niedziela, 26 marca 2023

Między ruskim mirem, a lewackim szaleństwem

Na początku wojny na Ukrainie znalazłam na YouTube kanał Andromeda prowadzony przez młodą kobietę, która analizuje ruską propagandę i ruski punkt widzenia  zamieszczając przy okazji długie wypowiedzi propagandystów, ekspertów i tzw "turbopatriotów". Jest to na ogół bardzo ciekawe i podnoszące na duchu. 

Wczoraj słuchałam niejakiego Girkina z donieckiej, a może ługańskiej, samozwańczej republiki, który generalnie, jak wielu jemu podobnych, uważa, że ruskie dowództwo składa sie z samych kretynów i zdrajców. Na ostatnim nagraniu zwrócił się do Putina, żeby się już zamknął, jak ma opowiadać takie kawałki jak ostatnio. Powiedzial coś też o końcu Kadafiego z kołkiem w tylku, o czym nie wiedziałam. Chodziło mu o to, że taki koniec może też spotkać Putina, jesli wojnę przegra.

Najlepsza jednak byla odpowiedź na pytanie jednego ze słuchaczy - jaka będzie reakcja Rosji na wkroczenie Polaków na zachodnią Ukrainę. Girkin wzruszyl tylko ramionami i zadał retoryczne pytanie - jaka ma być, skoro ruskim nie udało sie utrzymać linii Dniepru? W końcu stwierdził, że zareagować mogliby najwyżej sami Ukraińcy, bo ruscy nie bedą mogli nic zrobić.

I w takiej sytuacji desperacji ruskich, Amerykanie sami dostarczają im amunicji w formie wymuszania  promocji zboczeń na swoich wschodnich sojusznikach. Ukraina walcząca o życie musi sie na to gówno godzić, a Białoruś, gdzie sympatia dla walczących sasiadów jest duża, przygląda sie i kalkuje. Co jest lepsze - połknięcie przez ruskich czy lewackie szaleństwo. Beznadzieja ruskiego miru czy kolonizacja przez zachód połączona z deprawacją i genderowo-klimatycznym obłędem?

My też jestesmy w takim położeniu - między ruską Scyllą dziką, prymitywną i brudną, a zachodnią Charybdą wyrafinowaną, przebiegłą i obrzydliwą. Między dwoma diabłami: ruskim niższego rzędu - w rzeźnickim okrwawionym fartuchu - a zachodnim z wyższej półki, który zniewala umysł i sprawia, że ofiary z własnej woli mu sie poddają.

Na Ukrainie giną ludzie w domach rozwalonych rakietami. Widzimy zabite i okaleczone ofiary cywilne, w tym dzieci szczegolnie eksponowane przez ukraińską propagandę. W Stanach natomiast dzieci dobrze ubrane i odżywione, prowadzone są przez wlasnych rąbniętych rodziców na "drag hour" do lokalnej biblioteki, gdzie zboczony mężczyzna przebrany za karykaturę kobiety wykonuje ruchy kopulacyjne w tzw. tańcu i zachęca maluchy do głaskanie swego przyrodzenia. 

Na Ukrainie nastoletnie dziewczęta są gwalcone zbiorowo, po czym często zabijane, a na zachodzie same z własnej woli, często przy aprobacie rodziny, obcinaja zdrowe piersi i poddają sie kuracji hormonalnej, na zawsze pozbawiając się zdolności do rodzenia dzieci...

Do ruskiej armii wcielani są kryminaliści - recydywiści wszelkiej maści, co jest horrorem dla ludności cywilnej, a na wyspach Brytyjskich i w USA gwałcicieli zamyka sie do więzień dla kobiet, które nie maja możliwości przed nimi uciec...

Taki mamy wybór. Musimy najpierw odbudować wspólnotę. Do tego potrzebny jest cud albo nieszczęście, ale wtedy może być za późno... Jedyne, co mi przychodzi do głowy to modlitwa. Wytrwala modlitwa wielu...

P.S.

