Pokazywanie postów oznaczonych etykietą herezja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą herezja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 stycznia 2026

Gnoza nasza powszednia

Gnoza polega między innymi na całkowitym odwróceniu znaczeń. Bóg - Stwórca ze Starego Testamentu jest ZŁY gdyż:

  • Zamiast chaosu wprowadza ład - Logos.
  • Dookreśla, co nieokreślone - każda istota żywa jest tym, czym jest i nie może sobie wybrać czy jest wiewiórką, rybą czy wilkiem. 
  • Wśród wyżej zorganizowanych każdy osobnik ma okreslona płeć i nie możej jej zmienić
  • Zakazuje spożywania owoców z drzewa poznania Dobra i Zła, co jest opresywne wobec pierwszych ludzi. Każdy bowiem zakaz jest opresywny, nawet pakowania palców do kontaktu...
Jeśli Bóg jest ZŁY, to kto jest DOBRY? Starożytny Wąż, oczywiście. To on pokazuje pierwszym ludziom drogę poznania i uwolnienia się od tyranii Demiurga i Logosu...
  • Więc to nie dzieci mają byc uczone i wychowywane, tylko rodzice i nauczyciele przez swoje potomstwo i uczniów. 
  • Na wywiadówkach to nauczyciele są recenzowani przez uczniów i muszą się gęsto tłumaczyć. 
  • To nie stróż prawa chroniący słabszych przed bandytami jest bohaterem, tylko zaćpany kryminalista, który się przekręca podczas zatrzymania. 
  • W tramwaju starsi ludzie stoją, a młodzi siedzą, często na zewnętrznym siedzeniu, zajmując de facto dwa miejsca... 
  • Płodność, czyli udział w dziele stworzenia, jest zła, seks musi być jałowy, a najlepiej zwyrodniały i tak dalej w tym tonie...

Wszyscy to widzimy, nie koniecznie kojarząc ze starożytną herezją, jaką wciska się nam w charakterze "postępu". Postanowiłam więc nieco wyjaśnić sytuację, w której się znaleźliśmy na przykładach. Zacznijmy od zła, i tych, którzy je uosabiają w naszej rzeczywistości:


Pozwoliłam sobie posłużyć się ta skromną grafiką, którą mam ochotę zatytułować niczym słynny rysunek Gruenewalda "Trójjednia zła". Na pierwszym planie (na środku) złowroga emerytka z Torunia, która ma moc wypowiadając (a raczej pisząc w internecie, w charakterze komentarza) dwa słowa "Giń człeku" zagrozić możnym tego świata. 

Po jej prawicy (znaczy dla nas po lewej) równie złowieszczy ksiądz Olszewski, egzorcysta, który dopuścił się niewypowiedzianej zbrodni wejścia na teren oznaczony przez Sancto Ovsico, czyli działalności charytatywnej wspomaganej przez państwo (zbudował ośrodek dla ofiar przemocy, z dotacji ministerstwa sprawiedliwości przyznanej w wyniku konkursu).

Po lewicy, czyli po prawej stronie obrazka, Adam Borowski, dawny działacz opozycyjny, który zelżył majestat Giertycha przypominając, o co był oskarżony, zanim niezawisły sąd wskazał nieubłaganym palcem Fokę, jego ochroniarza i kierowcę zarazem - wraz z malżonką - jako winnych zarzucanych mecenasowi czynów, tzn wyprowadzenia miliardów ze spółki Polnord. Borowski, zatwardziały w swym uporze, nie przeprosił, więc został skazany na pól roku bezwzględnego więzienia.

Emerytka z Torunia też dostała pół roku, z tym, że w zawieszeniu na rok i 1000PLN "zadośćuczynienia pokrzywdzonemu". Niebawem skazany zostanie ks Olszewski i nie wątpie, że szczęka opadnie nam wszystkim na bruk. Nie wiem czy to będzie dożywocie, 30 lat łagru czy kara śmierci przez ukamienowanie...

Kiedy wyroki zostaną wreszcie wykonane odetchniemy z ulgą, poczujemy się bezpieczniejsi i znacznie częściej będziemy się uśmiechać, zwlaszcza, że mamy tak wspaniałych świeckich świętych jak:


Sanctus Sepsa-Ovsicus 

i Beatus Romanus, Sanctae Ecclesiae, Giertychus...

P.S.
Sędzia, który skazał złowieszczą emerytkę z Torunia na pół roku więzienia nazywa się Czarciński!Wszystko się zgadza! Starożytny wąż, jak zawsze, po stronie dobra i sprawiedliwości!!! Tutaj uzasadnienie https://www.youtube.com/shorts/kvRfwPgTNLk?feature=share





środa, 12 kwietnia 2023

Jeszcze o Mogielskim, ślepych i głuchych przełożonych oraz dziwnej krucjacie Terlikowskiego

Wysłuchalam takiej oto rozmowy na YouTube: Ojciec Marcin Mogielski odchodzi z Kościoła. Walczył z pedofilią. Ksiądz komentuje na kanale Wirtualnej Polski, a komentujacym księdzem byl ks. prof. Andrzej Kobyliński.

W ktorymś momencie, w reakcji na zacytowanego tweeta Mogielskiego o byciu w domu w kościele luterańskim, ks. Kobyliński przyznał, że dominikanin już od dawna był protestantem w swoich przekonaniach. I tu jest skandal, na który jakoś nikt nie zwrócił uwagi. 

Za czasów Malińskiego, ani przeor Konopka, ani współbracia nie wiedzieli, że ich brat chędoży panienki ze swojej wspólnoty i okłada jakichś nieszczęśników skórzanym pasem. Bardzo trudno w to uwierzyć, ale powiedzmy, że nie robił tego na ich oczach...

Natomiast w momencie kiedy zakonnik w czasie mszy w kościele głosi poglądy jawnie protestanckie i nie do pogodzenia z nauką katolicką i robi to regularnie, a przelożony nie reaguje, to jest to po prostu sabotaż.

Przeor widocznie podziela poglądy współbrata - protestanta, albo po prostu ma głęboko w pompie, co jego podwładni opowiadają ludziom. To samo dotyczy pozostałych wrocławskich dominikanów. Należałoby więc całe to towarzystwo rozgonić na cztery wiatry i sprowadzić jakichś wierzących zakonników. Jeżeli w zakonie kaznodziejskim już takich nie ma, to należy go rozwiązać, a kościół św. Wojciecha przekazać komuś innemu...


