Pokazywanie postów oznaczonych etykietą policja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą policja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 września 2026

O piekle kobiet i miejscowej kanalii

Płynę sobie dzisiaj moją łódeczką w dół rzeki Odry z zamiarem dotarcia do ujścia Widawy. Okazało się bowiem, że to, do czego dotarłam tydzień temu to kanał spływający z pól irygacyjnych. Dlatego taki zarośnięty i brudny!

To nie jest ujście Widawy tylko kanału irygacyjnego! (W głębi Odra)

Od niego jeszcze ponad pół godziny wiosłowania w stronę Brzegu Dolnego. Dopłynęłam, ale zdjęć nie zrobiłam. Moja komóra całkowicie nieprzydatna w słońcu - nic nie widzę. 

To też nie, a małe żabki skaczą po liściach (nie widać)

Co gorsza czuję ciśnienie na pęcherz, więc przepływam na druga stronę Odry i szukam miejsca, gdzie dałoby się wylądować. Są dwa - na jednym rozbite namioty, wędka, 3 osoby (Ukraińcy?) i pies, na drugim starszy facet łowi ryby. Grupa z namiotami dobrze nie rokuje, gdyż cieszy się, że ich pies mnie obszczekuje z brzegu.

Ten słup w głębi na lewym (od strony Wrocławia) brzegu Odry oznacza ujście Bystrzycy, które znajduje się prawie na przeciwko ujścia Widawy na prawym. (Nie widać na zdjęciu)

Zaczepiam więc wędkarza i pytam uprzejmie czy mogłabym koło niego wylądować. Odpowiada bardzo opryskliwie i odmownie wskazując kamienie i chaszcze jako alternatywę. Bez przekonania mówię, że tam się nie da i wpływam do ujścia Bystrzycy w nadziei znalezienia czegoś lepszego.  Nie znajduję, więc wracam i informując faceta, że po prosu muszę wyjść z łódki. Sądząc po objawach mogę się spodziewać ataku fizycznego, zagrodzenia drogi, popchnięcia lub nawet uderzenia. Nie zrażam się, więc facet poprzestaje na agresji słownej. 

Oto co usłyszałam:

  • nie znam przepisów prawnych, a według nich wolno mi pływać tylko 50 m od brzegu. (Nie wiem czy Odra ma tyle szerokości w tym miejscu, inne rzeki na pewno nie mają) Znaczy mam  startować z powietrza i wzlecieć na środku rzeki, aby dostać się na ląd.
  • zaraz wezwie na mnie policję, bo nie zachowuje odpowiedniej odległości od brzegu lądując
  • gówno go to obchodzi, że nie mogę wylądować gdzie indziej, mam wracać skąd wystartowałam (znaczy płynąć 3 godziny pod prąd)
  • zaraz mi - k....a - przypierdoli czy jakoś tam
  • nie ruszy dupy, żebym mogła przejść i opuścić to miejsce, mam łazić po chaszczach
  • baba (znaczy ja) powinna  wziąć szmatę, a nie pływać pontonem
Uważam za osobisty sukces, że w takich warunkach udało mi się sprawnie wylądować i to jeszcze suchą nogą. Prawdopodobnie, kiedy wyprostowałam się oparta o wiosło dziad uświadomił sobie, że jestem większa i dużo młodsza, więc ewentualna potyczka raczej nie będzie zwycięska. Powtarzałam spokojnie, że muszę wyjść z łódki, zachęcałam do uspokojenia się, ewentualnie pytałam czemu zachowuje się tak irracjonalnie zamiast mnie po prostu przepuścić, po czym zająć się swoim wędkowaniem.

Zważywszy, że ani razu nie dotknęłam nawet wędek, ani żyłek nadpobudliwego osobnika, jego reakcja była skrajnie nieproporcjonalna. Fakt, że jestem kobietą, w potrzebie i odzywam się uprzejmie w najmniejszym stopniu nie łagodził jego wściekłości. Incydent przepuszczenia łódki trwałby przypuszczalnie 2-3 minuty i nie miałby żadnego wpływu na obfitość połowu, a tak wydłużył się niepotrzebnie o wybuch emocji negatywnych godny dwulatka.

