Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Edda poetycka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Edda poetycka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 stycznia 2018

O nieeleganckich atakach ad personam

Bardzo nie lubię, kiedy nasze życie publiczne poziomem argumentów zaczyna przypominać przedszkole, o czym już pisałam na tym blogu. Typowo przedszkolne zarzuty "a ty głupia jesteś", "ale masz wiejską koszulkę/kurtkę/spódnicę",  "śmierdzi, spierdział się" albo nawet "zesrał się w gacie", klasyfikowanie oponentów do kategorii typu "gruby", "rudy", "siwy"(jasny blondyn), "sekularnik" "zyzol" jako ostateczne potępienie dla całokształtu jego działań, niewybredne przezwiska utworzone z nazwisk i argument ostateczny - "ciebie nikt nie lubi" są bez cienia zahamowań używane wobec przeciwników przez prominentnych polityków, posłów na sejm i tzw opiniotwórcze gremia.

Mam nadzieję, że każdy rozumie, że równie eleganckiej frazy można użyć wobec niego. Trudno mi wyobrazić sobie taki niedorozwój intelektualny(emocjonalny?),  który nie rozróżnia między czynami moralnie nagannymi jak kradzież mienia publicznego, zdrada, pozbawianie tysięcy ludzi dachu nad głową itp, a nie dość "trendy" outfitem, nadwagą/niedowagą, niskim wzrostem, złym stanem uzębienia, nieodpowiednim kolorem włosów czy słabą atrakcyjnością dla płci przeciwnej. 

Użycie argumentu "estetycznego" jako ostatecznego uzasadnienia dla uznania kogoś za gorszego także w sensie prawnym istniało i istnieje w wielu kulturach pogańskich, o czym także pisałam na tym blogu. W Eddzie Poetyckiej 3 podstawowe warstwy społeczeństwa wczesnośredniowiecznej Skandynawii rozróżnić można na podstawie wyglądu. Najniższa z nich niewolni (thrael) charakteryzują się ciemną pigmentacją, długimi piętami, chorobami skóry i zwyrodniałymi kostkami, wolni kmiecie (karl) są rudzi i rumiani, estetycznie ubrani, wykwalifikowani i pracujący na swoim,. Najwyższa zaś warstwa - jarlowie - mają jasną skórę, włosy płowe, spojrzenie o przenikliwości węża, ćwiczą się w rzemiośle wojennym, a ich  kobiety o cienkich paluszkach  ubrane w jedwabie pławią się w luksusie all day long. 

Podobne estetyczno-lifestylowe uzasadnienie ma podział na kasty w Indiach. Im wyższa kasta, tym jaśniejsza skóra, bardziej prestiżowy zawód i "lepsze nazwisko" (Hindusi są w stanie ustalić na podstawie brzmienia nazwiska, kto z jakiej kasty się wywodzi).

My jednak po 2 tys. lat Chrześcijaństwa w Europie i tys. lat w Polsce powinniśmy ten sposób dzielenia ludzi dawno porzucić. Wszelka hierarchia w społeczeństwie powinna być kompetencyjna, wszak jesteśmy równi wobec prawa, czyż nie? W oczywisty sposób nie jesteśmy, mimo wielu pięknych zapisów w konstytucji i kodeksach praw. Nadal też używamy argumentu estetyczno -lifestylowego, aby ostatecznie pognębić przeciwnika, gdyż pamiętamy z przedszkola, że tym można zranić najgłębiej, a poza tym w ten sposób opuszczamy dziedzinę Logosu, gdzie w drodze uczciwych sporów i wymiany poglądów można zbliżać się do prawdy i dochodzić do konsensusu w trosce o dobro wspólne. 

Technikę możliwie najobrzydliwszego ataku ad personam stosują z upodobaniem "stare kiejkuty" (copyright by S. Michalkiewicz) co widać po wpisach ich trolli internetowych (i transparentach widocznych w manifestacjach "prodemokratycznych"). Nawet jeśli atakowana osoba jest przystojna, prosperująca i szczęśliwa w związku, zawsze można jej przypisać nieświeży oddech i nieumyte genitalia.

