Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konkursy plastyczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konkursy plastyczne. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 października 2024

O zwycięskich ilustracjach w konkursie Biedronki "Piórko 2024"

Wspomniałam w poprzednim wpisie o ilustracjach nagrodzonych w konkursie biedronki "Piórko 2024", które skłoniły mnie do poważnej refleksji. Można zobaczyć kilka z nich na stronie https://piorko.biedronka.pl Konkretnie okładkę, szczeniaczki w lesie, jadący samochód, fragment ulicy z domkami i niewielkimi postaciami ludzkimi (prawdopodobnie bohaterką i jej mamą).

Zacznijmy od okładki. Przedstawia rudowłosą dziewczynkę w wieku szkolnym niosącą w plecaku pieska. w głębi domki, drzewa i ulica, powyżej niebo, na tle ktorego umieszczono tytuł i nazwisko autorki.

Postać ludzka poddana jest dość szczególnej stylizacji - bardzo uproszczona i płaska, ma idealnie okrągłą glowę i pomarańczowe włosy, W jej twarzy jedynie oczy w okularach przypominają odnośne organy człowieka, natomiast nos sprowadzony jest do bladego trójkąta a usta do wygiętej szparki mniejszej od brwi chowających się pod grzywką. Znacznie więcej uwagi poświęciła autorka szczegółom jej ubioru jak np kratka na spódniczce, zapięcie białej bluzki koszulowej, listwa krótkiej bluzy, zamek i kieszonka plecaka... 

Piesek nie jest stylizowanym szczeniaczkiem (jak wynika z tekstu) tylko ożywioną zabawką. Widać to na wszystkich ilustracjach - autorka nie wie jak wygląda pies, a tym bardziej szczenię. Mniejsza o dziwne proporcje (głowa pieska niewiele mniejsza od głowy dziecka), ale pyszczek z doszytym językiem, oczy z brwiami i uszy są przeniesione żywcem z jakiejś maskotki, a przynajmniej tak wyglądają.

Domki w tle (poniżej, gdyż horyzont jest obniżony) mają wyraźne ciemnoczerwone dachówki (nawet na kominach), wątek cegieł też jest widoczny (mimo warstwy tynku), o futrynach okien nie wspominając. Budynki rzucają błękitne cienie na chodniki, ulica robi wrażenie wyłożonej kostką brukową utrzymaną w tonie oliwkowym. Przy tej wypieszczonej architekturze maksymalnie uproszczone, drzewa przypominajace ciemnoniebieskie stylizowane dmuchawce, rdzawe u góry, wyglądają jak z innej bajki. Niebo jest podzielone na nieregularne smugi, jasniejące w miarę zbliżania się do horyzontu, na jego tle kilka uproszczonych sylwetek ptaków w locie i gwiazdy reprezentujące blask bijący od tytułu.

To, co mnie uderza, to ogromna dysproporcja w potraktowaniu różnych elementów kompozycji. Widać, że autorka jest absolwentką architektury i umie i lubi ją malować. Znacznie gorzej z tym, co żywe. W postaci ludzkiej najbardziej interesują ją szczegóły garderoby, gatunek zwierzęcia trudno rozpoznać, a drzewo mogłoby być równie dobrze wyrośniętym grzybem.

Na obrazku ze szczeniaczkami w lesie z plątaniny stylizowanych zarośli wyglądają trzy główki zwierzątek nieokreślonego gatunku. Uśmiechnięte pyszczki  wskazują na kota z Cheshire, ale nie pasują zbyt małe oczy i oklapnięte uszy. Obrazek bylby całkiem udany, gdyby odbiorca nie wiedział, że chodzi o porzucone w lesie, przerażone szczenięta...

