Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amber Heard. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amber Heard. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 czerwca 2022

Znowu o manipulujacych k..wach (MK)

Pozostanę w klimacie ostatnich dwóch postów tzn. procesu Depp v. Heard jednocześnie nawiązując do swojego starego wpisu  "O manipulujących k..wach". Wyjaśniam, że wulgarny epitet nie ogranicza się w tym kontekście do toksycznych kobiet. Zjawisko jest niezależne od płci, wieku, rasy, statusu społecznego czy ekonomicznego. Jednakże łatwiej jest stosować ten charakterystyczny zestaw zachowań, kiedy - z jakichś powodów - ma się status świętej krowy, a ofiarę można przypisać do grupy wzbudzającej niechęć lub zazdrość, opatrzoną etykietą "potencjalny opresor"

Sądząc po nagraniach rozmów Amber Heard z mężem - dostarczonych przez nią samą sądowi w charakterze dowodów - jest ona uosobieniem, kwintesencją MK.  Najpierw namierza swoją ofiarę, pozoruje zainteresowanie, albo nawet uczucie, przez co zdobywa zaufanie i poznaje jej słabe strony. Kiedy pewna jest już swojej władzy, jej zachowanie zmienia się radykalnie. Zaczyna pastwić się nad nieszczęśnikiem, prowokować go, a kiedy ten podniesie głos lub odpowie coś przykrego, natychmiast sama udaje skrzywdzoną, świetnie się przy tym bawiąc (od jej upiornego śmiechu ciary człowieka przechodzą). Kiedy do ułowionego naiwnego jelenia wreszcie dociera natura tego "związku" i chce się z niego wyplątać, MK wraca do pozorowania uczucia, a kiedy mimo wszystko nie udaje się jej zatrzymać swej ofiary rozpętuję kampanię kłamstw w zemście za swoją "krzywdę". 

Te kłamstwa są bardzo charakterystyczne - swoje własne czyny po odpowiedniej dramatyzacji - przypisane są ofierze. Amber Heard rzuciła w swojego męża butelka wódki i rozbite szkło odcięło mu czubek wskazującego palca. Upływ krwi był tak potężny, że facet trafił do szpitala, a ochroniarze  szukali odciętego fragmentu po całym domu. Nazwano to wypadkiem, żeby nie było skandalu. Jak przetworzyła to zdarzenie MK? Otóż to ona została... zgwałcona butelką!!! Można? Można!

Johnny Depp nie jest z mojej bajki i nie dała bym za niego złamanego grosza, ale trzeba mu przyznać, że powstrzymał się nie tylko od zabicia tej kurwy, ale nawet on nakopania jej w d.... Ja na jego miejscu kopałabym po ryju, aż przestałaby się ruszać! Muszę mieć bardzo złe serduszko, a poza tym jej wdzięki nie działają na mnie. 

Dzięki bezstresowemu wychowaniu i "przyjaznej szkole" ogromny procent dzieci i młodzieży dołączył do grona MK, o czym sporo na tym blogu pisałam. Jako dorośli dalej pozostają w tej kategorii istot. Mam takich sąsiadów - młoda rodzina składająca się z MK żeńskiej, MK męskiej i dziecka na najlepszej drodze do stania się kolejną MK. Rodzina MK nie uznaje żadnych przepisów ograniczających ich wolność. Przyznali sobie prawo do hałasowania jak popadnie przez cala dobę - imprezy, wiertara, kłótnie i biegający bachor w okolicach 23, nie mówiąc o rzucaniu ciężkimi przedmiotami o glebę w nocy i trzaskaniu drzwiami. Jednak gdy ktoś postuka w rurę, bo już nie może tego zdzierżyć, zapieniona MK matka zasłaniając się drogocennym pomiotem przylatuje i drze japę na klatce schodowej. To ona została skrzywdzona!!! Jej dzieciątko się przestraszyło strasznego dźwięku!

MK może mieć zaburzenie osobowości jak Amber Heard, u której biegła sądowa zdiagnozowała "borderline personality disorder" i "histrionic personality disorder" . Dr Shannon Curry bardzo obszernie wyjaśniła na czym polegają owe zaburzenia  podczas procesu (liczne nagrania wiszą ciągle na YouTube), a menedżer nieruchomości, Ben King, wyraził to samo równie trafnie, choć bez użycia fachowej terminologii - "spoiled teenage child" (zepsuta nastolatka).

