Pokazywanie postów oznaczonych etykietą grupa granica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą grupa granica. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 listopada 2023

O bezprzykładnym okrucieństwie Finów

Finowie zamknęli wszystkie przejścia graniczne z Rosją łącznie z tym na kole podbiegunowym - Raja - Jooseppi - które było najdłużej czynne. Młodzieńcy z bliskiego wschodu muszą się starać o azyl w portach i na lotniskach - co za okrucieństwo! W związku z zaistniałą sytuacją domagam się wysłania na fińsko-rosyjską granicę Ochojskiej, Holland, Jachiry, Kur.aaaaaaaaa - Szatan, Sterczewskiego Franka, Ostaszewskiej i młodego Szczura oraz o. Grzegorz Kramera SJ na dodatek.

Co więcej domagam się filmów dokumentalnych produkcji Deutsche Welle, BBC, ABC, CNN i al Jazeera potępiajacych rasizm i ludobojstwo, którego dopuszczają się Finowie z delikatną aluzją do ich wsółpracy z Hitlerem na pewnym etapie IIWŚ i przypomnieniem ich udziału w holokauście.

Ja w ogóle bardzo sie dziwię, że jeszcze tego nie widzimy i nie słyszymy o stosach trupów przymarzniętych do rowerów i małej Eileen z kotem na bagażniku, która tym razem zgubiła się w tundrze.

Dlaczego nikt nie zawodzi: "Gdzie są dzieci, gdzie są dzieci!!!" Gdzie sie podział ten cały obwoźny cyrk. Gdzie zaniepokojeni niemieccy aktywiści? O ile mi wiadomo bieszczadzki niedźwiedź poturbował tylko jednego z nich, a gdzie reszta podjeżdżająca pod granicę autobusem i obsztorcowująca strażników? Nie widzę tego! Nie słyszę o rasiźmie? Co się stało?!!! A gdzie eurodeputowani pod wodzą Ochojskiej przeprowadzający "interwencję" przed kamerami zaprzyjaźnionych telewizji?!! Gdzie poseł Sterczewski z pizzą?!!!

Komentarz nieocenionej Klary Marii:


A jeszcze niedawno sytuacja wyglądała tak:




Bardzo brakuje mi głosu papieża Franciszka jednoznacznie potępiającego ludobójcze praktyki okrutnych, zimnych Finów wobec bezbronnych uchodźców z bliskiego wschodu, dla których najbliższy bezpieczny kraj znajduje się za kołem podbiegunowym.

P.S.
Plakaty na przystanki w Helsinkach gotowe, tylko przetłumaczyć:



sobota, 2 kwietnia 2022

Ruskie trolle w akcji

Wysłuchałam właśnie wykładu Ziemkiewicza pt. Władymir i Fabryka Hejtu (https://youtu.be/JmobkyLsSbU), a potem zajrzałam na twittera i co tam znalazłam? Doskonałą ilustrację działania ruskiej agentury wpływu, oczywiście. Tak, mam świadomość, że piszę o tym po raz tysiąc pięćdziesiąty. 

Proszę zauważyć, że od rozpoczęcia operacji "Śluza", do ataku hybrydowego na nasz kraj używane są te same bezwstydne kłamstwa, obrażające inteligencję średnio rozgarniętego człowieka. Dlaczego więc te same podmioty zaangażowane w kampanię defamacyjną przeciw Polsce powtarzają te same zużyte chwyty? Dlaczego ich zleceniodawcy nie oczekują czegoś mniej idiotycznego? Ziemkiewicz wyjaśnia, że ten przekaz adresowany jest nie do nas, tylko do światowej opinii publicznej, która ma mniej możliwości i chęci sprawdzenia jego zgodności z faktami. Każdy kolejny tweet jakiegoś pożytecznego idioty, lub najemnego wyrobnika, to jeden z owych tysięcy gwoździ wbijanych w tysiące desek, jak to ujął Goebbels. Ten sam klasyk zauważył, że kłamstwo powtórzone milion (a może tysiąc) razy staje się prawdą... 

Ewidentnie zadaniem takiej Ochojskiej czy innej grupy Granica, nie mówiąc już o żywiołkach pomniejszego płazu, jest powtórzenie oczywistego absurdu określoną ilość razy, nie ważne ilekroć publicznie wykazano im kłamstwo. Schemat jest taki: kłamstwo, zdemaskowanie, częściowe wycofanie się lub wymuszone, zdawkowe przeprosiny, a na następny dzień to samo kłamstwo itd. Ci ludzie nie mają wstydu, oni po prostu wykonują pracę, za która im płacą. Jedynym skutecznym sposobem powstrzymania ich jest odcięcie źródeł finansowania...

