Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lewactwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lewactwo. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 marca 2023

Częstochowskie dziady proszalne (wzdłuż ścieżki rowerowej).

Byłam w ostatni weekend lutego na rekolekcjach w Częstochowie. Zatrzymałam się w Hotelu Weneckim (okolice dawnego getta), dzięki czemu dwa razy dziennie przemierzałam prawie całą długość Alei Najświętszej Marii Panny na Jasną Górę i spowrotem. To, co na niej zobaczyłam, dość mocno mną wstrząsnęło. Myślę, że wielu ludzi zgodzi się ze mną, że miasto Częstochowa jest tylko zapleczem Jasnej Góry, dodatkiem do niej i tej alei przecinajacej miasto, którą od wieków pielgrzymi podchodzili pod mury klasztoru. 

Wiem jakie lewactwo ma wpływy w samorządach miejskich, zwłaszcza rządzonych przez lewicę, ale i tak zamienienie najsławniejszego szlaku pielgrzymiego w Polsce na ścieżkę rowerową mocno mnie zaszokowało.....


Aleja zaczyna się (lub kończy w zależności od kierunku marszu) pięknym, zabytkowym kościołem św. Zygmunta.


Przed nim wielki krzyż oparty o ziemię poprzecznym ramieniem i pomnik Jana Pawła II w podeszłym wieku, jako pielgrzyma zdążajacego na Jasną Górę.



A co dalej? Ano pomnik wystawiony rowerzystom! Coś w rodzaju osławionych pomników wdzięczności armii czerwonej. Rowerzyści bowiem jeżdżą z błogosławieństwem władz samym środkiem tej niezwykłej alei, krórej znaczenie i sens urbanistyczny jest dla każdego jasny. Miasto dziękuje tym zagubionym indywiduom za utrudnianie i zakłócanie najpiękniejszego odcinka pielgrzymki na Jasną Górę.




Przeczytajcie sobie, drodzy czytelnicy, ten lewacki bełkot sami, bo szkoda moich oczu!


Dalej miasto postanowiło obsadzić szlak pielgrzymi świeckimi świętymi jako przeciwwagę, czy raczej konkurencję, dla oczywistej wymowy klasztoru i jego otoczenia. Pierwszy w kolejności pomnik-ławeczka zasłużonego lekarza, którego nazwiska nie pamiętam.


Pomnik sam w sobie nie najgorszy, a w każdym razie dużo lepszy niż to, co nas czeka. Kiedyś stawiano lekarzom pomniki przed szpitalami/klinikami, w których pracowali, dziś muszą siedzieć na ławeczkach przy szlaku na Jasną Górę jak, nie przymierzając, dziady proszalne. No nic, idziemy dalej...



Następna z częstochowskiej kolekcji dziadów, czy raczej bab, proszalnych, poetka Halina Poświatowska (o ile dobrze pamiętam), z kotem oczywiście.


A po przeciwnej stronie Marek Perepeczko z pokaźnym brzuchem, tak jak wyglądał pod koniec życia, jako dyrektor miejscowego teatru.
Z całym szacunkiem dla tej instytucji, ale moje pokolenie zapamiętało Perepeczkę jako Janosika i być może on sam chciałby być tak zapamiętany - u szczytu swej kariery i atrakcyjności fizycznej.
Czy chciał zostać częstochowskim dziadem proszalnym? Czy ktoś go o to zapytał? Czy chciał konkurować z Matką Boską Częstochowską? Instynkt aktora by mu to odradził!!!



Dalej obowiązkowa fontanna bez cembrowiny, żeby bylo nowocześnie, z jakże oryginalną dekoracją rzeźbiarską - dziewczynką z gołębiami. Zastanawiam się, czy w kategorii "oryginalny" pomnik/rzeźba miejska zwyciężyłyby wrzechobecne ławeczki czy fontanny z ptakami i dziećmi.

Dużo pisalam o wątpliwej sensowności pozbawiania pomników cokołu w swojej pracy doktorskiej, która tak bardzo zbrzydzila profesora Dobesza, że ze łzami w oczach apelowal do komisji, aby mnie uwaliła. Nie będę więc tu powtarzać tego wywodu, może kiedyś wrzucę co smakowitsze fragmenty na bloga.

Oceń sam, czytelniku, tą uroczą spontaniczność postaci z brązu , a zwłaszcza jej uśmiech (chciałoby się powiedzieć tężcowy) oraz przestrzenny (i każdy inny) sens takiej lokalizacji!






