Pokazywanie postów oznaczonych etykietą feminizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą feminizm. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 lutego 2021

O stosunku "gejów" i "transów" do kobiet

 Dziś na koncie twitterowym Rafała Ziemkiewicza znalazłam coś takiego:



Pan Śmiszek znany głównie z tego, że jest "gejem" (i partnerem p. Biedronia, też głownie znanego z tego, że jest "gejem") uznał ten piękny plakat z dzieckiem w łonie matki za "paskudny". Bardzo ciekawy dobór przymiotnika. Rozumiem, że dla kogoś billboard może być irytujący lub przygnębiający, bo przypomina o decyzji, o której wolałoby się zapomnieć. Może być bolesny dla rodziców nie mogących doczekać potomstwa, albo takich, którzy stracili dziecko przez poronienie. Może być trudny do zniesienia dla kobiet samotnych, które marzą o macierzyństwie, a nie mogą znaleźć odpowiedniego mężczyzny na ojca dla swoich dzieci. Mogę wyobrazić sobie ileś nacechowanych emocjami określeń, ale "paskudny"? 

Patrząc na plakat bez uprzedzeń można stwierdzić, że autorka znalazła bardzo odpowiednią formą do treści, którą chciała przekazać, że musi  być bardzo utalentowaną graficzką dysponującą świetnym warsztatem. Nawet jeśli komuś słowo "piękny" nie przejdzie przez gardło, to uczciwość nakazuje przyznać, że jest estetyczny, a jego przekaz nikogo nie obraża, ani nie wzywa do przemocy.

Dla pana Śmiszka jest "paskudny" bo mówi o owocu miłości mężczyzny i kobiety. Miłości, która jest płodna i służy właśnie temu - poczęciu  niewinnej ludzkiej istotki, bezpiecznej w łonie swej matki pod jej kochającym sercem. Tutaj sama macica ma kształt serca.

Z najwyższą niechęcią próbuję sobie wyobrazić co p. Śmiszek i jemu podobni mają w głowach, że rzeczy piękne postrzegają jako paskudne. Przede wszystkim muszą nienawidzić kobiet i wszystkiego, co ma z nimi związek jak np. macierzyństwo. Dla homoseksualnych mężczyzn kobieta, którą gardzą i się nią brzydzą ma zastosowanie wyłącznie jako tzw. "surogatka" nosząca w wynajętym brzuchu dziecko kogoś, kto jej płaci. Zaraz po zabiciu na narządy, trudno wyobrazić bardziej drastyczne uprzedmiotowienie człowieka.

Ks. Oko opowiadając o homomafii w Kościele zauważył, że homoseksualni duchowni bardzo nieprzyjemnie odnoszą się do sióstr zakonnych. Ponieważ nie są one potencjalnymi obiektami  zainteresowania natury seksualnej, nie istnieją w ogóle (albo są zredukowane wyłącznie do roli anonimowej i pogardzanej służącej).

Moje własne doświadczenie pracy w seminarium duchownym potwierdza to spostrzeżenie w całej rozciągłości. Długo nie mogłam zrozumieć chamstwa wielu księży, którzy w sposób ostentacyjny mnie ignorowali np. nigdy nie odpowiadali na pozdrowienie, a kiedy już musieli się do mnie odezwać robili to przez osobę trzecią nie patrząc w moim kierunku. Jednocześnie knuli za moimi plecami, nastawiając kleryków przeciwko mnie. Była to nie tylko pogarda dla kobiety, ale zarazem zwalczanie "konkurencji" na homoseksualnych łowiskach. Z wielu źródeł słyszałam, że taki właśnie charakter miało wrocławskie seminarium pod rządami kardynała Gulbinowicza i jego następców.

P. Śmiszkowi coś się jednak w tym konkretnym bilbordzie podoba, a mianowicie przypisana ludzkiemu płodowi przez wandala  "orientacja seksualna". Jest dla mnie tajemnicą jak można postrzegać dziecko w  łonie matki jako obiekt seksualny. Przecież według terminologii lewicy to "zlepek komórek"! Rozumiem, że o ile będzie przydatny w takim charakterze, może się ewentualnie urodzić. Nie mam złudzeń co do homoseksualnych mężczyzn i ich stosunku do ludzi, którymi nie są zainteresowani seksualnie, ale przyznam, że po tym wpisie zatkało mnie z obrzydzenia.