Następnie obejrzałam wywiad z Terlikowskim Zrobiliśmy z Jana Pawła II wielką kremówkę. To najgorsze co mogło go spotkać - didaskalia #5. Wszyscy już go dawno odsądzili od czci i wiary, a ja czegoś wierzyłam w jego dobre intencje. Niestety po tej rozmowie doszłam do wniosku, że albo to kompletny kretyn albo wyrafinowany oszust.

W zajawce informacja, że w każdej klasie szkolnej dwoje dzieci było skrzywdzonych. W wywiadzie istotne uzupelnienie - 80%  przypadków ucierpiało z rąk domowników, krewnych, przyjaciól rodziny i wychowawców, 20 % od ludzi Kościoła. Po czym dowiadujemy sie dodatkowo, że do kategorii skrzywdzonych zaliczają się tacy, którzy byli wyśmiewani w dzieciństwie!!!

Ile znacie ludzi, którzy nie byli wyśmiewani, atakowani i obrzucani wyzwiskami w dzieciństwie?!!! Ja nie znam nikogo takiego!!! Do tak rozumianych skrzywdzonych zalicza się 100% społeczeństwa!!!

A Terlikowski uznał, że w związku z tym, że ludzie się nawzajem krzywdzą i nie oszczędzają nawet swoich dzieci, przyłączy się do operacji obcych służb mającej na celu rozwalenie wspólnoty....

I jeszcze opowiada, jak po reportażu Gutowskiego w TVN ludzie sie z nim skontaktowali, tylko okazuje się, że ci ludzie byli molestowani w domu...

Trudno mi uwierzyć, że Terlikowski nie rozumie, że jego gadka o "skrzywdzonych" jest kojarzona wyłącznie z ofiarami nadużyć seksualnych w Kościele, a on sam jest użyty do jego zohydzania jako użyteczny idiota...

Mam zresztą wrażenie, że ewolucja jego poglądów idzie w takim kierunku, że niebawem dołączy do Mogielskiego wraz ze swoją liczną rodziną.

niedziela, 9 kwietnia 2023

Marcin Mogielski wreszcie się zdecydował

Na stronie dominikańskiej taki oto tekst:
Ze smutkiem informujemy, że nasz br. Marcin Mogielski w minionym tygodniu opuścił wrocławski klasztor. Szanujemy jego osobistą i poważna decyzję. Niezależnie od jego losów i kolejnych kroków na zawsze pozostanie naszym bratem. Modlimy się za niego i prosimy Was o modlitwę.
O sprawie dowiedziałam się z komentarza czytelnika pod poprzednim wpisem. I co? - ktoś zapyta. I nic - odpowiem. Po pierwsze nie szokuje mnie to wcale. Gdzieś na tym blogu są streszczone co najmniej dwa jego kazania (Św. Dominik przewraca sie w grobie z 9.06.2021 https://singletonreview.blogspot.com/2021/06/sw-dominik-przewraca-sie-w-grobie.html i O zepsutej niedzieli, czyli dominikanie przechodza na ciemną stronę mocy z 6.05.2018 https://singletonreview.blogspot.com/2018/05/o-zepsutej-niedzieli-czyli-dominikanie.html) i własciwie bylo dla mnie dziwne dlaczego ten niewierzący czlowiek udaje księdza katolickiego. Myślę, że dobrze sie stało, że postanowił zakończyć tę maskaradę, bo nie będzie wprowadzał ludzi w błąd.

Ktoś może sie oburzyć, że tak sie wyrażam o zakonniku, który przyczynil się do zdemaskowania Malińskiego, a wcześniej oskarżał ks. Dymera. Powiem tak: nawet jeśli jego zarzuty wobec ks. Dymera i o.Malińskiego były w 100% prawdziwe, a intencje krystalicznie czyste, to jak teraz wygląda ta sprawa po jego odejściu? Ta jedna decyzja pozbawila ją wszelkiej wiarygodności, niestety...

Bracia dominikanie pogrążeni w smutku, a może powinni pogrążyć się w refleksji kogo promują i czynią swoją twarzą...

Pisałam poprzednio o rekolekcjach głoszonych przez młodego paulina, o. Piotra. Były naprawdę dobre i skłaniajace do refleksji. Kościół Bożego Ciała przy Świdnickiej jest równie pojemny jak kościół Św. Wojciech na pl. Dominikańskim i równie dobrze położony. Wypelniony był może w połowie, albo nawet nie... Dlaczego? Bo młody zakonnik nie jest obiektem kultu jednostek "przyciągajacych młodzież do Kościoła" praktykowanego od dekad w zakonie kaznodziejskim.

Tylko to nie jest przyciąganie "do Kościoła" tylko dominkańskiego kółka wzajemnej adoracji. "Przyciągnięci " podlegają ścisłej selekcji według kryteriów, których nie znam, ale się domyślam... Nie będę o swoich domysłach pisać w pierwszy dzień świąt.

P.S.
Tomasz Terlikowski na Onecie wysmażył laurkę dla Mogielskiego, zasłużonego w ujawnianiu skandali seksualnych,  w stylu "Dzielny wojowniku, rozumiem twoją decyzję!"

Troska o skrzywdzonych piękną rzeczą jest, ale red. Terlikowski nie słyszał kazań Mogielskiego, które ja słyszałam. To nie była katolicka nauka. Zresztą sam Mogielski wyznał na twitterze, że w kościele luterańskim czuje sie nareszcie w domu...

Dlaczego czuje sie w domu? Czy są tam same anioły i nie ma skrzywdzonych? Moja odpowiedź brzmi: bo nie musi udawać, że w coś wierzy. Myślę, że luteranizm to tylko etap przejściowy na drodze do stania sie świeckim aktywistą - agnostykiem albo zgoła ateistą.

Terlikowski twierdzi ostatnio, że skrzywdzeni są wszędzie, więc kilka osób jak Łukasz Warzecha czy o.Dariusz Kowalczyk SJ odpowiedziało mu, że nie znają nikogo takiego...O. Kowalczyk został ministrantem w wieku 5 lat, przeszedł przez jezuickie seminarium, ileś dekad życia w zakonie, był prowincjałem, a obecnie wyklada w Rzymie. Czy kłamie?

