Pokazywanie postów oznaczonych etykietą molestowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą molestowanie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 10 maja 2025

Jeszcze o papieżu, kawalerce Nawrockiego i procesie ks. Glasa

 We wtorek (chyba) oglądałam program Raymonda Arroyo https://youtu.be/k_k77Uk3r0E, w którym "the conclave crew" złożony z niego samego, Roberta Royala i ks. Murraya omawiali potencjalnych kandydatów na papieża i wśród tych kilku nazwisk znalazł się - gdzieś przy końcu - kardynał Prevost.

Przy tej okazji wspomniane zostało, że kiedy pracował w Peru nie zajął sie należycie przypadkami dwóch księży molestujących dziewczynki (girls - czyli równie dobrze mogą być dorosłe dziewczyny)  i Kościół musiał płacić odszkodowania. Robert Royal stwierdził, że ów skandal z 2022 r. to prawdopodobnie jedyna rzecz, jaką ludzie o nim słyszeli - i jeśli nawet byłby brany pod uwagę -  to skutecznie zatopi jego ewentualną kandydaturę.

Tak się - jak widać - nie stało i został wybrany kandydat z tzw "trupem w szafie", którego bardzo łatwo będzie wyciągać przy rozmaitych okazjach. Nie mam żadnej możliwości sprawdzić, czy te zarzuty są słuszne czy nie., zresztą kwestia ich prawdziwości nie ma żadnego znaczenia. Najważniejsze, że mogą zostać użyte do szantażu.

Istnieje podejrzenie, że taka możliwość miała wpływ na wybór papieża. Amerykańskie służby mają go w garści. Podobno to właśnie one, za kadencji Obamy, skutecznie przyczyniły sie do abdykacji Benedykta XVI, więc możliwości wpływania na Watykan ewidentnie mają, tym bardziej, że stan finansów po rządach Franciszka i Parolina jest opłakany - deficyt budżetowy sie potroił przez te 12 lat.

Może dlatego nie potrafię się cieszyć z wyboru papieża... Poczekamy, zobaczymy.

Wspominałam onegdaj o procesie księdza Glasa. Zarzucane są mu czyny nieobyczajne wobec nieletniego (nastolatka). Podobno się przyznał, że "ma problem ze stopami". Jedno z nagrań na YouTube (rozmowa ks Kostrzewy z jego dobrą znajomą, Gabrielą) wyjaśnia o co chodzi. Otóż ksiądz został zapytany wprost czy ma problem ze stopami, a on zrozumiał to dosłownie i odpowiedział twierdząco.

Cóż, ja także mam problem ze stopami - puchną i bolą. Pewnego marcowego dnia tak zdrętwiały, że kiedy wstałam z fotela lewa stopa wykrzywila sie nienaturalnie i przewróciłam się. Na szczęście nie było zlamania, ani skręcenia, tylko potężny krwiak. Kurowałam się półtora miesiąca!

Każdy człowiek w pewnym wieku ma problem ze stopami, zwłaszcza przy wysokim wzroście, albo dużej masie ciała. Trzeba wyjątkowo złej woli, żeby intrpretować to jako fetysz. Brzmi raczej jak ponury, perwersyjny żart.

Nie dałabym się pokroić za księdza Glasa. Słuchając go czasami miałam wrażenia mieszane, ale im więcej informacji o procesie do mnie dochodzi, tym bardziej jestem skłonna uważać, że to hucpa.

Hucpą na 100% jest  "kawalerka Nawrockiego". Służby już zupełnie jawnie udostępniają zawartość jego teczki zaprzyjaźnionym mediom i politykom. Europoseł Brejza opublikował w internecie potwierdzenie tranzakcji wypłaty 12 tys, PLN z konta kandydata PISu, przypuszczalnie na wykup lokalu komunalnego sąsiada - alkoholika. Jakim cudem taki dokument znalazł sie w posiadaniu całkowicie obcej osoby? Tajemnica bankowa nie obowiązuje wobec opozycji?

