Pokazywanie postów oznaczonych etykietą media. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą media. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 kwietnia 2022

"Denazyfikacja" Ukrainy

Państwowa agencja prasowa RIA Novosti opublikowała obszerny artykuł pt. "Co Rosja powinna zrobić z Ukrainą" dostępny w całości w internecie.

Ponieważ nie chcę mi się męczyć z cyrylicą skorzystałam ze skrótu umieszczonego przez Tadeusza Giczana na twitterze:



Dowiadujemy się z niego, że:
  • Nie tylko władze państwowe Ukrainy są nazistowskie, całe społeczeństwo takie jest. 
  • Ukraiński nazizm przebrany jest za "pragnienie niepodległości" lub "europejską drogę rozwoju". Nie ma wprawdzie oficjalnej partii nazistowskiej, fuerera, ani praw rasowych, ale ze względu na swoją elastyczność jest groźniejszy niż nazizm Hitlera. 
  • Polityczna elita musi być zgładzona, bo nie nadaje się do reedukacji, a zwykli Ukraińcy mają doświadczyć wszystkich okropności wojny jako historyczną lekcję i zadośćuczynienie swych win.
  • Wszyscy Ukraińcy, którzy chwycili za broń musza zostać zabici, gdyż są winni ludobójstwa Rosjan (sic!)
  • Denazyfikacja powinna trwać ok 25 lat czyli jedno pokolenie, a zdenazyfikowane państwo nie może nazywać się Ukrainą.

Ciarki przechodzą po grzbiecie! Zrozumiałabym od biedy gdyby w tym tonie wypowiedział się jakiś uratowany z rzezi wołyńskiej (banderowska flaga widnieje jako ilustracja artykułu, razem z ukraińską zresztą), ale agresor!!!

Najciekawsze jednak jest sekwencja zdarzeń: najpierw ten tekst, potem odkrycie śladów po tzw. "zaczystce" w Buczy i innych horrorów w odzyskanych miejscowościach pod Kijowem:


"Zaczystka" stosowana m.in. w czasie obu wojen czeczeńskich to planowe zabójstwa ludności cywilnej. Ruscy wpadają o domu legitymują mieszkańców i rozstrzeliwują wszystkich podejrzanych, najczęsciej mężczyzn zdolnych do noszenia broni. Jaki jest los kobiet i dzieci ilustruje poniższa fotografia z Mikołajowa.





Ławrow zareagował w sposób przewidywalny, oświadczył, że w Buczy miała miejsce inscenizacja urządzona już po wycofaniu się rosyjskich wojsk, a Sołowjow wyjaśnił, że miejsce zostało wybrane ze względu na podobieństwo nazwy Bucza do angielskiego słowa butcher (rzeźnik). No cóż zdjęcia satelitarne tego nie potwierdzają:



 Tymczasem ruskie sołdaty swoje łupy wojenne wysyłają do domu via Białoruś:



Jedno cieszy, że Białorusini nie brali w tym udziału, a obecność wojsk rosyjskich zaczyna im ciążyć.

P.S.
Ktoś może mi zarzucić, że powielam ukraińską propagandę wojenną. No cóż, mogę jedynie odpowiedzieć, że czyny zarzucane armii rosyjskiej na Ukrainie są dobrze udokumentowane w innych konfliktach jak np. wojny czeczeńskie. Z drugiej strony PR-owa sprawność Ukraińców jest wysoce podejrzana. Słyszałam nawet, że pracuje dla nich ta sama agencja, która "pokonała" Serbię w czasie wojny na Bałkanach! Teoretycznie więc wszystko jest możliwe. Rozumiem i podzielam nieufność wobec medialnych narracji, których nie jesteśmy w stanie sprawdzić.




sobota, 5 marca 2022

"Freezing cold", czyli jak rozpoznać prawdziwego uchodźcę

W każdym propagandowym materiale mediów zachodnich oskarżających Polskę o rasizm powtarza się bardzo charakterystyczny wątek, a mianowicie "freezing cold". Ciemni cudzoziemcy zawsze muszą czekać we "freezing temperatures", niezależnie czy jest sierpień, luty czy marzec. Wschodnia granica Polski jest zawsze "freezing cold" jak nie przymierzając wieczna zmarzlina.