Podobnie rzecz się ma z inną "uciskaną mniejszością seksualną" tzw. "transami". Chętnie się podczepiają pod różne "feministyczne" organizacje i ich aktywności, podobnie jak z zapałem biorą udział w zawodach sportowych przeznaczonych dla kobiet. W klimacie szaleństwa politycznej poprawności trudno się dziwić, że wykorzystują okazję i swój status świętych krów. Mam jednak nadzieję, że żadna kobieta, nawet feministka, nie ma złudzeń jak będzie wyglądała konfrontacja z kimś takim, kogo żaden szacunek do płci pięknej nie powstrzyma przed użyciem pięści i buciorów.

Pisałam już na tym blogu, jak w środku miasta, w samo południe zostałam postraszona przez młodego transwestytę idącego w towarzystwie dwóch kolegów, tylko dlatego, że mój błądzący wzrok przez moment zatrzymał się na jego osobie zrobionej na "laskę" (z ciężkim makijażem i pomarańczową peruką włącznie). Ów rozkoszny młodzieniec rzucił się ku mnie wydając odgłos rozzłoszczonego zwierzątka. Dużo agresji, ale i zazdrości było w tym zachowaniu, bo ja nie muszę nosić tony makijażu ani peruki, żeby wzięto mnie za kobietę, ani też stroju "pracownicy seksualnej".  Mogę poprzestać na skromnej, ale gustownej kiecce albo nawet spodniach i sportowej kurtce.

Żaden normalny mężczyzna nie czułby się urażony dyskretnym zainteresowaniem kobiety (prawdziwym lub domniemanym), raczej by mu to pochlebiało albo było obojętne. Poza tym natura wmontowała pewien mechanizm zabezpieczający kobietę przed agresją dużo silniejszego mężczyzny - instynkt zachowania gatunku. Agresora może ująć powab niedoszłej ofiary, jeśli jest młoda, albo skojarzenie z matką lub babcią, jeśli jest odpowiednio starsza. Oczywiście istnieją chamy naruszające tabu agresji fizycznej wobec kobiet, ale wiąże się to z powszechnym potępieniem. W przypadku tzw. "gejów" i "transów" taki mechanizm nie działa, pogarda i zazdrość raczej wzmagają agresję, a status świętej krowy chroni przed poniesieniem konsekwencji.

Zaślepienie feministek popierających tzw. LGBT doprowadziło do przechwycenia ich ruchu dokładnie przez tych mężczyzn, którzy najbardziej nienawidzą kobiet i obrócenia go przeciw nim. Zdobyczą jest np. uraz czaszki zawodniczki walczącej z mężczyzną udającym kobietę  albo bezkarne  buszowanie seryjnego mordercy i gwałciciela po damskim więzieniu, gdyż podczas procesu poczuł się kobietą. W wersji light to sytuacja nastolatki zmuszonej dzielić toaletę z mężczyzną. Przy czym prawo chroni delikatne uczucia silniejszego kosztem oczywistego zagrożenia fizycznego słabszej, o jej uczuciach i dyskomforcie nie wspominając.

"Baba diabła wyonacyła" w jakiejś ludowej bajce, ale w rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie - diabeł wyonacył feministki, a skutki tego będziemy ponosić wszystkie. 



piątek, 15 stycznia 2021

Obesrane miasto czyli krajobraz po protestach tzw. "strajku kobiet"

Wspominałam już na tym blogu jak wyglądało miasto Wrocław po tzw, "strajku kobiet" odpalonym pod koniec października i na początku listopada, ale nie zamieściłam żadnych zdjęć. Niniejszym nadrabiam tę zaległość:

"Ubogacona" przez "strajk kobiet" tablica pamiątkowa na Świdnickiej informująca, że w tym miejscu odbywały się happeningi Pomarańczowej Alternatywy w latach 80-tych ubiegłego wieku.