Właśnie uświadomiłam sobie pisząc te słowa, że dzisiejsza ewangelia była o powołaniu Piotra i synów Zebedeusza po wyjątkowo obfitym połowie ryb, takim, że łodzie się zanurzały. Poza tym jest pierwszy czwartek miesiąca i wiadoma centrala dostaje pierdolca i pewnie stąd ta przygoda. Teraz znaczy o 21 ukraińscy sąsiedzi walą młotem w ramach swojej chałupniczej produkcji...

Niezależnie od tego przypomniały mi się moje PRL-owskie doświadczenia z tego rodzaju typami. znacznie gorsze, bo byłam dziewczynką, albo młodą dziewczyną w najmniejszym stopniu nie gotową na tak irracjonalną wrogość ze strony starych mężczyzn.

Dziś więcej rozumiem, ale i tak poziom chamstwa i agresji mnie nieodmiennie zadziwia. Wyżej wspomniany dziad najpierw nie chciał przesunąć się ze swoim krzesłem z jedynej dróżki prowadzącej na wał, po czym wykrzykiwał, że może ma jeszcze mnie wnieść na górę. Rzecz o tyle absurdalna, że to ja niosłam łódkę i wiosło, a on miał się po prostu ruszyć o 50 cm. Po czym wystąpił z kwestią o szmacie, znaczy, że jest bardziej odpowiednia dla mnie niż ponton...

Tym się zdradził ze swoimi kompleksami. Rzecz ciekawa, bo przecież pływanie łódką nie jest związane z płcią chyba w żadnej kulturze... Pamiętam bardzo dobrze, że w bajce o koniku Garbusku Cud-dziewica, córka księżyca, pojawiła się płynąc łodzią i pięknie przy tym grając.

Nie wydaje mi się, by pływanie łodzią ujmowało Cud-dziewicy kobiecości, albo mogło zostać odczytane jako wtargnięcie na obszar zarezerwowany dla mężczyzn...

Na kultowej ilustracji Szancera proporcje dziewczyny do łodzi żaglowej są takie jak moje do packrafta, tylko, że muszę w nim siedzieć ze względu na cienkie na kilka milimetrów, miękkie dno. Oczywiście jestem ubrana w stylu nieco bardziej sportowym, no i muszę mieć kamizelkę ratunkową, bo na drogach wodnych - takich jak Odra - policja sprawdza to skrupulatnie.

Patrol policji minął mnie dwukrotnie, a nie dopatrzył się w moim zachowaniu naruszenia jakichkolwiek przepisów. Poruszam się po prawej stronie, nie wypływam na środek, żeby nie narażać się na kolizję z jednostkami o większej wyporności i napędzie motorowym... Całe to pieprzenie strasznego dziadula o przepisach było oczywiście wzięte z dupy....

Myślę, że niektórych ludzi, zwłaszcza mężczyzn, bardzo denerwuje fakt, że kobieta coś robi dużo lepiej od nich, nawet jeśli nie jest to czynność tradycyjnie męska. Pływanie wpław, ani łódką nie jest przypisane do żadnej płci. Niektórzy ludzie po prostu boją się wody, a inni nie. W Polsce przytłaczająca większość należy do tej pierwszej kategorii. Dlatego też ktoś taki jak ja, kto boi się wszystkiego z wyjątkiem wody jest na kursie kolizyjnym z zakompleksionymi dziadami szukającymi okazji, żeby odegrać się za swoje nieudacznictwo na kobiecie (albo jeszcze lepiej dziewczynce).

To jest prawdziwe piekło kobiet, którym feministki z jakichś powodów się zupełnie nie interesują. Temat zamierzam rozwinąć w kolejnym wpisie, bo trochę mi się uzbierało (refleksji)...


niedziela, 28 grudnia 2025

Z przygnębieniem o świętach

Niedziela po Bożym Narodzeniu, 6 nocy do tyłu (znaczy minimalna ilość snu albo zaburzony), ból w klatce piersiowej i chce mi się płakać, ale nie mogę. Nie wiem czy to z powodu starości, stwardniałego serca czy wyschłych od komputera oczu. Tak czy siak nie moge posłużyć się tym prostym mechanizmem, aby uwolnić się od skrajnego przygnębienia.

