Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryzys na granicy polsko-białoruskiej. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryzys na granicy polsko-białoruskiej. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 listopada 2021

"Wolność słowa" w wojnie hybrydowej

 Znalazłam na twitterze (nie pamiętam na jakim koncie) takie oto zestawienie:

Trzeba przyznać, że podobieństwo jest duże, choć włosy blondynki są naturalne (dobrze to widać przy skórze i  po jaśniejszych odpowiednio brwiach). Czyżby "nasza" p. Wappa była farbowanym liskiem? Farbowanie włosów na ciemniejszy kolor zwykle daje efekt "łysiny" (jaśniejsze odrosty wyglądają jak skóra). Z drugiej strony ciemne włosy szybko siwieją i w średnim wieku (nawet przed 40-ką) powinno być już w nich sporo srebrnych nitek (a nie ma).

Niezależnie od tego, czy to ta sama osoba czy nie technika ta sama, wielokrotnie przetestowana przez ruskich na Kaukazie, Ukrainie i teraz w  Polsce. Podobieństwo naszej sytuacji z wojną na Ukrainie dobrze opisane jest w poniższej wypowiedzi (też znalezionej na Twitterze)


W wojnie hybrydowej kraj o większym zakresie "swobód obywatelskich" jest na przegranej pozycji. Demokracja i wolność słowa pracuje na korzyść wroga, doskonale widać to na postawie działalności naszej rodzimej V kolumny medialnej, co świetnie opisał Marcin Mamoń w felietonie Dziennikarze na wojnie z ojczyzną w Dzienniku Polskim:

Obserwując relacje medialne ze szturmu migrantów na polską granicę, strach myśleć, jak relacjonowaliby nasi dziennikarze i ich koledzy z The New York Times, Guardiana czy Al-Jazeery wojnę 1939 r.

Pewnie zarzuciliby naszym żołnierzom ludobójstwo, bo przecież zabijali Niemców. Teraz podnoszą larum, bo mają zakaz wjazdu do strefy konfliktu. Doświadczona w wojnach na sejmowe plotki Monika Olejnik oburza się, bo przecież nasi korespondenci wojenni mogli - jej zdaniem- bez przeszkód jeździć dotąd na każdą wojnę, jaką chcieli.

Przez ponad ćwierć wieku realizowałem materiały z miejsc dotkniętych wojną, terroryzmem, nędzą i głodem. Od 2000 r. - II Wojny Czeczeńskiej i wkrótce tzw. Wojny z Terroryzmem - wjazd do stref konfliktu stał się ściśle reglamentowany przez główne strony konfliktów. Do Czeczenii można było legalnie dostać się tylko za specjalną zgodą rosyjskich służb (FSB) i pracować w ich asyście. Podobnie traktowali media Amerykanie podczas inwazji w Iraku w 2003 r. Bez specjalnego „przeszkolenia” żaden dziennikarz nie mógł relacjonować amerykańskich działań w Iraku. Kiedyś, po zakończeniu zdjęć, Amerykanie siłą odebrali mi wszystkie materiały, podejrzewając słusznie, że ich publikacja może zaszkodzić wizerunkowi amerykańskiej armii.

Fundamentalną różnicą między tym, co obserwujemy dzisiaj na granicy z Białorusią a innymi konfliktami, których garstka naszych dziennikarzy miała okazję doświadczyć, jest to, że tym razem mówimy o kraju, który nie wywołał konfliktu, a jedynie broni się przed agresją. Naszą naturalną reakcją powinna być solidarność z zaatakowanym, tym bardziej że chodzi o Ojczyznę - wspólnotę, z którą, w co wierzę, każdy z nas choć trochę się identyfikuje.

Tymczasem w obliczu bezprecedensowej agresji ze strony ZBIR-a (Związek Białorusi i Rosji), wrogiem nr 1 dla dziennikarzy - zaangażowanych w niszczący naszą wspólnotę wewnętrzny konflikt polityczny - jest rząd i pilnujący granic żołnierze. Oni

(żołnierze) mają bowiem „mokre sny o wojnie, by się na kimś powyżywać” - jak pisze w mediach społecznościowych jedna z dziennikarek, która stwierdza jednocześnie nie spodziewała się, że „takie tam jest gówno” (na granicy, po polskiej stronie). Żołnierzy nazywa więc "imbecylami" i "totalnym dnem". Wszystko dlatego bo zatrzymali na 90 minut jej kolegów, zakuli ich w kajdanki i użyli wobec tych - okazuje się - wrażliwych chłopców niecenzuralnych słów. Zdjęcia ze śladami po kajdankach na przegubach ich rąk trafiły natychmiast na ekrany rosyjskich i białoruskich telewizji.

