czwartek, 26 grudnia 2019

Wiedźmin netflixa, czyli wiecej pięniędzy niż rozumu

Mój kontakt z prozą Sapkowskiego byl bardzo ograniczony. Po jednym opowiadaniu o wiedźminie zorientowałam się, że to stanowczo nie dla mnie. Męski punkt widzenia, męskie fantazje seksualne, burdele, bijatki i zupełnie współczesne przekleństwa kontrastujące z fragmentami bardziej archaizowanych tekstów (o krasnoludzkiej rzyci na przykład).

Polski serial obejrzałam z ciekawości. Super muzyka, kilku dobrych aktorów i atmosfera nie były w stanie przykryć braku pieniędzy na odpowiednie lokalizacje. Co gorsza dialogi były kiepsko napisane, a ich odtworzenie raziło sztucznością. O potworach i efektach specjalnych sie nie wypowiadam, bo mnie nie obchodzą.  Film wymagał od widza pracy wyobraźni - wysiłku wiary, że te ruiny to naprawdę zamek, swojski krajobraz to fantastyczna kraina itp.

Twórcy gier o Wiedźminie wykreowali zapierającą dech w piersiach scenerię, przylożyli się do strojów, uzbrojenia itp. Fragmenty, które widziałam w internecie są rewelacyjne. Muzyka - zwłaszcza piosenka Priscilli - porusza do łez. Świat, w który wchodzi odbiorca, jest spójny i przekonywujący, stąd  - jak sądzę - światowy sukces.

Serial Netflixa przypomina mi natomiast jedno z tych świetnie zrobionych amatorskich przedstawień teatralnych w szkołach jednopłciowych. Ani profesjonalna reżyseria, ani stroje wypożyczone z teatru, ani całkiem przyzwoita gra młodych aktorów nie może przykryć faktu, że wszystkie postacie odgrywane są przez nastoletnie dziewczęta lub chłopców. Widz musi nieustannie brać w nawias ten fakt, jeśli chce się dobrze bawić. Bez dobrej woli widza efekt jest raczej komiczny. Nikt nie weźmie 16-latki z przyczepioną brodą za starca, ani młodzieńca w peruce z warkoczami za dziewczynkę.

Szokujące dla mnie jest, że przy takim budżecie zaryzykowano ów komiczny efekt - murzyn w zbroji, negroidalny bardzo czarny elf z przyczepionymi uszami, Hinduska z garbem w europejsko wygladajacej wsi, ta sama Hinduska (już bez garbu) w płaszczu o współczesnym kroju i równie współczesnym makijażu bierze udział w polowaniu na smoka wśród karłów i rycerzy, minstel we współczesnych spodniach z rozporkiem na zamek uprawia muzykę pop posługując się lutnią i tak dalej.

W znanych wielkich produkcjach fantasy jak Willow, Władca Pierscieni czy Gra o Tron było dla twórców oczywiste, że określone krainy zamieszkują charakterystyczne dla nich ludy. Zadano sobie trud, żeby wybrać np ludzi o jasnej pigmentacji na Rohirrimów, a ciemnowłosych na Gondorczyków. Elfy musiały być wysokie i smukłe z charakterystyczną fryzurą itp. Wszystko to miało służyć wykreowaniu spójnego, sugestywnego  uniwersum wciągajacego odbiorcę. 

Twórcy Wiedźmina postanowili natomiast zgwałcić widza przez oczy (i uszy). Nic tam się nie trzyma kupy. Stroje to jakiś niewiarygodny wprost koszmar - główny bohater przez cały film gania w krótkiej kurtce i obcisłych spodniach zapinanych z przodu na wyraźnie wyeksponowane guziki. Pomysl skrajnie perwersyjny i wybitnie niepraktyczny. Suknie Yennefer, jej płaszcze, buty, fryzura i makijaż sa wybitnie współczesne i rażą w każdej scenie. Nie wspomnę miłosiernie o zbrojach i uzbrojeniu. Współczesna muzyka pop ma się nijak do dziwacznej scenerii. Patos i zadęcie licznych przemów o przeznaczeniu, losach świata itp wyglaszanych przez kolejnych bohaterów jest równie irytujące jak współczesne przekleństwa często gęsto sypiące się z ekranu. Serial jest głupi, męczący i nieatrakcyjny wizualnie. Szkoda tych pieniędzy i zmarnowanej okazji. 

