wtorek, 15 października 2013

Nawet w grobowcach my jeszcze żołdacy i hufiec Boży

Logicznym krokiem rozpoznania, że nieustannie bierzemy udział - świadomie lub nie - w walce duchowej jest przyjęcie do wiadomości, że bycie wojownikiem, rycerzem, żołnierzem jest naszym podstawowym powołaniem. Wszak wojowaniem jest życie człowieka.
Takie postawienie sprawy rewolucjonizuje nasze postrzeganie rzeczywistości.
Jest wojna i my bierzemy w niej udział i nie mam tu nawet na myśli wojny cywilizacji życia, przeciw cywilizacji śmierci, która jest ewidentna, ale nieustanne zmaganie z atakującymi nas demonami goryczy, zazdrości, zwątpienia, zniechęcenia, nawyku ciągłego narzekania itp.

Nie zmorzy nas głód ni żaden frasunek
ani zhołdują żadne świata hołdy
bo na Chrystusa my poszli werbunek
na jego żołdy

piątek, 27 września 2013

O walce duchowej małe co nieco

To zupełnie niezwykłe, jak przyjęcie do wiadomości czy też zdanie sobie w pełni sprawy, że istnieją byty duchowe, które - mówiąc oględnie - nie są nam życzliwe, zmienia wszystko.
Myśl, że to co brałam za moją gorycz, moją rozpacz, moje myśli samobójcze, moje zwątpienie, mój lęk, moją potrzebę kontroli może być suflowane przez kogoś, kto ma swoją własną agendę stojącą w, jaskrawej sprzeczności z moimi celami życiowymi, ze szczególnym uwzględnieniem mojego dobra, jest odświeżająca.
Zawsze uważałam, ze człowiek wędrujący po kraju Mordor, gdzie zaległy cienie potrzebuje przede wszystkim dobrej mapy i kompasu oraz wiedzy z kim może mieć do czynienia i jak się przed nim bronić.
Co dziwne, Kościół Katolicki, który taką wiedzę i rozeznanie ma na stanie, zachowuje się czasem tak, jakby się jej wstydził.

czwartek, 26 września 2013

O goryczy i wdzięczności

Po długim okresie taplania się w gniewie i goryczy doszłam do wniosku, że jeżeli nie chcę w tym utonąć, to jedynym rozsądnym wyjściem jest postawa wdzięczności tzn.. świadome jej przyjęcie.
 Przyszło mi to do głowy, kiedy szłam na zajęcia z moimi młodymi klientami tak ustawionymi w życiu, że wolę nie dochodzić kim byli ich rodzice i dziadkowie.

Ciekawe jak długo wytrwam tym razem...

poniedziałek, 23 września 2013

Jest JEDEN Bóg?

Zawsze modliłam się do Boga, który "dźwiga z prochu nędzarza i podnosi z gnoju ubogiego (albo odwrotnie, nie pamiętam dokładnie), aby posadzić go wśród książąt, książąt swego ludu", do Boga, który sprawia, że bezpłodna rodzi siedmioro i temu podobne figle.
 Widzę działanie tego Boga w życiu wielu ludzi, w tym niewierzący i niepraktykujący są nadreprezentowani. Natomiast nie widzę w swoim własnym życiu.
 Wołam w przestrzeń i czuję, że jest pusta, że nie ma tam tego, do którego wołam przez całe moje życie (lat 47 i coś). Czuję rozpacz.
Natomiast cały czas gdzieś za moim ramieniem ktoś rozsądny mówi do mnie: "teraz o tym nie myśl, bo zwariujesz", "zajmij się tekstem, który masz napisać", albo "poproś właściciela mieszkania, żeby przedłużył ci okres wypowiedzenia ze względu na złamaną rękę" itp. Są to rzeczy rozsądne i zdroworozsądkowe, jakby mówił je ktoś życzliwy, może życzliwy współwięzień, który odsiaduje w tej samej celi, ale znacznie dłużej i wie jak przez to przejść, żeby nie zwariować. Taki ktoś jest i jest życzliwy, ale nie można poprosić go o znalezienie pracy czy coś w tym stylu, bo jego kompetencje tam nie sięgają.
Kim więc jest?
Czy ma jakiś związek z Bogiem Biblii? Z Chrystusem? Z Aniołem Stróżem?
Gdyby przez jakiś nadzwyczajny przypadek ktoś znał odpowiedź na te pytania, będę niezmiernie wdzięczna za podzielenie się nią ze mną.

