Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wszystkich Świętych. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wszystkich Świętych. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 listopada 2025

Zaduszki 2025

Sześćdziesiątka!!! Cudny ponury dzionex - zaduszkowe klimaty. Leje cały dzień. Nic piękniejszego bym sobie nie wymyśliła na tę okazję. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak cieszyłam się z  kolejnych urodzin. W końcu jestem seniorką pełną gębą i mogę jeździć komunikacją miejską za pół biletu!

To poczucie ulgi! Na nic już nie czekam (poza śmiercią, oczywiście). Chcę dobrze przeżyć ten czas, ale ani ja sama, ani nikt inny, nic już ode mnie nie oczekuje. Generalnie usiadę nad rzeką i poczekam na trupy moich wrogów płynące z prądem. Będę je kontemplować oczami starej kobiety (otoczonymi siatką zmarszczek) lekko się uśmiechając do siebie, a wiatr będzie rozwiewał moje siwiejące loki...

Wszyscy zgodnie twierdzą, że wyglądam jak zawsze. Nie wiem czy powinno mnie to cieszyć czy martwić. Na ostanim spotkaniu klasowym jeden z kolegów posunął się nawet do twierdzenia, że nic nie zmieniłam się od przedszkola! Faktem jest, że poznał mnie od razu, a nie widziałam go ponad 50 lat, przy czym nie byliśmy jakoś szczególnie zaprzyjaźnieni.

Pamiętam, jak baba w sekretariacie szkoły podstawowej nr 94 nawrzeszczała na mnie, że dałam zdjęcie z przedszkola do legitymacj szkolnej. Innego nie miałam, więc mi nie wyrobiła tej legitymacji, a tu się okazuje, że 23.10. 2025, znaczy 53 lata później, spokojnie można mnie na podstawie tego zdjęcia rozpoznać!!! Widzisz babo, skompromitowałaś się doszczętnie! Ale czego można oczekiwać od osób, które wrzeszczą na patologicznie nieśmiałe, wrażliwe dzieci!

Posunęłam sie nawet do pójścia na mszę do parafii. Proboszcz podczas kolekty zawsze zagaduje starszą parafiankę z wnukami. Dziś zagadnął ją dwukrotnie, w tym raz podczas podniesienia i to półgłosem! Natomiast w pieśniach śpiewanych przez pośpiesznego organistę nie da się rozróżnić ani słów, ani melodii...

To uczucie, kiedy myślisz, że nic cię już nie zaskoczy, a znowu zbierasz szczękę z bruku, jak ja wczoraj na widok faceta grajacego na skrzypcach na Cmentarzu Grabiszyńskim w celach żebraczych! Podłączony był przy tym do kilku wzmacniaczy, co zapewne doceniły osoby odwiedzające groby swoich zmarłych w bezpośredniej bliskości!

Czy wspominałam o kradzieży (podpisanych) zniczy i postawieniu na wypasionym, sąsiednim grobie? W tym roku też się powtórzyła, podobnie jak pańcie z pieskami obsikującymi groby spacerujące po cmentarzu...

Nie bylo tylko wycieczek rodzinnych na rowerach przebijających sie przez tłumy na cmentarzu i to trzeba docenić! Nie zawiodły jednak liczne rodziny zajmujące cały chodnik i nie zamierzajace zrobić miejsca dla osób - badź co bądź starszych - idących z naprzeciwka! Kult świętego bachora na pełnej kurtyzanie (jak mowi Otoka-Frąckiewicz). Babcia stoi i gęgą do wnucząt w wieku szkoły podstawowej usadzonych na siedzeniu w zatłoczonym tramwaju. Skutków takiego wychowania wszyscy doświadczamy!

