Blog poświęcony życiu duchowemu niedźwiedzi polarnych i nie tylko. Autorka zamieszcza na nim swoje artykuły nigdzie wcześniej nie publikowane.
niedziela, 5 marca 2023
Częstochowskie dziady proszalne (wzdłuż ścieżki rowerowej).
sobota, 18 lutego 2023
Rodowód krwi, czyli wrogie przejęcie marki
Na temat serialu netflixa Wiedźmin, rodowód krwi, którego nie ogladałam i nie zamierzam, mam swoją teorię. Jest to po prostu wrogie przejęcie, celem skompromitowania i ośmieszenia marki.
W dużej mierze dzięki grom, Sapkowski się przebil i zaistniał dla czytelników na całym świecie. Niezaleznie od tego, co ja sądzę o jego prozie, to jest to jakiś sukces literatury, a zatem kultury polskiej, promocja naszego kraju i regionu jako źrodła folkloru, który dzięki swej nowości dla czytelników na zachodzie i w USA, może być bardzo atrakcyjny.
Zaczynam podejrzewać, że istnieje jakaś loża masońska, której głównym zadaniem jest kompromitowanie Polski, jej historii i kultury. Nawet sukces lewicującego pisarza fantasy i takichż twórców gier komputerowych jest dla niej nie do zniesienia.
Nie sposób inaczej wytłumaczyć działalności tzw showrunnerki Lauren Schmidt Hissrich i jej zespołu scenarzystów. Nie jest możliwe, żeby Netflix nie zdawal sobie sprawy, że zarzyna kurę znoszącoą złote jajka. Moim zdaniem to właśnie było celem całej imprezy i Sapkowski, napalony na kasę, podpisal cyrograf, wyrok śmierci na swoje literackie dziecko. Może sądzi, że dzięki temu ludzie tym chętniej chwycą za książki. Nie wiem czy to tak działa.
Od pewnego czasu zauważam, że oglądanie recenzji na YouTube jest o wiele ciekawsze niż samych filmów, które są ich obiektem. Szczególnie polecam komentarz do wyżej wymienionego serialu autorstwa HeelvsBabyface (https://youtu.be/3QhXaSNXs80). Uśmiałam się do łez. Gruby, łysy facet z mikrofonem i poczuciem humoru dostarczył mi o wiele bardziej wyrafinowanej rozrywki niż produkcje, na które zmarnowano miliony dolarów, ale nie zadbano o sensowny scenariusz. No własnie, nie zadbano czy zadbano, aby byl totalną klapą? Obawiam się, że to drugie. Ktoś może mnie wyśmiać jako paranoiczkę, ale ja wierzę bardziej swojej intuicji niż czemukolwiek innemu.
sobota, 28 stycznia 2023
O Całunie Turyńskim
Od pewnego czasu odświeżam sobie wiedzę o Całunie Turyńskim poszerzając o najnowsze hipotezy. Obejrzałam dokładnie stronę prowadzoną od lat 90-tych przez Barry'ego Schwarza (https://shroud.com), fotografa w amerykańskiej ekipie naukowców STURP badającej w 1978 roku obiekt na miejscu. Było to jedyne własciwie badanie wykonane na obiekcie, a wszystkie wyniki opublikowano w recenzowanych periodykach naukowych. Są dostępne dla każdego na wyżej wspomnianej stronie gdzie także można obejrzeć dokumentację fotograficzną.
W 1988 wycięto z brzegu całunu próbkę wielkości 4 na 8 cm, z czego połowę podzielono na na trzy części i wysłano do trzech laboratoriów: w Oxfordzie, Zurichu i Arizonie. Każdy z ośrodków podzielił swoją na mniejsze kawałki i przeprowadził badanie metodą radioaktywnego węgla C14. O ile dobrze rozumiem próbkę się po prostu spala, a nastepnie liczy stosunek węgla C12 do C14 w tym, co zostanie.
W Oxfordzie trzy kawałki próbki (najbardziej skrajnej) datowano następująco: 1155, 1205, 1220, z czego wyliczono średnią 1200 po Chrystusie.
W Zurychu pięć próbek datowano: 1217, 1228, 1271,1311,1315, z czego średnia wynosiła 1273 po Chrystusie
W Arizonie osiem próbek (z najbliższej wizerunku) datowano: 1249, 1197, 1274, 1344, 1249, 1318, 1410, 1376, co dalo średnio 1303 po Chrystusie.
Przy ogłoszeniu wyników oczywiście nie podano wartości uzyskanych z wyżej wymienionych poszczególnych prób, gdyż nie o rzetelność tu chodziło tylko podważenie wiary chrześcijan, że mógłby to być całun Chrystusa, dokumentujący jego krzyżową śmierć i zmartwychwstanie. Slowa "medieval forgery", "fraud" i "hoax" pojawiały sie we wszystkich komunikatach.