Nie sądzę. Myślę, że seksualni drapieżcy molestują tylko osoby, u których widzą jakiś odzew na swoje awanse. Jakiś subtelny sygnał, być moze wysyłany nieświadomie...Tu przypomnam sobie mężczyzn, którzy usilowali mnie uwieść, ale wobec zupelnego niezrozumienia  z mojej strony, o co im chodzi, nie byli w stanie... 

Wydaje mi się możliwe, że jeśli ktoś, jako dziecko, doświadczał bliskości wyłącznie podczas czynności seksualnych ze strony rodzica/opiekuna, to może podświadomie taki sygnał wysyłać i reagować na dotyk w sposób, który go predestynuje do roli ofiary... Jest więc możliwe, że większość osób nigdy się z takim problemem nie zetknęła i go nie rozumie.

Ponadto niepokoi mnie przypadek Lisińskiego - oszusta wylansowanego przez szemranego Holendra Ekke Overbeeka -  i jak cyrk obwoźny prezentowanego we wszystkich "odważnych" materiałach medialnyh, a na koniec zawiezionego przez wdowę Diduszko i poslankę Szajbus-Wielgi do Watykanu. Jeśli więc skrzywdzeni są wszędzie, to dlaczego lansować oszusta? Dlaczego to oszust zakłada fundację? Przecież powinno być tysiące osób lepiej nadających się do takiego celu.

Dlaczego obcy agent wpływu, wynajęty do rozwalania wspólnoty i wszystkiego, co ją spaja, kreuje oszusta na męczennika? Przecież to musi wyjść na jaw? Nasuwa się prosta odpowiedź - nie znalazł nikogo innego!




niedziela, 8 maja 2022

O pięknie, które inspiruje i podnosi na duchu

Byłam wczoraj z okazji pierwszej soboty miesiąca u Paulinów na mszy "maryjnej". Niestety odprawiał o. Maksymilian, przeor i skądinąd życzliwy i sensowny człowiek, obarczony jednak tę przykrą przypadłością, że uwielbia swój głos, który przy takich okazjach nabiera kląskających tonów przyprawiających mnie o mdłości. 

O. Maksymilian rozważał - wszystko na to wskazuje - tajemnicę Zmartwychwstania. Cała swoją uwagą poświęcił uczuciom jakich doznawała Maryja, kiedy Jezus się jej ukazał. Ewangelie milczą na ten temat, ale o. Maksymilian się tym nie zrażał i wymownie rekonstruował dialogi, które - jego zdaniem - miały miejsce przy tym hipotetycznym wydarzeniu. Powtarzał przy tym pytanie: Co czuła Maryja? Co czuło serce matki? Wyglądało, że się zawiesił, a byłam już gotowa wybiec z krzykiem i nigdy tam więcej nie wrócić...

Mam alergię na ten rodzaj pobożności. Dlatego przez większość życia chodziłam do dominikanów, którzy - niestety - się zbiesili i serwują wiernym herezję modernistyczną we wszystkich odsłonach i przy każdej okazji. 

Dziś trafiłam nieoczekiwanie do swojej parafii i mimo rozpaczliwego organisty wróciłam podniesiona na duchu. Piękno barokowego wystroju potrafi wiele wynagrodzić... Zamieszczam kilka zdjęć, żeby dać pewne pojęcie o poziomie artystycznym.

Fragment ołtarza głównego z rzeźbami patronów kościoła św. Doroty i Wacława 

Ołtarz główny w całej okazałości, na pierwszym planie piękne barokowe stalle

Św. Jan Chrzciciel u wejścia do prezbiterium (szaty pokryte płatkowym złotem kładzionym na pulment)

Św. Jan Ewangelista trochę nieostry, na pierwszym planie świeżo odrestaurowany ornat z początku XX albo końca XIX w.



środa, 9 czerwca 2021

Św. Dominik przewraca się w grobie...

 ... patrząc na zakon, który założył do walki z herezją.

Wracając z przychodni na pl. Dominikańskim (gdzie z pewną panią zrobiłyśmy niezłą akcję wyrzucania przedstawiciela handlowego z gabinetu dermatologa) z przyzwyczajenia weszłam do Kościoła św. Wojciecha. Trafiłam na Ewangelię i kazanie sławnego o. Marcina Mogielskiego, który tak porządnie się zachował, opowiadając się po stronie ofiar o. Pawła Malińskiego, w tzw. skandalu wrocławskim.

Jeżeli ktoś chciałby się dowiedzieć na czym polega herezja modernizmu w czystej postaci, to powinien posłuchać wywodu o. Marcina luźno zainspirowanego dzisiejszym czytaniem z Ewangelii św. Mateusza (5, 17-19). Najkrócej rzecz ujmując nie należy wyśmiewać się z tego, co przekazały nam przeszłe pokolenia, choć to takie głupie i naiwne. Wszyscy bowiem jesteśmy w procesie ewolucji i przyszłe pokolenia będą wyśmiewać się z nas (np. z tego, że dominikanie chodzili w habitach). Depozyt wiary też ciągle ewoluuje i to co niegdyś wydawało się prawdą, teraz nią już nie jest. 

Kiedyś wierzono, że Pan Bóg karze ludzi piekłem za złe życie (choć już Orygenes i św. Grzegorz z Nyssy mieli inne zdanie), a teraz wiemy, że to nieprawda, bo Chrystus umarł za wszystkich i zbawił wszystkich (tzn. wszyscy są zbawieni, choćby nawet nie chcieli). Dobre uczynki są tylko wyrazem bezinteresownej miłości i nic nie zmieniają w naszej sytuacji. Coś takiego głosił też Luter, a potem był zdziwiony całkowitym upadkiem wszelkich dzieł miłosierdzia wśród swoich wyznawców kontrastującym z ich rozkwitem w Kościele Katolickim.

Kiedyś bito dzieci!!! Strachem zmuszano je do uległości! Wychowywano niewolników, a nie ludzi wolnych. A tymczasem z niewolnika nie ma pracownika! Wszystko ewoluuje, znaczy wszystko jest płynne jak nie przymierzając u Baumana... Znaczy Prawdy po prostu nie ma! Uznajemy za nią raz to, raz coś innego jak nam się w danym momencie wydaje...

Rozglądam się po kościele- wszyscy słuchają spokojnie, a mnie tymczasem bardzo świerzbi ręka i nie tylko od egzemy... Po kazaniu wychodzę. Mam całkowitą jasność, że nie powinnam pozostawać tu ani chwili dłużej. Jeśli tak ma wyglądać Kościół przyszłości, to dziękuję bardzo.

P.S.

