Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sapkowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sapkowski. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 lutego 2022

O recenzjach 2 sezonu Wiedźmina (ciekawszych niż sam serial)

W zeszłym tygodniu zrobiłam sobie sesję oglądania recenzji 2 sezonu Wiedźmina na YouTube. Było to zajęcie znacznie bardziej fascynujące niż oglądanie samego serialu. Jestem pod wrażeniem sensowności uwag większości młodych recenzentów, ich znajomości materiału źródłowego i rzemiosła filmowego. Niezależnie od narodowości youtuberów, sprawności w posługiwaniu się językiem (polskim lub angielskim), znajomości fachowej terminologii, ich opinie były poparte konkretami, wynikały z logicznych przesłanek i wystawiały bardzo dobre świadectwo swoim autorom. Najczęściej powtarzające się zarzuty to:
  • wyrzucenie przez zespół scenarzystów - nonejmów materiału źródłowego do śmieci i zastąpieniu go własnymi pomysłami o wiele pośledniejszej jakości
  • brak logiki scenariusza
  • powielanie ad nauseam chwytów kina fantasy kategorii D
  • brak spójnego uniwersum
  • wiele niezrozumiałych decyzji jeśli chodzi o obsadę (tzn zrozumiałych wyłącznie w kluczu ideologicznym)
Zbudowana poziomem zdrowego rozsądku wśród młodego pokolenia kliknęłam na koniec w recenzję Tomasza Raczka, mocno już posuniętej w latach, gwiazdy PRL-owskiej krytyki filmowej. I tu zaskoczenie kompletne! Recenzja nie dotyczyła filmu tylko fanów Sapkowskiego i środowiska polskich pisarzy science fiction, z którymi Raczek zetknął się w latach 90-tych.

Serial netflixa recenzentowi się podobał, głównie z tej przyczyny, że został odarty z charakterystycznego dla Sapkowskiego "barokowego" języka, który kojarzy się Raczkowi z domem, gdzie ściany pokryte są boazerią, a róg koronkowej serwetki na telewizorze zasłania pół ekranu.
Można się domyślić, że odarcie adaptacji filmowej, ze wszystkiego (prócz imion bohaterów), co ma  związek z literackim pierwowzorem też go nie zasmuciło, ale dodał wspaniałomyślnie, tonem nieco protekcjonalnym, że rozumie dlaczego serial netflixa tak rozczarował fanów książek.

Przy okazji podzielił się swoim wspomnieniem ze zjazdu pisarzy science - fiction na zamku w Nidzicy, gdzie obecni byli m.in. Sapkowski, Wolski i Ziemkiewicz. Raczek wyjaśnił swoim widzom, że są oni związani z prawicą, która w owym czasie była w Polsce odsunięta od władzy, więc z frustracji wycofali się w świat fantazji, odgrodziwszy się od rzeczywistości parawanem, po wewnętrznej stronie którego malowali kunsztowne freski w złym guście.

Rzecz jest nie do obrony, gdyż Sapkowski akurat jest jednym z nielicznych w owym środowisku, którego poglądy są wyraźnie lewicowo-liberalne. Nawet tego pan wybitny recenzent nie wiedział! Słowem jest to wywód oparty na fałszywych przesłankach, błędnych domniemaniach, nieznajomości tematu i zadziwiającej obojętności wobec ewidentnych słabości serialu, wyraźnej nawet dla osób, które oceniały go jako autonomiczne dzieło, bez związku z literackim pierwowzorem.

Jeśli inne recenzje p. Raczka są podobnej jakości, to nie sposób zadać sobie pytania jak ktoś taki mógł zostać gwiazdą krytyki filmowej? Czy to kwestia wiadomej skłonności rozpowszechnionej w tzw. środowisku? Powiązania resortowe czy przez łóżko? Tego niestety nie wiem, ale zgaduje, że wszystkie PRL-owskie gwiazdy i ich pomioty tego rodzaju czynnikom zawdzięczały karierę. P. Raczek może mieć nieco wiecej ogłady niż przeciętny youtuber, ale co do meritum nie stoi nigdzie w pobliżu najbardziej nieokrzesanego z nich. Takie mamy elity!

czwartek, 26 grudnia 2019

Wiedźmin netflixa, czyli wiecej pięniędzy niż rozumu

Mój kontakt z prozą Sapkowskiego byl bardzo ograniczony. Po jednym opowiadaniu o wiedźminie zorientowałam się, że to stanowczo nie dla mnie. Męski punkt widzenia, męskie fantazje seksualne, burdele, bijatki i zupełnie współczesne przekleństwa kontrastujące z fragmentami bardziej archaizowanych tekstów (o krasnoludzkiej rzyci na przykład).

