Pokazywanie postów oznaczonych etykietą procesja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą procesja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 maja 2024

Boże Ciało 2024

W tym roku procesja odbyła się bez prób jej zakłócenia. Nawet była ochrona policji. Wyszłam więc z poczuciem pewnej ulgi, nieco przedwczesnej, jak się okazało.

Wracam sobie czujac się odświętnie, kiedy na promenadzie staromiejskiej, na zatłoczonej alejce dla pieszych mijają mnie dwa rowery - mężczyzna i kobieta w średnim wieku. Na moje stwierdzenie, że to ścieżka dla pieszych, a rowerowa jest obok (calkiem pusta), baba odpowiada, że nie jest głucha, a facet, że co z tego. Wjeżdżają w tłum pieszych wracajacych z procesji. Na przejściu też nie zjeżdząją na przejazd dla rowerów (całkiem pusty). Jestem dość wku.wiona więc podchodzę do baby i informuje ja, że to przejście dla pieszych.

- Zaraz w panią wjadę, jak będzie się pani tak nadstawiać - grozi mi

- A ja pani przyładuję parasolką - ostrzegam.

- Dawaj pani - zachęca mnie babiszon pewny swej bezkarności. 

Niewiele myśląc zamachuję sie parasolką, aż przestraszona baba łapie mnie za rękę. Ludzie na światłach mają przedstawienie. Niektórzy głośno komentują (o mnie, że byłam przed chwilą w kościele)

Rowerzystka dalej się odszczekuje, ale straciła rezon. Nie może uciec, bo na przejściu tłok. Z trudem pokonuje ulicę. Po przeciwnej stronie znowu wjeżdża (ona i jej chłop) na ścieżkę dla pieszych.

Jakie jest racjonalne wytłumaczenie takiego zachowania, niech mi ktoś wytłumaczy!

Po obiedzie King-Kong z dołu zakłóca święto odgłosami remontu. Remont trwa od ponad roku i rok temu też zakłócał święto Bożego Ciała.

Wiadoma centrala dostała pierdolca. Jednak to święto i te procesje bardzo są dla niej denerwujące!

Co robi chrześcijanin w takich sytuacjach? Nie reaguje? Cierpliwie znosi? Czy też próbuje jakoś temu zaradzić? Ja na ogół próbuję - skutek raczej słaby. Jeżeli ktoś słyszał o rekolekcjach jak po chrześcijańsku skutecznie pacyfikować rowerzystów na chodnikach i uciążliwych sąsiadów, niech da znać.

Nie mam zdrowia komentować sytuacji w kraju pod rządami Tuska, bo szlag mnie trafia na samą myśl. Co istotniejsze informacje repostuje na swoim koncie twiterowym (Wilhelmina@Wilhelm22593612). Jednak zadźganie naszego żołnierza (jest w stanie ciężkim) przez bandytę na granicy polsko - białoruskiej mnie po prostu obaliło. Dlaczego nasi żołnieże nie robią użytku z broni, którą noszą? W obronie własnej chyba mają prawo?

Słucham iluś tam wypowiedzi Dobromira Sośnierza, który zadaje dokładnie to samo pytanie. To co słyszy od innych uczestników programu, bądź prowadzących przyprawia mnie o mdłości. Najbardziej wpieprzyła mnie posłanka Mucha, która uznała, że ktoś kto domaga się skutecznej obrony granic stawia sie poza granicami czegoś tam, podczas, gdy zadźgany żołnierz walczy w szpitalu o życie, a ratownicy medyczni, ktorzy udzielali mu pomocy zostali obrzuceni kamieniami.

Chyba jestem bardzo złym człowiekiem, ale kopała bym tą Muchę po ryju, aż by została z niej kałuża, a na granicy postawiła jej synów. Kiedy by ich zadźgano, albo utłuczono kamieniami zaprosiłabym ją do studia i kazała opowiadać o granicach czlowieczeństwa. Albo zmusiłabym ją do zamieszkania pod jednym dachem z mordercami jej dzieci i transmitowała tę sielankę przez 24 h na dobę.

Siedzę i sama się w sobie nie mieszczę nie tylko patrząc na swoje życie - jak śpiewał Kaczmarski - lecz także na tę zgraję imbecyli wynajętych przez Berlin (via Bruksela) do administrowania naszym krajem. Skąd oni biorą takich kretynów i takie kretynki. Chyba zorganizowali casting.