Dekoracja finansowanej przez podatników (via samorząd) galerii Design na Świdnickiej

Dekoracja restauracji na Świdnickiej


Nie minęło i półtora miesiąca a już uwzględniono w nabitym grafiku galerii Mia na pl. Solnym, (współfinansowanej - o ile wiem - przez miasto) całkiem świeżą wystawę, jakże aktualną: 




Nie udało mi się wejść do środka, żeby zrobić dokładne zdjęcia i wypytać galerniczkę. Drzwi były zamknięte, gdyż wewnątrz odbywał się wywiad z "artystami" (prezentującymi swoje jakże wybitne prace) dla mediów lokalnych.

Tego rodzaju "sztukę zaangażowaną" zapowiadała już wystawa w BWA na ul.Wita Stwosza w 2018, w 100 rocznicę nadania kobietom praw wyborczych. Dziwnym trafem informacja, że stało się to możliwe dzięki odzyskaniu niepodległości nie jest nigdzie podana. Widz ma odnieść wrażenie, że to zwycięstwo strajku kobiet, dziewuch dziewuchom i innych tego typu lewackich do urzygu, niszowych organizacji.

Pończochy naciągnięte na rozdartą polską flagę - moim zdaniem profanacja

Co to jest? Głosowanie topless? Femen po latach, z obwisłymi piersiami?

Biust na fladze? Czy to wersja dla erotomanów? Geje powinni zażądać penisa!



Co to znaczy?

O ile dobrze zgaduję zamysł artystki kobieta ogranicza się do tego, co ma między nogami... 

Wybitne autorki, głównie zadymiary sądząc po powyższej grafice

Nic by mnie nie obchodziło, że grupa jakichś bab produkuje sobie podobne obrzydlistwa, ale dlaczego galeria sztuki finansowana z pieniędzy podatników coś takiego wystawia?!!! To nie jest żadna sztuka!!! Panie zadymiary niech sobie wynajmą za własne pieniądze salę gimnastyczną i pokazują swoje wytwory, jeśli znajdą psa z kulawą nogą, który zechce je oglądać!!!

P.S.
Wystawy twórców wykazujących jakiś talent i warsztat mają szansę odbywać się w miejscach typu hol Biblioteki Wojewódzkiej:

Rozmowy kolorowane Roberta Romanowskiego, architekta z wykształcenia

Dlaczego, i jak to się stało postaram się opowiedzieć w następnych wpisach...










sobota, 9 stycznia 2021

Anja Rubik walczy z pornografią

Dziś  rano obudziłam się z niejasnym i niewygodnym poczuciem, że bardzo skrzywdziłam Anję Rubik moim pierwszym wpisem na temat okładki Vogue. Co więcej, nareszcie znalazłam właściwą interpretacji obu jej wersji układającą się w spójną całość:



Naprawdę trudno się z dzielną niewiastą nie zgodzić! Zaiste jest ona nieustraszoną wojowniczką o prawa kobiet, cokolwiek twierdziłyby aktywistki p. Lempart. ale to jeszcze nie koniec zaskoczeń!!!

Anja ewidentnie jest twarzą (i nie tylko) ruchu czystych serc, zaangażowaną w promocję wstrzemięźliwości seksualnej przed ślubem. Nie wierzycie? Zobaczcie co znalazłam w internecie!!!


Na tym zdjęciu pozuje (o ile dobrze zrozumiałam) ze swoim mężem Saszą Knezewicem (Kniaziewiczem?), za którego wyszła w dojrzałym wieku lat 35!!! Tak długo czekali! Naprawdę nie docenialiśmy tej dziewczyny!






niedziela, 31 grudnia 2017

O Ziemkiewiczu i feministkach kilka refleksji (luźno związanych z tematem)

Niedawno obejrzałam na YouTube wywiad Marcina Roli z Rafałem Ziemkiewiczem na kanale wRealu24 czy jakoś tak. Punktem wyjścia było oddalenie pozwu niejakiej p. Dryjańskiej przeciw Ziemkiewiczowi, który miał określić ją jako zdeformowaną, co z kolei było nawiązaniem do haseł głoszonych przez tę panią na demonstracji o dopuszczalności abortowania "zdeformowanych płodów".