  1. Zastosowanie teorii ewolucji do chrześcijaństwa proponowane przez Teilharda de Chardin zostało w swoim czasie przez Kościół potępione, podobnie zresztą jak poglądy Orygenesa. Czy od tego czasu pojawiło się jakieś nowe sekretne objawienie, które nakazuje zrewidować dotychczasową doktrynę? Czy jest to odkrycie bardzo otwartego o. Marcina Mogielskiego, papieża Franciszka czy jakiegoś niewierzącego niemieckiego teologa? 
  2. Nic mi nie wiadomo, żeby absurdalna wiara w postęp była oficjalną doktryną Kościoła. Gdyby tak było musielibyśmy uznać o. Marcina Mogielskiego, za lepszego teologa niż św. Tomasz z Akwinu, a jego autorytet w sprawach wiary i moralności większy niż wszystkich Ojców Kościoła, papieży i soborów przeszłości. 
  3. Postęp ludzkości  jest szczególnie dobrze widoczny w dziedzinie sztuki, wystarczy porównać malarstwo Tycjana z beczką pełną odchodów słonia- "dzieło" holenderskiego "artysty", którego nazwiska nie pamiętam. 
  4. Masowa aborcja, doświadczenia na płodach, zabijanie na narządy, surogacja, wymuszona akceptacja dla pederastii, programowe zaburzanie dzieciom identyfikacji płciowej, eutanazja - to ewidentne dowody na postęp w dziedzinie moralności...
  5. Kiedyś bito dzieci w celach wychowawczych. Cóż za okrucieństwo! Dziś się je zabija milionami w łonach matek, zabiera rodzicom pod najbardziej idiotycznymi pretekstami, sprzedaje do burdeli albo na części zamienne. Postęp moralny ludzkości jest imponujący. Kościół musi za nim nadążyć!
  6. Piekło będzie puste! O. Mogielski jest lepiej poinformowany niż Pan Jezus, który na kartach Ewangelii wielokrotnie twierdzi coś przeciwnego! Ach, przecież to nie jego słowa! To głupi ewangeliści włożyli mu w usta stan świadomości swoich współczesnych! Ach, przecież to nie ewangeliści znani z imienia są autorami Ewangelii, tylko ktoś całkiem inny. Skąd to wiadomo? No właśnie nie wiadomo! Ktoś musiał mieć sekretne objawienie wyższej rangi niż Pismo Święte...
  7. Powinniśmy mieć szacunek, dla tych głupich i śmiesznych ignorantów, którzy przekazali nam wiarę? Właściwie dlaczego, skoro tyle prywatnych objawień zdarza się ludziom otwartym na Ducha Świętego. Tylko w samym zakonie kaznodziejskim o. Paweł Maliński i o. Marie-Dominique Philippe wnieśli świeże podejście do seksu rytualnego jako narzędzia uzdrowienia!
  8. Słowa o szacunku dla pogardzanych prostaczków były - jak podejrzewam - zainspirowane komentarzem Pawła Lisickiego do wywiadu z o. Szustakiem, z tym że publicysta nie traktował naszych przodków protekcjonalnie, tylko wskazywał na obiektywną wartość ich pobożności i wierności.
  9. Było coś jeszcze o formowaniu dogmatów wiary, że jest bardzo niewłaściwe, bo ogranicza Ducha Świętego. Nauka Kościoła powinna być bezkształtną magmą, aby wszystkie, dokładnie wszystkie poglądy się zmieściły, bo po co ludzi dzielić!
  10. O. Mogielski nie wspomniał o akceptacji dla związków homoseksualnych, choć miałam nieodparte wrażenie, że całe jego kazanie jest do tego wstępem (tu mogę się mylić i krzywdzić przykładnego zakonnika brzydkimi podejrzeniami).

czwartek, 14 stycznia 2021

O herezjach, które prowadzą do (krypto)satanizmu


Czytałam kiedyś kryminały Henninga Mankella, których głównym bahaterem jest Kurt Wallander, policjant z Ystad cierpiący na cukrzyce, opuszczony przez żonę i zaniepokojony stanem swojego ponad 80-letniego ojca. Dobrze mi się do niedawna kojarzyły. Ponieważ znowu jestem chora i nie mogę się skupić nad niczym poważnym, marnuję czas na oglądanie filmów na YouTube, między innymi szwedzkiego serialu kryminalnego p.t. Wallander opartego właśnie na książkach Mankella.

Zaczęłam od drugiego odcinka pierwszej serii p.t. Bracia, który był taki sobie, ale rzeczywiście kręcono go w Ystad, w porcie widać polski prom ze Świnoujścia (z napisem Świnoujście - Ystad). Samo miasteczko prezentuje się chwilami bardzo malowniczo. Szwedzkie wybrzeże Bałtyku bardzo podobne do naszego tzn. piaszczyste, a nie same kamienie na plaży jak w "Siódmej pieczęci" Bergmana. Melancholijne klimaty jak u nas na Pomorzu Zachodnim.

Zachęcona krajobrazem i klimatem zabrałam się nieopatrznie za odcinek pierwszy - wizytówkę całego cyklu. A tam już w pierwszej scenie ktoś podpala...łabędzie. Tak łabędzie, które potem odlatują płonąc!!! Ten sam ktoś wiesza w kościele wśród modlitw swojej wspólnoty i nastrojowo zapalonych świeczek lekarkę-aborcjonistkę, potem topi w jeziorze dziecko poczęte przez zapłodnienie anonimową spermą samotnej kobiety, a na koniec ma zamiar wysadzić w powietrze inny kościół w którym kobieta - pastor udziela "ślubu" dwóm mężczyznom. Kim jest ten ktoś? Podpowiadam, uzasadnienie dla swoich czynów czerpie z Biblii!!! A ja myślałam, że w Szwecjii to muzułmanie dopuszczają się przemocy uzasadnianej religią! Coś musiało mi się pomylić...

Jeśli pamięć mnie nie myli, w książkach niczego tak skrajnie idiotycznego nie spotkałam. Owszem, muzułmańscy imigranci z Afryki zawsze są podejrzewani niesłusznie - bo wszystkiemu winni są przybysze z krajów postkomunistycznych Rosjanie, Łotysze, Czesi - ale chrześcijan jako terrorystów nie przypominam sobie. Mankell dostał wprawdzie nagrodę za osiągnięcia na niwie politycznej poprawności, ale twórcy filmu postanowili jeszcze podnieść poprzeczkę!