Nie będąc psychologiem/psychiatrą z długoletnim stażem człowiek jest nieprzygotowany do kontaktu z kimś takim. Popełnia błąd próbując porozumieć się, zakładając - nierozsądnie - dobrą wolę drugiej strony. Pewna internetowa terapeutka opisała mentalny obraz, jaki jej sią nasuwa jako ilustracja do takiej postawy. Oto dwaj wojownicy uzbrojeni we włócznie i tarcze biegną na siebie. Jeden z nich na widok napastnika odkłada broń i tarczę i próbuje "dogadać się" z nim jak z człowiekiem, a tamten w tym samym czasie dziurawi go energicznie... 

Wielokrotnie sama popełniłam ten błąd. Pamiętam jak po incydencie z wiertarą po 22 poprzedniego wieczoru, nie zdzierżyłam kolejnej sesji dnia następnego i wyruszyłam do rodziny MK. Jak się okazało MK żeńska była w wysokiej ciąży tuż przed porodem, a MK męska w ramach przygotowań zaplanowała nawiercić sześćset ileś dziur (sic!). Na moje stwierdzenie, że według regulaminu spółdzielni tego rodzaju prace kończy się o 19.00, MK męska poinformowała mnie, gdzie ma przepisy i że będzie wiercić do 23.30 jeśli będzie musiała. Następnie stwierdziła, że JA się nudzę i tylko dlatego mi to przeszkadza. A kiedy wyraziłam zdziwienie jaki ma związek dziurawienie wszystkich ścian z narodzinami dziecka, okazało się że nie mogę tego zrozumieć, bo NIGDY go nie miałam i dalej w podobny deseń. To jest typowy schemat MK. Na jakąś sugestię w konkretnej sprawie MK reaguje próbą obrażenia rozmówcy. Wali w to, co wydaje jego słabym punktem przyglądając się reakcji. Jeśli nie trafiła, atakuje czymś innym i absolutnie zawsze próbuje przedstawić osobę, której prawa w sposób oczywisty narusza, jako agresora, wariata i potwora, na dodatek całkowicie odosobnionego ("tylko pani to przeszkadza"). MK zawsze jest niewinną ofiarą.

MK żeńska z wyżej wymienionej rodziny zaczęła się do mnie dobijać w nocy z niedzieli na poniedziałek. Powód - bachor biegał po pokoju po 22 i ktoś postukał (dość dyskretnie) w rurę. MK jest przekonana, że to ja i drze japę na klatce schodowej zasłaniając się swoim pomiotem jak tarczą. Mówię jej, żeby nie krzyczała, bo ludzie śpią. 

- No to co!!! A pani pisze listy, które krzyczą!!! - wrzeszczy patrząc na moją reakcję. 

Moją reakcją na ataki MK zawsze jest bezbrzeżne zdziwienie. Owszem piszę listy, żeby uniknąć konfrontacji z chamstwem, ale jaki to zarzut.?!!! Prosty komunikat, zawsze kulturalnie sformułowany z prośbą o uszanowanie mojego prawa do odpoczynku. W interpretacji MK to jest jakiś wyjątkowy wstyd, coś kompromitującego, co wykryła i teraz ma nade mną przewagę. Dalej kontynuuje, że wszyscy są zachwyceni, jej wrzaskiem na mnie, bo tak bardzo mają mnie dość. Jestem całkowicie odosobniona i skompromitowana. Dziecko dokazuje po 22?!! Nie może spać, bo jest człowiekiem!!! (W domyśle ja nie jestem). Ona u siebie w domu będzie robiła co chce, bo to jest życie! MK nie widzi, że osoba, która wali w rurę też robi to u siebie w domu, ale MK wolno, a innym już nie... 

Dla MK zasady działają wyłącznie w jedną stronę. Inni ludzie nie mają praw. Można by się się zapytać jakim cudem znajduje pomagierów do niszczenia swoich ofiar. No cóż, podobnie jak psychopata MK jest biegła w uwodzeniu i pozyskiwaniu ludzi, którzy mogą być przydatni. Amber Heard wniosła do małżeństwa z Johnnym Deppem "grono przyjaciół" (mieszkających za darmo w jego luksusowych apartamentach), którzy potem wzięli udział w niszczeniu jego dobrego imienia. Dlaczego dali się wrobić w tak haniebne przedsięwzięcie przeciw swojemu dobroczyńcy? Ciężko powiedzieć. Marni ludzie inspirowani przez MK? Może kiedy zorientowali się, że zostali użyci do czegoś paskudnego, zdystansowali się albo wręcz teraz udają, że nie mieli z tym nic wspólnego...