Tak więc wiele sobie obiecuje po tym ostatnim odcinku drogi - starości. W końcu urodziłam się w listopadzie, więc te klimat "jesieni życia" jest mi bliski. Coraz bliższy jest też cel podróży czy też jej kres i to nastraja mnie optymistycznie do życia...



czwartek, 6 listopada 2014

O wesołych cmentarzach

Nawet nie chce mi się dyskutować z ludźmi wstydzącymi się własnej tradycji (a może nie jest dla nich własna?), promującymi obce zwyczaje jak osławiony halloween (w celach komercyjnych lub jeszcze gorzej), krytykującymi polski "płytki katolicyzm" itp.
Gdyby zachowali cień obiektywizmu i bez uprzedzeń wybrali się na cmentarz w okolicach Wszystkich Świętych zobaczyliby kwintesencje Chrześcijaństwa w formie równie przystępnej dla największego barana jak i subtelnego myśliciela - wesoły cmentarz. Śmierć jest pokonana czy też oswojona. Nie boimy się jej, nie uciekamy, nie ukrywamy jej wstydliwie, nasi zmarli dalej żyją - orędują za nami lub wciąż potrzebują naszych modlitw.
Piękne kwiaty (nawet jeśli są to owe łaciate bukiety - hit cmentarny tego roku), ciepłe płomienie zniczy, tłumy ludzi, rodziny zbierające się u grobów i gwarzące pogodnie o dokładnie wszystkim - temat śmierci i wspomnienia o zmarłych wkomponowane harmonijnie w wątki dotyczące życia i przyszłości. Pewna jarmarczność niektórych ozdób niczego nie ujmuje ogólnemu wrażeniu. Widziałam kiedyś reakcję Hindusek, którym po prostu dech zaparło z zachwytu i zaskoczenia na ten widok.
Na zdrowy rozum każdy człowiek powinien być dumny z tak pięknej tradycji, choć mi samej zajęło trochę czasu dochodzenie do docenienie jej w pełni.
Przede wszystkim urodziłam się 2 listopada i obchody Wszystkich Świętych zawsze przyćmiewały moje urodziny. Mama wyjeżdżała do Katowic na grób swego ojca i matki (a potem kolejno dwóch braci), co zawsze mocno zaburzało moje poczucie bezpieczeństwa. Wizyta na cmentarzu i próba poradzenia sobie z tajemnicą śmierci rujnowała je doszczętnie na pewien czas.
Pewien pozytywny aspekt zyskało dla mnie to święto kiedy studiowałam na KULu, gdzie jak we wszystkich instytucjach katolickich było ono związane z dłuższym okresem wolnego, a także wyjazdem do domu i urodzinami obchodzonymi wśród bliskich.
Po powrocie do Wrocławia znowu zaczęło mi się kojarzyć z czasową utratą poczucia bezpieczeństwa i nasileniem irracjonalnych lęków, dlatego w czasach gdy mieszkałam sama często odpuszczałam sobie wizytę na cmentarzu.
Odkąd zdałam sobie sprawę, że moja droga będzie samotna, a zwłaszcza od śmierci ojca, cmentarze zaczęły uświadamiać mi, że nie będzie miał mnie kto pochować i to dość skutecznie zniechęcało mnie do ich nawiedzania. Miałam jednak (i mam) obowiązki wobec rodziny więc chcąc nie chcąc chodziłam tam regularnie i zauważyłam, że moje podejście staje się coraz bardziej pogodne, a poczucie bezpieczeństwa (dość niskie) coraz mniej zaburzone.
Tego roku Zaduszki (i moje urodziny) wypadły w niedziele, była piękna pogoda i po raz pierwszy zdałam sobie sprawę w pełni jak radosny jest cmentarz katolicki w Zaduszki w Polsce (bo być może gdzie indziej nie tak bardzo).
Ciągle jeszcze obrabiam mentalnie fakt, że moim urodzinom patronują wierni zmarli, którzy wciąż potrzebują modlitwy i co to dla mnie znaczy lub powinno znaczyć.
W każdym razie w tym roku wizyta na cmentarzu dodała pogody moim 49, ostatnim przed półwieczem urodzinom. Tort zrobiłam z ciemnego biszkopta, mocno nasączony, do kremu (nieco się zwarzył) dodałam wiśnie, polewy użyłam kupionej i była za twarda. Moja matka stwierdziła, że jest dobry, ale kupiony byłby lepszy - typowe!
Ponadto nabawiłam się zapalenia pęcherza, uszyłam ocieplany płaszcz na zimę i czekam aż mój promotor skomentuje rozdziały pracy, które mu przesłałam, aby wziąć się za dalszą obróbkę.
Pewnej znajomej z uczelni (z którą prowadzę zajęcia) umarła matka (nagle, na serce, miała 81 lat). Ta osoba - dobrze po 50-ce, zamężna, nieźle ustawiona w życiu - powiedziała, że czuje się jak porzucona sierotka.