Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chamstwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chamstwo. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 września 2025

O niszczeniu kodu kulturowego

 Oglądam zachowania niejakiego Johny'ego Somali w Japonii i Korei Pd. Czarny patostreamer popisuje się niewyobrażalnym wprost chamstwem w metrze, restauracji, sklepie i na ulicy. Japończycy ani Koreańczycy nie mają pojęcia, jak na to reagować, choć są wstrząśnięci. Jakaś grupa miejscowych influencerów się skrzyknęła i usiłuje bydlakowi wytłumaczyć, żeby szanował ich kulturę, ze skutkiem łatwym do przewidzenia. Czasem jakiś biały turysta z zachodu da mu po ryju, czasem miejscowi go trochę poganiają. Policja depcze mu po piętach i zbiera dowody. Trudność polega na tym, że głośne monologi w metrze nie popadają pod żaden paragraf, rzucanie w ludzi nieświeżymi rybami już bardziej W końcu udaje się zebrać przygarść zarzutów. W Korei Pd groziło mu razem w zależności od źródła 29, 31 lub 36 lat. Nie wierzę, żeby dostał taki wyrok, a już zwłaszcza, żeby tyle odsiedział, ale nawet jeśli miał by być to rok w tamtejszym pierdlu, to też byłoby coś.

Nie jest to jeden tego rodzaju bydlak, niestety. "Media spolecznościowe" wykreowały podobnych imbecyli tysiące. Dla "klikalności" zgwałciliby własną babcię i wrzucili nagranie na TikToka. Mam wrażenie, że wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy jaki będzie skutek mody na chamstwo, przekraczanie norm społecznych i niszczenie kodu kulturowego.

Nie dotyczy to bynajmniej tylko czarnych Amerykanów na wystepach gościnnych na dalekim wschodzie. Każdy nauczyciel ogląda to zjawisko codziennie w swojej pracy, każdy pasażer komunikacji miejskiej i każdy pieszy na chodniku w mieście Wrocławiu.

Przed wojną na Ukrainie rzadko spotykało się ludzi słuchających muzyki ze smartfonów bez słuchawek, choć czasem było ją słychać mimo to. Ukraińcy "ubogacili" nas zwyczajem puszczania swoich miazmatów na full w komunikacji miejskiej, na ławce pod blokiem, w parku, nad wodą wszędzie, o każdej porze dnia i nocy.

Zły zwyczaj wyparł dobry, zupełnie jak pieniądz. Dziś w tramwaju zwróciłam uwagę takiej osobie, rodzimej zresztą. Co usłyszałam? Że nie ma słuchawek, słucha cicho, tylko mi to przeszkadza i nie będzie ze mną rozmawiać, bo nie ma ochoty.

Widać, że była wyćwiczona w obracaniu kota ogonem i zadowolona z własnego chamstwa. Miala szczęście, że spotkała mnie, ale za 20 lat, ktoś przekraczajacy te resztki norm, które sie jeszcze do tego czasu ostaną, po prostu nakładzie jej po ryju i zachwycony sobą opublikuje nagranie zbierając liczne "polubienia".

Żyjemy w cywilizowanym społeczeństwie tylko dzięki wysiłkowi przeszłych pokoleń. Jesteśmy karłami siedzącymi na ramionach olbrzymów. Dzięki ich pracy nad oporną materią ludzkiej natury (czesto przy pomocy rózeczki lub kija stosowanego w dzieciństwie) wypracowaliśmy kod kulturowy, który zapewnia nam względne bezpieczeństwo. Jeśli to zostanie zniszczone znajdziemy się nagle w dżungli albo czarnej dzielnicy Chicago. Nie wiadomo co gorsze! Nie dopuśćmy do tego, póki jeszcze czas! Sprzeciwiajmy się chamstwu we wszelkich jego przejawach i gdzie się da! Odbierzmy toksycznym jednostkom ich idiotyczny argument "tylko pani to przeszkadza"!!!

niedziela, 16 lipca 2023

Rowerzyści - konto na twitterze!

Założylam dziś po południu konto na twitterze jako Wilhelmina@Wilhelm22593612. Zamieściłam tak kilka uwag o rowerzystach we Wrocławiu i stosunku władz do pieszych oraz pare zdjęć. Można przez komentarze i lajki wesprzeć moją samotną walkę z infantylnymi kretynami, którzy rzadzą Wroclawiem (i jak przypuszczam wieloma innymi miastami w Polsce też).

niedziela, 24 października 2021

Radek - Zatłuszczony - Łeb - Sikorski, czyli z życia wyższych sfer

 


Szlachetne oblicze Radka Sikorskiego, byłego ministra spraw zagranicznych w rządzie PO-PSL, obecnie eurodeputowanego


Szanowna małżonka - Ann Applebaum, amerykańska dziennikarka o pierwszorzędnych korzeniach (copyright by Stanisław Michalkiewicz)


Eurodeputowana Beata Kempa z Solidarnej Polski


Prof. Krystyna Pawłowicz sędzia trybunału konstytucyjnego, niegdyś posłanka na sejm z PIS

Przyjrzyj się, drogi czytelniku, tym czterem osobom, które na pewno przekroczyły 45 lat, a więc mają takie twarze na jakie zasłużyły. Nie startują w konkursie piękności, dwoje z nich to eurodeputowani (Sikorski, Kempa), jedna znana i wpływowa dziennikarka amerykańska (Applebaum), a jedna sędzia trybunału konstytucyjnego i profesor prawa (Pawłowicz).

