Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dezinformacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dezinformacja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 listopada 2021

"Wolność słowa" w wojnie hybrydowej

 Znalazłam na twitterze (nie pamiętam na jakim koncie) takie oto zestawienie:

Trzeba przyznać, że podobieństwo jest duże, choć włosy blondynki są naturalne (dobrze to widać przy skórze i  po jaśniejszych odpowiednio brwiach). Czyżby "nasza" p. Wappa była farbowanym liskiem? Farbowanie włosów na ciemniejszy kolor zwykle daje efekt "łysiny" (jaśniejsze odrosty wyglądają jak skóra). Z drugiej strony ciemne włosy szybko siwieją i w średnim wieku (nawet przed 40-ką) powinno być już w nich sporo srebrnych nitek (a nie ma).

Niezależnie od tego, czy to ta sama osoba czy nie technika ta sama, wielokrotnie przetestowana przez ruskich na Kaukazie, Ukrainie i teraz w  Polsce. Podobieństwo naszej sytuacji z wojną na Ukrainie dobrze opisane jest w poniższej wypowiedzi (też znalezionej na Twitterze)


W wojnie hybrydowej kraj o większym zakresie "swobód obywatelskich" jest na przegranej pozycji. Demokracja i wolność słowa pracuje na korzyść wroga, doskonale widać to na postawie działalności naszej rodzimej V kolumny medialnej, co świetnie opisał Marcin Mamoń w felietonie Dziennikarze na wojnie z ojczyzną w Dzienniku Polskim:

Obserwując relacje medialne ze szturmu migrantów na polską granicę, strach myśleć, jak relacjonowaliby nasi dziennikarze i ich koledzy z The New York Times, Guardiana czy Al-Jazeery wojnę 1939 r.

Pewnie zarzuciliby naszym żołnierzom ludobójstwo, bo przecież zabijali Niemców. Teraz podnoszą larum, bo mają zakaz wjazdu do strefy konfliktu. Doświadczona w wojnach na sejmowe plotki Monika Olejnik oburza się, bo przecież nasi korespondenci wojenni mogli - jej zdaniem- bez przeszkód jeździć dotąd na każdą wojnę, jaką chcieli.

Przez ponad ćwierć wieku realizowałem materiały z miejsc dotkniętych wojną, terroryzmem, nędzą i głodem. Od 2000 r. - II Wojny Czeczeńskiej i wkrótce tzw. Wojny z Terroryzmem - wjazd do stref konfliktu stał się ściśle reglamentowany przez główne strony konfliktów. Do Czeczenii można było legalnie dostać się tylko za specjalną zgodą rosyjskich służb (FSB) i pracować w ich asyście. Podobnie traktowali media Amerykanie podczas inwazji w Iraku w 2003 r. Bez specjalnego „przeszkolenia” żaden dziennikarz nie mógł relacjonować amerykańskich działań w Iraku. Kiedyś, po zakończeniu zdjęć, Amerykanie siłą odebrali mi wszystkie materiały, podejrzewając słusznie, że ich publikacja może zaszkodzić wizerunkowi amerykańskiej armii.

Fundamentalną różnicą między tym, co obserwujemy dzisiaj na granicy z Białorusią a innymi konfliktami, których garstka naszych dziennikarzy miała okazję doświadczyć, jest to, że tym razem mówimy o kraju, który nie wywołał konfliktu, a jedynie broni się przed agresją. Naszą naturalną reakcją powinna być solidarność z zaatakowanym, tym bardziej że chodzi o Ojczyznę - wspólnotę, z którą, w co wierzę, każdy z nas choć trochę się identyfikuje.

Tymczasem w obliczu bezprecedensowej agresji ze strony ZBIR-a (Związek Białorusi i Rosji), wrogiem nr 1 dla dziennikarzy - zaangażowanych w niszczący naszą wspólnotę wewnętrzny konflikt polityczny - jest rząd i pilnujący granic żołnierze. Oni

(żołnierze) mają bowiem „mokre sny o wojnie, by się na kimś powyżywać” - jak pisze w mediach społecznościowych jedna z dziennikarek, która stwierdza jednocześnie nie spodziewała się, że „takie tam jest gówno” (na granicy, po polskiej stronie). Żołnierzy nazywa więc "imbecylami" i "totalnym dnem". Wszystko dlatego bo zatrzymali na 90 minut jej kolegów, zakuli ich w kajdanki i użyli wobec tych - okazuje się - wrażliwych chłopców niecenzuralnych słów. Zdjęcia ze śladami po kajdankach na przegubach ich rąk trafiły natychmiast na ekrany rosyjskich i białoruskich telewizji.