Nic dziwnego, że np. media belgijskie twierdzą dziś, że "Polacy są gorsi niż reżim Asada w Syrii", a dziennikarzy nie wpuszczają na granicę, bo muszą mieć coś do ukrycia. To akurat wie Łukaszenko. Wszczął śledztwo w sprawie ludobójstwa, którego nasi żołnierze mieli dopuścić się na migrantach przy przejściu granicznym w Kuźnicy.

W świetnej rozmowie Rafała Otoki-Frąckiewicza z dr Szewko, na pytanie dziennikarza o sposoby radzenia sobie z taką sytuacja ekspert orzekł, że piękno wojny hybrydowej na tym właśnie polega, że jest ona prowadzona w dużym stopniu w mediach, a w prawodawstwie zaatakowanej strony nie ma jeszcze rozwiązań, jak unieszkodliwić te grające w drużynie wroga. To samo dotyczy organizacji zajmujących się "pomocą humanitarną" jak np. Grupa Granica. P. Emilia Kamińska twierdzi wprawdzie, że jest to organizacja trudniąca się przemytem ludzi współpracująca z Niemcami, ale ewidentnie jest również bardzo aktywna w mediach zachodnich, o czym napisała Małgorzata Wołczyk w DoRzeczy:
Oszczerstwa Grupy Granica rozpowszechniane w europejskich mediach
Nie trzeba być namiętnym czytelnikiem największych dzienników zagranicznych, aby odkryć ze zdumieniem, że Grupa Granica zajmująca się „natychmiastową pomocą humanitarną dla uchodźców na granicy” stała się w międzyczasie naczelnym opluwaczem Polski w mainstreamowych mediach Europy.
Ich relacje o „reżimie Morawieckiego” i okrutnych, bestialskich poczynaniach polskich mundurowych można znaleźć niemal w każdym medium, nawet we francuskim, katolickim „La Croix”. Doprawdy trudno nie zadawać sobie pytania, czy oni w ogóle mają czas na akcje humanitarne, którymi tak się pysznią (?). Bo jeśli spojrzeć na ich stachanowską wydajność w donoszeniu na Polskę i w udzielaniu wypowiedzi drastycznej treści, to nie robią nic innego, jak tylko opowiadają o polskich zbrodniarzach na granicy. I ten amok nienawistnych relacji zapanował od A jak hiszpańskie "ABC", po R jak włoska "Repubblica". A wszędzie odkryć można tę samą narrację, choć zmieniają się nazwiska bohaterskich aktywistek Grupy Granica:

„Sytuacja azylantów na granicy polsko-białoruskiej jest makabryczna, prawa człowieka już nie istnieją: polski rząd uważa ich za nielegalnych migrantów, a funkcjonariusze graniczni są upoważnieni do odesłania ich z powrotem na Białoruś. Otrzymujemy również skargi dotyczące zniszczonych smartfonów. Policjanci zmuszają tych ludzi do udania się na tereny leśne między Polską, Białorusią i Litwą, gdzie tylko doświadczeni ludzie wiedzą, jak się orientować. Bez telefonów komórkowych uchodźcy nie mogą prosić o pomoc i dlatego gubią się: czasami są ratowani, czasami znajdowani martwi”. (La Repubblica 30.09.2021)

Oczywiście po przeczytaniu czterdziestej relacji czy to w doniesieniach z "El Pais" czy "Le Figaro" owych heroin z Polski ratujących kobiety, dzieci, ba, całe rodziny z rąk polskich, umundurowanych bestii – człowiek zadaje sobie pytania podstawowe: jak to możliwe, że słowo Białoruś albo Rosja niemal w ogóle nie pojawia w treści tych reportaży i w opowieściach Polek?