W sytuacji, gdzie na granicy stoi kilometrowa kolejka kobiet z dziećmi, kamera zachodnich propagandystów zawsze wybiera ciemnych młodych mężczyzn, którzy czekają na boku we "freezing cold". "Freezing cold" nie ima się ukraińskich kobiet, dzieci (w tym niemowląt) ani osób starszych. Muszą być chyba niżej zorganizowaną formą życia pozbawioną odpowiednich receptorów. Opaleni natomiast, którzy jak twierdzą są studentami - więc musieli spędzić jakiś czas w tej części Europy- zawsze są nieodpowiednio ubrani, gdyż w zakupach ewidentnie kierują się modą, a nie głową. Muszą się przecież odpowiednio prezentować podczas występów w mediach i przekonywująco odgrywać swoją rolę we "freezing cold"!

Prawdziwi uchodźcy są ogarnięci, nie tracą energii na spazmy i szlochy. Zetknąwszy się z niebezpieczeństwem śmierci, widzą świat we właściwych proporcjach, nie narzekają na drobne niedogodności i na ogół są wdzięczni za okazaną pomoc. Egzotyczni turyści dokładnie odwrotnie. Są niebywale roszczeniowi, narzekają na wszystko i wszystko ich obraza. Jest to w pewnym stopniu zrozumiałe zważywszy jakie pieniądze zapłacili przemytnikom czy innym organizatorom tych przerzutów.

Wszystko w nich jest kłamstwem fałszywe papiery (albo brak) fałszywa duszaszczypatielnaja historia zaczerpnięta z emigranckiego forum, aby uzyskać azyl w jakimś bogatym kraju, fałszywy smutek, fałszywe łzy. Po sposobie w jaki traktują zaoferowane im jedzenie i ubranie widać, że nigdy nie zetknęli się z biedą czy głodem. Nawet "freezing cold" jest fałszywe, bo do zdjęć ściągają modne, ciepłe kurtki, w które uprzednio się zaopatrzyli. O podwędzaniu dzieci nad ogniskiem, żeby malowniczo płakały, pisałam już sporo na tym blogu. Dzieci zresztą nie są ich. Wiele zostało zakupionych od rodziców lub porwanych do niemieckich burdeli.

Najsmutniejsze jest to, że tzw. zachodnia opinia publiczna została zahipnotyzowana tym fałszywym obrazem uchodźcy w takim stopniu, że nie jest w stanie rozpoznać prawdziwego. Szwecja, która przyjęła gromady łowców socjalu - ba, uznawała wielkich brodatych facetów za nastolatków skoro tak twierdzili - nie znajduje miejsca dla kobiet z dziećmi rzeczywiście uciekającymi przed wojną!!!

Profesor Zybertowicz bardzo słusznie zauważył, że przebywanie w świecie wirtualnym sprawia, że człowiek nie jest w stanie odróżnić iluzji od rzeczywistości, dobra od  zła, ani wroga od przyjaciela. Ostatnie wydarzenia ten pogląd w całości potwierdzają. Współwinni - znaczy media wtłaczające ludziom do głowy ten skrzywiony obraz świata - powinni być rozliczeni i ukarani.


środa, 2 marca 2022

Kontrofensywa medialna i nowy szlak przerzutu opalonych do Niemiec

Proukraińska (i życzliwa Polsce) narracja w mediach zachodnich nie miała długiego życia. Po kilku dniach pokazywania ogarniętych ukraińskich kobiet z dziećmi, życzliwie przyjmowanych przez sąsiednie państwa, nastąpiła radykalna zmiana - bohaterami zostali (jak zwykle) opaleni brodaci faceci w wieku poborowym, żalący się mediom zachodnim, że musieli czekać na granicy, bo najpierw przepuszczane były kobiety i dzieci. Otoka Frąckiewicz zamieścił na twitterze nagranie z młodym Marokańczykiem, który na siłę wpycha się do pociągu (gdzie w pierwszej kolejności wpuszczane są kobiety i dzieci) i za pomocą noża wymusza przepuszczenie swoich kumpli.