Nic dziwnego, że np. media belgijskie twierdzą dziś, że "Polacy są gorsi niż reżim Asada w Syrii", a dziennikarzy nie wpuszczają na granicę, bo muszą mieć coś do ukrycia. To akurat wie Łukaszenko. Wszczął śledztwo w sprawie ludobójstwa, którego nasi żołnierze mieli dopuścić się na migrantach przy przejściu granicznym w Kuźnicy.

W świetnej rozmowie Rafała Otoki-Frąckiewicza z dr Szewko, na pytanie dziennikarza o sposoby radzenia sobie z taką sytuacja ekspert orzekł, że piękno wojny hybrydowej na tym właśnie polega, że jest ona prowadzona w dużym stopniu w mediach, a w prawodawstwie zaatakowanej strony nie ma jeszcze rozwiązań, jak unieszkodliwić te grające w drużynie wroga. To samo dotyczy organizacji zajmujących się "pomocą humanitarną" jak np. Grupa Granica. P. Emilia Kamińska twierdzi wprawdzie, że jest to organizacja trudniąca się przemytem ludzi współpracująca z Niemcami, ale ewidentnie jest również bardzo aktywna w mediach zachodnich, o czym napisała Małgorzata Wołczyk w DoRzeczy:
Oszczerstwa Grupy Granica rozpowszechniane w europejskich mediach
Nie trzeba być namiętnym czytelnikiem największych dzienników zagranicznych, aby odkryć ze zdumieniem, że Grupa Granica zajmująca się „natychmiastową pomocą humanitarną dla uchodźców na granicy” stała się w międzyczasie naczelnym opluwaczem Polski w mainstreamowych mediach Europy.
Ich relacje o „reżimie Morawieckiego” i okrutnych, bestialskich poczynaniach polskich mundurowych można znaleźć niemal w każdym medium, nawet we francuskim, katolickim „La Croix”. Doprawdy trudno nie zadawać sobie pytania, czy oni w ogóle mają czas na akcje humanitarne, którymi tak się pysznią (?). Bo jeśli spojrzeć na ich stachanowską wydajność w donoszeniu na Polskę i w udzielaniu wypowiedzi drastycznej treści, to nie robią nic innego, jak tylko opowiadają o polskich zbrodniarzach na granicy. I ten amok nienawistnych relacji zapanował od A jak hiszpańskie "ABC", po R jak włoska "Repubblica". A wszędzie odkryć można tę samą narrację, choć zmieniają się nazwiska bohaterskich aktywistek Grupy Granica:

„Sytuacja azylantów na granicy polsko-białoruskiej jest makabryczna, prawa człowieka już nie istnieją: polski rząd uważa ich za nielegalnych migrantów, a funkcjonariusze graniczni są upoważnieni do odesłania ich z powrotem na Białoruś. Otrzymujemy również skargi dotyczące zniszczonych smartfonów. Policjanci zmuszają tych ludzi do udania się na tereny leśne między Polską, Białorusią i Litwą, gdzie tylko doświadczeni ludzie wiedzą, jak się orientować. Bez telefonów komórkowych uchodźcy nie mogą prosić o pomoc i dlatego gubią się: czasami są ratowani, czasami znajdowani martwi”. (La Repubblica 30.09.2021)

Oczywiście po przeczytaniu czterdziestej relacji czy to w doniesieniach z "El Pais" czy "Le Figaro" owych heroin z Polski ratujących kobiety, dzieci, ba, całe rodziny z rąk polskich, umundurowanych bestii – człowiek zadaje sobie pytania podstawowe: jak to możliwe, że słowo Białoruś albo Rosja niemal w ogóle nie pojawia w treści tych reportaży i w opowieściach Polek?