Skołowany czytelnik z Barcelony czy Mediolanu, podążający pokornie wzrokiem za wstrząsającą relacją dzielnych ratowniczek z Grupy Granica, jest w stanie uwierzyć już we wszystko, nawet w to, że Syria i Irak sąsiadują bezpośrednio z Polską a reżim Morawieckiego topi przybyszów masowo na bagnach. Oczywiście, jakżeby inaczej – konieczne bywa też wspomnienie Holocaustu i nawiązanie do czasów, gdy Polacy byli niemymi świadkami czy też wprost współsprawcami ludobójstwa. Krzewi się też donosicielstwo jak za czasów niemieckiej Stasi:

„Polacy mieszkający w strefie stanu wyjątkowego, terytorium wyłączonego dla oczu świata, graniczącego z Białorusią, gdzie odizolowano 115 wsi na Podlasiu i 68 na Lubelszczyźnie, ci zwykli ludzie, którzy pracują od 8 do 16 i płacą podatki, nie mówią nic rodzinom o tym co widzą. Albo o tym, co zrobili, żeby pomóc imigrantom. Nigdy nie wiadomo, kto może słuchać po drugiej stronie- mówią. A przez ich głowy przewijają się czarno-białe obrazy pracującej Stasi, podsłuchującej rozmowy i piszącej niekończące się akty oskarżenia”. (dziennik ABC 24.11.2021)

Czy Polska w tak trudnym czasie może sobie pozwolić na festiwal oszczerstw przedrukowywanych w zagranicznej prasie? Czy ambasady wysyłają odpowiednie noty i sprostowania lub przynajmniej domagają się od poszczególnych redakcji publikowania obiektywnych informacji o sytuacji na granicy? Patrząc na pracę Ambasady Polskiej w Madrycie mogę z całą powagą i smutkiem powiedzieć (także w imieniu zdruzgotanych czytelników i polskich rezydentów w Hiszpanii), że nie widać nawet cienia zabiegów ratowania dobrego imienia Polski wobec tsunami dezinformacji… Niestety, ale to już temat na zupełnie osobny artykuł.

Rzeczą najwyższej wagi wydaje się więc ukrócenie aktywność działających na korzyść wroga podmiotów, ze szczególnym uwzględnieniem tych wytwarzających ewidentne fake newsy, celem zrujnowania wizerunku naszego kraju. Wydaje mi się wręcz nieprawdopodobne, że nie ma sposobu na aktywistki jakiejś szemranej grupy. Od czego są służby? A poza tym należałoby pomyśleć o rozwiązaniach prawnych. Od czego obóz rządzący ma większość w sejmie?

P.S.

Pamiętacie tekst Danuty Kuroń o ciałach kobiet, mężczyzn i dzieci w polskich lasach opublikowany w Gazecie Wyborczej (zamieściłam w poprzednim wpisie)? Już poszedł w świat!


GW w swoim sławnym sporze z Agorą otwartym tekstem przyznała, że obecną ekipę rządzącą traktuje jako wroga, nie  Łukaszenkę, nie Putina tylko polskie władze pochodzące z demokratycznych wyborów!!!


środa, 24 listopada 2021

Te łzy, gorące łzy, czyli rola emocji w wojnie hybrydowej

Wczoraj komentowali to dokładnie wszyscy. Tak, mam na myśli Ibrahima Pływaka i jego...( no własnie kogo?) p. Katarzynę Wappę z Hajnówki. P. Wappa jest nauczycielką j. angielskiego, aktywistką proaborcyjną, wystąpiła w klipie nawołującym do wybierania narodowości białoruskiej w spisie powszechnym, brała udział w "proteście matek" na granicy. W rozmowie z Anne Applebaum skarżyła się na uciążliwości stanu wyjątkowego w strefie przygranicznej (musi się legitymować, żeby odwiedzić babcię w Białowieży). Jednak sławę ogólnokrajową przyniósł jej dopiero występ w programie czarno na białym w TVN - niewiarygodna (w sensie dosłownym) historia Ibrahima 6 dni płynącego Bugiem, bez picia, jedzenia i snu.

P. Katarzyna prezentuje się bardzo dobrze (do roli): w średnim wieku, bardzo szczupła, wrażliwa twarz o regularnych rysach i wysokim, wypukłym czole wskazującym na inteligencję. Ciemne, proste włosy przycięte na wysokości ramion, ciemne, pełne ekspresji oczy (znowu te oczy!), zero makijażu. Czysta wrażliwość, naturalność, pokój i dobro, pokój wam! Tzn. nie nam, tylko wam Ibrahimy pływające! Kobieta opowiada z oczami pełnymi łez, a na koniec - wspominając telefon od cudzoziemca - tak się wzrusza, że nie może dalej mówić. Jej emocja wygląda na prawdziwą, ale historia, która opowiada stanowczo nie... 