Piekłam, gotowałam, sprzątałam, chodziłam na roraty, przygotowałam prezent, wysłałam życzenia, a Świąt Bożego narodzenia  w tym roku (dla mnie) nie było. Tak jakby nie było. Żadnej radości w sercu, żadnego pokoju. Czy to już tak będzie? Będą człowiekowi zabierane wszystkie punkty oparcia, wszystkie pociechy, chwile wytchnienia i to, co Stinissen nazywa radością Boga, a czego zdarzało mi się doświadczać mimo bardzo trudnej i niepewnej sytuacji?

Nie opuszczając swojego domu  zamieszkałam w ukraińskiej melinie z chałupniczą produkcją 24/7 i towarzyszącym jej joggingiem całodobowym, o nieustannym zgrzycie przesuwanych po gołej podłodze mebli nie wpominając. W nocy z 25na 26.12 wzywałam policję. Pomogło na 10 minut tzn tak długo jak funkcjonariusze przebywali u sąsiadów z góry...

Chwilowo jest cicho, ale nie mogę się odprężyć bo podświadomie czekam, kiedy znowu zaczną się moje tortury...

Nie jestem szczególną optymistką, ale takiej sytuacji się nie spodziewałam.

Jedynym pocieszeniem w takiej sytuacji i każdej innej zresztą jest świadomość, że i tak muszę żyć. Dotrwać do śmierci, bo nikt mnie wcześniej nie zwolni do domu z powodu złego samopoczucia.


środa, 10 grudnia 2025

Oszustwo na Pocztę Polską i funkcjonariusza CBŚ

Zadzwonił do mnie klasyczny oszust na "pocztę polską" i jego wspólnik "inspektor CBŚ Marek Boroń". Za pierwszym razem dałam sie podejść odruchowo poprawiając błędny numer bramy, za drugim facet się spłoszył, spróbował jeszcze raz, ale znowu się rozłączył.

Dzwonił z numeru alarmowego 112. Pytanie na śniadanie: skąd wziął mój telefon stacjonarny imię, nazwisko i nazwę ulicy? Nie znał tylko numeru bramy i mieszkania. Ten typ oszustwa próbuje się wobec seniorów. Seniorką jestem od miesiąca i już figuruję na liście potencjalnych jeleni! Kto sprzedaje dane? ZUS? Centrum Seniora? Nadzór Budowlany? Spółdzielnia Mieszkaniowa, policja czy bank? A może Poczta Polska?

Dość przerażające, że sępy specjalizujące się w okradaniu starszych ludzi mają tak łatwy dostep do informacji!

czwartek, 13 listopada 2025

Każdy dobry uczynek zostanie pomszczony...

Śnił mi się pies - bardzo dobry symbol senny oznaczajacy życzliwych ludzi - i przyszedł dzielnicowy w sprawie ukraińskich sąsiadów zakłócających spokój. Raczej mnie zniechęcał do rozprawy przed sądem, ale i tak jestem zachwycona, że sama nie muszę jutro iść na policję.

W lokalu, który teraz wynajmują mieszkał pan M. alkoholik, który regularnie zalewał nam mieszkanie i puszczał przez trzy doby z rzędu Denisa Russosa "My friend the wind" na cały regulator w czasie swoich (częstych) pijackich ciągów. Moi rodzice nigdy nie reagowali, postanowili zło dobrem zwyciężyć. Nie udalo się, niestety. 

Pan M. umarłby leżąc na podlodze łazienki, a jego zwłoki zdążyłyby się rozlożyć zanim by ktoś je znalazl, gdyby nie moja rodzina, która sprowadzila pomoc.W odwecie spadkobierczyni urządziła taki remont generalny, że mama dostala zawału i umarła po tygodniu. Jej reanimacja odbywała się wśród dźwięków pracującej wiertary, nie wyłączonej nawet na tę okoliczność.