Odpowiedź znanego publicysty z pewnością nie była elegancka, ale treść haseł demonstrujących feministek (a też ich język) urągała wszystkiemu czemu tylko mogła urągać ujmując rzecz najdelikatniej.

W dalszej części wywiadu Ziemkiewicz wygłasza swoją teorię skąd się biorą feministki (syndrom Piotrusi Pańci), która w wielu punktach wydaje się trafna, a także dość wnikliwie analizuje stan współczesnych mężczyzn i jakość ich relacji z kobietami. Twierdzi np, że żadna kobieta, która jest należycie kochana (przez mężczyznę, jak mniemam) feministką nie zostanie.

Wszystko to bardzo pięknie, ale cała ta rozmowa zostawia mnie z niejasnym poczuciem, że obie strony konfilktu are beating around the bush, innymi słowy przekaz werbalny rozjeżdża się z wizualnym, a wszystkie użyte słowa niezależnie od tego czy są głupie czy mądre, chamskie czy kulturalne mają luźny związek z istotą sprawy.

Feministki zrobiły z Ziemkiewicza uosobienie zła i chamstwa, męską szowinistyczną świnię i Bóg wie kogo jeszcze. Ten image jest oczywiście czystą kreacją tego środowiska (całkowicie autonomiczną wobec realnego człowieka) odpowiadającą na jego zapotrzebowanie na agresywną "patriarchalną" męskość z którą oficjalnie się walczy, a w skrytości duszyczki za nią tęskni albo przynajmniej pragnie się wejść w kontakt, choćby przez konflikt.

Każdy, kto widział dowolne nagranie z akcji aktywistek Femenu, pacyfikowanej przez policję, wie o czym mówię. Obrazy półnagich młodych kobiet wynoszonych przez uzbrojonych silnych mężczyzn nieodparcie kojarzą się z rozlicznymi przedstawieniami porwania Sabinek czy innych Lapitek, które także są zawsze nagie na tę okoliczność. Ewidentnie zestawienie kobiecej nagości i bezbronności z męską agresją i siłą jest odbierane jako wizualnie atrakcyjne i pobudzające. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że to pewna konwencja. Mężczyźni "gwałcą tylko troszeczkę" jak onegdaj wyraził się Korwin-Mikke, a omdlewająca słabość kobiet jest po części grą. Dopóki konwencja jest przestrzegana wszyscy się dobrze bawią - aktorzy i widzowie. Co innego prawdziwa przemoc ta zawsze jest ohydna, niewymawialna i natychmiast usuwana z pamięci (o ile to możliwe). Żadna kobieta fantazjująca o słodkim brutalu nie chciałaby w tzw realu zostać napadnięta przez niedorozwinięte emocjonalnie lub zaburzone indywiduum traktujące ją jak człowiek przyciśnięty nagłą potrzebą fizjologiczną wychodek. Żaden normalny człowiek nie chciałby być świadkiem takiej sceny, ani nie oglądałby jej zapisu, a gdyby się tak  przypadkiem zdarzyło nadaremnie starałby się to od-zobaczyć do końca swych dni.