Konieczne jest sprostowanie: to był skrót myślowy, p. Ibrahim nie płynął 6 dni, tylko "podróżował" wzdłuż rzeki, nie w listopadzie, tylko wrześniu, nie został przez p. Katarzynę wyłowiony, tylko odebrany ze szpitala w Hajnówce w październiku tzn. przebywał tam jakiś czas. Co właściwie p. Katarzyna dla niego zrobiła? Odebrała go ze szpitala, gdzie koleżanka jest woluntariuszką i...? Nie wiemy. Potem ruszył dalej, ale wysyłał krótkie wiadomości "boję się!", na co odpowiadała "pamiętaj, że jestem z tobą", dalej nie wiemy, bo pani się popłakała na wizji...


Darciu łacha na Twitterze nie było końca. Zdjęcie które "obiegło świat":

przerabiano na wszystkie możliwe sposoby:






A na koniec odkryto kim właściwie był Ibrahim uchodźca:




Łukasz Tomkiewicz @Lukas_Tomks w odpowiedzi do @BlackMcSnow i @KasiaLazzeri

Już ustalono kim był ten imigrant, który 6 dni płynął rzeką przy temperaturze otoczenia w okolicy 0 stopni. Do tego przez ten cały czas nie jadł i nie pił. Zrobiono mu zdjęcie jak odjechał na niedźwiedziu.

Pani Katarzyna wydała oświadczenie, że historia jest prawdziwa, bo p. Ibrahim osobiście ją opowiedział, a koleżanka, Kamila - Wolontariuszka, może potwierdzić. Stacja TVN natomiast oświadczyła, że nie mogła zweryfikować historii, bo dziennikarze nie mają wstępu do strefy objętej stanem wyjątkowym, więc są zdani na relacje świadków.



Tu pozwolę sobie przypomnieć, jakie historie pojawiały się w mediach przed wprowadzeniem stanu wyjątkowego w strefie przygranicznej, kiedy jeszcze dziennikarze mogli weryfikować opowieści świadków:







Wierny kotek pokonujący 5000 tys. kilometrów w 3 dni, ciężarna kobieta szybująca nad zasiekami, wprawiona w ruch przez morderczą Straż Graniczną. Po wylądowaniu na białoruskiej ziemi poroniła, czyli straciła co? Zlepek komórek czy nienarodzone dziecko? Nie uwierzyłbyś czytelniku:





Onet Wiadomości @OnetWiadomosci
We wtorek pogrzeb nienarodzonego syryjskiego dziecka w Bohonikach http://dlvr.it/SCyXW0
To nieoczekiwane nawrócenie entuzjastów aborcji - ze zrozumiałych względów - stało się przedmiotem wielu komentarzy np. takich jak ten:

Patryk "Skju" Sykut @PatrykSykut

Jak to w końcu jest? Przed urodzeniem w brzuchu jest dziecko czy płód? A może Martyna Bielska to hipokrytka, która rok temu krzyczała o aborcji płodów, a kiedy umiera migrantka w ciąży to jest już to dziecko?

Zakładam, że w małej trumience na zdjęciu rzeczywiście są zwłoki dziecka, bo spektakularne pomyłki już się dziennikarzom "wolnych mediów" zdarzały i jakoś nie zostały sprostowane:


Dawid Wildstein @DawidWildstein

Pamiętacie historię o "zamordowanym przez Polskę rocznym dziecku"? Już wiemy, że to fejk. Dziecko zginęło z powodu działań służb Łukaszenki. I co? Zero wrzasków o mordercach z Białorusi. Ci, którzy pluli na Polskę, wyli o faszyzmie- zero sprostowania. Serio. Szmaty. To są szmaty


Tę ocenę zdają się potwierdzać dalsze rewelacje V kolumny medialnej:












Nietrudno dostrzec, że zarówno w występie pani Katarzyny Wappy, jak i w twórczości cytowanych wyżej mediów, prawdziwe są wyłącznie emocje mówiących, piszących czy zamawiających te kawałki.