Z jednej strony jest mi niedobrze, a z drugiej to po prostu musiało nastąpić. Dlaczego? 

  • Po pierwsze jeszcze trochę obrazków z dzielnymi, opanowanymi niewiastami, które same mając pod opieką kilkoro dzieci (w tym niemowlęta) nie dają żadnych przedstawień do kamery, nie szlochają, nie biadają i są raczej wdzięczne niż roszczeniowe, mogło prowadzić do dysonansu poznawczego wśród zachodniej opinii publicznej. To tak wyglądają prawdziwi uchodźcy?!!! To nie są brodate muślimy w wieku poborowym atakujące straż graniczną i używające nielicznych (i nie swoich) dzieci jako żywych tarcz? Dzieci uchodźców nie spazmują na zawołanie, bo albo śpią zmęczone w ramionach matek, albo nie mają świadomości co się dzieje. Starsze wyczuwając powagę sytuacji lgną do dorosłych milczące i przestraszone.
  • Po drugie nie można pokazywać, że to biali cierpią, nawet jeśli są to kobiety i dzieci. Monopol na cierpienie mają przecież kolorowi (i Żydzi, oczywiście). Ukraińcy powinni ich przede wszystkim ratować, a nie najsłabszych ze swoich obywateli. Arab z nożem jest ważniejszy niż biała kobieta z dzieckiem lub równie biała babuleńka. Kto to widział wpuszczać baby - i to jeszcze niewierne - przed dobrymi muzułmanami!!!
  • Po trzecie Ukraińcy, przyzwyczajeni do znoszenia niewygód i niedostatku nie są zbyt medialni, w przeciwieństwie do kolorowych studentów. Tam nawet dorosły chłop z brodą nie wstydzi się rozdzierająco szlochać do kamery na zawołanie....
  • Po czwarte roszczeniowość tych ludzi jest niewiarygodna. Oni chyba rzeczywiście nie rozumieją, że w kulturze europejskiej najpierw ratuje się najsłabszych tzn. - kobiety i dzieci... Nie rozumieją, ze nie chodzi o kolor skóry tylko bezbronność wobec wojny. Nie przyjmują do wiadomości, że Ukraińcy tracą dach nad głową, a oni tylko miejsce na uczelni.
Pomyśleć, że niedawno zaniepokoiłam się poparciem dla Ukrainy w mediach zachodnich (jako zjawiskiem podejrzanie nienaturalnym). Po trzech dniach everything is back to normal - cierpią tylko czarni (torturowani przez straż graniczną) i osoby trans, bo nie mogą ogłosić się kobietami, żeby uniknąć poboru...

P.S.
Podobno nasi opaleni znajomi z Białorusi załapali się na "uchodźców z Ukrainy" i w niektórych miejscach stanowią 80% przekraczających granicę. Wyrywają matkom z dziećmi łóżka i terroryzują wszystkich, także polskich podróżnych w pociągach. Łukasz Warzecha podaje na twitterze taki oto wpis:
Czy uczniowie II LO w Przemyślu, którzy czują się zagrożeni z powodu interakcji ze "studentami i "inżynierami", także są ruskimi onucami?

i jeszcze to:

Przejrzałem profil. Konkretna, istniejąca osoba, dr hab. na UKSW, pracownik Wydziału Prawa i Administracji. To o niej najprawdopodobniej pisał Sumliński. Czyli jego informacja była autentyczna.






piątek, 26 listopada 2021

"Wolność słowa" w wojnie hybrydowej

 Znalazłam na twitterze (nie pamiętam na jakim koncie) takie oto zestawienie:

Trzeba przyznać, że podobieństwo jest duże, choć włosy blondynki są naturalne (dobrze to widać przy skórze i  po jaśniejszych odpowiednio brwiach). Czyżby "nasza" p. Wappa była farbowanym liskiem? Farbowanie włosów na ciemniejszy kolor zwykle daje efekt "łysiny" (jaśniejsze odrosty wyglądają jak skóra). Z drugiej strony ciemne włosy szybko siwieją i w średnim wieku (nawet przed 40-ką) powinno być już w nich sporo srebrnych nitek (a nie ma).

Niezależnie od tego, czy to ta sama osoba czy nie technika ta sama, wielokrotnie przetestowana przez ruskich na Kaukazie, Ukrainie i teraz w  Polsce. Podobieństwo naszej sytuacji z wojną na Ukrainie dobrze opisane jest w poniższej wypowiedzi (też znalezionej na Twitterze)


W wojnie hybrydowej kraj o większym zakresie "swobód obywatelskich" jest na przegranej pozycji. Demokracja i wolność słowa pracuje na korzyść wroga, doskonale widać to na postawie działalności naszej rodzimej V kolumny medialnej, co świetnie opisał Marcin Mamoń w felietonie Dziennikarze na wojnie z ojczyzną w Dzienniku Polskim:

Obserwując relacje medialne ze szturmu migrantów na polską granicę, strach myśleć, jak relacjonowaliby nasi dziennikarze i ich koledzy z The New York Times, Guardiana czy Al-Jazeery wojnę 1939 r.

Pewnie zarzuciliby naszym żołnierzom ludobójstwo, bo przecież zabijali Niemców. Teraz podnoszą larum, bo mają zakaz wjazdu do strefy konfliktu. Doświadczona w wojnach na sejmowe plotki Monika Olejnik oburza się, bo przecież nasi korespondenci wojenni mogli - jej zdaniem- bez przeszkód jeździć dotąd na każdą wojnę, jaką chcieli.

Przez ponad ćwierć wieku realizowałem materiały z miejsc dotkniętych wojną, terroryzmem, nędzą i głodem. Od 2000 r. - II Wojny Czeczeńskiej i wkrótce tzw. Wojny z Terroryzmem - wjazd do stref konfliktu stał się ściśle reglamentowany przez główne strony konfliktów. Do Czeczenii można było legalnie dostać się tylko za specjalną zgodą rosyjskich służb (FSB) i pracować w ich asyście. Podobnie traktowali media Amerykanie podczas inwazji w Iraku w 2003 r. Bez specjalnego „przeszkolenia” żaden dziennikarz nie mógł relacjonować amerykańskich działań w Iraku. Kiedyś, po zakończeniu zdjęć, Amerykanie siłą odebrali mi wszystkie materiały, podejrzewając słusznie, że ich publikacja może zaszkodzić wizerunkowi amerykańskiej armii.

Fundamentalną różnicą między tym, co obserwujemy dzisiaj na granicy z Białorusią a innymi konfliktami, których garstka naszych dziennikarzy miała okazję doświadczyć, jest to, że tym razem mówimy o kraju, który nie wywołał konfliktu, a jedynie broni się przed agresją. Naszą naturalną reakcją powinna być solidarność z zaatakowanym, tym bardziej że chodzi o Ojczyznę - wspólnotę, z którą, w co wierzę, każdy z nas choć trochę się identyfikuje.