Pewna młoda włoska feministka - ładna i zgrabna dziewczyna - rozebrała się do naga, rozpuściła długie do pasa włosy, a zrobiwszy sobie na twarzy niezbędny makijaż (nigdy nie wiadomo kiedy spotkasz swego królewicza) wyszła na ulice Turynu czy innego Mediolanu w obuwiu sportowym na nogach, z płócienną torbą przewieszoną przez ramię. Na co liczyła? Na jakieś białe patriarchalne, opresyjne, katolickie, łapska, które pochwycą jej wąską talię (a równie opresyjny, niski, męski głos zażąda "bądż mi powolną")? Na spojrzenia w których przez fałszywe oburzenie przebija chuć ledwo maskowana patriarchalnym nakazem cywilizowanego zachowania?  Na zdjęcia zakłopotanych policjantów niosących jej nagie ciało w mediach? Trudno powiedzieć. Na cokolwiek liczyła, spotkała imigrantów z Afryki, którzy obstąpili ją śmiejąc się, pokazując sobie palcami co bardziej interesujące fragmenty jej  anatomii i filmując komórkami. Serdecznie żal było mi nieszczęsnej, która miała zdrowy odruch, żeby zasłonić się torbą i włosami, ale jako dobra feministka starała się nad nim panować. Z mało przekonującym uśmiechem przyklejonym do twarzy coraz szybszym krokiem pomykała ulicami starając się zgubić ogon czarnych mężczyzn, którzy słusznie uznali, że lepszej atrakcji w mieście nie znajdą. Wyobrażam sobie jak pocieszała się świadomością, że cokolwiek powiedzieć o jej opresji, nie była ona biała, patriarchalna, ani katolicka.
(Film dostępny na You Tube "Crazy Italian feminist...")

Żadna ofiara napaści seksualnej nie rozebrałaby się publicznie do naga, ani nawet półnaga, jak to czynią uczestniczki tzw "marszów szmat", wyżej wspomniana niunia czy aktywistki Femenu. Obnażać się publicznie mogą jedynie osoby czujące się naprawdę bezpiecznie.  Tak się składa, że owo poczucie bezpieczeństwa zapewnia jedynie patriarchalna, opresyjna, chrześcijańska cywilizacja łacińska i tylko na jej kurczącym się obszarze oglądamy takie sceny.

Niektórzy tzw "prawicowi publicyści" twierdzą, że feministki to stare, brzydkie, nie kochane, zaniedbane, sfrustrowane baby, co wydaję się raczej próbą zawstydzenia tych kobiet niż uczciwym opisem rzeczywistości. Można się o tym łatwo przekonać oglądając którąś "Feministyczną pytę", gdzie młodzi reporterzy wyszukują w grupie demonstrantek co atrakcyjniejsze uczestniczki i prowokacyjnymi, często wulgarnymi pytaniami starają się skłonić je do powiedzenia czegoś głupiego, co im się na ogół udaje. Seksualny podtekst tej zabawy jest oczywisty. Równie dobrze można by  pod ten obraz podłożyć dialog typu "A panienka to ma czym oddychać" "Hi, hi, hi, a kawaler to nazbyt śmiały"  czy coś podobnego.

Czy ktoś pamięta jeszcze aktywistkę, która weszła do kościoła św Anny w Warszawie, żeby demonstracyjnie z niego wyjść podczas czytania listu biskupów, co uwieczniła kamera telewizyjna "przypadkowo" tam się znajdująca? Ta pani kompromitowała się w mediach czas pewien po tym zdarzeniu, dzięki czemu mogłam się jej przyjrzeć. Okazała się przeciętną osobą we wczesnym wieku średnim, która poświęciła sporą ilość czasu, ambarasu i pieniędzy swojej fryzurze. Włosy rosnące jej grzebieniem na środku czaszki bokami wygolone były prawie do skóry, na czym jeszcze głębiej widniało duże serduszko pofarbowane na czerwono. Przy czymś takim Magda Ogórek z przyklejonymi rzęsami i tlenionymi włosami ułożonymi w nieruchome pasma wydaje się osobą nie przywiązująca nadmiernej wagi do swego wyglądu.

Patrząc na wymyślne makijaże i fryzury niektórych aktywistek czy uczestniczek demonstracji nie sposób nie widzieć oczywistej kokieterii stojącej w jaskrawej sprzeczności z głoszonymi hasłami. Jaki interes może mieć osoba deklarująca wrogość do męskiej dominacji czy męskości w ogóle wysyłając sygnał "zainteresuj się mną, jestem chętna" za pomocą kilograma tuszu wokół oczu, warg ociekających szminką i farbowanych włosiąt wygolonych w fantazyjne wzory? Intensywność tego sygnału może konkurować z wizerunkiem scenicznym Dolly Parton. Problem w tym, że "niekonwencjonalność" użytych środków nie znajduje uznania w oczach potencjalnego targetu. Widziałam profilowe zdjęcie p. Dryjańskiej, na którym widoczne są głównie oczy i duża ilość tuszu. Rozumiem dlaczego uwaga Ziemkiewicz tak ją zabolała.