Pani Wappa wzrusza się i płacze z wiadomych sobie powodów. Może ma trudną sytuację osobistą, doznała jakiejś krzywdy lub niesprawiedliwości. Z jakiejś przyczyny utożsamiła krzywdziciela z państwem polskim, obecną ekipą rządzącą, Kościołem Katolickim czy Polakami - katolikami w ogóle, więc postanowiła wyrazić sprzeciw poprzez wspieranie aborcjonistek, "uchodźców" czy deklarowanie narodowości białoruskiej w spisie powszechnym. (Swoją drogą w spisie istniała możliwość poczuwania się do kilku narodowości jednocześnie np. polskiej i tatarskiej.) Może po prostu czuje się osamotniona i niezrozumiana jako jedna z nielicznych wyznawczyń GW/TVN w Hajnówce i okolicach, a może to historia rodzinna jest kluczem do zrozumienia jej emocji. Tego oczywiście nie wiem, ale pamiętam, że na Wileńszczyźnie, skąd pochodzą moi rodzice, prawosławni (tzn. Białorusini) raczej entuzjastycznie witali armię czerwoną, podobnie zresztą jak Żydzi. Dla nich byli to "nasi".

Najbardziej nienawidzi się tego, kogo się skrzywdziło. Ta prosta prawda psychologiczna wyjaśnia w jakimś stopniu stosunek niemieckich i żydowskich mediów do państwa polskiego. Zofia Kossak- Szczucka zastanawiała się nad ową "tajemnicą żydowskiego serca", które bardziej nienawidzi Polaków niż Niemców. Myślę, że do jej zrozumienia zbliża się nieco E. Michael Jones zwracając uwagę na nienawiść Żydów do mesjasza, którego zabili (rękami niewiernych przybili do krzyża), Kościoła i Logosu - ładu jaki zaprowadziła chrześcijańska cywilizacja. Odrzucona przez Polaków żydokomuna stara się uzasadnić swoją nienawiść historiami takimi jak wyżej.

Z wręcz demonicznym charakterem tej nienawiści mieliśmy okazję się zetknąć po katastrofie smoleńskiej i po decyzji TK w październiku ubiegłego roku. Szydzenie z tragicznej śmierci najbliższych, sikanie na znicze, zakłócanie mszy, smarowanie po ścianach kościołów, profanacje, ataki na księży, werbalny przekaz ograniczony do kilku bluzgów, obsceniczne sceny i aprobowany przez władze miejskie wandalizm na ulicach. Reakcje podobne do opętania na widok plakatu z dzieckiem w łonie matki...

Robert Mazurek stwierdził, że produkcja naszej V Kolumny jest zbyt odjechana nawet dla propagandy rosyjskiej, która ogranicza się do wytykania nam bezduszności. Dla 70 trupów w strumyku po kolana nawet ruscy nie znaleźli zastosowania.

Beznamiętna analiza sytuacji na granicy wygląda tak:


Natomiast działalność mediów opozycyjnych to wyłącznie znajdowanie uzasadnienia do swojej autentycznej nienawiści, której przyczyny są nie związane z obecnym kryzysem + próba wzbudzenia naszych emocji sprawdzonymi metodami - dziecko o ciemnych oczach, zwierzątko, płacząca kobieta, mała biała trumienka. W aspekt finansowy tej operacji nie wnikam, bo nie mam wglądu w źródła.




poniedziałek, 22 listopada 2021

A wszystko te czarne oczy, czyli rasizm w służbie mediów liberalno-lewicowych



Na forach migranckich wymieniane są ogłoszenia o nielegalnych szlakach migracyjnych, kontakty do przemytników, „bags”, czyli fałszywe historie pozwalające pozyskać status uchodźcy. A potem obrazki jak poniżej z podpisem „zagrożenie dla bezpieczeństwa Europy.” Twitter, Klara Maria@ klarasoltan


Czy to nie słodkie dzieciątka? Najprawdopodobniej kurdyjskie, sądząc po rysach. Na tyle podobne do nas, że możemy się identyfikować, tylko te czarne, pełne ekspresji oczy wskazują na bliskowschodnie pochodzenie. Patrząc na śliczną zapłakaną dziewczynkę nie sposób się nie wzruszyć. Chłopczyk trochę za bardzo podobny do tego z filmu o pobudzaniu łzawienia dymem z papierosa, albo do proszącego - z własnej inicjatywy - białoruskich żołnierzy o pozwolenie na rzucanie kamieniami w polską straż graniczną. Gdyby nie ten drobiazg byłby równie ujmujący. Dziewczynka nas wzrusza, bo płacze - jest taka maleńka i delikatna, a chłopczyk bo nie płacze - jaki dzielny i rezolutny! 