Widzialam uliczny sondaż - chyba w Mińsku - robiony przez ruskiego youtubera. Zaczepiał ludzi w róznym wieku, w tym sporo młodzieży. Nie wiem na ile reprezentatywny byl to obraz, ale prawie wszyscy młodzi ludzie wydawali mi się normalni, nie zepsuci, niektórzy lekko nieśmiali. Dokladnie tak wygladało moje pokolenie w okolicach 18-20 roku życia.... Żadnych tatuaży, kolczyków w nosie i kolorowych kłaków, żadnej wulgarności i arogancji tak typowej dla młodych ludzi na zachodzie i u nas. Żadnych cholernych rowerów na ulicach, hulajnóg i tym podobnych atrakcji....

Zachód zwariował i wręcza tym ludziom broń przeciw sobie. Wystarczy jedno nagranie z tzw. gay pride, żeby się porzygali sprzed ekranami, a są przecież lepsze kawałki dostepne w internecie...

Boże, miej nas w swojej opiece! Dlaczego te diably walczą ze sobą? Czyż nie są z jednej stajni? A może jest tak jak widzial to Tolkien, że one nie są zdolne do zgody, mimo, że służą temu samemu panu? 



niedziela, 12 marca 2023

Kto pedofilią wojuje, od pedofilii ginie, na marginesie medialnej nawalanki

Nie mam już zupełnie ochoty komentować bieżącej nawalanki. Po pierwsze, Ziemkiewicz (Tonący trumienki się chwycił) i Lisicki (Bielmo czy wściekły atak? Jan Paweł II i kard. Sapieha w ogniu oskarżeń - w rozmowie z Górnym i Kratiukiem) zrobili o to o wiele lepiej niż ja byłabym kiedykolwiek w stanie, a po drugie nie będę marnować swoich emocji na gry wywoływane przez obce służby, których intencje z całą pewnością nie są dobre.

Żeby nie być gołosłowną, cytuję z portalu Tysol.pl (Burza w Niemczech...):
Rząd RFN i podległe mu organy federalne w ciągu ostatnich pięciu lat wypłaciły dziennikarzom około 1,5 mln euro za – jak to określono – moderację, teksty, redagowanie, szkolenia, wykłady i inne wydarzenia. W sprawę zamieszanych jest 200 dziennikarzy, którzy każdego dnia dostarczają niemieckiej opinii publicznej informacje. 

Z odpowiedzi obecnego rządu federalnego wynika, że około 900 tys. euro trafiło do dziennikarzy nadawców publicznych, a około 600 tys. euro do pracowników mediów prywatnych. "Lista podobno nie obejmuje kwot wypłacanych dziennikarzom przez Federalną Służbę Wywiadowczą. Jako powód podano dobro państwa" - pisze portal stacji Deutschlandfunk.Chodzi o 200 dziennikarzy z czołowych niemieckich mediów

Według portalu informacyjnego t-online chodzi w sumie o 200 dziennikarzy. Część była zatrudniona przez gazety "Spiegel", "Zeit", "Tagesspiegel" i inne media prywatne, ale około 120 beneficjentów pracowało dla nadawców publicznych, takich jak ARD, ZDF, WDR i rbb (...)"

Teraz drogi czytelniku, przypatrz sie uważnie wyróżnionej kolorem informacji i osadź w kontekscie polskiej nawalanki medialnej.. Czy Twoim zdaniem Federalna Służba Wywiadowcza (BND) płaci dziennikarzom tylko w Niemczech, a poza granicami już nie? A slużby wywiadowcze innych państw to jakieś gorsze? Na pewno nie:



Jest niby jakaś reakcja, ale znając polskich sędziów czarno widzę:


Tymczasem Agora zorientowała się, że jej akcja były nieco przedwczesna, albo timing zły:


Ale najlepszy news tego tygodnia to wymiana tweetów między papieżem, który napisał:

“#socialjustice demands that we fight against the causes of poverty: inequality and the lack of labour, land, and lodging; against those who deny social and labour rights; and against the culture that leads to taking away the dignity of others.”

