Chodzi oczywiście o marszałka sejmu Szymona Hołownię. Osobiście nie znam, nie sluchałam jego przemówień i nie czytałam książek. Jako ciekawostkę odnotuję, że kiedyś bardzo pozytywnie ocenił mój tekst opublikowany wDrodze. Jacek Piekara (i nie on jeden) nie żałuje nowemu marszalkowi sejmu gorzkich słów:
Blog poświęcony życiu duchowemu niedźwiedzi polarnych i nie tylko. Autorka zamieszcza na nim swoje artykuły nigdzie wcześniej nie publikowane.
środa, 6 grudnia 2023
O "Marszymku"
środa, 15 czerwca 2022
Znowu o manipulujacych k..wach (MK)
Pozostanę w klimacie ostatnich dwóch postów tzn. procesu Depp v. Heard jednocześnie nawiązując do swojego starego wpisu "O manipulujących k..wach". Wyjaśniam, że wulgarny epitet nie ogranicza się w tym kontekście do toksycznych kobiet. Zjawisko jest niezależne od płci, wieku, rasy, statusu społecznego czy ekonomicznego. Jednakże łatwiej jest stosować ten charakterystyczny zestaw zachowań, kiedy - z jakichś powodów - ma się status świętej krowy, a ofiarę można przypisać do grupy wzbudzającej niechęć lub zazdrość, opatrzoną etykietą "potencjalny opresor"
Sądząc po nagraniach rozmów Amber Heard z mężem - dostarczonych przez nią samą sądowi w charakterze dowodów - jest ona uosobieniem, kwintesencją MK. Najpierw namierza swoją ofiarę, pozoruje zainteresowanie, albo nawet uczucie, przez co zdobywa zaufanie i poznaje jej słabe strony. Kiedy pewna jest już swojej władzy, jej zachowanie zmienia się radykalnie. Zaczyna pastwić się nad nieszczęśnikiem, prowokować go, a kiedy ten podniesie głos lub odpowie coś przykrego, natychmiast sama udaje skrzywdzoną, świetnie się przy tym bawiąc (od jej upiornego śmiechu ciary człowieka przechodzą). Kiedy do ułowionego naiwnego jelenia wreszcie dociera natura tego "związku" i chce się z niego wyplątać, MK wraca do pozorowania uczucia, a kiedy mimo wszystko nie udaje się jej zatrzymać swej ofiary rozpętuję kampanię kłamstw w zemście za swoją "krzywdę".
Te kłamstwa są bardzo charakterystyczne - swoje własne czyny po odpowiedniej dramatyzacji - przypisane są ofierze. Amber Heard rzuciła w swojego męża butelka wódki i rozbite szkło odcięło mu czubek wskazującego palca. Upływ krwi był tak potężny, że facet trafił do szpitala, a ochroniarze szukali odciętego fragmentu po całym domu. Nazwano to wypadkiem, żeby nie było skandalu. Jak przetworzyła to zdarzenie MK? Otóż to ona została... zgwałcona butelką!!! Można? Można!
Johnny Depp nie jest z mojej bajki i nie dała bym za niego złamanego grosza, ale trzeba mu przyznać, że powstrzymał się nie tylko od zabicia tej kurwy, ale nawet on nakopania jej w d.... Ja na jego miejscu kopałabym po ryju, aż przestałaby się ruszać! Muszę mieć bardzo złe serduszko, a poza tym jej wdzięki nie działają na mnie.
Dzięki bezstresowemu wychowaniu i "przyjaznej szkole" ogromny procent dzieci i młodzieży dołączył do grona MK, o czym sporo na tym blogu pisałam. Jako dorośli dalej pozostają w tej kategorii istot. Mam takich sąsiadów - młoda rodzina składająca się z MK żeńskiej, MK męskiej i dziecka na najlepszej drodze do stania się kolejną MK. Rodzina MK nie uznaje żadnych przepisów ograniczających ich wolność. Przyznali sobie prawo do hałasowania jak popadnie przez cala dobę - imprezy, wiertara, kłótnie i biegający bachor w okolicach 23, nie mówiąc o rzucaniu ciężkimi przedmiotami o glebę w nocy i trzaskaniu drzwiami. Jednak gdy ktoś postuka w rurę, bo już nie może tego zdzierżyć, zapieniona MK matka zasłaniając się drogocennym pomiotem przylatuje i drze japę na klatce schodowej. To ona została skrzywdzona!!! Jej dzieciątko się przestraszyło strasznego dźwięku!
MK może mieć zaburzenie osobowości jak Amber Heard, u której biegła sądowa zdiagnozowała "borderline personality disorder" i "histrionic personality disorder" . Dr Shannon Curry bardzo obszernie wyjaśniła na czym polegają owe zaburzenia podczas procesu (liczne nagrania wiszą ciągle na YouTube), a menedżer nieruchomości, Ben King, wyraził to samo równie trafnie, choć bez użycia fachowej terminologii - "spoiled teenage child" (zepsuta nastolatka).
Nie będąc psychologiem/psychiatrą z długoletnim stażem człowiek jest nieprzygotowany do kontaktu z kimś takim. Popełnia błąd próbując porozumieć się, zakładając - nierozsądnie - dobrą wolę drugiej strony. Pewna internetowa terapeutka opisała mentalny obraz, jaki jej sią nasuwa jako ilustracja do takiej postawy. Oto dwaj wojownicy uzbrojeni we włócznie i tarcze biegną na siebie. Jeden z nich na widok napastnika odkłada broń i tarczę i próbuje "dogadać się" z nim jak z człowiekiem, a tamten w tym samym czasie dziurawi go energicznie...