Jedno jest pewne  - porządni, normalni ludzie nie koniecznie muszą być towarzyscy czy atrakcyjni towarzysko, dla MK natomiast to rzecz zupełnie podstawowa. Na kim by żerowały i kogo używałyby do swoich obmierzłych celów, gdyby nie były wyćwiczone w omotywaniu naiwnych jeleni? MK przy próbie zniszczenia zawsze posługuje się sforą i jej najbardziej oczywistym argumentem jest chwalenie się  przewagą liczebną i kontrastowanie jej - z domniemanym lub rzeczywistym - osamotnieniem ofiary.

Co można zrobić ze zdekonspirowaną MK, która nie chce się zmienić? Znarowione konie po prostu się odstrzeliwuje, bo nie ma innej rady. Z człowiekiem nie da się tak postąpić. Cala nadzieja w Bogu, choć moja wiara w możliwość rzeczywistego nawrócenia kogoś takiego jest bardzo, ale to bardzo słaba. Dla Boga nie ma wprawdzie nic niemożliwego, ale przemiana MK w człowieka dobrej woli wymaga cudu porównywalnego z odrośnięciem uciętej kończyny!!!





piątek, 10 czerwca 2022

Johnny i Kaz, czyli o niebezpiecznym dla mężczyzn wieku 50+

Ciągle pod wrażeniem sprawy Depp v. Heard zrobię  dziś pewien wysiłek wyobraźni, żeby wczuć się w sytuację mężczyzny w wieku 50+.  Nie wiem czy to opóźniony kryzys wieku średniego, męska menopauza czy coś jeszcze innego. O kryzysie wieku średniego sporo pisałam na tym blogu. To potężne doświadczenie duchowe, które pozbawia nas tego na czym budowaliśmy swoje poczucie wartości i nadzieje na przyszłość. Dla wielu ludzi to atrakcyjność fizyczna, sprawność, powodzenie u płci przeciwnej itp. Gdzieś wczoraj słyszałam, ze Johnny Depp w wieku 40 lat został uznany za najbardziej seksownego aktora (czy kogoś tam), ten sam tytuł przyznano mu znowu 7 lat później. Kiedy podobny zaszczyt spotkał Seana Connery w okolicach sześćdziesiątki, leciwy aktor obśmiał proceder przyklejania starszym panom tego rodzaju etykietek i to była zdrowa reakcja.

Obawiam się - patrząc na image Johnnny'ego Deppa - że ten uwierzył w swoją późną seksowność i uznał, że romans z o 20 lat młodszą gwiazdką dobrze mu zrobi po kilkunastu latach związku z kobietą w podobnym wieku, z którą dorobili się dwójki dzieci. Może był znudzony, a może zakochał się wbrew sobie, bo na planie filmu musiał się całować z ową niunią w ramach swojej roli. Nie wiem. Cokolwiek sobie myślał, popełnił błąd jak wielu mężczyzn przed nim i po nim.

Czy ktoś jeszcze pamięta "Kaza" Marcinkiewicza wystruganego przez Kaczyńskiego z banana? Ten nauczyciel fizyki (o ile dobrze pamiętam) z Gorzowa Wielkopolskiego, po krótkim incydencie w polityce krajowej dostał fuchę w jakimś banku w Londynie. Tam poznał młodą i przebojowa krajankę robiącą karierę  w finansach. Tak, oczywiście mam na myśli Izabel! Zakochał się w niej zapomniawszy o żonie i czwórce dzieci. Prasa lewicowo-liberalna piała z zachwytu, pisma kobiece przeprowadzały z "zakochana parą" obszerne wywiady na temat kreacji ślubnej, podróży poślubnej i ich nadzwyczajnej relacji. Wszystkie podstarzale gwiazdy męskie w rodzaju Hołdysa udzieliły Kazowi błogosławieństwa... Gorzej, widziałam na YouTube filmiki, na których zakochani wyznają sobie miłość. Kto je zamieścił? Trudno mi sobie wyobrazić. Być może sama Izabel... Bo chyba nie Kaz?