Skołowany czytelnik z Barcelony czy Mediolanu, podążający pokornie wzrokiem za wstrząsającą relacją dzielnych ratowniczek z Grupy Granica, jest w stanie uwierzyć już we wszystko, nawet w to, że Syria i Irak sąsiadują bezpośrednio z Polską a reżim Morawieckiego topi przybyszów masowo na bagnach. Oczywiście, jakżeby inaczej – konieczne bywa też wspomnienie Holocaustu i nawiązanie do czasów, gdy Polacy byli niemymi świadkami czy też wprost współsprawcami ludobójstwa. Krzewi się też donosicielstwo jak za czasów niemieckiej Stasi:

„Polacy mieszkający w strefie stanu wyjątkowego, terytorium wyłączonego dla oczu świata, graniczącego z Białorusią, gdzie odizolowano 115 wsi na Podlasiu i 68 na Lubelszczyźnie, ci zwykli ludzie, którzy pracują od 8 do 16 i płacą podatki, nie mówią nic rodzinom o tym co widzą. Albo o tym, co zrobili, żeby pomóc imigrantom. Nigdy nie wiadomo, kto może słuchać po drugiej stronie- mówią. A przez ich głowy przewijają się czarno-białe obrazy pracującej Stasi, podsłuchującej rozmowy i piszącej niekończące się akty oskarżenia”. (dziennik ABC 24.11.2021)

Czy Polska w tak trudnym czasie może sobie pozwolić na festiwal oszczerstw przedrukowywanych w zagranicznej prasie? Czy ambasady wysyłają odpowiednie noty i sprostowania lub przynajmniej domagają się od poszczególnych redakcji publikowania obiektywnych informacji o sytuacji na granicy? Patrząc na pracę Ambasady Polskiej w Madrycie mogę z całą powagą i smutkiem powiedzieć (także w imieniu zdruzgotanych czytelników i polskich rezydentów w Hiszpanii), że nie widać nawet cienia zabiegów ratowania dobrego imienia Polski wobec tsunami dezinformacji… Niestety, ale to już temat na zupełnie osobny artykuł.

Rzeczą najwyższej wagi wydaje się więc ukrócenie aktywność działających na korzyść wroga podmiotów, ze szczególnym uwzględnieniem tych wytwarzających ewidentne fake newsy, celem zrujnowania wizerunku naszego kraju. Wydaje mi się wręcz nieprawdopodobne, że nie ma sposobu na aktywistki jakiejś szemranej grupy. Od czego są służby? A poza tym należałoby pomyśleć o rozwiązaniach prawnych. Od czego obóz rządzący ma większość w sejmie?

P.S.

Pamiętacie tekst Danuty Kuroń o ciałach kobiet, mężczyzn i dzieci w polskich lasach opublikowany w Gazecie Wyborczej (zamieściłam w poprzednim wpisie)? Już poszedł w świat!


GW w swoim sławnym sporze z Agorą otwartym tekstem przyznała, że obecną ekipę rządzącą traktuje jako wroga, nie  Łukaszenkę, nie Putina tylko polskie władze pochodzące z demokratycznych wyborów!!!


środa, 16 września 2015

George Soros a wędrówka ludów

Dziś na wpolityce.pl pojawiła się wiadomość, że przewodnik imigranta pt. w2eu (welcome to Europe) rozprowadzany w Turcji przez organizację tej samej nazwy finansowany jest przez George Sorosa. To by wiele wyjaśniało. Soros jest niewątpliwie graczem dysponującym środkami, żeby inspirować wędrówkę ludów z Bliskiego Wschodu i Afryki do Europy i posiadającym wystarczające wpływy w mediach, by serwowana przez nie narracja w tym przedsięwzięciu pomagała.

Barbara Spectre, amerykańska Żydówka, założycielka Instytutu Studiów Żydowskich Paidea w Szwecji, powiedziała otwartym tekstem (wideo dostępne w Internecie), że Europa nie nauczyła się jeszcze być wielokulturowa i Żydzi jej w tym dopomogą (Jews will be in at the centre of this) forsując napływ imigrantów z krajów kulturowo odległych. Dodała, że nie mogą się spodziewać wdzięczności (they will be resented because of their role)), ale jest to konieczne dla przetrwania Europy. Natomiast Angela Merkel ujęła to tak: Imigranci są przyszłością Europy. Zbieżność przypadkowa?

