Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michael Rose. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michael Rose. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 października 2018

O grzechu pierworodnym, teorii ewolucji i inkwizycji

Według Michaela Rose, autora książki Goodbye good men, w seminariach duchownych USA wykładowcy nie wierzą w grzech pierworodny i tą niewiarą zarażają kleryków. Nie wiem czy autor tłumaczy w swoim dziele powód owej niewiary (nie czytałam) więc pokuszę się o własne wyjaśnienie.

Pierwszy powód to owa osławiona metoda historyczno-krytyczna, która odrzuca z Pisma św. wszystko co nie jest zgodne z codziennym doświadczeniem przeciętnego człowieka. stąd np dziewicze macierzyństwo, zmartwychwstanie, a nawet rozmnożenie chleba i ryb nie mogło odbyć się tak jak jest opisane w ewangeliach. Zabawne, że ci sami ludzie, uśmiechający się pobłażliwie czytając o cudach i interpretujący zmartwychwstanie jako przetrwanie nauki Jezusa w sercach uczniów po jego tragicznej śmierci, nie mają żadnych problemów z przełknięciem teorii ewolucji i innych równie "naukowych" wykwitów XIX- wiecznego scjentyzmu.

Wyznam szczerze, że nie mam najmniejszych trudności z wiarą w zmartwychwstanie i nie widzę żadnych powodów, żeby podważać relacje świadków, natomiast pomysł, że życie na ziemi powstało na skutek uderzenia pioruna w aminokwasy wydaje mi się poniżej trzeciorzędnej powieści Science Fiction (inspiracja Frankensteinem Mary Shelley i doświadczeniami Galvaniego na martwych żabach jest wyraźnie widoczna). Nawet gdyby coś tak kretyńskiego było możliwe, to należałoby się zastanowić skąd wzięły się owe aminokwasy (które są skomplikowanymi strukturami), ziemia i cały wszechświat. Oczywiste dowody kambryjskiej eksplozji życia, tkanka miękka w kościach dinozaurów, ich datowanie węglem C 14 na najwcześniej 40 tys. lat przed Chrystusem nie jest jednak w stanie zachwiać wiarą wyznawców ewolucji. Dalej wyobrażają sobie owe miliardy lat, w czasie których człowiek ewoluował od ślepej ameby do prymitywnych, a zróżnicowanych hominidów, by w końcu dojść do oświeconego lewicowo-liberalnego establishmentu zaszczycającego ciemny motłoch swoim  przewodnictwem. Nawet najnowsze badania genetyczne - ustalające wiek Y-chromosomalnego Adama i mitochondrialnej Ewy na ok. 100  tyś. lat - nie podważają w ich oczach wiarygodności drogiej ich sercu teorii.

Przyjęcie owego ateistycznego mitu wyklucza  prawdę o upadku pierwszych ludzi i jego skutkach dla nas. Kto według pomysłu Darwina i jego następców mógłby być tak określony? Która grupa małpoludów? Przecież ewoluowały niezależnie w odległych lokalizacjach jak nie przymierzając grzyby po deszczu?  Do dziś pamiętam owe rzekome Sinantropy, Australopiteki, Neandertalczyki i inne Cromagnonczyki z biologii w PRL-owskiej szkole. Z tejże szkoły pamiętam też twierdzenie, że wszechświat jest wieczny i nie miał początku (chyba końca też nie będzie miał?). Pamiętam jak próbowałam objąć ową "prawdę" swoim nastoletnim intelektem, ze słabym skutkiem zresztą. A przecież już wtedy było wiadomo, że początek musiał mieć, gdyż inaczej byłby nieskończenie jasny i gorący. O ile dobrze pamiętam ktoś mądry uświadomił to ludzkości prostym pytaniem "dlaczego w nocy jest ciemno?" (w XIXw?) Wiek wszechświata obliczono w XX stuleciu i to pewnie w czasach, gdy uczniów PRL-owskich szkół karmiono nadal twierdzeniem o jego wiecznotrwałości.

Cokolwiek by wyznawcy teorii ewolucji nie twierdzili, każdy doświadcza w swoim życiu skutków upadku ludzkiej natury, czyli  - innymi słowy - grzechu pierworodnego. Jest on wyraźnie widoczny zarówno w historii ludzkości (szczególnie XX wieku) jak i indywidualnych losach poszczególnych jednostek.