Tymczasem w obliczu bezprecedensowej agresji ze strony ZBIR-a (Związek Białorusi i Rosji), wrogiem nr 1 dla dziennikarzy - zaangażowanych w niszczący naszą wspólnotę wewnętrzny konflikt polityczny - jest rząd i pilnujący granic żołnierze. Oni

(żołnierze) mają bowiem „mokre sny o wojnie, by się na kimś powyżywać” - jak pisze w mediach społecznościowych jedna z dziennikarek, która stwierdza jednocześnie nie spodziewała się, że „takie tam jest gówno” (na granicy, po polskiej stronie). Żołnierzy nazywa więc "imbecylami" i "totalnym dnem". Wszystko dlatego bo zatrzymali na 90 minut jej kolegów, zakuli ich w kajdanki i użyli wobec tych - okazuje się - wrażliwych chłopców niecenzuralnych słów. Zdjęcia ze śladami po kajdankach na przegubach ich rąk trafiły natychmiast na ekrany rosyjskich i białoruskich telewizji.

Nic dziwnego, że np. media belgijskie twierdzą dziś, że "Polacy są gorsi niż reżim Asada w Syrii", a dziennikarzy nie wpuszczają na granicę, bo muszą mieć coś do ukrycia. To akurat wie Łukaszenko. Wszczął śledztwo w sprawie ludobójstwa, którego nasi żołnierze mieli dopuścić się na migrantach przy przejściu granicznym w Kuźnicy.

W świetnej rozmowie Rafała Otoki-Frąckiewicza z dr Szewko, na pytanie dziennikarza o sposoby radzenia sobie z taką sytuacja ekspert orzekł, że piękno wojny hybrydowej na tym właśnie polega, że jest ona prowadzona w dużym stopniu w mediach, a w prawodawstwie zaatakowanej strony nie ma jeszcze rozwiązań, jak unieszkodliwić te grające w drużynie wroga. To samo dotyczy organizacji zajmujących się "pomocą humanitarną" jak np. Grupa Granica. P. Emilia Kamińska twierdzi wprawdzie, że jest to organizacja trudniąca się przemytem ludzi współpracująca z Niemcami, ale ewidentnie jest również bardzo aktywna w mediach zachodnich, o czym napisała Małgorzata Wołczyk w DoRzeczy:
Oszczerstwa Grupy Granica rozpowszechniane w europejskich mediach
Nie trzeba być namiętnym czytelnikiem największych dzienników zagranicznych, aby odkryć ze zdumieniem, że Grupa Granica zajmująca się „natychmiastową pomocą humanitarną dla uchodźców na granicy” stała się w międzyczasie naczelnym opluwaczem Polski w mainstreamowych mediach Europy.
Ich relacje o „reżimie Morawieckiego” i okrutnych, bestialskich poczynaniach polskich mundurowych można znaleźć niemal w każdym medium, nawet we francuskim, katolickim „La Croix”. Doprawdy trudno nie zadawać sobie pytania, czy oni w ogóle mają czas na akcje humanitarne, którymi tak się pysznią (?). Bo jeśli spojrzeć na ich stachanowską wydajność w donoszeniu na Polskę i w udzielaniu wypowiedzi drastycznej treści, to nie robią nic innego, jak tylko opowiadają o polskich zbrodniarzach na granicy. I ten amok nienawistnych relacji zapanował od A jak hiszpańskie "ABC", po R jak włoska "Repubblica". A wszędzie odkryć można tę samą narrację, choć zmieniają się nazwiska bohaterskich aktywistek Grupy Granica:

„Sytuacja azylantów na granicy polsko-białoruskiej jest makabryczna, prawa człowieka już nie istnieją: polski rząd uważa ich za nielegalnych migrantów, a funkcjonariusze graniczni są upoważnieni do odesłania ich z powrotem na Białoruś. Otrzymujemy również skargi dotyczące zniszczonych smartfonów. Policjanci zmuszają tych ludzi do udania się na tereny leśne między Polską, Białorusią i Litwą, gdzie tylko doświadczeni ludzie wiedzą, jak się orientować. Bez telefonów komórkowych uchodźcy nie mogą prosić o pomoc i dlatego gubią się: czasami są ratowani, czasami znajdowani martwi”. (La Repubblica 30.09.2021)

Oczywiście po przeczytaniu czterdziestej relacji czy to w doniesieniach z "El Pais" czy "Le Figaro" owych heroin z Polski ratujących kobiety, dzieci, ba, całe rodziny z rąk polskich, umundurowanych bestii – człowiek zadaje sobie pytania podstawowe: jak to możliwe, że słowo Białoruś albo Rosja niemal w ogóle nie pojawia w treści tych reportaży i w opowieściach Polek?

