacje "ekologiczne" zachwycone - planeta oczyszcza się sama od zbytecznych istnień ludzkich. Papież Franciszek orzekł, że pandemię spowodował gniew Natury. Nie miał jednak na myśli kary za grzechy przeciw naturze jak np akty homoseksualne czy aborcja, tylko "ekologiczne", które są jego osobistym wkładem w rozwój doktryny katolickiej. Wielu hierarchów - w tym arcybiskup Polak - pospieszyło z zapewnieniem, że w żadnym razie nie należy interpretować zaistniałej sytuacji jako kary Bożej, ani nawet wezwania do pokuty....

Tyle nas przekonywano, ze Kościół musi się pozbyć mentalności oblężonej twierdzy, że musi się otworzyć na świat i szukać ludzi, tam, gdzie oni są, a nie tam gdzie ich nie ma. Jak na ironię na wieść o pierwszych kilku zachorowaniach episkopat - wyprzedzając w popłochu instytucje świeckie - zamknął się przed wiernymi w twierdzy w sposób jak najbardziej dosłowny. Gavin Ashenden w którymś kolejnym odcinku Anglican Unscripted uznał, że w efektywności swej samolikwidacji Kościół prześcignął komunistów, nazistów i jakobinów, w takiej sytuacji znowu czas pomyśleć o zejściu do katakumb...




sobota, 14 marca 2020

Tyrada o głupocie tego świata

Coś mnie bierze jak co roku o tej porze - bolą mnie zatoki przynosowe, głowa i gardło. Zważywszy okoliczności wszystkie te niewinne objawy zaczynają wyglądać złowrogo, zwłaszcza, że chwilowo nie jestem ubezpieczona (zwolniono mnie z pracy bez podania powodów jakiś czas temu).

Siedzę więc w domu czując się trochę jak Filifionka z "Doliny Muminków w listopadzie", która może się w końcu odprężyć, bo katastrofa, którą tak długo zapowiadała - narażając sie śmieszność - w końcu nadeszła.

Uchodźcy u granic Grecji okazali się zwolnionymi z tureckich więzień drobnymi przestępcami przeznaczonymi do deportacji, głownie z Afganistanu, Pakistanu i Iranu. Dowieziono ich na granicę autobusami, a służby tureckie usiłują za pomocą gazu łzawiącego, ostrzeliwania greckiej straży granicznej i prób zniszczenia ogrodzenia wymusić wpuszczenie tej hałastry na terytorium UE. Prawdziwi uchodźcy wojenni utknęli na granicy syryjsko-tureckiej i nikt sie ich losem nie przejmuje.

Nie wiem dlaczego obejrzałam trochę filmów o tsunami w różnych częsciach Azji. Co mnie uderzyło, to niewiarygodna głupota turystów, którzy zamiast uciekać przed groźnym zjawiskiem, usiłują je sfilmować narażając sie na śmierć. Dla tych infantylnych imbecyli wszystko jest atrakcją turystyczną zorganizowaną z myślą o ich rozrywce. Zatracili całkowicie poczucie, grozy świata. jakby nie rozumieli, że ciepłe kraje po drugiej stronie globu zmagają się z groźnymi zjawiskami naturalnymi, nieznanymi mieszkańcom poczciwej Europy. Nie mają pojęcia jak rozpoznać, że coś takiego nadchodzi i jak się zachować. Po jaką cholerę ciągną więc tam swoje tyłki? Żeby zatruć się jakimś jedzeniem, do którego nie sa przyzwyczajeni? Żeby poparzyć swoją biała skórę podzwrotnikowym slońcem? Żeby zarazić się jakimś egzotycznym wirusem i jeszcze przywlec go do Europy? Nie mam zdrowia do tych kretynów!

Korwin-Mikke głosił kiedyś uparcie, że Europa powinna zaniechać produkcji rolniczej i importować żywność z Afryki, bo to o wiele taniej. Pięknie byśmy wygladali, gdyby ktoś tego nadętego durnia posłuchał. Wystarczyłoby odciąć linie dostaw i każdę państwo europejskie z osobna lub całą unię na raz można by zmusić do uległości w dowolnej sprawie w tydzień czasu. Nie mówiąc już o jakiejś pandemii - prawdziwej lub wykreowanej przez media. Przeniesienie całej produkcji do Chin było równie świetnym pomysłem. Nikt nie mógł przewidzieć, że między państwem środka a Europą jest jednak duża odległość, a epidemie, podobnie jak powodzie, trzesienia ziemi, rewolucje i wojny domowe mogą się tam zdarzyć!!!

Wystarczy jeden wirus - prawdziwy lub wymyślony - jeden wulkan, który troszke podymi na Islandii i europejskie rozkapryszone bachory na moment są przywrócone do rzeczywistości. Jak w obliczu grozy tego świata wygladają lgbt, prawa zwierząt, aborcja, weganizm i energia odnawialna? Nie, nie jesteśmy bogami! Na szczęscie! Jesteśmy karłami stojącymi na ramionach olbrzymów, którzy tą cywilizację zbudowali. Wieki tworzone było bezpieczeństwo i względny dobrobyt, w którym teraz żyjemy. To może się odmienić w przeciągu godziny, a tu wychodzi jakiś za przeproszeniem Biedroń i ma problem, że nie każdy zachwyca się jego dziwacznymi praktykami  seksualnymi, albo jakaś opętana kretynka która chciałaby się gzić bez ograniczeń, a potem mordować swoje dzieci na koszt podatników.  Skąd się biorą tacy debile niech mi ktoś wytłumaczy! Ktoś im za to płaci - to jedyne rozsądne wyjaśnienie..

W głupocie świat muzułmański nie wiele ustępuje liberalno-lewicowym elitom zachodnim. Chcą nas podbić demografią, barany. Myślą, że bogactwo Europy jest jak ropa naftowa, ktora siknęla jakiemuś szejkowi na pustyni. Otóż nie, Europa jest stosunkowo niewielkim skrawkiem lądu, w północnej swej częsci położonym w surowym klimacie. Mieszkańcy tysiące lat uczyli się jak przeżyć w tych warunkach, a potem przez wieki jak je obrócić na swoją korzyść. Z pracy ich rąk i intelektualnego wysiłku wzięło się bogactwo Europy. Chrześcijństwo dowartościowało pracę, a wymóg życia w czystości pozwolił zaoszczędzoną energię zkanalizować w twórcze działanie. Europa bez Europejczyków nie będzie żadną atrakcją dla ludu pustyni. Nawet jeśli w drodze demokratycznych wyborów przejmą władzę w krajach zachodnich, po czym wprowadzą prawo szariatu i opodatkują wszystkich chrześcijan okaże się, że bogactwo znikło. Okaże się, że mają Bliski Wschód z wszystkimi jego wadami, ale bez żadnych zalet. Czy powrócą do swej tradycyjnej działalności w Europie tzn. handlu białymi niewolnikami?

Jakże jestem zmęczona, pójdę już spać.