Odrzucenie tej oczywistej prawdy ma niewiarygodnie daleko posunięte skutki społeczne. Otrzymujemy człowieka z natury dobrego, "szlachetnego dzikusa" Jana Jakuba Rousseau, którego nie trzeba wychowywać, ani poddawać dyscyplinie. Wystarczy go zostawić w spokoju aby się fantastycznie rozwinął. Dalej idzie bezstresowe wychowanie, szkoła, gdzie uczeń ma tylko prawa i żadnych obowiązków, a zamiast przyswoić sobie kilka podstawowych informacji o świecie daje upust swojej nadzwyczajnej "kreatywności". Nauczyciel "uczy się" od swoich uczniów, a Kościół postanawia zrezygnować ze swej funkcji nauczycielskiej, "towarzyszyć" pogubionym wiernym oraz uczyć się od par homoseksualnych i żyjących w nieformalnych związkach miłości. Skutki są znane - świat postawiony na głowie. Morderca (zdaniem amerykańskich demokratów) nie powinien być skazany na więcej niż 7 lat więzienia, a niewinne dziecko może być wyskrobane po kawałku z łona matki na jej życzenie w majestacie prawa. Niewiarygodna infantylizacja wszystkich dziedzin życia.

Kardynał Gerhard Mueller powiedział ostatnio w wywiadzie z Raymondem Arroyo, że po soborze uważano, że "wystarczy miłość" i żadne procedury karne nie są w Kościele potrzebne. Skutki są znane i cały lewicowo- liberalny establishment może się nimi onanizować ad nauseam. Na tym samym soborze postanowiono, że Kościół nie ma odtąd wrogów, a nawet podjęto z nimi tzw "dialog". Skutki tego dialogu oglądamy na Bliskim Wschodzie, gdzie chrześcijan się morduje, w Unii Europejskiej , gdzie systematycznie wypycha się ich z przestrzeni publicznej do rezerwatu  oraz w USA, gdzie pewna  mniejszość etniczna opanowawszy szkolnictwo wyższe, zawody prawnicze, poradnictwo psychologiczne, finanse, politykę zagraniczną, show business i media, skutecznie niszczy chrześcijańskie podstawy kultury, ze szczególnym uwzględnieniem roli Kościoła Katolickiego.

To uświadamia konieczność wykorzeniania herezji na najwcześniejszym etapie. Inkwizycja jest nam dziś bardziej  potrzebna niż kiedykolwiek przedtem. Pytanie tylko czy są jeszcze jacyś dorośli zdolni do podejmowania niepopularnych decyzji i wdrażania dyscypliny, czy też ostały się same zramolałe dzieci-kwiaty, wyznawcy "ducha soboru", homoseksualiści zainteresowani wyłącznie swoimi k...sami i dobrze urządzeni oportuniści. Może trzeba poszukać po ośrodkach psychiatrycznych dla kleru ?

sobota, 6 października 2018

O dziewictwie, czystości i wrogim przejęciu Kościoła

Michael Rose podczas prezentacji swojej książki Goodbye good men (dostępnej na YouTube) wymienia wiele prawd wiary, praktycznie odrzuconych w seminariach kształcących księży katolickich. Nie pamiętam wszystkich (a nie chce mi się sprawdzać), ale na pewno dziewicze macierzyństwo Maryi było na tej liście, podobnie jak grzech pierworodny.

Nie ma chyba nic bardziej obśmianego na świecie niż dziewictwo i czystość. Bycie dziewicą jest obecnie bardziej wstydliwe, niż puszczanie się w czasach wiktoriańskich. Gdyby się nad zagadnieniem zastanowić bez uprzedzeń, trudno znaleźć powód. Czy nie słyszymy wciąż o tolerancji? Dlaczego nie objąć nią pragnących żyć w czystości, nie zainteresowanych seksem dla sportu i rekreacji? To oczywiście śmieszne pytanie. Wiadomo, że nie chodzi o żadną tolerancję tylko zniszczenie Kościoła i jego nauki.

E.Michael Jones często wspomina o teorii iluś tam stopni dojrzałości głoszonej przez niejakiego Erica Ericsona (wł. Samuelsona), która - nauczana także w seminariach - w znacznym stopniu przyczyniła się do demoralizacji kleru po Soborze Watykańskim II. Stopień siódmy (o ile dobrze pamiętam) to rozpoczęcie "życia seksualnego". Bez tego - twierdzi twórca teorii - prawdziwej ludzkiej dojrzałości nie osiągniemy. Znaczy ani Maryja, która przeskoczyła od dziewictwa do macierzyństwa, ani Jezus, ani tabuny świętych nie osiągnęli pełni człowieczeństwa, zatrzymali się w swoim rozwoju na progu dorosłości. A jeśli się nie zatrzymali i  istnieją dowody na ich ponadprzeciętną ludzka dojrzałość to znaczy, że ta czystość musiała być z odzysku.