Jestem absolutnie pewna, że osoba autentycznie obojętna lub wroga wobec mężczyzn odpuściłaby sobie całe to "niekonwencjonalne" wdzięczenie w stylu "mam cipkę" i nie szukała desperacko słodkiego  tzn chciałam powiedzieć patriarchalnego brutala, jak owa włoska feministka nago krążąca po ulicach Turynu.

Drogie feministki p. Ziemkiewicz ma zdecydowanie bardziej "konwencjonalne" gusta, czemu dał wyraz w swoich licznych tekstach. Nie wydaje mi się też idealnym kandydatem na wymarzonego brutala, nawet jeśli miał w życiu tzw ciemny okres. Na mnie zawsze robił wrażenie człowieka dobrodusznego, nie przerywającego swoim gościom w studio i traktującego kobiety z należytym szacunkiem. Pamiętam program w którym występował z byłą posłanką Senyszyn, która pod wpływem takiego traktowania zbliżyła się najbardziej - jak to w jej przypadku możliwe - do ideału damy (określenie nieco na wyrost, ale lepsze nie przychodzi mi do głowy), nawet skrzekliwość jej głosu wydała jakby mniej irytująca.

Nie chcę przez to wszystko powiedzieć, że kobiety nie mają problemów, ani tym bardziej że nie istnieje pewien typ  męskiej mentalności, który im znacząco utrudnia życie. Cały ten feminizm jednak stawia rażąco błędną diagnozę przyczyn cierpienia kobiet, podobnie jak czynił to marksizm w stosunku do klasy robotniczej, mniejszości rasowych, etnicznych i seksualnych. Zainteresowanych głębszym wglądem w temat cierpienia i tzw opresji odsyłam do dostępnych na YouTube wykładów Jordana Petersena, psychologa klinicznego z uniwersytetu w Toronto, liberała i agnostyka zresztą. Stawia on tezę, że samo istnienie jest źródłem cierpienia. To cena którą płacimy za samoświadomość. Co ciekawe dla zilustrowania swojej tezy używa tekstu o upadku człowieka i wygnaniu z raju z Księgi Rodzaju, który interpretuje w duchu filozofii głębi Junga.

Osobiście nie wierzę, że agresywne grupy typu Femen mają cokolwiek wspólnego z ruchem kobiecym. Ktoś używa tych kobiet do swoich celów, a ściślej mówiąc używa obrazków z ich udziałem. Ciekawa jestem czy przeprowadzany jest casting na aktywistki, podczas którego kandydatki muszą zaprezentować swój biust i figurę przed komisją. Nie zdziwiłabym się gdyby tak było. Co łączy radykalny feminizm z wojującym islamem i komunizmem? Nienawiść do Chrześcijaństwa. Można więc bez ryzyka błędu założyć, że są to po prostu ruchy antychrześcijańskie czynne na terenie cywilizacji zachodniej, których działanie jest zsynchronizowane z bezprecedensowym prześladowaniem chrześcijan poza nią. Ekscesy z udziałem półnagich panienek przykrywają medialnie mordy na chrześcijanach, w sprawie których jakże wrażliwa opinia publiczna zachodu jest dziwnie obojętna, podobnie jak w kwestii przymusowej aborcji przeprowadzanej w Chinach siłą do końca ciąży, zabijaniu dziewczynek (w łonach matek i po urodzeniu) w Indiach, przymusowych małżeństw 8-latek w niektórych krajach muzułmańskich itp. Nie ma chyba bardziej oczywistego dowodu, że nie o kobiety tu chodzi.