Napisałam "nas", ale muszę uczciwie wyznać, że mnie nie. Dlaczego? Bo zbyt długo pracowałam w szkole i widziałam zbyt wiele małych monstrów w anielskiej powłoce. Wiem także, jak wprawne są dzieci w manipulowaniu dorosłymi. Płacz jest jednym z częściej używanych środków do osiągania pożądanych celów. Dzieci dobrze uciemiężone nie płaczą na zawołanie, do kamer. Są jak małe, płochliwe zwierzątka, za wszelką cenę unikające zwracania na siebie uwagi. Wiedzą, że świat jest niebezpieczny, więc lepiej pozostać niewidzialnym. 

Poza tym duże, czarne, ekspresyjne oczy uruchamiają we mnie alarm. Cztery ważne osoby w moim życiu - dwie kobiety i dwóch mężczyzn - miały takie właśnie piękne oczy. Kobiety uważałam za bliskie przyjaciółki, trochę za bardzo na wyrost, jak się potem okazało, a w mężczyznach byłam zakochana, z bardzo umiarkowaną wzajemnością (mówiąc oględnie).

Takie oczy, czy to podłużne i zielonkawe czy też ciemnobrązowe, w kształcie migdałów, stały się dla mnie symbolem nieporozumienia. Możemy sobie wyobrazić, że widzimy w nich, co chcemy: ciepło, uczucie, mądrość, poczucie humoru, po czym się okazuje, że nic takiego tam nie ma, że nie wiemy co właściwie tam jest i czy w ogóle cokolwiek jest.

Ktoś mi może zarzucić, że dokładnie to samo można powiedzieć o każdym innym kolorze oczu i będzie miał rację. Ja jednak upieram się, że typowe bliskowschodnie wielkie, czarne oczy o długich rzęsach lepiej nadają się do celów medialnych, choćby z tej przyczyny, że płacz nie odbiera im uroku, gdyż zaczerwienienie powiek jest stosunkowo mało widoczne. 

Patrzymy więc na te śliczne, egzotyczne istoty i wyobrażamy sobie kim są, co czują i współczujemy im z całych sił, a one tymczasem są kimś zupełnie innym i czują coś zupełnie innego, a nasze współczucie jest im całkowicie zbędne, chyba, że można go użyć do osiągnięcia konkretnego celu. Przy czym ten cel jest zawsze sprzeczny z naszym interesem, jakkolwiek rozumianym.

Twitter, Klara Maria @klarasoltan

Kolejna śliczna kurdyjska dziewczynka. Spokojnie można by wziąć ją za Europejkę gdyby nie te piękne  bliskowschodnie oczy, choć niebieskie. Czy wierzysz, czytelniku w jej chęć pójścia do szkoły? Muszę wyznać, że ja nie. Być może dlatego, że jestem złym człowiekiem, a być może dlatego, że wiem ile wspólnego z rzeczywistością maja ustawki dla mediów liberalno-lewicowych. Kurdyjska dziewczynka musi przecież chcieć się wyemancypować z patriarchalnego społeczeństwa, to jasne. Więc co robi? Ano to, co wszystkie  dzieci. Smaruje coś na kawałku papieru i stoi z tym tak długo, aż jej ktoś zrobi zdjęcie i opublikuje w mediach zachodnich.



Dla odmiany twarz mężczyzny w średnim wieku o wyraźnie semickich rysach - musi Arab z Syrii lub Iraku. Czy podbite oczy byłyby równie malownicze na jakiejś swojskiej, północnoeuropejskiej facjacie (podobnej do kartofla czy tez świńskiego ryja, jak zauważyła Kinga Dunin). Kogo wzruszałby posiniaczony kartofel o przekrwionych świńskich oczkach (trzymając się jej metafory). Ale  widok spostponowanego semity automatycznie uruchamia  skojarzenie z ofiarami wszystkich pogromów i holokaustu oczywiście. Parafrazując p. Barbarę Engelking można powiedzieć, że Europejczyk cierpi jak zwierzę, ale ból semity ma zawsze wymiar metafizyczny!