Interesującym szczegółem jest fakt, że połowa 8 centymetrowej próbki nie została użyta do badań, a był to najbardziej skrajny kawałek. Natomiast w tych spalonych zauważono, że im bliżej znajdował się kolejny fragment wizerunku, tym młodszy sie okazywał. Postepowało to w takim tempie, ze gdyby wycięto próbkę ze środka , np. ze złożonych rąk prawdopodobnie wykazałaby wiek 8000 po Chrystusie!!!
Jest wiele hipotez na temat tych wyników, z których najbardziej znana jest o zawartości bawełny, użytej przez siostry zakonne do zacerowania ubytków w XVIw. Wielu zwolenników autentyczności całunu ją odrzuca i wysuwa własne, których nie zamierzam tu referować.
Żaden z przeciwników całunu nie wydaje się człowiekiem poważnym, może z wyjątkiem chemika McKrone'a, autora hipotezy, że wizerunek jest malowany ochrą, a krew związkiem siarki, który nawet calunu nie badał tylko widzial pod mikroskopem cząsteczki zebrane taśmą. Killku naukowców z nim polemizowało, chyba z sukcesem sądząc po teoriach typu "zdjęcie wykonane przez Leonarda da Vinci" i temu podobnych figlach, które pojawiły sie później.
Oglądanie kolejnych prezentacji na ten temat jest dla mnie prawdziwa udręką, bo kiedy widzę fizyka nuklearnego, który twierdzi, że "in the jewish culture" wbijano gwoździe w nadgarstek i inne podobne kwiatki świadczące o nieznajomości historii nawet na poziomie szkoły podstawowej, to nie mogę dalej tego słuchać.
Wrzuciłam w googla "Shroud of Turin" i "art history" i wyskoczył mi artykuł, o eksperymencie z camerą obscurą przeprowadzonym przez jakiegoś błazna. Czy nie jest to dziwne, że żaden historyk sztuki nie rzuca się na temat, przecież wojujących ateistów w tym środowisku tez nie brakuje.
Nikt też nie zadaje podstawowego pytania: Po jaki cholerny grzyb jakiś średnowieczny rzemieślnik miałby poświęcać tyle czasu i ambarasu na nanoszenie wizerunku wytworzonego bez użycia farb na lniane płotno, aby udawało calun Chrystusa? Skąd przekonanie, że całun Chrystusa mial na sobie jego odbicie? W żadnej z ewangelii nie ma na ten temat wzmianki. Jest legenda o chuście św. Weroniki, ale to nie byl całun i odbiła sie na nim tylko twarz! Jezeli odrzucić przekazy o mandylionie i relacje krzyżowców, że całun byl pokazywany co piątek w jednym z kościołów Konstantynopola to temat nie istnieje. A przecież przeciwnicy calunu muszą je odrzucić, bo podważają datowanie węglem C14, a poza tym wynika z nich, że taki obiekt istniał, nawet jesli potem zaginął podczas zlupienia Konstantynopola przez krzyżowców.
Oszust handlujący relikwiami mógł po prostu wziąć odpowiednio duży kawałek lnianego, sfatygowanego płótna, podrobić biskupie pieczęcie i nieźle zarobić napotkawszy naiwnego. Żaden wizerunek nie byl mu potrzebny do sukcesu tej operacji!!! Wręcz przeciwnie, mógł wzbudzić uzasadnone podejrzenia, jak sie zresztą stało w przypadku Całunu Turyńskiego, uznanego przez papieża Klemensa (nie pamietam którego) za symboliczne przedstawienie. Wiara, że jest to autentyk zaczęła sie dopiero od negatywu fotografii włoskiego amatora z konca XIXw. - Secondo Pia, za który posądzono go o oszustwo i odsądzono od czci i wiary.
Myślę, że niezaleznie od poglądów każdy historyk sztuki wie, że zamiana młodzieńczego rzymskiego wizerunku Jezusa bez zarostu z katakumb, na podłużną fizjonomię dojrzałego, brodatego męzczyzny o charakterystycznych długich włosach (czasem związanych z tyłu), jakich w Rzymie nie noszono ani w I w., ani w V, miała konkretna przyczynę. Byl nią określony pierwowzór, którego charakterystyczne szczególy powielają niezliczone ikony i mozaiki w apsydach bizantyjskich kościołów. Natomiast rudawy koloryt włosów i zarostu Jezusa znany z malarstwa zachodniego ma źródło w chuście z Manopello, niegdyś pokazywanej regularnie pielgrzymom w bazylice św. Piotra.
sobota, 14 stycznia 2023
Hej ludzie prości, Bóg z wami gości!