.... a Jordanem Petersonem, który odpowiedział:

“There is nothing Christian about #socialjustice. Redemptive salvation is a matter of the individual soul.”

Kiedy Duch Św, mówi raczej przez profesora- agnostyka, niż następcę św. Piotra!!! 

P.S.

W międzyczasie znalazłam na tweeterze (konto NZG) bardzo trafny komentarz graficzny na temat odpowiedzialności za samobójczą śmierć syna znanej posłanki:




niedziela, 5 marca 2023

Częstochowskie dziady proszalne (wzdłuż ścieżki rowerowej).

Byłam w ostatni weekend lutego na rekolekcjach w Częstochowie. Zatrzymałam się w Hotelu Weneckim (okolice dawnego getta), dzięki czemu dwa razy dziennie przemierzałam prawie całą długość Alei Najświętszej Marii Panny na Jasną Górę i spowrotem. To, co na niej zobaczyłam, dość mocno mną wstrząsnęło. Myślę, że wielu ludzi zgodzi się ze mną, że miasto Częstochowa jest tylko zapleczem Jasnej Góry, dodatkiem do niej i tej alei przecinajacej miasto, którą od wieków pielgrzymi podchodzili pod mury klasztoru. 

Wiem jakie lewactwo ma wpływy w samorządach miejskich, zwłaszcza rządzonych przez lewicę, ale i tak zamienienie najsławniejszego szlaku pielgrzymiego w Polsce na ścieżkę rowerową mocno mnie zaszokowało.....


Aleja zaczyna się (lub kończy w zależności od kierunku marszu) pięknym, zabytkowym kościołem św. Zygmunta.


Przed nim wielki krzyż oparty o ziemię poprzecznym ramieniem i pomnik Jana Pawła II w podeszłym wieku, jako pielgrzyma zdążajacego na Jasną Górę.



A co dalej? Ano pomnik wystawiony rowerzystom! Coś w rodzaju osławionych pomników wdzięczności armii czerwonej. Rowerzyści bowiem jeżdżą z błogosławieństwem władz samym środkiem tej niezwykłej alei, krórej znaczenie i sens urbanistyczny jest dla każdego jasny. Miasto dziękuje tym zagubionym indywiduom za utrudnianie i zakłócanie najpiękniejszego odcinka pielgrzymki na Jasną Górę.




Przeczytajcie sobie, drodzy czytelnicy, ten lewacki bełkot sami, bo szkoda moich oczu!


Dalej miasto postanowiło obsadzić szlak pielgrzymi świeckimi świętymi jako przeciwwagę, czy raczej konkurencję, dla oczywistej wymowy klasztoru i jego otoczenia. Pierwszy w kolejności pomnik-ławeczka zasłużonego lekarza, którego nazwiska nie pamiętam.


Pomnik sam w sobie nie najgorszy, a w każdym razie dużo lepszy niż to, co nas czeka. Kiedyś stawiano lekarzom pomniki przed szpitalami/klinikami, w których pracowali, dziś muszą siedzieć na ławeczkach przy szlaku na Jasną Górę jak, nie przymierzając, dziady proszalne. No nic, idziemy dalej...



Następna z częstochowskiej kolekcji dziadów, czy raczej bab, proszalnych, poetka Halina Poświatowska (o ile dobrze pamiętam), z kotem oczywiście.


A po przeciwnej stronie Marek Perepeczko z pokaźnym brzuchem, tak jak wyglądał pod koniec życia, jako dyrektor miejscowego teatru.
Z całym szacunkiem dla tej instytucji, ale moje pokolenie zapamiętało Perepeczkę jako Janosika i być może on sam chciałby być tak zapamiętany - u szczytu swej kariery i atrakcyjności fizycznej.
Czy chciał zostać częstochowskim dziadem proszalnym? Czy ktoś go o to zapytał? Czy chciał konkurować z Matką Boską Częstochowską? Instynkt aktora by mu to odradził!!!