Jaka powinna być odpowiedź na taki atak?  Najlepszej jaką znam dostarcza anegdota o sporze dominikanina z jezuitą. Dominikanin wyraźnie był w nim górą, więc jezuita, wystrzelawszy się ze wszystkich argumentów merytorycznych, zarzucił mu, że jest rudy jak Judasz. Dominikanin na to, że nie wiadomo czy Judasz był rudy, ale ponad wszelką wątpliwość należał do towarzystwa jezusowego.

Bardzo częstym obiektem niskich ataków ad personam jest posłanka Krystyna Pawłowicz, Zarzuca się jej, że jest "starą panną", ma krzywe nogi, nikt jej nie kocha i nigdy już nie pokocha (to się nazywa siła argumentu!). Podczas rozrób "starych kiejkutów" pod sejmem była wręcz fizycznie atakowana, a posłowie opozycji publicznie wyrazili aprobatę dla tych działań. 

Dla porównania jej dawna przyjaciółka Hanna Gronkiewicz-Walc, która ma na sumieniu aferę reprywatyzacyjną i tysiące ludzi wyrzuconych na bruk, nigdy w ten sposób atakowana nie była. Nie wypomniano jej chytrych małych oczek, wąskich warg i twarzy przebiegłej przekupy mocno nadszarpniętej zębem czasu pod ciężką tapetą. W zestawieniu z tą fizjonomią twarz p. Pawłowicz wydaje się pełna szlachetnego piękna i pogody ducha. Upływ czasu był dla niej bez porównania łaskawszy, jak to się zwykle dzieje w przypadku pulchnych kobiet. Poza tym powyżej 45 roku życia każdy ma taką twarz, na jaką zasłużył.

Posłanka Pawłowicz natomiast, która robi na mnie wrażenie dobrodusznej weredyczki, zapędzającej  się czasem o jeden most za daleko, zarzuciła p. Misiło nadmierną dbałość o fryzurę. Zasugerowała wręcz że jest ona dziełem fryzjera damskiego. Tego oczywiście nie wiem, ale podejrzewam, że sadząc po brzmieniu nazwiska rodzina p. Misiło może pochodzić  z  pn terenów dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Nazwiska zakończone na -o są tam dość rozpowszechnione (Szylko, Szarko, Szyndziałło, Domeyko itp) podobnie jak pewien typ fizyczny charakteryzujący się m.in. gęstymi włosami aż do śmierci (vide kudłaty Żmudzin z Potopu). Jeżeli p. Misiło ma dobre włosy to nic dziwnego, że stara się je wyeksponować. Pani Pawłowicz też ma dobre włosy, które związuje w skromny ogonek i - jak wiele kobiet - nie uświadamia sobie tzw syndromu pawia, czyli rozmiarów próżności męskiej, przy której koncentracja na sobie najbardziej obsesyjnej kokietki to kupa śmiechu.

"Prawicowi publicyści" zarzucają feministkom, że są brzydkie i zaniedbane. Może niektóre i są, ale jeśli weźmiemy kilka sztandarowych, to np p. Środa wydaje mi się przeciętną kobietą w średnim wieku o standardowym stopniu zadbania, p. Szczuka wykazuje ślady dużej urody, a p. Gretkowską można było uznać za super laskę za młodu, a i teraz trzyma się dobrze.