Oczekujemy od nich kompetencji, w przypadku Polaków lojalności wobec kraju, który reprezentują, w przypadku amerykańskiej dziennikarki rzetelności przekazu, od wszystkich pewnego minimum kultury. W sytuacji ostrego sporu możemy się zgodzić na odrobinę złośliwego dowcipu, szpili wbijanej oponentowi z pewną dozą finezji.

W liceum słyszałam dowcip opowiedziany przez średnio lotną koleżankę: 
Do przedziału w pociągu wsiada nowy pasażer. 
- Buła jestem - przedstawia się.
- Paliwko - odpowiada chcąc nie chcąc towarzysz podróży.
Po dłuższym milczeniu p. Buła zagaja:
- Proszę się nie gniewać, ale ułożyłem o panu krótki wierszyk: Paliwko, skocz na piwko!
Po pewnym czasie p. Paliwko ripostuje:
- Ja też ułożyłem wierszyk: Buła, buła, ty ch.ju!

Średnio śmieszne? Też tak uważam, ale dobrze oddaje pewną niesymetryczność w wymianie zdań między Radkiem- Załuszczonym - Łbem a posłankami z konkurencyjnych partii. "Herr Lord" zaczyna swój twit Beata Kempa "gdybyście wy (PO) rządzili, z lasów państwowych nic by nie zostało" czy jakoś tak (cytuję z pamięci). "Walnij się w swój zatłuszczony łeb" - odpowiada herr lord. Nie jest pierwszy tego rodzaju wyczyn RadSika. Kiedyś do profesor Pawłowicz, jednak sporo od niego starszej, ozwał się w te słowa "bujaj się wariatko!" 

Fakt, że obie panie mają cięty język i nie wahają się go użyć, nie przekraczają jednak nigdy pewnych norm - nie używają wulgaryzmów, wyzwisk i szanują powszechnie przyjęte formy zwracania się do ludzi obcych w języku polskim, czyli "pan" "pani".

Sikorski natomiast to kwintesencja prostaka, osobnika zatrzymanego na poziomie najpaskudniejszego przedszkolaka, który kopie dziewczynki, i obrzuca je wyzwiskami najcięższego kalibru. Jego reakcje są nieadekwatne nie tylko z powodu niedostatków intelektualnych, lecz także złej socjalizacji.  To "człowiek naturalny" jak określił ten typ Wilkie Collins, cywilizowane zachowania prezentuje wyłącznie wtedy, kiedy mu się to opłaca i wyłącznie wobec ludzi stojących od niego wyżej w hierarchii. 

Jego żona mogła nawet nie widzieć prawdziwej twarzy swego męża, bo cała jego kariera zależy od niej i jej wpływowej rodziny. Nie wątpię, że wobec niej jest uprzedzająco uprzejmy i nie dlatego, że jest osobą bardziej godną szacunku niż wspomniane wyżej panie. Nawet porównując aspekt czysto fizyczny, to z trzech kobiet na zdjęciach jest najmniej atrakcyjna. Zakładając, że jej inteligencji nic nie można zarzucić, to całkowity brak dziennikarskiej rzetelności, kiedy przedstawia Polskę w amerykańskich mediach, musi świadczyć o zlej woli.

Sikorski po prostu nie rozumie koncepcji kultury osobistej jako postawy wobec bliźnich. Dla niego to garnitur, który się nosi na pewne okazje. Jeśli dodać do tego niewiarygodne wprost urojenia wyższościowe - charakterystyczne dla całej opozycji - to mamy portret prawdziwie odrażającej kreatury.

Do któregoś ze swoich kumpli (Giertycha?) napisał (na twitterze), że odpowiedział Beacie Kempie w takim języku jaki (ona) rozumie. Błąd Radku-Zatłuszczony-Łbie, odpowiedziałeś w SWOIM ojczystym języku - chamstwa i pogardy wobec osób, które uważasz za mało ważne! 

Najsmutniejsze jest to, że więcej podobnych osób działa w przestrzeni publicznej. Proszę popatrzeć na te "elity kulturalne" doznające orgazmu kiedy Marta Lempart i jej ferajna wrzeszczą "wypierdalać" lub "j...ć PIS". Oni też twierdzą, że to jedyny język zrozumiały dla ich politycznych oponentów i ich wyborców. Kawałki rozbitego lustra złej królowej śniegu wpadły im do oczu i nie widzą nic na całym Bożym świecie poza swoim własnym odbiciem.












poniedziałek, 3 maja 2021

O tzw. "asertywności" w ujęciu pokoleniowym

Końcówka kwietnia i początek maja upływają mi pod znakiem opuchniętych i zdrętwiałych kończyn (skutek uboczny remontu) oraz konfrontowania się z ludźmi, z którymi wolałabym nie mieć nic do czynienia.