Kilka lat później ten sam Marcinkiewicz, już po rozwodzie ukrywał się przed swoją "stalkerką", jak określał byłą żonę, a ona z zabandażowaną aż do barku ręką, bardzo dobrze wyeksponowaną, kreowała się w mediach na niepełnosprawną ofiarę wypadku porzuconą przez męża, który nie płaci jej alimentów przyznanych przez sąd. Tymczasem komornik sądowy ścigał Kaza i kiedy tylko go gdzieś dopadł zajmował, co tylko się dało... Ubaw był po pachy, a i żenada nie mała...

W czym zakochali się obaj wspomniani panowie? Stawiam dolary przeciw orzechom, że w młodości swoich nowych partnerek, która przypominała im ich własną. A w czym owe młode osoby? Najprawdopodobniej w wyobrażonej pozycji zawodowej, życiowej i ekonomicznej oraz domniemanej dojrzałości swoich partnerów. Może jakiś deficyt emocjonalny kazał im szukać ojca zastępczego? Niestety wiek nie oznacza dojrzałości, a młodość dwudziesto-parolatki kończy się nadzwyczaj szybko. 

Po kilku latach zamiast ustawionego i nadzianego tatusia i jego małej księżniczki mamy rozczarowaną trzydziestkę, której potrzebom dużo starszy mąż nie jest w stanie sprostać, zwłaszcza, że sytuacja materialna na ogół pogarsza się z wiekiem, o kondycji fizycznej i atrakcyjności nie wspominając. Nawet jeśli żadna ze stron nie miała intencji wykorzystania swego partnera, to i tak nieuchronnie czeka ich rozczarowanie.

Sytuacja robi się dramatyczna (lub tragi- komiczna) kiedy młoda dama od początku postrzega swego starszego partnera jako naiwnego jelenia, którego zasoby można eksploatować ile wlezie, a on i tak będzie zachwycony albo się nie zorientuje...

Amber Herd poprosiła Johnny'go Deppa gdzieś na początku ich relacji, żeby w należących do niego luksusowych apartamentach mogli zamieszkać jej liczni znajomi, w tym siostra i najbliższa przyjaciółka. Ten się zgodził i wynajął im mieszkania za darmo, co więcej narzeczeni siostry i przyjaciółki, którzy z czasem się tam wprowadzili, też nie musieli nic płacić. Cała ta zgraja latami korzystała z jego hojności jako rzeczy oczywistej, nie poczuwając do żadnej wdzięczności. Co gorsza, wzięli aktywny udział w niszczeniu dobrego imienia swego dobrodzieja, kiedy tylko nadarzyła się okazja. Można sobie obejrzeć nagrania z ich zeznań. Nóź się w kieszeni otwiera!!! Patrzę na jakąś ospałą niunię, która bez cienia zażenowania, a nawet z nuta pretensji w glosie łaskawie raczy odpowiadać na pytania (najczęściej, że nie pamięta). Skąd się biorą takie odęte k...wy uważające się za księżniczki? Nie pamięta kiedy się wprowadziła do luksusowego apartamentu całkiem obcego człowieka, tylko dla tego, że jej psiapsiółka chciała mieć swoje towarzystwo pod ręką. Trudno przecież oczekiwać, żeby taka drobnostka utkwiła jej w pamięci! Nie mogły znaleźć talerzy w kuchni, więc jedna drugą popchnęła, a tamta uderzyła.... To są dorosłe osoby około trzydziestki! Na koniec spotkała ją wielka krzywda, bo musiała się wyprowadzi i zamieszkać w skromniejszym lokum.... na koszt przyjaciółki!!!

Sama Amber Heard, która uważała męża za starego, grubego faceta, jeszcze w czasie trwania ich krótkiego małżeństwa spotykała się równie starym i grubym, ale znacznie bardziej nadzianym, Elonem Muskiem... Przy rozwodzie zniszczyła reputację Deppa oskarżając o swoje własne przewiny, przy czym wyceniła swoje 15 miesięcy bycia jego żoną na 14 milionów dolarów (łącznie wszystkie koszty, bez podatku)!!!