Obśmiany kawaler z kotem "kurdupel" Kaczyński nigdy, o ile mi wiadomo, nie aspirował do tytułu mister universum, ani arbiter elegantiae, a i on widziany życzliwym okiem może wydawać się "ładniutki", jak to ujęła pewna pani stojąca obok mnie na wiecu wyborczym. W polskiej klasie politycznej jest zapewne wielu przystojniejszych od niego mężczyzn, ale jeśli chodzi o intelekt czy talent strategiczny sprawa wygląda inaczej. Jego oponenci nie są oczywiście w stanie tego ocenić, bo po prostu porównywalnym narzędziem nie dysponują. Stąd np cytat z Asnyka (o którym zapewne nie słyszeli) "inni tu byli czynni szatani" obśmiali jako przejaw katolickiego zabobonu. Nic zatem dziwnego, że pozostaje im niski wzrost, kot, kawalerski stan i nazwisko

Ciekawe, że dość egzotycznie brzmiące imię Donald i nazwisko Tusk nigdy nie było obiektem podobnych żartów. Częściej kolor włosów rudo-blond, czyli z rosyjska ryży znaczy wredny. O ile z drugą częścią oceny p. Tuska się zgadzam, to z tak ujętym związkiem przyczynowo-skutkowym nie. Niewątpliwie ciążą na "królu Europy" bardzo poważne zarzuty jak np rezygnacja z interesu narodowego Polski w zamian za europejską synekurę, ale nie mają one żadnego związku z jego kolorytem, który -inaczej niż w kraju - na zachodzie kojarzy się jednoznacznie dobrze.

Pan Brudziński zasugerował opozycji totalnej, żeby na czas obchodów kolejnej miesięcznicy smoleńskiej wzięła p. Kasprzaka, lidera tzw obywateli RP, do dentysty. Wyznaję, ze skruchą, że sama się uśmiechnęłam.  Pan Marszałek zrobił by jednak lepiej ustalając, kto tego pana wynajął i przedsięwziął odpowiednie kroki prawne.

Argument estetyczno-lifestylowy bywa stosowany szczególnie często wobec elektoratu PIS. Za koalicji PO-PSL określano wyborców Prawa i Sprawiedliwości jako starszych, gorzej wykształconych z mniejszych miejscowości względnie mohery (zabierz babci paszport), obecnie zaś jako chamów na salonach. To bardzo ciekawy wątek. Dowiadujemy się oto z licznych wypowiedzi przedstawicieli samozwańczej elity, że spora część społeczeństwa nie powinna mieć praw wyborczych, bo została uznana przez panów Cimoszewicza, Chełstowskiego czy Łozińskiego (obecnego lidera KODu) za gorszych, za chamów ergo - jak w I RP - nie powinna mieć głosu. Prawa wyborcze w owym czasie przysługiwały wyłącznie szlachcie. Znaczy mamy jakąś nową szlachtę? Kto jej nadał szlachectwo? "Ona jest z domu von und zu, co znowu strasznie imponuje mu" jak to ujął Witkacy - von sowiecki czołg zu firma założona przez WSI, von Komunistyczna Partia Zachodniej Ukrainy zu Agora, von UB zu WSI, von KPP zu SB,  von Solidarność zu zniknięte pieniądze Solidarności, von Stare Kiejkuty zu KOD itd. 
 Boże, miej nas w swojej opiece!

niedziela, 16 listopada 2014

Jeszcze o kastach i Eddzie Poetyckiej

W Eddzie Poetyckiej jest pieśń o stworzeniu ludzi (Rigsthula), a właściwie o rozmnożeniu i zorganizowaniu w zhierarchizowane społeczeństwo.
Oto jeden z Asów, Rig, potężny i sędziwy wędrując po świecie odwiedza po kolei trzy pary małżeńskie, których potomkowie dają początek 3 warstwom społecznym: niewolnikom, wolnym kmieciom i jarlom.
Pierwsza para Al i Edda (dwoje starych, kobieta w staroświeckim czepku) ugościli go chlebem razowym pełnym plew i wrzątkiem. Po 9 miesiącach urodził im się czarny chłopiec Thrael, który miał na rączkach pomarszczoną skórę, kalekie kostki, grube palce, brzydką twarz, krzywe plecy, długie pięty. "Wiklinę splatał, snopy wiązał, chrust nosił - całymi dniami" Jego oblubienica Thir była krzywonoga, miała "łajno na podeszwach, ramiona słońcem spalone, wklęśnięty nos". Od nich pochodzi ród niewolników.