Co do polskich feministek ich publiczna ekspresja - poziom agresji, wulgarność języka, przekraczanie granic - wykazuje bliźniacze podobieństwo do wystąpień Urbana, ekscesów palikociarni po krzyżem pod wodzą niejakiego Dominika Tarasa (czy ktoś go jeszcze pamięta?), niektórych akcji KODu i UBywateli RP.  Widać rękę tego samego mistrza marionetek.






piątek, 7 listopada 2014

O kupowaniu kobiet w przedziale wiekowym od 1 do 10

Wczoraj Fronda opublikowała na swojej stronie wiadomość, że państwo islamskie wystawiło na sprzedaż kobiety, głównie chrześcijanki. Kobietę w wieku 40-50 lat można kupić za równowartość 150 PLN, od 1-10 (sic!) za 600 PLN, ceny w pozostałych przedziałach wiekowych plasują się pomiędzy.
(Co zrobiono z kobietami powyżej 50 i poniżej 1? Przerobiono na kiełbaski?)
Najbardziej szokujące są dla mnie kobiety w wieku 1-10. Nie znam cenników antycznych, tatarskich ani tureckich, ale na zdrowy rozum młoda dziewczyna już dojrzała seksualnie, a jeszcze dziewica czyli w warunkach europejskich okolice 12-16 lat powinna, jako towar gotowy do konsumpcji, być w cenie znacznie wyższej niż roczne niemowlę. Tak jednak myśli Europejczyk/Europejka "skażona" pracą cywilizacyjną 20 wieków Chrześcijaństwa.

Jak wygląda punkt widzenia osób takim wpływem nietkniętych mamy okazję dowiedzieć się z pierwszej ręki - wszystko co się rusza jako obiekt seksualny. Tak właśnie było w wielu cywilizacjach starożytnych na pewnym poziomie wyrafinowania, wśród warstw na pewnym poziomie zamożności.

Dla normalnej Europejki (a ufam, że również dla normalnego Europejczyka) dziecko w wieku 1-10 to przede wszystkim odpowiedzialność, tony miłości, uwagi i pracy wychowawczej, oczywiście poza zapewnieniem odpowiednich warunków materialnych(nie twierdzę, że każde dziecko to dostaje, ale każdy wie, że powinno dostać). Tak myślimy na skutek wyżej wymienionego wpływu Chrześcijaństwa.

W innych kulturach dziecko może być towarem jak każdy inny, można je zaprowadzić do burdelu, sprzedać na niewolnicę seksualną lub na części zamienne. Dziewczynki są dodatkowo narażone na wyeliminowanie na etapie prenatalnym na skutek dostępności USG (jak w Indiach), lub zaraz po urodzeniu jak w starożytnym Rzymie (tzw. nienaturalne znikanie młodszych sióstr) i wielu miejscach dzisiejszej Azji.

Nie jest to wiedza tajemna i każdy przeciętnie rozgarnięty człowiek może ją pozyskać bez trudu.
Co jednak słyszymy w tzw. debacie publicznej? Piramidalne bzdury o ucisku i wyjątkowo niskiej pozycji kobiety w Chrześcijaństwie. Zastanawiam się czy te wszystkie feministki - aktywistki, zielono-czerwoni i tęczowi rzeczywiście tego nie wiedzą. Żaden/żadna z nich nie uczyła się łaciny w młodości i nie zauważyła ile jest imion przewidzianych dla chłopców, a że dla dziewczynki tylko jedno utworzone od nazwiska rodowego ojca, bo wszystkie młodsze siostry kończyły w lesie lub na śmietniku?

Wygląda na to, że Europa oszalała i odrzuca dokładnie wszystkie zdobycze cywilizacyjne, które zapewniły jej tak wyjątkową pozycje na świecie:dobrowolne monogamiczne małżeństwo dorosłych ludzi, zakaz kazirodztwa, dzieciobójstwa, niewolnictwa, sodomii, pedofilii, zoofilii, nekrofilii, eutanazji, eugenicznej hodowli człowieka, ofiar z ludzi i wszystkich okropności, które nie urodziły się dzisiaj ale zawsze istniały. Chrześcijaństwo otoczyło nas ochronnym kloszem tak skutecznie, że zapomnieliśmy co jest alternatywą.