Komentarz Roberta Tekieli'ego jest bardzo spokojny. Ja raczej doradziłabym autorowi tweeta, żeby się tak nie ograniczał w mnożeniu nieszczęść swoich bohaterów literackich.  Czemu tylko jedna z kobiet jest w ciąży? Czemu pozostałe nie urodziły ubiegłej nocy bliźniaków z lekoodporną gruźlicą? Czemu jednego z nich nie zjadł wilk i nie zaraził reszty stada? Jaki to będzie miało wpływ na populację tych zwierząt?


69-letnia pani z cukrzycą mnie powaliła! Niedomagająca staruszka - awanturniczka, tego jeszcze w literaturze światowej nie było, jeśli nie liczyć miss Marple Agaty Christie. Zdecydowanie brak mi noworodka! (Bachora drącego japę na zdjęciu osobiście strzeliłabym w pysk). Najbardziej intryguje mnie fraza "wywiezieni do Białoruś". Sama tam kiedyś chciałam pojechać, zobaczyć strony rodzinne moich przodków, ale potrzebna była wiza, a żeby ją dostać zaproszenie.... Grupo Granica co musze zrobić, żeby tak po prostu zostać "wywieziona do Białoruś' na - powiedzmy - miesięczny pobyt z możliwością rozbijania obozu w tamtejszych lasach celem ograniczenia kosztów?


Ochojska tym razem eksperymentuje z przekazem podprogowym. Proszę zwrócić uwagę na użycie słowa "łapanka" i "wywózka", które kojarzą się Polakowi jednoznacznie. Za samo zrównanie ofiar łapanek i wywózek z czasów  IIWŚ z oprychami Putina atakującymi naszą wschodnią granicę to ścierwo powinno siedzieć. 

Jak powinna wyglądać ochrona międzynarodowa przed "osobami o ciemnej skórze i innej religii" najlepiej pokazuje bitwa pod Wiedniem i pod Lepanto. Trzymajmy się wypróbowanych, skutecznych sposobów naszych przodków!


wtorek, 28 grudnia 2021

Parada oszustów

Obejrzałam świetny film Imada Karima "Polens deutsche Migrationkrise" czyli "Problem Polski z niemieckim kryzysem migracyjnym" (https://youtu.be/vZgSx-eWzCE). Znalazłam go na koncie Davida Engelsa, belgijskiego profesora historii starożytnej mieszkającego i pracującego w Polsce. Sam Imad Karim wcześniej zamieścił go na YouTube, ale film został usunięty po dwóch dniach pod jakimś idiotycznym pretekstem. Człowiek jest Libańczykiem mieszkającym w Niemczech, wielokrotnie nagradzanym za swoje filmy dokumentalne, transmitowane przez tamtejsze telewizje. Ostatnio ewidentnie podpadł i zmuszony jest radzić sobie wyłącznie w Internecie.

Imad Karim pokazuje sytuację uczciwie - obóz migrantów pod granicą i wywiady z nimi, w których sami opowiadają ile zapłacili, żeby dotrzeć do Niemiec. Scenę powrotu na lotnisku w Irbilu komentuje mniej więcej tak, że gdyby nie ślady odmrożeń na rączkach (nielicznych) dzieci można by wziąć pasażerów samolotu z Mińska za zamożnych przedstawicieli irackiej klasy średniej wracających z egzotycznego urlopu. Wszystko przebija wywiad z pewnym Kurdem we wnętrzu. Słuchamy jego smutnej opowieści, ile pieniędzy kosztowały wizy dla czteroosobowej rodziny (10 000$) i oglądamy nagranie z wyprawy, jednocześnie podziwiając luksusowy wystrój białej jadalni z widoczną w tle nowoczesną kuchnią. Bardzo niewielu Europejczyków (w tym Niemców) może pochwalić się takim standardem życia.