Następna para Afi i Amma zajęci byli pracą, gdy Rig ich odwiedził, mąż (zarost staranny, włos spadał na skronie, koszula ciasna) obciosywał drąg do krosen, żona (czepiec na głowie, stanik na piersi, chusteczka na szyi, szpilki na ramionach) kręciła kądziel i przygotowywała przędzę.
Amma postawiła na stół gotowaną cielęcinę - najlepszy przysmak. Po 9 miesiącach urodził im się chłopiec Karl rudy i rumiany, oczka żywe. "Obuczał woły, strugał radło, dom budował, stodołę jako cieśla robił, wóz robotą kołodzieja - i pługiem orał" Jego oblubienica Snor była "pękiem kluczy zdobna, spódnica z koźlej skórki". Od nich pochodzi ród chłopów.

Ostatnia para - Fadir i Modir patrzyli sobie w oczy, paluszkami się bawili. Pan domu kręcił cięciwę, łuk napinał, strzały osadzał, a pani domu przyglądała się swym ramionom, gładziła cenną materię, obciągała rękawy. Miała wysoki czepiec, klejnot na piersi, płaszcz był do ziemi, kaftan błękitny.
Modir zasłała stół wzorzystym obrusem z bielutkiego lnu i położyła nań cienkie skibki białego pszennego chleba, lśniąca wieprzowinę, pieczony drób i wino. Po 9 miesiącach urodziła chłopca Jarla, który miał włos płowy liczka białe, a spojrzenie ostre jak u młodego węża. Chłopiec "napinał łuki  i osadzał strzały, rzucał oszczepem, ćwiczył się Franków lancą, konno jeździł i psami szczuł, mieczem śmigał, w pływaniu się doskonalił". Na dodatek Rig nauczył go run.
Po oblubienicę wyprawiono się za morze. Erna miała na imię, była jasna i światła, o cienkich paluszkach.

Nieodmiennie fascynuje mnie ten tekst. Trzy warstwy stosunkowo mało zróżnicowanego społeczeństwa wczesnośredniowiecznej Skandynawii zdefiniowane są głównie w kategoriach estetycznych.
 Niewolnicy są przede wszystkim odrażająco brzydcy, różnią się ciemnym kolorytem od pozostałych (być może ich przodkowie zostali uprowadzeni w niewolę z południa Europy) Są brudni, spaleni słońcem i pełni genetycznych wad, ubierają się paskudnie, ich jedzenie jest oczywiście wstrętne itp.
Wolni kmiecie to już zupełnie inna rozmowa jaśniejszy koloryt, schludny, zdrowy wygląd, strój świadczący o pewnej zamożności, praca owszem ciężka, ale na swoim, nie uwłaczająca godności i wymagająca kwalifikacji, jedzenie proste, ale smaczne.
Jarl i jego żona to uosobienie piękna i luksusu blade lica, płowe włosy smukłe palce. Mąż trudni się wojowaniem, polowaniem i rządzeniem a żona jest luksusowym symbolem statusu, od którego wymaga się dobrego urodzenia, równie dobrego posagu i reprezentacyjnego wyglądu, poza tym nie ma (w tej pieśni) za wiele do roboty. Jedzenie jest najlepsze jakie można sobie wyobrazić, bardzo wykwintnie podane na srebrnych misach i w złotych pucharach, szaty jedwabne. Właściwie opisowi ich dobrobytu i pewnego wyrafinowania stylu życia autor poświecił więcej miejsca niż  cechom osobniczym swoich bohaterów.