Remont mimo swej długości i intensywności byl dość niekompletny. "Zapomniano" na przyklad położyć jakąkolwiek izolację pod panele podłogowe. Dywanów, wykładzin czy mat nie przewidziano, co bylo prostym sposobem na wykreowanie sztucznego konfliktu między każdym kolejnym setem najemców a nami. Jeśli ktoś wie jak brzmią krzesła przesuwane po panelach bez izolacji - zwłaszcza w nocy - zrozumie bez trudu o czym mówię. Sytuacja byla trudna do zniesienia nawet w przypadku ludzi skadinąd kulturalnych, a  co dopiero w przypadku dziczy stepowej, "która ma prawo"!

Z sąsiadem z mieszkania obok, panem J., byliśmy zawsze w dobrych relacjach, mimo bardzo cienkiej ściany oddzielajacej nasze "pokoje dzienne". Było oczywiste, że przychodzi do nas po drabinę lub inne narzędzia, albo kiedy popsuje mu się telefon. Telewizor wstawił do kuchni, bo oglądał w nocy mecze dość głośno, jako człowiek przygłuchy. Przed śmiercią wpadł w sidła rodziny swojej żony i zapisal mieszkanie wyjątkowo paskudnej postaci, która - jak to ujęła - "robi w nieruchomościach". 

Zrobiła więc nam kuchnię przy sypialni, aby zyskać dodatkowe pomieszczenie i móc żądać czynszu za mieszkanie dwupokojowe, a nie kawalerkę. Kto wie jak brzmi pompa tłocząca ścieki pod sufit tuż przy 14-centymetrowej ścianie działowej, rozumie o czym mówię. O tłuczonych o świcie kotletach i ukraińskim życiu towarzyskim, niekompatybilnym z naszym kalendarzem, nie wspominam.

Z sąsiadami z dołu mieliśmy stosunki raczej chłodne, acz poprawne. Pani K. czesto przychodziła nas upominać, że hałasujemy, kiedy np był wbijany gwóźdź w ścianę pod obrazek. Czuła się w tym calkowicie bezpiecznie, bo zawsze przepraszaliśmy i staraliśmy się jej nie drażnić. Mieszkanie po niej wykupili byli najemcy i od tego momentu zaczęło się dziać. 

Remont zaczęty w niedziele po 21 trwal ponad 3 miesiące. Rozwalane byly ściany działowe i rozwiercane konstrukcyjne. Nowe meble i wyposażenie kuchni wnoszono po nocach i takie tam inne drobnostki, które wymagały interwencji policji. Po czy urodziło się dzieciątko. 

Dzieciątko jak to dzieciątko - płacze. Płacz niemowlęcia jest dźwiękiem naturalnym i przez podłogę nie specjalnie uciążliwym. Ale co kiedy byłe niemowle ma rok, a potem dwa i wciąż drze ryja non stop, a jego płuca nabrały mocy? Podejrzewam, że to przypadek autyzmu, sądząc po odglosach, a ściany działowe tymczasem rozwalone i nie uciekniesz z pokoju do kuchni przed tym wrzaskiem.

Po co wracam do historii, które już na tym blogu opisywałam? Zauważyłam bowiem pewną niepokojącą zależność - im więcej dobra doświadczy od ciebie sąsiad, tym wiecej zła wyrzadzą ci jego spadkobiercy. Oprócz bezpośrednich konsekwencji ich działań, doskwiera poczucie niesprawiedliwości. Dobro, bowiem, nie wraca. Zapłatą za nie jest zło. Każdy dobry uczynek zostaje pomszczony (co najmniej) w dwójnasób!

sobota, 13 listopada 2021

O obrońcach naszych polskich granic

Znalezione na twitterze:


Tekst zamieścił p. Bartosz Piekarski opatrując go takim wstępem:


Otrzymałem dziś list od Strażników Granicznych z okolic Kuźnicy, z którymi od kilku dni koresponduje prywatnie. Prosili mnie, żebym to opublikował bez podawania ich personaliów. Poczytajcie jak to wygląda z ich perspektywy… Może to komuś otworzy oczy. Dziękuję i proszę o RT.

A straż graniczna informuje:

W nocy w rejonie m. Czeremcha, żołnierze białoruscy zaczęli niszczyć tymczasową zaporę graniczą. Wyrywali słupki ogrodzeniowe oraz rozrywali concetrinę przy pomocy pojazdu służbowego. Polskie służby były oślepiane wiązkami laserowymi oraz światłem stroboskopowym.
Samuel Pereira napisał :
Na Okopress czytam, żeby „nie dzielić pograniczników na polskich i białoruskich, a raczej na ludzkich i nieludzkich”. Im już otwarcie płacą w rublach?