Wielokrotnie sama popełniłam ten błąd. Pamiętam jak po incydencie z wiertarą po 22 poprzedniego wieczoru, nie zdzierżyłam kolejnej sesji dnia następnego i wyruszyłam do rodziny MK. Jak się okazało MK żeńska była w wysokiej ciąży tuż przed porodem, a MK męska w ramach przygotowań zaplanowała nawiercić sześćset ileś dziur (sic!). Na moje stwierdzenie, że według regulaminu spółdzielni tego rodzaju prace kończy się o 19.00, MK męska poinformowała mnie, gdzie ma przepisy i że będzie wiercić do 23.30 jeśli będzie musiała. Następnie stwierdziła, że JA się nudzę i tylko dlatego mi to przeszkadza. A kiedy wyraziłam zdziwienie jaki ma związek dziurawienie wszystkich ścian z narodzinami dziecka, okazało się że nie mogę tego zrozumieć, bo NIGDY go nie miałam i dalej w podobny deseń. To jest typowy schemat MK. Na jakąś sugestię w konkretnej sprawie MK reaguje próbą obrażenia rozmówcy. Wali w to, co wydaje jego słabym punktem przyglądając się reakcji. Jeśli nie trafiła, atakuje czymś innym i absolutnie zawsze próbuje przedstawić osobę, której prawa w sposób oczywisty narusza, jako agresora, wariata i potwora, na dodatek całkowicie odosobnionego ("tylko pani to przeszkadza"). MK zawsze jest niewinną ofiarą.
MK żeńska z wyżej wymienionej rodziny zaczęła się do mnie dobijać w nocy z niedzieli na poniedziałek. Powód - bachor biegał po pokoju po 22 i ktoś postukał (dość dyskretnie) w rurę. MK jest przekonana, że to ja i drze japę na klatce schodowej zasłaniając się swoim pomiotem jak tarczą. Mówię jej, żeby nie krzyczała, bo ludzie śpią.
- No to co!!! A pani pisze listy, które krzyczą!!! - wrzeszczy patrząc na moją reakcję.
Moją reakcją na ataki MK zawsze jest bezbrzeżne zdziwienie. Owszem piszę listy, żeby uniknąć konfrontacji z chamstwem, ale jaki to zarzut.?!!! Prosty komunikat, zawsze kulturalnie sformułowany z prośbą o uszanowanie mojego prawa do odpoczynku. W interpretacji MK to jest jakiś wyjątkowy wstyd, coś kompromitującego, co wykryła i teraz ma nade mną przewagę. Dalej kontynuuje, że wszyscy są zachwyceni, jej wrzaskiem na mnie, bo tak bardzo mają mnie dość. Jestem całkowicie odosobniona i skompromitowana. Dziecko dokazuje po 22?!! Nie może spać, bo jest człowiekiem!!! (W domyśle ja nie jestem). Ona u siebie w domu będzie robiła co chce, bo to jest życie! MK nie widzi, że osoba, która wali w rurę też robi to u siebie w domu, ale MK wolno, a innym już nie...
Dla MK zasady działają wyłącznie w jedną stronę. Inni ludzie nie mają praw. Można by się się zapytać jakim cudem znajduje pomagierów do niszczenia swoich ofiar. No cóż, podobnie jak psychopata MK jest biegła w uwodzeniu i pozyskiwaniu ludzi, którzy mogą być przydatni. Amber Heard wniosła do małżeństwa z Johnnym Deppem "grono przyjaciół" (mieszkających za darmo w jego luksusowych apartamentach), którzy potem wzięli udział w niszczeniu jego dobrego imienia. Dlaczego dali się wrobić w tak haniebne przedsięwzięcie przeciw swojemu dobroczyńcy? Ciężko powiedzieć. Marni ludzie inspirowani przez MK? Może kiedy zorientowali się, że zostali użyci do czegoś paskudnego, zdystansowali się albo wręcz teraz udają, że nie mieli z tym nic wspólnego...
Jedno jest pewne - porządni, normalni ludzie nie koniecznie muszą być towarzyscy czy atrakcyjni towarzysko, dla MK natomiast to rzecz zupełnie podstawowa. Na kim by żerowały i kogo używałyby do swoich obmierzłych celów, gdyby nie były wyćwiczone w omotywaniu naiwnych jeleni? MK przy próbie zniszczenia zawsze posługuje się sforą i jej najbardziej oczywistym argumentem jest chwalenie się przewagą liczebną i kontrastowanie jej - z domniemanym lub rzeczywistym - osamotnieniem ofiary.
Co można zrobić ze zdekonspirowaną MK, która nie chce się zmienić? Znarowione konie po prostu się odstrzeliwuje, bo nie ma innej rady. Z człowiekiem nie da się tak postąpić. Cala nadzieja w Bogu, choć moja wiara w możliwość rzeczywistego nawrócenia kogoś takiego jest bardzo, ale to bardzo słaba. Dla Boga nie ma wprawdzie nic niemożliwego, ale przemiana MK w człowieka dobrej woli wymaga cudu porównywalnego z odrośnięciem uciętej kończyny!!!
środa, 23 marca 2022
Nie wierzcie obrazkom...
