Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moda. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 czerwca 2019

O kobietach i mężczyznach, czyli konieczności akceptacji tego, czego nie wybieramy

Powiem coś skrajnie niepoprawnego politycznie: każdy z nas rodzi się albo mężczyzną albo kobietą (poza skrajnie rzadkimi przypadkami obojnactwa). Nie wybieramy sobie płci, podobnie jak nie wybieramy rodziny, w której przychodzimy na świat czy narodu, z którego pochodzimy. Nie wybieramy w niemowlęctwie języka, który będzie dla nas pierwszy i najważniejszy. Literatura w nim pisana i historia ludu, który się nim posługuje w dużej mierze nas ukształtuje czy tego chcemy, czy nie. Nie wybieramy sobie ludzi, z którymi chodzimy do szkoły, ani tych, z którymi pracujemy. Nie wybieramy sąsiadów, ani przechodniów na ulicy. Nie wybieramy koloru skóry, ani włosów, wzrostu, ani budowy ciała. Nie wybieramy czasów, w których żyjemy, ani statusu społeczno-ekonomicznego naszych rodziców. Nie wybieramy przykrych doświadczeń, które nas spotkają, ani ran które zadadzą nam inni ludzie. Jak się nad tym głębiej zastanowić tak niewiele wybieramy... Cała nasza inteligencja służy nam głównie do tego, jak obrócić sytuacje, których nie wybraliśmy, na swoją korzyść.

Jest sporo baśni ludowych pomagających nam to zrozumieć, z których najbardziej znane są Kot w butach i Konik Garbusek. Najmłodszy w rodzinie dostaje w spadku coś, co wydaje się całkowicie bezużyteczne i śmieszne zarazem. Cierpi porównując swoją sytuację do położenia starszych braci tak hojnie obdarowanych przez los. W którymś jednak momencie akceptuje swój pogardzany dar i wtedy właśnie odkrywa jego przydatność w konkretnych okolicznościach w których postawiło go życie. Dar przyjęty (nawet z trudem, po ciężkiej walce wewnętrznej) staje się źródłem błogosławieństwa, którego zazdroszczą starsi bracia tak bardzo - wydawałoby się - uprzywilejowani.

To jest prawda o naszym życiu, o potrzebie wdzięczności za wszystko, co dostaliśmy, a co nie było naszym wyborem. Na tym polega pokora - uznajemy, że ktoś, kto tym wszystkim zarządza, wie lepiej, co nam jest potrzebne i co jest dla nas dobre, niż my sami. Niełatwo jednak wzbudzić w sobie akceptację, nie mówiąc o wdzięczności, za coś, co jest obiektem drwin "starszych braci", pogardy świata i diabła, tak dobrze reprezentowanego w mediach i pop kulturze.

Gdzieś słyszałam, że diabeł szczególnie nienawidzi kobiet. Łatwo w to uwierzyć patrząc na "ideał urody kobiecej" lansowany przez show business, widoczny na obrazku poniżej (po prawej) zestawiony z nastoletnim chłopcem (po lewej) - prawdziwym obiektem pożądania homoseksualnych projektantów. Każdy się zgodzi, że dorosła kobieta nie wygląda jak dorastający chłopiec, co więcej z racji swojej biologii zdecydowanie nie powinna. Jak to się więc stało, że tego rodzaju dziwaczny pomysł zyskał tak wielu zwolenników? Dlaczego pozwolono homoseksualistom dyktować kobietom jak powinny wyglądać? Odpowiedź jest prosta - pieniądze. Przerabianie dorosłych kobiet na nastoletnich chłopców to żyła złota. Nikogo nie wzrusza, że są ofiary śmiertelne - zagłodzone na śmierć modelki i anorektyczne nastolatki.
1. Nastoletni chłopiec - marzenie pederasty 2. Chłopiec zastępczy - zagłodzona modelka o nietypowej budowie

Efektem ubocznym lansowania takiej "wizji kobiecości" jest odrzucenie własnego ciała przez większość kobiet, gdyż nawet te z natury wysokie i smukłe do ideału chudości,  właściwej dorastającemu chłopcu, się nie zbliżają. 