Dawid Wildstein skomentował całość sytuacji:

Łotwa- całość opozycji głosuję za rządem w sprawie ochrony granicy. Litwa- opozycja ogłasza, że w sprawie agresji hybrydowej popiera w całości obronne działania rządu. Boże! Dlaczego tylko Polskę pokarałeś czymś takim jak PO, Onet, TVN, GW, Kurdej-Szatan czy inną Jandą? CZEMU?

Tymczasem p. Ostaszewska łamiącym się głosem opowiada, że dała batonik zmarzniętym nastolatkom znalezionym w krzakach, a na przystankach we Wrocławiu duszaszczypatielnyj plakat z bliskowschodnią dziewczynką rzekomo zaginioną na granicy.

Otoka-Frąckiewicz w ostatnim pitu pitu wspomina o rzeczywistym problemie "dzieci w lesie". Są to dzieci kupione od rodziców lub po prostu porwane celem dostarczenia do burdeli w Niemczech (Germany! Germany!). Wobec trudności ze sforsowaniem polskiej granicy "dostawcy" porzucili je w lesie, po stronie białoruskiej oczywiście. Te konkretne dzieci rzeczywiście mogą być głodne i wyziębione, ale ani państwo polskie, ani obrońcy naszych granic, nic nie mogą dla nich zrobić. Problem musi rozwiązać Łukaszenka z ewentualną pomocą ONZ.

Proszę sobie wyobrazić legalnie działającą KPP i KPZBiU w międzywojniu. To jest dokładnie to co z czym mamy dziś do czynienia, tylko pod zmienioną nazwą, rozbite na kilka podmiotów medialnych. Kretynki typu Ostaszewskiej czy K..rwaaa-Szatan odwracają uwagę od profesjonalistów wykradających dane osobowe żołnierzy i publikujące je w mediach społecznościach na grupie "polscy kaci".

Na koncie niebezpiecznik:
W internecie od miesiąca ktoś doxuje czyli publikuje dane strażników granicznych: -fotki -telefony -adresy Oskarża ich o różne akty przemocy na migrantach. Ale bez żadnych wiarygodnych dowodów. Przykład: film płaczącego dziecka. Opis: To x go pobił. Operacja dezinformacji trwa.

Sytuacja naprawdę jest poważna i jeśli rząd będzie nadal równie tchórzliwy w walce z agenturą jak dotychczas, to widzę czarno.

Natomiast obrońcom naszych polskich granic chcę zwrócić uwagę na analogię ich zmagania z walką duchową. Wiadomo, że jeśli o 3 nad ranem budzisz się z lękiem i swoje życie postrzegasz jako nierozwiązywalny problem, któremu sam jesteś winien, to możesz mieć absolutną pewność, że nadaje wiadoma centrala. 

Jeżeli więc polski żołnierzu, policjancie, strażniku zostajesz nazwany "mordercą" lub "katem", wiedz, że to nadaje wiadoma agentura, a postacie typu K..rwaa-Szatan są jedynie jej otworem gębowym, trudno rozstrzygnąć czy z głupoty (połączonej z narcyzmem) czy z nikczemności.


środa, 28 lipca 2021

Byłem nagi, a nie przyodzialiście mnie, czyli ohydna historia z życia wzięta

Napomykałam tu i ówdzie o mojej niewesołej sytuacji finansowej, która trwa od dłuższego czasu. Przez wiele lat nie stać mnie było na wakacyjny wyjazd. Znosiłam to pogodnie, gdyż zawsze mogłam pojechać rowerem na bezpłatne kąpielisko na Oporowie, gdzie ratownicy nie robili problemu, żeby pozwalać ludziom pływać poza wydzielonym brodzikiem z piaszczystym dnem i płytką wodą. Na początku zaprezentowałam im zresztą moją starożytną kartę pływacką z 1980 roku, żeby mieli pewność, że nie naciągam ich na nic nielegalnego. 