Niemiecki profesor tłumaczy nam jak dobry interes ci ludzie robią sprzedając swoje piękne domy, aby zapłacić przemytnikom. Kilka lat pobytu w Niemczech, mieszkanie, opieka zdrowotna i bezpłatna edukacja dla dzieci + kasa od państwa i biznes się amortyzuje. (Dalej tego nie rozumiem bo jak ktoś, kto był biznesmenem, będzie się czuł na zasiłku?) Co ciekawsze owi "uchodźcy" po dostaniu niemieckiego paszportu mogą całkiem legalnie odwiedzać swoich krewnych w kraju z którego "uciekli przed wojną, prześladowaniami i głodem".

Imad Karim spotyka się także z wieloma ludźmi w Polsce, którzy tłumaczą mu nasz punkt widzenia. Świetne są zwłaszcza dwie rozmowy z Davidem Engelsem i jego wyjaśnienia na czym polega różnica między polską tradycją wielokulturowości i podejściem do integracji, a stanowiskiem Unii. Niezłe są również wywiady z przedstawicielem mniejszości żydowskiej, muftim Miśkiewiczem i Miriam Shaded. Wszyscy troje okazują się polskim patriotami, zwłaszcza mufti, który w świetnym arabskim tłumaczy gościowi, że gdyby w Polsce kiedykolwiek dyskryminowano mniejszości etniczne czy wyznaniowe Tatarzy, ani Żydzi w takiej liczbie i przez tak długi czas nigdy by tutaj nie mieszkali.

Pojawia się także refleksja autora nad wątpliwą zdolnością do integracji nielegalnych migrantów, którzy przemocą i wbrew prawu usiłują wedrzeć się do obcego kraju, nie wahając się podprowadzać małe dzieci w zasięg rażenia armatki wodnej na potrzeby kibicujących im mediów.

Bardzo mądry i prawdziwy film człowieka, który sam pochodzi z bliskiego wschodu i w latach 70-tych naprawdę musiał stamtąd uciekać do Europy. Dlatego właśnie żadna niemiecka telewizja go nie pokaże, ani też żaden z rodzimych entuzjastów migracyjnej polityki niemieckiej go nie obejrzy.

Zadałam sobie w okolicach Świąt Bożego Narodzenia trud, żeby nieco wyjść poza swoją bańkę i spróbować zrozumieć, co dzieje się w mózgach rodaków o dramatycznie odmiennym widzeniu świata. M.in. obejrzałam na Twitterze konto o. Grzegorza Kramera SJ. Bardzo sympatyczne zdjęcia starego psa i wiele pozytywnych treści, a jednocześnie gdzieniegdzie rzeczy dziwne i niepokojące. O. Kramer zdaje się akceptować wszystkich z wyjątkiem obecnej ekipy rządzącej, straży granicznej, policji i wojska. Jego miłosierdzie tam się nie rozciąga. Najbardziej szokująca była jednak dla mnie interpretacja uścisków Michnika z Jaruzelskim w stylu: pan Adam dużo wycierpiał od pana Wojciecha, ale postanowił mu wybaczyć.... Czysta odmowa wiedzy: Nie chcę przyjąć do wiadomości, że istnieje zło. Co gorsza, nie chcę przyjąć do wiadomości, że pod tym co widzę może kryć się coś, czego nie widzę na pierwszy rzut oka, bo albo nie jestem wystarczająco spostrzegawczy, albo ktoś celowo to ukrywa. 

Czy o. Dariusz Kowalczyk SJ, też jezuita, jest gorszym człowiekiem albo gorszym kapłanem, bo ironicznie wyraża się o kulcie św. Migranta i rozumie racje, którymi kieruje się polski rząd? Czy Tomasz Terlikowski, który ewidentnie na ten kult się nawrócił, jest lepszym chrześcijaninem albo ma lepszy intelekt niż Paweł Lisicki? Myślę, że wątpię. To kwestia decyzji, które informacje będę przyjmować, a które od razu odrzucę bez sprawdzania.

Dezerter i matkobijca Emil Czeczko opowiada od jakiegoś czasu w mediach białoruskich, że polskie wojsko i straż graniczna morduje migrantów oraz aktywistów. Co na to "organizacje pomocowe"? Nie zauważyły, że ich członkowie przepadają bez wieści, a ciała zalegają w płytkich rzeczkach albo zostały rozwłóczone przez wilki? Dlaczego europosłanka Ochojska i wdowa po Kuroniu nie nagłaśniają sprawy? Czy trupy aktywistów są jakieś gorsze? Mniej medialne? Domagam się łzawej historii o zastrzelonej działaczce Grupy Granica lub jakiejś innej organizacji! Jeśli się nie doczekam, sama napiszę!