W książkach córka Wallandera, Linda, studiuje w Lund i chodzi, a nawet chyba mieszka, z Nigeryjczykiem. W filmie wraca do Ystad po szkole policyjnej i zaczyna pracę w lokalnym komisariacie. Po powieściowym Nigeryjczyku nie ma śladu. Na pytanie koleżanki czy ma chłopa odpowiada żartem, że jest lesbijką. Ta sama koleżanka, Anna, jest głęboka zdegustowana pomysłem ich wspólnej znajomej, żeby mieć dziecko bez ojca, przez zapłodnienie anonimową spermą. Uważa to za obrzydliwe i nienaturalne. Scena, w której wypowiada ten pogląd sygnalizuje, że to zła kobieta i może mieć coś wspólnego ze strasznymi zdarzeniami rozgrywającymi się dookoła. Rzeczywiście ma i na koniec musi zginąć, dla takich ludzi nie ma miejsca w szwedzkim tolerancyjnym raju.

W trzecim odcinku Linda Wallander nie chcąc mieszkać z ojcem wynajmuje domek wraz z kolegą z pracy. Oboje są podwładnymi Kurta Wallandera. Młoda policjantka zaczyna wspólne mieszkanie od zainicjowania seksu, choć rodzaj i długość znajomości niczego podobnego nie uzasadnia. Jej współlokator czuje się po tym bardzo nieswojo, zwłaszcza kiedy ojciec dziewczyny, a jego szef, wpada do nich rano. Linda natomiast nie zaburzona chodzi po domu nago, jedynie owinięta kołdrą, na oczach swego ojca i kolegi z pracy, a zarazem przedwczesnego kochanka.

Moją pierwszą reakcją po obejrzeniu tego dzieła filmowego było utwierdzenie się w przekonaniu, że wszelkie herezje w końcu prowadzą do satanizmu. Herezja Lutra siłą narzucona Skandynawii doprowadziła do duchowej śmierci tego regionu. Przewrotność z jaką Chrześcijaństwo przedstawia się w pop kulturze jako źródło wszelkiego zła i przemocy jest prawdziwie szatańska!

środa, 10 czerwca 2020

Jeszcze o herezjach ojca przeora z "rasizmem" w tle

Ostatnio słuchanie dominikanów przypomina wystawianie się na zatrute strzały. Ukłucie niewielkie, ale jad powoli uwalnia się do krwi... Nie mając wykształcenia teologicznego trudno czasem uchwycić istotę herezji, choć intuicja alarmuje, że coś jest nie tak... W przypadku ojca przeora wrocławskich dominikanów Wojciecha Delika jest to przeciwstawienie modlitwie i sakramentom miłości bliźniego i dzieł miłosierdzia.  Każdy rozsądny człowiek widzi, że nie tylko nie ma tu żadnej sprzeczności, ale miłość bliźniego odcięta od boskiego źródła po prostu nie jest możliwa, staje się w najlepszym wypadku karykaturą, a częściej horrorem, co właśnie obserwujemy w USA.

Każdy rozsądny człowiek, który próbował w życiu komukolwiek pomóc wie jak trudno o własnych siłach rozeznać co właściwie należy zrobić albo przed czym się powstrzymać. Każdy kto znajdował się w  sytuacji np. długotrwałej opieki na chorą osobą wie, że bez Boga i jego łaski (której kanałem są sakramenty) to zadanie przekracza ludzkie siły.
Pytanie jest dlaczego więc ojciec przeor to robi?  Odpowiedź najbardziej radykalna: jest niewierzący, pomylił powołanie zakonnika z z czysto ludzkim aktywizmem. Przemawia za tym np decyzja o zamknięciu kościoła zanim jeszcze wprowadzono JAKIEKOLWIEK ograniczenia w związku z pandemią. Wskazuje to jasno na brak wiary, że sakramenty, których sprawowanie jest istotą kapłaństwa, są  czymś ważnym. 

Wspominałam w ostatnim wpisie jak osobę która poczuła się upokorzona, że nie dano jej komunii do ust (tylko kazano czekać, aż wszyscy przyjmą na rękę) ojciec przeor wskazał jako egoistkę. Pomijam już fakt, określenie "egoista" jest taką samą pałką do okładania przeciwnika jak "rasista" czy "antysemita" i każdy wobec którego go użyto powinien mieć jasność, że nie chodzi o żaden dialog tylko manipulację, zawstydzenie, ośmieszenie albo gorzej. Najzabawniejsze, że pałki "egoizmu" używa człowiek, który w obliczu dość problematycznego zagrożenia, swojemu powołaniu się praktycznie sprzeniewierzył (pociągając za sobą współbraci) odcinając ludzi, których tak przykładnie kocha, od dostępu do kanałów łaski 

Jak przerażający jest czysto ludzki aktywizm parodiujący ewangeliczny nakaz miłości bliźniego pokazują działania lewicy. Nawet hekatomba komunistycznej rewolucji nie nauczyła rozumu nieszczęsnych bezmózgich amerykanów popychanych kijem "rasizmu" do najdziwniejszych zachowań jak klękanie przed murzynami. Może nie robiliby tego, gdyby pamiętali przed kim powinniśmy klękać wszyscy: biali, czarni, czerwoni i żółci bez różnicy... Czyżby historia miała się znów powtórzyć ? Czy oglądamy narodziny komunistycznej Ameryki? Papież Franciszek, który bez problemu wydał chiński Kościół komunistom zaniepokoił się rasizmem w USA, a zupełnie nie zauważył lewackiego terroru niszczącego dorobek życia zwykłych Amerykanów niezależnie od ich rasy... 

No cóż lewacka odmiana "miłości bliźniego" jest bardzo wybiórcza tylko BLACK lives matter, a kto krytykuje tzw Antifę niszczącą własność zwykłych ludzi i atakująca ich samych jest ....antysemitą, jak orzekł izraelski dziennik Haaretz!!! Wrażliwy na wykluczenie prezydent Warszawy ufundował 666 ławek w kolorach ruchu LGBT, a młoda lewicowa działaczka z okazji zbliżającego się święta Bożego Ciała opublikowała zdjęcie swojej gołej d..py z dedykacją dla katolików... 

czwartek, 18 października 2018

Ordo Sanctae Catherinae Sienensis i powrót Świętej Inkwizycji

Oglądałam wczoraj znakomity wywiad Grzegorza Górnego z Pawłem Lisickim (w internetowej telewizji wpolsce), który mówił m.in. o swojej najnowszej książce Epoka Antychrysta. Przy okazji omawiania sytuacji w dzisiejszym Kościele stwierdził, że same dokumenty papieskie (jak instrukcje o nieprzyjmowaniu homoseksualistów do seminariów) nie wystarczą, potrzebna jest inkwizycja, która je fizycznie  przeprowadzi i jakiś nowy zakon, który się podejmie takiego zadania.

