Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pierwsza komunia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pierwsza komunia. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 grudnia 2020

Stąd do wieczności

 

Rodzice Malwinki chodzili do kościoła raczej rzadko i nieregularnie, ale oczywiście posyłali swoje dzieci na naukę religii. Dwa razy w tygodniu po południa szła wiec Malwinka z Anią Kluską przez park nad fosą i Plac Wolności do salki na plebanii  naprzeciwko Kościoła Świętej Doroty. Pobożna, prawie codziennie uczęszczająca na mszę, mama Ani bardzo tego pilnowała. Królewna Żaneta i Magda Szczypalska, których rodzice nie praktykowali, a nawet Asystentka Magdy, córka milicjanta, też tam chodziły. Brakowało jedynie Izki. Problem zbawienia jej duszy zaprzątał więc umysły Ani i Malwinki, a w okolicach Pierwszej Komunii stał się ulubionym tematem ich rozmów. Zasadniczo zgadzały się, że byłoby rażącą niesprawiedliwością, gdyby potępienie wieczne stało się jej udziałem, a ominęło taką Magdę Szczypalską na przykład, ale z drugiej strony Izka strasznie oszukiwała, kłamała, opowiadała świńskie kawały i mówiła brzydkie słowa. Dusza jej niewątpliwie była w niebezpieczeństwie. Ona sama zaś zupełnie tego nieświadoma biegała na przerwach po szkole, jak większość dzieci zaopatrzona w piekło-niebo, wrzeszcząc:

„Piekło, niebo, Abraham

twoja dusza pójdzie tam”

Tu rozwierała dramatycznym ruchem czerwoną czeluść. Musiała to przećwiczyć w domu, bo piekło otwierało się przed wszystkimi, którzy jej się czymś narazili, a niebo zarezerwowane było wyłącznie dla aktualnych przyjaciół.

Piekło-niebo było niewielkim obiektem przestrzennym wykonanym z kartki papieru. Otwierało się ukazując na przemian raz niebieskie raz czerwone wnętrze. Przy pomocy tego prostego urządzenia można było przewidzieć pośmiertne losy swojej duszy. W pewnym okresie stało się istną manią. Nauczyciele rekwirowali setki piekło-nieb na lekcjach wyśmiewając przy okazji ciemnotę i zabobon swoich podopiecznych. Programowe wysiłki szkoły, aby uformować w nich zdrowy światopogląd naukowy spełzały na nic niczym. Dzieci pozostawały otwarte na tajemnicę.

Przed pierwszą komunią Ania i Malwinka miały przystąpić do spowiedzi. Wcześniej należało zrobić rachunek sumienia toteż siedziały teraz obie przy dużym stole w pokoju Malwinki i Marzenki nad pustymi kartkami papieru. Malwinka, ciężko wzdychając napisała drukowanymi literami RACHUNEK SUMIENIA, żeby jakoś zacząć.. Chciała się z przyzwyczajenia podpisać się imieniem, nazwiskiem i klasą, ale po namyśle zrezygnowała z tego pomysłu. Ania poszła za jej przykładem, po czym sięgnęła po kredki i zaczęła robić szlaczek. Malwinka zdecydowanym ruchem napisała jedynkę po lewej stronie, postawiła kropkę i spojrzała w sufit.

- Mówiłam brzydkie słowa – Zaczęła niepewnie.

Zaledwie dziewczynki skończyły pisać wyłonił się poważny dylemat moralny. Kiedy już wyzna się ten grzech i zrobi szczere postanowienie poprawy, co odpowiedzieć komuś, kto będzie chciał wygonić je z podwórka?

- To nie twoje tylko państwowe, nawet Murzyn z Afryki może tu przyjść i …

- Zrobić kupę – Podsunęła Ania z wahaniem

Malwinka skrzywiła się z niesmakiem.

- Narobić – Wtrąciła Marzenka znad książki. Na skutek rozległej lektury miała imponujący zasób słow.

„Niby lepiej, ale to nie to samo” pomyślała Malwinka zrezygnowana „brakuje siły przekonywania”. Napisała dwójkę i wzniosła wzrok ku górze.

- Bawiłam się w brzydkie zabawy! – Wykrzyknęła Ania tryumfalnie.

