Jest to pokusa, której zdecydowanie zbyt często ulegam. Pokusa wtajemniczania innych w swoje myśli, wątpliwości i lęki. Zawsze mam złudzenie, że ktoś patrząc z dystansu zobaczy coś, czego sama nie widzę, albo że samo wypowiedzenie tego w obecności życzliwej (jak sobie wyobrażam) osoby coś mi da.Cóż, teoretycznie tak mogłoby się stać, zwłaszcza w przypadku zwrócenia się do osób powołanych do tego i w jakiejś mierze kompetentnych. Dlaczego jednak tak się nie dzieje?
Ludzie nawet powołani do wysłuchiwania różnych rzeczy nie często spotykają się ze szczerością?
Jakieś tabu chroni dobrze przystosowane jednostki przed nią, a ten kto ten niepisany zakaz przekracza sam sobie winien? Może samo pragnienie szczerego podzielenia się swoimi myślami i wątpliwościami jest perwersyjne? Infantylne? Autodestrukcyjne?
Moje doświadczenie jest takie, że osoba wysłuchująca czegoś takiego nabiera przekonania, że ma do czynienia z kimś gorszym (ma jakieś wątpliwości? normalni ludzie nie mają! nie może sobie z czymś poradzić? niedorajda! coś mu nie wyszło? leń jeden darmozjad!). Co się robi z kimś gorszym? Trzeba go obrugać, zawstydzić, zignorować... lista możliwych reakcji jest długa i oczywiście można poczuć się znacznie lepszym od nieudacznika jednego.
Może osób, którzy nie odczuwają skrępowania, zażenowania, paniki w zetknięciu z czyjąś szczerością i umieją się na tym poziomie komunikować jest tak niewiele, że prawdopodobieństwo trafienia na jedną z nich jest praktycznie równe zero? Przypuszczalnie tak - ergo nie należy pod żadnym pozorem ulegać tej niebezpiecznej pokusie.
Amen.
Blog poświęcony życiu duchowemu niedźwiedzi polarnych i nie tylko. Autorka zamieszcza na nim swoje artykuły nigdzie wcześniej nie publikowane.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komunikacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komunikacja. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 1 lutego 2015
sobota, 31 stycznia 2015
O nieprzetłumaczalności doświadczeń
Nieprzetłumaczalność doświadczeń mnie dzisiaj obaliła. Jako osoba prostolinijna mówię tak szczerze jak potrafię, sądząc po odpowiedzi albo nie zostałam zrozumiana, albo ja nie rozumiem tego co usłyszałam.
Może właśnie dlatego zdani jesteśmy na przypowieści, obrazy, metaforę poetycką i pieśni.
W świętych tekstach jest tego pełno, ale czy w taki sposób można się komunikować z innymi ludźmi? Bardzo wątpię. Doświadczenia do pewnego stopnia pozostają nieprzetłumaczalne, mówimy o czymś zupełnie innym tymi samymi słowami.
Z drugiej strony kiedy kiedyś napisałam tekst o doświadczeniu, które dzielę z wieloma innymi ludźmi i jakimś niebywałym trafem został opublikowany, dostałam masę listów z podziękowaniami.
Czy te osoby podłożyły własną treść pod moje słowa, czy odnalazły w nich swoja historię?
Może właśnie dlatego zdani jesteśmy na przypowieści, obrazy, metaforę poetycką i pieśni.
W świętych tekstach jest tego pełno, ale czy w taki sposób można się komunikować z innymi ludźmi? Bardzo wątpię. Doświadczenia do pewnego stopnia pozostają nieprzetłumaczalne, mówimy o czymś zupełnie innym tymi samymi słowami.
Z drugiej strony kiedy kiedyś napisałam tekst o doświadczeniu, które dzielę z wieloma innymi ludźmi i jakimś niebywałym trafem został opublikowany, dostałam masę listów z podziękowaniami.
Czy te osoby podłożyły własną treść pod moje słowa, czy odnalazły w nich swoja historię?
Subskrybuj:
Posty (Atom)