Niech mi ktoś wytłumaczy skąd się biorą takie kurwiszcza, bo za cholerę nie mogę pojąć. Powiedzmy, że ta zagrała w kilku filmach, więc wiele osób mogło podziwiać jej wyeksponowane wdzięki. Profesjonalna wizażystka przykleiła sztuczne rzęsy i pomalowała wargi na krwisto czerwono, a fryzjerka fachowo upięła rozjaśnione włosięta w kok. Czy to jest wyjaśnienie? Jeśli tak, to jak wytłumaczyć zachowanie psiapsiółki robiącej wrażenie opóźnionej w rozwoju, której należy się mieszkanie za darmo w luksusowym apartamencie jak psu zupa?

No cóż Johnny Depp nie doświadczyłby tego wszystkiego, gdyby chronił go jakiś kręgosłup moralny. Po prostu przeczekałby zauroczenie młodą aktorką, pozostał przy matce swoich dzieci i cieszył się urokami wieku średniego oraz swoim sukcesem w życiu zawodowym i prywatnym... Tymczasem jego nowa wybranka okazała się najdroższą kurwą świata, nawet licząc bez destrukcyjnego aspektu jej działań. Niestety, największym wrogiem człowieka jest jego własne serce. 

Kaz Marcinkiewicz, gdyby nie zawrót głowy od kariery, która go zdecydowanie przerosła, nie myślałby o wiązaniu się z osobą, której oczekiwaniom nigdy nie miał szansy sprostać, choćby ze względu na wiek. Pomijając tragi-komiczny aspekt jego przygody, smutno się robi myśląc o rodzinie, którą porzucił, a przy okazji zrobił z siebie pośmiewisko na cały kraj.

Amber Heard nie ułowiła Elona Muska, jej szanse na kolejną zdobycz tego kalibru będą maleć z każdym rokiem, zwłaszcza po numerze, który wywinęła Deppowi. Każdy potencjalny jeleń dwa razy się zastanowi, zwłaszcza, że jej uroda będzie teraz bladła. Izabel Marcinkiewicz w ciągu dekady z młodej zalotnej dziewczyny przedwcześnie zamieniła się w zgorzkniałą kobietę w średnim wieku...

Cóż, niebezpieczne jest dla starszych panów uwierzyć w swój nadzwyczajny sex appeal i zapragnąć być znowu młodymi u boku jakiejś "gwiazdy". Niebezpiecznie jest traktować człowieka jako symbol statusu, jak najnowszy model drogiego samochodu. Pod powabną powloką i jędrnym ciałem kryje się wnętrze pełne nie wiadomo czego, a może się zdarzyć, że czegoś paskudnego, co umyka niezauważone, kiedy kieruje się wzrok głównie na biust i pośladki...

Ludzie po przejściach w dzieciństwie- jak Depp - powinni bardzo uważać na osoby, do których ich ciągnie i doceniać dobre relacje, jakie udało im się stworzyć, nawet jeśli nie ma już w nich ognia. Może z żaru miłości pozostały jej owoce - nowi ludzie powołani do życia - i ciepło przyjaźni. Czy to warto zniszczyć dla chwilowego zauroczenia?

Ktoś mi powie, że jako osoba niezamężna, nie powinnam się wypowiadać. Odpowiem, że ja doceniam swoją samotność i w związku z tym nie rozumiem dlaczego ludzie żyjący w małżeństwie nie potrafią zobaczyć zalet swojego stanu. Ponadto mam pewien wgląd w relacje damsko-męskie z racji bycia kobietą.

Kiedy miałam ok. 27 lat poznałam rozwiedzionego mężczyznę o 15 lat starszego, który wydawał mi się mądry i dojrzały. Ciągnęło mnie do niego, ale był wtedy związany z inną. Kiedy w wieku lat 36 znowu go spotkałam, a on wyraźnie był zainteresowany "związkiem", wydal mi się stary, niezbyt mądry i trochę żałosny  w tym ciągłym poszukiwaniu młodych, atrakcyjnych kobiet, którym niewiele miał do zaproponowania. Żonaty już był, dzieci (dorosłe) już miał, szukał wyłącznie niezobowiązujących relacji. Nie załapałam się ani wtedy, ani wcześniej ani na starszego, ani na rówieśnika. Instynkt samozachowawczy mnie ostrzegł, albo - jak kto woli - Pan Bóg mnie uchronił. Dlatego dzielę się z tobą, czytelniku moimi skromnymi przemyśleniami.