Jedyna historia o bohaterskich aktywistach bliskich śmierci z wyziębienia to ta znaleziona na Twitterze:





Wyrok sądu okręgowego w sprawie Lisińskiego (tego od fundacji Nie lękajcie się) prawomocny. Jest osobą niewiarygodną, bo 3 wersje jego relacji o molestowaniu przez księdza(przed sądem biskupim, rejonowym i okręgowym) za bardzo się od siebie różnią, a podpis pod pokwitowaniem odbioru pożyczki (od księdza, którego oskarżył) został uznany za jego pismo. Musi zapłacić koszty sądowe.

Może mi ktoś wyjaśni jak to jest możliwe, że skoro molestowanie przez księży jest tak powszechne i jest tyle ofiar tego procederu, twórcy "demaskatorskich" filmów i napalone posłanki lewicy trafiają akurat na oszusta! Akurat oszusta wiozą do Rzymu i akurat oszust zakłada fundację dla pokrzywdzonych! Czy jeśli prawdopodobieństwo trafienia na oszusta jest większe niż na autentycznie poszkodowanego, nie oznacza to, że pogłowie oszustów jest większe niż liczba prawdziwych ofiar?

piątek, 26 listopada 2021

"Wolność słowa" w wojnie hybrydowej

 Znalazłam na twitterze (nie pamiętam na jakim koncie) takie oto zestawienie:

Trzeba przyznać, że podobieństwo jest duże, choć włosy blondynki są naturalne (dobrze to widać przy skórze i  po jaśniejszych odpowiednio brwiach). Czyżby "nasza" p. Wappa była farbowanym liskiem? Farbowanie włosów na ciemniejszy kolor zwykle daje efekt "łysiny" (jaśniejsze odrosty wyglądają jak skóra). Z drugiej strony ciemne włosy szybko siwieją i w średnim wieku (nawet przed 40-ką) powinno być już w nich sporo srebrnych nitek (a nie ma).

Niezależnie od tego, czy to ta sama osoba czy nie technika ta sama, wielokrotnie przetestowana przez ruskich na Kaukazie, Ukrainie i teraz w  Polsce. Podobieństwo naszej sytuacji z wojną na Ukrainie dobrze opisane jest w poniższej wypowiedzi (też znalezionej na Twitterze)


W wojnie hybrydowej kraj o większym zakresie "swobód obywatelskich" jest na przegranej pozycji. Demokracja i wolność słowa pracuje na korzyść wroga, doskonale widać to na postawie działalności naszej rodzimej V kolumny medialnej, co świetnie opisał Marcin Mamoń w felietonie Dziennikarze na wojnie z ojczyzną w Dzienniku Polskim:

Obserwując relacje medialne ze szturmu migrantów na polską granicę, strach myśleć, jak relacjonowaliby nasi dziennikarze i ich koledzy z The New York Times, Guardiana czy Al-Jazeery wojnę 1939 r.

Pewnie zarzuciliby naszym żołnierzom ludobójstwo, bo przecież zabijali Niemców. Teraz podnoszą larum, bo mają zakaz wjazdu do strefy konfliktu. Doświadczona w wojnach na sejmowe plotki Monika Olejnik oburza się, bo przecież nasi korespondenci wojenni mogli - jej zdaniem- bez przeszkód jeździć dotąd na każdą wojnę, jaką chcieli.

Przez ponad ćwierć wieku realizowałem materiały z miejsc dotkniętych wojną, terroryzmem, nędzą i głodem. Od 2000 r. - II Wojny Czeczeńskiej i wkrótce tzw. Wojny z Terroryzmem - wjazd do stref konfliktu stał się ściśle reglamentowany przez główne strony konfliktów. Do Czeczenii można było legalnie dostać się tylko za specjalną zgodą rosyjskich służb (FSB) i pracować w ich asyście. Podobnie traktowali media Amerykanie podczas inwazji w Iraku w 2003 r. Bez specjalnego „przeszkolenia” żaden dziennikarz nie mógł relacjonować amerykańskich działań w Iraku. Kiedyś, po zakończeniu zdjęć, Amerykanie siłą odebrali mi wszystkie materiały, podejrzewając słusznie, że ich publikacja może zaszkodzić wizerunkowi amerykańskiej armii.

