Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boże Narodzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boże Narodzenie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 grudnia 2025

O gniewie i modlitwie

Szósty dzień w oktawie Bożego Narodzenia. Wyspałam się i smutek zaczyna przechodzić w gniew. Przynajmniej mam więcej energii. "Moja dłoń zaciska się w pięść" jak śpiewała Martyna Jakubowicz, a szczęki się zwierają. Zapłacicie mi za to - powtarzam sobie - drogo mi za to zapłacicie! I od razu mam więcej życia w sobie. Co by człowiek zrobił bez poczciwego gniewu i jemu podobnych silnych emocji negatywnych. Usiadł by w kącie i płakał, tzn gdyby zachował w tym późnym wieku zdolność do płaczu, co w moim przypadku nie zachodzi, więc skazana jestem na zupełnie inne spektrum uczuć.

Kiedyś był jakiś durny film o potworze, który ukradł Boże Narodzenie. Nie mogłam się nadziwić jak można wymyślić coś równie niedorzecznego. A jednak film okazał sie proroczy, z tym że to nie zielony potwór ukradł mi święta tylko ukraińska rodzina. Czy ukraińska i czy rodzina tak naprawdę nie wiem, bo równie dobrze może być to ruska agentura produkująca bomby albo coś w tym stylu, ze złośliwym bachorem dla niepoznaki.

Jednak za tą ruską agenturą czy też ukraińską rodziną stoi ktoś inny, o wiele potężniejszy. Niedawno mialam sen w którym walczę z jakimś złowrogim bytem najbardziej podobnym do Balroga z Władcy Pierścieni. Grzmocę go i grzmocę bronią na długim drzewcu (halabardą?), ale mam świadomość, że moje ciosy nie wyrządzają mu wielkiej szkody i to ja prędzej osłabnę niż on...

Nie, nie zwariowałam. Istoty duchowe wrogie czlowiekowi istnieją, a najlepszym dowodem na to są moi sąsiedzi dręczący mnie jakby według rozpiski - raz uaktywnia się jeden, potem drugi, trzeci i tak dalej. Ich działania są w tajemniczy sposób zsynchronizowane...

A co na to modlitwa? Ano nico! Modlitwa nie przebija się przez betonowy mur, przez który tak łatwo przechodzą odgłosy aktywności toksycznych sąsiadów. Nie twierdzę, że nikt jej nie słyszy, bo ktoś ewidentnie ją słyszy i wykorzystuje, żeby uderzyć precyzyjnie i w punkt.

Tajemniczą rzeczą jest fakt, że modlitwa prośby nie pomaga w bardzo wielu (w żadnych?) trudnych sprawach np braku pracy i środków na zapłacenie czynszu albo w sytuacji dręczenia. W moim przypadku są tylko dwie prośby, których wiadomo kto nie może przechwycić i obrócić przeciwko mnie: o odwagę do życia oraz poznanie prawdy (i wyzwolenie jakie ono daje). Same wypowiadanie tych słów już wlewa we mnie ducha... Jakiego? Mam nadzieję, że męstwa i prawdy właśnie...


niedziela, 22 grudnia 2024

Kilka refleksji przed Świętami Bożego Narodzenia

Refleksja pierwsza:

Dlaczego w okresie przedświątecznym moce ciemności się tak uaktywniają? Dziś w nocy dostały regularnego pierdolca. Gdybym wiedziała, że to czas ich szczególnej aktywności nie oczekiwałabym spokojnego snu, tylko uznałabym to pandemonium za pokutę za moje liczne grzechy. Dlaczego nie słyszymy o tym z ambony? Przecież Kościół taką wiedzę posiada, więc dlaczego sie nią nie dzieli?!!!

Refleksja druga:

Poczułam potrzebę poważnej pokuty na dzień przed skończeniem adwentu i co teraz? Historia z niemiłym mailem od dawnej znajomej uzmysłowiła mi, że zupelnie nieświadomie mogłam zrazić do siebie/skrzywdzić wielu ludzi. Niewiele się nad tym do tej pory zastanawiałam bezpieczna w przekonania, że nigdy nie byłam dla nikogo  wystarczajaco ważna, by moje slowa, czyny czy zaniechania mogły kogokolwiek  zranić... A jednak - ważna czy nie - mogłam okazać sie niewdzięczna, bezmyślna albo po prostu nieokrzesana...

Refleksja trzecia:

Jeśli jakimś cudem doszłabym w życiu do wielkich pieniędzy, wykupiłabym wszystkie lokale w swoim bloku i sprowadziła karmelitanki bose, żeby tu zamieszkały. Albo ufundowłabym klasztor dla jakichś sióstr kontemplacyjnych, w którym byloby też mieszkanie dla mnie. Siostry miałyby obowiązek modlić sie za mnie także po śmierci...