Skołowany czytelnik z Barcelony czy Mediolanu, podążający pokornie wzrokiem za wstrząsającą relacją dzielnych ratowniczek z Grupy Granica, jest w stanie uwierzyć już we wszystko, nawet w to, że Syria i Irak sąsiadują bezpośrednio z Polską a reżim Morawieckiego topi przybyszów masowo na bagnach. Oczywiście, jakżeby inaczej – konieczne bywa też wspomnienie Holocaustu i nawiązanie do czasów, gdy Polacy byli niemymi świadkami czy też wprost współsprawcami ludobójstwa. Krzewi się też donosicielstwo jak za czasów niemieckiej Stasi:

„Polacy mieszkający w strefie stanu wyjątkowego, terytorium wyłączonego dla oczu świata, graniczącego z Białorusią, gdzie odizolowano 115 wsi na Podlasiu i 68 na Lubelszczyźnie, ci zwykli ludzie, którzy pracują od 8 do 16 i płacą podatki, nie mówią nic rodzinom o tym co widzą. Albo o tym, co zrobili, żeby pomóc imigrantom. Nigdy nie wiadomo, kto może słuchać po drugiej stronie- mówią. A przez ich głowy przewijają się czarno-białe obrazy pracującej Stasi, podsłuchującej rozmowy i piszącej niekończące się akty oskarżenia”. (dziennik ABC 24.11.2021)

Czy Polska w tak trudnym czasie może sobie pozwolić na festiwal oszczerstw przedrukowywanych w zagranicznej prasie? Czy ambasady wysyłają odpowiednie noty i sprostowania lub przynajmniej domagają się od poszczególnych redakcji publikowania obiektywnych informacji o sytuacji na granicy? Patrząc na pracę Ambasady Polskiej w Madrycie mogę z całą powagą i smutkiem powiedzieć (także w imieniu zdruzgotanych czytelników i polskich rezydentów w Hiszpanii), że nie widać nawet cienia zabiegów ratowania dobrego imienia Polski wobec tsunami dezinformacji… Niestety, ale to już temat na zupełnie osobny artykuł.

Rzeczą najwyższej wagi wydaje się więc ukrócenie aktywność działających na korzyść wroga podmiotów, ze szczególnym uwzględnieniem tych wytwarzających ewidentne fake newsy, celem zrujnowania wizerunku naszego kraju. Wydaje mi się wręcz nieprawdopodobne, że nie ma sposobu na aktywistki jakiejś szemranej grupy. Od czego są służby? A poza tym należałoby pomyśleć o rozwiązaniach prawnych. Od czego obóz rządzący ma większość w sejmie?

P.S.

Pamiętacie tekst Danuty Kuroń o ciałach kobiet, mężczyzn i dzieci w polskich lasach opublikowany w Gazecie Wyborczej (zamieściłam w poprzednim wpisie)? Już poszedł w świat!


GW w swoim sławnym sporze z Agorą otwartym tekstem przyznała, że obecną ekipę rządzącą traktuje jako wroga, nie  Łukaszenkę, nie Putina tylko polskie władze pochodzące z demokratycznych wyborów!!!


środa, 10 listopada 2021

O wrażliwych (wybiórczo) serduszkach i pustych móżdżkach

Po wczorajszej bitwie w pobliżu Kuźnicy, na wielu kontach twitterowych, ludzie przypominają wyczyny opozycji na granicy polsko-białoruskiej (lub w reakcji na jakiś debilny fake news wyprodukowany przez Łukaszenkę i powtórzony przez "rodzimą kanalię" w postaci TVN,GW lub OKO Press).