O konieczności przywrócenia inkwizycji sama od dłuższego czasu myślę, ale pomysł założenia nowego zakonu uważam za zachwycająco świeży. Zakon kaznodziejski - w zamyśle Św. Dominika  powołany do zwalczania herezji - od dawna się do tego zadania nie nadaje. W dużym stopniu dał się uwieść przez świat, diabła i ciało. Jezuici - którzy mieli nawracać protestantów - stali się V kolumną oligarchów propagujących homoseksualizm. Podejrzewam, że w każdym z tych zakonów - i w wielu innych - są prawowierni katolicy z dobrym przygotowaniem teoretycznym, zdolni odróżnić herezję od ortodoksji. Można by z nich utworzyć zespół do oczyszczenia seminariów diecezjalnych i zakonnych z heretyków i herezjarchów roboczo nazwany Rigid Catholic Doctrinarians (RCD)

Natomiast do wyeliminowania czynnych homoseksualistów potrzebny jest nowy zakon Ordo Rigoristarum Neopelagianorum w skrócie ORN (nie mylić z ONR) albo mniej konfrontacyjnie Ordo Sanctae Catherinae Sienensis  (ze względu na niepozostawiającą żadnych wątpliwości ocenę sodomii przez patronkę). Musiałby składać się z osób dojrzałych, koniecznie po przezwyciężeniu kryzysu wieku średniego, niepodatnych na pedalskie (ani żadne inne) wdzięki, zdolnych kontrolować swoje emocje i wznosić się ponad nie w trzeźwej ocenie sytuacji, ponadto cechujących się silną wolą i determinacją. Być może powinny być to kobiety, które poradziły sobie ze swoją samotnością i nie widzą powodu, żeby księża i zakonnicy nie mogli, albo wszystkie osoby samotne, którym O.Pilśniak OP stręczył adopcję dzieci autystycznych jako rozwiązanie ich problemów życiowych (ci byliby zdeterminowani, że strach). Zakon mógłby zostać powołany na czas pełnienia swej misji, a po jej zakończeniu rozwiązany. Powinien działać pod przykryciem (bez habitów) najlepiej w przebraniu pogardzanych moherów, koniecznie z koszykiem pisanek do poświęcenia. Taki kamuflaż uśpiłby czujność podejrzanych, a nawet skłonił do zaprezentowania całej gamy aroganckich zachowań i heretyckich tekstów, które można od razu zgłosić do RCD.

P.S.
Po namyśle nazwa Ordo Sancti Petri Damiani byłaby jeszcze lepsza!

niedziela, 7 października 2018

O grzechu pierworodnym, teorii ewolucji i inkwizycji

Według Michaela Rose, autora książki Goodbye good men, w seminariach duchownych USA wykładowcy nie wierzą w grzech pierworodny i tą niewiarą zarażają kleryków. Nie wiem czy autor tłumaczy w swoim dziele powód owej niewiary (nie czytałam) więc pokuszę się o własne wyjaśnienie.

Pierwszy powód to owa osławiona metoda historyczno-krytyczna, która odrzuca z Pisma św. wszystko co nie jest zgodne z codziennym doświadczeniem przeciętnego człowieka. stąd np dziewicze macierzyństwo, zmartwychwstanie, a nawet rozmnożenie chleba i ryb nie mogło odbyć się tak jak jest opisane w ewangeliach. Zabawne, że ci sami ludzie, uśmiechający się pobłażliwie czytając o cudach i interpretujący zmartwychwstanie jako przetrwanie nauki Jezusa w sercach uczniów po jego tragicznej śmierci, nie mają żadnych problemów z przełknięciem teorii ewolucji i innych równie "naukowych" wykwitów XIX- wiecznego scjentyzmu.

Wyznam szczerze, że nie mam najmniejszych trudności z wiarą w zmartwychwstanie i nie widzę żadnych powodów, żeby podważać relacje świadków, natomiast pomysł, że życie na ziemi powstało na skutek uderzenia pioruna w aminokwasy wydaje mi się poniżej trzeciorzędnej powieści Science Fiction (inspiracja Frankensteinem Mary Shelley i doświadczeniami Galvaniego na martwych żabach jest wyraźnie widoczna). Nawet gdyby coś tak kretyńskiego było możliwe, to należałoby się zastanowić skąd wzięły się owe aminokwasy (które są skomplikowanymi strukturami), ziemia i cały wszechświat. Oczywiste dowody kambryjskiej eksplozji życia, tkanka miękka w kościach dinozaurów, ich datowanie węglem C 14 na najwcześniej 40 tys. lat przed Chrystusem nie jest jednak w stanie zachwiać wiarą wyznawców ewolucji. Dalej wyobrażają sobie owe miliardy lat, w czasie których człowiek ewoluował od ślepej ameby do prymitywnych, a zróżnicowanych hominidów, by w końcu dojść do oświeconego lewicowo-liberalnego establishmentu zaszczycającego ciemny motłoch swoim  przewodnictwem. Nawet najnowsze badania genetyczne - ustalające wiek Y-chromosomalnego Adama i mitochondrialnej Ewy na ok. 100  tyś. lat - nie podważają w ich oczach wiarygodności drogiej ich sercu teorii.

Przyjęcie owego ateistycznego mitu wyklucza  prawdę o upadku pierwszych ludzi i jego skutkach dla nas. Kto według pomysłu Darwina i jego następców mógłby być tak określony? Która grupa małpoludów? Przecież ewoluowały niezależnie w odległych lokalizacjach jak nie przymierzając grzyby po deszczu?  Do dziś pamiętam owe rzekome Sinantropy, Australopiteki, Neandertalczyki i inne Cromagnonczyki z biologii w PRL-owskiej szkole. Z tejże szkoły pamiętam też twierdzenie, że wszechświat jest wieczny i nie miał początku (chyba końca też nie będzie miał?). Pamiętam jak próbowałam objąć ową "prawdę" swoim nastoletnim intelektem, ze słabym skutkiem zresztą. A przecież już wtedy było wiadomo, że początek musiał mieć, gdyż inaczej byłby nieskończenie jasny i gorący. O ile dobrze pamiętam ktoś mądry uświadomił to ludzkości prostym pytaniem "dlaczego w nocy jest ciemno?" (w XIXw?) Wiek wszechświata obliczono w XX stuleciu i to pewnie w czasach, gdy uczniów PRL-owskich szkół karmiono nadal twierdzeniem o jego wiecznotrwałości.