A na koniec o. Adam Świerżewski z franciszkańskiej parafii św. Maksymiliana Kolbe w Siedlcach. Czy słyszałeś czytelniku o jego śmierci 11.11.br na skutek pobicia. Człowiek wyszedł do parku Aleksandria i nie wrócił do klasztoru. Znaleziono go skatowanego i nieprzytomnego. Po kilku godzinach umarł w szpitalu. Miał 35 lat. Czy to nie jest wstrząsająca historia? Łakomy kąsek dla mediów ciągle głodnych sensacji i uwielbiających jeździć po emocjach? 
Nie słyszałeś o nim, a o czym słyszałeś? O dziwacznym evencie w Kaliszu, śmierdzącym  prowokacją na kilometr? A już na pewno o cierpieniach dzieciątek o pięknych czarnych oczętach, pełnych łez, na granicy białorusko-polskiej!


Wierni siedleckiej parafii we wzruszających słowach żegnają swojego kapłana. "Szok, niedowierzanie. Jezu, dziękujemy Ci za tego świętego kapłana", "Brak słów, by opisać tę stratę. W tak bestialski sposób odebrano życie. Odszedł wspaniały kapłan, człowiek o złotym sercu", "Nie do wiary, taki dobry człowiek, taka okrutna śmierć", "Boże czemu zabrałeś z ziemi tak wspaniałego Kapłana, który miał tak piękne serce" – czytamy w poruszających pożegnaniach.

Czytamy w artykule pt. "Zakonnik zapłacił życiem za spacer. W parku czaiła się śmierć" na stronie Faktu. No cóż, piękne serce nie jest tak medialne jak piękne oczy. Ksiądz katolicki i zakonnik budzi fatalne skojarzenia - wiadomo pedofil. Czy to nie te same media poświęciły lata pracy (a raczej szczucia), żeby takie skojarzenie zbudować w słabych głowach swoich odbiorców? Jak mają o tym teraz pisać? "Są już pierwsze efekty naszej nagonki na kler!" A może: "Nie wytrzymał. Mocna odpowiedź na skandale w Kościele!"

Co innego muzułmanie, to jak wiadomo ludzie krystalicznie czyści. Małżeństwa z ośmiolatkami to nie pedofilia, tylko odmienność kulturowa podobnie jak "zabawy seksualne" i gwałty zbiorowe na europejskich kobietach. "Biedni uchodźcy" słyszymy kiedy na ekranie widzimy agresywnych brodaczy z okrzykiem Allachu Akbar celujących kamieniami do naszych żołnierzy. "Książęta Orientu" pisze o nich rozmarzona Kinga Dunin w swoim felietonie-fantazji o integracji erotycznej na łamach Krytyki Politycznej. "Orientalna uroda to jednak coś innego niż karki z kartoflanymi nosami i ze świńskimi głowami na kiju". Jeśli to nie jest rasizm w czystej postaci, to co nim jest?











wtorek, 9 listopada 2021

A więc wojna!

Stan kryzysu zawsze oferuje nam wgląd w prawdy, których wolimy nie dostrzegać w spokojniejszych czasach. W końcu jednak wyraźnie widzimy:

1. Co dał nam sojusz z USA:

  • wplątanie w bliskowschodnią awanturę nie mającą żadnego związku z polskim interesem narodowym
  • rozzuchwalenie żydowskiego lobby i coraz bezczelniejsze żądania okupu ze strony "przemysłu holokaustu"
  • promocja pedalstwa ze strony amerykańskiej ambasady
  • niemożność obłożenia amerykańskich firm podatkiem
  • status świętej krowy szczujni TVN
  • wplątanie nas z sprzeczną z polskim interesem narodowym awanturę na Białorusi
  • koszty utrzymania amerykańskich żołnierzy całkowicie niewidzialnych w czasie kryzysu