Polski serial obejrzałam z ciekawości. Super muzyka, kilku dobrych aktorów i atmosfera nie były w stanie przykryć braku pieniędzy na odpowiednie lokalizacje. Co gorsza dialogi były kiepsko napisane, a ich odtworzenie raziło sztucznością. O potworach i efektach specjalnych sie nie wypowiadam, bo mnie nie obchodzą.  Film wymagał od widza pracy wyobraźni - wysiłku wiary, że te ruiny to naprawdę zamek, swojski krajobraz to fantastyczna kraina itp.

Twórcy gier o Wiedźminie wykreowali zapierającą dech w piersiach scenerię, przylożyli się do strojów, uzbrojenia itp. Fragmenty, które widziałam w internecie są rewelacyjne. Muzyka - zwłaszcza piosenka Priscilli - porusza do łez. Świat, w który wchodzi odbiorca, jest spójny i przekonywujący, stąd  - jak sądzę - światowy sukces.

Serial Netflixa przypomina mi natomiast jedno z tych świetnie zrobionych amatorskich przedstawień teatralnych w szkołach jednopłciowych. Ani profesjonalna reżyseria, ani stroje wypożyczone z teatru, ani całkiem przyzwoita gra młodych aktorów nie może przykryć faktu, że wszystkie postacie odgrywane są przez nastoletnie dziewczęta lub chłopców. Widz musi nieustannie brać w nawias ten fakt, jeśli chce się dobrze bawić. Bez dobrej woli widza efekt jest raczej komiczny. Nikt nie weźmie 16-latki z przyczepioną brodą za starca, ani młodzieńca w peruce z warkoczami za dziewczynkę.

Szokujące dla mnie jest, że przy takim budżecie zaryzykowano ów komiczny efekt - murzyn w zbroji, negroidalny bardzo czarny elf z przyczepionymi uszami, Hinduska z garbem w europejsko wygladajacej wsi, ta sama Hinduska (już bez garbu) w płaszczu o współczesnym kroju i równie współczesnym makijażu bierze udział w polowaniu na smoka wśród karłów i rycerzy, minstel we współczesnych spodniach z rozporkiem na zamek uprawia muzykę pop posługując się lutnią i tak dalej.

W znanych wielkich produkcjach fantasy jak Willow, Władca Pierscieni czy Gra o Tron było dla twórców oczywiste, że określone krainy zamieszkują charakterystyczne dla nich ludy. Zadano sobie trud, żeby wybrać np ludzi o jasnej pigmentacji na Rohirrimów, a ciemnowłosych na Gondorczyków. Elfy musiały być wysokie i smukłe z charakterystyczną fryzurą itp. Wszystko to miało służyć wykreowaniu spójnego, sugestywnego  uniwersum wciągajacego odbiorcę. 

Twórcy Wiedźmina postanowili natomiast zgwałcić widza przez oczy (i uszy). Nic tam się nie trzyma kupy. Stroje to jakiś niewiarygodny wprost koszmar - główny bohater przez cały film gania w krótkiej kurtce i obcisłych spodniach zapinanych z przodu na wyraźnie wyeksponowane guziki. Pomysl skrajnie perwersyjny i wybitnie niepraktyczny. Suknie Yennefer, jej płaszcze, buty, fryzura i makijaż sa wybitnie współczesne i rażą w każdej scenie. Nie wspomnę miłosiernie o zbrojach i uzbrojeniu. Współczesna muzyka pop ma się nijak do dziwacznej scenerii. Patos i zadęcie licznych przemów o przeznaczeniu, losach świata itp wyglaszanych przez kolejnych bohaterów jest równie irytujące jak współczesne przekleństwa często gęsto sypiące się z ekranu. Serial jest głupi, męczący i nieatrakcyjny wizualnie. Szkoda tych pieniędzy i zmarnowanej okazji. 

Gdyby jedną dziesiątą budżetu podarowano twórcom polskiego Wiedźmina powstałoby dzielo - przez porównanie - wybitne. Wystarczyłoby zadbać o bardziej przekonywujace lokalizacje, poprawić dialogi i lepiej wybrać odtwórczynie ról kobiecych. W serialu z 2001 jedynie Karolina Gruszka jest podobna do ludzi i nie musimy sobie jej urody wyobrażać, po prostu ją widzimy na ekranie. Pozostałe aktorki, poza nieszczególnym wygladem (wielkie nosy, plaskie potylice, trwała na rzadkich włosiętach), mają bardzo irytującą, manierę wygłaszania swoich kwestii ni to teatralną ni to już nie wiem jaką. Może łatwiej byłoby się im odnaleźć, gdyby wszystkie dialogi napisane bylyby w jednej konwencji np bajkowo-archaizowanej.

W sieci dostępny jest film, inspirowany światem Wiedźmina, zrobiony przez fanów dla fanów pod wdzięcznym tytułem "Pół wieku poezji później". Nie jestem szczególnie zachwycona rezultatem, ale podziwiam zapał twórców. Brak środków jest wyraźnie mniej niebezpieczny dla efektu całości niż nadmiar.