Fundamentalną różnicą między tym, co obserwujemy dzisiaj na granicy z Białorusią a innymi konfliktami, których garstka naszych dziennikarzy miała okazję doświadczyć, jest to, że tym razem mówimy o kraju, który nie wywołał konfliktu, a jedynie broni się przed agresją. Naszą naturalną reakcją powinna być solidarność z zaatakowanym, tym bardziej że chodzi o Ojczyznę - wspólnotę, z którą, w co wierzę, każdy z nas choć trochę się identyfikuje.

Tymczasem w obliczu bezprecedensowej agresji ze strony ZBIR-a (Związek Białorusi i Rosji), wrogiem nr 1 dla dziennikarzy - zaangażowanych w niszczący naszą wspólnotę wewnętrzny konflikt polityczny - jest rząd i pilnujący granic żołnierze. Oni

(żołnierze) mają bowiem „mokre sny o wojnie, by się na kimś powyżywać” - jak pisze w mediach społecznościowych jedna z dziennikarek, która stwierdza jednocześnie nie spodziewała się, że „takie tam jest gówno” (na granicy, po polskiej stronie). Żołnierzy nazywa więc "imbecylami" i "totalnym dnem". Wszystko dlatego bo zatrzymali na 90 minut jej kolegów, zakuli ich w kajdanki i użyli wobec tych - okazuje się - wrażliwych chłopców niecenzuralnych słów. Zdjęcia ze śladami po kajdankach na przegubach ich rąk trafiły natychmiast na ekrany rosyjskich i białoruskich telewizji.

Nic dziwnego, że np. media belgijskie twierdzą dziś, że "Polacy są gorsi niż reżim Asada w Syrii", a dziennikarzy nie wpuszczają na granicę, bo muszą mieć coś do ukrycia. To akurat wie Łukaszenko. Wszczął śledztwo w sprawie ludobójstwa, którego nasi żołnierze mieli dopuścić się na migrantach przy przejściu granicznym w Kuźnicy.

W świetnej rozmowie Rafała Otoki-Frąckiewicza z dr Szewko, na pytanie dziennikarza o sposoby radzenia sobie z taką sytuacja ekspert orzekł, że piękno wojny hybrydowej na tym właśnie polega, że jest ona prowadzona w dużym stopniu w mediach, a w prawodawstwie zaatakowanej strony nie ma jeszcze rozwiązań, jak unieszkodliwić te grające w drużynie wroga. To samo dotyczy organizacji zajmujących się "pomocą humanitarną" jak np. Grupa Granica. P. Emilia Kamińska twierdzi wprawdzie, że jest to organizacja trudniąca się przemytem ludzi współpracująca z Niemcami, ale ewidentnie jest również bardzo aktywna w mediach zachodnich, o czym napisała Małgorzata Wołczyk w DoRzeczy:
Oszczerstwa Grupy Granica rozpowszechniane w europejskich mediach
Nie trzeba być namiętnym czytelnikiem największych dzienników zagranicznych, aby odkryć ze zdumieniem, że Grupa Granica zajmująca się „natychmiastową pomocą humanitarną dla uchodźców na granicy” stała się w międzyczasie naczelnym opluwaczem Polski w mainstreamowych mediach Europy.
Ich relacje o „reżimie Morawieckiego” i okrutnych, bestialskich poczynaniach polskich mundurowych można znaleźć niemal w każdym medium, nawet we francuskim, katolickim „La Croix”. Doprawdy trudno nie zadawać sobie pytania, czy oni w ogóle mają czas na akcje humanitarne, którymi tak się pysznią (?). Bo jeśli spojrzeć na ich stachanowską wydajność w donoszeniu na Polskę i w udzielaniu wypowiedzi drastycznej treści, to nie robią nic innego, jak tylko opowiadają o polskich zbrodniarzach na granicy. I ten amok nienawistnych relacji zapanował od A jak hiszpańskie "ABC", po R jak włoska "Repubblica". A wszędzie odkryć można tę samą narrację, choć zmieniają się nazwiska bohaterskich aktywistek Grupy Granica:

„Sytuacja azylantów na granicy polsko-białoruskiej jest makabryczna, prawa człowieka już nie istnieją: polski rząd uważa ich za nielegalnych migrantów, a funkcjonariusze graniczni są upoważnieni do odesłania ich z powrotem na Białoruś. Otrzymujemy również skargi dotyczące zniszczonych smartfonów. Policjanci zmuszają tych ludzi do udania się na tereny leśne między Polską, Białorusią i Litwą, gdzie tylko doświadczeni ludzie wiedzą, jak się orientować. Bez telefonów komórkowych uchodźcy nie mogą prosić o pomoc i dlatego gubią się: czasami są ratowani, czasami znajdowani martwi”. (La Repubblica 30.09.2021)