Jeżeli w seminariach naucza się metody historyczno-krytycznej, która odrzuca z Pisma Św. wszystkie cuda, to trudno się dziwić, że dziewicze macierzyństwo Maryi nie mogło się ostać, tym bardziej, że zgodnie z wspomnianą wyżej teorią nie jest żadnym tytułem do chwały, tylko przeszkodą w osiągnięciu dojrzałości.

Trudno się dziwić, że pod wpływem tego rodzaju nauk mężczyźni o normalnych skłonnościach nie widzieli sensu w wyrzekaniu się miłości kobiety - woleli odejść i założyć rodzinę - natomiast homoseksualiści znaleźli w seminarium, parafii lub zakonie niewyczerpane źródło możliwości posunięcia swojej ludzkiej dojrzałości naprzód. Dla tych ludzi czystość nie jest cnotą, oni po prostu nie wierzą, że istnieje jakaś jakościowa różnicą między ssaniem własnego kciuka a seksem oralnym z innym mężczyzna (jak się wyraził pewien duchowny na portalu dla homoseksualnego kleru). Nie są w stanie ocenić powagi przemocy seksualnej gdyż zakładają, że wszyscy - tak jak oni sami - krążą w nieustannej pogoni za okazją.

Wstrząsające wrażenie zrobiła na mnie relacja ks. Kalchika z diecezji Chicago (to ksiądz, który spalił tęczową flagę z krzyżem). Został dwukrotnie zgwałcony - raz jako 11-latek (przez sąsiada) i raz jako 19-letni franciszkański nowicjusz (przez księdza). Po tym doświadczeniu chciał po prostu przestać istnieć, był człowiekiem złamanym. "I lost my virginity" powiedział w sposób zupełnie naturalny i nikt nie mógłby go wyśmiać jako nieatrakcyjnego nieudacznika, gdyż - nawet teraz w wieku 56 lat -jest ponadprzeciętnie przystojnym mężczyzną. Potrzebował długoletniej terapii, żeby wrócić do siebie, odszedł z zakonu, dopiero po latach (w wieku 35 lat) został księdzem, a straszne wspomnienia wciąż go nawiedzają.

McCarrick zapraszał do swego domku letniskowego w New Jersey 6 kleryków, a łóżek było tylko 5 więc jeden z nich musiał spać ze swoim arcybiskupem. Ten był chędożony w sposób fizyczny, pozostali wdrażani do przechodzenia nad tym do porządku dziennego. W ten sposób pokolenia kleryków zostały zdeprawowane i znieczulone na zło, którego byli świadkami.

Kiedy pomyślę, że coś tak ohydnego mogło przytrafić się ludziom, którzy swe dziewictwo pragnęli ofiarować Bogu, jest mi gorzej. O. Adam Wyszyński wspomina - w wywiadzie udzielonym Jackowi Międlarowi na jego stronie - o młodej zakonnicy, regularnie gwałconej przez proboszcza i wikarego na parafii, gdzie pracowała. Siostra przełożona miała powiedzieć jej, że musi to wytrzymać, gdyż inaczej zakon straci źródło utrzymania. Trudno w to uwierzyć, a jeśli to prawda, to słychać złowrogi rechot szatana... Kiedyś w prawie niemieckim za gwałt na dziewicy karano śmiercią przez ścięcie zaostrzoną deską. Myślę, że dla takich wypadków jak wyżej czas tę karę przywrócić.

Problem w tym kto ma wymierzać sprawiedliwość. Władze kościelne są niezwykle sprawne w dyscyplinowaniu ludzi prawomyślnych i odważnych jak np arcybiskup Karagandy Jan Paweł Lenga, który został przeniesiony na emeryturę w wieku lat 61. (Z Tadżykistanu wyrzuciło go KGB, z Kazachstanu Watykan jak sam się wyraził). Gerhard Mueller stracił swój urząd z  dnia na dzień bez żadnych wyjaśnień, podobnie jak 3 jego podwładnych zajmujących się nadużyciami seksualnymi kleru. Ksiądz Kalchik za spalenie tęczowej flagi został zesłany do psychuszki w USA, a u nas o.Wyszyński (jeśli wierzyć jego słowom) za informowanie przełożonych o homoseksualnych awansach ze strony dominikańskich gwiazd i zły stan zdrowia (po zatorze płucnym).