Na początek stary, ale jary artykuł Freddy'ego Graya ze Spectatora, pisany na początku wojny na Ukrainie:
There are already a hell of a lot of foreign correspondents and human-rights workers at the Ukrainian-Polish border – an immigration problem all by themselves, perhaps.A więc stały numer: stado polujących na obrazki sępów medialnych, bardziej licznych niż ukraińscy uchodźcy na przejściu w Medyce.
Quite a few of these reporters seem to be desperately seeking ‘racism’ stories, since that is increasingly the only news which the English-speaking media seems able to process. The heart-warming scenes of Ukrainian women and children being given shelter isn’t the story. Because those refugees are white.
To jest absolutna kwintesencja mentalności zachodnich mediów - tylko rasizm jest interesującą historią, ukraińskie kobiety i dzieci gościnnie przyjęte - nie, bo są białe
At the border at Medyka on Thursday the Poles put out barbecued sausages, fruit juice and water for the incoming women and children. There were boxes of toys to cheer the traumatised little ones. At the train station in Przemyśl, the scene was busy but orderly.
This was indeed a radical contrast to the grim scene going into Ukraine through Medyka on Monday, where we saw thousands of black and brown men trying to get into Poland. They had exhausted fear in their eyes; the blank looks of the truly desperate. ‘I am scared,’ a young man shouted at a guard who was ordering him to calm down. The atmosphere was very tense. The guards carried baseball bats and other improvised batons. We saw no violence, however.Dramatyczny kontrast między przyjęciem uchodźców z Ukrainy (posiłki, napoje, zabawki dla dzieci) a potraktowaniem "tysięcy czarnych i brązowych mężczyzn" próbujących dostać się do Polski. Owi egzotyczni cudzoziemcy twierdzą, że są przerażeni, choć w zachodniej części Ukrainy, tuż pod polską granicą żadnych działań wojennych wtedy jeszcze nie było. To jest niezwykle ciekawy wątek, który zupełnie nie pojawiał się w owym czasie w mediach mainstreamowych. Jedynie Konfederacja zwracała uwagę na to - jak się okazuje - bardzo realne i niebezpieczne zjawisko. W takiej sytuacji próby przyprawienia jej proputinowskiej gęby wydają mi się kompromitujące, dla wszystkich, którzy je podejmują.
On Thursday, at the same border point, the non-white migrants seemed to have vanished.
Where did they go? And how exactly had they got there? These are difficult questions and it’s important for journalists to try to find out good answers.
Could it be that the Putin-Lukashenko axis spies in Ukraine a chance to further sow division in the west by channelling millions more migrants into Europe’s arms? It’s an idea being circulated in the Polish press and on Twitter.
The immediate outcries against Polish racism in the world press would suggest that, if that is the plan, it is working.
Następnego dnia śladu po kolorowych młodzieńcach nie było. Autor stawia bardzo przytomne pytania: Dokąd poszli? A przede wszystkim jak się tam znaleźli? Zwraca przy tym uwagę, że te najistotniejsze dla zrozumienia sytuacji pytania większości anglojęzycznych mediów nie obchodzą. Autor usiłuje im pomóc, a w dalszej części artykułu recenzuje doniesienia kolegi po piórze z Guardiana jako będące wytworem fiksacji autora, a nie dochodzeniem do prawdy. Zainteresowanym polecam artykuł w całości (https://www.spectator.co.uk/article/the-myopic-focus-on-racism-at-the-polish-ukrainian-border).
Może kogoś zdziwić dlaczego wyciągam ten stary tekst i obwieszczam po raz tysiąc piętnasty, że doniesienia medialne mają niewiele wspólnego z rzeczywistością, zwłaszcza jeśli przygotowywane są pod gotową tezę. Odpowiadam: dlatego, że jesteśmy tego świadomi, kiedy kontrast między medialnym kłamstwem a sytuacją dobrze nam znaną jest oczywisty. A co w przypadku relacji na temat zdarzeń nam niedostępnych jak np. wojna na Ukrainie? Dlaczego mamy wierzyć tym samym ludziom, którzy tak bezwstydnie kłamali na temat np. migrantów Łukaszenki albo rzekomego braku praworządności w Polsce?
Patrząc na perfekcyjnie prowadzoną w mediach kampanię pro ukraińską czuje się dziwnie. Z jednej strony sympatyzuję ze stroną zaatakowaną, zwłaszcza, że wiem jak działają ruscy. (Pokazali to światu w dwóch wojnach czeczeńskich, w Gruzji i na Ukrainie w 2014). Z drugiej strony zupełnie nie wiem, kim są ludzie rządzący Ukrainą i z kim są dogadani. Tak jednoznacznie pozytywny image można mieć jedynie ze wsparciem wielkich tego świata. Proszę zauważyć, że Izrael, faktyczny wspólnik Putina, nie atakuje Ukraińców medialnie. Czy tylko ze względu na formalny sojusz z USA? Pewne drobne szczegóły w tej nieoczekiwanej sielance wydają mi się niepokojące. Np. dlaczego polscy dziennikarze nie są wpuszczani na konferencje prasowe prezydenta Zełeńskiego? Proszę mi podać jakieś inne wyjaśnienie niż ewidentne lekceważenie frajera. Czy to aby dobra podstawa do zdrowych relacji w przyszłości? Czy nie powinniśmy być ostrożniejsi w naszych ofertach pomocy, zwłaszcza kiedy narażają nas samych?
