Wspominałam już kiedyś na tym blogu, że jestem zapamiętałą wielbicielką programu Journey Home EWTN, w którym ludzie różnych wyznań opowiadają o swojej drodze do Kościoła Katolickiego.
Niedawno obejrzałam jeden z moich ulubionych odcinków z panią Talat Storkirk, muzułmanką z Indii, której życie byłoby fantastycznym materiałem na scenariusz filmowy.(https://www.youtube.com/watch?v=S0iXAXXxQvY)
Nie będę jednak streszczać całej tej historii, powiem tylko, że swoje nawrócenie w dużym stopniu zawdzięcza siostrom zakonnym prowadzącym szkoły, w których się kształciła. - w tym sensie, że była to dla niej okazja, żeby się z Chrześcijaństwem zetknąć.
Na koniec programu z dużą swadą wyrażała wdzięczność tym wszystkim siostrom, które przyjeżdżały z Europy do Indii nie bacząc na upał, brud i muchy i dawały z siebie wszystko, nic z tego nie mając. Wszystko to bardzo piękne i wzruszające aż do momentu kiedy wspomniała, że szkoła w Karaczi, do której sama chodziła była kiedyś elitarna, a obecnie - ponieważ nie pracują już w niej siostry z Europy - bardzo podupadła.I tu dochodzimy do sedna - siostry Hinduski czy też Pakistanki są przygotowane równie dobrze do pracy jak ich Europejskie poprzedniczki, ale pochodzą z niewłaściwej kasty.
Więc to nie cnota, skromność ubioru, czystość, święte życie i wiedza były magnesem dla zamożnych hinduskich (pakistańskich) rodzin tylko odcień skóry jaśniejszy niż najwyższych kast ich społeczeństwa i pochodzenie z narodu, który ich podbił (a więc jest lepszy, bo silniejszy).
Strasznie to smutne ale prawdziwe.
Blog poświęcony życiu duchowemu niedźwiedzi polarnych i nie tylko. Autorka zamieszcza na nim swoje artykuły nigdzie wcześniej nie publikowane.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pakistan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pakistan. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 15 marca 2015
sobota, 15 listopada 2014
Jeszcze o myśleniu pierwotnym, pedofilii i systemie kastowym
Pisałam ostatnio co nieco o dopuszczalności pedofilii w świętych tekstach (i nie tylko) różnych religii. Wszystko na to wskazuje, ze Chrześcijaństwo jest wyjątkiem takich praktyk nie dopuszczając (minimalny wiek zamążpójścia w średniowieczu dla dziewczyny to 12, a w uzasadnionych przypadkach 18 lat).
Cały ten przegląd jednak dał mi do myślenia. Niepokoi mnie ten powszechny konsensus - mężczyzna ma prawo używać dziecka wbrew naturze. Czy to także ślad czegoś, co nazwałam myśleniem pierwotnym? Czy tak właśnie myśli człowiek, który z cywilizacyjnym wpływem Chrześcijaństwa się nie zetknął? Wszystko na to wskazuje, że tak, co więcej w obrębie jego oddziaływania istnieją ludzie ten pogląd wyznający, tylko nie mogą się zbyt ostentacyjnie z nim obnosić. Moje własne doświadczenie to, niestety, potwierdza.
Byłam typowym PRL-owskim dzieckiem z kluczem na szyi biegającym samopas od pierwszych lat podstawówki. Tylko Aniołowi Stróżowi zawdzięczam, że nic naprawdę strasznego mi się nie przytrafiło. Wyrośnięta jak na swój wiek, zwracałam uwagę wyglądem i niezwykłym kolorem włosów. Wysłuchiwanie komentarzy obcych ludzi - na ogół chamskich - na ten temat było przykrą częścią mojej codzienności. Przezwiska rówieśników nie były szczególnie przyjemne, ale jakoś wytłumaczalne. Co szokuje mnie do dziś dnia, to ilość tekstów o zabarwieniu seksualnym pochodzącym od dorosłych mężczyzn skierowanych do 7, 8, 9 letniej dziewczynki. Często wtedy ich nie rozumiałam, moja niewinność mnie chroniła, ale intuicyjnie czułam, że to coś paskudnego. Przy czym nie mam na myśli zboczeńców grasujących w pobliżu szkoły i prezentujących swoje genitalia tylko tzw. normalnych mężczyzn - nie wolnych od seksualnych apetytów na widok ładnej dziewczynki, ale wyrażających je zastępczo jedynie werbalnie. Gdyby istniało prawne i zwyczajowe przyzwolenie na folgowanie tym apetytom, zapewne oglądalibyśmy i u nas wysyp 8-letnich panien młodych wykrwawiających się na śmierć w noc poślubną.
