Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gniew. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gniew. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 grudnia 2025

Oda do gniewu

Siódmy dzień w oktawie Bożego Narodzenia (Sylwester). Przedziwna cisza, na dworze śnieg. Chwilo trwaj, bo jesteś piękna! Martwię się tylko, że śnieg nie dotrwa do jutra, do mojego spaceru po parku. Nie specjalnie lubię wychodzić wieczorem, ale jeśli okoliczności będą tego wymagały, wyjdę i ja.

Wyspałam sie na zapas. Mój gniew dalej mnie grzeje i napędza. Co ja bym bez niego zrobiła?  Świat może zamknąć przed tobą wszystkie drzwi, ale kiedy masz swoją izdebkę i najskromniejszy dochód możesz go olać, zwłaszcza jeśli jesteś introwertykiem. Kiedy jednak, ktoś intensywnie się do tej izdebki dobija, odbiera ci spokój, najeżdża go łomotem, pijackim gwarem i ohydną muzyką w wigilię i Święta Bożego Narodzenia, to nie masz już nic oprócz swojego gniewu...

Ksiądz Twardowski napisał Odę do rozpaczy:

Biedna rozpaczy
uczciwy potworze
strasznie ci tu dokuczają
moraliści podstawiają nogę
asceci kopią
lekarze przepisują proszki zebyś sobie poszła
nazywają cię grzechem
a przecież bez ciebie
byłbym stale uśmiechnięty jak prosię w deszcz
wpadałbym w cielęcy zachwyt
nieludzki
okropny jak sztuka bez człowieka
niedorosły przed śmiercią
sam obok siebie

 Czekam na poetę, który napisze Odę do gniewu, ale póki to nie nastapi spróbuję sama (bez pretensji do poezji):

Gniewie, mój stary przyjacielu

znowu przychodzisz w godzinie próby, kiedy inni się zmyli

Przynosisz energię, odwagę i motywację do życia

Bez ciebie siedziałabym drżąca w kącie zakrywając twarz rękoma

sparaliżowana lękiem i rezygnacją

Wiem, że zaliczyli cię do siedmiu grzechów głównych

wiem, że czasem bywasz niebezpieczny

ale zazwyczaj ratujesz mi życie

Tobie zawdzięczam najpiękniejsze chwile,

więc jeszcze chwilę posiedź tu ze mną

i wiedz, że jestem ci wdzięczna...

Nie udało mi się tu wpleść porównania do ognia, bo za późno przyszło mi do glowy. Kiedyś się bardziej postaram.

Pisałam niedawno o liście biskupów czytanym w kościołach w zeszłą niedzielę. Napomknęłam, że spora jego część skierowana była do ludzi żyjących w związkach nieregularnych. Czy pod tym pojęciem kryli się tylko "cudzołożnicy" (według dawnej terminologii) czy też homoseksualiści nie wiem, ale to bez znaczenia, bo ani jedni i ani drudzy go nie słyszeli.

To teraz, drodzy księża biskupi, wasze eminencje, powiem wam, kto rzeczywiście tego listu mógl posłuchać. Mam znajomą w sąsiedniej bramie, ktora opiekuje się zdemenciałą matką. Musiała zrezygnować z pracy tuż przed emeryturą. Ma dwóch braci, z których jeden jest za granicą, a drugi mieszka z teściami i "matka mogłaby dla niego nie istnieć", jak się wyraził. Jednak ona istnieje i to córka, za którą nie przepadała się nią zajmuje, a nie któryś z ubóstwianych syneczków. "Stara panna" zaciskająca zęby z wyrazem udręki na wciąż pięknej twarzy trwa przy starej, calkowicie nieobliczalnej kobiecie, ktora nie zdaje sobie sprawy kim ona jest. To jest heroizm, virtus albo arete, jak określali to starożytni. Tłumaczy się jako cnota, ale bliższa prawdy byłaby dzielność albo męstwo.