- Jakie? - Zainteresowała się Malwinka. Nawet Marzenka nadstawiła ucha znad książki. Ania speszona odmówiła wyjaśnień, wobec czego Malwinka niechętnie zaczęła badać własne sumienie pod kątem brzydkich zabaw. „Ach tak, oczywiście” przypomniała sobie mało elegancki epizod pod drzwiami Danusi, koleżanki Marzenki. Obie siostry w towarzystwie Marioli z ich bloku wybrały się do Danusi, której mama była nauczycielką (na szczęśnie nie uczyła żadnej z nich). Zadzwoniły i czekały. Nikt nie otwierał. Kto pierwszy pierdnął Malwinka nie mogła sobie przypomnieć. Im dłużej stały pod drzwiami tym swobodniej puszczały bąki wybuchając śmiechem, przy co głośniejszych. W końcu ulotniły się zostawiając za sobą stężony smród siarkowodoru. „Jeśli to nie brzydka zabawa to co nią jest? – Pytam” Malwinka z czystym sumieniem umieściła brzydkie zabawy pod numerem dwa.

- Obmawiałam koleżankę – Zaczęła z wahaniem – To znaczy Izkę - dodała tonem wyjaśnienia.

Ania skinęła milcząco i zapisała pod numerem trzy, po czym obie tknięte tą samą myślą spojrzały sobie w oczy. Jak będzie wyglądało ich życie, jeśli wyrzekną się obmawiania Izki? Powiało grozą. Po chwili milczenia Ania wyznała:

- Byłam niegrzeczna dla mamy.

Malwinka zapisała ten grzech pod numerem czwartym a następnie „dla taty”  pod piątym i „dla babci” pod szóstym. Tu dotknęła bolesnego miejsca. Dopadło ją uczucie wstydu i żalu. „Nawet bardzo niegrzeczna” pomyślała „nie kocham jej wcale i mała szansa, że kiedykolwiek to się zmieni. Żal mi jej czasami, a jednocześnie nie znoszę jej”. Malwinka zwiesiła głowę pod ciężarem nierozwiązywalnej sytuacji i własnego poczucia winy.

Po chwili otrząsnęła się nieco.

- Sześć grzechów to chyba za mało – zagadnęła – Trzeba by mieć z dziesięć.

- Co najmniej - zgodziła się Ania – Lepiej wymienić za dużo niż za mało.

Biedziły się więc czas jakiś, aż wreszcie dwa bardzo do siebie podobne, ozdobione szlaczkami rachunki sumienia były gotowe.

W kolejce do konfesjonału Malwinkę ogarnął niepokój „Przecież ksiądz uzna, że odpisywałyśmy od siebie!” pomyślała w panice. Ania, stojąca tuż przed nią podchodziła właśnie do kratek. „Za późno ,żeby teraz odejść” stwierdziła Malwinka i nieco się uspokoiła. Udało jej się nie pomylić żadnej formułki i odczytać rachunek sumienia mimo kiepskiego oświetlenia. Przy brzydkich zabawach ksiądz zaskoczył ją.

-  Bawiłaś się w lekarza? – Zapytał.

Malwinka pomyślała w panice o puszczaniu wiatrów pod drzwiami Danusi. Nigdy, przenigdy nie opowiedziałaby mu o tym.

- Ttak – przytaknęła zgodnie.

Dalej wszystko poszło gładko. Postanowienie poprawy miało żywot raczej krótki, gdyż jak wcześniej podejrzewała życie bez obmawiania Izki po prostu nie było możliwe, a i argument z Murzynem znacznie zyskiwał na sile przekonywania doprawiony mocnym słowem.

Wątpliwości

 

     Na pamiątkę pierwszej komunii Malwinka dostała drewniany obrazek, nieco podobny do obrazka Marzenki, z tym że tam Pan Jezus był dzieckiem, a u niej dorosłym mężczyzną z brodą i długimi włosami. Tak było lepiej – Malwinka całe życie tęskniła za kimś mądrym i dojrzałym. Mogła więc odtąd do niego zwracać się z wszystkim problemami, pytaniami i wątpliwościami, a było ich niemało. Pierwsza i najważniejsza dotyczyła kwestii nadstawiania policzka.

- Panie Jezu – Mówiła poważnie. – Popatrz czego uczyli mnie rodzice. Tata mówił „Bądź dobra dla innych, a inni będą dobrzy dla ciebie”   I co? Kiedy poszłam do przedszkola pierwszy raz, nie zdążyłam jaszcze być dla nikogo dobra ani zła a już mi wyznaczyli rolę kogoś, komu można bezkarnie dokuczać bo nosiłam okulary i nie umiałam się obronić. Jak mogłam zresztą skoro mama twierdziła, że nie wolno odpłacać złem za złe, a tata mówił żeby nie zwracać uwagi, jeśli ktoś zaczepia, to się znudzi i pójdzie sobie. Sam dobrze wiesz, że to nieprawda. Weźmy na przykład taką Magdę Szczypalską odkąd dostała nie odważyła się mnie więcej atakować, ani nikogo innego w mojej obecności i nawet zaczęła odnosić się do mnie jak do człowieka. I pomyśleć, że mogłam to zrobić pięć lat temu gdyby nie te idiotyczne nauki! Albo popatrz na Maćka  Dzięcioła – to inny chłopak odkąd pani Hinze daje mu wycisk.

Pani Hildegarda Hinze była matematyczką i najbardziej subtelną znawczynią natury ludzkiej jaką Malwinka widziała w życiu. W sercach uczniów wzbudzała szczery podziw pomieszany z lękiem, gdyż nie wahała się  stosować  kar cielesnych wobec jednostek, które się o to prosiły, jak na przykład wyżej wymieniony Maciek. Nic się przed nią nie ukryło – potrafiła wejść na nie swoją lekcję i stojąc  na progu wywołać go przymilnym „Dudusiu choć za drzwi!”, a kiedy się wahał ponaglała „No chodźże szybciej moje złotko!”  Następnie dawał się słyszeć straszliwy wrzask Maćka na korytarzu, a po chwili on sam z bardzo czerwonymi uszami i łzami rozmazanymi na twarzy wracał na swoje miejsce. Kiedy nie uważał na matematyce, zajęty knuciem czegoś zdrożnego, pani Hinze natychmiast wywoływała go na środek, a jeśli nie umiał odpowiedzieć na pytanie chwytała za włosy i waliła jego głową o tablicę. Malwinka wsłuchana w stukanie czaszki Maćka Dzięcioła miała głębokie poczucie, że oto dokonuje się sprawiedliwość dziejowa.

- Może nawet nie wyrośnie na zboczeńca, jak ten, którego widziałam w parku – kontynuowała swój wywód. – A właśnie! Czym należy odpowiadać zboczeńcowi, kiedy się jest małą dziewczynką?!!! Też dobrem? Jakim, chciałabym to wiedzieć?!!! – Malwinka zdjęła obrazek ze ściany i zaczęła nim potrząsać. Pan Jezus milczał niewzruszony. Zniechęcona powiesiła go spowrotem. – Są ludzie, którzy po prostu muszą dostać w skórę dla dobra innych i swojego własnego i nikt mnie nie przekona, że jest inaczej. Ci, którzy bawią się dręczeniem innych muszą sami spróbować jak smakuje lęk i ból. Kiedy przylałam Magdzie, widziałam na jej twarzy oprócz strachu zdziwienie, że teraz to ona dostaje  ode mnie, a nie odwrotnie. To była cudna chwila! – Malwinka uśmiechnęła się na wspomnienie swego tryumfu. – Nigdy jej nie zapomnę. Nigdy! – Spojrzała na Pana Jezusa pytająco, ale nic. Nie odpowiadał. – Wiesz czasem mam wrażenie, że ty po prostu nie przewidziałeś, że ktoś może być małą dziewczynką, a twoja nauka dotyczy kogoś innego w zupełnie innej sytuacji.

Wobec braku reakcji Malwinka odwróciła się podeszła do okna.

- Znęcać się nad słabszym i bezbronnym jest rzeczą haniebną, ale przyłożyć dręczycielowi – słuszną. – Powiedziała w przestrzeń.

- Głęboko słuszną! – rzuciła w stronę obrazka.

Rodzice Malwinki zasadniczo nie bili swoich dzieci, nie musieli - mama Malwinki była mistrzynią świata w obdzielaniu poczuciem winy. Umiała sprawić, że córki czuły się winne że:

- Były chore na odrę, a zaraz po tym na szkarlatynę i mama nie mogła przygotować się do egzaminu i oblała.

- Że Mama jest zmęczona i nie ma czasu dla siebie

- Że musi gotować obiad

- Że „mają wszystko”

- Że należą do „pokolenia, które się pasie”, w przeciwieństwie do rodziców, którzy przeżyli wojnę.

Niewidoczne brzemię przygniatało Marzenkę i Malwinkę do ziemi. Pod jego ciężarem kąciki ust Malwinki opadały coraz bardziej do dołu wyginając je w kształt idealnej podkówki. Mama mogła dodać do listy win:

-  Że mają wszystko, a ciągle niezadowolone i naburmuszone.

poniedziałek, 4 marca 2019

Nostalgicznie o robieniu rachunku sumienia

Z okazji zbliżającego się wielkiego postu zamieszczam kolejny rozdział z "Malwinki", książeczki dla dzieci uciemiężonych, traktujący m.in. o rachunku sumienia.


Stąd do wieczności

      Rodzice Malwinki chodzili do kościoła raczej rzadko i nieregularnie, ale oczywiście posyłali swoje dzieci na naukę religii. Dwa razy w tygodniu, po południa szła więc Malwinka z Anią Kluską przez park nad fosą i Plac Wolności do salki na plebanii  naprzeciwko Kościoła Świętej Doroty. Pobożna, prawie codziennie uczęszczająca na mszę, mama Ani bardzo tego pilnowała. Królewna Żaneta i Magda Szczypalska, których rodzice nie praktykowali, a nawet Asystentka Magdy, córka milicjanta, też tam chodziły. Brakowało jedynie Izki. Problem zbawienia jej duszy zaprzątał więc umysły Ani i Malwinki, a w okolicach Pierwszej Komunii stał się ulubionym tematem ich rozmów. Zasadniczo zgadzały się, że byłoby rażącą niesprawiedliwością, gdyby potępienie wieczne stało się jej udziałem, a ominęło taką Magdę Szczypalską na przykład, ale z drugiej strony Izka strasznie oszukiwała, kłamała, opowiadała świńskie kawały i mówiła brzydkie słowa. Dusza jej niewątpliwie była w niebezpieczeństwie. Ona sama zaś zupełnie tego nieświadoma biegała na przerwach po szkole, jak większość dzieci zaopatrzona w piekło-niebo, wrzeszcząc:
„Piekło, niebo, Abraham
twoja dusza pójdzie tam”
Tu rozwierała dramatycznym ruchem czerwoną czeluść. Musiała to przećwiczyć w domu, bo piekło otwierało się przed wszystkimi, którzy jej się czymś narazili, a niebo zarezerwowane było wyłącznie dla aktualnych przyjaciół.
     Piekło-niebo było niewielkim obiektem przestrzennym wykonanym z kartki papieru. Otwierało się ukazując na przemian raz niebieskie raz czerwone wnętrze. Przy pomocy tego prostego urządzenia można było przewidzieć pośmiertne losy swojej duszy. W pewnym okresie stało się istną manią. Nauczyciele rekwirowali setki piekło-nieb na lekcjach wyśmiewając przy okazji ciemnotę i zabobon swoich podopiecznych. Programowe wysiłki szkoły, aby uformować w nich zdrowy światopogląd naukowy spełzały na nic niczym. Dzieci pozostawały otwarte na tajemnicę.
     Przed pierwszą komunią Ania i Malwinka miały przystąpić do spowiedzi. Wcześniej należało zrobić rachunek sumienia, toteż siedziały teraz obie przy dużym stole w pokoju Malwinki i Marzenki nad pustymi kartkami papieru. Malwinka, ciężko wzdychając napisała drukowanymi literami RACHUNEK SUMIENIA, żeby jakoś zacząć.. Chciała się z przyzwyczajenia podpisać się imieniem, nazwiskiem i klasą, ale po namyśle zrezygnowała z tego pomysłu. Ania poszła za jej przykładem, po czym sięgnęła po kredki i zaczęła robić szlaczek. Malwinka zdecydowanym ruchem napisała jedynkę po lewej stronie, postawiła kropkę i spojrzała w sufit.
- Mówiłam brzydkie słowa – Zaczęła niepewnie.
Zaledwie dziewczynki skończyły pisać wyłonił się poważny dylemat moralny. Kiedy już wyzna się ten grzech i zrobi szczere postanowienie poprawy, co odpowiedzieć komuś, kto będzie chciał wygonić je z podwórka?
- To nie twoje tylko państwowe, nawet Murzyn z Afryki może tu przyjść i …
- Zrobić kupę – Podsunęła Ania z wahaniem
Malwinka skrzywiła się z niesmakiem.
- Narobić – Wtrąciła Marzenka znad książki. Na skutek rozległej lektury miała imponujący zasób słow.
„Niby lepiej, ale to nie to samo” pomyślała Malwinka zrezygnowana „brakuje siły przekonywania”. Napisała dwójkę i wzniosła wzrok ku górze.
- Bawiłam się w brzydkie zabawy! – Wykrzyknęła Ania tryumfalnie.
- Jakie? - Zainteresowała się Malwinka. Nawet Marzenka nadstawiła ucha znad książki. Ania speszona odmówiła wyjaśnień, wobec czego Malwinka niechętnie zaczęła badać własne sumienie pod kątem brzydkich zabaw. „Ach tak, oczywiście” przypomniała sobie mało elegancki epizod pod drzwiami Danusi, koleżanki Marzenki. Obie siostry w towarzystwie Marioli z ich bloku wybrały się do Danusi, której mama była nauczycielką (na szczęśnie nie uczyła żadnej z nich). Zadzwoniły i czekały. Nikt nie otwierał. Kto pierwszy pierdnął Malwinka nie mogła sobie przypomnieć. Im dłużej stały pod drzwiami tym swobodniej puszczały bąki wybuchając śmiechem, przy co głośniejszych. W końcu ulotniły się zostawiając za sobą stężony smród siarkowodoru. „Jeśli to nie brzydka zabawa to co nią jest? – Pytam” Malwinka z czystym sumieniem umieściła brzydkie zabawy pod numerem dwa.
- Obmawiałam koleżankę – Zaczęła z wahaniem – To znaczy Izkę - dodała tonem wyjaśnienia.
Ania skinęła milcząco i zapisała pod numerem trzy, po czym obie tknięte tą samą myślą spojrzały sobie w oczy. Jak będzie wyglądało ich życie, jeśli wyrzekną się obmawiania Izki? Powiało grozą. Po chwili milczenia Ania wyznała:
- Byłam niegrzeczna dla mamy.
Malwinka zapisała ten grzech pod numerem czwartym a następnie „dla taty”  pod piątym i „dla babci” pod szóstym. Tu dotknęła bolesnego miejsca. Dopadło ją uczucie wstydu i żalu. „Nawet bardzo niegrzeczna” pomyślała „nie kocham jej wcale i mała szansa, że kiedykolwiek to się zmieni. Żal mi jej czasami, a jednocześnie nie znoszę jej”. Malwinka zwiesiła głowę pod ciężarem nierozwiązywalnej sytuacji i własnego poczucia winy.
Po chwili otrząsnęła się nieco.
- Sześć grzechów to chyba za mało – zagadnęła – Trzeba by mieć z dziesięć.
- Co najmniej - zgodziła się Ania – Lepiej wymienić za dużo niż za mało.
Biedziły się więc czas jakiś, aż wreszcie dwa bardzo do siebie podobne, ozdobione szlaczkami rachunki sumienia były gotowe.
     W kolejce do konfesjonału Malwinkę ogarnął niepokój „Przecież ksiądz uzna, że odpisywałyśmy od siebie!” pomyślała w panice. Ania, stojąca tuż przed nią podchodziła właśnie do kratek. „Za późno ,żeby teraz odejść” stwierdziła Malwinka i nieco się uspokoiła. Udało jej się nie pomylić żadnej formułki i odczytać rachunek sumienia mimo kiepskiego oświetlenia. Przy brzydkich zabawach ksiądz zaskoczył ją.
-  Bawiłaś się w lekarza? – Zapytał.
Malwinka pomyślała w panice o puszczaniu wiatrów pod drzwiami Danusi. Nigdy, przenigdy nie opowiedziałaby mu o tym.
- Ttak – przytaknęła zgodnie.
Dalej wszystko poszło gładko. Postanowienie poprawy miało żywot raczej krótki, gdyż jak wcześniej podejrzewała życie bez obmawiania Izki po prostu nie było możliwe, a i argument z Murzynem znacznie zyskiwał na sile przekonywania doprawiony mocnym słowem.