2. Co nam dała przynależność do UE:

  • próbę gospodarczego zrujnowania nas za pomocą  "zielonego ładu" i uzależnienia naszej gospodarki od ruskiego gazu i jego niemieckich dyspozytorów
  • gospodarczą kolonizację Polski
  • ciągłą ingerencję w wewnętrzne sprawy jak np. konieczna reforma sądownictwa
  • próbę wprowadzenia lewackiej, niszczącej dla społeczeństwa ideologii
  • legalne i bardzo obfite finansowanie V kolumny
  • ciągłą kampanię defamacyjną w mediach światowych przy wykorzystaniu "rodzimej kanalii"
  • finansowanie ciągłych awantur w przestrzeni publicznej pod całkowicie fałszywymi pretekstami
  • systematyczne rozbijanie wspólnoty
  • szantaż finansowy
  • korupcję klasy politycznej
  • "drugi front" podczas wojny hybrydowej z Łukaszenką i Putinem

3. Istnienie regularnej, oficjalnej i bezkarnej, finansowanej z zagranicy V kolumny, bardzo groźnej dla bezpieczeństwa państwa, na którą składają się:

  • tzw. NGO-sy finansowane przez Sorosa
  • TVN, GW, Newsweek, Onet i pomniejszy płaz medialny
  • jawni zdrajcy w parlamencie europejskim, Sejmie i samorządach wszystkich większych miast Polski
  • jawni zdrajcy finansowani przez oligarchów z krajów byłego ZSSR jak np. Kramek
  • mnogość pożytecznych, a wpływowych idiotów wśród debilnych celebrytów, profesorów i "artystów"  

4.  Nietrafione rozpoznanie sytuacji międzynarodowej, błędną politykę zagraniczną i tchórzostwo obecnego rządu jak np.:

    • naiwne i bezalternatywne oparcie o sojusz z USA
    • haniebną uległość wobec Izraela mimo licznych i spektakularnych upokorzeń ze strony jego oficjalnych przedstawicieli, polityków, mediów i nieustannej oszczerczej kampanii defamacyjnej w mediach światowych
    • tchórzliwe ustępowanie żądaniom UE w nadziei, że się w końcu od nas odczepi - całkowicie przeciwskuteczne
    • niepotrzebne antagonizowanie Łukaszenki i wpychanie go w ramiona Putina, co zaowocowało podpisaniem umowy stowarzyszeniowej z Rosją


W II RP członkowie KPP i KPZUiB siedzieli w pierdlu jako zdrajcy. Czy ktoś ośmieli się podważyć słuszność takiej decyzji? W Niemczech i we Francji nie ma mediów reprezentujących interes sprzeczny z interesem narodowym tych państw. Czy to głupia decyzja? Nie ma też instytucji państwowych finansujących produkcje filmowe niezgodne z oficjalną polityką historyczną, nie mówiąc już o filmach jawnie oszczerczych wobec własnego narodu. Może aspirujmy do europejskich standardów także w tym względzie!

Czy za jawną dezinformację, jak w przypadku śmierci ciężarnej kobiety w szpitalu w Pszczynie, służącą do wszczynania niepokojów społecznych i aktów wandalizmu w czasie zagrożenia państwa, nie powinno być odpowiedzialności karnej?

Czy osoby atakujące w niewymownie ohydny sposób funkcjonariuszy SG, żołnierzy i policjantów broniących naszego bezpieczeństwa - ryzykując życiem i zdrowiem - nie powinny być przykładnie ukarane?

Czy osoby, których zadaniem jest reprezentowanie Polski w organizacjach międzynarodowych jak UE, a sprzeniewierzyły się temu, jawnie przechodząc na stronę wrogów, nie powinny zostać natychmiast odwołane i osadzone w odpowiednim zakładzie karnym?

Staram się panować nad emocjami i językiem, także dlatego, że nie wiem czy ci ludzie są po prostu kretynami czy zdrajcami. Niezależnie od tego w celach dydaktycznych wysłałabym Kurdej-Kurwaaa- Szatan, Jachirę, Ochojską, Zajączka Sterczewskiego, Kramka, Frasyniuka, całą redakcję TVN i GW na granicę, gdzie zakneblowani i związani służyliby do łatania dziur w ogrodzeniu zrobionych przez wyrośnięte "dzieci z Michałowa" profesjonalnym sprzętem.

P.S.

Czy jeśli Prezydent RP mianuje sędziów, a oni sprzeniewierzają się wierności Rzeczpospolitej, którą uroczyście przysięgali, to ten sam prezydent nie może ich po prostu odwołać? Człowiek, który uniewinnił Kramka i innych niszczących ogrodzenie na granicy oraz ten, który wypuścił z aresztu kuriera przemycającego migrantów już dawno powinien siedzieć w pierdlu!!!