Boże miej nas w swojej opiece!!!




czwartek, 8 czerwca 2023

Boże Ciało i walka duchowa

Czekam pod kościołem Bożego Ciała na Świdnickiej na rozpoczęcie procesji (msza w św. Dorocie kończy się nieco wcześniej) i przypomina mi się Lublin 1985 i kilka następnych lat, kiedy studiowałam na KULu. Procesja wychodziła z Katedry i przez Krakowskie Przedmieście i Aleje Racławickie (czyli główne ulice miasta) szła do kaplicy KUL- owskiej, przy całkowicie zatrzymanym ruchu! To była komuna, tuż po stanie wojennym. Mój szok byl totalny. Taka skala świętowania wymagała nie tylko zgody, ale pelnego zaangażowania wladz miasta!

Procesja z kościoła św. Doroty we Wrocławiu w latach 70-tych i 80-tych zasadniczo obchodziła tylko kościół z konieczności zahaczając o kawalek Świdnickiej. Potem,  trzy parafie połączyły siły (św. Dorota, Paulini i Boże Ciało) i procesja z Bożego Ciała szła przez pl. Wolności aż do kościoła św. Antoniego. Od wielu lat obowiązuje trasa skrócona tzn. kawalek Świdnickiej + obejście kościoła św. Doroty i powrót do Bożego Ciała.

Różnie wyglądaly te wrocławskie procesje. Nigdy nie byly tak wypasione jak lubelska, ale prawie zawsze spotykaly się z akceptacją i szacunkiem większości przechodniów. To zaczęlo się zmieniać od kilku lat.  Trudno mi uchwycić początek (może pandemia?). W tym roku uderzył mnie absolutny brak szacunku władz miasta - policja nie zatrzymała nawet ruchu na Świdnickiej i musieliśmy iść chodnikiem, ktory zwykle pelen jest pieszych i - niestety - rowerzystów. Myślę, że każdy może sobie zwizualizować te obrazki, kiedy jakiś balwan na rowerze przejeżdża tuż przed baldachimem osłaniajacym Najświętszy Sakrament z jakimś pudłem (pełnym wiadomej substancji) na plecach... Nawet nie chce mi się tego komentować, gdyż te barany rzeczywiście nie wiedzą, co czynią (wielu z nich w każdym razie).

Sąsiad z dołu drugi miesiąc robi remont i nie uznał święta Bożego Ciala za wystarczajacy powód, żeby przerwać pracę... Ludzie nie rozumieją od czego sie odcinają, ale są byty, które wiedza to nazbyt dobrze. Zauważyłam, że ich aktywność wzmaga się drastycznie w wielkie święta jak Zesłanie Ducha Świętego czy Boże Ciało właśnie... Dostają wtedy pierdolca i uruchamiają wszystkich swoich "użytecznych idiotów" rozwalających ściany, cyklinujacych podlogi, jeżdżących po parkach i chodnikach na rowerach i skuterach elektrycznych...

Przesadzam? Nie wydaje mi się. Zresztą opowiem, co mi się ostatnio przydarzyło i sam osądź drogi czytelniku.

Wielokrotnie wspominalam na tym blogu, że jestem introwertycznym słuchowcem i hałasy produkowane przez chamskich sąsiadów są dla mnie torturą. Postanowiłam więc wykleić ściany grubą warstwą korka ekspandowanego w ramach izolacji akustycznej, zaczynając od tej, która łączy mój pokój z klatką schodową. Kosztowało mnie to wiele pieniędzy i wysiłku, efekt jest mizerny, ale jakiś procent dźwięków jednak zatrzymuje. Tuż po rozpoczęciu mojej pracy nad montowaniem korkowych paneli, sąsiad z dołu zaczął remont waleniem mlotem w niedziele po 21, a sąsiedzi z parteru przygarnęli psa "z interwencji". Miał być bity i głodzony, czego po nim zupelnie nie widać. Jest ufny i przyjazny do ludzi, a wielkością (i szerokością) przypomina szafę. Pies przeniesiony ze wsi do małego mieszkanka w bloku wyje calymi dniami zaczynając gdzieś o 5.30 rano...Potem zaczyna sie wiertara i rozwalanie ścian. Nawet klepki podłogowe usuwane sa za pomocą wiertary (mam podejrzenie, że pan fachowiec nawet się drapie po zadzie tym narzędziem na pełnych obrotach) 