czwartek, 18 lipca 2013

Droga Krzyżowa

Świadkowie

Poncjusz Piłat
Podobno jest świętym w kościele nubijskim; etiopskim albo koptyjskim, nie pamiętam, bo orzekł niewinność Jezusa i umył ręce od jego śmierci…
Dla mnie jest postacią tragiczną w jakimś sensie, bo rozumie, że Jezus nie tylko jest niewinny, ale też że jest kimś niezwykłym.
Nie rozpoznaje swojej wielkiej szansy, nie jest na to gotowy albo zabrakło mu odwagi.


Żona Piłata
To postać tajemnicza. Ona także zdaje sobie sprawę z niezwykłości osoby Jezusa, ale niewiele może mu pomóc
Jakieś fatum ciąży nad nimi. Fatum albo inercja…
Być może jest tak zawsze i z wszystkimi, nikt nigdy nie jest gotowy albo nie może uwierzyć, że to właśnie teraz…


Cyrenejczyk
Cyrenejczyk został zmuszony, nie miał bladego pojęcia w czym bierze udział. Był pewnie wściekły albo sfrustrowany sytuacją w której się znalazł…
Przymus rodzi bunt i jest to rzecz absolutnie niemożliwa przyjąć na wiarę, że koszmarna sytuacja, w której się znajduję to np. pomaganie Bogu w zbawianiu świata, jak w przypadku Cyrenejczyka…


Weronika
Kim jest Weronika? Być może to osoba, która nie zastanawia się co powinna a czego nie powinna, do czego jest a do czego nie jest powołana, tylko obecna tu i teraz, po prostu robi to co należy zrobić.
Idzie za odruchem serca nie wpadając w pułapkę spekulującego umysłu.
Zostaje wynagrodzona Prawdziwym Wizerunkiem, cokolwiek by to mogło znaczyć…


Jan
Rzadko kto ma takie doświadczenie jak Jan, doświadczenie bycia Umiłowanym
Jest jak puste naczynie, w które Jezus wlewa swoją miłość…
Czuje się tak doskonale bezpieczny i pewny miłości swojego Mistrza, że nie jest o nikogo zazdrosny.
Doświadczenie tej miłości daje mu siłę, aby wytrwać pod krzyżem i wspierać Maryję w jej bólu.
On jeden spośród uczniów wytrwał na Golgocie, bo tylko on jeden był Umiłowany…


Magdalena
Jej miłość i tęsknota za jego miłością… Nic o tym nie wiadomo, żeby była umiłowaną uczennicą, choć ona pierwsza została świadkiem Zmartwychwstania.
Magdalenę pod krzyżem trzyma jej własna miłość do Jezusa. Żadna siła we wszechświecie nie powstrzymałaby jej przed towarzyszeniem mu do końca, bo „jak śmierć potężna jest miłość…”

sobota, 13 lipca 2013

O krzyżu

KRZYŻU CHRYSTUSA
BĄDŹ NAM POZDROWIONY

Chrzest
Jest własnoręcznym podpisem jaki składamy pod zgodą na udział w męce i śmierci Jezusa.
Dlatego powinni przyjmować go ludzie w pełni świadomi na co się decydują.
Nasza Droga Krzyżowa jest bardziej rozciągnięta w czasie, kosztem intensywności, zwykle trwa całe życie.

Dzieciństwo i Młodość
Najgorszy jej odcinek przypada na dzieciństwo i młodość, kiedy nie jesteśmy zdolni do przyjęcia krzyża świadomie i nie rozumiemy czemu ma on służyć.
Być może jest to uzasadnienie chrztu niemowląt – umocnienie na ten najtrudniejszy okres życia, czas totalnej bezbronności i zależności od innych.
 