Jeśli kogoś interesuje ilość i metraż mieszkań posiadach przez polityków można wejść na strone sejmu i obejrzeć sobie oświadczenia majątkowe posłów. Ciekawa lektura. Nawet Jachira dorobiła się trzech!



czwartek, 9 kwietnia 2020

O sprawie "Kasi" spostponowanej przez red. Michalkiewicza

Odświeżyłam sobie nieco sprawę tzw. Kasi "ofiary księdza pedofila" z całym jej niespodziewanym bogactwem. Rzeczona "Kasia", a raczej ktoś w jej imieniu zaskarżył redaktora Michalkiewicza za nazbyt frywolny komentarz do zasądzonej kwoty odszkodowania (za krzywdy doznane od byłego księdza), a ten ujawnił pismo z sądu łącznie z jej prawdziwym imieniem i nazwiskiem, opublikowanym zresztą już w 2009 r. przez Fakt.

Wszyscy prześcigali się w słowach potępienia dla felietonisty za jego podwójną zbrodnię. Nie będę bronić owego nieszczęsnego komentarza, który wzmożenie moralne zapoczątkował, zwłaszcza, że przykrył niezwykle istotną kwestię finansowej odpowiedzialności Kościoła za wyczyny poszczególnych duchownych jawnie sprzeczne z jego nauką i praktyką.

Według Michalkiewicza wyrok wydano na podstawie artykułu 430 KPC, który dopuszcza odpowiedzialność materialną osoby trzeciej (innej niż sprawca czynu niedozwolonego) w sytuacji, gdy owa osoba trzecia powierzyła sprawcy tę czynność, sprawca podlegał jej kierownictwu w czasie wykonywania owej czynności oraz stosował się do jej instrukcji. Twierdzenie, ze zgromadzenie Chrystusowców zleciło jednemu ze swych członków romans z nieletnią i wydawało mu instrukcje jak z nią współżyć wydaje się raczej zbyt daleko posunięte, ale miliona złotych od byłego księdza po wyroku raczej się nie wyciągnie...

Michalkiewicz z właściwa sobie przenikliwością przewidział, że taki wyrok stanie się początkiem polskiej edycji przemysłu molestowania.  Odszkodowania osobom twierdzącym, że były molestowane przez księży będą płacić nie sprawcy tylko diecezje czyli wierni, którzy w najmniejszym stopniu nie przyczynili się do ich krzywdy (prawdziwej lub urojonej). W dalszej perspektywie oznacza to ekonomiczne zniszczenie Kościoła.

Mogę sobie wyobrazić uniesienie lewaków, kiedy udało się taką "Kasię" namierzyć i nagłośnić - jest ofiara, po 10 latach "przerywa milczenie" i to jeszcze dziewczyna - nie ma kłopotliwej kwestii homoseksualizmu większości sprawców nadużyć seksualnych wobec nieletnich! Jak ze snu - gwałcona i trzymana pod kluczem - niewolnica seksualna! Jest wyrok, jest milion od Chrystusowców! Pedofilia, ohyda, jest. jest. nareszcie jest!

Oto prezes fundacji Nie lękajcie się Marek Lisiński bierze ją pod swoją opiekę. Nieszczęsny człowiek cierpi na raka trzustki, przydałoby mu się 30 tysięcy na operację... Kasia daje z wdzięcznego serduszka z owego sławnego miliona... Jednak nie ma tego raka? Och!

Ale to nieszczęsny człowiek, był molestowany przez księdza, jego historia uwieczniona jest w filmie Smarzowskiego....Sam papież Franciszek ucałował te skrzywdzone ręce, które tak chętnie wyciągały się po pieniądze...

W 2007 pożyczył od księdza Zdzisława Witkowskiego 23 tys. na rzekomą operację żony, kiedy oszustwo się wydało i ksiądz zażądał zwrotu pożyczki Lisiński oskarżył go o molestowanie... Biskup  płocki Libera prowadził dochodzenie w latach 2010-2013, w wyniku którego ksiądz Witkowski został ukarany 3 letnim zakazem sprawowania posługi kapłańskiej, choć dowodów jego winy nie było, a własnoręczne pokwitowanie odbioru pożyczki napisane przez Lisickiego do dziś wisi w Internecie...

Ksiądz Witkowski został wrobiony przez oszusta i władze diecezji płockiej. Namawiano go, żeby się przyznał, bo inaczej zaszkodzi Kościołowi i biskupowi... Nie zrobił tego, nie było żadnych dowodów, nawet w opinii psychologa brak było przesłanek, a oskarżyciel wnioskował o uniewinnienie...Teraz poszkodowany ksiądz zamierza oczyścić swoje imię pozywając biskupa...