1.Tak wygląda "ideał" 2.3.4.5.6. Tak wyglądają normalne kobiety o różnej budowie ciała w optymalnej formie fizycznej
Nie trzeba być geniuszem, żeby widzieć, że w ciuchach projektowanych na chłopca zastępczego kobiety będą wyglądać po prostu śmiesznie, o wygodzie i zdrowiu nie wspominając. Całkowite niedostosowanie mody do kobiecej anatomii jest nieustannym źródłem frustracji i wrogości wobec własnego ciała, czyli najbardziej podstawowego zasobu, za który winniśmy nieustanną wdzięczność Bogu. Każdy to rozumie, kiedy zdrowie zaczyna mu siadać. Może więc nie warto czekać aż to nastąpi i przyjąć do wiadomości, że zdrowe ciało jest darem bezcennym, a jego wygląd jest dla każdego najwłaściwszy.

Wszystkim paniom zmagającym się ze zrozumieniem tej prostej prawdy polecam "Kochanka Wielkiej Niedźwiedzicy" Sergiusza Piaseckiego, który raz po raz daje wyraz zachwytowi nad coraz to inną niewiastą. Niezależnie czy jest niska i pulchna, wysoka i smukła czy też duża i silna autor zawsze domniemuje, że musi być "wspaniale zbudowana", a za każdym razem, kiedy udaje mu się to ustalić stwierdza, że ma śliczne ciało. Zachwycają go zdrowe zęby i różowe dziąsła widoczne w uśmiechu, grube, ciemne warkocze i rude loki, rumieńce i porcelanowa bladość skóry - wszystko, czym Pan Bóg obdarzył kobiety na jego drodze. Piasecki nie był aniołkiem, mówiąc bardzo oględnie, ale jego szczery zachwyt nad urodą kochanek jest ujmujący.

Ten zachwyt kobiecością w dzisiejszych czasach przejawia się dość perwersyjnie:

1. Wannabe powabna blondynka  2. Prawdziwa powabna blondynka



Mężczyzna po lewej zamiast zainteresować się stojąca obok powabną blondynką sam postanowił nią zostać. Dlaczego? Co mu to robi? Dlaczego właściwie mężczyźni na paradach homoseksualistów przebierają się za kobiety (czy raczej kokoty)? Czy to znacząco nie zmniejsza ich szans w tym towarzystwie? Czy też jest tak jak rudymi włosami - prawdziwe są powodem do regularnych prześladowań w dzieciństwie i młodości, a farbowane mają dodawać urody byłym prześladowczyniom. Są godne szyderstwa i potępienia, a jednocześnie każda baba, która je zobaczy, na drugi dzień ma sztuczną wersję ich koloru, łącznie z charakterystycznymi jaśniejszymi pasmami wypłowiałymi od słońca na wierzchu.

Homoseksualiści nienawidzą kobiet, brzydzą się kobiecością, a jednocześnie wbijają w "seksowną" bieliznę i burdelowe kiecki, a owłosione odnóża w pończochy i buty na obcasach. Widok męskich twarzy z ciężkim makijażem i teatralnych peruk we wszystkich kolorach tęczy na ich głowach jest szczególnie ciężki do zniesienia.

A może to po prostu narcyzm, zwyrodniała męska próżność, którą tak łatwo zaobserwować w niektórych kulturach Afryki i Azji. Mężczyźni z plemienia Masajów czy Tybetańczycy to tamtejsza płeć piękna, wystrojona we wszystkie dostępne  wspaniałości, służąca głównie do funkcji reprezentacyjnych, podczas gdy niepozorne, skromne kobiety - oprócz rodzenia i wychowania potomstwa - odwalają całą robotę. Taki model wprowadzali Sowieci na kresach wschodnich II RP po wojnie - mężczyźni do wszystkich możliwych służb mundurowych, kobiety do ciężkiej fizycznej pracy. Ilość zbieżności między pogaństwem, a komunizmem jest uderzająca.

Jego najnowsza mutacja - genderyzm posuwa się jeszcze dalej - chce przerobić mężczyzn na karykatury kobiecości - wypindrzone kokoty, a kobiety na mrówki robotnice odarte ze swej urody, wychudzone do granic możliwości albo nabite i klocowate, wbite w ciasne gacie i bezkształtny podkoszulek ostrzyżone na jeża, wytatuowane, podziurawione i bezpłodne.