Utrapienie
„Jeżeli masz zamiar służyć Panu, przygotuj swoją duszę na doświadczenie! Zachowaj spokój serca i bądź cierpliwy, a nie trać równowagi w czasie utrapienia... Bo w ogniu doświadcza się złoto, a ludzi miłych Bogu - w piecu utrapienia”
Te słowa każdy powinien usłyszeć przed chrztem, a jeśli nie, to we wczesnej młodości, żeby wiedzieć jakie są konsekwencje przyjęcia Chrystusa i przygotować się na nie psychicznie.

„Przygotowanie do życia”
W przypadku dziewczyny ogranicza się do obsesyjnego lęku o jej cnotę. Tak jakby utrata dziewictwa przed ślubem czy ciąża przed maturą były najgorszymi albo zgoła jedynymi problemami, jakie mogą ją spotkać w życiu.
Jakby kobieta sprowadzała się wyłącznie do swoich narządów rodnych w mniej lub bardziej atrakcyjnym opakowaniu.


„Przygotuj swoją duszę na doświadczenie”
  To znaczy przygotuj się na totalne odrzucenie, na nieufność albo wręcz wrogość ludzi którzy uważają się za sprawiedliwych, na oszczerstwa i samotność.
  Przygotuj się na ciągła walkę o utrzymanie równowagi psychicznej, na składanie jej z kawałków co rano, na potworny lęk.

Ciemność
A nade wszystko przygotuj się na ciemność. Na to że nigdy nie będziesz pewna czy idziesz w dobrym kierunku i czy w ogóle się posuwasz
Nie będzie mądrych na twojej drodze, chyba że sama staniesz się mądra.
Nie będzie żadnego „powołania”, którym byś mogła się podeprzeć.
 

Prawda
„Aż do śmierci stawaj do zapasów o prawdę, a Pan Bóg będzie walczył o ciebie”.
Prawda jest jak błysk światła w ciemności, jak powiew świeżego powietrza w dusznym pomieszczeniu.
To najważniejsza rzecz w życiu. Sprzeniewierzyć się prawdzie to umrzeć.
 

Mądrość
„Kto jej zaufa ten ją odziedziczy
   i posiadać ją będą jego pokolenia.
 W początkach powiedzie go trudnymi drogami, bojaźnią i strachem go przejmie,                  dręczyć go będzie swoją nauką,
   aż nabierze zaufania do jego duszy
   i wypróbuje go przez swe nakazy;
Następnie powróci do niego po drodze gładkiej i rozraduje go, i odkryje mu swoje tajemnice.”

Obróbka
Bóg jest jak rzeźbiarz pracujący w materiale twardym.  Widzi kształt ukryty w bloku kamienia czy w pniu drewna, jego wewnętrzną prawdę i piękno, i usiłuje go wydobyć.
Żaden z etapów tej obróbki nie jest przyjemny dla opornej materii – ani obciosywanie siekierą, ani dłubanie coraz cieńszymi, precyzyjniejszymi dłutami, ani wygładzanie powierzchni papierem ściernym.


Zaufanie
Chwile oddechu są nam dane, gdy Boski Mistrz odkłada narzędzia i przygląda się swemu dziełu, planując następny ruch.
Najtrudniejsze dla nas jest to, że nie wiemy do czego ta obróbka zmierza i nie potrafimy współpracować z Bogiem, gdyż niezrozumiałe cierpienie rodzi bunt.
Najtrudniej jest zaufać, że On wie co robi.

poniedziałek, 8 lipca 2013

O rzeczach ostatecznych

O Śmierci i Zmartwychwstaniu
rozważania niekompetentne

Córka Jaira
Śmierć córki Jaira jest realna. Ból jej matki także. Podobnie jak koszmarne napięcie ojca kurczowo trzymającego się nadziei na ratunek, blednącej z każdą sekundą wobec ewidentnego ociągania się Jezusa.
Na co czeka Jezus? Na śmierć dziewczynki, aby móc ją wskrzesić? Na śmierć nadziei jej rodziców?