Na koniec dokonanie artystyczne, przy którym poprzednie dziady proszalne wysiadają - Piotr Machalica. Widzę, że zdjęcia nie oddają sprawiedliwości temu dziełu. Wyjaśnię więc, że skala jest większa, ok. 1,5 do 2 razy wielkości człowieka, co uczyniło figurę za ciężką dla drewnianej ławki i trzeba było wykonać brązową, ale jak widać w Częstochowie nie mają problemu z tym szlachetnym materiałem. Wierz mi czytelniku, to jest coś monstrualnego, karykatura po prostu! Jeśli mi nie wierzysz pojedź sobie sam i zobacz na własne oczy!

Na końcu alei niewielka tabliczka, której już nie sfotografowałam, że tu kończy się szlak rowerowy! Taki jest sens tej alei - ponad dwa kilometry trasy rowerowej nie wiedzieć czemu zakończonej po obu stronach kompleksami budowli sakralnych i przyozdobionej (też nie wiedzieć czemu) pomnikami miejscowych znakomitości!

Dobrze, spójrzmy z punktu widzenia komucha/lewaka - to po prostu najbardziej reprezentacyjna aleja miasta. Tak? To niech mi ktoś wyjaśni, do k..wy nędzy, jaki jest sens zamieniania reprezentacyjnych ulic na ścieżki rowerowe!!!

Jest tylko jedno wyjaśnienie - roweryzm (jak już wcześniej pisałam na tym blogu) to konkurencyjna wobec chrześcijaństwa religia. Trasa pielgrzymki zamieniona na para-liturgiczne jeżdżenie rowerem środkiem alei wtę i wewtę.

Dla porównania rzeźby pozostajace w związku z funkcją architektury, w której bliskości się znalazły:




Pomnik prymasa Wyszyńskiego klęczacego pod murami Jasnej Góry.


Posąg św. Rocha (o ile dobrze pamiętam) z końca XVIIIw.




Dwie stacje drogi krzyżowej, którą można odprawiać z wałów wokół klasztoru.

Drodzy lewacy, czy wam się to podoba czy nie, żadna atrakcja turystyczna nie jest większym magnesem dla turystów, niż miejsce cudami słynące. Módlcie się więc do Marksa i Lenina, żeby klasztor jasnogórski takiej sławy dalej zażywał, bo kiedy to się skończy miasto Częstochowa zamieni się w kupę gruzów zamieszkałą przez indywidua, które teraz zaczepiają pielgrzymów pod Jasną Górą. Nie ważne ile ścieżek rowerowych zrobicie, nie ważne ile ławeczek z celebrytami, których sława nie przetrwala ich śmierci, postawicie na poboczach, bez Jasnej Góry Częstochowy nie ma. Szlak Orlich Gniazd też was nie uratuje!!! 




piątek, 19 czerwca 2020

Uber eats and shits, czyli o rowerzystach we Wrocławiu

Ze wszystkich wpieprzających rowerzystów we Wrocławiu najpaskudniejsi są ci zatrudnieni przez różne firmy dostarczające niezdrowego żarcia. Wcześniej jak pamiętam pizzę rozwozili młodzieńcy na motocyklach i ci poruszali się wyłącznie po jezdniach. Od dłuższego czasu jednak firmy przerzuciły się na rowerzystów. Najpierw była to tylko firma Uber. potem dołączyły kolejne. Rowerowi kurierzy, czy jak ich zwać, traktują chodniki i parki jak drogi dostawcze, na których mogą poruszać się z dowolną szybkością, bo przecież są w pracy, a zbyteczni piesi powinni uskakiwać na jezdnie, trawniki lub fasady budynków...

Dziś przytrafiła mi się przedziwna przygoda, której - zważywszy wspomniane w poprzednim akapicie okoliczności - należało od dłuższego czasu oczekiwać. W podcieniach na ulicy Mikołaja jedzie na mnie rozpędzona rowerzystka z firmy Uber, sądząc po pomarańczowym ubranku, wyraźnie oczekując, że uskoczę na jej widok w bok. Nie uskakuje, tylko informuję ją dobitnie, że chodnik przeznaczony jest dla pieszych. Niunia musi mnie ominąć, przy dużej szybkości nie wyrabia się, zmuszona jest zahamować i zeskoczyć z roweru. Kwituje to głośnym "Ku..a mać" i energiczną "polemiką" z moją wypowiedzią.