Cokolwiek by wyznawcy teorii ewolucji nie twierdzili, każdy doświadcza w swoim życiu skutków upadku ludzkiej natury, czyli  - innymi słowy - grzechu pierworodnego. Jest on wyraźnie widoczny zarówno w historii ludzkości (szczególnie XX wieku) jak i indywidualnych losach poszczególnych jednostek.

Odrzucenie tej oczywistej prawdy ma niewiarygodnie daleko posunięte skutki społeczne. Otrzymujemy człowieka z natury dobrego, "szlachetnego dzikusa" Jana Jakuba Rousseau, którego nie trzeba wychowywać, ani poddawać dyscyplinie. Wystarczy go zostawić w spokoju aby się fantastycznie rozwinął. Dalej idzie bezstresowe wychowanie, szkoła, gdzie uczeń ma tylko prawa i żadnych obowiązków, a zamiast przyswoić sobie kilka podstawowych informacji o świecie daje upust swojej nadzwyczajnej "kreatywności". Nauczyciel "uczy się" od swoich uczniów, a Kościół postanawia zrezygnować ze swej funkcji nauczycielskiej, "towarzyszyć" pogubionym wiernym oraz uczyć się od par homoseksualnych i żyjących w nieformalnych związkach miłości. Skutki są znane - świat postawiony na głowie. Morderca (zdaniem amerykańskich demokratów) nie powinien być skazany na więcej niż 7 lat więzienia, a niewinne dziecko może być wyskrobane po kawałku z łona matki na jej życzenie w majestacie prawa. Niewiarygodna infantylizacja wszystkich dziedzin życia.

Kardynał Gerhard Mueller powiedział ostatnio w wywiadzie z Raymondem Arroyo, że po soborze uważano, że "wystarczy miłość" i żadne procedury karne nie są w Kościele potrzebne. Skutki są znane i cały lewicowo- liberalny establishment może się nimi onanizować ad nauseam. Na tym samym soborze postanowiono, że Kościół nie ma odtąd wrogów, a nawet podjęto z nimi tzw "dialog". Skutki tego dialogu oglądamy na Bliskim Wschodzie, gdzie chrześcijan się morduje, w Unii Europejskiej , gdzie systematycznie wypycha się ich z przestrzeni publicznej do rezerwatu  oraz w USA, gdzie pewna  mniejszość etniczna opanowawszy szkolnictwo wyższe, zawody prawnicze, poradnictwo psychologiczne, finanse, politykę zagraniczną, show business i media, skutecznie niszczy chrześcijańskie podstawy kultury, ze szczególnym uwzględnieniem roli Kościoła Katolickiego.

To uświadamia konieczność wykorzeniania herezji na najwcześniejszym etapie. Inkwizycja jest nam dziś bardziej  potrzebna niż kiedykolwiek przedtem. Pytanie tylko czy są jeszcze jacyś dorośli zdolni do podejmowania niepopularnych decyzji i wdrażania dyscypliny, czy też ostały się same zramolałe dzieci-kwiaty, wyznawcy "ducha soboru", homoseksualiści zainteresowani wyłącznie swoimi k...sami i dobrze urządzeni oportuniści. Może trzeba poszukać po ośrodkach psychiatrycznych dla kleru ?

wtorek, 18 kwietnia 2017

Zgryźliwie o świątecznej porcji herezji u dominikanów

Podczas wigilii paschalnej u wrocławskich dominikanów o. Andrzej Kuśmierski (o ile dobrze pamiętam nazwisko) tak rozwinął myśl św. Pawła "nie ma już niewolnika ani wolnego, Żyda ani Greka, mężczyzny ani kobiety, Tuska ani Kaczyńskiego, muzułmanina ani buddysty, Biedronia ani Grodzkiej". Na te słowa kaznodziei wyrwało mi się "pierdzielisz facet" aż kilka osób gwałtownie odwróciło się w moim kierunku z wyrazem dezaprobaty dla tej niewczesnej spontaniczności..

Nie wydaje mi się możliwe, żeby o. Kuśmierski nie zdawał sobie sprawy, że manipuluje tekstem dość bezwstydnie. Zanikanie podziałów, o którym mówi św. Paweł dokonuje się w Chrystusie wśród tych, którzy go przyjęli i w tym sensie nie byłoby żadnej różnicy między nawróconym buddystą a muzułmaninem. Związek pozostałych osób wymienionych z nazwiska z tematem pozostaje o wiele luźniejszy. Polityka nie jest naturalnym środowiskiem pięknoduchów, tylko ludzi stosujących nie zawsze czyste chwyty. Jednak jedni robią to w imię dobra wspólnego inni jedynie dla własnej kariery, a są też tacy, którzy zostali wynajęci przez podmioty zewnętrzne do celów inżynierii społecznej czyli przeprowadzenia rewolucji obyczajowej "w naszym nieszczęśliwym kraju" i w ramach dealu  z mocodawcami godzą się np. udawać kobietę lub eksponować swoje nieuporządkowanie seksualne.

Wszyscy oni potrzebują nawrócenia, trudno jednak ignorować różnicę między wiernością  a zdradą. Nawrócony zdrajca i jurgieltnik też ma szansę, ale póki trwa w swojej zatwardziałości znacząco różni się od kogoś, kto lojalnie służy swojemu krajowi, a nie zewnętrznemu mocodawcy. Prawo karne też taką różnicę zauważa i przewiduje daleko idące konsekwencje.

Można by bronić o. Kuśmierskiego twierdząc, że zapomniał dodać "po nawróceniu nie ma różnicy...", tylko czy rzeczywiście zapomniał?