Dalej obowiązkowa fontanna bez cembrowiny, żeby bylo nowocześnie, z jakże oryginalną dekoracją rzeźbiarską - dziewczynką z gołębiami. Zastanawiam się, czy w kategorii "oryginalny" pomnik/rzeźba miejska zwyciężyłyby wrzechobecne ławeczki czy fontanny z ptakami i dziećmi.

Dużo pisalam o wątpliwej sensowności pozbawiania pomników cokołu w swojej pracy doktorskiej, która tak bardzo zbrzydzila profesora Dobesza, że ze łzami w oczach apelowal do komisji, aby mnie uwaliła. Nie będę więc tu powtarzać tego wywodu, może kiedyś wrzucę co smakowitsze fragmenty na bloga.

Oceń sam, czytelniku, tą uroczą spontaniczność postaci z brązu , a zwłaszcza jej uśmiech (chciałoby się powiedzieć tężcowy) oraz przestrzenny (i każdy inny) sens takiej lokalizacji!






Na koniec dokonanie artystyczne, przy którym poprzednie dziady proszalne wysiadają - Piotr Machalica. Widzę, że zdjęcia nie oddają sprawiedliwości temu dziełu. Wyjaśnię więc, że skala jest większa, ok. 1,5 do 2 razy wielkości człowieka, co uczyniło figurę za ciężką dla drewnianej ławki i trzeba było wykonać brązową, ale jak widać w Częstochowie nie mają problemu z tym szlachetnym materiałem. Wierz mi czytelniku, to jest coś monstrualnego, karykatura po prostu! Jeśli mi nie wierzysz pojedź sobie sam i zobacz na własne oczy!

Na końcu alei niewielka tabliczka, której już nie sfotografowałam, że tu kończy się szlak rowerowy! Taki jest sens tej alei - ponad dwa kilometry trasy rowerowej nie wiedzieć czemu zakończonej po obu stronach kompleksami budowli sakralnych i przyozdobionej (też nie wiedzieć czemu) pomnikami miejscowych znakomitości!

Dobrze, spójrzmy z punktu widzenia komucha/lewaka - to po prostu najbardziej reprezentacyjna aleja miasta. Tak? To niech mi ktoś wyjaśni, do k..wy nędzy, jaki jest sens zamieniania reprezentacyjnych ulic na ścieżki rowerowe!!!

Jest tylko jedno wyjaśnienie - roweryzm (jak już wcześniej pisałam na tym blogu) to konkurencyjna wobec chrześcijaństwa religia. Trasa pielgrzymki zamieniona na para-liturgiczne jeżdżenie rowerem środkiem alei wtę i wewtę.

Dla porównania rzeźby pozostajace w związku z funkcją architektury, w której bliskości się znalazły:




Pomnik prymasa Wyszyńskiego klęczacego pod murami Jasnej Góry.


Posąg św. Rocha (o ile dobrze pamiętam) z końca XVIIIw.




Dwie stacje drogi krzyżowej, którą można odprawiać z wałów wokół klasztoru.

Drodzy lewacy, czy wam się to podoba czy nie, żadna atrakcja turystyczna nie jest większym magnesem dla turystów, niż miejsce cudami słynące. Módlcie się więc do Marksa i Lenina, żeby klasztor jasnogórski takiej sławy dalej zażywał, bo kiedy to się skończy miasto Częstochowa zamieni się w kupę gruzów zamieszkałą przez indywidua, które teraz zaczepiają pielgrzymów pod Jasną Górą. Nie ważne ile ścieżek rowerowych zrobicie, nie ważne ile ławeczek z celebrytami, których sława nie przetrwala ich śmierci, postawicie na poboczach, bez Jasnej Góry Częstochowy nie ma. Szlak Orlich Gniazd też was nie uratuje!!! 




sobota, 18 lutego 2023

Rodowód krwi, czyli wrogie przejęcie marki

Na temat serialu netflixa Wiedźmin, rodowód krwi, którego nie ogladałam i nie zamierzam, mam swoją teorię. Jest to po prostu wrogie przejęcie, celem skompromitowania i ośmieszenia marki. 

W dużej mierze dzięki grom, Sapkowski się przebil i zaistniał dla czytelników na całym świecie. Niezaleznie od tego, co ja sądzę o jego prozie, to jest to jakiś sukces literatury, a zatem kultury polskiej, promocja naszego kraju i regionu jako źrodła folkloru, który dzięki swej nowości dla czytelników na zachodzie i w USA, może być bardzo atrakcyjny.

Zaczynam podejrzewać, że istnieje jakaś loża masońska, której głównym zadaniem jest kompromitowanie Polski, jej historii i kultury. Nawet sukces lewicującego pisarza fantasy i takichż twórców gier komputerowych jest dla niej nie do zniesienia.

Nie sposób inaczej wytłumaczyć działalności tzw showrunnerki Lauren Schmidt Hissrich i jej zespołu scenarzystów. Nie jest możliwe, żeby Netflix nie zdawal sobie sprawy, że zarzyna kurę znoszącoą złote jajka. Moim zdaniem to właśnie było celem całej imprezy i Sapkowski, napalony na kasę, podpisal cyrograf, wyrok śmierci na swoje literackie dziecko. Może sądzi, że dzięki temu ludzie tym chętniej chwycą za książki. Nie wiem czy to tak działa.

Od pewnego czasu zauważam, że oglądanie recenzji na YouTube jest o wiele ciekawsze niż samych filmów, które są ich obiektem. Szczególnie polecam komentarz do wyżej wymienionego serialu autorstwa HeelvsBabyface (https://youtu.be/3QhXaSNXs80). Uśmiałam się do łez. Gruby, łysy facet z mikrofonem i poczuciem humoru dostarczył mi o wiele bardziej wyrafinowanej rozrywki niż produkcje, na które zmarnowano miliony dolarów, ale nie zadbano o sensowny scenariusz. No własnie, nie zadbano czy zadbano, aby byl totalną klapą? Obawiam się, że to drugie. Ktoś może mnie wyśmiać jako paranoiczkę, ale ja wierzę bardziej swojej intuicji niż czemukolwiek innemu. 


sobota, 28 stycznia 2023

O Całunie Turyńskim

Od pewnego czasu odświeżam sobie wiedzę o Całunie Turyńskim poszerzając o najnowsze hipotezy. Obejrzałam dokładnie stronę prowadzoną od lat 90-tych przez Barry'ego Schwarza (https://shroud.com), fotografa w amerykańskiej ekipie naukowców STURP badającej w 1978 roku obiekt na miejscu. Było to jedyne własciwie badanie wykonane na obiekcie, a wszystkie wyniki opublikowano w recenzowanych periodykach naukowych. Są dostępne dla każdego na wyżej  wspomnianej stronie gdzie także można obejrzeć dokumentację fotograficzną.

W 1988 wycięto z brzegu całunu próbkę wielkości 4 na 8 cm, z czego połowę podzielono na na trzy części i wysłano do trzech laboratoriów: w Oxfordzie, Zurichu i Arizonie. Każdy z ośrodków podzielił swoją na mniejsze kawałki i przeprowadził badanie metodą radioaktywnego węgla C14. O ile dobrze rozumiem próbkę się po prostu spala, a nastepnie liczy stosunek węgla C12 do C14 w tym, co zostanie.

W Oxfordzie trzy kawałki próbki (najbardziej skrajnej) datowano następująco: 1155, 1205, 1220, z czego wyliczono średnią 1200 po Chrystusie.

W Zurychu pięć próbek datowano: 1217, 1228, 1271,1311,1315, z czego średnia wynosiła 1273 po Chrystusie

W Arizonie osiem próbek (z najbliższej wizerunku) datowano: 1249, 1197, 1274, 1344, 1249, 1318, 1410, 1376, co dalo średnio 1303 po Chrystusie.

Przy ogłoszeniu wyników oczywiście nie podano wartości uzyskanych z wyżej wymienionych poszczególnych prób, gdyż nie o rzetelność tu chodziło tylko podważenie wiary chrześcijan, że mógłby to być całun Chrystusa, dokumentujący jego krzyżową śmierć i zmartwychwstanie. Slowa "medieval forgery", "fraud" i "hoax" pojawiały sie we wszystkich komunikatach.

Interesującym szczegółem jest fakt, że połowa 8 centymetrowej próbki nie została użyta do badań, a był to najbardziej skrajny kawałek. Natomiast w tych spalonych zauważono, że im bliżej znajdował się kolejny fragment wizerunku, tym młodszy sie okazywał. Postepowało to w takim tempie, ze gdyby wycięto próbkę ze środka , np. ze złożonych rąk prawdopodobnie wykazałaby wiek 8000 po Chrystusie!!!

Jest wiele hipotez na temat tych wyników, z których najbardziej znana jest o zawartości bawełny, użytej przez siostry zakonne do zacerowania ubytków w XVIw. Wielu zwolenników autentyczności całunu ją odrzuca i wysuwa własne, których nie zamierzam tu referować.

Żaden z przeciwników całunu nie wydaje się człowiekiem poważnym, może z wyjątkiem chemika McKrone'a, autora hipotezy, że wizerunek jest malowany ochrą, a krew związkiem siarki, który nawet calunu nie badał tylko widzial pod mikroskopem cząsteczki zebrane taśmą. Killku naukowców z nim polemizowało, chyba z sukcesem sądząc po teoriach typu "zdjęcie wykonane przez Leonarda da Vinci" i temu podobnych figlach, które pojawiły sie później.

Oglądanie kolejnych prezentacji na ten temat jest dla mnie prawdziwa udręką, bo kiedy widzę fizyka nuklearnego, który twierdzi, że "in the jewish culture" wbijano gwoździe w nadgarstek i inne podobne kwiatki świadczące o nieznajomości historii nawet na poziomie szkoły podstawowej, to nie mogę dalej tego słuchać.

Wrzuciłam w googla "Shroud of Turin" i "art history" i wyskoczył mi artykuł, o eksperymencie z camerą obscurą przeprowadzonym przez jakiegoś błazna. Czy nie jest to dziwne, że żaden historyk sztuki nie rzuca się na temat, przecież wojujących ateistów w tym środowisku tez nie brakuje. 

Nikt też nie zadaje podstawowego pytania: Po jaki cholerny grzyb jakiś średnowieczny rzemieślnik miałby poświęcać tyle czasu i ambarasu na nanoszenie wizerunku wytworzonego bez użycia farb na lniane płotno, aby udawało calun Chrystusa? Skąd przekonanie, że całun Chrystusa mial na sobie jego odbicie? W żadnej z ewangelii nie ma na ten temat wzmianki. Jest legenda o chuście św. Weroniki, ale to nie byl całun i odbiła sie na nim tylko twarz! Jezeli odrzucić przekazy o mandylionie i relacje krzyżowców, że całun byl pokazywany co piątek w jednym z kościołów Konstantynopola to temat nie istnieje. A przecież przeciwnicy calunu muszą je odrzucić, bo podważają datowanie węglem C14, a poza tym wynika z nich, że taki obiekt istniał, nawet jesli potem zaginął podczas zlupienia Konstantynopola przez krzyżowców.

Oszust handlujący relikwiami mógł po prostu wziąć odpowiednio duży kawałek lnianego, sfatygowanego płótna, podrobić biskupie pieczęcie i nieźle zarobić napotkawszy naiwnego. Żaden wizerunek nie byl mu potrzebny do sukcesu tej operacji!!! Wręcz przeciwnie, mógł wzbudzić uzasadnone podejrzenia, jak sie zresztą stało w przypadku Całunu  Turyńskiego, uznanego przez papieża Klemensa (nie pamietam którego) za symboliczne przedstawienie. Wiara, że jest to autentyk zaczęła sie dopiero od negatywu fotografii włoskiego amatora z konca XIXw. - Secondo Pia, za który posądzono go o oszustwo i odsądzono od czci i wiary.