Dlaczego z takim impetem młotkuje się Konfederację, która - jak się okazuje - miała rację w sprawie opalonych, udających uchodźców z Ukrainy, oraz nie dość wzmożonych dziennikarzy jak np. Łukasz Warzecha?
Nie mam dobrej odpowiedzi na te wszystkie pytania i doprawdy nie wiem, czy eksperci pouczający nas w mediach mają. Na twitterze znalazłam taki oto rozkoszny schemacik:
Natomiast jeśli chodzi o sytuację w Rosji, pewność mamy jedynie co do zaopatrzenia w cukier:
sobota, 5 marca 2022
"Freezing cold", czyli jak rozpoznać prawdziwego uchodźcę
W każdym propagandowym materiale mediów zachodnich oskarżających Polskę o rasizm powtarza się bardzo charakterystyczny wątek, a mianowicie "freezing cold". Ciemni cudzoziemcy zawsze muszą czekać we "freezing temperatures", niezależnie czy jest sierpień, luty czy marzec. Wschodnia granica Polski jest zawsze "freezing cold" jak nie przymierzając wieczna zmarzlina.
W sytuacji, gdzie na granicy stoi kilometrowa kolejka kobiet z dziećmi, kamera zachodnich propagandystów zawsze wybiera ciemnych młodych mężczyzn, którzy czekają na boku we "freezing cold". "Freezing cold" nie ima się ukraińskich kobiet, dzieci (w tym niemowląt) ani osób starszych. Muszą być chyba niżej zorganizowaną formą życia pozbawioną odpowiednich receptorów. Opaleni natomiast, którzy jak twierdzą są studentami - więc musieli spędzić jakiś czas w tej części Europy- zawsze są nieodpowiednio ubrani, gdyż w zakupach ewidentnie kierują się modą, a nie głową. Muszą się przecież odpowiednio prezentować podczas występów w mediach i przekonywująco odgrywać swoją rolę we "freezing cold"!
Prawdziwi uchodźcy są ogarnięci, nie tracą energii na spazmy i szlochy. Zetknąwszy się z niebezpieczeństwem śmierci, widzą świat we właściwych proporcjach, nie narzekają na drobne niedogodności i na ogół są wdzięczni za okazaną pomoc. Egzotyczni turyści dokładnie odwrotnie. Są niebywale roszczeniowi, narzekają na wszystko i wszystko ich obraza. Jest to w pewnym stopniu zrozumiałe zważywszy jakie pieniądze zapłacili przemytnikom czy innym organizatorom tych przerzutów.
Wszystko w nich jest kłamstwem fałszywe papiery (albo brak) fałszywa duszaszczypatielnaja historia zaczerpnięta z emigranckiego forum, aby uzyskać azyl w jakimś bogatym kraju, fałszywy smutek, fałszywe łzy. Po sposobie w jaki traktują zaoferowane im jedzenie i ubranie widać, że nigdy nie zetknęli się z biedą czy głodem. Nawet "freezing cold" jest fałszywe, bo do zdjęć ściągają modne, ciepłe kurtki, w które uprzednio się zaopatrzyli. O podwędzaniu dzieci nad ogniskiem, żeby malowniczo płakały, pisałam już sporo na tym blogu. Dzieci zresztą nie są ich. Wiele zostało zakupionych od rodziców lub porwanych do niemieckich burdeli.
Najsmutniejsze jest to, że tzw. zachodnia opinia publiczna została zahipnotyzowana tym fałszywym obrazem uchodźcy w takim stopniu, że nie jest w stanie rozpoznać prawdziwego. Szwecja, która przyjęła gromady łowców socjalu - ba, uznawała wielkich brodatych facetów za nastolatków skoro tak twierdzili - nie znajduje miejsca dla kobiet z dziećmi rzeczywiście uciekającymi przed wojną!!!
Profesor Zybertowicz bardzo słusznie zauważył, że przebywanie w świecie wirtualnym sprawia, że człowiek nie jest w stanie odróżnić iluzji od rzeczywistości, dobra od zła, ani wroga od przyjaciela. Ostatnie wydarzenia ten pogląd w całości potwierdzają. Współwinni - znaczy media wtłaczające ludziom do głowy ten skrzywiony obraz świata - powinni być rozliczeni i ukarani.
środa, 2 marca 2022
Kontrofensywa medialna i nowy szlak przerzutu opalonych do Niemiec
Proukraińska (i życzliwa Polsce) narracja w mediach zachodnich nie miała długiego życia. Po kilku dniach pokazywania ogarniętych ukraińskich kobiet z dziećmi, życzliwie przyjmowanych przez sąsiednie państwa, nastąpiła radykalna zmiana - bohaterami zostali (jak zwykle) opaleni brodaci faceci w wieku poborowym, żalący się mediom zachodnim, że musieli czekać na granicy, bo najpierw przepuszczane były kobiety i dzieci. Otoka Frąckiewicz zamieścił na twitterze nagranie z młodym Marokańczykiem, który na siłę wpycha się do pociągu (gdzie w pierwszej kolejności wpuszczane są kobiety i dzieci) i za pomocą noża wymusza przepuszczenie swoich kumpli.
Z jednej strony jest mi niedobrze, a z drugiej to po prostu musiało nastąpić. Dlaczego?
- Po pierwsze jeszcze trochę obrazków z dzielnymi, opanowanymi niewiastami, które same mając pod opieką kilkoro dzieci (w tym niemowlęta) nie dają żadnych przedstawień do kamery, nie szlochają, nie biadają i są raczej wdzięczne niż roszczeniowe, mogło prowadzić do dysonansu poznawczego wśród zachodniej opinii publicznej. To tak wyglądają prawdziwi uchodźcy?!!! To nie są brodate muślimy w wieku poborowym atakujące straż graniczną i używające nielicznych (i nie swoich) dzieci jako żywych tarcz? Dzieci uchodźców nie spazmują na zawołanie, bo albo śpią zmęczone w ramionach matek, albo nie mają świadomości co się dzieje. Starsze wyczuwając powagę sytuacji lgną do dorosłych milczące i przestraszone.
- Po drugie nie można pokazywać, że to biali cierpią, nawet jeśli są to kobiety i dzieci. Monopol na cierpienie mają przecież kolorowi (i Żydzi, oczywiście). Ukraińcy powinni ich przede wszystkim ratować, a nie najsłabszych ze swoich obywateli. Arab z nożem jest ważniejszy niż biała kobieta z dzieckiem lub równie biała babuleńka. Kto to widział wpuszczać baby - i to jeszcze niewierne - przed dobrymi muzułmanami!!!
- Po trzecie Ukraińcy, przyzwyczajeni do znoszenia niewygód i niedostatku nie są zbyt medialni, w przeciwieństwie do kolorowych studentów. Tam nawet dorosły chłop z brodą nie wstydzi się rozdzierająco szlochać do kamery na zawołanie....
- Po czwarte roszczeniowość tych ludzi jest niewiarygodna. Oni chyba rzeczywiście nie rozumieją, że w kulturze europejskiej najpierw ratuje się najsłabszych tzn. - kobiety i dzieci... Nie rozumieją, ze nie chodzi o kolor skóry tylko bezbronność wobec wojny. Nie przyjmują do wiadomości, że Ukraińcy tracą dach nad głową, a oni tylko miejsce na uczelni.
Czy uczniowie II LO w Przemyślu, którzy czują się zagrożeni z powodu interakcji ze "studentami i "inżynierami", także są ruskimi onucami?
poniedziałek, 28 lutego 2022
Kto przestawił medialną wajchę?
Obrazki z Ukrainy się znalazły i to w dużej liczbie. Te same ekipy, które tak ochoczo opluwały nas kilka miesięcy temu teraz pieją z zachwytu nad odwagą i determinacją obrońców Kijowa. Prof. Kamil Zaradkiewicz postawił bardzo zasadne pytanie: Czy Ci, którzy tak fałszywie przedstawiali sytuację na granicy polsko-białoruskiej mogą uczciwie pokazywać wojnę na Ukrainie? Moja odpowiedź brzmi: NIE.
Jeżeli sympatia mediów światowych jest po stronie Ukrainy to znaczy, że kryje się pod tym coś bardzo paskudnego. Osobiście podejrzewam drogocenny Izrael, który wprawdzie nie sprzedał Ukraińcom systemu obrony antyrakietowej, ale wysyła zespół lekarzy (zdjęcie widziałam na oficjalnym koncie grupy wyszehradzkiej). Słowem przyjaźni się z obiema stronami konfliktu jednocześnie.
Muszę być złym człowiekiem, bo wśród powszechnych uniesień nad walczącą Ukrainą słyszę w głowie dzwoneczek ostrzegawczy. To nie jest normalne, że ruscy przegrywają wojnę medialną. Miał gdzieś miejsce jakiś zwrot przez rufę. Co to dla nas znaczy? Obawiam się, ze nic dobrego. Procedury wszczęte przeciw Polsce są kontynuowane jakby nigdy nic! Miejscowa kanalia nie przerwała swoich knowań w Europarlamencie. Obawiam się, że po tych uniesieniach i niemałych wydatkach czeka nas bardzo nieprzyjemne przebudzenie. UE po chwilowym wzmożeniu znowu na nas naskoczy, a na Ukrainie jest szykowane coś, co nas nie ucieszy. Przez kogo? Nie wiem.
Apeluję więc do wszystkich rodaków o roztropność, wstrzemięźliwość i nie uleganie emocjom, którymi zgodnie epatują nas media światowe. Akurat my wiemy kim są ruscy i kim są Ukraińcy. Sympatia do zwykłych ludzi nie powinna przesłaniać nam specyfiki ich elit. Możemy się tylko domyślać jakie siły zainteresowane są Ukrainą i z jakiego powodu.
Muszę wyznać, że oglądając obrazki z wojny nie czułam żadnych emocji negatywnych w stosunku do ruskich żołnierzy. Wydaje się, że czują się nieswojo w roli najeźdźców. Być może naprawdę wierzyli, że czeka ich powitanie chlebem i solą oraz sympatia i wsparcie mieszkańców. Jacyś niewydarzeni Specnazowcy poszli po prośbie na lokalny posterunek policji kiedy skończyła im się benzyna... Oczywiście zostali wzięci do niewoli.
Nie pamiętam kto na Twitterze bardzo obsmarował Tomasza Sommera za krytykę polityki Polski wobec Białorusi wpychającej Łukaszenkę w ramiona Putina. Sommer niestety ma rację. Tak szybkie dojście do Kijowa było możliwe tylko z terytorium Białorusi. Stamtąd też wystrzelono Iskandery. W referendum "społeczeństwo wyraziło zgodę" na stałą obecność wojsk rosyjskich i rozmieszczenie broni nuklearnej. Obawiam się, że w ostatnich wyborach czynni byli znani nam szatani, a odruch serca, który kazał opowiedzieć się po stronie opozycji nie był poprzedzony rzetelnym rozeznaniem... W efekcie granica polsko-rosyjska bardzo nam się wydłużyła, a miejscowa V kolumna protestuje przeciw budowie ogrodzenia!
poniedziałek, 22 listopada 2021
A wszystko te czarne oczy, czyli rasizm w służbie mediów liberalno-lewicowych
Czy to nie słodkie dzieciątka? Najprawdopodobniej kurdyjskie, sądząc po rysach. Na tyle podobne do nas, że możemy się identyfikować, tylko te czarne, pełne ekspresji oczy wskazują na bliskowschodnie pochodzenie. Patrząc na śliczną zapłakaną dziewczynkę nie sposób się nie wzruszyć. Chłopczyk trochę za bardzo podobny do tego z filmu o pobudzaniu łzawienia dymem z papierosa, albo do proszącego - z własnej inicjatywy - białoruskich żołnierzy o pozwolenie na rzucanie kamieniami w polską straż graniczną. Gdyby nie ten drobiazg byłby równie ujmujący. Dziewczynka nas wzrusza, bo płacze - jest taka maleńka i delikatna, a chłopczyk bo nie płacze - jaki dzielny i rezolutny!Napisałam "nas", ale muszę uczciwie wyznać, że mnie nie. Dlaczego? Bo zbyt długo pracowałam w szkole i widziałam zbyt wiele małych monstrów w anielskiej powłoce. Wiem także, jak wprawne są dzieci w manipulowaniu dorosłymi. Płacz jest jednym z częściej używanych środków do osiągania pożądanych celów. Dzieci dobrze uciemiężone nie płaczą na zawołanie, do kamer. Są jak małe, płochliwe zwierzątka, za wszelką cenę unikające zwracania na siebie uwagi. Wiedzą, że świat jest niebezpieczny, więc lepiej pozostać niewidzialnym.Poza tym duże, czarne, ekspresyjne oczy uruchamiają we mnie alarm. Cztery ważne osoby w moim życiu - dwie kobiety i dwóch mężczyzn - miały takie właśnie piękne oczy. Kobiety uważałam za bliskie przyjaciółki, trochę za bardzo na wyrost, jak się potem okazało, a w mężczyznach byłam zakochana, z bardzo umiarkowaną wzajemnością (mówiąc oględnie).Takie oczy, czy to podłużne i zielonkawe czy też ciemnobrązowe, w kształcie migdałów, stały się dla mnie symbolem nieporozumienia. Możemy sobie wyobrazić, że widzimy w nich, co chcemy: ciepło, uczucie, mądrość, poczucie humoru, po czym się okazuje, że nic takiego tam nie ma, że nie wiemy co właściwie tam jest i czy w ogóle cokolwiek jest.Ktoś mi może zarzucić, że dokładnie to samo można powiedzieć o każdym innym kolorze oczu i będzie miał rację. Ja jednak upieram się, że typowe bliskowschodnie wielkie, czarne oczy o długich rzęsach lepiej nadają się do celów medialnych, choćby z tej przyczyny, że płacz nie odbiera im uroku, gdyż zaczerwienienie powiek jest stosunkowo mało widoczne.Patrzymy więc na te śliczne, egzotyczne istoty i wyobrażamy sobie kim są, co czują i współczujemy im z całych sił, a one tymczasem są kimś zupełnie innym i czują coś zupełnie innego, a nasze współczucie jest im całkowicie zbędne, chyba, że można go użyć do osiągnięcia konkretnego celu. Przy czym ten cel jest zawsze sprzeczny z naszym interesem, jakkolwiek rozumianym.
Twitter, Klara Maria @klarasoltan Kolejna śliczna kurdyjska dziewczynka. Spokojnie można by wziąć ją za Europejkę gdyby nie te piękne bliskowschodnie oczy, choć niebieskie. Czy wierzysz, czytelniku w jej chęć pójścia do szkoły? Muszę wyznać, że ja nie. Być może dlatego, że jestem złym człowiekiem, a być może dlatego, że wiem ile wspólnego z rzeczywistością maja ustawki dla mediów liberalno-lewicowych. Kurdyjska dziewczynka musi przecież chcieć się wyemancypować z patriarchalnego społeczeństwa, to jasne. Więc co robi? Ano to, co wszystkie dzieci. Smaruje coś na kawałku papieru i stoi z tym tak długo, aż jej ktoś zrobi zdjęcie i opublikuje w mediach zachodnich.Dla odmiany twarz mężczyzny w średnim wieku o wyraźnie semickich rysach - musi Arab z Syrii lub Iraku. Czy podbite oczy byłyby równie malownicze na jakiejś swojskiej, północnoeuropejskiej facjacie (podobnej do kartofla czy tez świńskiego ryja, jak zauważyła Kinga Dunin). Kogo wzruszałby posiniaczony kartofel o przekrwionych świńskich oczkach (trzymając się jej metafory). Ale widok spostponowanego semity automatycznie uruchamia skojarzenie z ofiarami wszystkich pogromów i holokaustu oczywiście. Parafrazując p. Barbarę Engelking można powiedzieć, że Europejczyk cierpi jak zwierzę, ale ból semity ma zawsze wymiar metafizyczny!A na koniec o. Adam Świerżewski z franciszkańskiej parafii św. Maksymiliana Kolbe w Siedlcach. Czy słyszałeś czytelniku o jego śmierci 11.11.br na skutek pobicia. Człowiek wyszedł do parku Aleksandria i nie wrócił do klasztoru. Znaleziono go skatowanego i nieprzytomnego. Po kilku godzinach umarł w szpitalu. Miał 35 lat. Czy to nie jest wstrząsająca historia? Łakomy kąsek dla mediów ciągle głodnych sensacji i uwielbiających jeździć po emocjach?
Nie słyszałeś o nim, a o czym słyszałeś? O dziwacznym evencie w Kaliszu, śmierdzącym prowokacją na kilometr? A już na pewno o cierpieniach dzieciątek o pięknych czarnych oczętach, pełnych łez, na granicy białorusko-polskiej!Wierni siedleckiej parafii we wzruszających słowach żegnają swojego kapłana. "Szok, niedowierzanie. Jezu, dziękujemy Ci za tego świętego kapłana", "Brak słów, by opisać tę stratę. W tak bestialski sposób odebrano życie. Odszedł wspaniały kapłan, człowiek o złotym sercu", "Nie do wiary, taki dobry człowiek, taka okrutna śmierć", "Boże czemu zabrałeś z ziemi tak wspaniałego Kapłana, który miał tak piękne serce" – czytamy w poruszających pożegnaniach.
Czytamy w artykule pt. "Zakonnik zapłacił życiem za spacer. W parku czaiła się śmierć" na stronie Faktu. No cóż, piękne serce nie jest tak medialne jak piękne oczy. Ksiądz katolicki i zakonnik budzi fatalne skojarzenia - wiadomo pedofil. Czy to nie te same media poświęciły lata pracy (a raczej szczucia), żeby takie skojarzenie zbudować w słabych głowach swoich odbiorców? Jak mają o tym teraz pisać? "Są już pierwsze efekty naszej nagonki na kler!" A może: "Nie wytrzymał. Mocna odpowiedź na skandale w Kościele!"
Co innego muzułmanie, to jak wiadomo ludzie krystalicznie czyści. Małżeństwa z ośmiolatkami to nie pedofilia, tylko odmienność kulturowa podobnie jak "zabawy seksualne" i gwałty zbiorowe na europejskich kobietach. "Biedni uchodźcy" słyszymy kiedy na ekranie widzimy agresywnych brodaczy z okrzykiem Allachu Akbar celujących kamieniami do naszych żołnierzy. "Książęta Orientu" pisze o nich rozmarzona Kinga Dunin w swoim felietonie-fantazji o integracji erotycznej na łamach Krytyki Politycznej. "Orientalna uroda to jednak coś innego niż karki z kartoflanymi nosami i ze świńskimi głowami na kiju". Jeśli to nie jest rasizm w czystej postaci, to co nim jest?
środa, 10 listopada 2021
O wrażliwych (wybiórczo) serduszkach i pustych móżdżkach
Po wczorajszej bitwie w pobliżu Kuźnicy, na wielu kontach twitterowych, ludzie przypominają wyczyny opozycji na granicy polsko-białoruskiej (lub w reakcji na jakiś debilny fake news wyprodukowany przez Łukaszenkę i powtórzony przez "rodzimą kanalię" w postaci TVN,GW lub OKO Press).
Łukasz Warzecha nie powstrzymał się przed opublikowaniem edytowanego nagrania ze sławnym rajdem Zajączka Sterczewskiego (podłożył muzykę i raz puszcza w przód, raz w tył).
Ktoś inny przypomina jakąś mocno niekumatą, ale zacietrzewioną blondynkę piszczącą w kierunku naszych żołnierzy, że to jakieś zbiry są i kto im dał prawo do noszenia polskiej flagi na rękawie! Popisy mamusi obserwuje specjalnie przyprowadzona córeczka. Reporter TVN podtyka jej (znaczy matce) mikrofon i słucha z powagą jakby robił wywiad ze światowej sławy ekspertem od bliskiego wschodu. Nie zazdroszczę córce uczucia, z jakim będzie oglądać to nagranie za rok lub dwa. Dziewczynka nie ponosi wprawdzie żadnej winy za wyczyny swojej rodzicielki, ale - niestety - nie zmniejszy to jej wstydu...
Rafał Otoka-Frąckiewicz publikuje nagranie z tym samym, lub bardzo podobnym, reporterem przeszkadzającym w pracy żołnierzom nachalnie zadając pytanie, dlaczego nie można podejść do granicy. Tym razem wstydu i zażenowania doświadcza widz patrząc na faceta w średnim wieku zachowującego się jak rozkapryszony bachor lat 2. Przez kontrast o połowę młodsi, zdyscyplinowani młodzieńcy w mundurach wydają się kwintesencją dorosłości i odpowiedzialności, kiedy tak zgodnie ignorują popisy infantylizmu podtatusiałego dzidziusia.
Stałym zestawem kretynów sejmowych jak Jachira, Szczerba i liczne posłanki lewicy wykrzykujące dramatycznie "gdzie są dzieci?" nie chce mi się nawet zajmować. Znacznie bardziej szokujące są teksty i zachowania ludzi, o których wiemy, że kretynami nie są.
Proszę sobie obejrzeć tego tweeta na oficjalnym koncie Federacji Rosyjskiej
During talks with Russian FM Sergey #Lavrov, Holy See Secretary for Relations with States Paul Gallagher commented on the migration crisis in Europe: The Holy See encourages authorities throughout Europe to assume the responsibility with regard to migrants & refugees.
Niestety, mons. Gallagher chyba zupełnie nie rozumie, co się dzieje... I de facto wsparł wojne hybrydową prowadzoną przez Putina posługującego się Łukaszenką
Dziś widać wyraźnie jak niemądre, pseudo-ewangeliczne i antypolskie było i jest całe to gadanie o wpuszczeniu "umierających na granicy".
W czasie kursu etyki uczono nas na KULu, że aby czyn był moralnie dobry i słuszny zarazem, należy poprzedzić go rzetelnym rozpoznaniem. Same dobre intencje (zakładając, że ktoś je rzeczywiście ma) nie wystarczą. Rzetelne rozpoznanie wymaga w miarę sprawnego intelektu, albo dobrze wyćwiczonej intuicji. W obu przypadkach konieczne jest zdystansowanie się do własnych emocji. Dlaczego? Ponieważ każdy oszust (wliczając w to nieprzyjaciela rodzaju ludzkiego) celuje właśnie tam, jako w nasz najsłabszy punkt. Badania pokazują, że najwięcej współczucia budzą cierpiące dzieci lub zwierzątka. Mieliśmy więc w 2015 obrazki z dobrze zaaranżowanymi zwłokami dziecka na plaży, aż Mutti Merkel się wzruszyła i zalała całą Europę gośćmi, którzy szybko odpłacili się swoim naiwnym gospodarzom zamachami i gwałtami...
Sytuacja na naszej wschodniej granicy jest więc kolejną powtórką tego samego. Znowu widzimy garstkę dzieci i kobiet jako zwiadowców otwierających bramy. Niezliczone obrazki zapłakanych dziecięcych twarzyczek i tzw. światowa opinia publiczna doznaje wzmożenia jak psy Pawłowa śliniące się po zapaleniu światła. Jeśli ujęcia są nieco dłuższe i możemy zobaczyć jak wywoływane są te wzruszające łzy dziecięce (dym z papierosa, podwędzanie nad ogniskiem, udawanie) wzmożenie moralne zyskuje domieszkę "słusznego" gniewu na barbarzyńskie instrumentalizowanie cierpienia dzieci, dzieciątek, dzieciąteczek... Tylko, że owe cierpiące dzieciąteczka bardzo chętnie biorą udział w instrumentalizowaniu swoich straszliwych cierpień...
Każdy, kto kiedykolwiek miał do czynienia z dziećmi, zwłaszcza jeśli jest osobą naiwną i prostoduszną (jak pisząca te słowa) musi prędzej czy później zorientować się, jak błyskawicznie uczą się manipulować dorosłymi i ich wrażliwymi serduszkami. Bynajmniej nie wszystkie są niewinnymi aniołkami,jakie - nie wiedzieć czemu - chcemy w nich widzieć. Niektóre to prawdziwe małe, cyniczne monstra, różniące się od najbardziej odrażających kryminalistów jedynie brakiem okazji do popełnienia zbrodni. Mając za sobą doświadczenie pracy w szkole publicznej, w której uczeń ma wyłącznie prawa i żadnych obowiązków, na próbę wzruszenia mnie "cierpieniem dzieci" reaguję odruchem wymiotnym. Podobną reakcję miało pokolenie kryzysu lat 80-tych kiedy kolejna pańcia z dzieckiem na ręku (pożyczonym od sąsiadki i szczypanym, żeby malowniczo płakało) wciskała się bez kolejki po jakiś deficytowy towar.
Myślę, że każdy rodzic też miał sporo okazji zaobserwować jak sprawnymi i bezwzględnymi manipulatorami są dzieci, jeśli widzą ewidentną słabość i naiwność dorosłych. Słabość i naiwność dorosłych Europejczyków widzą nie tylko muzułmańskie dzieci, lecz także ich rodzice nieodpowiedzialnie narażający życie i zdrowie swoich pociech, przemytnicy ludzi, bezwzględni politycy w rodzaju Putina i jeszcze bardziej cyniczni "dobroczyńcy" ludzkości w stylu Sorosa.
Zestaw obrazków, którymi nas będą atakować jest przewidywalny do bólu i mieliśmy sporo okazji, żeby nabrać podejrzeń, kiedy zobaczymy go po raz kolejny. A co jeśli te dzieci rzeczywiście cierpią? - może ktoś zapytać. Odpowiedź jest prosta. Te dzieci są pod opieką rodziców i im zawdzięczają swoje cierpienia. Nikt z zewnątrz nie może wkroczyć i rozdzielić rodzin - to dopiero byłoby barbarzyństwo!
Ilekroć słyszę powołujących się na Ewangelię wzmożonych biskupów mam im ochotę zacytować słowa Pana Jezusa skierowane do Syrofenicjanki proszącej za dręczoną przez złego ducha córką "Niedobrze jest odebrać chleb dzieciom i dać go psom!" Nigdy nie rozumiałam, jak mógł odezwać się tak brutalnie i okrutnie do osoby słabszej i w prawdziwej potrzebie... Być może jednak te słowa dane zostały nam, na taki właśnie czas...
Gdyby hierarchowie Kościoła Katolickiego prowadzili jakiekolwiek życie modlitwy, dostaliby światło z góry do zrozumienia sytuacji. Ich idiotyczne reakcje dowodzą, że ten wymiar w ich życiu nie istnieje, a bogiem stało się dla nich zadowalanie możnych tego świata.