Gdyby jedną dziesiątą budżetu podarowano twórcom polskiego Wiedźmina powstałoby dzielo - przez porównanie - wybitne. Wystarczyłoby zadbać o bardziej przekonywujace lokalizacje, poprawić dialogi i lepiej wybrać odtwórczynie ról kobiecych. W serialu z 2001 jedynie Karolina Gruszka jest podobna do ludzi i nie musimy sobie jej urody wyobrażać, po prostu ją widzimy na ekranie. Pozostałe aktorki, poza nieszczególnym wygladem (wielkie nosy, plaskie potylice, trwała na rzadkich włosiętach), mają bardzo irytującą, manierę wygłaszania swoich kwestii ni to teatralną ni to już nie wiem jaką. Może łatwiej byłoby się im odnaleźć, gdyby wszystkie dialogi napisane bylyby w jednej konwencji np bajkowo-archaizowanej.

W sieci dostępny jest film, inspirowany światem Wiedźmina, zrobiony przez fanów dla fanów pod wdzięcznym tytułem "Pół wieku poezji później". Nie jestem szczególnie zachwycona rezultatem, ale podziwiam zapał twórców. Brak środków jest wyraźnie mniej niebezpieczny dla efektu całości niż nadmiar.


niedziela, 8 grudnia 2019

Kij do zadu, czyli o wyższości starej szkoły wychowania nad nową!

Obejrzałam niedawno wywiad Jaruzelskiej z Ziemkiewiczem na YouTube. Państwo się znają z liceum i studiów na polonistyce UW. Bardzo sympatyczna i ciepła rozmowa.

Przy okazji wspomnień szkolnych Ziemkiewicz wyznał, że jako nastolatek pełen był kompleksów. Zdziwionej interlokutorce wyjaśnił, że był produktem pewnej szkoły wychowywania dzieci reprezentowanej przez matkę. Według niej dziecka się nie chwali, by nie wbiło się w pychę, trzeba je nieustannie zawstydzać itp.

Bardzo dobrze znam tę metodę wychowawczą, gdyż sama byłam jej poddawana. Niestety nie posłużyła mi tak dobrze jak Ziemkiewiczowi. Widząc jednak skutki wychowania bezstresowego zaczynam być bardziej skłonna do zrozumienia czego chciano uniknąć i co osiągnąć w ten sposób.

Jeszcze bardziej skłonna jestem uznać zasadność nawoływań biblijnych do częstego (nawet profilaktycznego) używania kija wobec synów. Młodzi mężczyźni po prostu potrzebują zewnętrznej dyscypliny w stylu militarnym, jasno określonych reguł i sprawiedliwych kar.

Z perspektywy widać wyraźnie, że nadmiar dyscypliny jest mimo wszystko lepszy niż jej brak. Idealne byłoby wyważenie i dostosowanie do wrażliwości jednostki, ale ze względu na nieliczne wrażliwe jednostki nie można rezygnować ze stosowania adekwatnych środków wychowawczych wobec całej populacji.



sobota, 7 grudnia 2019

O "trafianiu do młodzieży" i o. Pelanowskim

Słuchałam na YouTube jakiegoś panelu o młodych w Kościele,  trafianiu do młodzieży czy czymś równie mądrym (Czy KOŚCIÓŁ w Polsce jest NA KRAWĘDZI? | DEBATA).Trudno powiedzieć, który z uczestników wydał z siebie najbardziej irytującą wypowiedź. Po namyśle, to chyba siostrze Małgorzacie Chmielewskiej przypada palma pierwszeństwa, choć walka była wyrównana.

Siostra Chmielewska opowiedziała jak to jej córka (przybrana), wraz z gromadą młodzieży podczas bierzmowania, wysłuchać musiała 45-minutowego kazania starszego biskupa o korzyściach słuchania radia Maryja. Ta niewiarygodna trauma oznaczała dla całej grupy bierzmowanych "pożegnanie z Kościołem". Tu siostra Chmielewska zawiesiła głos, aby słuchacze mogli sami ocenić grozę sytuacji.