Oczywiście po przeczytaniu czterdziestej relacji czy to w doniesieniach z "El Pais" czy "Le Figaro" owych heroin z Polski ratujących kobiety, dzieci, ba, całe rodziny z rąk polskich, umundurowanych bestii – człowiek zadaje sobie pytania podstawowe: jak to możliwe, że słowo Białoruś albo Rosja niemal w ogóle nie pojawia w treści tych reportaży i w opowieściach Polek?

Skołowany czytelnik z Barcelony czy Mediolanu, podążający pokornie wzrokiem za wstrząsającą relacją dzielnych ratowniczek z Grupy Granica, jest w stanie uwierzyć już we wszystko, nawet w to, że Syria i Irak sąsiadują bezpośrednio z Polską a reżim Morawieckiego topi przybyszów masowo na bagnach. Oczywiście, jakżeby inaczej – konieczne bywa też wspomnienie Holocaustu i nawiązanie do czasów, gdy Polacy byli niemymi świadkami czy też wprost współsprawcami ludobójstwa. Krzewi się też donosicielstwo jak za czasów niemieckiej Stasi:

„Polacy mieszkający w strefie stanu wyjątkowego, terytorium wyłączonego dla oczu świata, graniczącego z Białorusią, gdzie odizolowano 115 wsi na Podlasiu i 68 na Lubelszczyźnie, ci zwykli ludzie, którzy pracują od 8 do 16 i płacą podatki, nie mówią nic rodzinom o tym co widzą. Albo o tym, co zrobili, żeby pomóc imigrantom. Nigdy nie wiadomo, kto może słuchać po drugiej stronie- mówią. A przez ich głowy przewijają się czarno-białe obrazy pracującej Stasi, podsłuchującej rozmowy i piszącej niekończące się akty oskarżenia”. (dziennik ABC 24.11.2021)

Czy Polska w tak trudnym czasie może sobie pozwolić na festiwal oszczerstw przedrukowywanych w zagranicznej prasie? Czy ambasady wysyłają odpowiednie noty i sprostowania lub przynajmniej domagają się od poszczególnych redakcji publikowania obiektywnych informacji o sytuacji na granicy? Patrząc na pracę Ambasady Polskiej w Madrycie mogę z całą powagą i smutkiem powiedzieć (także w imieniu zdruzgotanych czytelników i polskich rezydentów w Hiszpanii), że nie widać nawet cienia zabiegów ratowania dobrego imienia Polski wobec tsunami dezinformacji… Niestety, ale to już temat na zupełnie osobny artykuł.

Rzeczą najwyższej wagi wydaje się więc ukrócenie aktywność działających na korzyść wroga podmiotów, ze szczególnym uwzględnieniem tych wytwarzających ewidentne fake newsy, celem zrujnowania wizerunku naszego kraju. Wydaje mi się wręcz nieprawdopodobne, że nie ma sposobu na aktywistki jakiejś szemranej grupy. Od czego są służby? A poza tym należałoby pomyśleć o rozwiązaniach prawnych. Od czego obóz rządzący ma większość w sejmie?

P.S.

Pamiętacie tekst Danuty Kuroń o ciałach kobiet, mężczyzn i dzieci w polskich lasach opublikowany w Gazecie Wyborczej (zamieściłam w poprzednim wpisie)? Już poszedł w świat!


GW w swoim sławnym sporze z Agorą otwartym tekstem przyznała, że obecną ekipę rządzącą traktuje jako wroga, nie  Łukaszenkę, nie Putina tylko polskie władze pochodzące z demokratycznych wyborów!!!


niedziela, 21 listopada 2021

Miejsce dzieci nie jest w lesie, tylko... w niemieckim burdelu dla VIP-ów?