Zawracam, podchodzę do niej gotowa na wymianę poglądów, na co nieszczęsne dziewczę "po wypadku" ozywa się w te słowa:
- Pani jest agresywna (znaczy ja) proszę nie naruszać mojej strefy osobistej (czy jakoś tak)!
Mówi to osoba, która przed chwilą o mało mnie nie rozjechała.
Zwracam jej uwagę, że to ona rzuca wulgarnymi słowy i krzyczy, choć ewidentnie sama jest sobie winna jeżdżąc rowerem po chodniku z dużą prędkością.
- Ja pracuje, to jest moja praca, a pani ma chociaż pracę?
Wyjaśniam cierpliwie, że chodnik nie jest drogą dostawczą i piesi mają na nim bezwzględne pierwszeństwo...
- Ale nie powinna pani iść jak święta krowa! (Jak idzie święta krowa?)
Zwracam jej uwagę, że mnie obraża.
- Nie powiedziałam tego do pani tylko o pani, a to wielka różnica!
Coś jej wypada z kieszeni i pada w pobliżu moich stóp, więc dziewczę musi się pochylić, żeby to podnieść.
- Proszę nie naruszać mojej strefy osobistej - mówię - Pani jest agresywna, pani krzyczy, wytrzeszcza oczy, otwiera szeroko usta i wymachuje rękami! Czuję się zagrożona i obrażona! - dorzucam
Niunia patrzy na mnie w milczeniu szukając odpowiednio śmiercionośnych słów.
- Musi sobie z tym pani sama poradzić - wyrzuca w końcu z siebie, jednocześnie odwracając się do mnie zadem, ewidentnie z zamiarem udania się do klienta (tym razem prowadzi rower).
Powstrzymuję się od wymierzenia jej zasłużonego kopa w d....
Jestem jednocześnie rozbawiona i oszołomiona jej chamstwem, a nieoczekiwane współczucie zakrada się do mojego serduszka...

Tak właśnie wygląda młode pokolenie wychowane przez lewactwo... Ewidentnie szkolone jakimi sztuczkami się posługiwać, żeby odwracać kota ogonem. Terroryzuje spokojnych przechodniów, jest zagrożeniem dla ich zdrowia i życia, obraża ich, rzuca wulgarnymi słowy, po czym robi z siebie ofiarę agresji. Wszystko co mówi Biblia o miłości rodzicielskiej, która powinna wyrażać się w grzmoceniu kijem młodych po dupie jest świętą prawdą. Ile pokoleń jeszcze zostanie sprowadzonych na manowce zanim ludzkość się opamięta?

Swoją drogą dlaczego żarcie musi być wożone rowerem z jednego końca miasta na drugi. Trudno doprawdy wyobrazić sobie coś bardziej idiotycznego. O ile mi wiadomo wszystkie budynki we Wrocławiu mają instalację elektryczną, a zdecydowana większość z nich także gazową, więc przygotowanie przekąski w pracy, a tym bardziej porządnego posiłku w domu nie wymaga chamskich gnoi tłukących się na rowerach po mieście. Dlaczego dla jakiegoś idiotycznego widzimisię trudnej do wyobrażenia grupy ludzi życie i zdrowie większości ma być narażone?

poniedziałek, 30 grudnia 2019

O nawróceniu Gavina Ashendena (z kazaniem ojca przeora dominikanów w tle)

Święta upłynęły mi pod znakiem dochodzenia do siebie po długiej chorobie, adaptacji Wiedźmina i nawrócenia byłego kapelana królowej angielskiej, Gavina Ashendena. Dziś znowu słuchałam wywiadu z nim na YouTube i znowu byłam pod głębokim wrażeniem tego, co ten człowiek opowiada.

Najciekawszy dla mnie fragment dotyczył ataku złego ducha. Pierwszy przydarzył mu się we Francji na mszy w kaplicy św Michała (nie pamiętam miejscowości). Zobaczył wysoko w górze chmarę krążących demonów przypominających nietoperze, wrzeszczących przeraźliwie. Był zdziwiony, że nikt, oprócz niego, tego nie widzi i nie słyszy. Zastanawiał się, kiedy znikną. Te jednak dokazywały aż do momentu, kiedy konsekrowana hostia dotknęla jego języka.