Nikt natomiast nie słyszał, żeby jakiekolwiek konsekwencje groziły hierarchom jawnie promującym homoseksualizm i ich pupilkom typu o. James Martin SJ albo ks. Rosica. Popieranie aborcji przez katolickich duchownych też nikomu w Watykanie nie przeszkadza. Wygląda na to, że wrogie przejęcie Kościoła już w znacznym stopniu się dokonało. Obawiam się, że tzw Synod Młodych potwierdzi to podejrzenie.



piątek, 14 września 2018

Nie mówmy, że nie zostaliśmy uprzedzeni!

Trafiłam przypadkiem na prezentację książki Goodbye good men (o której wspominam w poprzednim wpisie), Michaela Rose'a, z 2002 roku. Jeżeli katolicka opinia publiczna w USA co najmniej od 16 lat wie jak wygląda sytuacja w seminariach duchownych, a mimo to jest zaszokowana kolejnymi skandalami z klerem w roli głównej, to ja się dziwię. Szokujące jest raczej, że ostali się tam jeszcze jacyś wierzący, wierni nauczaniu Kościoła księża, kontrolujący swoje popędy.

Jeżeli seminaria preferują odrzucających naukę Kościoła, politycznie poprawnych homoseksualistów  to o czym my mówimy!!! Jeżeli każdy normalny, nie daj Boże wierzący i pobożny, młody mężczyzna kierowany jest na przymusową reedukację czyli tzw psychoterapię to czego możemy się spodziewać. Skąd wzięła się w tych seminariach taka kadra, kto o tym decydował? Czy nie można ich wszystkich  zweryfikować negatywnie? Czy to biskupi ich chronią?

E.Michael Jones ma rację, Kościół amerykański stał się celem ataku sił zagrożonych jego pozycją i autorytetem: elity WASP i lobby żydowskiego. Wszystko na to wskazuje, że operacja zniszczenia go od środka powiodła się co najmniej w 90%. Kolejne wzmożenia pt nadużycia seksualne kleru uciszą ewentualne protesty Kościoła w ważkich kwestiach jak np kolejna wojna prowadzona w interesie Izraela.

I pomyśleć, że wszystko to było od dawna przepowiedziane - objawienia z Quito w Ekwadorze z początku XVII wieku, Fatima w 1917 i Akita w 1973. Kardynał przeciw kardynałowi, biskup przeciw biskupowi, zwolennicy kompromisu ze złem u steru, wzmożony atak na rodzinę itp skąd my to znamy?!! Widziałam wczoraj na YouTube wywiad z siostrą Agnes Sasagawa, której objawiła się Matka Boska w Akita. Jak odświeżająco czysta, skromna i żyjąca wiarą kobieta! Równie pozytywne wrażenie zrobiła na mnie jej siostra przełożona, ksiądz kapelan, a nawet lokalny biskup, który uznał oficjalnie objawienia. Być może to kwestia starej kultury, może Japończycy są po prostu są dużo lepiej wychowani od nas.

Potem z pewną satysfakcją zauważyłam, że tradycjonaliści, którzy z wyższością nazywają nas "neokatolikami" zestawiają Fatimę z Akitą. Nawet nie przeszkadza im, że habit siostry Agnes jest typowo posoborowy, podobnie jak architektura kaplicy czy styl rzeźby. Msze też raczej odprawiane są po japońsku niż łacinie, a szaty liturgiczne są takie jakich można w danych okolicznościach oczekiwać. Swoją drogą język japoński w ustach tej niesamowitej osoby brzmiał jakby był zaprojektowany do modlitwy i głoszenia ewangelii .

Wniosek z tego jest jeden: cokolwiek robią książęta Kościoła w swoich okazałych siedzibach, jakkolwiek umizgają się do możnych tego świata i na jakie podejrzane kompromisy chodzą, Kościół istnieje dzięki tym pięknym, pokornym i wiernym duszom żyjącym gdzieś na peryferiach. Używanie łaciny w liturgii ma swoje dobre strony, ale nikt mnie nie przekona że msza po japońsku w klasztorze w Akita nie podoba się Bogu, albo, że krzywo patrzy na posoborowe habity tych pobożnych, skromnych kobiet.