Znalazłam dziś na koncie p. Emilii Kamińskiej taki oto wpis
Emilia Kamińska
@EmiliaKaminska
Tak zwana "Grupa Granica" to współpracująca z Niemcami organizacja przemytników ludzi. Pozdrawiam serdecznie @GrupaGranica

Nie wiem czy to prawda czy nie, ale wyjaśniałoby zainteresowanie możnych tego świata i ich najemników ładunkiem dzieci z bliskiego wschodu kupionych lub porwanych od rodziców i porzuconych w lesie na terenie Białorusi przez dostawców, zniechęconych nieoczekiwanymi trudnościami na granicy z Polską. O tym zjawisku poinformował Rafał Otoka Frąckiewicz w swoim pitu pitu sprzed tygodnia. Mówiła o tym także Agnieszka Siewiereniuk, więc nie wiem czy oboje korzystali z jednego źródła, czy też jedno od drugiego.

Wiadomość jest bardzo prawdopodobna, bo ze zjawiskiem "dzieci bez opieki" przemieszczających się z falą migrantów mieliśmy do czynienia także w 2015 r. 

Jakkolwiek lasy na granicy białorusko-polskiej nie są szczególnie przyjaznym miejscem do mieszkania, zwłaszcza dla ludzi z bliskiego wschodu, to z całą pewnością są dla dzieci bezpieczniejsze niż niemiecki burdel dla VIP-ów. Co więcej śmierć z wyziębienia wydaje mi się - mimo wszystko - lepsza niż w wyniku "zużycia" przez zboczeńców czy przerobienia na narządy.

Jeżeli natomiast chodzi o dzieci zabrane na wycieczkę do Europy przez rodziców - notabene znających ryzyko z migranckich forów - to już zupełnie nie rozumiem jak ktokolwiek mógłby się wtrącać w ich sytuację. Migranci z Europy zasiedlając dowolny ląd np. Amerykę także brali ze sobą swoje dzieci, które dokładnie tak samo były narażone na śmierć, głód i nieznane choroby jak cała reszta kolonistów.

Dla arabskich rodziców dzieci nie są świętymi krowami. Opiekują się nimi w ramach swoich możliwości, ale też nie wahają się używać jako żywych tarcz, co dla Europejczyka jest trudne do pojęcia. Niezależnie od różnicy mentalności mam absolutną pewność, że miejsce dzieci jest z rodzicami, nawet jeśli owi rodzice są biedni, niezaradni lub podejmują głupie i niebezpieczne decyzje. Zawsze mają szansę się z nich wycofać, albo znaleźć jakieś wyjście...

Natomiast stosunek Europejczyków do dzieci to czysta schizofrenia. Z jednej strony nie wolno na nie krzyczeć, dać klapsa, a nawet mówić podniesionym głosem (o stawianiu jakichkolwiek wymagań nie wspominając) z drugiej można je mordować milionami w łonach matek, poddawać eutanazji pod jakimś idiotycznym pretekstem albo porywać z domu rodzinnego. Politycy europejscy z niewytłumaczalną uniżonością słuchają bredni niewychowanej gówniary (Grety Thunberg) i traktują je jak objawienie, ale los dzieci z Konga wydobywających kobalt potrzebny do produkcji elektronicznych gadżetów i baterii do "ekologicznych" pojazdów jest im całkowicie obojętny...

Dzieci tymczasem nie są ani świętymi krowami, ani żywymi tarczami, mięsem dla pedofili czy rezerwuarem części zamiennych. Do pełnoletności mają być pod opieką rodziców, nawet jeśli ta opieka pozostawia wiele do życzenia. Migranci na naszej wschodniej granicy nie budzą we mnie żadnych pozytywnych emocji, ale nigdy w życiu nie postulowałabym odbierania im dzieci czy dzielenia rodzin. To po prostu nie jest nasz problem, ani nasza kompetencja. 

Dlatego bardzo dziwi mnie demonstracja jakichś pogubionych pańć po polskiej stronie granicy. Czego one właściwie chcą? Kraść dzieci rodzicom? I co z nimi dalej robić? Marta Lempart z przyjaciółką wezmą na utrzymanie? A może uszczęśliwić je dzieciństwem w domu dziecka?

Nie dziwię się, że jakiś odleciany komuch typu Jeremy Cobryn demonstruje pod polską ambasadą w Londynie - nieszczęśnik ma słabe pojęcie o geografii, ale osoby wychowane w Polsce? Nic poza reprezentowaniem obcych interesów (prawdopodobnie odpłatnie) nie jest w stanie wyjaśnić tego zachowania.

P.S.

W Pradze  czeskiej tymczasem nikt nie ma problemu z dostrzeżeniem źródła problemu: