środa, 20 listopada 2013

O bytach duchowych nieprzyjaznych człowiekowi

Jestem tak śmiertelnie zmęczona i tak bardzo nie widzę wyjścia z sytuacji, że przychodzą mi do głowy myśli, które w takich okolicznościach zwykle się pojawiają. Swoją drogą sam język sugeruje, ze te myśli jakby same przychodziły albo się pojawiały bez naszego udziału. To nie my myślimy te myśli tylko ktoś nam je podsuwa.
Opowiem więc o pewnym wglądzie, który stał się moim udziałem.
W dawnych czasach, wiele lat przed kryzysem wieku średniego kiedy byłam jeszcze młoda miałam zwyczaj przychodzenia na adorację do Kościoła Dominikanów, która wtedy odbywała się w Kaplicy bł. Czesława. Niejedno wgłębienie uczyniłam kolanami w klęczniku w owym czasie. Tego dnia jednak dopadły mnie myśli samobójcze (nie na tyle poważne, żebym coś sobie zrobiła, ale wystarczająco, żebym zamiast swoim życiem zajmowała się pragnieniem śmierci). Klęczę więc przed Najświętszym Sakramentem i myślę o swoim życiu, perspektywach na przyszłość itp. i to co widzę pogrąża mnie coraz głębiej w ciemność. Perspektyw nie ma, nic się nie zmieni Bóg mi nie pomoże, skoro dotąd tego nie zrobił i tak dalej, a wszystko doskonale logiczne i prawdziwe. nie ma ani jednego słabego punktu, a ja nie znajduje żadnego kontrargumentu, nie przypominam sobie żadnego doświadczenia którego mogłabym użyć, aby się bronić.
W pewnym momencie przyszła mi do głowy myśl, ze owo pragnienie śmierci jest wyłącznie na poziomie umysłu, bo gdyby ktoś mnie teraz napadł i chciał zabić, to moje ciało wiedziało by co robić - broniłabym się ze wszystkich sił.
Któż więc mógłby chcieć mojej śmierci? Tylko ktoś, kto mnie bardzo nienawidzi i chce zniszczyć. Wielu ludzi nienawidziło mnie i chciało zniszczyć, a ja nie miałam nigdy żadnych wątpliwości, że nie należy im na to pozwolić.
Czysta zdrowa przekora - a takiego s...synu!!! Może nie mam żadnych perspektyw, może nic się nigdy nie zmieni, ale nie będę ułatwiać zadania komuś, kto mnie nienawidzi!!!Wiele, wiele lat później ujęłam to tak - być może ja przegrałam wszystko co było do przegrania w tym życiu, ale ty zostałeś pokonany pod krzyżem i nic ci nie pomoże.
Można kręcić nosem na taki argument, ale mi z braku czegoś lepszego zupełnie wystarcza.
Innym razem spowiednik podsunął mi myśl, że ohydne, całkowicie niezrozumiałe i irracjonalne zachowania innych ludzi wobec nas też można interpretować jako atak nieprzyjaciela rodzaju ludzkiego i dodał, że gdyby ich zapytać, dlaczego tak się zachowują nie umieli by tego wyjaśnić.
Ciary przeszły mi po plecach, bo rzeczywiście coś takiego kiedyś zrobiłam - zapytałam nieznanego młodzieńca, który mnie wyzywał, dlaczego właściwie to robi i doczekałam jedynie niezbornych   półzwierzęcych dźwięków i odwracania ze wstydem głowy.
Tak więc nie tylko estetyka może być pomocna w życiu, jak chciał Herbert, ale także nauka Kościoła Katolickiego w kwestii bytów duchowych nieprzyjaznych człowiekowi (mówiąc oględnie)

sobota, 16 listopada 2013

O dręczeniu via komputery

Jestem udręczona przez komputery - jeden nowy z jakimś idiotycznym systemem operacyjnym i jeden stary na którego naprawę wywaliłam nieziemskie pieniądze, żeby mieć normalny Windows XP kompatybilny z drukarką i skanerem. Wszystko jest problemem załącznik w office się nie otwiera, nie można go poprawić i odesłać adresatowi, trzeba to robić online. Każda prosta czynność zamiast pięć minut zajmuje dwie godziny, jestem na granicy histerii.
To kojarzy mi się z dręczeniem diabelskim i mam intuicję, że coś w tym jest.
Archaniele Michale, Rafale i Gabrielu - pomocy!!!

czwartek, 7 listopada 2013

O smutnej konieczności budowania murów

Dowiedziałam się niedawno (przy okazji spowiedzi), że istnieją dwie odmiany ludzi: jedni mają skórę nosorożca i przez życie przepychają się łokciami i drudzy obdarzeni naturalną dobrocią serca, która notorycznie nadużywana jest  przez tych pierwszych. To wiedza potoczna, oczywiście, ale wynikają z niej pewne konsekwencje dla życia duchowego.
"Nosorożce" mają za zadanie nauczyć się czuć i współczuć, a ci drudzy zbudować mur dookoła, swojej naturalnej zdolności współczucia, zostawiając jednak most zwodzony na wszelki wypadek.
Sytuacje zaciemnia fakt, że w powszechnym odczuciu bezwzględni manipulatorzy jawią się jako ofiary, a manipulowani przez z nich jako agresorzy, egoiści itp. Czasem sami zainteresowani nie wiedzą do której kategorii należą, a nauka Kościoła zwykle skierowana jest wyłącznie do gruboskórnych.
Może dlatego wśród mafiozów, damskich bokserów i pijaków jest sporo nawróceń, które owocują przemianą życia tak bardzo budującą dla otoczenia, a prawie nie ma podobnie spektakularnych transformacji w życiu samotnych kobiet terroryzowanych i wykorzystywanych przez matki. One przecież zawsze słyszą, że mają złożyć swoje życie w ofierze i to robią.
Zastanawiam się kto ma większy grzech one same, ich dręczycielki czy duchowni karmiący ich naukami skierowanymi do kogoś zupełnie innego.