Refleksja czwarta:

W ruskim filmie Wyspa (Ostrow), do jednego z mnichów mieszkajacych w klasztorze na tytułowej wyspie przybywa udręczona młoda kobieta prosząc o blogosławieństwo na... aborcję. Nieszczęsna płacze, bo rozumie czym w istocie jest ten "zabieg", ale myśli, że musi się mu poddać, bo inaczej nigdy nie wyjdzie za mąż. Mnich stwierdza bezceremonialnie, że za mąż i tak nie wyjdzie (wystarczy na nią popatrzeć), a dziecko - błękitnooki chłopiec - będzie radością jej życia...

Gdyby Pan Bóg za młodu pokazywalby nam co zostanie z naszych planow czy pragnień w wieku lat 59 i proponowalby swój plan, o ileż chętniej godzilibyśmy mu zaufać, wiedząc, że tak naprawdę nie mamy nic do stracenia oprócz złudzeń...

Inna sprawa ilu z nas byłoby w stanie w wieku lat 18-20 unieść taką wiedzę bez wyskoczenia przez okno. Ja raczej nie...

Refleksja piąta

"Nigdy nie wiadomo, które z naszych działań lub zaniechań, będzie miało nieskończone konsekwencje..." To, niestety, najprawdziwsza prawda

Teraz jestem gotowa płynnie wejść w okres Wielkiego Postu, ale wszystkim czytelnikom życzę Blogosławieństwa Bożego na Święta Bożego Narodzenia!!



sobota, 21 grudnia 2024

Życzenia świąteczne jako stalking

Napisałam do koleżanki, z którą urwał mi się kontakt parę lat temu, kilka ciepłych słów + życzenia świąteczne. Odkąd zablokowano mi stare konto mailowe i ukradziono telefon nie miałam do niej żadnych namiarów. Szukając czegoś zupełnie innego natrafiłam na stronę instytucji, w której pracuje i jej konto służbowe. Na fali nastroju zbliżających się świąt machnęlam krótkiego maila. Odpowiedź brzmiała "Nie zycze sobie kontaktow" czy też "Nie zycze sobie zadnych kontaktow". Przyznam, że osłupiałam. Oczywiście brałam pod uwagę sytuację, że ktoś może nie mieć ochoty na odnowienie kontaktu, który się z jakichś przyczyn urwał, ale sposób zakomunikowania tego wydal mi się przedziwny. Wrzucilam więc tę uroczą frazę do Googla i wyświetliły mi się same strony z poradami jak radzić sobie ze stalkingiem!!! Teraz już mialam szczękę na bruku. Życzenia swiąteczne jako stalking!!!

Coraz mniej rozumiem z tego świata. Nie ma już chyba słowa w języku polskim (czy jak w tym przypadku angielskim), którego znaczenia nie odwrócono by o 180 stopni. Niedługo za "stalking" zostanie uznany tekst "proszę kostkę sera półtłustego" skierowana do sprzedawczyni w sklepie spożywczym. W końcu robię to dwa, albo nawet trzy, razy w tygodniu (uporczywość!), a kobieta może nie mieć ochoty na kontakt ze mną!

Abstrahując od humorystycznego aspektu tej sprawy, możliwe są następujące wyjaśnienia przedziwnej reakcji mojej znajomej: 

  • zwariowała na skutek zmasowanego ataku stalkerów na jej konto
  • czuje się skrzywdzona
  • jest obecnie zbyt wielka na kontakt z kimś takim jak ja
  • nie jest sobą
Skupię się na możliwości drugie i czwartej, bo w pozostałych przypadkach nie mam nic więcej do powiedzenia. Jeśli ma mi coś za złe ( jej reakcja może na to wskazywać, jako skrajnie nieadekwatna), a ja nie wiem o co chodzi, to nie mam szansy tego naprawić, ani zadośćuczynić. 

Jeśli osoba, którą znałam już nie istnieje, a jej fizyczną postać + nazwisko przejąl ktoś zupełnie inny, to jest to jakieś, choć koszmarne, wyjaśnienie. Sama miałam poczucie, że w kryzysie wieku średniego się w pewnym sensie umiera. Obawiam się jednak, że to nie jest ten przypadek.

Osoba, którą kiedyś znalam zaczęła w pewnym momencie robić wrażenie coraz bardziej nieobecnej, pustej w środku. Mialam wrażenie, że przebywa gdzieś zupelnie indziej, a u mnie w domu siedzi wyłącznie zewnętrzna postać obgryzająca paznokcie. Kiedy spotkałyśmy się po raz ostatni paliła jednego papierosa za drugim nerwowo i bez żadnej widocznej przyjemności. Rozmowa sie nie kleiła, a ja nie mialam pojęcia po co właściwie mnie zaprosiła...

No cóż, z ludźmi bywa różnie w życiu. Najgorsze jest jednak to, że tego rodzaju zakończenie znajomości rzuca cień wstecz, na wszelkie dobro, które wniosła, a w tym przypadku było tego sporo... To trochę tak,jak z dobrze zapowiadajacym się księdzem, którego słowa poruszały serca ludzi, a on sam w pewnym momencie poszedł w długą, tym samym unieważniając wszystko co powiedział przed swoim upadkiem.