W poniedziałek wielkanocny nawet ucieszyło mnie pojawienie o.Marcina Mogielskiego z jego nieco wymuszonym entuzjazmem (kontrastującym z przemęczeniem przeora  na mszy niedzielnej),  aż do momentu kiedy zdałam sobie sprawę czego owa radość dotyczy. Otóż zdaniem o. Marcina wszyscy zostaniemy zbawieni i nikt nie będzie potępiony. Kościół Katolicki oznacza po prostu wszystkich ludzi na Ziemi. Więc dlaczego, drogi ojcze Marcinie, 4 katechumenów przyjęło chrzest (+komunię i bierzmowanie) w noc paschalną i wszyscy śpiewaliśmy "gloria" z tego powodu? Dlaczego proszono nas o modlitwę, aby wytrwali na drodze? Przecież bez tego także byliby członkami Kościoła Katolickiego i mieli dokładnie takie same szanse zbawienia jak ochrzczeni!
W imię czego te wszystkie nawiedzone kobiety nie załapały się na związek natury romantyczno-seksualnej z rozwodnikami, księża wytrwali w czystości mimo namiętności do kogoś, homoseksualiści powstrzymali się od kopulowania z osobami tej samej płci, pedofile nie pofolgowali swoim skłonnościom chociaż mieli okazję i mogli liczyć na bezkarność? Dlaczego Ci, którzy jednak upadli, żałowali za grzechy i pokutowali latami? Po jaką cholerę pytam, jeśli to w gruncie rzeczy nie ma żadnego znaczenia?

Mocną stroną nauki Kościoła Katolickiego zawsze była spójność i logiczna konsekwencja wyraźnie widoczna dla ludzi trafiających do niego z daleka, a także niezmienność i niezłomność wobec żądań świata. Pewna nawrócona ateistka z programie Journey home w EWTN na pytanie, co ostatecznie przekonało ją do KK odpowiedziała, że kwestia antykoncepcji. Widząc zaskoczenie prowadzącego wyjaśniła, że w atmosferze medialnej nagonki na Kościół z powodu przypadków pedofilii (prawdziwej i urojonej) wśród księży każda ziemska instytucja byłaby skłonna do kompromisów w "pomniejszych" kwestiach. Fakt, że tak nie jest dowodzi, że Kościół jest czymś więcej niż ziemską instytucją.

W Wielki Piątek nie usłyszałam wyraźnie wyartykułowanej modlitwy o nawrócenie Żydów. Czyżby więc nie miało znaczenia czy uznajemy w Jezusie Mesjasza, a nawet Boga czy też przyjmujemy za Talmudem że jest on bękartem ze związku ladacznicy z rzymskim żołnierzem, smażącym się w piekle we wrzących ekskrementach przez całą wieczność? Rozumiem, że którąkolwiek wersję przyjmiemy, nasza droga do zbawienia jest równie prosta. Przyznam, że dla mnie ograniczonej nawykiem logicznego myślenia rzecz jest nie tylko absurdem i bluźnierstwem lecz także sabotażem (subwersją czy jak go zwał).

Drodzy dominikańscy pięknoduchowie, którzy tak kochacie Żydów, muzułmańskich "uchodźców"  i innych ulubieńców lewicy, a tak nie lubicie polskich katolików z ich denerwującym zwyczajem święcenia pokarmów w Wielką Sobotę, zastanówcie się nad logicznymi konsekwencjami waszych słów. Może przyjmowanie pieniędzy Sorosa z Fundacji Batorego jest równie wątpliwym interesem jak działania o. Konrada Hejmo na rzecz utrzymania tygodnika wDrodze? Może cena jest niewspółmierna do korzyści?

















niedziela, 25 października 2015

Wspólczuję Słoweńcom i tropię herezję


W kwestii "uchodźców" nie mam nic więcej do dodania. Incydent w Słowenii (w Brezicach) z podpaleniem namiotów i robieniem sobie selfie na ich tle nikogo chyba już nie był w stanie zaskoczyć. Współczuję Słoweńcom z całego serca. Niech stawiają płot na granicy z Chorwacją jak najszybciej. Chorwaci, Serbowie i Macedończycy też powinni o tym pomyśleć. Grecy są ewidentnie dogadani z Putinem i nie zamierzają bronić się przed najazdem - ich sprawa! Niech Merkel posyła po swoich gości samoloty. My też powinniśmy postawić płot na granicy z Niemcami (w razie gdyby nam chcieli wcisnąć jakiś procent) - ostrożności nigdy dość!

Oglądałam niedawno odcinek mojego ulubionego programu Journey Home z dr Davidem Andersem,  kolejnym protestantem, który studiując teologię i historię Kościoła nawrócił się na katolicyzm. Wspaniałe świadectwo, obejrzałam co najmniej 2 razy i pewnie jeszcze do niego wrócę. Zwróciłam uwagę na pewien istotny szczegół. Otóż dr Anders zauważył, że protestanci za przewodem Lutra miotają się między dwoma biegunami - niepokojem czy ich wiara jest odpowiednio wielka aby zapewnić usprawiedliwienie i euforią, że już zostali zbawieni skoro mają wiarę. Po momencie euforii znowu wracają wątpliwości czy ta wiara to jest czy jej nie ma i jak to sprawdzić.
Jak wielu konwertytów dr Anders doświadczył ogromnej ulgi w zetknięciu z obiektywnymi kryteriami Kościoła Katolickiego - jeśli ktoś przyjmuje jego nauczanie ma wystarczającą wiarę, jeśli postanawia zerwać ze złem i wyznaje swój grzech na spowiedzi jest mu odpuszczony. Nie muszą temu towarzyszyć żadne emocje.
Ja sama odczułam ogromną ulgę słuchając tego. Zetknęłam się bowiem w życiu z wieloma protestantami i katolikami (w tym duchownymi), którzy albo opowiadali o spotkaniu z Chrystusem, swojej z nim relacji itp. albo pytali o moje ewentualne z nim spotkanie i relację. Zawsze się strasznie męczyłam próbując szczerze odpowiedzieć. Jedyna odpowiedź jaka przychodziła mi do głowy, to, że ten język nie opisuje rzeczywistości wiary i żadne moje doświadczenie nie odpowiada takiemu opisowi. Podobnie było z zaproszeniem Jezusa do serca i przyjęciem jako osobistego zbawcy. Pomysł - szeroko rozpowszechniony wśród protestantów, że taki akt jest wystarczający do zbawienia - nie był znany nawet XVI-wiecznym reformatorom: Lutrowi, Kalwinowi i Zwingliemu.

Tak więc całą moją udrękę zawdzięczam heretykom jawnym i ukrytym. Katolicka ortodoksja nie ma z tym nic wspólnego!