Innym razem przez 3 noce pod rząd, między pierwszą a piąta rano, otwierał mu się tunel w ścianie, przez który wlewały sie złe duchy bombardujące go rozpaczą i oskarżeniami w niezwykle charakterystyczny sposób - "jesteś w koszmarnej, beznadziejnej sytuacji i sam sobie to zawdzięczasz, zasłużyłeś na to". Ilu z nas poddanych było/jest takiej próbie nie zdając sobie sprawy, że to atak nieprzyjaciela? Gavin Ashenden miał więcej szczęscia - po pierwsze wiedział co to jest, po drugie ktoś mu doradził różaniec. Mimo pewnych oporów środek zastosował ze skutkiem pozytywnym. Rano zaniepokojona żona obsztorcowała go, że otwiera nocą okna. Widząc jego szczere zdziwienie wskazała na intensywny zapach róż w sypialni.

Co ciekawe przed tymi incydentami Ashenden nie wierzył w osobowe zło, był jungistą i wykładał na jakimś świeckim uniwersytecie psychologię religii. Wtedy też zainteresował się objawieniami maryjnymi z Garabandal (o ile dobrze pamiętam). Kiedy ogladał nagranie koleżanka zajmująca się psychologią dziecięcą skomentowała, że ekstaza tych dzieci jest autentyczna, bo w tym wieku nie umiałyby jej tak przekonywująco udawać.

Ashenden zaintrygowany był też faktem, że cuda eucharystyczne - przy obecnym stanie nauki możliwe do zweryfikowania - zdarzają sie tylko w Kościele Katolickim, nigdy natomiast w Anglikańskim.

Kiedy po długiej duchowej podrózy oficjalnie nawrócil sie na katolicyzm, od dłuższego czasu nie był już kapelanem królowej. Zkrytykował zaproszenie do anglikańskiej katedry muzułmanina, który w dzień Objawienia Pańskiego ,w miejsce fragmentu listu św. Pawła, odczytał sutrę koranu mówiacą o tym, że Jezus nie jest Synem Bożym. Poniewaz owe krytyczne stanowisko, wyrażone przez kapelana królowej, mogłoby być łączone z jej osobą, Ashenden zrezygnował z tego zaszczytu.

Przez ponad 10 lat entuzjastycznie popierał ruch LGBT, zanim zrozumiał, że to zaledwie etap w dłuższym planie, manewr wojnie przeciw Chrześcijaństwu. Na YouTube można znaleźć kilka jego wypowiedzi na temat marksizmu kulturowego, całkiem rozsądnych zresztą.

Nie wiem jak Gavin Ashenden odnajdzie się w obecnym Kościele Katolickim pchanym przez hierarchów w kierunku, który okazał się zgubny dla anglikanów, ale jego wiara w rzeczy nadprzyrodzone jest dla mnie bardzo inspirująca. Ten własnie nadprzyrodzony aspekt katolicyzmu,  którego wstydzi się dzisiejszy Kosciół jest magnesem dla ludzi udręczonych, spragnionych Boga i szukajacych prawdy.

W niedziele na mszy u dominikanów wysłuchalam kazania o podróżach ojca przeora po Ukrainie i  Ameryce Poludniowej. Na Ukrainie rodziny romskie - bardzo porządne, wolne od alkoholizmu - zmuszone sa mieszkać na wysypisku smieci, bo nikt nie chce ich zatrudnić. W slumsach Bogoty natomiast jest nędza, ale nie ma smutku, bo nie brakuje tam dzieci, ani psów. O ile dobrze zrozumiałam wniosek z tych podróży - ktoś powinien poświecić swoje życie dla tych rodzin, Jeżeli ojciec przeor miał na mysli siebie, zakon kaznodziejski lub jakiś inny to O.K. W każdym innym przypadku to po prostu piramidalna bzdura w rodzaju porad dla ludzi samotnych, żeby adoptowali dzieci autystyczne. Czysty społeczny aktywizm nie mający nic wspólnego z przekazywaniem owoców kontemplacjii. (Jaka kontemplacja, takie owoce - chciałoby się powiedzieć).

W autobiograficznej książce "Nieplanowane" Abby Johnson (i jej filmowej adaptacji) wzięty adwokat reprezentuje bohaterkę za darmo w sprawie wytoczonej jej przez Planned Parenthood. Gdyby ten człowiek najpierw nie skończył studiów prawniczych, aplikacji adwokackiej i nie wyrobil sobie marki broniąc z sukcesem wielu klientów, nie mógl by pomóc bezpłatnie bohaterce, ani nikomu innemu.

Żeby móc pomóc komukolwiek, trzeba najpierw coś mieć - doświadczenie, zasoby, możliwości, kontakty. Pracę rodzinom romskim na wysypisku mogłby dać zamożny przędsiębiorca gotowy zaryzykować ze wzgledu na milosierdzie. Gdyby się przeliczyl i zbankrutował jego możliwość pomagania komukolwiek - z własną rodziną włącznie - szybko by się skończyła.