wtorek, 15 października 2013

Nawet w grobowcach my jeszcze żołdacy i hufiec Boży

Logicznym krokiem rozpoznania, że nieustannie bierzemy udział - świadomie lub nie - w walce duchowej jest przyjęcie do wiadomości, że bycie wojownikiem, rycerzem, żołnierzem jest naszym podstawowym powołaniem. Wszak wojowaniem jest życie człowieka.
Takie postawienie sprawy rewolucjonizuje nasze postrzeganie rzeczywistości.
Jest wojna i my bierzemy w niej udział i nie mam tu nawet na myśli wojny cywilizacji życia, przeciw cywilizacji śmierci, która jest ewidentna, ale nieustanne zmaganie z atakującymi nas demonami goryczy, zazdrości, zwątpienia, zniechęcenia, nawyku ciągłego narzekania itp.

Nie zmorzy nas głód ni żaden frasunek
ani zhołdują żadne świata hołdy
bo na Chrystusa my poszli werbunek
na jego żołdy

piątek, 27 września 2013

O walce duchowej małe co nieco

To zupełnie niezwykłe, jak przyjęcie do wiadomości czy też zdanie sobie w pełni sprawy, że istnieją byty duchowe, które - mówiąc oględnie - nie są nam życzliwe, zmienia wszystko.
Myśl, że to co brałam za moją gorycz, moją rozpacz, moje myśli samobójcze, moje zwątpienie, mój lęk, moją potrzebę kontroli może być suflowane przez kogoś, kto ma swoją własną agendę stojącą w, jaskrawej sprzeczności z moimi celami życiowymi, ze szczególnym uwzględnieniem mojego dobra, jest odświeżająca.
Zawsze uważałam, ze człowiek wędrujący po kraju Mordor, gdzie zaległy cienie potrzebuje przede wszystkim dobrej mapy i kompasu oraz wiedzy z kim może mieć do czynienia i jak się przed nim bronić.
Co dziwne, Kościół Katolicki, który taką wiedzę i rozeznanie ma na stanie, zachowuje się czasem tak, jakby się jej wstydził.

czwartek, 26 września 2013

O goryczy i wdzięczności

Po długim okresie taplania się w gniewie i goryczy doszłam do wniosku, że jeżeli nie chcę w tym utonąć, to jedynym rozsądnym wyjściem jest postawa wdzięczności tzn.. świadome jej przyjęcie.
 Przyszło mi to do głowy, kiedy szłam na zajęcia z moimi młodymi klientami tak ustawionymi w życiu, że wolę nie dochodzić kim byli ich rodzice i dziadkowie.

Ciekawe jak długo wytrwam tym razem...

poniedziałek, 23 września 2013

Jest JEDEN Bóg?

Zawsze modliłam się do Boga, który "dźwiga z prochu nędzarza i podnosi z gnoju ubogiego (albo odwrotnie, nie pamiętam dokładnie), aby posadzić go wśród książąt, książąt swego ludu", do Boga, który sprawia, że bezpłodna rodzi siedmioro i temu podobne figle.
 Widzę działanie tego Boga w życiu wielu ludzi, w tym niewierzący i niepraktykujący są nadreprezentowani. Natomiast nie widzę w swoim własnym życiu.
 Wołam w przestrzeń i czuję, że jest pusta, że nie ma tam tego, do którego wołam przez całe moje życie (lat 47 i coś). Czuję rozpacz.
Natomiast cały czas gdzieś za moim ramieniem ktoś rozsądny mówi do mnie: "teraz o tym nie myśl, bo zwariujesz", "zajmij się tekstem, który masz napisać", albo "poproś właściciela mieszkania, żeby przedłużył ci okres wypowiedzenia ze względu na złamaną rękę" itp. Są to rzeczy rozsądne i zdroworozsądkowe, jakby mówił je ktoś życzliwy, może życzliwy współwięzień, który odsiaduje w tej samej celi, ale znacznie dłużej i wie jak przez to przejść, żeby nie zwariować. Taki ktoś jest i jest życzliwy, ale nie można poprosić go o znalezienie pracy czy coś w tym stylu, bo jego kompetencje tam nie sięgają.
Kim więc jest?
Czy ma jakiś związek z Bogiem Biblii? Z Chrystusem? Z Aniołem Stróżem?
Gdyby przez jakiś nadzwyczajny przypadek ktoś znał odpowiedź na te pytania, będę niezmiernie wdzięczna za podzielenie się nią ze mną.