Myślę, że niezaleznie od poglądów każdy historyk sztuki wie, że zamiana młodzieńczego rzymskiego wizerunku Jezusa bez zarostu z katakumb, na podłużną fizjonomię dojrzałego, brodatego męzczyzny o charakterystycznych długich włosach (czasem związanych z tyłu), jakich w Rzymie nie noszono ani w I w., ani w V, miała konkretna przyczynę. Byl nią określony pierwowzór, którego charakterystyczne szczególy powielają niezliczone ikony i mozaiki w apsydach bizantyjskich kościołów. Natomiast rudawy koloryt włosów i zarostu Jezusa znany z malarstwa zachodniego ma źródło w chuście z Manopello, niegdyś pokazywanej regularnie pielgrzymom w bazylice św. Piotra.




sobota, 14 stycznia 2023

Hej ludzie prości, Bóg z wami gości!

Oglądałam sobie niedawno fragmenty Znachora, najpierw wersję oryginalną, a potem z ruskim dubbingiem. Najciekawsze były komentararze do rosyjskiej wesji. Wszystkie, co do jednego, pozytywne, a słowo arcydzieło (szedewr) pojawiało się (co najmniej) w co drugim.

Nie wiem czy ja okresliłabym tak film Hoffmana, nawet nie pamiętam czy kiedykolwiek widziałam go w całości. Najczęściej oglądam wątek syna  młynarza, któremu znachor łamie żle zrośnięte nogi i składa ponownie,  kradzież narzędzi chirurgicznych potrzebnych do trepanacji czaszki i scenę w sądzie. Wątek romansowy mnie zupełnie nie przekonuje, a utrata pamięci przez wybitnego chirurga (i odzyskanie jej na koniec) też wydaje mi się raczej wydumanym konceptem. To co mnie wzrusza to postać wiejskiego znachora, który ma talent od Boga i szlachetne serce. Lekarz, który go zwalcza z zazdrości, ziemiańska rodzina, która traktuje go protekcjonalnie i osądzajacy go prawnicy mogliby mu czyścić buty i poczytywać sobie to za zaszczyt... O takich znachorach opowiadał czasem mój ojciec. Naprawdę wystepowali w przyrodzie, zwłaszcza na kresach, tak jak to ukazuje film...

Niedawno odnalazłam rękopis mojego wujka, Olgierda, który chciał opublikować swoje wspomnienia, ale nie zdążył. Właściwie dopiero zaczął - kilka uwag o rodzicach, rodzinnej wsi, okolicach i panujących tam stosunkach. Dla mnie bardzo cenne, bo sama noszę się z zamiarem napisania czegos na ten temat, może monografii jego twórczości, ale tak naprawde interesuje mnie właśnie ta biedna wieś na kresach i inne do niej podobne, w których mieszkali moi przodkowie...

Bardzo ciemne słoneczniki autorstwa wujka Ogierda

Wujek wspomina jak czasem widział z daleka hrabiego Tyszkiewicza na gniadym ogierze i jego żonę, Niezabitowską z domu... Nigdy oczywiście nie miał zaszczytu rozmawiać z państwem, do ewentualnych kontaktów z okolicznymi chłopami służył rządca (Stankiewicz, jak mi się wydaje). Myślę sobie o tym ambitnym, wybitnie utalentowanym chlopcu, który patrzy z daleka na uprzywilejowane indywidua i ma już wtedy świadomość, że pod względem potencjału co najmniej im dorównuje, a prawdopodobnie przewyższa wielokrotnie, ale zawsze będzie uznawany za kogoś gorszego...

Tak miał wyglądać rodzinny dom w Łaszukach, malowany po latach, z pamięci

Znam dobrze tą gorycz z własnego doswiadczenia. Nie każdy ma tak szlachetne serce jak filmowy znachor... Tak czy siak, wojna okazała się dla mojego wujka szansą. Cały swiat się wywrócił do góry nogami i on, przez szczelinę w systemie, dotarł po wielu trudach do swego celu... Skończył malarstwo na warszawskiej ASP i zaczął malować... Oczywiście nie był w stanie się z tego utrzymać, pracował więc jako nauczyciel. Ożenił się z panną z dobrej szlacheckiej rodziny, która przez kontrast z nim robiła wrażenie prostej kobiety, a ich dzieci odniosły spory sukces życiowy na niwie naukowej lub artystycznej, bo odziedziczyly talenty po ojcu, a pewność siebie po rodzinie matki...

Panny Tycjanówny, jak określała nas pani biblotekarka z podstawówki -moja siostra (na pierwszym planie) i ja (w głębi). Miałyśmy wtedy odpowiednio 18 i 16 lat

Wszystko to piszę dlatego, że raz po raz jakiś kompletny baran, pretendujący do przynależności do"elity" wyraża się z pogardą o tzw. zwykłych ludziach, chłopach czy kimś podobnym. Jeżeli tylko tak mówi, to pół biedy, ale wydaje mi się, że ci kretyni naprawdę tak myślą...

Tymczasem kiedy porównać tych pogardzanych "chłopów" np. z rodzin mojego ojca czy matki z dowolnym celebrytą, to istnieje przepaść intelektualna między nimi, tylko w odwrotnym kierunku niż ci nadęci debile myślą. Jedyne, czym elita góruje na "zwykłymi ludźmi" to pewność siebie, niczym nie uzasadniona zresztą. Talenty - i ogólnie - potencjał intelektualny, moralny, artystyczny i każdy inny jest po drugiej stronie... Warto pamiętać, że Jezus wychował się w domu cieśli, a apostołowie byli rybakami...

Pewnie dlatego ludzie płaczą oglądając Znachora, bo widzą po stronie pogardzanych najczystsze złoto, a po stronie lepszych we własnym mniemaniu nicość. I to jest prawda, którą ludzie rozpoznają z własnego doświadczenia.

P.S. 
Anna Dymna, ktora grała Marysię Wilczurównę, wspominała, że jakiś recenzent określił film Hoffmana mianem  lukrowanego gówna. Moim zdaniem film - w swoim gatunku - jest niezly, a w każdym razie o niebo lepszy od przedwojennego. Książki Dołęgi-Mostowicza nie znam, ale nie podejrzewam, żeby było to dzieło wybitne.

Natomiast określenie lukrowane gówno wydaje mi się bardzo precyzyjnie określać istotę klas wyższych lub za takie się uważajacych. Jeszcze w przypadku przedwojennego ziemiaństwa czy inteligencji można przyjąć, że w jakimś procencie składała się z ludzi wartościowych i zasłużonych dla kraju, ale wśród obecnych samozwańczych elit raczej nikogo takiego nie znajdziemy. Lukier - tzn znajomość pewnych form, zachowań i poglądów tolerowanych "na salonach" - położony jest na na wyżej wymienioną substancję w stanie czystym.

niedziela, 1 stycznia 2023

Optymistycznie na nowy rok 2023

Znalezione na twitterze, na koncie Gavina Ashendena:


Obrazek mnie bardzo porusza, piesek ma więcej rozumu niż niektórzy zacietrzewieni ludzie.

Po wzmożeniu pt "pedofilia w Kościele" było kolejne pt "zakazać spowiedzi dzieci", a nawet zaniepokojenie jak straszliwa idea, że Bóg wszystko widzi może im zaszkodzić. Co ci ludzie mają w głowie to się w pale nie mieści! Wyobrażaja sobie, że Bóg podgląda dzieci w toalecie i to narusza ich prywatność!!!

Tymczasem idea, że Bóg widzi wszystko, wie wszystko i zna nasze serca lepiej niż my sami jest naszą najlepszą bronią przeciw całemu złu tego świata. O cokolwiek zostaniemy fałszywie oskarżeni, jakakolwiek niesprawiedliwość nas dotknie, wiemy, że Bóg widział jak naprawdę było i tylko to ma znaczenie. Akceptacja czy nawet miłość innych ludzi to rzecz niepewna i nie warta, aby o nią zabiegać. Czlowiek, który żyje w świadomości, że Bóg na niego patrzy jest nie do złamania, czego życzę wszystkim potencjalnym Czytelnikom w roku 2023 i następnych!!!