Doznałam szoku na widok nastoletniego młodzieńca przyglądającego mi się z zazdrością, dokładnie tym samym zawistnym spojrzeniem jakim zazwyczaj mierzą mnie kobiety obawiające się konkurencji. Rozsądne pytanie brzmi: w jakiej dziedzinie młody chłopak może konkurować z panią w średnim wieku? Otóż chodziło mu o mój kapelusz - starożytną, mocno wypłowiałą amazonkę, nasuniętą na czoło (celem ochrony zatoki czołowej). Młodzieniec szedł wprawdzie z dziewczyną, ale bardziej zainteresowany był własną "atrakcyjnością". Nie zwróciłam uwagi na jego strój, ale rzucał się w oczy kapelusz zsunięty na tył głowy, noszony nie jako nakrycie głowy, ale ekstrawagancka ozdoba aspirującego do oryginalności początkującego "dandysa".

To, że męska próżność n-krotnie przewyższa kobiecą, każdy wie. Kultura chrześcijańska wypracowała system zabezpieczeń przed jej wynaturzeniem. Mężczyzna ma pracować celem utrzymania swojej rodziny, a gdy trzeba walczyć w jej obronie. Ma być oparciem dla kobiety, a nie wyrośniętą księżniczką na ziarnku grochu. W ten sposób jego energia zostaje skanalizowana i obrócona na dobro wspólne i rozwój własny.

Bez tego rodzaju wychowania uzyskujemy plejadę najdziwniejszych indywiduów: Piotrusiów Panów na hulajnogach roztrącających starsze panie na chodniku lub pływających skuterami wodnym przy brzegu, w wodzie po kolana, wśród kąpiącej się dziatwy albo też męskie kokoty ze sztucznym biustem i piórkiem w zadzie pląsające na paradach homoseksualistów...

Zarówno bycie kobietą jak i mężczyzną ma swoje dobre i złe strony. Nie podejmuję się rozstrzygać co jest trudniejsze albo bardziej niebezpieczne. Nie wiem czy będąc matką bardziej martwiłabym się o syna czy córkę. Świat i diabeł czyha na oboje. Mój ojciec mawiał "ufność trzeba mieć", intuicja podpowiada mi, że wdzięczność jest równie ważna. Mamy to co mamy, a nie to, co chcielibyśmy mieć. To co istnieje jest lepsze niż to, czego nie ma (na tym stwierdzeniu opiera się dowód na istnienie Boga św. Anzelma).




czwartek, 20 czerwca 2019

Jeszcze o chodzeniu w sukienkach

Jak wspomniałam w poprzednim wpisie cierpię widząc pulchne panie w upały wbite w grube czarne spodnie i takież bezkształtne podkoszulki. Mój patent na noszenie sukienek bez obcierania ud jest prosty - pod spodem lekkie, szerokie gatki do kolan najlepiej z satyny jedwabnej lub bawełnianej, może być z minimalnym dodatkiem elastanu uszyte na wykrojkę luźnych spodni od piżamy. Można też wybrać dzianinę jedwabną lub wiskozową i skorzystać z wykrojki na kolarki lub legginsy z jakiejś starej Burdy (jeśli ktoś nie umie sam tego zaprojektować) i uzyskać lekkie przylegające "reformy". W obu przypadkach spodenki nie mogą być zbyt krótkie, bo będą podjeżdżać do góry, a nogi się obetrą.

Rzecz pozwolę sobie zademonstrować na moich najbardziej "substancjalnych" wirtualnych modelkach:
- pulchnej i niewysokiej

1. Wygodna bielizna 2. Lekkie szerokie gatki chroniące uda przed obcieraniem 3 . Wdzięczna, kobieca sukienka

- wysokiej i mocno zbudowanej
1.Wygodna, sportowa bielizna 2. Lekkie szerokie gatki. 3. Zgrabna, rozpinana sukienka z paskiem
Na szerokie gatki do kolan trzeba ok. 1 m materiału podwójnej szerokości (1,5 lub 1,4 m), na "kolarki" z dzianiny ok. 60 cm (też podwójna szerokość). Materiał powinien być lekki, śliski i mocny, najlepsza jest gęsto tkana satyna jedwabna (w tym roku uszyłam z satyny bawełnianej z lekką domieszką elastanu i też jest O.K. ) Satynowe gatki przy okazji pełnią rolę pół-halki, co sprawia, że sukienki lepiej leżą i nie prześwitują. Szyje się je za jednym "posiadem", a chodzi co najmniej sezon. Wiosną i jesienią można je nosić na rajstopy w charakterze halki. "Reformy" z dzianiny są znacznie mniej trwałe. Uszyte z grubszej bawełny są doskonałe nad morze, gdzie można zakładać je także pod regularne krótkie spodenki celem uniknięcia przewiania ważnych narządów.