| Bardzo ciemne słoneczniki autorstwa wujka Ogierda |
| Tak miał wyglądać rodzinny dom w Łaszukach, malowany po latach, z pamięci |
| Panny Tycjanówny, jak określała nas pani biblotekarka z podstawówki -moja siostra (na pierwszym planie) i ja (w głębi). Miałyśmy wtedy odpowiednio 18 i 16 lat |
niedziela, 1 stycznia 2023
Optymistycznie na nowy rok 2023
Znalezione na twitterze, na koncie Gavina Ashendena:
Po wzmożeniu pt "pedofilia w Kościele" było kolejne pt "zakazać spowiedzi dzieci", a nawet zaniepokojenie jak straszliwa idea, że Bóg wszystko widzi może im zaszkodzić. Co ci ludzie mają w głowie to się w pale nie mieści! Wyobrażaja sobie, że Bóg podgląda dzieci w toalecie i to narusza ich prywatność!!!
Tymczasem idea, że Bóg widzi wszystko, wie wszystko i zna nasze serca lepiej niż my sami jest naszą najlepszą bronią przeciw całemu złu tego świata. O cokolwiek zostaniemy fałszywie oskarżeni, jakakolwiek niesprawiedliwość nas dotknie, wiemy, że Bóg widział jak naprawdę było i tylko to ma znaczenie. Akceptacja czy nawet miłość innych ludzi to rzecz niepewna i nie warta, aby o nią zabiegać. Czlowiek, który żyje w świadomości, że Bóg na niego patrzy jest nie do złamania, czego życzę wszystkim potencjalnym Czytelnikom w roku 2023 i następnych!!!
wtorek, 20 grudnia 2022
O dzielnej niewieście
Jej wartość przewyższa perły.
na zyskach mu nie zbywa;
nie czyni mu źle, ale dobrze
przez wszystkie dni jego życia.
O len się stara i wełnę,
pracuje starannie rękami. (...)
i żywność rozdziela domowi,
<a obowiązki - swym dziewczętom> (...)
Przepasuje mocą swe biodra,
umacnia swoje ramiona.
Już widzi pożytek z swej pracy:
jej lampa wśród nocy nie gaśnie.
Wyciąga ręce po kądziel,
jej palce chwytają wrzeciono.
do nędzarza wyciąga swe ręce.
Dla domu nie boi się śniegu,
bo cały dom odziany na lata5,
sporządza sobie okrycia,
jej szaty z bisioru i z purpury.
W bramie jej mąż szanowany,
gdy wśród starszyzny kraju zasiądzie.
Płótno wyrabia, sprzedaje,
pasy dostarcza kupcowi.
Strojem jej siła i godność,
do dnia przyszłego się śmieje.
Otwiera usta z mądrością,
na języku jej miłe nauki.
Bada bieg spraw domowych,
nie jada chleba lenistwa.
Powstają synowie, by szczęście jej uznać,
i mąż, ażeby ją sławić:
«Wiele niewiast pilnie pracuje,
lecz ty przewyższasz je wszystkie».
Kłamliwy wdzięk i marne jest piękno:
chwalić należy niewiastę, co boi się Pana.
Z owocu jej rąk jej dajcie,
niech w bramie chwalą jej czyny.
Kiedy czytam poemat o dzielnej niewieście uświadamiam sobie, że to o mojej babci, Augustynie z domu Adamowicz, urodzonej (najprawdopodobniej) we wsi Adamowce na Wileńszczyźnie pod koniec XIX w.
![]() |
| Portret matki (czyli mojej babci) malowany przez syna, Olgierda |
![]() |
| Portret ojca (czyli mojego dziadka Franciszka) malowany przez syna, Olgierda |
poniedziałek, 19 grudnia 2022
Litwo, ojczyzno moja, czyli sentymentalna podróż palcem po mapie.
Nie wiem dlaczego obejrzałam na YouTube filmik młodej Rosjanki wracającej do domu z Budapesztu przez Warszawę i Mińsk. Dziewczyna nie z mojej bajki, ale na swój sposób sympatyczna, więc bez trudu rozumiałam jej emocje.
Mińsk, podobnie jak autorce nagrania, wydał mi czystym, ładnym miastem, ale najbardziej podobał mi sie brak rowerów, hulajnog i innych pojazdów na szerokich chodnikach reprezentacyjnych ulic. Przez chwilę wyobraziłam sobie jak bosko byłoby spacerować po takim mieście i ogarnęła mnie irytacja na nadgorliwość naszych umiłowanych przywódców, którzy przez nieprzemyślaną reakcję na fałszerstwa wyborcze Łukaszenki, popchnęli go w objęcia Putina, co będzie bardzo trudno odwrócić, jeśli to w ogóle możliwe.
Ponieważ podróż do kraju przodków chwilowo jest dla mnie nieosiągalna odbyłam ją palcem po mapie.


