Dlaczego musimy wysłuchiwać w Kosciele tych infantylnych, czysto ludzkich wymysłów, zamiast zapoznawać się dogłebnie z depozytem wiary. Wiemy z lekcji religii o isnieniu złego ducha, ale nie łączymy go bezsennymi godzinami w okolicach 3 nad ranem, kiedy sytuacja nasza jawi się jako calkowicie beznadziejna i - co gorsza - całkowicie przez nas zawiniona. Gdybyśmy wiedzieli, że to typowy atak nieprzyjaciela, pogonilibyśmy go, gdzie pieprz rośnie, w 3 minuty. Zastanawiam się ilu samobójstw możnaby uniknąć, uświadamiajac to ludziom w trudnej sytuacji.

Żeby pomóc komukolwiek trzeba najpierw pomóc sobie. Żeby się czymś dzielić trzeba coś mieć. Czy to nie Chrystus obecny w sakramentach powinien byc lekarstwem na całą ludzka biedę? Nie podważam sensowności dzieł milosierdzia, ale bez duchowego kompasu w postaci modlitwy, nie jesteśmy w stanie rozeznać, co w danej sytuacji powinno byc zrobione i co należy do nas, a co do zainteresowanej osoby.







poniedziałek, 1 lipca 2019

Virtue signalling u dominikanów i jezuitów

W niedzielę na mszy o 20-tej u wrocławskich dominikanów, główny celebrans o. Marcin Dyjak OP wykorzystał ogłoszenia duszpasterskie, żeby poinformować wiernych, że ani on, ani jego współbracia nie organizują, ani też nie popierają akcji właśnie trwającej pod kościołem (św. Wojciecha). Informacja była podana charakterystycznym - tonem pozornie neutralnym, a jednak komunikującym "ludziom światłym" co należy sądzić o tych oszołomach.

Zaciekawiona, sprawdziłam co to za akcja. Zbieranie podpisów przeciw seksualizacji dzieci przez aktywistów LGBT....

Dziś  znalazłam na koncie twitterowym ks. Isakowicza-Zalewskiego taki oto retwit (a propos bojkotu IKEI, która wyrzuca pracowników nie chcących brać udziału w promocji LGBT)


Wink, wink salonie liberalno-lewicowy! Jesteśmy wprawdzie zakonnikami, ale z nauką Kościoła, ani z przywiazanymi do niej abominacyjnymi fundamentalistami nic nas nie łączy!

Dziękuję, nie mam więcej pytań... 



środa, 31 stycznia 2018

O budowaniu własnej narracji (na temat strat ludności cywilnej podczas okupacji niemieckiej)

Bardzo mnie cieszy duża ilość tekstów na rozmaitych stronach poruszających temat zachowań samych Żydów wobec swoich współbraci podczas niemieckiej okupacji jak np "Dlaczego odpowiedzialność spadła na Polaków" na Frondzie. Widzę z tego, że wielu rodaków ma podobny pomysł na przeciwdziałanie ich kłamstwom, zdecydowanie lepszy niż przekonywanie świata, jak bardzo narażaliśmy się pomagając niewdzięcznym.

Wydaję mi się, że budując własną narrację historyczną powinniśmy przede wszystkim uwolnić od wszystkich obcych wersji. Nie możemy uwewnętrzniać punktu widzenia czy opinii naszych wrogów w mylnym przekonaniu, że mają cokolwiek wspólnego z prawdą historyczną. Pomysł biznesowy o kryptonimie "holokaust" próbowano odpalić już na początku ubiegłego wieku, jednak wobec braku prześladowań Żydów na odpowiednio spektakularną skalę, projekt trzeba było odłożyć. W tym kontekście nie dziwi finansowanie Hitlera przez kapitał żydowsko-amerykański i żydowsko-angielski. Żydowscy bankierzy bez mrugnięcia powieką poświęcili swych ubogich braci ze wschodu, którymi zapewne gardzili nie mniej niż fuerer, aby stworzyć pretekst do dowolnych roszczeń terytorialnych czy finansowych. Efekt przeszedł ich najśmielsze oczekiwania - odkryli żyłę złota. Nikomu nie chodzi o poszkodowanych ludzi, w biznesie nie ma sentymentów, wjeżdżanie potencjalnym ofiarom na emocje - współczucie albo poczucie winy - jest po prostu skuteczną strategią. Tym bardziej nie chodzi o prawdę, bo w cywilizacji żydowskiej takie pojęcie po prostu nie istnieje