Jeśli to nie jest materiał na rewelacyjny film to co nim jest? No może jeszcze sprawa kardynała Georga Pella ma porównywalny potencjał... Michalkiewicz twierdzi, że takie operacje są robione przez pierwszorzędnych fachowców i bez trudu mu wierzę. Owi fachowcy mają na usługi takich Lisińskich, którzy mogą być wszystkim, jeśli sytuacja tego wymaga, i usłużne media oczywiście... Nie wykluczone, że oskarżyciel kardynała Pella mógł być kimś takim...

Wracając do "Kasi" to fakt wymieniania SMS-ów o treści erotycznej z dorosłym mężczyzną przez 13 - letnie dziewczę wskazuje, że ta sprawa mogła wyglądać inaczej niż to przedstawiają wzmożone media. Jak zauważył Michalkiewicz, podczas swego rzekomego przetrzymywania dziewczyna chodziła do szkoły, więc mogła równie dobrze pójść na policję, wrócić do domu czy opowiedzieć o sprawie wychowawczyni lub pedagogowi szkolnemu...

Były ksiądz został skazany na 4 i pół roku, z czego odsiedział 2 lata. To nie wygląda na wyrok za uprowadzenie, gwałcenie, torturowanie i zmuszanie do aborcji tylko za współżycie seksualne z nieletnią...

Nie zamierzam go usprawiedliwiać, ale nie będę nikomu współczuć na sygnał dany przez kolejne pokolenie pierwszorzędnych fachowców, których cel jest niezmienny od wieków. Oni także ofiarom nadużyć seksualnych nie współczują tylko je wykorzystują do swoich celów.




poniedziałek, 20 maja 2019

O molestowaniu dzieci i fałszywych oskarżeniach

Pod wpływem moralnego wzmożenia w przestrzeni publicznej wypłynęło z mroków mojej niepamięci pewne zdarzenie z dzieciństwa. Kiedy miałam 9, góra 10 lat wysłano mnie na tzw kolonie do Zawady. Na miejscu okazało się, że wśród dzieci znalazła się przez pomyłkę dziewczynka z zupełnie innej grupy. Jechała z daleka, była zmęczona i przerażona. Nasi opiekunowie zdecydowali, żeby chwilę odpoczęła zanim, ktoś odwiezie ją tam, gdzie powinna się znaleźć. Położono ją do łóżka w środku dnia, w dużej sali dla "mojej" grupy. Zasnęła natychmiast snem wyczerpanego dziecka.

Kiedy pozostałe dziewczynki niepewnie rozpakowywały plecaki i wkładały rzeczy do nocnych szafek, jedna zainteresowała się śpiącą. Zdjęła z niej kołdrę, następnie majtki i zaciekawieniem oglądała (a nawet macała) jej przyrodzenie ku uciesze niektórych i zgrozie pozostałych. Jeśli nie jest to molestowanie seksualne, to co nim jest?  Czy jakikolwiek rodzic chciałby, aby tak potraktowano jego dziecko? A "po ile gazetki" - zabawa polegająca na podnoszeniu spódnicy i odsłanianiu majtek nie jest formą molestowania, zwłaszcza jeśli jest elementem pastwienia się nad słabszą jednostką przez starsze (albo bardziej zdeprawowanie) dziewuchy lub chłopaków? W znęcaniu się nad słabszym dzieckiem często (jeśli nie zawsze) obecny jest element seksualny, który czyni jego upokorzenie znacznie bardziej dotkliwym.

Wbrew popularnej wizji świata, która przypisuje dzieciom absolutną niewinność, a ich opiekunom (zwłaszcza jeśli to księża) nieczyste intencje, zło rozmieszczone jest ponad takim podziałem. Dzieci są karykaturami dorosłych, pozbawionymi cienkiej warstwy kultury i wiedzy o tym, co wypada udawać. Zło u dziecka występuje w stanie czystym. Dorośli mogą tego nie zauważać, gdyż młodociany potwór instynktownie kieruje je przeciw słabszym, a wyżej stojącym w hierarchii stada prezentuje ujmujący sposób bycia. Doskonale wie, kiedy to się opłaca. Rodzice często bywają zaskoczeni dowiadując się o wyczynach swoich psychopatycznych potomków wobec rówieśników i młodszych dzieci (albo starszych, chorych i bezbronnych).

Psychopatyczne dzieci również wiedzą doskonale, który z dorosłych stoi nisko w porządku dziobania i nie wahają się próbować go zniszczyć, co jest zajęciem bardziej ekscytującym niż znęcanie się nad rówieśnikami. Często zdarza się doświadczać takich prób młodym, niedoświadczonym,  lub nie lubianym przez dyrekcję nauczycielom.