Mimo ubóstwa i braku odpowiedzi na moje modlitwy (takiej jakiej oczekiwałam w każdym razie) czułam się objęta jakąś opieką. Szczególnie ujmujące wydało mi się zapewnienie mi wody, w której mogłam pływać do woli. Z całą szczerością serca mogłam więc wypowiadać słowa psalmu "Pan pasterzem moim nie brak mi niczego (...) prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć, orzeźwia moją duszę"

Niestety rzecz zmieniła się w tym roku. Nowa ekipa ratowników nie pozwala ludziom pływać. Można tylko chlapać się przy brzegu człowiek na człowieku (o dystansie społecznym zapomnij) w płytkiej wodzie, do której wszyscy sikają. Wynegocjowałam pozwolenie na pływanie 2 metry od tego skupiska, ale facet ciągle na mnie gwizdał i wrzeszczał. Małe wredne gówno, z wielkim ego. Nie miałam ochoty na powtórkę tego doświadczenia. Dopytałam się więc przezornie czy w sytuacji kiedy ktoś wchodzi do wody spoza wydzielonego kąpieliska też zamierzają drzeć mordę. Okazało się, że nie, jeśli jego rzeczy też są poza kąpieliskiem.

Zastosowałam się więc i oczywiście ukradziono mi plecak zostawiony na brzegu. Było tam moje ubranie, bielizna, buty (śliczne nowe tenisówki), ręcznik, komórka, dokumenty i klucze, a także aparat fotograficzny. Po godzinie pływania wyszłam z wody w mokrym stroju i nie miałam w co się przebrać, żeby wrócić do domu. Ratownicy wzruszyli ramionami na mój problem, a wezwana policja odjechała zostawiając mnie w mokrym stroju i bez butów. Pouczyli mnie, ze mam się stawić się na komisariacie po 14, bo wcześniej jest tłok. Byłam tak zaszokowana, że nie zaprotestowałam. 

Poprosiłam ratowniczkę o pożyczenie mi czegokolwiek np. ręcznika. Zgodziła się bez entuzjazmu. Ruszyłam więc boso w mokrym stroju (owinięta na biodrach ręcznikiem ratowniczki) ulicami Oporowa na przystanek tramwajowy. Wsiadłam do czwórki i pojechałam. Nie ujechałam i 3 przystanki, gdy dogoniła mnie policja z informacją, że złapali złodzieja i odzyskali aparat. Dałam więc kolejne przedstawienie przemaszerowując przez skrzyżowanie w asyście dwóch mundurowych i wsiadając z nimi do samochodu celem udania się na komisariat i zidentyfikowania odzyskanych przedmiotów.

Po dłuższej chwili ktoś wpadł na pomysł, żeby mi dać drugi ręcznik, poszłam więc do toalety, zdjęłam wreszcie mokry strój i owinęłam się dwoma ręcznikami. Tak ubrana maszerowałam po komisariacie, aż jakaś policjantka zasugerowała, żeby dać mi coś do ubrania. Dano mi papierowy fartuch i tak odpierdolona składałam zeznania, aż do momentu kiedy przyjechała moja siostra z rzeczami.

Po co to wszystko opowiadam tak szczegółowo? Jestem po prostu wstrząśnięta tym, że nikt nie widział w bosej kobiecie w mokrym stroju w środku miasta osoby potrzebującej pomocy. Ratownicy do których pierwszych się zwróciłam wypięli się na mnie dupą, tylko jedna dziewczyna okazała ślad ludzkich uczuć udostępniając mi telefon, żebym mogła zadzwonić na policję i pożyczając ręcznik. Zrobiła to dopiero na moją prośbę bez zbytniego entuzjazmu...

Nie wiem co jest bardziej ohydne - dziad, który kradnie ludziom ubranie i buty na basenie, a potem je wyrzuca, czy ludzie, którzy widząc kogoś w tak oczywistej potrzebie odwracający się dupą. Jestem wstrząśnięta do głębi i nawet nie mogę się wypłakać...

niedziela, 16 maja 2021

"Ekologiczny" Wrocław, czyli chamstwo rowerzystów i agresja wobec kobiet

 A we Wrocławiu jak zawsze "ekologicznie".  Wracam z kościoła Bożego Ciała cała odświętna, a przy przejściu na Świdnickiej straż miejska. No nareszcie - myślę sobie - ktoś w końcu zauważył, że jest problem z rowerzystami. Uspokojona zagłębiam się w alejkę dla pieszych Promenady Staromiejskiej. Nie doszłam jeszcze do pomnika rotmistrza Pileckiego, a już na mnie jedzie para rozpędzonych rowerzystów.