Następna ilustracja z ulicą ukazuje bardzo ładnie malowane fasady trzech kamieniczek z całym bogactwem detalu architektonicznego jak wątek muru, podziały okien, nadproża, witryny sklepowe i nawet kolory zasłonek... Dokładnie na osi środkowego domku, przed licem muru płaski, jakby wycięty z kartonu kształt bardzo stylizowanego, grzybopodobnego drzewa. Na prawo dwie niewielkie postacie ludzkie - zapewne bohaterka ze swoja mamą - w ruchu. Dziewczynka nie ma już na te okoliczność stylizowanych warkoczy z okładki tylko pomarańczową aurę wokół głowy... Całość mogłaby być projektem rewitalizacji zabytkowego ciągu  kamienic z symbolicznym drzewem i postaciami ludzkimi dla ukazania skali.

Na tej samej stronie konkursu fragmenty zwycięskich ilustracji z poprzednich edycji, wyglądajacych jakby wyszly z tej samej ręki albo co najmniej z tej samej pracowni... Bardzo podobna stylizacja i kolorystyka...

Każdy, kto oskarży mnie o złośliwość i niskie pobudki, będzie miał rację, ale zastanówmy się nad jeszcze jedną istotną informacją umieszczoną na stronie:  34 tys. nadesłanych prac na 9 edycji konkursu. Średnio nieco mniej niż pięć tys. na jedną. Nadsylanie prac do końca czerwca, wyłonienie zwycięscy koniec lipca - miesiąc na przejrzenie 5 tys. prac dla kilkuosobowego jury! Jakiej wysokości honoraria trzeba by im zapłacić? Zwykle w konkursach plastycznych jest wstępny odsiew prac naiwnych jeleni, a jury ocenia tylko te wyselekcjonowane, znaczy wybiera np z 20, a reszty nigdy nie widzi na oczy.

Czy podobną procedurę zastosowano w tym przypadku? Wydaje mi się to dość prawdopodobne, bo trudno uwierzyć, że z prawie 5 tys. autorów wybrano akurat osobę, która nie jest zbyt mocna w przedstawianiu ludzi i zwierząt, kiedy właśnie to są bohaterowie ilustrowanej książki. Tym bardziej, że ta słabość jest podkreślona kontrastem z biegłością w potraktowaniu architektury...

Nie mam łaski wiary w takie cuda. Nie wierze, że z 5 tys. prac nie dalo sie wybrac czegoś lepszego...

P.S.

Porzucony, smutny szczeniaczek wygląda mniej więcej tak:

Albo tak:
A rudowłosa dziewczynka w okularach tak:
Albo tak:


Znaczy wygląda tak samo jak każda inna dziewczynka, tylko ma wiecej żółtego pigmentu, co widoczne jest na jej buzi i w kolorze wlosów. Nie są to w żadnym wypadku pomarańczowe serdelki!

P.P.S.
Czemu by nie zrobić wystawy pokonkursowej? Bardzo jestem ciekawa tych co najmniej 20 czy iluś zestawów, które widziało i oceniało jury!





wtorek, 26 stycznia 2021

O arbitralnych decyzjach tajemniczych sanhedrynów




Zastanawiacie się co to jest? Wyjaśniam: laureatka pierwszej nagrody (i jej prace) w konkursie Contemporary Lynx, który odbył się pod koniec 2020. Udział bezpłatny, wszyscy twórcy, nawet bez formalnych papierów, ale z jakimś dorobkiem mogli przesłać portfolio. Brzmi bardzo zachęcająco, czyż nie? Były dwa etapy - najpierw wyłoniono 20 prac, które później oceniała komisja pod przewodnictwem Andy Rottenberg.

 Na konkursach literackich tożsamość autorów jest komisji nieznana, jurorzy mają wyłonić najlepsze teksty, względnie takie które najbardziej pasują do oczekiwań czy koncepcji organizatora. Żeby to ustalić ani nazwisko, ani biogram, ani wykształcenie uczestników nie jest im do niczego potrzebne. 

W konkursach plastycznych natomiast dane osobowe wraz wykształceniem i dorobkiem są bardziej istotne niż samo portfolio. Na pierwszym etapie, nawet bez przeglądania prac, można na podstawie tych informacji odwalić wszystkich "amatorów". Do drugiego dopuszczeni są wyłącznie tacy, którzy pasują komisji. Ważny jest sam "artysta" i ludzie z którymi się zetknął, a ściślej mówiąc "nazwiska" i nazwy instytucji, które go promowały. W ten i tylko w ten sposób można ocenić jego prace.