Muszę być złym człowiekiem, bo poczułam wyłącznie irytację, co gorsza głos siostry Chmielewskiej, a zwłaszcza jej maniera mówienia wydały mi się po prostu nieznośne. Zadałam sobie w swoim serduszku pytanie: na czym polegała zbrodnia biskupa i nie mogłam za cholerę znaleźć odpowiedzi. W oczach siostry Chmielewskiej najwyraźniej był to wiek hierarchy, chęć podzielenia się tym. co sam uważa za wartościowe, a przede wszystkim brak fascynującej osobowości, bogatej - najlepiej kryminalnej - przeszłości (w rodzaju o. Dona Callowaya MIC) i nieznajomość języka młodzieżowego (którym biegle włada np o. Szustak OP).

Droga siostro Małgorzato, brak fascynującej (dla młodzieży) osobości. kryminalnej przeszlości albo bajeru nie jest jeszcze - o ile mi wiadomo - grzechem ciężkim, ani nie dyskwalifikuje duszpasterza. Do młodzieży najlepiej przemówić dechą po dupie w mlodym wieku i wskazaniem miejsca w szeregu. Część z niej - ta uciemiężona przez życie - sama Boga poszukuje namiętnie, ale tą grupą Kościół, z jakichś powodów, nie jest zainteresowany. Reszta zacznie, kiedy dostanie od życia solidnego kopa w zad.

Młodzież jest - ze swej natury - głupia i arogancka. Mądrość przychodzi z wiekiem, choć - ewidentnie - nie do wszystkich. Gwiazdy duszpasterskie brylujące w internecie i "przyciągające tłumy" cierpią zwykle na przerost ego, a ile ich duszpasterskie sukcesy są warte pokazuje historia ks. Misiaka, który do młodzieży trafiał nadzwyczajnie, choć nie do końca wiedział w co właściwie sam wierzy.

Przestańmy - na litość boską - fetyszyzować niedojrzałość!  To stan (na szczęście) przemijający. Zacznijmy może wychowywać tych gnojków, jak to robiły pokolenia przed nami - dyscyplina, skromność i szacunek do starszych.

Kiedy słucham tych wszystkich starych dziadów mówiących o wsłuchiwaniu się  w głos młodzieży albo uczeniu od niej, nóż mi sie w kieszeni otwiera. To są po prostu wyrośnięte - a czesto już zepsute - bachory. Coś do powiedzenia będą miały dopiero za  - minimum - 30 lat, a niektóre nigdy. Uczyć należy się od mądrych, a wśród młodych takich nie ma.

Zaczynam mieć brzydkie podejrzenia skąd ta chęć "przyciągania młodych" - czy to nie o jędrne ciała raczej chodzi niż nieśmiertelne dusze?

Wracając do gwiazd duszpasterskich to jedna z nich - o. Augustyn Pelanowski OSPPE - został ostatnio obsztorcowany publicznie za swoją krytykę obecnego pontyfikatu. Władze zakonu paulinów uznały za stosowne publicznie się od niego odciąć i ostrzec wiernych przed jego zgubnym wpływem.

Nie słuchałam konferencji o. Pelanowskiego od lat, ale kiedyś jego rekolekcje uratowały mi życie. Interpretacja historii Daniela w jaskii lwów i proroka Habakuka zanoszącego mu polewkę rzuciła nowe światło na wiele sytuacji mojego własnego życia, a słowa "to że nie widzisz wyjścia, wcale  nie musi znaczyć, że go nie ma" powtarzam sobie do dziś dnia we wszystkich momentach zwątpienia.

Nie wiem dlaczego władze kościelne z taką anielską cierpliwością znoszące pedalstwo w swoich szeregach i jego propagandę (np.w wykonaniu ojców jezuitów), bez mrugnięcia powieką przełykajace każdą herezję i nadużycie finansowe, nagle doznają wzmożenia kiedy jakiemuś narwanemu zakonnikowi nie podoba się Pachamama i głosno o tym mówi.

P.S.
O. Pelanowski uważa, że czlonkowie mafii Sankt Gallen, przez fakt knucia i lobbowania za swoim kandydatem przestali być kardynałami, a wybór papieża przy użyciu tych niedozwolonych metod jest nieważny. Teza jest mocna, ale argumenty są. Nawet jeżeli jego ocena sytuacji jest błędna, to reakcja przełożonych pozostaje szokująco niewspółmierna, zwłaszcza w zestawieniu w tolerowaniu latami jawnych heretyków i praktykujących pederastów.




czwartek, 5 grudnia 2019

Ohyda spustoszenia

Obejrzałam sobie ostatnio "Przygody Tomka Sawyera" z 1939 roku na YouTube  z uczuciem pełnej satysfakcji. Szczególnie zachwyciły mnie metody wychowawcze ciotki Polly i pana nauczyciela w szkole.

Ciotka Polly oprócz ciągnięcia za ucho i strzelania po pysku miała poręczną deseczkę do grzmocenia Tomka po zadku najlepiej z zaskoczenia. Oto nasz dzielny bohater zsuwa się po rynnie ze swojego pokoiku na pięterku, a czatująca na dole czujna niewiasta jednym celnym ciosem deseczki w siedzenie zawraca go na drogę cnoty.

Pan nauczyciel ma na ścianie dobrze wyeksponowany arsenał rózeczek,  na dziewczynkę wybiera najlżejszą, kiedy jednak Tomek bierze jej winę na siebie dostaje majgrubszą kilka całkiem rzetelnych ciosów w zad.

Na spotkaniach mojej klasy z podstawówki koledzy wspominaja z dużym rozrzewnieniem kabel od żelazka (z wtyczką) którym dostawali w tyłek od swoich ojców oraz skuteczność tej metody w tzw. wyprowadzaniu na ludzi.

Tę madrość pokoleń porzucono całkiem bezrefleksyjnie, celem wyprodukowania tych wszystkich rozpuszczonych do obrzydliwości cip, które muszą żłopać płyny na lekcji, zagryzać i wychodzić co 15 minut do kibla, istot uzależnionych od smartfonów, biegłych w manipulowaniu dorosłymi i terroryzowaniu ich. Czy ktoś jeszcze dziesięć lat temu wyobrażał sobie, że bachor, który nic nie robi na lekcji będzie miał czelność odpowiedzieć, że pani mu nie wytłumaczyła i dlatego nie wie. Ohyda spustoszenia! Odpowiedzialni za doprowdzenie polskiego szkolnictwa do takiego stanu powinni wisieć na murach uprzednio wypatroszeni.

Na radzie pedagogicznej próbuję poruszyć temat dyscypliny. Nie udało mi się ani razu dokończyć zdania, a próbowałam 3 razy. Jeśli ktoś ma problem tzn., że sobie nie radzi, nie ma podejścia do młodzieży i powinien się bardzo wstydzić.

P.S.
Uczniowie instytucji, w której obecnie pracuje kojarzą mi się ze stadem wściekłych szczurów. Są tak wysoce toksyczni, że co tydzień ląduje na zwolnieniu z czymś poważnym. Miałam już zapalenie zatok i gardła, a obecnie przechodzę ciężkie zapalenie oskrzeli. Deratyzacja - to jedyna metoda. Miotacz trutki na szczury mi dajcie!!!

poniedziałek, 18 listopada 2019

O bardzo pouczajacej "wymianie poglądów" z o. Remigiuszem Recławem SJ

Ojciec Remigiusz Recław SJ  opublikował na YouTube film (Kult Pachamama. Czy papież Franciszek jest heretykiem? [Q&A#306] Remi Recław SJ) pokrętnie broniący umieszczenia Pachamamy w kościele Santa Maria in Transpontina w Rzymie (o pogańskim rytuale w Ogrodach Watykańskich się nawet nie zająknął). Był to tego rodzaju wywód, że po każdym zdaniu musiałam film zatrzymywać i pisać komentarz. Ojciec Recław twierdził m.in:

1. Biskupi, którzy skrytykowali tę akcję są odosobnieni ("zawsze te same osoby")       ekskomunikowani, ukarani lub odsunięci, na co odpisałam mniej więcej tak:
"Kardynałowie Gerhard Müller, Walter Brandmüller, Jorge Urosa Savino  i biskupi Athanasius Schneider, José Luis Azcona Hermoso, Rudolf Voderholzer i  Marian Eleganti, którzy wypowiedzieli się negatywnie o umieszczeniu Pachamamy w kościele i pogańskim rytuale w Ogrodach Watykańskich nie są ekskomunikowani, ukarani, ani odsunięci.  Św Atanazy także był odosobniony w obronie ortodoksji w czasie kryzysu ariańskiego".
 2. Umieszczenie Pachamamy w kościele jest formą inkulturacji Indian, na co odpowiedziałam:
" Postanowiono więc inkulturować mieszkańców Rzymu i katolików przybywających z całego świata do kultu Pachamamy?"
3. W przeciwieństwie do papieża nie rozumiemy problemów Ameryki Południowej, co         skomentowałam mniej więcej w ten sposób:
"My nie rozumiemy, za to hierarchowie niemieccy wydają się mieć wiedzę wlaną na temat problemów amazońskich Indian. To oni przecież zorganizowali ten synod, żeby przepchnąć swoją agendę - zniesienie celibatu i wyświęcanie kobiet." 
4. W decyzjach papieża powinniśmy zawsze doszukiwać się dobrych intencji, co skomentowałam:
"Doszukiwaliśmy się wszyscy dobrych intencji w pierwszym roku pontyfikatu, potem już się nie dało!"
5. Zaniepokojenie wiernych stanem Kościoła porównywalne jest z buntem Lutra, na co odpowiedziałam mniej więcej:
"Porównanie zaniepokojonych wiernych do Lutra wybitnie nietrafione. Luter był mnichem z trudem znoszącym ślub czystości. Jego bunt był na rękę możnym ówczesnego świata, gdyż umozliwiał przejęcie majątku Kościoła. Reformacja była wprowadzana odgórnie, narzucana silą wbrew oporowi wiernych jak w Anglii, krajach skandynawskich i księstwach niemieckich według zasady "cuius regio, eius religio".
 Mniej więcej po godzinie z wszystkich moich komentarzy ostał się tylko jeden, ten dotyczący domniemania dobrych intencji papieża:
"Doszukiwaliśmy się wszyscy dobrych intencji w pierwszym roku pontyfikatu, potem już się nie dało!"
Zaszczycona zostałam "odpowiedzią wyróżnioną" zacnego duszpasterza:
"Ciekawe? Czyli od 6 lat tworzycie odrębny kościół? Rejestrowaliście się już?"
na co odpisałam:
"Nie, Tworzymy od ok 2 tys. lat ten sam Kościół Katolicki, który miał papieży heretyków (Honoriusz, Jan XXII) i w którym ekskomunikowano za obronę ortodoksji (św. Atanazy), a mimo to przetrwał! Pytanie ojca skrajnie nieuczciwe."
(Cała ta wymiana na razie jeszcze wisi pod filmem).

Jako osoba zawzięta dziś rano (jestem na zwolnieniu) powtórnie skomentowałam film i zamierzam to robić codziennie (jeśli moje merytoryczne w treści i cywilizowane w tonie komentarze znowu znikną).

Zawsze zastanawiałam się dlaczego pod filmami duszpasterskich celebrytów broniących papieża Franciszka  komentarze są raczej naiwne. Teraz wiem - ktoś bardzo pilnuje, zeby niezgodne z założeniami fakty nie przedostały sie do polskiej opinii publicznej. To stawia w bardzo niekorzystnym swietle o.Remigiusza Recława SJ, podobnie jak sprowadzanie wszystkich swoich oponentów ad Luterum.

Ojcze Remigiuszu, czyżbyś nie wiedział, że Luter został nowym świętym Kościoła, a stolica apostolska wyemitowała na jego cześć znaczek,na którym wraz z Melanchtonem kleczą pod krzyżem jak nie przymierzając Matka Boska ze św. Janem?  Zastanów się więc czy według panującej "mądrości etapu" porównanie do niego jest komplementem czy obelgą!!!

 (Ten ostatni akapit też umieściłam pod filmem jako komentarz i będę obserwować jego losy.)

P.S.
Niektóre z wyżej wymienionych komentarzy jednak są, tylko na dole strony, Czy one nie powinny jednak się wyświetlać w kolejności umieszczania?

czwartek, 24 października 2019

Do sędziego Pirogowicza i jego kolegów

Sędzia Pirogowicz uśmial się odczytując wyrok unieważniający decyzję komisji reprywatyzacyjnej w sprawie nieruchomości przy Nabielaka 9 w Warszawie. To dom, gdzie mieszkała Jolanta Brzeska - wywieziona do lasu, zabita i spalona przez czyścicieli kamienic.

Jej córka wyszla z sali nie mogą zdzierżyć tej cynicznej demonstracji siły i arogancji, co tak rozbawiło wyżej wspomnianego sędziego. Jemu i jego kolegom dedykuje znany wiersz Miłosza:

Który skrzywdzileś czlowieka prostego
śmiechem nad krzywdą jego wybuchając,
gromadę blaznów wokół siebie mając
na pomieszanie dobrego i zlego
(...)
Lepszy dla ciebie bylby świt zimowy
i sznur i gałąz pod ciężarem zgięta.