Noszenie sukienek, zwłaszcza latem, jest jedną z większych przyjemności dnia codziennego, a pulchne panie na ogół wyglądają w nich super, a już na pewno znacznie lepiej niż w grubych czarnych spodniach i T-shircie.

środa, 19 czerwca 2019

Dlaczego kobiety nie chodzą w sukienkach?

Jadę windą z dwiema obcymi kobietami - jedna z nich młoda, ładna i zgrabna, ubrana w modny kombinezon w paski, druga w średnim wieku w spodniach i T-shircie. Nie krępując się mną rozmawiają o ciuchach. Ta w kombinezonie wyznaje, że nie lubi chodzić w sukienkach, bo - o ile dobrze zrozumiałam - obcierają się jej uda od wewnątrz. Druga spieszy z zapewnieniem, że ma taki sam problem. Słucham tego wszystkiego i uśmiecham się do siebie - znam nie tylko problem ale i jego rozwiązanie...

Zanim się jednak nim podzielę, pozwolę sobie na krótką refleksję o anatomii, modzie i ideale urody lansowanym nachalnie przez show business. Na początek zamieszczam 2 rysunki prezentujące typowe kobiece sylwetki, dla porównania uwzględniam też "ideał" do którego mamy dążyć.

1. Wysoki wzrost, smukła sylwetka 2. Średni wzrost szczupła budowa 3.Niewysoka i pulchna

4. Ideał lansowany przez show business 5.Wysoki wzrost mocna budowa 6. Średni wzrost, bardzo szczupła talia, szerokie biodra i duży biust
Jesteśmy tak wytresowane ciągłą koniecznością odnoszenia się do "ideału urody kobiecej" wykreowanego przez homoseksualnych projektantów, że nie jesteśmy w stanie ucieszyć się tym, co natura dała nam wszystkim. Nie zdajemy sobie sprawy, że charakterystyczne cechy kobiecej sylwetki jak biust, talia i biodra (oraz włosy na głowie do śmierci) są nie tylko atrakcją dla normalnych mężczyzn, ale obiektem autentycznej zazdrości tych bardziej pogubionych. Przekonałam się o tym nieoczekiwanie dla siebie...

Idę sobie pewnej niedzieli do kościoła dominikanów ulicą Wita Stwosza, a na przeciwko mnie grupa 3 młodych mężczyzn, w tym jeden przebrany za kobietę, a raczej laskę - podkoszulek na ramiączkach, hot pants i pomarańczowa peruka na biednej głowinie, całości dopełniał operetkowy makijaż. Zatrzymałam na chwile wzrok na tym zjawisku chcąc upewnić się, czy dobrze widzę, aż młody transwestyta zrobił minę, a nawet rzucił się w moim kierunku z odgłosem przypominającym rozzłoszczone zwierzątko.

Moje błądzące spojrzenie z całą pewnością nie uzasadniało takiej reakcji, zwłaszcza, że duży silny facet przebrany za laskę raczej powinien być przygotowany na zaciekawione spojrzenia zdezorientowanych przechodniów. Patrząc na uczestników tzw parad równości w damskiej bieliźnie naciągniętej na męskie ciała nie mogę się oprzeć wrażeniu, że oni nam po prostu zazdroszczą tych kilku drugorzędnych cech płciowych, do których nie przywiązujemy wagi. Nie zdajemy sobie sprawy, że ktoś może pragnąć wcielić się w kobietę - jakąkolwiek kobietę.

Warto więc docenić to wszystko co dostałyśmy za darmo, w tym charakterystyczne kobiece nogi, z tkanką tłuszczową odkładającą się na udach, co jest przyczyną obcierania się podczas upału. Patrząc na obrazki powyżej można łatwo zauważyć, że nawet szczupłym kobietom uda stykają się na pewnej wysokości.

Ponieważ serce mnie boli patrząc na pulchne  dziewczyny wbite w grube czarne spodnie i  takież bezkształtne T-shirty w dziki upał, w następnym odcinku zaprezentuje mój patent.