Praca cywilizacyjna 20 wieków Chrześcijaństwa oszczędziła nam tego, ale myślenie pierwotne nie znikło, tylko zeszło do podziemia.
Podobnie rzecz ma się z systemem kastowym - w Indiach oficjalnym - w pozostałych częściach świata praktykowanym bez używania tej nazwy, nawet w krajach chrześcijańskich, których konstytucja zapewnia obywatelom równość wobec prawa. Wystarczy poobserwować grupę dzieci w wieku przedszkolnym lub wczesnoszkolnym i wyżej. Jak hierarchicznej struktury natychmiast nabiera taka grupa i jak nieprzekraczalne są podziały, które tworzy. Rzecz została świetnie opisana w książce Amandy Craig "Private place", o której już na tym blogu wspominałam, więc nie będę się dłużej rozwodzić.
"Moralność obowiązuję tylko miedzy równymi" jak to zostało trafnie zauważone w "Wojnie Peloponeskiej" i tu jest pies pogrzebany - nie uważamy się za równych. Niektóre różnice są oczywiste - pozycja społeczna, bogactwo, władza. Chyba tylko w społeczności aniołów nie miałyby wpływu na traktowanie obdarzonych nimi jednostek (choć chóry aniołów także mają hierarchiczny układ). Inne niedostrzegalne gołym okiem, a równie oczywiste. Grupa wyznacza jednostce miejsce w stadzie (na podstawie nie wiem czego) i biada, jeśli jej zachowanie do tego miejsca nie pasuje np. ofiara nie pozwoli się dręczyć tylko się odwinie i przyładuje dręczycielowi, albo osoba uznana za gorszą wykaże wyraźną wyższością np. intelektualną.
Jednak dopóki ta pozycja i związane z nią oczekiwania nie są zwerbalizowane, skodyfikowane w systemie prawnym i dziedziczne, jednostka ma szanse się grupie postawić i w sprzyjających okolicznościach wygrać.
Kiedy przyjrzymy się przypadkowi Asii Bibi i sytuacji chrześcijan w Pakistanie w ogóle, to uderza jedna rzecz - są oni traktowani przez muzułmanów dokładnie tak samo jak niedotykalni przez wyższe kasty w Indiach np. nie wolno im pić wody z tego samego źródła, gdyż jako nieczyści mogliby ją skazić. Asia Bibi będąc w lokalnej społeczności na pozycji ostatniej ofiary, od której oczekiwano wyłącznie przepraszania, że żyje i lizania stóp pozostałym członkom stada ośmieliła się zrobić coś co tej pozycji nie pasowało - zaczerpnąć wody z tego samego wiadra, a kiedy stado chciało ją za to ukarać miała czelność bronić siebie i swojej wiary łamiąc kolejne tabu. Prawo oficjalne, poparło niepisane prawo stadne, że ofiara, która wypada z roli ofiary powinna zostać zabita.
Podejrzewam, że Chrześcijanie w Indiach to głównie potomkowie niedotykalnych, dla których konwersja była ucieczką przed systemem kastowym. Wyobrażam sobie jaką ulgą była dla nich świadomość, że przynajmniej w oczach Boga są równi, być może władze brytyjskie też ich jakoś popierały.
Tak a propos władz brytyjskich, słyszałam niedawno, że pewien gubernator stanu Gudżarat (niestety nie pamiętam nazwiska) zabronił zabijania niemowląt płci żeńskiej, palenia wdów na stosie i grzebania żywcem trędowatych. Na zarzut, że ingeruje w miejscowe zwyczaje religijne odpowiedział, że brytyjskim zwyczajem religijnym jest wieszanie tych, którzy mordują niemowlęta, palą wdowy i grzebią żywcem trędowatych, czym zakończył dyskusję.
Cały ten przegląd jednak dał mi do myślenia. Niepokoi mnie ten powszechny konsensus - mężczyzna ma prawo używać dziecka wbrew naturze. Czy to także ślad czegoś, co nazwałam myśleniem pierwotnym? Czy tak właśnie myśli człowiek, który z cywilizacyjnym wpływem Chrześcijaństwa się nie zetknął? Wszystko na to wskazuje, że tak, co więcej w obrębie jego oddziaływania istnieją ludzie ten pogląd wyznający, tylko nie mogą się zbyt ostentacyjnie z nim obnosić. Moje własne doświadczenie to, niestety, potwierdza.