Pracowałam kiedyś na zastępstwo w szkole podstawowej w Trójkącie Bermudzkim. Mieszkańcy Wrocławia wiedzą co to oznacza. Wiele dzieci było dokładnie takich jak można w tych okolicznościach oczekiwać, niektóre wyrzucono z ośrodków zamkniętych, gdyż opiekunowie nie dawali sobie z nimi rady. Grono nie powitało mnie zbyt serdecznie z przyczyn dla mnie niejasnych. Być może wyczuto we mnie (słusznie) jednostkę bardziej wrażliwą, mniej przystosowaną, ergo nieodpowiednią do takiej pracy.

Ze szczególnym "rozrzewnieniem" wspominam pewną Martusię, która specjalizowała się w robieniu mi czarnego PR-u. Raz po raz dowiadywałam się od jej nawiedzonej matki (psychologa z zawodu!) lub szkolnej pani pedagog, że ciągnęłam ją za włosy, kopałam lub wyzywałam. Zapewne wszystko to należało z tym gównem zrobić, ale powstrzymałam się przez roztropność. Do kampanii przeciwko mnie przyłączyła się po pewnym czasie moja kolejna "faworytka" Andżelika (sic!). Pod iście anielską powłoką kryła się najbardziej wredna, wyrafinowana mała kurewka jaką w życiu widziałam. Powiedziano mi, że należy biednemu dziecku okazywać serce, lecz biedne dziecko znacznie lepiej się bawiło organizując nagonki na nauczyciela (z fizycznym atakiem włącznie). O wyczynach przedstawicieli mniejszości romskiej i psychopatycznych młodzieńców wyrzuconych z ośrodka zamkniętego nawet nie chce mi się pisać.

Najdziwniejsza w tym wszystkim była reakcja kadry i dyrekcji. Wiedząc doskonale z kim mają do czynienia, uważali "świadectwo" zaburzonych gnoi za równie, lub więcej, warte niż moje. Musieli zdawać sobie sprawę, że jestem osobą łagodną, chwilami wręcz ciapowatą, ale chcieli widzieć we mnie złoczyńcę, by ocalić swą wiarę w "dobro" i "niewinność" dzieci, która ukryta dla oka, czai się pod szorstką powłoką arogancji i chamstwa. Szczęściem dla mnie zwolniło się miejsce w liceum, gdzie przeszłam w trakcie roku szkolnego, po czterech miesiącach ekscytujących doświadczeń.

Mniej szczęścia miał kardynał Pell z Australii, który potraktował poważnie zadanie uporządkowania finansów Watykanu. Natychmiast dowiedział się, że molestował ministranta 30 lat temu. Mając słowo przeciw słowu sąd uwierzył oskarżeniu i posadził najprawdopodobniej niewinnego człowieka do pierdla, gdzie nie ma nawet możliwości odprawiania mszy św.

Uczciwy człowiek jest wobec oszczerstwa bezradny, nie umie się nim posługiwać, nie umie sobie nawet wyobrazić, że ktoś mógłby kłamać z pełną świadomością. W przypadku spraw o molestowanie na ogół wygrywa ten bardziej bezwzględny - ten kto fałszywie oskarżył i wie jak wywołać współczucie lub ten kto, kto wybrał  łatwą do zdyskredytowania ofiarę. i może liczyć na wsparcie możnych przyjaciół.








sobota, 2 marca 2019

O "zboczeńcach" w PRLu i czasach obecnych

Biskup Zanchetta z Argentyny wsławił się nie tylko zdjęciami homo-porno na komórce -w tym własną nagą fotografią podczas masturbacji, którą rozsyłał po znajomych - lecz także dziwnymi praktykami w czasach swojej pracy w seminarium. Urządzał klerykom nocne wizytacje, siadał na łózkach, proponował zrobienie masażu, wyraźnie preferował "atrakcyjnych". Trzech z jego podopiecznych zgłosiło molestowanie,10 nieprawidłowości związane zarządzaniem finansami. Został wezwany do Watykanu bez podania powodu. Wytłumaczył się ze swoich sławnych zdjęć "zhakowaniem telefonu", nie wiadomo czy mu uwierzono, ale  w nagrodę dostał w Stolicy Apostolskiej stanowisko związane z zarządzaniem należącymi do niej nieruchomościami. Biskup Zanchetta jest osobistym przyjacielem papieża Franciszka, Ojciec Święty jest nawet jego spowiednikiem. Taki układ powoduje, że papież nie może robić użytku ze swojej wiedzy na temat jego grzechów usłyszanych na spowiedzi, nawet gdyby chciał. Jest to podobno myk szeroko i z powodzeniem stosowany przez homomafię.