To bardzo ciekawe, że ja znam mnóstwo takich osób i takich przypadków, a księża biskupi nigdy się z tym zjawiskiem nie zetknęli. Ich wrażliwe serduszka wyrywają się do osób w nieregularnych związkach! Ciekawe dlaczego? Mam swoją teorię...

A może to neopelagianisty są! Że własnym wysiłkiem, decyzją woli! To niedobra teraz jest! Teraz po nowemu trzeba! Chędożyć wszystko, co się rusza, bo to milość jest! Regularnie czy nie, wsio ryba! Czyżby Wasze eminencje też tak na boku? Niepodobna! Zresztą, co ja tam wiem. Przecież takich ludzi jak ja w Kościele nie ma, ani takich jak moja znajoma i tysiące podobnych, którzy codziennie przychodzą żywić się okruszkami ze stołu zastawionego dla kogoś innego. Dla kogoś, kto ma to w dupie...

wtorek, 30 grudnia 2025

O gniewie i modlitwie

Szósty dzień w oktawie Bożego Narodzenia. Wyspałam się i smutek zaczyna przechodzić w gniew. Przynajmniej mam więcej energii. "Moja dłoń zaciska się w pięść" jak śpiewała Martyna Jakubowicz, a szczęki się zwierają. Zapłacicie mi za to - powtarzam sobie - drogo mi za to zapłacicie! I od razu mam więcej życia w sobie. Co by człowiek zrobił bez poczciwego gniewu i jemu podobnych silnych emocji negatywnych. Usiadł by w kącie i płakał, tzn gdyby zachował w tym późnym wieku zdolność do płaczu, co w moim przypadku nie zachodzi, więc skazana jestem na zupełnie inne spektrum uczuć.

Kiedyś był jakiś durny film o potworze, który ukradł Boże Narodzenie. Nie mogłam się nadziwić jak można wymyślić coś równie niedorzecznego. A jednak film okazał sie proroczy, z tym że to nie zielony potwór ukradł mi święta tylko ukraińska rodzina. Czy ukraińska i czy rodzina tak naprawdę nie wiem, bo równie dobrze może być to ruska agentura produkująca bomby albo coś w tym stylu, ze złośliwym bachorem dla niepoznaki.

Jednak za tą ruską agenturą czy też ukraińską rodziną stoi ktoś inny, o wiele potężniejszy. Niedawno mialam sen w którym walczę z jakimś złowrogim bytem najbardziej podobnym do Balroga z Władcy Pierścieni. Grzmocę go i grzmocę bronią na długim drzewcu (halabardą?), ale mam świadomość, że moje ciosy nie wyrządzają mu wielkiej szkody i to ja prędzej osłabnę niż on...

Nie, nie zwariowałam. Istoty duchowe wrogie czlowiekowi istnieją, a najlepszym dowodem na to są moi sąsiedzi dręczący mnie jakby według rozpiski - raz uaktywnia się jeden, potem drugi, trzeci i tak dalej. Ich działania są w tajemniczy sposób zsynchronizowane...

A co na to modlitwa? Ano nico! Modlitwa nie przebija się przez betonowy mur, przez który tak łatwo przechodzą odgłosy aktywności toksycznych sąsiadów. Nie twierdzę, że nikt jej nie słyszy, bo ktoś ewidentnie ją słyszy i wykorzystuje, żeby uderzyć precyzyjnie i w punkt.

Tajemniczą rzeczą jest fakt, że modlitwa prośby nie pomaga w bardzo wielu (w żadnych?) trudnych sprawach np braku pracy i środków na zapłacenie czynszu albo w sytuacji dręczenia. W moim przypadku są tylko dwie prośby, których wiadomo kto nie może przechwycić i obrócić przeciwko mnie: o odwagę do życia oraz poznanie prawdy (i wyzwolenie jakie ono daje). Same wypowiadanie tych słów już wlewa we mnie ducha... Jakiego? Mam nadzieję, że męstwa i prawdy właśnie...