Proszę przyjrzeć się pracom p. Agaty Ingarden i zastanowić w jaki sposób. nie uwzględniając wyżej wymienionych kryteriów, można by uznać, że widoczne na zdjęciach przedmioty są: a) dziełami sztuki b) najwybitniejszymi dziełami na tym konkursie. Świeżość koncepcji? Oryginalność? Mistrzowskie opanowanie warsztatu? Niezwykle trafne ujęcie tematu (jakiego)?

Dzieła p. Ingarden są wybitne dlatego i tylko dlatego, że tak zdecydowała komisja pod przewodnictwem p. Andy Rottenberg, która ma kompetencje orzekania co jest, a co nie jest dziełem sztuki. Kto jej przyznał takie uprawnienia? Dobre pytanie!

E.M. Jones, który zasadniczo studiował literaturę i z tejże dziedziny napisał doktorat, w jednym ze swoich wykładów przedstawia jak ewoluowało literaturoznawstwo. Jeszcze w latach 60-tych(o ile dobrze pamiętam) do interpretowania dzieła literackiego potrzebna była znajomość kontekstu, czyli historycznych, społecznych, religijnych czy kulturowych uwarunkowań, w tym  tradycji, z której autor czerpał. W pewnym momencie zupełnie to odrzucono, tekst stawał się całkowicie autonomiczny, a wszelkie interpretacje były równie dobre i uprawnione. Jednak taka wolna amerykanka nie trwała długo i okazało się, że jedyną i właściwa wykładnię podawał jakiś sanhedryn z konkretnego uniwersytetu (niestety nie pamiętam jakiego, a nie chce mi się sprawdzać) w duchu teorii krytycznej.

Można twierdzić, że wszystko, co robi artysta jest sztuką, ale najpierw jakiś sanhedryn musi mianować konkretne indywiduum na artystę. Na podstawie jakich kryteriów? Ano na mocy arbitralnej decyzji. Skoro zanegowano prawdę, piękno i dobro nie ma obiektywnych kryteriów oceny czegokolwiek. Na czym miałby polegać np. talent, skoro nie ma prawdy ani piękna. Jaki talent potrzebny jest do wytwarzania przedmiotów widocznych na zdjęciach i aranżowania ich? Mogę sobie wyobrazić, że pierwszy hochsztapler, który by coś takiego wymyślił i zaprezentował w galerii mógłby liczyć na jakieś poruszenie. Ale coś takiego pokazanego po raz milion dwudziesty pierwszy?  Jaką drogę rozwoju można przewidzieć dla takich początków? Jaki potencjał w tym widać? Nie zamierzam pastwić się nad p. Ingarden, z całą pewnością ma dobre nazwisko i skończyła właściwe szkoły. Jest mi potrzebna tylko po to, żeby zilustrować zasadę.

Pracownik galerii, do której zwraca się twórca też ma problem, bo nie jest w stanie sam ocenić proponowanych prac. Najistotniejszym kryterium staje się więc uczelnia, której dyplom uzyskał, pracownia, z której wyszedł i sponsorzy stypendiów i nagród. Bez tych informacji dzieła nie ma, jest całkowicie niewidzialne dla oceniających. Oczywiście, kiedy zapada arbitralna decyzja odpowiedniego sanhedrynu, można w najbardziej prestiżowej galerii w mieście pokazywać pończochy naciągnięta na polską flagę i tym podobne przedmioty, bez konieczności zaprezentowania dyplomu najbardziej renomowanej uczelni artystycznej w kraju.

To jest dokładnie to samo pranie mózgu, które ma skłonić populację to powtarzania jak za panią matką, że Michał Szutowicz jest niebinarny, a Krzysztof Bęgowski  jest Anną Grodzką, a tak w ogóle jest 150 różnych płci, a przynależność do każdej z nich  jest kwestią indywidualnego wyboru. Takie są praktyczne konsekwencje zanegowania istnienia obiektywnej i możliwej do poznania prawdy.