Nie wdając się w szczegóły sytuacji, efekt mojej - wydawałoby sie rozsądnej - decyzji o zamontowaniu jakiejś izolacji akustycznej jest taki, że dźwięki z klatki schodowej zostały nieco wytłumione, z góry dochodzą nadal, a dodatkowo zyskałam dwa zupełnie nowe źródła hałasu z dołu + ewentualnie z innych kierunków. Co gorsza kiedy próbuje znosić to dzielnie i rozsądnie wiadoma centrala nasila swoje ataki, tak żeby przekroczyć mój próg wytrzymałości (np halasy nocą z niewiadomego źródła). Po nieprzespanej nocy zasiadam do pracy zdalnej przy wtórze rozwalania ścian i z ust wyrywa mi się zlorzeczenie w stylu "obyś zdechł, bydlaku" i to jest najłagodniejsze z tego, co mam ochotę powiedzieć. W pewnym momencie przyszło mi do głowy, że o to właśnie chodzi, że to jest cel wiadomo kogo. Dla mnie tylko gniewne słowa, wentyl dla bezsilnej wściekłości (po wyczerpaniu wszelkich legalnych środków poradzenia sobie z sytuacją), a tymczasem to może mieć jakieś znaczenie, może coś uruchamiać dla mnie samej lub adresata tego rodzaju życzeń. Coś na tyle ważnego dla wiadomo kogo, że zadaje sobie tyle trudu aby ze mnie to złorzeczenie wydobyć, nawet wbrew mojej woli, w chwili slabości...

Kiedy piszę te słowa moi sąsiedzi - sataniści - właśnie puścili ohydną muzykę jako final dnia profanowanego od rana. Pewnie zmuszona będę zadzwonić na policję... Boże miej mnie w swojej opiece!

 



czwartek, 3 czerwca 2021

Boże Ciało i enfant terrible zakonu św. Dominika

Boże Ciało i byłam na procesji!!! Przy całej swojej upierdliwości proboszcz ma jednak dobre strony. Ludzie na Świdnickiej mieli szok na nasz widok! Po powrocie do domu, kiedy jadłam obiad, wciąż w odświętnej sukience, jakieś niewyobrażalne bydle zaczęło wiercić turbo-wiertarą i walić młotem. Jeżeli da się takie sytuacje wyjaśnić bez wspominania bytów duchowych nieprzyjaznych człowiekowi, to słucham!

Wielu internetowych "kaznodziejów" krzywi się z niesmakiem na wspomnienie rzeczywistości duchowej, że niepotrzebne, że odstrasza, że ciemnogród. Otóż nie, zadufane w sobie barany!!! Bez niej jesteśmy jak dzieci we mgle, jak Frodo Baggins i Sam Gamgee w Mordorze, bez mapy. I tą uwagą przechodzę płynnie do licznych komentarzy na temat wywiadu, jakiego udzielił osławiony o. Szustak OP na kanale Impoderabilia prowadzonym przez zdeklarowanego ateistę.

Wyznam szczerze, że udało mi się wysłuchać go jedynie do momentu kiedy dominikanin opowiadając o scenie biblijnej użył słowa ZIOMAL w znaczeniu człowiek. Mam wrażenie, że ktoś, kto rozumie słowo "impoderabilia" i jest wstanie je adekwatnie zastosować nie potrzebuje tego rodzaju "dostosowywania przekazu". Dalszy ciąg wynurzeń o. Szustaka znany jest mi wyłącznie z omówień.

Zastrzegam się, że nie byłam nigdy uprzedzona do tegoż  internetowego duszpasterza. Na początku zdarzało mi się go słuchać, mimo jego odrzucającej maniery, i wyłuskiwać ziarno spośród (wielu) plew. Teraz ewidentnie pozostały tylko plewy, a ziarno skończyło się już dawno. Swoją drogą ciekawe, że niektórzy wciąż się doszukują. Siostra Bruna na przykład skomentowała ten wywiad w tonie przychylnym, nie podobały się jej jedynie przekleństwa i rozmywanie nauki Kościoła w sprawie homoseksualizmu.

Paweł Lisicki natomiast nie pozostawił na nim suchej nitki. Określenia typu taniocha, gówniarzeria i kabaret padały wielokrotnie, a nie bezzasadnie. Grzegorz Górny natomiast zwrócił uwagę na ewolucję zakonnika od ewangelizacji, poprzez opowiedzenie się po jednej ze stron w wojnie polsko-polskiej, do przekazu jawnie antykościelnego i antykatolickiego.

Nie wiem w jakim stopniu o. Szustak motywowany jest przez kasę, narcyzm i emocje, nad którymi ewidentnie nie panuje. Smutna jest reakcje arcybiskupa Gądeckiego, który - prawdopodobnie z racji popularności zakonnika - obchodzi się z nim jak ze śmierdzącym jajem. Nieuchronnie przypomina się inny niezwykle popularny dominikanin - o. Paweł Maliński z Wrocławia (a wcześniej Poznania). On też nadzwyczajnie trafiał do młodzieży... Oszałamiające sukcesy ewangelizacyjne miał także niejaki ks. Misiak, który odkrył w sobie powołanie do małżeństwa i już jest poza Kościołem...