czwartek, 13 maja 2021

O gniewie w ujęciu "paulińskim" i "dominikańskim"

Bardzo ciekawe jak podejście do pewnych grzechów głównych może się zmieniać w zależności od tego, gdzie się spowiadamy. U dominikanów mój gniew na rowerzystów terroryzujących pieszych na chodnikach Wrocławia był zrozumiałą reakcją na zjawisko patologiczne. Problemem było jedynie co z tym uczuciem robię, czy bezsilnie miotam przekleństwa, czy w też próbuję wpływać na władze miejskie, rozpocząć dyskusję w mediach albo zorganizować społeczny opór. Do tych konstruktywnych działań, mających na celu wyeliminowanie tej groźnej patologii z przestrzeni publicznej, byłam wręcz przez spowiednika zachęcana.

W ujęciu paulińskim natomiast mój gniew wskazuje na patologię we mnie samej. Nic, co dzieje się w otaczającej rzeczywistości go nie tłumaczy. Innymi słowy to nie rowerzyści są problemem, tylko moja reakcja na nich.

Interesującym zbiegiem okoliczności sama (z pomocą boską) próbowałam zmienić swoje nastawienie do wszystkich, którzy działają mi na nerwy. Modliłam się za wszystkie kategorie takich osób, ze szczególnym uwzględnieniem uciążliwych sąsiadów i aroganckich, bezmyślnych rowerzystów zagrażających bezpieczeństwu pieszych na chodnikach Wrocławia. W wyniku tej modlitwy musiałam po raz enty stanąć do konfrontacji z moimi młodymi sąsiadkami i po raz enty przekonać się o ich zupełnym braku poszanowania dla praw i potrzeb innych ludzi.

Co więcej czekając w kolejce na badania lekarskie usłyszałam dwie starsze panie rozmawiające o chamskich, a bezkarnych rowerzystach. Jedna z nich twierdziła, że zawsze reaguje, choć naraża się przy tym na wyzwiska. Postrzegała to jako swój obywatelski obowiązek, gdyż brak reakcji rozzuchwala ich coraz bardziej. Innymi słowy wypowiedziała dokładnie moje zdanie na ten temat. 

Więc jak to jest, drodzy ojcowie paulini? Jeśli rzeczywistość zewnętrzna nie istnieje, lub nie ma w niej żadnych problemów, to jakim cudem owa starsza dama zobaczyła w niej dokładnie to samo, co ja widzę i wybrała dokładnie taką samą reakcję? A może jednak istnieje i pełna jest patologii, na które chrześcijanin ma obowiązek reagować?

Zapewne nad gniewem - tak samo jak nad wszystkimi innymi uczuciami - człowiek powinien panować jak jeździec nad swoim koniem. Takim wierzchowcem jak gniew powinniśmy posługiwać się umiejętnie - wykorzystać energię, ale nie dopuścić do głosu jego destrukcyjnych (albo autodestrukcyjnych) tendencji.

Wracając od spowiedzi widzę młodego rowerzystę szczególnie ostentacyjnie ignorującego przepisy. W duchu konieczności zmiany swojego nastawienia do rzeczywistości zagaduje go bardzo uprzejmie, nieszczerze szczerząc uzębienie pod maseczką:

- Bardzo pana przepraszam, ale dlaczego właściwie nie korzysta pan ze ścieżki rowerowej- która jest tuż obok - tylko z przejścia dla pieszych? Pytam z czystej ciekawości...

Młodzieniec nie wie co powiedzieć, wsiada więc na rower i odjeżdża na drugą stronę ulicy środkiem przejścia dla pieszych. Odwrócony do mnie ogonem rzuca na odchodnym:

- Pasy czy ścieżka rowerowa, co to za różnica? Dla wszystkich miejsca wystarczy!!!

Cóż, odpowiedź w duchu prawdziwie paulińskim. Jednak strach pomyśleć, co by było gdyby według tej zasady zaczęli postępować kierowcy ciężarówek...