Tekst myślę bardzo "nowoczesny" w swoim zasadniczym przesłaniu. Nie istnieje w nim żadne moralne ani nawet merytoryczne uzasadnienie podziału spolecznego. Decyduje wyłącznie aspekt estetyczny i "lifestylowy". To jakbym słyszała polską debatę publiczną w mainstreamowych mediach. Politycy opozycji i  ich elektorat to starzy, brzydcy, źle ubrani (w staroświeckie czepki)ludzie, o niskich dochodach i nudnym trybie życia. Tylko czekam kiedy jakiś rządowy spin doktor odkryje ich pomarszczoną skórę na rękach, grube palce, kalekie kostki, krzywe plecy i długie pięty. Brzmienie nazwisk (w Eddzie też są wymienione imiona charakterystyczne dla poszczególnych warstw) także może być kompromitujące. Ktoś kiedyś podsłuchał jak Urban i Michnik nabijali się z nazwisk "prawicowych oszołomów" jak Semka lub Warzecha. Ubaw mieli po pachy, że można się tak (plebejsko?) nazywać. Ktoś (zdaje się Ziemkiewicz) podsumował, że zdecydowanie lepiej niż Urbach i Szechter (dla mojego ucha także).

Dokładnie takich argumentów używają dzieci/młodzież ustalając porządek dziobania w swojej grupie. Niemodne ciuchy, tanie podróbki dobrych marek, brak jakichś idiotycznych gadżetów, ubóstwo rodziców, wygląd nie dość upodobniony do jakiegoś kretyńskiego ideału dyskwalifikuje skuteczniej w oczach grupy niż skrajna głupota czy podłość. Celem ostatecznego pognębienia dodaje się jeszcze, że delikwent(ka) śmierdzi i uzasadnienie odrzucenia gotowe.

Podobieństwo do hinduskich kast też da się zauważyć - pariasi są w odróżnieniu od wyższych kast bardzo ciemni, trudnią się nieeleganckimi zajęciami, mają charakterystyczne nazwiska, nic więc dziwnego, że nie mogą pić wody z tego samego źródła co reszta, bo zapewne śmierdzą. Podejrzewam, że żaden z obrońców systemu kastowego nie zauważyłby nawet ironii w tych słowach.

Najkoszmarniejsze jest to, że ludzie naprawdę tak myślą i naprawdę porządkują ludzi według tego typu klucza, a nie mam tu na myśli wyłącznie istot niedojrzałych. O tym, że istnieje właściwy i niewłaściwy wygląd (nie stylizacja tylko cechy genetyczne), podobnie jak właściwy i niewłaściwy akcent w angielskim, miałam okazję przekonać się nie raz na własnej skórze.
W Polsce, odwrotnie niż w Eddzie,  koloryt raczej ciemny niż jasny o chłodnym zabarwieniu jest normą, budowa raczej drobna, a wzrost średni. Ktoś większy i jaśniejszy, a nie daj Boże o ciepłym, złotawym odcieniu włosów jest postrzegany jako odstępstwo od normy w sensie negatywnym (być może obcy etnicznie?). Dla odmiany w Anglii np. właśnie taki wygląd usposabia życzliwie i zapewnia pewien kredyt zaufania i dobrej woli na dzień dobry, o czym się przekonałam ku swemu  przyjemnemu zaskoczeniu.

Moi rodzice uczyli mnie za młodu: "Bądź dobra dla innych, a inni będą dobrzy dla ciebie". Uśmiecham się na to wspomnienie i zastanawiam w jakim kresowym raju się wychowali. Bardziej prawdopodobne, że opowiadali mi o świecie, jakim chcieliby aby był, a nie tym który jest.
Święty Paweł też napisał, że nie ma już niewiasty ani mężczyzny, niewolnika ani wolnego, Żyda ani Greka w formie postulatu raczej niż opisu rzeczywistości.

Mówiąc zupełnie szczerze, nie widziałam nigdy grupy ludzi, gdzie nie byłoby owego  niepisanego i nie wypowiedzianego porządku dziobania, irracjonalnego i często stojącego w sprzeczności z oficjalną hierarchią, a przestrzeganego skrupulatniej niż wszelkie zawzięcie deklarowane zasady.
Praca cywilizacyjna Chrześcijaństwa sprawiła wprawdzie, że nie jesteśmy formalnie podzieleni na kasty jak Hindusi, ale  nieodmiennie klasyfikujemy bliźnich według kryteriów estetyczno - lifestylowych, a nie moralnych czy merytorycznych.