"Holokaustianizm" jest nową - po Judaizmie (i marksizmie) - religią Żydów, tak jak poprzednia jest religią krwi - dostępną tylko narodowi wybranemu. W zasięgu jej mitologii Goyim mogą się znaleźć jedynie jako pomocnicy Żydów, jak dobre psy broniące swych panów, ale ich śmierć naprawdę nikogo nie wzrusza. Stąd pomysł, żeby zestawiać śmierć 3 milionów Żydów z 3 mln Polaków  podczas okupacji niemieckiej (lub np z 100 mln ofiar komunizmu), uważają za niedorzeczny. Takie podejście musimy zdecydowanie odrzucić jako chrześcijanie. Śmierć Żyda nie jest jakościowo inna niż śmierć Polaka, jak przekonywała nas onegdaj Barbara Engelking. Z ofiar wojny na terenach dawnej II RP nie wyodrębniamy innych mniejszości narodowych, a przecież np Białoruś straciła połowę populacji. Powinniśmy odrzucić terminy akcentujące wyjątkowość ludobójstwa Żydów jak holokaust czy shoah, jako pojęcia teologiczne ich nowej religii, a nie historyczne.  Używajmy raczej precyzyjnych, neutralnych określeń jak eksterminacja ludności cywilnej polskiej, białoruskiej, żydowskiej. Zamiast "naziści" mówmy niemiecki Wehrmacht, Waffen SS, Luftwaffe, Kriegsmarine , ukraińska SS Galizien itp.

Oddajmy każdemu co się mu należy, uczcijmy ofiary IIWŚ, przywróćmy pamięć o ofiarach komunizmu, napiętnujmy katów, wskażmy ich ideowych następców i obnażmy ich grę , a nade wszystko nie zapominajmy o ludobójstwie dokonywanym dzisiaj na chrześcijanach w Azji i Afryce, Im możemy jeszcze pomóc chociażby uwrażliwiając opinię publiczną. Dobrze by było, żeby ten temat wyparł z przestrzeni publicznej i medialnej wszelkie wątpliwe "pojednania" i "dialogi", naszych polityków gnących się w ukłonach przed aroganckimi Żydowinami, dni Islamu i Judaizmu w Kościele Katolickim itp. Oczywiście Islam jak i Judaizm musimy studiować, żeby wiedzieć z kim mamy sprawę.

Obie te religie nakazują traktowanie "niewiernych" inaczej niż swoich, zezwalają na używanie ich, niewolenie, handlowanie nimi, oszukiwanie, lichwę itp. Istotna różnica polega na tym, że na Islam można się nawrócić i na pełnych prawach wejść do wspólnoty wiernych,  natomiast żeby być pełnoprawnym wyznawcą Judaizmu trzeba się urodzić z matki Żydówki, w każdym innym przypadku pozostaje się Gojem - bydlęciem o ludzkiej twarzy stworzonym przez demony. I tu istotna kwestia dla polityków - czy chcemy takich współobywateli? Dlaczego rozdajemy im paszporty? Czy historia nie nauczyła nas niczego? Oni szanują tylko siłę. Wobec wszystkich narodów, które ich prześladowały i wykopały ze swego terytorium odczuwają respekt. Nami, którzy przyjęliśmy ich gościnnie, gardzą. Jaki jest rachunek zysków i strat wielowiekowego współistnienie - rozpicie chłopów, brak własnego mieszczaństwa, kolaboracyjna elita gotowa układać się z każdym, horror komunizmu, antypolska propaganda... Czy naprawdę chcemy powtórki z tego samego? Niech raczej zostaną w bezcennym Izraelu i tłuką się z Arabami, przy okazji pokazując światu kim są naprawdę.

Szczególny apel kieruję do ludzi Kościoła. Spróbowaliśmy już z nimi "dialogu" i kajania się za nie swoje grzechy. Co to dało? Czas najwyższy zakończyć tę żałosną farsę, wrócić do "Sicut Judaeis non", św. Jana Chryzostoma i św. Jana Ewangelisty. Jest tam ktoś dorosły? Strasznie smutne jest to, że duszpasterze tak skorzy do połajanek wobec wiernych przed żydami, muzułmanami, protestantami i lewactwem wszelkiej maści gną się w paragraf. Ludzie ogarnijcie się to gorzej niż grzech, to błąd!!!