Wskrzeszenie Córki Jaira
Jezus przychodzi do sytuacji beznadziejnej. Jego wezwanie do ufności powitane jest drwinami. Dokonuje rzeczy niemożliwej
Z drugiej jednak strony ból utraty przeżyty przez rodziców dziecka był całkowicie realny i nie mniejszym cudem jest, że w chwilę potem byli zdolni do radości.
Łazarz
Przypadek Łazarza jest jeszcze bardziej niepokojący. Jezus czeka nie tylko na jego śmierć, lecz także na rozłożenie się zwłok w grobie.
Maria i Marta przechodzą długą drogę od nadziei, że Jezus przybędzie, przez pełne napięcia oczekiwanie, ostry ból straty do łagodnego smutku i pogodzenia się ze śmiercią brata.


Wskrzeszenie Łazarza
Łazarz po czterech dniach przywrócony do życia nie jest już tym samym człowiekiem, podobnie jak jego siostry, które doświadczyły prawdziwego bólu i lęku towarzyszącego śmierci bliskiej osoby.
Właściwie trudno sobie wyobrazić jak ich serca i umysły poradziły sobie z tą nieoczekiwaną odmianą.
Śmierć Jezusa
Dla Marii, Jana i Magdaleny droga na Golgotę musiała być dłuższa niż cała reszta ich życia. W którymś momencie nadzieja, że to się nie może stać musiała w nich umrzeć. Od któregoś momentu już wiedzieli, że to się stanie.
Składali martwe ciało Jezusa w grobie sami zmartwiali wobec potworności tego, co się wydarzyło.


Ból Magdaleny
Magdalena udając się do grobu przed świtem nie oczekiwała nowego ciosu – zniknięcia ciała Mistrza, które chciała namaścić.
Czucie zostaje przywrócone jej sercu i na nowo może doświadczać bólu, pozbawiona nawet tej pociechy, jaką niesie wykonanie ostatniej posługi wobec  zmarłego


Zmartwychwstały
Jezus pojawia się w samym środku bólu Magdaleny, rozczarowania uczniów (a myśmy się spodziewali), lęku i zwątpienia apostołów.
Nikt z nich nie rozpoznaje go od razu bo to jest już inny, Zmartwychwstały Jezus.
Będą potrzebowali czasu aby zrozumieć co się właściwie stało i co to dla nich oznacza.


Śmierć i Zmartwychwstanie
Są częścią życia każdego człowieka i właściwie trudno powiedzieć co jest trudniejszym doświadczeniem  - patrzeć na koniec swoich planów, pragnień i marzeń czy też budzić się z błogosławionego odrętwienia śmierci i na nowo doświadczać bólu i niepokoju nowej nadziei.
Bóg jest wymagający!
Nadzieja Chrześcijanina
Na co właściwie Chrześcijanin może mieć nadzieję?
Czy na to, że życie na ziemi jest tylko stroną tytułową tej cudownej opowieści, która nastąpi po śmierci?
Czy może na to, że Jezus przyjdzie ponownie za naszego życia i wyzwoli świat spod obcej okupacji?
„Wspaniały plan”
A może na to, że „Bóg ma dla naszego życia wspaniały plan” i w pewnym momencie my także zobaczymy wspaniałość tego planu? Za życia? Po śmierci?
Albo na to, że Królestwo Boże już teraz jest w nas ? A jeśli tak to jak go doświadczyć?
„Pragnienie Nieba”
Czy jest ono pragnieniem śmierci, która miłosiernie kończy naszą bolesną wędrówkę po tym padole łez?
Czy może tęsknotą za doświadczeniem miłości i akceptacji, której nie znajdujemy w życiu na ziemi?
Czy Chrześcijanin powinien pragnąć śmierci czy też być wdzięczny za dar życia?
„Ostateczne Uzdrowienie”
A jeśli śmierć jest „Ostatecznym Uzdrowieniem”, to jak można jej nie pragnąć?