Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cmentarz Grabiszyński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cmentarz Grabiszyński. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 maja 2022

Znowu o wdzięczności

 Byłam dziś na Cmentarzu Grabiszyńskim, który jak zwykle tętni życiem...

Niezwykle przystojna sójka

Wiewióreczka podczas rutynowej wizytacji nagrobków

Po krótkiej modlitwie za zmarłych z rodziny nad grobem ojca odbyłam swój zwykły spacer kontemplacyjny wśród pięknych, wysokich, starych drzew i odlotowego śpiewu ptaków. Najbardziej wybijały się wyrafinowane trele kosów...

Kos (samiczka) wcale się mnie nie boi

Następnie udałam się do parku po drugiej stronie ulicy, który z powodu silnego wiatru był znaczniej bardziej pusty niż można by oczekiwać w sobotę. Znacznie więcej słyszałam mowy ukraińskiej niż polskiej. Nad rzeką Ślęzą czteroosobowa ukraińska rodzina. Wszyscy zachwyceni, zwłaszcza chłopcy. Na moje oko późna podstawówka. Cieszą się wszystkim, zbiegają z wału nad samą wodę, żeby obserwować co się tam kryje po powierzchnią, a jest tego sporo...

Zaloty żabie


Nieuchwytna kurka wodna

Już dawno nie widziałam takich normalnych dzieci, które cieszą się spacerem z rodzicami i zachwycają otoczeniem dla wielu polskich rówieśników banalnym i nudnym (rodzice bawili się równie dobrze i był to naprawdę budujący widok). Być może tak wcale nie jest , być może przypisuję uchodźcom swoje własne uczucia, ale uderza mnie w wielu z nich wdzięczność właśnie. Nie twierdzę, że do nas albo do państwa polskiego, być może raczej do opaczności, losu czy jak go zwał...Bardzo to inspirujące.

Tak często człowiek na skutek niepowodzenia w jakiejś dziedzinie życia, odrzucenia czy innego przykrego doświadczenia, wpada do czarnej dziury i przestaje zauważać całe to bogactwo, którym jesteśmy otoczeni i swoje własne szanse w innych obszarach. Myślę, że jedynie wdzięczność może nas od tego uchować. Mam czasem przebłyski, kiedy widzę to z całkowitą jasnością, a kiedy przychodzi co do czego nie umiem rozstać się ze swoim problemem, nawet w rajskim otoczeniu starych drzew i otwartej przestrzeni nad rzeką...

Nawet gołąb grzywacz lubi popatrzeć na wodę


niedziela, 25 kwietnia 2021

O remoncie, przemijaniu i śmierci

Niedziela po remoncie łazienki. Nieziemskie zmęczenie, ból żył i spuchnięte kończyny przypominają, że zaliczam się do kategorii wiekowej 55+. Po moim mitycznym "zachodnim motorku", o który byłam posądzana w młodości ani śladu. Fakt, że zmogłam, choć z przygodami - łazienka pomalowana, wanna uszczelniona, grzyb wybity!!! 

Byłam wczoraj na grobie ojca na Cmentarzu Grabiszyńskim. Miejsce cudowne, mało ludzi, piękne stare drzewa, mnóstwo ptaków, a po grobach biegają wiewiórki. Życie i śmierć pogodzone. We mnie samej też. Za młodu nie mogłam udźwignąć psychicznie dorocznej wizyty na cmentarzu w dniu Wszystkich Świętych. Mój mózg zawieszał się próbując wyobrazić sobie co będzie ze mną po śmierci. Traciłam wątłe poczucie bezpieczeństwa i równie kruchą psychiczną stabilność na miesiąc. Rozsypywałam się.

Kryzys wieku średniego zmienił wszystko. Kto przeszedł, ten wie, że jest to doświadczenie podobne do śmierci (przy zachowaniu proporcji). Umiera dokładnie to na czym budowaliśmy swoje poczucie własnej wartości. Dla wielu kobiet to uroda ("atrakcyjność"), powodzenie u płci przeciwnej, dla wielu mężczyzn siła i sprawność fizyczna. Dla mnie była to "śmierć nadziei", utrata złudzeń co do przyszłości, że mi się powiedzie, gdyż jestem zdolna i mam potencjał... Uśmiecham się pisząc te słowa.
Naprawdę tak myślałam. Wiara w to motywowała mnie do wszystkich ambitnych działań. Tymczasem kryzys wieku średniego brutalnie usuwa nam spod nóg podłogę, lub wykopuje zydel spod siedzenia. Wisimy na ostrzu cyrkla w próżni, bez żadnego oparcia dla stóp. Panika jest potężna. Ufność jest jedyną opcją, jeśli chcemy przeżyć i nie zwariować. Im bardziej polegaliśmy na sobie tym trudniej się jej nauczyć.

Nie wiem jakie tajemnicze procesy dokonują się w głębi naszej istoty, ale coś zmienia radykalnie. Dla mnie najlepszym testem był mój stosunek do śmierci i cmentarzy, który zmienił się o 180 stopni. Teraz odwiedzanie grobów najbliższych jest zawsze doświadczeniem pozytywnym. Właściwie "uszczęśliwiajacym" byłoby bardziej trafnym określeniem. Wolę spacerować po cmentarzu niż po pobliskim parku, nie tylko ze względu na tłok i rowerzystów...

Dziś namierzyłam (przy pomocy pewnej pani)  dzięcioła czarnego (samiczkę):


Nie raz słyszałam ów charakterystyczny głos, ale nie mogłam go połączyć z żadnym znanym mi gatunkiem. 

Chwile, kiedy dane mi jest obserwować z bliska stworzenia boże w akcji uważam za specjalna łaskę z wysoka. Nie tylko dla nas życie składa się w przeważającej mierze ze stresu i wysiłku...