Chcąc nie chcąc musiałam uświadomić sobie, że mając lat 55 będę przez pozostałe dni mego życia w coraz większym stopniu narażona na kontakt z pokoleniami obecnych młodych dorosłych, nastolatków i dzieci. Ba, może się zdarzyć, że będę od nich zależna. Na samą myśl oblewa mnie zimny pot. Nie mając nadziei, że można ich zmienić postanowiłam zmienić swoje nastawienie poprzez modlitwę. W moim przypadku modlitwa na ogół prowadzi do konkretnych akcji, na które nie mam najmniejszej ochoty.

Tym razem była to konfrontacja (nie pierwsza zresztą) z sąsiadką z góry - jedną z młodych osób wynajmujących mieszkanie po zmarłym przed kilku laty alkoholiku. Jest to głośna, niezbyt lotna i bardzo okrągła osoba. Przy pierwszym spotkaniu zrobiła na mnie wrażenie dość poczciwej, choć zaskoczyła mnie próbą obrażenia mnie w pozornie pojednawczej rozmowie. Na moje stwierdzenie, że jestem w wieku zbliżonym do jej mamy oznajmiła ze śmiechem, że jej mama raczej by się obraziła na takie porównanie. Uznałam to za objaw nieokrzesania i braku subtelności.

Mieszkanie po alkoholiku było gruntownie remontowane po jego śmierci, m.in usunięto warstwę izolacji akustycznej pod klepkami podłogi i położono tzw. panele, które zamieniły ją w pudło rezonansowe. Właściciele nawet nie zakupili dywanów, chodników czy mat, aby ów efekt nieco wytracić. Najemcy nie uznali za stosowne wykosztować się nawet na filcowe podkładki pod meble. Całą dobę jestem więc zmuszona wsłuchiwać się w szuranie meblami i innymi ciężkim przedmiotami tupanie i głośne nawoływania się. Co gorsza okrągła panienka zainwestowała w tzw. stepper tzn. urządzenie do biegania w miejscu i łomocze mi nad głową godzinę dziennie między 21 a 22. Na moje stwierdzenie, że to dla mnie uciążliwe odpowiada, że nie ma jeszcze 22. Nie znaczy to, że po 22 powstrzymuje się od przesuwania sprzętów i grzmocenia ciężkimi przedmiotami. Ileś tak sms-ów wysłanych  w tej sprawie ma skutek dość ograniczony. 

Z najwyższą niechęcią więc staję do konkretnej konfrontacji. Dzwonię i odsuwam się 2 metry od drzwi. Otwiera mi okrągła niunia w modnym stroju do ćwiczeń mocno spocona, a w tle majaczy jej chuda współlokatorka, która raz po raz wcina się do rozmowy.

W odpowiedzi na moje oświadczenie, że nie mogę znieść wieczornego, godzinnego tupania nad głową dowiaduję się że:

  • to nie ja  decyduję jakie ćwiczenia ona ma wykonywać
  • zainwestowała w stepper i musi go używać
  • na lepszą matę jej nie stać
  • biegać na bieżni pod blokiem nie będzie, bo się boi
  • to ja jestem problemem, bo wysyłam sms-y w reakcji na jej nocne łomoty
  • potrzeba biegania w miejscu jest równie ważna jak odpoczynku, a nawet ważniejsza
  • problemem jest moja (kolejna) interwencja, a nie jej tupanie
Dłuższy czas próbuję do niej dotrzeć tak czy siak ze skutkiem mizernym. Po osiągnięciu jakiegoś kulawego (i pozornego) kompromisu oddalam się zmęczona. Równie dobrze mogłabym mówić do ściany lub człowieka autystycznego bez kontaktu ze światem. Pokolenie świętych krów, które nie przyjmuje do wiadomości istnienia innych ludzi, o uszanowaniu ich praw i podstawowych potrzeb (jak np. sen) nie wspominając.

Wiele osób mojego pokolenia musiało się uczyć dopiero w dorosłym życiu tzw. "asertywności", czyli egzekwowania swoich praw i komunikowania potrzeb "stanowczo, spokojnie, bez lęku", ale też bez agresji. Obecni młodzi ludzie, których dziecięcego narcyzmu nic nigdy nie ograniczało, nie mają żadnych oporów żeby prawa innych ludzi deptać, a na zwrócenie im uwagi reagować agresją i próbą obrażenia każdego, kto dopuścił się tej "karygodnej zbrodni" Jest to bardzo smutne, ale niestety prawdziwe. Jedyna nadzieja w Bogu, że rozjedzie ich walcem swojej łaski i przywróci do rzeczywistości.

Jeśli tak się nie stanie, będziemy mieć zalegalizowane prawo dżungli, co po części już stało się faktem.