Ciekawe, że ani Soros ani Spectre świadomi, co ta wielokulturowość będzie oznaczać dla Żydów żyjących w Europie, zupełnie się tym nie przejmują i kontynuują swój plan, który nie tylko dla cywilizacji zachodu będzie samobójczy.

Czy uprawnione jest podejrzenie, że poniewieranie Węgrów w mediach ma związek z jakimś (znacznym?) udziałem Sorosa (węgierskiego Żyda, który ewidentnie cierpi na ten sam syndrom, co Gross) w akcji "uchodźcy"? Faktem jest, że trudno bez podejrzenia o wyraźne zadaniowanie wyjaśnić np, informację, że po wprowadzeniu stanu kryzysowego na Węgrzech "crossing the border/ damaging the fence will be criminalized/ made illegal". Z tego przekazu wynika, że przekraczanie granic - w dowolnym punkcie i bez spełnienia określonych warunków  - we wszystkich krajach świata jest podstawowym prawem człowieka (tak samo jak niszczenie mienia publicznego) i tylko Węgrzy negują tę oczywistość. Osoby biorące udział w tej akcji dezinformacyjnej powinny zrobić eksperyment z  nielegalnym przekraczaniem  granic Izraela albo Rosji.

Po obejrzeniu kilku tego rodzaju materiałów propagandowych  pełnych  wymownych syryjskich bliźniaczek, nowo urodzonych dzieciątek koczujących z rodzicami pod złym węgierskim ogrodzeniem i nieśmiertelnego Muhammeda z Damaszku, który właśnie się ożenił, trafiłam na CBN i doznałam szoku. Była to pierwsza w miarę uczciwa relacja, jaką widziałam, choć świeżo ożeniony Muhammed z Damaszku pojawił się i w niej.

Tak zachęcona obejrzałam materiał o obecności wojskowej Rosji w Syrii. Komentarze pod spodem zarzucały CBN, że wbrew swej nazwie (Christian Broadcast News), kupiona przez Żydów i masonów, sympatyzuje z terrorystami zamiast z chrześcijanami znaczy Putinem.

Nie pierwszy to raz trafiam na sugestię, że Amerykanie przyczynili się do powstania ISIS.. Nie jestem w stanie tego sprawdzić, ale popatrzmy na sekwencję zdarzeń: USA - według Rosji i Amerykanów niechętnych lobby izraelskiemu - dokonuje interwencji na Ukrainie, czego wynikiem jest Majdan; Po tym następuje zajęcie Krymu i destabilizacja wschodniej Ukrainy; W czasie kiedy trwają sankcje i toczą się negocjacje w formacie normandzkim Internet jest bombardowany filmami z egzekucji Chrześcijan i wiadomości o gwałceniu i sprzedawaniu Chrześcijanek przez ISIS; Pojawiają się apele o ratunek dla eksterminowanych Chrześcijan; Kościół i prywatne fundacje angażują się w tę pomoc - nawet sprowadzanie prześladowanych chrześcijan do własnych domów: Zwykły strumień imigrantów płynących do Europy zamienia się w wody potopu;  Temat egzekucji Chrześcijan i ich prześladowania, podobnie jak wątek wojny na Ukrainie  znika z mediów całkowicie; Nagle mamy gromadę młodych, zdrowych, dobrze odkarmionych i ubranych muzułmańskich mężczyzn, którym ktoś obiecał niemiecki raj socjalny i kredytował przeprawę; Z tematem prześladowanych Chrześcijan się nie łączy się to w żaden sposób; Dawne kraje satelickie imperium sowieckiego są poniewierane w prasie i szantażowane;  Przyjęcie nielegalnych imigrantów wbrew ich woli jest zarzewiem konfliktu wewnętrznego, co ułatwiłoby Putinowi przywrócenie sowieckiej strefy wpływów we wschodniej Europie; Międzyczasie klepnięty jest Nordstream II i Niemcy - podeptawszy wpierw prawa unijne - opamiętują się nieco.

Nie wiem co z tego wynika, ale śmierdzi to wszystko na kilometr jakąś wielopiętrową operacją różnych "aktorów" przy udziale wyjątkowo wzmożonej akcji dezinformacyjnej.