- Ścieżka rowerowa jest tam! - mówię do jadącej na przedzie kobiety jednocześnie wskazując alejkę przy fosie. Ta mnie ignoruje, natomiast mężczyzna rzuca w moim kierunku - Z drogi, szmato!

Ktoś powie - norma wrocławska. Owszem, ale dla ludzi mojego pokolenia to jednak szok cywilizacyjny.

Stoję więc chwilę oniemiała, w końcu wracam się i relacjonuje wydarzenie strażnikom miejskim przy przejściu na Świdnickiej.

- Oni do nas tak samo się odzywają - mówi młody strażnik z ożywieniem - z daleka do nas krzyczą. Chamstwo jest niewiarygodne, ale co my zrobimy? Tylko pilnujemy przejścia. Przecież nie będziemy ich ścigać!

- Proszę dzwonić na policję na 997 - radzi młoda strażniczka - nie złapią ich, oczywiście, ale będą mieli sygnał, żeby tu wysyłać patrole.

Dzwonię więc na 997, dodzwaniam się na 112 (997 wyłączony w całej Polsce), niunia podaje mi numer odpowiedniego komisariatu. Dzwonię więc tam, numer nieosiągalny. Chcę napisać zgłoszenie mailowe, strona nieosiągalna. Nic dodać nic ująć...

Nasuwa mi się jednak refleksja natury ogólnoludzkiej. Nie będę komentować gnoja, który mnie zwyzywał. Moją zemstę oddaje Bogu w nadziei, że wybierze mu lepszą karę, niż bym sama mogła wymyślić. Natomiast najbardziej zastanawiają mnie kobiety, które z takim czymś się zadają. Każda kretynka, która nie reaguje na chamstwo wobec innej kobiety ze strony swego chłopa, zasługuje, na te wszystkie lima, połamane kości i odbite narządy wewnętrzne, które kiedyś jej zafunduje. Jej brak reakcji na agresję wobec słabszych jest ZGODĄ NA PRZEMOC WOBEC SIEBIE!




wtorek, 14 maja 2019

Limeryki na lewackie wybryki

W okolicach Pruchnika
dawny zwyczaj ludowy zanika.
Nie wolno Judasza batożyć,
ani nad nim się srożyć,
bo wdała się w to polityka

Terapeutka Podleśna z Warszawy
na pomysł wpadła ciekawy
Żeby zwrócić na siebie uwagę
wymyśliła zniewagę
dla katoli z kościelnej ławy.

Myśląc, że gdy na aureoli
Matki Boskiej coś nagryzmoli
Wnet uniosą się gniewem
i z modlitwą i śpiewem
przed obrazem jej będą biadolić.

Tymczasem pewnego rana
wizyta niespodziewana!
Policja do domu wtargnęła
biustonosz z piersi jej zdjęła
Czyś usatysfakcjonowana?

Może następnym razem
kiedy się zajmiesz obrazem,
który dla ludzi coś znaczy,
a ktoś cię przy tym zobaczy,
potraktują cię gazem!

Sposobów jest przecież niemało
by pokazywać swe ciało
dostępnych każdej kobiecie,
na przykład w Internecie.
Może by się spodobało?

Ciągły głód ludzkiej uwagi
naraża cię na zniewagi,
jakich nie życzę nikomu
Nie lepiej już zostać w domu
albo jechać zbierać szparagi?!!

Nasi sąsiedzi za miedzą
nad brakiem ludzi się biedzą
do szparagów zbierania,
przed czym lud miejscowy się wzbrania,
nawet, gdy na zasiłku siedzą!

A niewdzięczni Polacy
nie chcą tam jeździć do pracy.
Pis pieniądze rozdaje
naród w domu zostaje
gdy 500+ dostaje na tacy.