O "Lwie Pirenejów" Gastonie Febusie, z Noblem dla Tokarczuk w tle

Dopiero byl początek września, a już koniec października!!!

Wiele się wydarzylo w tzw międzyczasie, ale jakoś dziwnie nie mam ochoty tego komentować.

Szczególnie nie chce mi się pisać o:
  • wyniku wyborów parlamentarnych w Polsce
  • synodzie amazońskim (Germanzonian Synod)
  • Pachamamie i jej kąpieli w falach Tybru
  • wyroku sądu w sprawie nieruchomości na Nabielaka 9 w Warszawie i sposobie jego odczytania
  • młodzieży szkolnej i jej poglądach
  • ataku Konfederacji i jej zwolenników na Ziemkiewicza
  • perfidnych Żydowinach (przeczytałam Krew na naszych rękach Lisickiego i szlak mnie trafił)
  • Noblu dla Tokarczuk
Zatrudniłam się w tzw szkole młodzieżowej w nadziei na wzrost poczucia bezpieczeństwa, pokoju wewnętrznego i jakiś dochód.  Po tygodniu pracy zyskałam zapalenie zatok i gardła oraz nasilenie się stanów lękowych. Leżę w lóżku i nie mogę się na niczym poważnym skupić. 

Odnalazłam na YouTube film o hrabim Gastonie Febusie, którego nie mogłam obejrzeć w latach 80-tych. Widzialam tylko fragment, który dość mnie zainteresował, ale nie pamietając tytułu, ani żadnych szczegółów nie mogłam go do wczoraj namierzyć. Nieuniknione rozczarowanie! Postać niezwykła, historia niezwykła i jak na wiek XIV dobrze opisana w żródlach, a tu taki knot!!! Scenariusz na podstawie jakiegoś kretyńskiego romansidła napisany - zdaje się - przez jego autorów Myriam i Gastona de Béarn.

Dlaczego oni to robią? Mam na myśli autorów tzw powiesci historycznych, którzy ignorując źródła przypisują realnie istniejącym ludziom zachowania własnego pomyslu wbrew istniejącemu stanowi wiedzy.

Jeżeli Olga Tokarczuk oczernia biskupa Sołtyka usiłując wybielić talmudystów oskarżonych w debacie z frankistami o mordy rytualne na chrześcijańskich dzieciach płci męskiej, to jej motywacja jest jasna - przekłady, stypendia i nagrody na zachodzie, ale Gaston Febus?!! 

Po jaką cholerę przypisywać mu jakąś Myriam jako ukochaną żonę młodości, skoro nikt taki nie istniał, ani nie mógl istnieć. Po jaki grzyb oskarżać Agnieszkę z Navarry o otrucie konkurentki podyktowane zazdrością, skoro nie istniała ani taka osoba, ani takie uczucie. Istnieje natomiast podejrzenie, że jako nastolatka miała romans ze sławnym poetą i muzykiem Guillaume de Machaut (opisany w jego dziele), co moglo mieć wplyw na losy jej nieudanego malżeństwa. Milosiernie nie wspomnę o sztucznym niedźwiedziu i jego wkladzie w rozwój akcji serialu, ani kolejnej czysto fikcyjnej towarzyszce życia hrabiego Gastona. Sam pomysł, że ktoś poślubia tak wysoko postawioną kobietę, żeby się na niej mścić i ją upakarzać jest czystym idiotyzmem. Małźeństwa arystokracji były aranżowane przez rody, przy czym starannie negocjowano warunki finansowe. Nie wywiązanie się z powziętych zobowiązań przez ród kobiety moglo mieć - a często miało - zły wpływ na pożycie malżeńskie młodej pary.

Historia jest znacznie ciekawsza niż wypociny tzw twórców. Z ich wiekopomnych dziel poznajemy wyłącznie wyobrażenia i obsesje autorów przypisane dawno zmarlym, którzy nie moga się bronić. Już interpretowanie historii jest ryzykowne, a co dopiero radosne wycinanie realnych interesujących postaci i wstawianu kretyńskich, infantylnych i anachronicznych wątków własnego pomysłu.