Ja jednak się uprę i zachowam w swoim czarnym serduszku wspomnienia o rzeczach dobrych. Maila wyrzuciłam ze skrzynki, w pamięci, niestety, pozostanie.

Piszę o tym tutaj, bo przyszło mi do głowy, że może jakimś niepojętym zbiegiem okoliczności moja dawna znajoma trafiła na ten blog i poczula sie urażona czymś, co napisałam i co wzięła do siebie. Jest to skrajnie mało prawdopodobne, ale calkiem wykluczyć się nie da.

Przy okazji życzę wszystkim, którzy tu zajrzą (a zwłaszcza jeśli robią to regularnie) dobrych Świąt Bożego Narodzenia, pokoju w sercu (nie takiego, jaki daje świat) i radości w duszy, niezależnie od okoliczności.


czwartek, 27 grudnia 2018

O świątecznych kazaniach u wrocławskich dominikanów

Powstrzymywałam się ostatnio od recenzowania wrocławskich dominikanów w ramach ascezy adwentowej, ale kazanie o. przeora w drugi dzień świąt przelało kielich goryczy.

Było ono zasadniczo oparte na zaleceniu pewnego prowincjała (o.przeor nie pamiętał jego imienia) do współbraci : "jeżeli nie kochacie świata, to nie nauczajcie go, lepiej głoście kazania do siebie nawzajem" czy jakoś tak. Ojciec przeor zaprezentował siebie jako tego, kto słucha argumentów strony przeciwnej życzliwie, jako przykład podał swoją posługę w Petersburgu, gdzie przychodziło do klasztoru mnóstwo ludzi dalekich od Kościoła i jego zadaniem była rozmowa z nimi. Potem zaś był w innym klasztorze, gdzie bracia pochodzili z wielu kontynentów i mieli różne poglądy - także teologiczne - i też należało się życzliwie wsłuchiwać w ich argumenty. (Czy nauka Kościoła Katolickiego nie obowiązuje na wszystkich kontynentach tak samo?)

Wszystko to bardzo pięknie, ale skąd w tak cierpliwym i pełnym miłości zakonniku tyle upierdliwości i poczucia wyższości, kiedy zwraca się do wiernych obecnych na mszy? Wtedy ta  słynna "miłość", o której tyle słyszymy, w tajemniczy sposób wyparowuje (a może jej nie starcza?).

Na pasterce usłyszeliśmy, że świat nie wydaje się zbawiony, bo źli ludzie chcą stawiać mury na granicach i szukają wszędzie wrogów (w przeszłości szukali przyjaciół, a teraz moda się zmieniła).

Drogi Ojcze-Przeorze-Pełny-Miłości-do-Świata-z-Wyjątkiem-Wiernych-w-Kościele jest gorzej! Jakiś zły człowiek zamyka drzwi kościoła dominikanów we Wrocławiu na noc i co gorsza zamontował alarm we wnętrzu. Nie można podejść do ołtarza w kaplicy bł. Czesława i pogłaskać rzeźbionych zwierzątek! Skąd to ciągłe szukanie wrogów, dopatrywanie się złych intencji? Po co te zamki, alarmy i klucze? Czemu ten zły człowiek, pełen niegodziwej podejrzliwości uniemożliwia korzystanie z kościoła wszystkim, o każdej porze i w każdy możliwy sposób?

Może ma swoje racje w które należy się z cierpliwością wsłuchiwać i potem z nimi chodzić?

Może przeciwnicy nieograniczonej emigracji z krajów muzułmańskich do Europy też mają swoje racje? Może mają sensowne argumenty, których należałoby bez uprzedzeń wysłuchać? Może powodowani są rzadką i piękną cnotą roztropności albo miłością do swoich najbliższych lub też odpowiedzialnością za współobywateli (ze szczególnym uwzględnieniem tych najsłabszych)?

Nigdy nie słyszałam, żeby obrona granic była czynem "nieuporządkowanym moralnie", w katechizmie Kościoła Katolickiego nie ma o tym wzmianki, w przeciwieństwie np do aktów homoseksualnych, które - jak się dowiadujemy - nie są szczególnie rzadkie, ani szczególnie potępiane czy zwalczane wśród kleru. Ojciec James Martin SJ - oficjalny homolobbysta - promowany niczym primadonna przyjmowany jest w wielu diecezjach, a kardynał Blaise Cupich - protegowany McCarricka - został organizatorem szczytu na temat nadużyć seksualnych kleru.

W takiej sytuacji upierdliwość wobec wiernych wydaje mi się nie na miejscu, prezentowanie poglądów politycznych na pasterce jeszcze bardziej. Mam wrażenie, że zalecenie, żeby nie mówić do tych których się nie kocha O. Przeor powinien wziąć przede wszystkim do siebie.