Byłam typowym PRL-owskim dzieckiem z kluczem na szyi biegającym samopas od pierwszych lat podstawówki. Tylko Aniołowi Stróżowi zawdzięczam, że nic naprawdę strasznego mi się nie przytrafiło. Wyrośnięta jak na swój wiek, zwracałam uwagę wyglądem i niezwykłym kolorem włosów. Wysłuchiwanie komentarzy obcych ludzi - na ogół chamskich - na ten temat było przykrą częścią mojej codzienności. Przezwiska rówieśników nie były szczególnie przyjemne, ale jakoś wytłumaczalne. Co szokuje mnie do dziś dnia, to ilość tekstów o zabarwieniu seksualnym pochodzącym od dorosłych mężczyzn skierowanych do 7, 8, 9 letniej dziewczynki. Często wtedy ich nie rozumiałam, moja niewinność mnie chroniła, ale intuicyjnie czułam, że to coś paskudnego. Przy czym nie mam na myśli zboczeńców grasujących w pobliżu szkoły i prezentujących swoje genitalia tylko tzw. normalnych mężczyzn - nie wolnych od seksualnych apetytów na widok ładnej dziewczynki, ale wyrażających je zastępczo jedynie werbalnie. Gdyby istniało prawne i zwyczajowe przyzwolenie na folgowanie tym apetytom, zapewne oglądalibyśmy i u nas wysyp 8-letnich panien młodych wykrwawiających się na śmierć w noc poślubną.
Praca cywilizacyjna 20 wieków Chrześcijaństwa oszczędziła nam tego, ale myślenie pierwotne nie znikło, tylko zeszło do podziemia.
Podobnie rzecz ma się z systemem kastowym - w Indiach oficjalnym - w pozostałych częściach świata praktykowanym bez używania tej nazwy, nawet w krajach chrześcijańskich, których konstytucja zapewnia obywatelom równość wobec prawa. Wystarczy poobserwować grupę dzieci w wieku przedszkolnym lub wczesnoszkolnym i wyżej. Jak hierarchicznej struktury natychmiast nabiera taka grupa i jak nieprzekraczalne są podziały, które tworzy. Rzecz została świetnie opisana w książce Amandy Craig "Private place", o której już na tym blogu wspominałam, więc nie będę się dłużej rozwodzić.
"Moralność obowiązuję tylko miedzy równymi" jak to zostało trafnie zauważone w "Wojnie Peloponeskiej" i tu jest pies pogrzebany - nie uważamy się za równych. Niektóre różnice są oczywiste - pozycja społeczna, bogactwo, władza. Chyba tylko w społeczności aniołów nie miałyby wpływu na traktowanie obdarzonych nimi jednostek (choć chóry aniołów także mają hierarchiczny układ). Inne niedostrzegalne gołym okiem, a równie oczywiste. Grupa wyznacza jednostce miejsce w stadzie (na podstawie nie wiem czego) i biada, jeśli jej zachowanie do tego miejsca nie pasuje np. ofiara nie pozwoli się dręczyć tylko się odwinie i przyładuje dręczycielowi, albo osoba uznana za gorszą wykaże wyraźną wyższością np. intelektualną.
Jednak dopóki ta pozycja i związane z nią oczekiwania nie są zwerbalizowane, skodyfikowane w systemie prawnym i dziedziczne, jednostka ma szanse się grupie postawić i w sprzyjających okolicznościach wygrać.
Kiedy przyjrzymy się przypadkowi Asii Bibi i sytuacji chrześcijan w Pakistanie w ogóle, to uderza jedna rzecz - są oni traktowani przez muzułmanów dokładnie tak samo jak niedotykalni przez wyższe kasty w Indiach np. nie wolno im pić wody z tego samego źródła, gdyż jako nieczyści mogliby ją skazić. Asia Bibi będąc w lokalnej społeczności na pozycji ostatniej ofiary, od której oczekiwano wyłącznie przepraszania, że żyje i lizania stóp pozostałym członkom stada ośmieliła się zrobić coś co tej pozycji nie pasowało - zaczerpnąć wody z tego samego wiadra, a kiedy stado chciało ją za to ukarać miała czelność bronić siebie i swojej wiary łamiąc kolejne tabu. Prawo oficjalne, poparło niepisane prawo stadne, że ofiara, która wypada z roli ofiary powinna zostać zabita.
Podejrzewam, że Chrześcijanie w Indiach to głównie potomkowie niedotykalnych, dla których konwersja była ucieczką przed systemem kastowym. Wyobrażam sobie jaką ulgą była dla nich świadomość, że przynajmniej w oczach Boga są równi, być może władze brytyjskie też ich jakoś popierały.
Tak a propos władz brytyjskich, słyszałam niedawno, że pewien gubernator stanu Gudżarat (niestety nie pamiętam nazwiska) zabronił zabijania niemowląt płci żeńskiej, palenia wdów na stosie i grzebania żywcem trędowatych. Na zarzut, że ingeruje w miejscowe zwyczaje religijne odpowiedział, że brytyjskim zwyczajem religijnym jest wieszanie tych, którzy mordują niemowlęta, palą wdowy i grzebią żywcem trędowatych, czym zakończył dyskusję.
Subskrybuj:
Posty (Atom)