Tych wszystkich rewelacji dowiedziałam się  od moich ulubionych amerykańskich komentatorów dr Taylora Marshalla i Tima Gordona, wcześniej miałam dość niejasne pojęcie o sprawie choć nazwisko często obijało mi się o uszy. Nie jest to pierwszy znany przyjaciel papieża o dziwnych upodobaniach, ani tym bardziej urzędnik watykański o określonych skłonnościach. Jeśli wierzyć Michaelowi Vorisowi nowi rekruci przyjmowani do gwardii szwajcarskiej przechodzą specjalne szkolenie jak radzić sobie z molestowaniem ze strony tych, których maja chronić.

Najdziwniejsze w tej historii wydało mi się owo selfie masturbującego się biskupa rozsyłane znajomym. Masturbacja wydaje mi się dość żałosną i wstydliwą formą aktywności seksualnej.  Publiczna kojarzy mi się wyłącznie ze złowrogą, a jednocześnie żałosną postacią "zboczeńca" z PRL-owskiego dzieciństwa. Zboczeniec obnażał się przed bardzo młodymi dziewczynkami z kluczem na szyi, wychodzącymi ze szkoły lub chodzącymi z psem po parku. Albo gmerał ręką w swoim otwartym rozporku, albo stojąc za krzakiem ze spodniami spuszczonymi do kolan męczył swoje paskudne przyrodzenie. Widok ten niewyobrażalnie ohydny i niezrozumiały zapewne miałby rujnujący wpływ na moją psychikę, gdyby nie możliwość obśmiewania go w gronie koleżanek z sąsiedniego podwórka, których wiedza o życiu i zboczeńcach była bez porównania bogatsza od mojej.

Myśl, że biskup Kościoła Katolickiego może zaliczać się to tej smutnej kategorii jeszcze niedawno nie pomieściła by mi się w głowie. Rozzuchwalone bezkarnością homolobby coraz dalej przesuwa granice tego, co niewyobrażalne, przy tym przepaść między ową grupą a wiernymi stale się pogłębia.

Wspomniani wyżej amerykańscy komentatorzy przyznali, że nigdy nie zetknęli się z praktyką wysyłania znajomym nagiego selfie podczas masturbacji, ani też nie słyszeli o takim procederze. 99,9 % katolików, w tym pisząca te słowa, może się pod takim stwierdzeniem podpisać. Po namyśle jednak muszę uwzględnić wypowiedź pewnej młodej uczestniczki obozu Euroschool, gorąco broniącej tej imprezy atakowanej przez "prawicowych oszołomów". Owa urocza dzieweczka, której makijaż, sposób mówienia i zachowania znacząco odbiegał od wyobrażeń na temat niewinnej młodości, opowiedziała o pewnym chorwackim wolontariuszu wysyłającym polskiej podopiecznej filmowe zapisy własnej masturbacji.

Moim skromnym zdaniem jest to rodzaj ekshibicjonizmu, który należy leczyć. Sądząc po moich doświadczeniach z dzieciństwa i młodości problem jest dość rozpowszechniony wśród męskiej populacji, szczególnie wśród jednostek nie umiejących wchodzić z normalne związki z płcią przeciwną, choć nie tylko, gdyż widziałam także obnażających przed młodymi dziewczętami ojców rodzin. Ostatni "prezentujacy się przede mną" egzemplarz obrzuciłam kamieniami. Z dużą satysfakcją obserwowałam jak rączo mknie po wydmie spiesznie podciągając gacie. Od tego momentu zasadniczo mam spokój. Zboczeńcy boją się dorosłych kobiet zdolnych do samoobrony, gustują w młodych nieśmiałych istotach zbyt przerażonych i zawstydzonych, żeby wyrazić słowami, co im się przytrafiło. Zboczeńcy powinni się leczyć albo być izolowani od społeczeństwa. Nie powinni być kapłanami, ani - tym bardziej - biskupami Kościoła Katolickiego.