Łukasz Warzecha nie powstrzymał się przed opublikowaniem edytowanego nagrania ze sławnym rajdem Zajączka Sterczewskiego (podłożył muzykę i raz puszcza w przód, raz w tył). 

Ktoś inny przypomina jakąś mocno niekumatą, ale zacietrzewioną blondynkę piszczącą w kierunku naszych żołnierzy, że to jakieś zbiry są i kto im dał prawo do noszenia polskiej flagi na rękawie! Popisy mamusi obserwuje specjalnie przyprowadzona córeczka. Reporter TVN podtyka jej (znaczy matce) mikrofon i słucha z powagą jakby robił wywiad ze światowej sławy ekspertem od bliskiego wschodu. Nie zazdroszczę córce uczucia, z jakim będzie oglądać to nagranie za rok lub dwa. Dziewczynka nie ponosi wprawdzie żadnej winy za wyczyny swojej rodzicielki, ale - niestety - nie zmniejszy to jej wstydu...

Rafał Otoka-Frąckiewicz publikuje nagranie z tym samym, lub bardzo podobnym, reporterem przeszkadzającym w pracy żołnierzom nachalnie zadając pytanie, dlaczego nie można podejść do granicy. Tym razem wstydu i zażenowania doświadcza widz patrząc na faceta w średnim wieku zachowującego się jak rozkapryszony bachor lat 2. Przez kontrast o połowę młodsi, zdyscyplinowani młodzieńcy w mundurach wydają się kwintesencją dorosłości i odpowiedzialności, kiedy tak zgodnie ignorują popisy infantylizmu podtatusiałego dzidziusia.

Stałym zestawem kretynów sejmowych jak Jachira, Szczerba i liczne posłanki lewicy wykrzykujące dramatycznie "gdzie są dzieci?" nie chce mi się nawet zajmować. Znacznie bardziej szokujące są teksty i zachowania ludzi, o których wiemy, że kretynami nie są.

Proszę sobie obejrzeć tego tweeta na oficjalnym koncie Federacji Rosyjskiej

During talks with Russian FM Sergey #Lavrov, Holy See Secretary for Relations with States Paul Gallagher commented on the migration crisis in Europe: The Holy See encourages authorities throughout Europe to assume the responsibility with regard to migrants & refugees.
Został on skomentowany przez o. Dariusza Kowalczyka SJ:
Niestety, mons. Gallagher chyba zupełnie nie rozumie, co się dzieje... I de facto wsparł wojne hybrydową prowadzoną przez Putina posługującego się Łukaszenką
Ten sam jezuita skomentował również wyjątkowo idiotyczny, zważywszy okoliczności, apel arcybiskupa Gądeckiego o pomoc migrantom na granicy
Dziś widać wyraźnie jak niemądre, pseudo-ewangeliczne i antypolskie było i jest całe to gadanie o wpuszczeniu "umierających na granicy".

W czasie kursu etyki uczono nas na KULu, że aby czyn był moralnie dobry i słuszny zarazem, należy poprzedzić go rzetelnym rozpoznaniem. Same dobre intencje (zakładając, że ktoś je rzeczywiście ma) nie wystarczą. Rzetelne rozpoznanie wymaga w miarę sprawnego intelektu, albo dobrze wyćwiczonej intuicji. W obu przypadkach konieczne jest zdystansowanie się do własnych emocji. Dlaczego? Ponieważ każdy oszust (wliczając w to nieprzyjaciela rodzaju ludzkiego) celuje właśnie tam, jako w nasz najsłabszy punkt. Badania pokazują, że najwięcej współczucia budzą cierpiące dzieci lub zwierzątka. Mieliśmy więc w 2015 obrazki z dobrze zaaranżowanymi zwłokami dziecka na plaży, aż Mutti Merkel się wzruszyła i zalała całą Europę gośćmi, którzy szybko odpłacili się swoim naiwnym gospodarzom zamachami i gwałtami...

Sytuacja na naszej wschodniej granicy jest więc kolejną powtórką tego samego. Znowu widzimy garstkę dzieci i kobiet jako zwiadowców otwierających bramy. Niezliczone obrazki zapłakanych dziecięcych twarzyczek i tzw. światowa opinia publiczna doznaje wzmożenia jak psy Pawłowa śliniące się po zapaleniu światła. Jeśli ujęcia są nieco dłuższe i możemy zobaczyć jak wywoływane są te wzruszające łzy dziecięce (dym z papierosa, podwędzanie nad ogniskiem, udawanie) wzmożenie moralne zyskuje domieszkę "słusznego" gniewu na barbarzyńskie instrumentalizowanie cierpienia dzieci, dzieciątek, dzieciąteczek... Tylko, że owe cierpiące dzieciąteczka bardzo chętnie biorą udział w instrumentalizowaniu swoich straszliwych cierpień...

Każdy, kto kiedykolwiek miał do czynienia z dziećmi, zwłaszcza jeśli jest osobą naiwną i prostoduszną (jak pisząca te słowa) musi prędzej czy później zorientować się, jak błyskawicznie uczą się manipulować dorosłymi i ich wrażliwymi serduszkami. Bynajmniej nie wszystkie są niewinnymi aniołkami,jakie - nie wiedzieć czemu - chcemy w nich widzieć. Niektóre to prawdziwe małe, cyniczne monstra, różniące się od najbardziej odrażających kryminalistów jedynie brakiem okazji do popełnienia zbrodni. Mając za sobą doświadczenie pracy w szkole publicznej, w której uczeń ma wyłącznie prawa i żadnych obowiązków, na próbę wzruszenia mnie "cierpieniem dzieci" reaguję odruchem wymiotnym. Podobną reakcję miało pokolenie kryzysu lat 80-tych kiedy kolejna pańcia z dzieckiem na ręku (pożyczonym od sąsiadki i szczypanym, żeby malowniczo płakało) wciskała się bez kolejki po jakiś deficytowy towar.

Myślę, że każdy rodzic też miał sporo okazji zaobserwować jak sprawnymi i bezwzględnymi manipulatorami są dzieci, jeśli widzą ewidentną słabość i naiwność dorosłych. Słabość i naiwność dorosłych Europejczyków widzą nie tylko muzułmańskie dzieci, lecz także ich rodzice nieodpowiedzialnie narażający życie i zdrowie swoich pociech, przemytnicy ludzi, bezwzględni politycy w rodzaju Putina i jeszcze bardziej cyniczni "dobroczyńcy" ludzkości w stylu Sorosa.

Zestaw obrazków, którymi nas będą atakować jest przewidywalny do bólu i mieliśmy sporo okazji, żeby nabrać podejrzeń, kiedy zobaczymy go po raz kolejny. A co jeśli te dzieci rzeczywiście cierpią? - może ktoś zapytać. Odpowiedź jest prosta. Te dzieci są pod opieką rodziców i im zawdzięczają swoje cierpienia. Nikt z zewnątrz nie może wkroczyć i rozdzielić rodzin - to dopiero byłoby barbarzyństwo!

Ilekroć słyszę powołujących się na Ewangelię wzmożonych biskupów mam im ochotę zacytować słowa Pana Jezusa skierowane do Syrofenicjanki proszącej za dręczoną przez złego ducha córką "Niedobrze jest odebrać chleb dzieciom i dać go psom!" Nigdy nie rozumiałam, jak mógł odezwać się tak brutalnie i okrutnie do osoby słabszej i w prawdziwej potrzebie... Być może jednak te słowa dane zostały nam, na taki właśnie czas...

Gdyby hierarchowie Kościoła Katolickiego prowadzili jakiekolwiek życie modlitwy, dostaliby światło z góry do zrozumienia sytuacji. Ich idiotyczne reakcje dowodzą, że ten wymiar w ich życiu nie istnieje, a bogiem stało się dla nich zadowalanie możnych tego świata.