niedziela, 27 listopada 2016

Jakub Frank, a sprawa polska.

Ciekawa jestem ile osób obejrzało film "Daas" Adriana Panka z 2011 - rewelacyjny debiut zdaniem niektórych krytyków. Reżyserowi przyznano nawet nagrodę Janusza Morgensterna "Perspektywa" dla najbardziej obiecującego młodego twórcy. Ciekawa jestem ile z owych widzów zrozumiało o co w nim chodzi poza ogólnym wrażeniem tajemniczości. Moim zdaniem bez pewnej wiedzy historycznej film jest całkowicie nieczytelny, więc powstaje pytanie do kogo ów młody, obiecujący reżyser go robił. .Dla stowarzyszenia filmowców "Zebra", dla kapituły nagrody "Perspektywa" czy dla "Polskiego" Instytutu Sztuki Filmowej? (którego członkowie na co dzień posługują się językiem jidysz, jak złośliwie zauważył onegdaj Piotr Gociek)

Film niewątpliwie nawiązuje do ciekawego epizodu w historii mniejszości żydowskiej w I Rzeczypospolitej, który miał wpływ na dalsze losu ogółu mieszkańców - pojawienia się w XVIII w. żydowskiego "mesjasza" znanego jako Jakub Frank. Frank był w istocie trzecim z serii "mesjaszy" po Sabbataju Cwi i Osmanie Babie. Podobnie jak jego poprzednicy w którymś momencie życia (przed przyjazdem do Polski) przeszedł na Islam. Podobnie jak Sabbataj Cwi postulował i wprowadzał w życie amoralność i rozwiązłość posuniętą do granic absurdu, odrzucał Talmud, opierał się na Kabale (Zohar), która - jak twierdził -  nie jest sprzeczna z objawieniem chrześcijańskim. Mimo, że był jedynie zamożnym kupcem nosił się jak król, woził karetą, zawsze otoczony świtą swoich wyznawców.
Pokolenie wcześniej ortodoksyjni żydzi potępili na zjeździe w Brodach wyznawców Sabbataja Cwi i obłożyli ichniejszą ekskomuniką, która obejmowała także Franka i jego popleczników.
Spór o „rząd dusz", jaki rozgorzał między frankistami a talmudystami, spowodował, że obie strony zwróciły się o arbitraż do władzy kościelnej, zawieszając tym samym własną autonomię religijną.  Publiczna dysputa rabinów z frankistami odbyła się 20 czerwca 1757 roku przed sądem konsystorskim w Kamieńcu Podolskim. Jej podstawą były główne dogmaty wiary przedstawione przez Franka. Sąd uznał , że bliższa objawieniu chrześcijańskiemu jest zakorzeniona w Zoharze nauka frankistowska aniżeli Talmud, który nakazano publicznie spalić jako „pełny łgarstw i bluźnierstw". Jak to ujął Graetz, „stos dla Talmudu podpaliła Kabała". (http://www.fronda.pl/a/jak-falszywy-mesjasz-jakub-frank-chcial-zniszczyc-polske,46705.html
Warto dodać, że protektor Franka biskup kamieniecki Dembowski szybko umarł po tym zdarzeniu
Kolejna dysputa odbyła się we Lwowie. Zgodził się na nią administrator diecezji ks. Mikulski pod warunkiem wszakże, że frankiści przyjmą chrzest.
Trwała wiele dni, tezy frankistów dostarczano talmudystom na piśmie i dawano kilka dni do namysłu
Na dziesięciu posiedzeniach załatwiono się z pierwszymi sześciu tezami. Pozostała tylko teza siódma, że "talmud naucza, że potrzebna jest krew chrześcijańska, a kto wierzy w talmud, musi jej potrzebować".
 Był to niewątpliwie punkt ciężkości całej dysputy, najważniejszy i największy w ogóle budzący interes, tym bardziej, że od wieków niepokojona tą sprawą opinia szerokich warstw, zostawała właśnie pod wrażeniem niedawnego faktu, który zdarzył się w Żytomierzu na Wołyniu w r. 1753. Oto sąd tamtejszy kazał uwięzić 25 żydów pod zarzutem, że roku wspomnianego "w sam wielki piątek, złapawszy dziecię półczwarta roku mające imieniem Stefana Studzieńskiego, syna Adama i Ewy Studzieńskich, w wielką sobotę po sabacie zgromadzeni, okrutnie zamordowali, z każdej żyły i junktury krew wypuszczając przez klocie". "Po uczynionej pilnie inkwizycji" zbrodnię "prawnie dowiedziono" i wydano wyrok, mocą którego "z jedenastu żydów żywcem pasy darto, a potem ćwiertowano, trzynastu chrzest św. przyjąwszy, ścięci byli, jeden zaś mniej winny dla świadectwa innym talmudystom przy życiu zachowany został, chrzest św. przyjąwszy".
 O godzinie 2 administrator ks. Mikulski zagaił zebranie i wezwał Frankistów, aby przytoczyli dowody na siódmą tezę.

Powstał na to tłumacz Frankistów, niejaki Moliwda-Kossakowski i ich imieniem w te słowa odezwał się po polsku:

"Żądanie krwi chrześcijańskiej od pospólstwa talmudystów nie tylko w Królestwie Polskiem, ale i w cudzych krajach jest jawne, wiele bowiem historji minąwszy w cudzych państwach, tu się w Polsce i Litwie zdarzyło, że talmudystowie niewinną krew chrześcijańską okrutnie wylali i za ten bezbożny uczynek przekonani, w różne czasy dekretami na śmierć osądzeni, zawsze jednak statecznie zapierając się, chcieli się przed światem oczyścić, że to na nich niewinnie chrześcijanie wkładają, powiadają".

"My jednak Boga wszystko widzącego, mającego przyjść sądzić żywych i umarłych, wziąwszy na świadectwo, nie ze złości albo zemsty na onych, ale z miłości Wiary świętej, którą przyjmujemy, tę złość onych talmudystów wydajem światu całemu do wiadomości, bośmy się i sami w młodości naszej u onych tego uczyłi".
Dowody na poparcie swego twierdzenia przynieśli Frankiści na piśmie zebrane. Czytał je tłumacz wśród ciszy obecnych, a były one następujące: Księga talmudu zwana Aur ech Chaim Megine Erec tj. ścieżka żyjących, obrona ziemi, której autorem jest rabin Dawid, mówi fol. 242 rozdz. 412; Micwe lachzeur acher jain udym zeycher leydam, co znaczy: przykaż (rabinie) starać się o wino czerwone, pamiątkę krwi
Zaraz potem ten sam autor dodaje: Od reymez leudym zeycher leydam szeochoiu parę szoychet benay Isruel tj. jeszcze mrugam ci dlaczego pamiątka czerwonej krwi, bo Farao rznął dzieci Izraelitów. Niżej zaś następuje zdanie: Wayhuidne nimneu milayikachjain udym mipney eliloys szeykurym, co znaczy: a teraz opuszczone zażywanie czerwonego wina gdyż fałszywe napaści są.
Tekstami przytoczonymi udowadniali Frankiści, że talmud domaga się krwi chrześcijańskiej, gdyż słowa jam udym "rabinowie sekret trzymający tłumaczą wino czerwone", tymczasem w hebrajskim piśmie tymi samemi literami (aleph, dalet, wow, men) pisze się tak słowo udym tj. czerwony, jak i słowo edym tj. według ks. talmudu Rambam fol. 55 - ten, który pierwszy dzień czyli niedzielę święci, a zatem chrześcijanin. Oba słowa różnią się tylko u spodu pierwszej litery (aleph) kropkami czyli akcentami, zwanemi sygiel i kumec, dla których kropek raz czyta się udym to znowu edym. "Trzeba zaś wiedzieć, że talmud księga Aurech Chaim Megine Erec, w której jest rozkaz dla rabinów, aby się starali o czerwone wino na Wielkanoc dwa te słowa podaje bez żadnych kropek, przez co te dwa hebrajskie słowa są obojętne. Wolno je rabinom tłumaczyć przed pospólstwem jam udym tj. wino czerwone a u siebie rozumieć jain edym tj. krew chrześcijańska pod alegorją wina". http://polskawalczaca.com/viewtopic.php?f=52&t=23373
Nie zamierzam cytować w pełnym brzmieniu argumentów frankistów i kontrargumentów talmudystów w lwowskiej dyspucie z roku 1759. Wszystkie one zostały spisane w "Złości żydowskiej przeciwko Bogu i bliźniemu" przez jezuitę, ks. Gaudentego Pikulskiego i zamieszczone na wyżej wymienionej stronie w obszernych fragmentach. Nie jestem w stanie ich ocenić, ale wydają się zbieżne z Blood Passover Ariela Toaffa. "Insiderzy" są znacznie śmielsi w swoich oskarżeniach wobec współbraci niż zahukani chrześcijanie. W dzisiejszych czasach jednak nawet semityzm nie chroni przed oskarżeniem o antysemitym.

Po owej dyspucie wielu frankistów przyjęło chrzest (ok. 6 tys., a potem nawet 24 000) - sam Frank chyba dwa razy (jego ojcem chrzestnym był sam król) - co wiązało się z uzyskaniem szlachectwa i dóbr ziemskich, a w dalszej konsekwencji zasilenie elity społecznej naszego narodu.
Nawrócenie Franka i jego wyznawców było w oczywisty sposób nieszczere więc pod zarzutem herezji zamknięto "mesjasza" w klasztorze jasnogórskim, skąd dopiero uwolnił go carski generał, który zdobył twierdzę z rąk konfederatów barskich. Frank udał się do Wiednia, gdzie nawiązał przyjazne stosunki z Marią Teresą i jej synem. Tym epizodem zajmuje się wspomniany przeze mnie film Daas.

Mnie osobiście najbardziej zainteresował wątek owych nieszczerze nawróconych frankistów, którzy pozostali w kraju, skąd słali znaczne kwoty pieniędzy swemu mistrzowi (a po jego śmierci córce Ewie). Przez kilka pokoleń żenili się wyłącznie między sobą i pozostawali wierni swoim praktykom udając katolików. Niektórzy z nich przyjęli w końcu tę pozorowaną tożsamość jako własną, inni pozostali przy swojej.








niedziela, 13 listopada 2016

Jak syn naczelnego rabina Rzymu został antysemitnikiem


Przeczytałam właśnie "Blood Passover" prof. Ariela Toaffa, syna naczelnego rabina Rzymu zresztą (http://bloodpassover.com/) . Ponieważ rzeczony uczony pracuje na izraelskim uniwersytecie Bar-Illan (jest specjalistą od renesansu i średniowiecza) jego praca ukazała się  najpierw po hebrajsku i pies z kulawą nogą nie zaprotestował. Problem pojawił się, kiedy miała zostać wydana po włosku i zaistniało niebezpieczeństwo, że zainteresują się nią Goyim. Do akcji wkroczyła ADL z łatwym do przewidzenia skutkiem - autor musiał odszczekać swoje tezy i wycofać książkę. Na szczęście jest dostępna w Internecie w angielskim przekładzie.

Główna teza jest taka, że niektóre z oskarżeń o mord rytualny na chrześcijańskich dzieciach płci męskiej wysuwane wobec Żydów aszkenazyjskich mogą być prawdziwe. Autor skupił się na szczegółach dobrze udokumentowanego procesu o zamordowanie 2- letniego Szymona (Simonino) z Trydentu.

Niezależnie od tego, czy teza jest prawdziwa czy nie, z pracy Ariela Toaffa wyłania się dość odrażający obraz aszkenazyjskich Żydów. Autor stwierdza w pewnym momencie, że Chrześcijanie mieli wszelkie powody obawiać się ich, gdyż Ci od wieków porywali dzieci i sprzedawali w niewolę muzułmanom, przy czym chłopców kastrowali, żeby uzyskać lepszą cenę. Złapani z towarem przekupywali kogo trzeba i odpływali w siną dal. Natomiast sproszkowanej krwi ludzkiej (dziecięcej) używano do celów medycznych, okultystycznych i rytualnych - osiągała bajeczne ceny.

Zupełnie inny temat to niewiarygodna nienawiść Żydów do Jezusa, którego podczas święta Purim utożsamiano z Hamanem. W tym czasie zdarzały się świętokradcze przypadki krzyżowania jagniąt, niszczenia wiszących w kościołach krucyfiksów, profanacji hostii i co najmniej jeden przypadek zabicia chrześcijańskiego chłopca, który reprezentował "fałszywego mesjasza, boga chrześcijan".
Podczas święta Paschy wymieniano wszystkie plagi egipskie zanurzając palce w winie i spryskując stół z intencją sprowadzenia ich na chrześcijan, w których kraju mieszkali.

Opis lżenia zwłok zamordowanego chłopca w synagodze (w którym biorą udział także kobiety) przyprawia o mdłości - określenie Synagoga Szatana nie wydaje się w tym przypadku żadną retoryczną przesadą.

Książkę polecam wszystkim prostodusznym chrześcijanom - moim braciom i siostrom - którzy nie mają pojęcia o skali nienawiści wymierzonej w nas i są gotowi przepraszać za fikcyjne przewinienia i bratać się ze "starszymi braćmi w wierze".

Tymczasem owi "starsi bracia" przed I wojną Światową (a także po niej) sprzedawali do burdeli w Ameryce Południowej żydowskie dziewczęta z terenów dawnej Rzeczypospolitej w takich ilościach, że słowo "Polaca" stało się synonimem prostytutki (http://www.fronda.pl/a/zydowscy-alfonsi-dostarczali-dzieci-do-burdeli-argentyny,81709.html). Po drugiej wojnie światowej przerzucili się na sprowadzanie młodych kobiet z biednych krajów postkomunistycznych do burdeli w Izraelu i handel narządami (Gadowski zrobił o tym dobry film "Mitzwah").

Widzę tu pewną ciągłość - tradycję traktowania ludzi jako towar jak każdy inny- od starożytności do czasów obecnych. (Żydzi sefardyjscy zdominowali handel niewolnikami z Afryki sprzedawanymi na plantacje obu Ameryk).

 90% żydowskich kolaborantów (z Judenratów i policji żydowskiej w gettach) przeżyło niemiecką okupację, a tylko 10% ich"podopiecznych", których życiem zapłacili za swoje.
Oczywiste jest dla mnie, że owi "holocaust survivors" nie mają ochoty opowiadać nikomu prawdy, a wolą promować ckliwe, łzawe i całkowicie fikcyjne historie pisane na użytek naiwnych Goyim.
Co gorsza owe fikcje literackie prezentowane są jako autentyczne wspomnienia, a ich autorzy wymyślają sobie nową tożsamość lub podszywają się pod prawdziwe ofiary. Przypadek Elie Wiesela. który ukradł tożsamość Lazarowi Wieselowi (zbieżność nazwisk przypadkowa) i został zdemaskowany przez jego przyjaciela i współwięźnia Miklosa Grunera (w książce Identity Theft), a mimo to uhonorowano do Pokojowa Nagrodą Nobla, wydaje się dość charakterystyczny dla tego trendu. Trudno dziwić się, że wielu zainspirowało się jego pomysłem biznesowym: Kosiński ze swoim "Malowanym ptakiem",Binjamin Wilkomirski (Fragments: Memories of a Wartime Childhood, 1995) ,Misha Defonseca (Misha: A Mémoire of the Holocaust Years, 1997), Martin Grey (Au nom de tous les miens), Herman Rosenblat (Angel at the Fence), Rosemarie Pence (Hannah: From Dachau to the Olympics and Beyond, 2005), Enric Marco (Memorias del infierno, 1978), Donald J. Watt (Stoker, 1995), Denis Avey (The Man who Broke into Auschwitz, 2011) czy Alex Kurzem (The Mascot, 2002).

Jak bezwstydne kłamstwa podawane są Gojom do wierzenia świadczy przypadek Mishy Defonseca (Monique de Wael), która miała podążyć za deportowanymi rodzicami z Belgii do Polski, gdzie odrzucona przez "local population" przeżyła w lesie karmiona przez wilki. Byłoby to zabawne, ale jednak przez pewien czas uchodziło za prawdę.

Co innego oskarżenia o mord rytualny! Są zmaltretowane zwłoki dziecka, są świadkowie, ale wyciągnąć logiczny wniosek to dołączyć do grona antysemitników!



niedziela, 16 października 2016

Bulla Benedykta XIV "A quo primum" z 1751, a żydowska polityka historyczna

Zamieszczam obszerne fragmenty bulli "A quo primum" Benedykta XIV z 1751 wyrażającej zaniepokojenie papieża liczbą Żydów w Polsce i ich nadmiernymi wpływami.

"Ilość żydów znacznie się powiększyła w Polsce. Mianowicie pewne miejscowości, osiedla i miasta, otoczone niegdyś wspaniałymi murami (czego dowodzą obecnie ruiny), i które, jak dowiadujemy się ze starych, wciąż istniejących list i rejestrów, były zamieszkane przez dużą ilość chrześcijan, obecnie są zaniedbane i w brudnym stanie i są zamieszkane przez wielką ilość żydów i niemalże pozbawione chrześcijan. Poza tym w tymże królestwie jest pewna ilość parafii, w których ludność katolicka bardzo się zmniejszyła. Konsekwentnie dochód z tych parafii, skurczył się do tego stopnia, że zachodzi niebezpieczeństwo, iż zostaną pozbawione księży. W dodatku cały handel artykułami ogólnego użytku, jak napoje, a nawet wina, jest w rękach żydowskich. Pozwala im się także administrować publicznymi funduszami. Oni są dzierżawcami karczm i gospodarstw wiejskich, a także nabywają majątki ziemskie. We wszystkich tych wypadkach oni (żydzi) nabywają uprawnienia właścicieli dworów nad nieszczęśliwymi chrześcijańskimi robotnikami rolnymi; i korzystają oni nie tylko ze swych uprawnień w bezlitosny i nieludzki sposób, zmuszając chrześcijan do uciążliwej i męczącej pracy przez nakładanie na nich nadmiernych ciężarów, lecz w dodatku poddają chrześcijan karom cielesnym, jak bicie i zadawanie ran. A więc ci nieszczęśliwi ludzie są w stanie poddaństwa względem żyda tak, jak niewolnicy są zdani na kaprysy ich władcy i pana. Prawda, że jeżeli chodzi o wykonanie kary, to żyd musi odnieść się do chrześcijańskiego oficjalisty, któremu ta funkcja jest powierzona. Z chwilą jednak, gdy oficjalista jest zmuszony podporządkować się zarządzeniom żydowskiego pana pod rygorem utraty stanowiska, tyrańskie rozkazy żyda muszą być wykonane.

Dowiedzieliśmy się, że zarząd funduszami publicznymi, dzierżawa zajazdów, dóbr i gospodarstw wiejskich jest w rękach żydowskich, ku wielkiej krzywdzie chrześcijan pod wieloma względami. Lecz musimy także zwrócić uwagę na inne skandaliczne anomalie, po dokładnym zbadaniu których, zobaczymy, że anomalie te mogą stać się źródłem jeszcze większego zła i bardziej rozpowszechnionej ruiny niż te, o których już wspomnieliśmy. To jest sprawa brzemienna w poważne konsekwencje, że żydzi są dopuszczeni do arystokratycznych domów w charakterze pełnomocników lub zarządców w zakresie spraw domowych lub gospodarczych. A więc żydzi żyją na warunkach zażyłej poufałości pod tym samym dachem, co i chrześcijanie, których traktują w arbitralny sposób, nie ukrywając swej dla nich pogardy. W miastach i innych osiedlach żydzi są wszędzie widziani wśród chrześcijan; i, co jest bardziej pożałowania godne, żydzi wcale nie obawiają się angażować chrześcijan obu płci w charakterze służby domowej. W dodatku, żydzi, zaangażowani w przedsiębiorstwach handlowych, kumulują z tych przedsiębiorstw olbrzymie masy pieniędzy i przez nadmierny lichwiarski wyzysk dążą do systematycznego pozbawienia chrześcijan ich dóbr i własności. Chociaż żydzi jednocześnie pożyczają pieniądze od chrześcijan na niezwykle wysokie oprocentowanie, a synagogi ich służą jako zabezpieczenie spłaty, to jednak nie trudno jest zrozumieć powody ich postępowania. Po pierwsze żydzi uzyskują od chrześcijan pieniądze, które, po zaangażowaniu w handlu, przynoszą im dochód, pozwalający na spłatę zgodzonych procentów, a poza tym pieniądze te pomnażają ich własny dobrobyt. Po drugie oni pozyskują sobie tylu protektorów, opiekujących się synagogami i żydami, ilu mają kredytorów."
Na stronach żydowskich, na których wymienione są wszystkie dokumenty papieskie dotyczące Żydów, ta konkretna bulla jest pominięta. W nocie na temat Benedykta XIV w encyklopedii żydowskiej - wśród informacji o dokumentach na temat chrztu Żydów - jest krótka wzmianka, że w liście do biskupów polskich wziął ich w obronę kiedy w Rzeczypospolitej wybuchły prześladowania...  Liczba 6 milonów tym razem nie pada (aż dziw!)

Klasyczne radio Erewań - prześladowania, z tym że Chrześcijan przez Żydów, których niedoli papież pragnie ulżyć uświadamiając polskich hierarchów czym grozi żydowska dominacja ekonomiczna w społeczeństwie. Przyszłość przyznała mu rację! Zawsze mnie zadziwia ile mądrości Kościół Katolicki zgubił po drodze (albo wstydzi się jej używać).

Ta konkretna bulla jest dla mnie przypadkiem instruktażowym jak działa żydowska polityka historyczna. To nic, że dokument istnieje, jest powszechnie dostępny w internecie po polsku, angielsku, włosku i łacinie (a w innych językach europejskich zapewne też), ale ponieważ pokazuje Żydów jako prześladowców, a nie ofiary, albo się go pomija milczeniem, albo zmienia znaczenie o 180 stopni, czyli ordynarnie kłamie. Uczmy się z kim mamy do czynienia!


sobota, 15 października 2016

"Guwernantka", czyli o aktualności bulli Sicut Judeis non

Obejrzałam wczoraj film niejakiej Sandry Goldbacher (scenariusz i reżyseria)  p.t. Governess (https://www.youtube.com/watch?v=E6O7vU9PQhU). Miałam wprawdzie ochotę iść spać, ale toksyczni sąsiedzi zakłócali tzw. mir domowy i ciszę nocną zarazem, więc wezwałam policję i czekając na interwencję przeglądałam Internet w poszukiwaniu przyjemnego filmu kostiumowego. Rzeczona "Guwernantka" na takiego właśnie widza czyhała.

Historia jest taka, że dziewczę z zamożnej rodziny żydowskiej traci ojca i krewni pragną wydać ją za handlarza rybami. Dziewczęciu taki pomysł się nie podoba i postanawia zostać guwernantką. Wymyśla sobie chrześcijańskie imię, angielsko brzmiące nazwisko i nową tożsamość - wszystko to napawa ją szczerym obrzydzeniem. I tak "under false pretences" zwala się na glowę szlacheckiej rodzinie katolickiej w Szkocji, gdzie również wszystko budzi jej wstręt - zapierający dech w piersiach krajobraz, intensywna zieleń, pożywne i elegancko podane jedzenie, a nade wszystko krucyfiks w pokoju i modły w domowej kaplicy.

Rosina - bo takie jest jej prawdziwe imię - sprawnie oszukuje znudzoną panią domu, pacyfikuje rozkapryszoną córkę za pomocą kilku gróźb, uwodzi pana domu przy okazji pomagania mu w pracy (nad rozwojem fotografii), a potem także jego syna. Na odchodnym prezentuje gojom nagie zdjęcie ojca i męża, żeby nikt nie miał żadnych wątpliwości i w swoim żydowskim stroju dumnie opuszcza rodzinę, którą właśnie zrujnowała.Wraca do swoich i zaczyna karierę fotograficzną, która "pozwala jej zapomnieć".

Wielu internautów pisze, że film jest piękny, niektórzy porównują go do twórczości Bergmana. Dla mnie jest ohydny, a na jego uwodzicielską stronę audio-wizualną jestem dziwnie odporna.
Najbardziej zirytowało mnie sięganie po gatunek, który w jakimś stopniu opierał się psuciu przez wiadome podmioty - film kostiumowy, gdzie jeszcze czasem zachowała się czystość, odwaga, wierność itp. zapewne pod wpływem pierwowzorów literackich. One również są psute na potęgę (vide Lady Audley's Secret), ale niektórzy przytomni reżyserzy i scenarzyści rozumieją  czego szuka widz i nie usiłują poprawiać klasyki.

Sandra Goldbacher zatęskniła za żydowską Jane Eyre i stworzyła karykaturę skromnej,czystej, dzielnej i uczciwej bohaterki Charlotte Bronte. Żydowska wersja nie jest zaprawiona w trudach życia jak jej angielski pierwowzór, tylko wychowana w dobrobycie, skromność też nie należy do jej cnót. Czarna suknia, którą nosi przez cały film odsłania dekolt, plecy i ramiona w stopniu nie spotykanym w tej epoce, a już na pewno nie wśród Żydów. Scenarzystka i reżyserka w jednym chce nas jednak przekonać, ze Żydówki - w przeciwieństwie do Chrześcijanek - zawsze były wyzwolone i bezpruderyjne. Oto dziewicza jeszcze Rosina widząc zachwyt mężczyzny nad jej bosą stopą (podczas pozowania do fotografii) podnosi powoli spódnicę, żeby mógł zobaczyć (i dotknąć) więcej. Kiedy zaszokowany chce się wycofać z tej zabawy, całuje go w usta. Widz ma wrażenie, że nie jest to wyraz uczucia ani nawet pociągu tylko eksperymentowanie na gojach. W związku z tym widzimy w filmie dużo męskiej golizny - dziwnie bezbronnej - "obrabianej" przez bohaterkę.

Najobrzydliwszy jednak jest dla mnie nachalnie manifestowany wstręt, do wszystkiego co chrześcijańskie. Podziela go nawet młody syn rodziny, który zakochuje się z Żydówce właśnie dlatego, ze jest inna niż znane mu kobiety. Wszystko w tym filmie jest ahistoryczne, skrajnie nieprawdopodobne i wydumane. Autentyczna wydaje się jedynie odraza autorki do gojów, ich religii i kultury, którą zresztą usiłuje swoim filmem zatruć.

Nieźle byłoby wrócić do wytycznych bulli Sicut judaeis non, która z jednej strony zabrania zabijania, i okradania Żydów, zakłócania ich świąt i niszczenia cmentarzy, ale z drugiej zakazuje im psucia chrześcijańskiej kultury. To wydaje mi się właściwy modus vivendi oparty na realistycznej ocenie specyfiki mentalności żydowskiej. Czy w Watykanie ktoś jeszcze o tym dokumencie pamięta?

czwartek, 13 października 2016

O specyficznym stosunku Żydów do prawdy

Michnik w wywiadzie dla Der Spiegel stwierdził, że jego rodzice zginęli w holokauście, choć w dowolnym łatwo dostępnym źródle można znaleźć, że Ozjasz Szechter zmarł w 1982, a Helena Michnik w 1969, oboje z przyczyn naturalnych.

Ann Applebaum nakłamała w Washington Post (o ile dobrze pamiętam), że film Smoleńsk został nakręcony na zlecenie obecnego rządu, a tymczasem był prywatną inicjatywą z 2013 r., o czym powszechnie wiadomo (zbiórka pieniędzy była ogłaszana w mediach, Krauze daremnie zwracał się o dofinansowanie do PISFu, wszystkie autorytety wypowiadały się na ten temat przez ostatnie lata). Co gorsza przypisała generałowi Błasikowi zachowania i słowa, na które nie ma żadnego dowodu - są jej czystym wymysłem.

Patrząc na te dwa przykłady chrześcijanin jest całkowicie bezradny. Są to kłamstwa tak oczywiste i tak łatwe do zweryfikowania, że autorzy musieli wiedzieć, że wyjdą na jaw. Być może uważają, że maja taką pozycję na arenie międzynarodowej, że ich słów nikt nie będzie sprawdzał i w świat pójdzie właśnie taka wersja, nawet jeśli w kraju każdy będzie wiedział co o tym myśleć.

Cywilizacja żydowska podobno nie zna pojęcia prawdy w takim ujęciu jak rozumieli ją Grecy (a my za nimi). Patrząc na produkcję amerykańskich tzw. historyków holokaustu ze szczególnym uwzględnieniem Grossa, amerykańskie gazety z 6 mln Żydów zabitych na długo przed dojściem Hitlera do władzy czy 6 mln kobiet na "czarnych marszach" , całą masę tzw. "holocaust survivors", którym udowodniono, że zmyślili swoje duszaszczypatielnyje historie dla kasy, wypada się z tym zgodzić.

Co robią ci ludzie kiedy ich kłamstwo wychodzi na jaw? Wzruszają ramionami! Że nie 200 000 tysięcy Żydów zginęło po wojnie tylko ok. 300 (w tym za zdradę, w napadach rabunkowych, od niewypałów itp). Zabić jednego to tak jakby zginął cały świat! Dmowski nikogo nie mordował? Jak to nie - słowa mogą zabijać równie skutecznie jak karabin! Historia jest zmyślona?!! Ale przecież mogłaby równie dobrze być prawdziwa i to się liczy!!!

Mój ojciec opowiadał, że Żyd sklepikarz zapytany np. o wełnę, której akurat nie miał na składzie, wciskał co bądź, zaklinając się na wszystkie świętości, że to właśnie dokładnie to czego szanowny pan szuka! Sama się zetknęłam z takim podejściem kiedy chciałam kupić bawełniane rajstopy. "Te są bawełniane - akrylowe" powiedziała sprzedawczyni podając mi towar bez mrugnięcia powieką. Przypominam sobie też "masło- margarynę" czy "polską komedię z Luisem de Fines".

Na pewnym wykładzie ks. Waldemar Chrostowski, który zjadł zęby na tzw "dialogu z judaizmem", uświadamiał słuchaczy, ze GW wykazuje typowo żydowskie rozumienie pojęcia prawdy, co każdy średnio rozgarnięty czytelnik sam zapewne już odkrył. Problem w tym, że większość mediów światowych tak ma, o czym świadczy chociażby sposób relacjonowania tzw. "kryzysu imigracyjnego" w zeszłym roku czy sytuacji w Polsce po ostatnich wyborach parlamentarnych, o katastrofie smoleńskiej nie wspominając.

środa, 12 października 2016

O Judeopolonii i innych ciekawostkach

Trafiłam przypadkiem na spotkanie z  dr Ewą Kurek, historykiem z Lublina (na You Tube - https://www.youtube.com/watch?v=plnDs3s8Xig), która zajmuje się stosunkami polsko-żydowskimi (pracuje głównie na źródłach żydowskich) i dowiedziałam się takich oto interesujących rzeczy:

1. Wszystkiemu winni są Cystersi, gdyż wprowadzając trójpolówkę stali się przyczyną nadprodukcji żywności już w XII. Problem narastał (podczas gdy przez Europę Zachodnią przewalały się fale głodu), aż w XIV Kazimierz Wielki zdecydował się sprowadzić Żydów, żeby skupowali zboże i sprzedawali za granicą.

2. Dostali różne przywileje, m.in własny sejm i prawo ściągania podatków (wśród swoich), a żadnych obowiązków. W wyniku specyficznego podejścia do kwestii ściągania podatków wykształciła się wąska grupa bajecznie bogatych Żydów i przeważająca większość żydowskiej biedoty. Ten problem zauważono dopiero w XVIII wieku i przywilej zbierania podatków został im odebrany.

3. Polacy uważający Żydów za współobywateli przeżyli szok widząc ich entuzjastycznie witających zaborców.

4. Żydom marzyła się Judeopolonia pod protektoratem Niemiec i do odrodzenia państwa polskiego mieli stosunek - oględnie mówiąc- negatywny. Już 12.11.1918 zgłosili się do Piłsudskiego z żądaniem autonomii dla wszystkich gmin żydowskich w odrodzonej Polsce - usłyszeli stanowcze nie. Wszystkie siły polityczne w kraju były co do tego zgodne, nawet Woodrow Wilson i Lloyd George poparli tę decyzję. To zapewne stało się przyczyną kampanii oszczerstw, która trwa do dzisiaj. W reakcji polscy amerykanie urządzili bojkot żydowskich towarów i usług, do którego przyłączyły się wszystkie grupy etniczne z regionu - Litwini, Łotysze, Ukraińcy, Rumuni, Czesi, Słowacy a nawet Rosjanie  (http://www.henrymakow.com/the_1919_polish_american_boyco.html)

5. W 1939 85% Żydów w Polsce nie znała języka polskiego.

6. Były senator II RP Czerniakow, tuż po wkroczeniu Niemców do Warszawy zaczął z nimi pertraktować w sprawie autonomii gmin żydowskich, na którą nie zgodził się Piłsudski. Getta żydowskie były wynikiem tych negocjacji, a nie przejawem represji. Głód w gettach był w dużej mierze zasługą polityki podatkowej Judenratów nimi zarządzających (opodatkowana była każda kromka chleba). W jej wyniku biedni Żydzi umierali z głodu, a elita bogaciła się. W policji Żydowskiej sławnej z brutalności wobec swoich współbraci służyli głównie adwokaci. Owa kolaboracyjna elita wywodziła się z tych 15% zasymilowanych Żydów, którzy bez skrupułów posyłali swoich ubogich braci na śmierć, żeby ocalić własną d.... Oni to głównie przeżyli i opowiedzieli światu swoją wersję holokaustu pomijając własny w nim udział.

7. W żydowskim prawie jest dopuszczalne poświęcenie części wspólnoty, aby ocalić resztę, a w sytuacji zagrożenie każdy Żyd ma obowiązek ochrony swojego życia nawet kosztem innych. Z tego też powodu w Izraelu żaden Żyd oskarżony o zbrodnie na swoim narodzie nie został skazany, bo wszyscy powoływali się na jedną z powyższych okoliczności.

8. Pisanie o tych rzeczach grozi śmiercią cywilną, o czym przekonała się autorka książki Eichman w Jerozolimie (której nazwiska nie pamiętam).

9. Słowa antysemityzm i antysemita wymyślili Niemcy w poł. XIX w. Wcześniej Żydzi określali mieszkańców krajów, które ich przyjęły Hamanami (od Hamana z Księgi Estery). Pojęcia antysemita używają w tym samym znaczeniu, o czym rychło przekonają się Amerykanie, którzy tak łatwo dają posłuch opowieściom o polskim antysemityzmie.

Pani Ewa Kurek była zdania, że historii nie da się na dłuższą metę fałszować. Nie jestem pewna czy podzielam ten optymizm (vide antykatolickie mity w krajach anglosaskich żywe do dziś od czasów reformacji).

Grzegorz Braun natomiast jest zdania, że projekt Judeopolonii jest nadal aktualny, bo Bliski Wschód jest jednak niebezpiecznym miejscem i nie wiadomo jak długo pociągnie państwo Izrael, a Niemcy z Ruskimi chętnie oddadzą nasze ziemie pod  żydowski zarząd powierniczy.

wtorek, 11 października 2016

Nieoczekiwany pożytek z cenzury na Facebooku

Okazało się właśnie, że niejaka Sylwia de Wydenthal (lub jakoś tak) jest odpowiedzialna za cenzurowanie polskiego Facebooka - usuwane są treści patriotyczne, promowane bluźniercze jak np. opluwanie JPII. Owa osoba jest zaangażowana w działalność KODu, co właściwie wszystko wyjaśnia. W USA Zuckenberg niedawno się musiał tłumaczyć z usuwania konserwatywnych treści, gdyż zostało mu to udowodnione. Ot lewactwo ze swoją sławną "tolerancją"!

Ta informacja jednak nieco pomogła mi się uporać z morzem dezinformacji w Internecie. Sporo jest w nim materiałów o Soborze Watykańskim II, który wielu uważa za katastrofalny. Trudno się z nimi nie zgodzić słuchając poważnych badaczy jak prof. Jacek Bartyzel czy dr Cenckiewicz. Jeszcze bardziej niepokojące są wieści z synodu o rodzinie. Wrażenie, że istnieje jakaś rewolucyjna mniejszość, która chce zmienić nauczanie Kościoła jest przemożne. Toteż nie dziwię się, że katolicy świeccy i duchowni wyrażają bardzo otwarcie swoje niezadowolenie z takiego stanu rzeczy. Niektórzy posuwają się do negowania ważności ostatnich papieży od Jana XXIII począwszy, inni twierdzą, ze obecny Kościół nie jest już katolicki, tylko stal się kolejną protestancka sektą p.t. Novus Ordo itp. Sporo jest także krytyki z pozycji wierności Kościołowi. Miałam poważny kłopot z rozeznaniem gdzie jest prawda, ale niespodziewanie przyszła mi z pomocą główna cenzorka polskiego Facebooka. Gdyby Jan Paweł II był tym, o co jest oskarżany z pozycji radykalnego tradycjonalizmu lub wręcz sedewakantyzmu, nie byłby celem wściekłych ataków wiadomej centrali.
Szatańska nienawiść wymierzona w niego jest raczej potwierdzeniem świętości.

Inną rzeczą jest interpretacja pewnych dokumentów jak Nostra Aetate i ocena pewnych eksperymentów jak "dialog z Judaizmem". O całkowitym niepowodzeniu i bezsensie tegoż wypowiedziało się niezależnie od siebie wielu znawców tematu jak ks. prof. Waldemar Chrostowski. red. Pawel Lisicki czy dr Eugene Michael Jones. Media jednak ciągle karmią nas informacjami w stylu papież zakazał nawracania Żydów, gdyż uznanie Chrystusa nie jest im potrzebne do zbawienia.
Zachowuję dystans do wszelkich tego typu informacji.  Jak działa przeciwnik pokazuje przypadek o. Malachi Martina - autora bestsellerów, radykalnego tradycjonalisty oskarżającego Watykan o satanizm. Otóż okazało się, że w przed soborem, w napisanej pod pseudonimem książce "Pilgrim' lobbował na rzecz Żydów sugerując współwinę Kościoła Katolickiego za ich prześladowania w ciągu wieków.

Istnieje więc szansa, że inni zagorzali tradycjonaliści mogą być kimś innym, niż się podają. Mentalność sekciarzy, ciągle rozłamy i "eksponowanie" siebie nawzajem na You Tube jako heretyków dobrze nie świadczy o tym środowisku. Ciekawym wątkiem jest ich bezkrytyczne uwielbienie dla Putina, którego "życzliwość dla Katolicyzmu" jest znana.